Pałac Północy - Carlos Ruiz Zafon

Kup ebooka

29.60 zł
23.68 zł (23,18 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nigdy nie zapomnę tej nocy, kiedy Kalkutę otulił biały całun śniegu. Z kalendarza wiszącego w sierocińcu St. Patrick's spadały już ostatnie kartki maja 1932 roku, zabierając w przeszłość jeden z najgorętszych miesięcy w całej historii tego miasta pałaców.

Z dnia na dzień czekaliśmy ze smutkiem i z lękiem na lato, podczas którego mieliśmy skończyć szesnaście lat, co oznaczało nasze rozstanie i rozwiązanie Chowbar Society, sekretnego klubu, który stowarzyszał tylko siedmiu członków, a zarazem naszego domu, jedynego podczas wielu lat pobytu w sierocińcu. Tam dorastaliśmy, sami sobie starczając za całą rodzinę i nie mając innych wspomnień niż historie opowiadane sobie po północy przy ognisku rozpalonym na podwórzu starego opuszczonego domu na rogu Cotton Street i Brabourne Road, zrujnowanego budynku nazwanego przez nas Pałacem Północy. Nie wiedziałem wówczas, że to moje ostatnie spotkanie z ulicami, na których dorastałem, i z miejscem, którego zły czar prześladuje mnie do dziś.

Od tamtego czasu nie wróciłem już do Kalkuty, ale zawsze pozostałem wierny przysiędze złożonej w milczeniu w białym deszczu nad brzegiem rzeki Hooghly: że nigdy nie zapomnimy tego, czego byliśmy świadkami. Z upływem lat nauczyłem się skrzętnie gromadzić w pamięci każde najdrobniejsze przeżycie owych dni i zachowywać listy, które dochodziły do mnie z przeklętego miasta, podsycając płomień moich wspomnień. Dowiedziałem się z nich, że nasz Pałac zburzono, by na jego zgliszczach wybudować biurowiec, i że Mr. Thomas Carter, dyrektor St. Patrick's, zmarł, przeżywszy ostatnie lata swego życia w ciemnościach, po owym pożarze, który na zawsze zamknął jego oczy.

Czytałem w listach o stopniowym znikaniu miejsc, wśród których upływało wówczas nasze życie. Furia miasta pożerającego samego siebie i fatamorgana czasu w końcu zatarły wszelki ślad po członkach Chowbar Society.

W ten oto sposób, nie mając innego wyboru, musiałem nauczyć się żyć z obawą, że nasza historia z braku narratora przepadnie na zawsze.

Ironia losu sprawiła, że to właśnie ja, osoba najmniej do tego odpowiednia, miałem podjąć się trudu opowiedzenia naszej historii i wyjawienia sekretu, który tyle lat temu połączył nas i zarazem rozdzielił na zawsze na starym dworcu kolejowym Jheeter's Gate. Wolałbym, by ktoś inny zajął się wydobyciem jej z niepamięci, ale po raz kolejny życie pokazało, iż pisana mi była rola świadka, a nie głównego bohatera zdarzeń.

Przez wszystkie lata zachowałem nieliczne listy Bena i Roshana, dołączając je do dokumentów, które naświetlały los każdego z członków naszego szczególnego stowarzyszenia. Zaglądałem do tych listów wielokrotnie i nieraz czytałem je na głos w pustelni mego gabinetu. Być może czułem intuicyjnie, że przeznaczone mi było stać się depozytariuszem pamięci całej naszej grupy. Być może rozumiałem, że spośród tych siedmiu chłopców ja zawsze byłem najmniej skłonny do podejmowania ryzyka, niczym się nie wyróżniałem i zachowywałem daleko posuniętą ostrożność, tym samym więc miałem największe szanse przetrwania.

Pomny tej sytuacji, ożywiony nadzieją, że nie zawiedzie mnie pamięć, spróbuję na nowo przeżyć tajemnicze i przerażające zdarzenia owych czterech dni maja 1932 roku.

Nie będzie to zadanie łatwe i proszę czytelników o wyrozumiałość dla wysiłków mego nieudolnego pióra wydobywającego z przeszłości tamto mroczne lato w Kalkucie. Starałem się jak najwierniej zrekonstruować to, co rzeczywiście się zdarzyło, i cofnąłem się pamięcią do wypadków, które miały nieubłaganie przeciąć linię naszego przeznaczenia. Pozostaje mi już tylko zniknąć ze sceny i pozwolić, by przemówiły same zdarzenia.

Nigdy nie zapomnę moich przyjaciół, ich twarzy ściętych przerażeniem owej nocy, kiedy w Kalkucie zaczął padać śnieg. Ale zacznę zgodnie z zasadą, którą wpoił mi mój przyjaciel Ben, czyli opowiem rzecz całą od początku...

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji