2
Jest akurat zima. Co prawda dość ciepła - tamtej nocy, kiedy ją poznałeś, błędnie oceniłeś odległość ze stacji metra do pubu i po pół godzinie marszu w samej koszuli, już na miejscu, odkryłeś, że masz pot na czole - ale jednak zima. Zła pora, żeby się w kimś zakochać. Spotkania w letnie wieczory podsycają to, co inaczej by zblakło. Możesz wyjść z tą osobą na spacer i wyrwać się na chwilę z dusznej klitki, w której mieszkasz. Możesz poczęstować się od niej papierosem. Mrużysz wtedy oczy, bo nikotyna drażni twój mózg, i wydmuchujesz dym w nieruchome, upalne powietrze londyńskiego wieczoru. Możesz spojrzeć w niebo i stwierdzić, że w ostatnich miesiącach jego błękit niespecjalnie się pogłębił. A zimą zadowalasz się wyskoczeniem na szybką fajkę i zaraz wracasz do domu.
Wspominasz o tamtej kobiecie młodszemu bratu, który był na tej samej imprezie, odtwarzasz jej obraz z tego, co zapamiętałeś, zupełnie jakbyś z muzycznych sampli składał nowy kawałek.
- Możliwe, żebym jej nie widział?
- Była wysoka. Dość wysoka.
- Okej.
- Ubrana cała na czarno. Beret, włosy zaplecione w warkoczyki. Wyglądała super.
- W ogóle nie kojarzę.
- Bar wygląda tak. - Układasz ręce w kształt litery "L". - Ja stoję tutaj. - Wskazujesz na zgięcie "elki".
- Chwila.
- No i? - pytasz zniecierpliwiony.
- Czy to w czymś pomoże, jeżeli ci powiem, że byłem kompletnie napruty i nic a nic nie pamiętam?
- Jesteś beznadziejny.
- Nie, tylko nawalony. I to konkretnie. No więc co dalej?
- W sensie?
Siedzicie w pokoju, trzymając w dłoniach kubki z herbatą. Igła adapteru cicho trzeszczy na winylu płyty gramofonowej, rozlega się pulsujący, kontemplacyjny rytm: bum, bum, bum.
- A więc spotkałeś miłość swojego życia...
- Tego nie powiedziałem.
- "Byłem na imprezie i nagle poczułem czyjąś obecność, odwróciłem się i oto stała przede mną dziewczyna, nie, kobieta, a na jej widok po prostu zaparło mi dech w piersi".
- Spadaj - mówisz, zwalając się na kanapę.
- A jeśli już jej nie spotkasz?
- Wtedy złożę śluby czystości i resztę tego i kolejnego życia spędzę samotnie w górach.
- Brzmi dość dramatycznie.
- A ty co byś zrobił?
Wzrusza ramionami, podnosi się, żeby przełożyć płytę na drugą stronę. Głośniejszy chrobot, jakby ktoś podrapał paznokciem po skórze.
- To nie wszystko - odzywasz się.
- To znaczy?
Wbijasz wzrok w sufit.
- Ona spotyka się z Samuelem. To on nas ze sobą poznał.
- Że jak?
- Dowiedziałem się później. Ale chyba od niedawna są razem.
- Jesteś pewien?
- Tak mi się wydaje. Widziałem, jak całowali się w kącie.
Freddie śmieje się i podnosi ręce.
- Nie osądzam cię, stary. Zawsze można się pomylić. Ale chyba będziesz musiał... - Robi z palców nożyczki i wykonuje gest cięcia.
Co zrobić z pożądaniem? Idąc za nim, siejesz ziarno i wiesz, że w końcu jakimś cudem coś z niego wyrośnie. Poddajesz się czemuś, co wymyka się rozumieniu.
Ale nawet jeśli z tego ziarna coś wyrośnie i będzie żyło, oddychało, kwitło, nie ma gwarancji odwzajemnienia. Ani kolejnego spotkania. Dlatego jesteś zwolennikiem letnich flirtów. Bo nawet jeśli rozstaniecie się w jakąś długą noc, nawet jeśli wasze drogi się rozejdą albo zaśniecie samotnie, tylko ze wspomnieniem niedawnej intymności, w końcu przez szczelinę między zasłonami wpełznie promień letniego słońca. Jutro znów będzie długi dzień, a po nim równie długa noc. Kolejna duszna klitka albo grill z odrobiną jedzenia i mnóstwem picia. Kolejna nieznajoma będzie uśmiechać się do ciebie w ciemności albo przyglądać ci się z drugiego końca ogródka. Dotknie twojego ramienia, gdy obydwoje będziecie się głośno śmiać z jakiegoś pijackiego kawału. Potem wpadniecie zdyszani przez drzwi, obłapiając się nawzajem albo próbując po cichu namierzyć łazienkę w obcym domu. A zimą rzadko wychodzisz na zewnątrz.
Poza tym, żeby uporać się z pożądaniem, czasem lepiej zrobić mu przestrzeń. Poczuć je, dać się zaskoczyć i ulec mu, aż zaboli. Bo czy jest coś lepszego od przekonania, że znajomość z kimś zmierza w stronę miłości?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki