Otello - William Shakespeare

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena 2

Tamże. Inna ulica.

Wchodzą Otello i Jago z orszakiem.

JAGO Na wojnie, panie, niejednegom zabił, Ale popełnić rozmyślne morderstwo, Jakoś to z moim sumieniem niezgodne. Braknie mi czasem złości, co by mogła W czymś mi dopomóc. Z jakie dziesięć razy Miałem myśl pchnąć go tu, pomiędzy żebra. OTELLO Lepiej jest tak, jak jest. JAGO Kiedyż bo prawił Takie szkarady i w tak obelżywy O waszej cześci wyrażał się sposób, Że gdyby nie ten kęs bogobojności, Jaką mam, byłby mi żywcem nie uszedł. Ale czy tylko twe małżeństwo, panie, Szczelnie zawarte? bo ten magnifikus Ma popleczników i gdy się uweźmie Co przeprowadzić, głos jego dorówna Głosowi doży. On was zechce rozwieść Albo wam tyle narobi trudności I tarapatów, o ile mu prawo Wszystkimi jego wpływami poparte Da k'temu kiersztak. OTELLO Niech czyni, co zechce. Usługi, jakiem oddał senatowi, Zagłuszą jego skargę. Wiedz, Jagonie, I nie zaniedbam z tym jawnie wystąpić, Skoro się dowiem, że chwalba uzacnia; Wiedz, że wywodzę ród ze krwi królewskiej, Zasługi moje mogą i bez czapki Równać się z taką wysoką fortuną Jak ta, po którą sięgnąłem. O gdybym Nie kochał czule pięknej Desdemony, Pewnie bym nie był mej niezależności, Nie krępowanej żadnym stałym miejscem, Samochcąc ujął w granice i ścieśnił Za wszystkie skarby mórz. Co to za światła? JAGO To gniewny ojciec z swymi przyjaciółmi: Ustąpmy, panie. OTELLO Nie mnie to przystoi. Stawię im czoło: godność moja, stopień I nieskażona prawość mojej duszy Będą świadczyły za mną. Czyż to oni? JAGO Na twarz Janusa! podobno nie.

Wchodzi Kasjo z dwoma posłańcami Doży.

OTELLO Są to Przyboczni słudzy doży i mój Kasjo. Pomyślnej nocy, moi przyjaciele! Cóż tam nowego? KASJO Doża cię pozdrawia, Wodzu, i wzywa, abyś się niezwłocznie, Jak najniezwłoczniej stawił. OTELLO W jakim celu? Nie wiesz? KASJO Jeżeli domysł mój prawdziwy, O Cypr to idzie: jakoś tam gorąco. Flota przysłała ze dwunastu gońców W ciągu tej nocy, jednego za drugim. Zbudzonych ze snu wielu panów Rady Już się zebrało u doży, wysłano Na gwałt po ciebie, panie, a gdy w domu Cię nie zastano, senat pchnął umyślnych W trzy różne strony, aby cię wyszukać. OTELLO Dobrze się stało, żeście mię znaleźli. Zostawię tylko parę słów w tym domu I pójdę z wami.

Wychodzi.

KASJO Co on tu porabia, Jagonie? JAGO Hm! hm! co? Pojmał tej nocy Lądową szkutę: zdobycz to na wieki, Jeżeli tylko się okaże prawną. KASJO Nie zrozumiałem. JAGO Ożenił się. KASJO Z kim?

Otello powraca.

JAGO Ba! z kim... Idziemy, panie? OTELLO Jestem gotów, KASJO Oto nadchodzi drugi poczet, wodzu, Szukając ciebie. JAGO To Brabancjo, miej się Na ostrożności, wodzu, bo on nie ma Dobrych zamiarów.

Brabancjo, Rodrygo i urzędnicy policyjni wchodzą uzbrojeni i z pochodniami.

OTELLO Hola! stójcie no tam!

RODRYGO do Brabancja

Siniore, to ten Murzyn. BRABANCJO Ha! rabusiu!

Z obu stron dobywają mieczów.

JAGO Rodrygo? Jestem na pańskie usługi. OTELLO Schowajcie miecze, bo się rdzą pokryją Od rosy nocnej. Wiek wasz, panie, więcej Dokazać może niżeli wasz oręż. BRABANCJO Nędzny rabusiu! gdzieś podział mą córkę? Oczarowałeś mi ją, potępieńcze; Bo powołuję się na wszystko w świecie, W czym jest choć trochę zdrowego rozsądku, Czy młoda dziewka, piękna i szczęśliwa, I tak stanowczą mająca odrazę Do małżeńskiego stanu, że wzgardziła Kwiatem najpierwszej tutejszej młodzieży, Bez popadnięcia w czarodziejskie wnyki, Byłaby kiedy na ogólny pośmiech Zbiegła z ojcowskich progów, by się rzucić Na powleczone sadzą łono takiej Jak ty istoty, wzbudzającej postrach, Nie pociąg? Niechaj cały świat osądzi, Czyli to nie jest tak jasne jak słońce, Żeś ją ty kunsztem piekielnym usidlił, Uwiódł jej młodość jakimiś kroplami Lub czymś podobnym, co o szał przyprawia; Śledztwo to musi wykryć: jest to bowiem Jawne dla myśli, prawie dotykalne. Aresztuję cię przeto i oskarżam Jako oszusta praktykującego W pokątny sposób zakazane sztuki. Bierzcie go: jeśli zaś będzie się ważył Stawić wam opór, użyjcie przemocy, Choćby miał życiem przypłacić. OTELLO Odstąpcie, Wy, co trzymacie ze mną, i wy drudzy. Gdyby mi z roli wypadało walczyć, Byłbym był o tym wiedział bez suflera. Gdzież mam pójść, panie, aby odpowiedzieć Na uczyniony mi zarzut? BRABANCJO Do turmy. Gdzie siedzieć będziesz, dopóki cię zwykły Bieg procedury przed sąd nie powoła. OTELLO Gdybym, przypuśćmy, był posłuszny temu, Ciekawy jestem, co by w takim razie Powiedział doża, którego posłańcy Przyszli mię w nagłym interesie państwa Wezwać do niego i oto tu stoją Czekając na mnie. POSŁANIEC Nie inaczej, panie; Doża jest w sali obrad i dostojna Osoba wasza była niewątpliwie Wezwana tamże. BRABANCJO Doża w sali obrad? Teraz, wśród nocy? Wiedźcie go tam! Ważną I ja mam sprawę. Wspaniały nasz doża I każdy z moich współkolegów pewnie Uczuje moją krzywdę tak jak swoją; Bo gdyby taki czyn płazem uchodził, Lada poganin rej by u nas wodził.

Wychodzą.

Scena 1

Wenecja. Ulica, przy której położony jest dom Brabancja.

Wchodzą Rodrygo i Jago.

RODRYGO Nie mów mi tego, Jagonie, nie mogę Słuchać tej mowy. Tyż to, coś mą kiesą Tak rozporządzał, jakby była twoja, Śmiesz mi powiadać, żeś tego był świadom? JAGO Do licha! słuchajże lepiej, co mówię; Jeżeli mi się o tym kiedy śniło, To mną pogardzaj. RODRYGO Czyżeś mi nie mówił, Że go nie cierpisz? JAGO Brzydź się mną, jeżelim Nie mówił prawdy. Trzech magnatów naszych Forytowało mię na namiestnika I osobiście czapkowało przed nim, Aby mi dał ten stopień; jakem żołnierz. Stopień ten słusznie mi się przynależał: Znam moją wartość; a on, zatopiony W swym widzimisię i w swej dumie, zbył ich Napuszonymi frazesami, srodze Nastrzępionymi w wojenne termina: "Wierzcie mi - prawił moim protektorom - Żem już mianował kogoś na to miejsce." I któż to taki ten ktoś? Patrzcie jeno: Ot, zawołany jakiś arytmetyk, Jakiś tam Michał Kasjo, Florentyńczyk. Podwikarz, na wpół potępiony w związkach Z piękną kobietą, który, póki życia, Jednego hufca nie powiódł do boju I na sprawieniu wojska w polu zna się Tyle co prządka; bohater książkowy, Co o teorii umie pleść nie gorzej Niż jaki burmistrz; cała bowiem jego Sztuka wojenna w gębie, nie w praktyce. Ten to wybrany został, a ja, panie, Com w jego oczach pokazał, co umiem, W Rodos i w Cyprze, i po innych ziemiach Tak chrześcijańskich, jak pogańskich, pchniętym Pod wiatr i wodę przez tego plus minus, Przez tę chodzącą kredkę; on to został, Pożal się Boże! namiestnikiem jego Murzyńskiej mości, a ja, ja być muszę Jego chorążym. RODRYGO Ja bym wolał zostać Jego oprawcą! JAGO Nie ma na to środka; Taki to służby przeklęty porządek: Awans zależy od łask i protekcji, A nie od prawa starszeństwa, co każe, Aby po jednym odziedziczał miejsce Drugi z kolei. Osądźże sam teraz, Czy mam jaki bądź obowiązek kochać Tego Murzyna.

RODRYGO

To bym go porzucił. JAGO O, pozwól: służę mu gwoli odwetu. Nie wszyscy, bracie, możem być panami, Ale nie wszyscy też panowie mogą Mieć wierne sługi. Znajdziesz niejednego W kabłąk zgiętego, potulnego ciurę, Co w niewolniczych kochając się więzach, Trzyma się miejsca jak osioł za lichą Garstkę obroku; a kiedy zepsieje, Na stare lata bywa odpędzony. W skórę takiego kornego cymbała! Są znowu inni, co pod wymuskaną Formą i strojną barwą uległości Chowają serce, siebie tylko pomne; Co dając tylko pozór wiernych usług Swym przełożonym, popierają przez to Własny interes, a porósłszy w pierze, Nie potrzebują już nikogo słuchać Prócz siebie samych. Ci mają krztę ducha I do tych rzędu ja się liczę. Jużci, Gdybym był w skórze Otella, nie chciałbym, Ma się rozumieć, być w skórze Jagona: Rzecz to tak pewna, jak żeś ty Rodrygo. Służąc mu, służęli samemu sobie: Nie z przywiązania ani z obowiązku, Niebo mi świadkiem! ale pod pokrywką Tego obojga - dla widoków własnych. Gdyby me czyny miały kiedykolwiek Wydać na zewnątrz wewnętrzny stan, zakrój Mojego serca, niedługo bym potem Musiał to serce nosić u rękawa Na żer dla kruków. Nie jestem, czym jestem. RODRYGO Jakież, u licha, szczęście niesłychane Ma ten grubodziób, że mógł tego dopiąć! JAGO Ostrzeż jej ojca, zbudź go ze snu, otwórz Staremu oczy, zatruj mu pociechę; Narób hałasu w mieście; podszczuj krewnych; Niechaj go muchy tną za twoją sprawą. Chociaż łagodny zamieszkuje klimat; Choćbyś mu szczęścia nie wydarł, przynajmniej Tak mu je zapraw piołunem udręczeń, Iżby cokolwiek zbladło. RODRYGO W tym tu domu Mieszka jej ojciec, zawołam na niego. JAGO Zrób to, i głosem tak alarmującym Jak ktoś, co w nocy zapuszczony ogień Dostrzeże nagle w ludnej części miasta. RODRYGO Hola! Brabancjo! hej! sinior Brabancjo! JAGO Wstawaj, Brabancjo! Złodzieje! Złodzieje! Strzeż się! Chroń swoją córkę! Chroń swe worki! Złodzieje! Gwałtu! Złodzieje!

Brabancjo ukazuje się w oknie.

BRABANCJO Jakiż jest powód tego zgiełku? Co się Takiego stało? RODRYGO Wszyscyż twoi, panie, Są w domu? JAGO Sąli drzwi twojego domu Zamknięte, panie? BRABANCJO Po co te pytania? JAGO Niech diabli wezmą! Okradli was: weźcie Prędzej opończę! Przeszyto wam serce; Utraciliście połowę swej duszy. W tej właśnie chwili czarny baran tryka Białą owieczkę waszą. Żywo! żywo! Bijcie w dzwon; zbudźcie chrapiących sąsiadów. Inaczej czart was wystrychnie na dziadka. Żywo! powiadam. BRABANCJO Czyście oszaleli? RODRYGO Poznajeszże mój głos, czcigodny panie? BRABANCJO Nie: któż waść jesteś? RODRYGO Imię me Rodrygo. BRABANCJO Imię to jeszcze bardziej cię potępia. Wzbroniłem ci się zbliżać do mych progów; Zapowiedziałem ci, że moja córka Nie jest dla ciebie; a ty, wiedzion szałem, Przebrawszy miarę napoju przy uczcie, Przychodzisz teraz zuchwale przerywać Mój wypoczynek. RODRYGO Siniore! siniore! BRABANCJO Ale wiedz o tym, że gniewowi memu I stanowisku nie zbywa na środkach Dania ci tego gorzko pożałować. RODRYGO Uspokój się, siniore. BRABANCJO Co mi prawisz O okradzeniu? To przecie Wenecja, A mój dom to nie lamus. RODRYGO Zacny panie,

W czystych, niewinnych chęciach tu przyszedłem.

JAGO Niech kaci porwą! Jesteś, panie, jednym Z tych, co się nie chcą modlić, gdy ich szatan Do tego nagli. Masz nas za szubrawców, Dlatego że cię przychodzimy ostrzec? Chcesz sprząc swą córkę z berberyjskim koniem, Mieć rżące wnuki, bachmatów za krewnych I z dzianetami być w powinowactwie? BRABANCJO Coś ty za jeden, bluźnierczy szczekaczu? JAGO Ktoś, co ci przyszedł oznajmić, siniore, Że twoja córka w chwili, gdy tu stoim, Klei z Murzynem zwierza o dwu grzbietach, BRABANCJO Jesteś nędznikiem. JAGO A pan - senatorem. BRABANCJO Za ten żart ty mi odpowiesz, Rodrygo, Znam cię. RODRYGO Odpowiem za wszystko, siniore. Ależ, dlaboga! za wasząż to wiedzą I mądrą wolą dzieje się (a prawie Mógłbym tak sądzić), że o tej spóźnionej Nocnej godzinie piękna wasza córka, Pod najemnego gondoliera strażą, Zostaje w sprośnych objęciach Murzyna? Jeżeli o tym wiesz, panie, jeżeliś Na to pozwolił, toć zaiste ciężką, Grubą zniewagęśmy ci wyrządzili; Ale jeżeli nie wiesz o tym, moje Wyobrażenie o przyzwoitości Mówi mi, żeśmy niesłusznie zostali Znieważonymi przez was. Nie sądź, panie, Abym, wyzuty z wszelkich winnych względów, Takiego sobie z waszą dostojnością Żartu pozwalał. Jeżeliście, panie, Córki swej k'temu nie upoważnili, Powtarzam jeszcze raz, to popełniła Wielki występek, pomiótłszy w ten sposób Obowiązkami, pięknością, rozumem, Przyszłością swoją dla awanturnika, Dla wszędobylca, goniącego szczęście Po całym świecie. Sprawdź natychmiast, panie, Czy jest w sypialni, nawet gdzie bądź w domu; Jeśli ją znajdziesz, niechaj sprawiedliwość Ściga mię z całą surowością za to, Żem cię tak czelnie zdurzył. BRABANCJO Skrzeszcie ognia! Światła! hej! Zbudźcie wszystkich moich łudził Coś podobnego już mi się marzyło, To przypuszczenie samo mię przygniata. Światła! hej! Światła!

Znika z okna.

JAGO Bądź zdrów; muszę odejść; Nie byłoby to stosowne i dla mnie Bezpieczne nawet, gdybym był stawiony Za świadka przeciw temu Murzynowi, A pozostając tu świadczyć bym musiał; Bo chociaż może skarci go, to jednak Rzeczpospolita nie będzie go mogła Potępić, bacząc na interes własny, Przy gotującej się cypryjskiej wojnie, Do prowadzenia której nie ma wodza Równego jemu kalibru. Dlatego Choć się nim brzydzę jak piekielną plagą, Ze względu jednak na doczesny żywot, Zmuszony jestem opuścić banderę I znak przyjaźni,

do siebie

który rzeczywiście Jest tylko znakiem. Zawiedź pod "Łucznika" Tych, co go będą szukali; niechybnie Tam go znajdziecie, i ja też tam będę.

Wychodzi. Brabancjo wchodzi z domownikami swymi niosącymi pochodnie

BRABANCJO Nie ma najmniejszej wątpliwości: zbiegła; I nic mi więcej po niej nie zostało U schyłku tego obmierzłego życia Jak sama gorycz. Powiedz mi, Rodrygo, Gdzie ją widziałeś? Niegodziwe dziecko! Z Murzynem, mówisz? Któż by chciał być ojcem! Skądże wiesz, waćpan, że to ona była? To nie do wiary, jak mnie oszukała! O hańbo! Cóż ci rzekła? - Więcej światła! Zwołajcie wszystkich mych krewnych! - Jak myślisz, Czy wzięli oni ślub? RODRYGO Sądzę, że wzięli. BRABANCJO O nieba! Jak wyjść mogła? O wyrodna! Ojcowie, nigdy już odtąd nie mierzcie Myśli swych córek wedle ich postępków; Chyba istnieją jakie czary, zdolne Podejść niewinność młodości, dziewictwa. Nie wyczytałżeś gdzie tego, Rodrygo? RODRYGO W istocie, panie, czytałem gdzieś o tym. BRABANCJO Wezwijcie mego brata. O, wolałbym, Żebyś ją waćpan był posiadł. Biegnijcie Jedni w tę, drudzy w tę stronę. Czy nie wiesz, Gdzie by ją można znaleźć z tym Murzynem? RODRYGO Rozumiem, że go wyśledzę, jeżeli Raczysz mi, panie, towarzyszyć, wziąwszy Dobrą straż z sobą. BRABANCJO Bądź nam przewodnikiem. Przed każdym domem wołać będę; w wielu Mam wpływ przeważny. Podajcie mi szpadę, Sprowadźcie mi tu policyjne sługi I siłę zbrojną. Poczciwy Rodrygo, Wskazuj mi drogę, zawdzięczę twe trudy.

Wychodzą.