Oszaleję, Julio! - Anna N.Lua

Kup ebooka

35.00 zł
29.05 zł (35,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 1

Nastawiłam zegarek na siódmą. Jutro mój wielki dzień.

Ja, Julia Wagner, jedyna spadkobierczyni fortuny Wagner & Wagner zmienię swój stan cywilny. Zostanę żoną Artura Andrusa, dobrze zapowiadającego się prawnika. Skromne przyjęcie na pięćset osób zostało zaplanowane w sali bankietowej naszego hotelu Wagner. Kucharze z Paryża, suknia ślubna z Włoch, biżuteria z rodzinnej pracowni jubilerskiej Wagner. Co może pójść nie tak? Wszystko jest pod kontrolą. Spokojnie delektowałam się poranną kawą, czekając na przyjście stylistki fryzur i makijażystki. O wpół do dziewiątej do moich drzwi zapukała fryzjerka.

– Witam ponownie, pani Julio – przywitała się ze mną energicznie kobieta w wieku dwudziestu ośmiu lat, może rok starsza.

Zrobienie fryzury poszło bardzo sprawnie. Nic dziwnego, ćwiczyłyśmy trzy razy do dnia ślubu. Makijażystka spóźniła się kilka minut.

– Przepraszam jestem trochę roztrzęsiona. – Dziewczyna upuściła pędzel. Spojrzałam na nią, dając jej tym samym przyzwolenie do wyżalenia się. – Wczoraj w dyskotece spotkałam przystojnego mężczyznę. Oczarował mnie i uwiódł. Spędziliśmy razem resztę nocy, było wspaniale. Rano powiedział mi, że dzisiaj bierze ślub. – Dziewczyna nie mogła powstrzymać łez. – Ma na imię Artur – szepnęła.

Podałam jej chusteczkę.

– Tak mi przykro, proszę, nie płacz. – Objęłam ją, by dodać jej otuchy.

– Zna pani kancelarię adwokacką Andrus?

Przełknęłam ślinę.

– Przespałaś się z Arturem Andrusem?

– Tak – potwierdziła.

– To niemożliwe, to zapewne zbieżność nazwisk. Może ktoś podał się za niego.

– To był Artur Andrus. – Wizażystka wyjęła telefon. Na ekranie widniało zdjęcie, na którym dziewczyna leżała w objęciach półnagiego śpiącego Artura.

– Ożeż kurwa! Nie wierzę! To mój narzeczony, za kilka godzin mamy się pobrać! – Zasłoniłam ręką usta.

– Przepraszam! Przepraszam, nie wiedziałam! – Kochanka mojego narzeczonego się rozpłakała.

Krążyłam po pokoju, próbując zebrać myśli. Nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Zadzwoniłam do mojego najlepszego przyjaciela – Bartka.

– Bartek, ratuj mnie, błagam. – Kaskada łez spływa po moich policzkach.

– Julia, co się stało? – Moje zdenerwowanie udzieliło się Bartkowi.

– Jedź do mojego domu, spakuj trochę moich ubrań. Przyjedź po mnie do hotelu. Ślubu nie będzie. – Czułam pulsowanie w skroniach.

– Oszalałaś? Nie wygłupiaj się! – Mój przyjaciel próbował przemówić mi do rozsądku.

– Nie oszalałam jeszcze, Bati. Jeśli mnie stąd nie zabierzesz, to zwariuję. – Wzięłam telefon z rąk wizażystki i bez pytania przesłałam zdjęcie Bartkowi.

– Jula, zaraz będę.

Zeszłam na dół. W holu spotkałam tatę i jego siostrę, Sophię. Rzuciłam się jej w ramiona i rozpłakałam.

– Julia, co się stało? – dopytywała się Sophia.

– Ślubu nie będzie. Artur mnie zdradził! Wczoraj po kolacji nie wrócił z rodzicami do domu. Poszedł się zabawić. Zaliczył moją wizażystkę. – Zdjęłam pierścionek zaręczynowy i dałam go tacie. – Oddaj mu. Nie chcę go więcej widzieć.

– Julia, opanuj się, weź ten cholerny ślub. Nie rób skandalu. Rozwiedziesz się z nim za kilka miesięcy. – Ojciec starał się zachować zimną krew.

– Nie wyjdę za niego, wyjadę z Polski – oznajmiłam.

– Galeria w Brukseli jest twoja. Julia, daję ci kilka kamienic. To mój prezent ślubny. Kiedyś będziesz się śmiała z tego incydentu. Odkochasz się i zakochasz jeszcze nieraz. – Moja matka chrzestna, trzykrotna mężatka, przytuliła mnie.

– Julia, jestem! – zawołał Bartek, siedząc w aucie.

– Julia! Julia! – Tata chciał mi coś powiedzieć.

– Przepraszam! Odezwę się! – Nie słuchałam, co mówi, uciekłam.

Wyjechałam z Bartkiem w Bieszczady do domu jego dziadków. Spędziliśmy u nich tydzień. Wypłakałam wszystkie łzy. Bati dbał o moje nawodnienie. Głównie był to trunek wysokoprocentowy, bieszczadzki, regionalny. Stamtąd ruszyliśmy do Amsterdamu. Bartek do pracy, a ja mu towarzyszyłam. Oboje z Bartkiem ukończyliśmy Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Zajmowaliśmy się renowacją dzieł sztuki. Mój przyjaciel dostał propozycję odrestaurowania malowideł w katedrze w Amsterdamie. Po dwóch tygodniach pobytu w Holandii Sophia ściągnęła mnie do Brukseli.

– Julio, czas wrócić do rzeczywistości. Galeria czeka na ciebie. Wprowadzę cię w ten świat. – Sophia nie rozczulała się nad mną.

– Przyjadę w weekend – obiecałam.

– Czekam na ciebie, Julio.

Zgodnie z obietnicą w sobotę rano ruszyłam pociągiem z Amsterdamu do Brukseli. Sophia czekała na mnie na stacji Gare du Midi.

– Trzymasz się jakoś? – Zmierzyła mnie wzrokiem.

– Nie bardzo, Bartek sklejał mnie codziennie. – Patrzyłam przez szybę auta.

– Pójdziemy coś zjeść, pokażę ci twój apartament. – Sophia przedstawiała mi plan dnia.

– Chciałabym jechać do galerii.

– Dobrze, Julia, tak, to dobry pomysł. – Uśmiechnęła się.

W restauracji pogrzebałam w talerzu. Jedzenie nie bardzo mi szło w ostatnich tygodniach. Nie miałam odwagi zapytać ciotki, jak moja mama przeżyła skandal związany ze ślubem. Po lunchu pojechałyśmy do galerii. Pracowały w niej dwie dziewczyny. Jedna z nich była z pochodzenia Polką, córką znajomych Sophii. Widziałam Kingę kilka razy podczas wizyty u Sophii. Druga była Belgijką, również miałam okazję ją poznać.

– Julia, Kinga szuka pokoju do wynajęcia. Twój apartament ma trzy sypialnie. Może pozwolisz zamieszkać Kindze u siebie? – zaproponowała ciotka.

– Dobry pomysł, nie chcę być sama – zgodziłam się.

– Dziewczyny, jedziemy do apartamentu. Obejrzycie go.

Galeria i mieszkanie znajdowały się w dzielnicy Ixelles. Cała kamienica należy do mnie. Mieściło się w niej sześć apartamentów.

Sophia wręczyła mi złotą kartę bankową.

– Julio, co miesiąc na to konto bankowe wpływają pieniądze za wynajem twoich nieruchomości. Później wszystko ci wyjaśnię. W następnym tygodniu lecimy do Mediolanu na zakupy. Musisz uzupełnić swoją szafę.

– Sophie, uzupełnić? Mam kilka rzeczy. Muszę skompletować całą garderobę. Nie polecę do Polski po ubranie. – Nie byłam gotowa stanąć twarzą w twarz z rodzicami. Bałam się spotkania z Arturem.

– Na co czekasz, ruszaj na zakupy. Daj się ponieść fantazji, odstresuj się. – Sophia przeglądała się w lustrze.

Po wyjściu ciotki rozejrzałyśmy się po apartamencie. Nie spodziewałam się aż tak przestronnego i jasnego pomieszczenia. Byłam pozytywnie zaskoczona dużym holem i świetnie odnowionym parkietem. Kuchni tak perfekcyjnie wyposażonej już dawno nie widziałam, Sophia niepotrzebnie się trudziła. Najważniejsze miejsca w apartamencie to łazienka i sypialnia. Lodówka była pusta, nie miałyśmy żadnych produktów spożywczych. Byłyśmy zmuszone udać się po zakupy. Na szczęście Kinga, moja współlokatorka, miała samochód. Kierowcą okazała się fatalnym. Na światłach wjechała w tył czarnego auta, z którego wysiadło dwóch mężczyzn. My również wysiadłyśmy, aby obejrzeć zderzaki.

Kinga do mnie szepnęła:

– Zrobił to specjalnie. Spokojnie mógł przejechać na pomarańczowym. Na pewno miał uszkodzony zderzak. Teraz szuka durnia, żeby mu naprawił.

– Złośliwy kutas, widać po nim – wymamrotałam w stronę Kingi.

Zablokowaliśmy pas ruchu. Samochody zaczęły trąbić na nas. Jeden z mężczyzn wrócił do samochodu i umieścił na dachu czerwone światło.

Spojrzałam na pobladłą Kingę.

– Myślałam, że obejdzie się bez psów – jęknęła.

– A to pech, wjechałaś prosto w du... – Nie dokończyłam, policjant okazał się służbistą.

– Poproszę prawo jazdy, ubezpieczenie... – zaczął wyliczankę i zaprosił Kingę do samochodu.

– Kinga, pomachaj rzęsami, może trafi go strzała amora.

Drugi policjant został ze mną, spojrzał na mnie i powiedział:

– Nie próbuj ze mną sztuczek z rzęsami ani innych kobiecych gierek.

Zrobiło mi się gorąco. Nie spodziewałam się, że usłyszę ojczysty język z ust funkcjonariusza. Chciałam coś powiedzieć, ale poczułam ukłucie w oku i szybko zaczęłam mrugać.

– Proszę przestać trzepotać rzęsami. Mówiłem, że na mnie nie działają takie rzeczy.

– Wpadło mi coś do oka. – Nachyliłam się w stronę bocznego lusterka w samochodzie, by sprawdzić, co sprawia mi ból.

W lusterku zauważyłam, że policjant gapi się na mój wypięty tyłek. Przez nieuwagę przesunęłam muszkę pod górną powiekę, teraz potrzebowałam pomocy.

– Okropnie mnie piecze – poskarżyłam się.

– Wydmucham.

– Słucham? – Zamarłam z przymkniętym okiem.

– Wydmucham panią... Cholera, dmuchnę pani w oko.

– Proponuję usunąć chusteczką to coś z mojego oka. – Uśmiechnęłam się, myśląc, że to kompletny idiota.

Policjant wyciągnął z tylnej kieszeni spodni otwartą paczkę chusteczek higienicznych. Wyjął jedną, zwinął ją i przysunął się bliżej mnie. Z bliska wydawał się jeszcze potężniejszy. Odruchowo złapałam za jego nadgarstek zbliżający się w moją stronę. Przez głowę przeszła mi myśl, czy facet takiej postury może być delikatny. Nieznajomy się uśmiechnął.

– Spokojnie, będę ostrożny, nie skrzywdzę cię. – Odchylił mi lekko głowę do tyłu, jego głos brzmiał łagodnie. Stał nade mną. Dzieliła nas różnica około dwudziestu centymetrów, choć nie należę do niskich kobiet. Moje sto siedemdziesiąt centymetrów plus wysokość obcasów bywały problematyczne dla wielu mężczyzn. Odruchowo chwyciłam mężczyznę za rozpięte poły kurtki. Zauważyłam przyczepioną plakietkę do kieszeni koszuli: Inspektor Rossi.

Poczułam łaskotanie na twarzy. To inspektor dotykał mnie burzą ciemnych włosów. Uśmiechnęłam się.

– Przepraszam. – Odgarnął za ucho kosmyk włosów, odsłaniając pięknie zarysowaną linię żuchwy, przez śniadą skórę przebijał ciemny zarost. Nigdy wcześniej nie widziałam tak bardzo niebieskich oczu, a może to był efekt załamania światła. Męskości dodawały mu niewielkie blizny na brodzie i pośrodku lewej brwi.

Poczułam na policzku dmuchnięcie.

– Już po wszystkim, chyba nie było tak źle? – Uśmiechnął się.

Nawet nie poczułam, kiedy usunął mi meszkę z oka. Szybko się wyprostowałam, co spowodowało lekkie zawroty głowy. Policjant złapał mnie w pasie i oparł o maskę auta.

– Dziękuję, inspektorze Rossi, jest pan bardzo miły...

– Co za zmiana, już nie jestem złośliwym kutasem? – Nieznajomy rozciągnął usta w szerokim uśmiechu, odsłaniając białe zęby.

– Nie miałam na myśli pana, tylko pańskiego kolegę. Pańska partnerka musi być szczęśliwą kobietą, mając takiego mężczyznę u swojego boku.

– Nie mam partnerki. – Nie patrzył na mnie, coś pisał w telefonie. – Pani partner nie martwi się o panią?

Ożywiłam się, słysząc te słowa.

– Mój były partner okazał się gnidą. – Zaczęłam się nakręcać i gdyby nie powrót Kingi, moja litania pod adresem Artura nie miałaby końca.

Kinga się uśmiechała.

– Fabio powiedział, żebym nie zaprzątała sobie głowy tym wgnieceniem. W tygodniu przy kolacji wszystko przedyskutujemy.

Spojrzałam na mężczyznę stojącego obok mnie i się zaśmiałam.

– Na pańskiego kolegę działają kobiece sztuczki, ale pan wydaje się nieugięty.

Policjant nachylił się nade mną.

– Jestem bardzo twardy, do zobaczenia.

– W twoich snach – odpowiedziałam bez namysłu.

– Nie będą to grzeczne sny. – Usłyszałam odpowiedz. Jakieś licho podkusiło mnie i posłałam mu pocałunek.

Inspektor złapał go i schował do kieszeni blisko serca. Rozbawił mnie.

Rossi wsiadł do samochodu.

– Jezu, co za kocica, można zwariować. Widziałeś, w jakiej stała pozie? Piękniejszego tyłeczka nie widziałem. Drobniutki, krągły, pośladki jak orzeszki. A te usta! Co ona z nimi robiła!, Seksownie wyginała i przygryzała wargi. Zatopić się można w jej zielonych kocich oczach. Wąska talia, długie nogi, delikatne rysy twarzy, a do tego obłędnie pachnie. Chodzący ideał. – Szymon spojrzał na Fabio i kontynuował. – Umów się jak najszybciej z tą blondynką. Nie chcę, żeby ktoś sprzątnął mi tę kocicę sprzed nosa. Mógłbym budzić się przy niej do końca życia.

– Nie zauważyłem, żeby była jakaś wyjątkowa. Uderzyłeś się w głowę? Bredzisz jak potłuczony. Ta blondynka jest niezła, ładniutka.

– Czy ja wiem, może i jest zgrabna, ale te włosy jakby piorun w mop strzelił. – Szymon wybuchnął śmiechem.

– Co robimy ze zderzakiem? – zapytał Fabio.

– Chory jesteś? Zawracasz mi głowę zderzakiem. Lepiej nie spieprz sprawy z tą blondynką, póki nie ustawię się z jej koleżanką. Polecenie służbowe, chyba że wolisz chodniki szlifować.

– Zdrowo cię popieprzyło. Co ci zrobiła? Pierwszy raz widzę ciebie takiego walniętego. – Fabio z niedowierzaniem słuchał Szymona i po chwili dodał: – Wygłupiasz się?

– Ani trochę, wiatr tańczył w jej brązowych włosach. – Rossi rozmarzony spoglądał przez boczną szybę w aucie.

– Pieprzysz! – Fabio wybuchł śmiechem.

Spojrzałam na Kingę.

– Jedźmy już, pięknie zaczynamy nasze wspólne zamieszkanie.

– Boże, Julia, ależ on jest przystojny! Zakochałam się. Jest Włochem.

– Facet jak facet, każdy taki sam, prędzej czy później zdradzi. – Nie podzielałam entuzjazmu Kingi.

– Dostał wiadomość i się roześmiał. Mam nadzieję, że nie była od jego dziewczyny. Julia, słyszysz, ja naprawdę się zakochałam. Wyjdę za niego za mąż, urodzę mu dzieci.

– A on już zna twoje plany? Nie zapomnij go poinformować, zanim wciśniesz mu na palec obrączkę, bo możesz się zdziwić. A swoją drogą, umiesz ugotować makaron? Czym będziesz karmiła swojego Włocha? Wiesz co, nie martw się. Masz do wyboru jeszcze mrożoną pizzę.

– Jesteś złośliwa, Julia. – Kinga przeszyła mnie lodowatym spojrzeniem.

– Sugeruję ci ostrożniejszą jazdę, patrz na drogę. – Gdyby nie przejścia z Arturem, zapewne też rozpływałabym się nad urodą Fabia. – Wiesz, Kinga, z tym ślubem się wstrzymaj, a tak w ogóle, dla twojego dobra, nie zakochuj się. Faceci to zdradliwe świnie. – Patrzyłam przez boczną szybę.

– Julio, dlaczego wszystkich mężczyzn wrzucasz do jednego wora? Byłaś kiedyś zakochana?

– Wyobraź sobie, że miałam już fryzurę i makijaż ślubny. Pięć godzin przed złożeniem przysięgi okazało się, że mój książę z bajki to zwykły zdradliwy kutas. – Zaczęłam się rozkręcać.

– Boże, Julia, ja bym oszalała! Kiedy to było? – Kinga patrzyła na mnie z przerażeniem.

– Dawno jak cholera. Dzisiaj mija trzeci tydzień. – Nie wiem, jakie uczucie przeważało: rozczarowanie czy złość.

– Absolutnie nie możemy zostać w domu dziś wieczorem. Smutek trzeba rozchodzić i przepić. Nagromadzona złość postarza, chyba nie chcesz wyglądać jak rodzynka w wieku trzydziestu lat. Przykro mi, Julio, że to ciebie spotkało. – Kinga spojrzała na mnie i dodała: – Są na tym świecie porządni faceci, przekonasz się. Co robimy: dyskoteka czy tournée po knajpach w poszukiwaniu idealnego faceta?

– Chętnie poszwendam się po knajpach. – Zaśmiałam się. – Ten niewierny wieprz ma na imię Artur.

Po powrocie do domu zaczęłyśmy przygotowywania do wyjścia. Kinga dorywczo pracowała w różnych barach, co okazało się przydatne tego wieczoru. Po drodze zamęczała mnie swoim Włochem.

– Julia, zakochałam się. Strzała amora trafiła mnie prosto w serce. Widziałaś kiedyś przystojniejszego faceta od Fabia?

Nic nie odpowiedziałam, chciało mi się śmiać. Swoją drogą, jego kolega szybciej by mnie urzekł urodą niż makaroniarz, ale tego akurat nie mogłam powiedzieć. Zakochana mogłaby wyciągnąć strzałę amora z serca i ze złości przebić mi bok.

– Kinga, po dwóch tygodniach motylki w brzuchu umrą śmiercią głodową. – Uśmiechnęłam się, przewracając przy tym teatralnie oczami.

– A może on jest tym jednym, skąd ty możesz wiedzieć? Może akurat to on – upierała się Kinga.

Bruksela bawiła mnie od zmierzchu aż po świt. Podrywy ze strony chłopaków były różne: jedne fajne, drugie mniej, ale nie na tyle fajne, żebym któremuś z nich poświęciła dłuższą chwilę. Żaden nie skradł mojego serca. Z Kingą spacerowałyśmy do rana po wąskich uliczkach, zajadając się gorącymi goframi. To miasto chyba nigdy nie śpi.

Do apartamentu wróciłyśmy o godzinie piątej. Ledwie zdążyłam zamknąć oczy, tak przynajmniej mi się wydawało, kiedy do mojej sypialni wpadła Kinga.

– Julia, nie śpisz? Fabio przysłał mi wiadomość. – Wskoczyła na moje łóżko. – Posłuchaj, co napisał:

"Proszę, spotkajmy się dzisiaj. Jeśli mi odmówisz, umrę z rozpaczy".

– Jakie to słodkie, prawda, Julio? – zachwycała się Kinga.

– Nigdzie nie idź. To zwykły tandetny podryw, zero finezji. Rozczarujesz się nim, zobaczysz. – Przewróciłam się na brzuch, głowę wsadziłam pod poduszkę, nie chciałam słuchać tych bzdur.

– Julia, mam nie spotkać się z nim, nie dać mu szansy, bo może się rozczaruję? A jeśli on nie jest taki? Jak mam się o tym przekonać? Mówisz poważnie? – Głos Kingi z euforii przeszedł w smutek.

– Przepraszam, nie słuchaj mnie. Nie oczekuj dobrych rad od kogoś, kto przeżywa zawód miłosny. Masz rację. Z pewnością chodzą po tym świecie fantastyczni mężczyźni, a twój makaroniarz jest jednym z nich. W Amsterdamie kupiłam cudowną kieckę, pożyczę ci. – Zerwałam się z łóżka, zanurzyłam się w garderobie i wyjęłam czarną sukienkę. – Przymierz. – Podałam ją Kindze.

Obie jesteśmy szczupłe, lecz Kinga jest wyższa ode mnie jakieś pięć centymetrów.

– Julia, jak wyglądam?

– Kinga, ten twój makaroniarz udusi się własnym językiem na twój widok. Weź sobie tę sukienkę, wyglądasz w niej o niebo lepiej ode mnie. – Kiecka leżała na Kindze fantastycznie. Rozcięcie nie pozwalało oderwać wzroku od seksownej blondynki. – Pisz do Fabia, niech przyjedzie po ciebie wieczorem. Błagam, zdrzemnijmy się jeszcze z godzinę.

– Ja już nie zasnę.

Wstałam przed szesnastą i zajrzałam do sypialni Kingi. Uśmiechnęłam się na jej widok. Słodko spała, jej burza blond loków zlewała się z białą poszewką poduszki. Szkoda mi było wyrwać ją ze snu.

– Śpiąca królewno, wstawaj, czas szykować się na bal. – Delikatnie dotknęłam jej ramienia.

– Myślałam, że nie zasnę.

Kinga poszła pod prysznic, a ja przygotowałam kawę i tosty. Pomogłam jej przy makijażu, poskromiłyśmy niesforne loki, wydobywając z nich grzeczniejszy skręt.

– Julia, denerwuję się. – Dziewczyna miała nietęgą minę.

– Czym? Świetnie wyglądasz, rzucisz go na kolana.

– A jak nie padnie?!

– Musisz podstawić mu nogę, na pewno padnie.

Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.

– Ja otworzę! – krzyknęłam.

W drzwiach stał Fabio. Czerwony bukiet róż pięknie komponował się z jego czarnym garniturem. Zaprosiłam go do środka. Kinga stała w salonie. Fabio zaniemówił na jej widok.

– Daj jej kwiaty i przywitaj się. Nie stój tak – szepnęłam. Rozbawiła mnie ich wzajemna reakcja.

– Napijesz się czegoś? – zapytałam.

– Wody... Wodę poproszę – wybełkotał Fabio.

W kuchni usłyszałam, jak oszołomiony Włoch mówi:

– Ślicznie wyglądasz, jesteś przepiękną kobietą.

Kinga przyniosła róże do kuchni.

– Julia, proszę, wstaw je do wody. Ta długa czerwonokrwista róża jest dla ciebie od Szymona. – Kinga wzięła ode mnie szklankę z wodą i się roześmiała. – Szymon przesyła ci bardzo... bardzo gorące pozdrowienia... Może uda mu się stopić lód w twoim sercu.

– Proszę, przekaż Fabio, by podziękował ode mnie Szymonowi.

– Miły gest z jego strony, prawda, Julio?

– Bardzo miły. – Uśmiechnęłam się, wąchając różę.

"Może kobiece gierki na ciebie nie działają, ale za to dobrze znasz się, Szymonie, na męskich rozgrywkach", pomyślałam.

Kinga wróciła do swojego Włocha spragnionego wody i zapewne nie tylko wody. Usłyszałam z salonu jej głos.

– Julia, wychodzimy, pa!

Pierwszy raz od trzech tygodni zostałam sama. W salonie na komodzie leżał mój laptop, który Sophia przywiozła z Polski. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po jego uruchomieniu, było usunięcie wszystkich zdjęć Artura. Nie przeglądałam ich, nie było sensu się katować. Rozpłakałam się. Artur próbował skontaktować się ze mną. Ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę, było słuchanie jego wyjaśnień. Wszystkie wiadomości od niego od razu usuwałam.

Spojrzałam na różę od Szymona i mimowolnie się uśmiechnęłam. Obiecałam sobie już więcej nie płakać. Żeby oderwać się od tych myśli, włączyłam serial. Następnego dnia wstałam około godziny jedenastej. Dwadzieścia minut później zjawiła się Kinga.

– Widzę, że wieczór przeciągnął się do południa. Brawo. Zamiast jak kopciuszek wrócić o północy, ty wracasz w południe.

– Julia, przespałam się z nim, zabrał mnie do siebie.

– Nie bałaś się jechać? Nie znasz go, mógł okazać się zboczeńcem. Chciałaś tego? Nie skrzywdził cię? A tak w ogóle, dlaczego poszłaś z nim do łóżka na pierwszej randce? – Zaskoczyła mnie swoim wyznaniem.

– Pragnęliśmy siebie. Julia, to był mój pierwszy raz – wyznała nieśmiało Kinga.

– Robi się ciekawie. Włoch cię rozdziewiczył. A swoją drogą, gdzie ty zachowałaś się jako dwudziestoczteroletnia dziewica? Nagimnastykował się trochę. – Wybuchłam śmiechem. – I jak było? Mów! Zabezpieczyliście się?

– Pierwszy raz tak sobie, bolało jak diabli. Drugi raz już lepiej, a dzisiaj rano było cudownie. – Kinga zarumieniła się na wspomnienie upojnych chwil z Fabiem. – Myślisz, że głupio zrobiłam?

– Przestań, ten twój Fabio chyba ma żar w gaciach. – Nie mogłam powstrzymać śmiechu.

– Pójdziesz z nami na dyskotekę w następną sobotę?

– Przyzwoitki już nie potrzebujesz.

– Proszę, będę jego znajomi. Nie chcę być sama.

– Rozważę twoją propozycję, a teraz prześpij się, bo wyglądasz jak zombie.

Nie miałam ochoty iść na dyskotekę, ale dla świętego spokoju się zgodziłam.

ROZDZIAŁ 2

W galerii panowało zamieszanie. Zorganizowałam nową wystawę. Wprowadzenie większej liczby rzeźb i fotografii okazało się dobrą decyzją. Poznałam ludzi ze świata sztuki. Niektórzy byli sympatyczni i utalentowani, często zdarzali się też artyści z dużym ego, lecz minimalnym talentem, za to ich zasoby finansowe pozwalały im na gwiazdorzenie. Robiłam coś, co sprawiało mi ogromną przyjemność. Nie miałam nigdy problemów z nawiązywaniem nowych znajomości, a w tej profesji swoboda komunikacji bardzo się przydawała.

Coraz częściej wieczory spędzałam samotnie. Przez pierwsze tygodnie cierpiałam strasznie z powodu mojego byłego narzeczonego. Nie wiem, co bardziej bolało: zdrada czy rozczarowanie. Praca wypełniała mi każdą chwilę. Po powrocie do domu zajmowałam się renowacją obrazów – głównie z prywatnych kolekcji. Odrestaurowanie pozwala mi oderwać myśli, relaksuje mnie. Nie skupiam się na niczym innym, tylko na obrazie. Kinga krążyła między naszym apartamentem a domem Fabia... Miłość tych dwojga kwitła. Świat w sobotni wieczór na balu z okazji dnia policjanta miał poznać wybrankę serca Fabio. Przez cały tydzień słuchałam w galerii o tym sensacyjnym wydarzeniu. W końcu nadszedł wyczekiwany dzień. Po południu w sobotę odebrałam telefon od Kingi.

– Julia, proszę, ratuj mnie, potrzebuję butów z mojego pokoju. Błagam, podrzuć mi je.

– Na którą godzinę? – zapytałam.

– Muszę je mieć maksymalnie do dziewiętnastej. – W głosie Kingi słyszałam rozpacz.

– Będę po osiemnastej. Nie zapomnij wysłać mi adresu.

– Julia, jesteś kochana!

– Za to ty nie, zostawiłaś mnie dla faceta – droczyłam się.

Wieczorem miałam wernisaż fotograficzny prac Krisa de Groota, młodego zdolnego Holendra. Wystawa ta miała być zwieńczeniem dalekich podróży artysty po Azji i Afryce. Najważniejszą rolę w jego fotografii odgrywała natura o wschodzie i zachodzie słońca. Magia zamknięta w obiektywie. Pękałam z dumy. Kris de Groot wystawi swoje fotografie w mojej galerii.

Przejrzałam swoją garderobę w poszukiwaniu idealnej kiecki. Uznałam, że postawię na brąz i złoto. Wybrałam sukienkę i dodatki; czas na fryzurę i makijaż. Przejrzałam się w lustrze.

– Julio, wyglądasz dobrze, wręcz zachwycająco – powiedziałam do siebie. Kupiłam tę sukienkę za namową Sophii, ale nie byłam do niej przekonana. Pozostało tylko spakować buty Kingi i mogłam ruszać. Zadzwoniłam, aby się upewnić, czy buty są jedyną rzeczą, która może uratować jej look.

– Hej, Kinga, na pewno nie potrzebujesz czegoś jeszcze? Masz ostatnią szansę, bo zaraz wychodzę z domu i jadę do ciebie.

– Nie, nie, dziękuję, wszystko mam.

– Niedługo się widzimy. Pa. – Zerknęłam jeszcze raz w lustro. Zazwyczaj włosy sięgały mi za łopatki, teraz były nieco dłuższe i brakowało im blasku. Dawno nie odwiedzałam fryzjera. Najwyższy czas, by o nie zadbać. Spojrzałam na chabrową sukienkę wystającą z garderoby.

"Idealna dla Kingi. Wezmę ją, może się przyda", pomyślałam.

Bez większych problemów dojechałam do domu Fabia, nawet z lekkim zapasem czasu. Zaparkowałam samochód, już miałam otwierać drzwi, ale wstrzymałam się z tym zamiarem. Obok mnie zatrzymał się samochód z przyciemnianymi szybami. Poczekałam, aż skończy parkowanie, nie chciałam ryzykować utratą drzwi. Z samochodu wysiadł znajomy policjant.

– Witaj! A jednak znów się spotykamy – powiedział.

– Cześć, wozisz się jak mafioso, przyciemniane szyby... – Wysiadłam z samochodu. Wspólnie szliśmy w stronę drzwi.

– To auto służbowe. – Roześmiał się. – Pięknie wyglądasz, idziesz na bal? – skomplementował mnie.

– Nie, mam dzisiaj wernisaż. Kopciuszek potrzebuje pantofelków, ja tylko je dostarczam. – Zlustrowałam Szymona od góry do dołu.

"Całkiem przyzwoity mężczyzna", pomyślałam.

Przypomniałam sobie o róży, którą Szymon przekazał mi przez Fabia.

– Dziękuję za różę. Czym sobie na nią zasłużyłam?

– Przesłanym całusem, trzymam go blisko serca. Każdego dnia, Julio, oglądam go, a później chowam z powrotem do kieszeni. – Mówiąc to, nacisnął dzwonek do drzwi, nie odrywając ode mnie wzroku.

Tego nie spodziewałam się usłyszeć, rozbawił mnie. Ta odpowiedź zasługiwała na prawdziwy całus w policzek.

– Dziękuję – szepnęłam, moje usta wylądowały na jego twarzy. Szymon przekręcił głowę, poczułam muśnięcie warg na swoich wargach.

– Co to miało być? – Zaśmiałam się.

– Kinga mnie wystraszyła. – Uśmiechnął się uwodzicielsko.

W drzwiach stanęła Kinga.

– Jezu! Miałeś prawo się przestraszyć. – Złapałam za ramię Szymona, powstrzymując wybuch śmiechu, i dodałam: – Obok mnie książę, a naprzeciwko ropucha. Jak ty wyglądasz?

– Źle?! – Na twarzy Kingi zagościło zdziwienie.

– Źle to mało powiedziane. Koszmar! Trawiasta sukienka, szpachelką robiłaś ten makijaż? Na bazarze mieli wyprzedaż? Biżuteria kupiona na metry?

– Naprawdę? Twoje słowa nie są miłe, Julio. Nie tego spodziewałam się usłyszeć z twoich ust.

– Spójrz w lustro. Jesteś z siebie dumna? – Spojrzałam na Kingę, minę miała nietęgą, uprzedziłam jej wybuch płaczu słowami: – Tylko nie wyj. Trzeba odczarować ropuchę. Okropnie wyglądasz z tym gniazdem na głowie. Miotła świetnie dopełniłaby twoją stylizację. Idź do łazienki, zmyj makijaż, za chwilę do ciebie przyjdę.

Chabrowa sukienka okazała się strzałem w dziesiątkę. Fabio zaniemówił na widok swojej ukochanej. Pierwszy raz widział ją bez burzy loków. Nawet ja byłam zaskoczona długością wyprostowanych włosów, które sięgały do pasa.

– Kinga, zmień sukienkę, proszę. Jest stanowczo za krótka i za dużo odsłania z przodu. Zlituj się, Kinga, chciałem dzisiaj napić się z kolegami. – Zazdrosny Włoch wpadł w panikę.

– Nie widzę problemu, Szymon będzie siedział za kierownicą, więc możesz wypić. Twoi koledzy zatańczą ze mną.

– Nie będę dzisiaj pił alkoholu, zmieniłem zdanie. – Fabio przysunął się do Kingi i szepnął: – Kinguś, możemy trochę się spóźnić. Szymon obejrzy coś w telewizji, a my... – Ręce napalonego Włocha wylądowały na biodrach Kingi, przysunął ją do siebie.

Kinga stanowczym głosem powiedziała:

– Zapomnij, zboczeńcu! Łapy precz, nie dam sobie zburzyć fryzury.

– Ja już się zbieram do galerii, bawcie się dobrze. Pa, Szymon! – Zerknęłam na niego, ledwo powstrzymywał śmiech.

– Dziękuję, Julio. Może jutro gdzieś razem wyjdziemy? – zaproponowała Kinga.

– Zdzwonimy się, pa. – Spojrzałam na Fabia i się uśmiechnęłam.

Wernisaż okazał się strzałem w dziesiątkę. Tak pięknych zdjęć nasyconych kolorem już dawno nie widziałam. Tego wieczoru wiele fotografii trafiło do nowych właścicieli. Byłam zachwycona. Wróciłam do domu zmęczona i przeszczęśliwa. Napisałam wiadomość do Kingi:

"Hej, ropucha, czy bal udany? U mnie sukces. Do zobaczenia".

Zerknęłam na ekran.

"Gratuluję, wieczór idealny. Szymon wychodzi z nami?"

Odpowiedziałam:

"Dobrze, jest miły".

"I seksowny, nie odrywał od ciebie oczu. Wypytywał się o ciebie. Romans wisi w powietrzu".

"Wytrzeźwieje, będziemy w kontakcie".

Poranek, a raczej południe przywitało mnie promykami słońca leniwe przebijającego się przez chmury. Byłam podekscytowana wernisażem z wczorajszego wieczoru. Dopisywał mi humor. Włączyłam ekspres, postawiłam filiżankę. Zaczął wibrować telefon. To dzwoniła Kinga.

– Cześć, wyspałaś się?

– Właśnie zamierzam zaparzyć sobie kawę, a wy co porabiacie?

– Zastanawiamy się, jak miło spędzić czas. Przyjedź do nas i razem zdecydujemy, co będziemy robić.

– Będę po piętnastej. – Zerknęłam na zegarek. Nie miałam dużo czasu.

W co się ubrać? Najchętniej włożyłabym dżinsy i bluzę. Nie miałam pojęcia, dokąd możemy pójść, więc wybrałam strój neutralny: ciemnogranatowe dżinsy Levi's i czarny sweterek. Bez szaleństwa... Delikatny dzienny makijaż, część włosów spięłam na górze.

Gdy szłam do samochodu, zadzwonił telefon. Jakaś kobieta chciała, żebym odrestaurowała portret rodzinny jej pradziadków, a że mieszkała niedaleko domu Fabia, postanowiłam od razu tam pojechać. Trochę mi się u niej zeszło. Oprowadziła mnie po swoim domu urządzonym w stylu antycznym. Ciemne meble, na ścianach tapeta z tkaniny. Dużo mosiądzu. Przeważały kolory: bordowy, czarny i pomarańczowy, gdzieniegdzie nieśmiało zakradł się beż. Według mnie było nieco ponuro. Kolekcja porcelany robiła wrażenie. Byłam już spóźniona, Kinga wysłała wiadomości:

"Gdzie jesteś?"

"O której będziesz?"

"Długo mamy na ciebie czekać?"

Odpowiedziałam:

"Będę za 5 minut".

Z godziny piętnastej zrobiła się szesnasta.

Cała trójka stała w drzwiach.

– Przepraszam, zatrzymała mnie praca.

– Julia, o której godzinie miałaś być? Z tobą tak zawsze. Jedziemy na bilard Szymona samochodem – zbeształa mnie Kinga.

Fabio z Kingą usadowili się na tylnym siedzeniu. Szymon podszedł do samochodu, otworzył mi drzwi i zaprosił do środka.

– Dziękuję. – Spojrzałam w jego oczy. Wczoraj nie widziałam tych długich, zalotnych rzęs. Bez wątpienia ten mężczyzna miał coś w sobie.

– Dokąd jedziemy coś zjeść? Może kebab? – dopytywał się Fabio.

– Żadnych kebabów, hamburgerów i chińskiego jedzenia. Jedziemy do włoskiej restauracji. Wczorajszy wernisaż okazał się dużym sukces, trochę zarobiłam, więc mogę na was wydać. Fabio, masz jakąś ulubioną restaurację? Co polecasz? – zwróciłam się do Włocha, kompetentnej osoby w kuchni włoskiej.

Fabio się ożywił.

– Tak, tak, znam. Mamma Mia! Jedzenie jak u mojej babci.

Na ulicy było czuć obłędny zapach, który przenikał do nozdrzy. Tak pachnie mąka wypiekana w piecu, a dokładnie pizza. Czy można przejść obojętnie i się nie skusić? Graniczy to z cudem i wymaga naprawdę silnej woli, nie sposób się oprzeć. Ten aromat hipnotyzuje, jakaś niewidzialna siła popycha, by wejść do środka.

Jedzenie było wyśmienite, tradycyjne, włoskie. Królowała pizza Margherita, sos pomidorowy z grubym, ręcznie robionym makaronem oraz parmezanem, a zapiekane bakłażany to zdecydowanie mój faworyt. Na deser kruche marcepanowe ciasteczka i tiramisu, które znakomicie uzupełniły prawdziwe włoskie espresso.

– Wyborne jedzenie – westchnął Szymon.

– Przez chwilę czułem się, jakbym był w domu na Sycylii. – Fabio się rozmarzył. Po chwili dodał: – Kingo, ślub weźmiemy we Włoszech.

Wymownie spojrzałam na Fabia, słowo "ślub" bardzo źle mi się kojarzyło.

– Ożenię się z Kingą, zobaczysz. – Fabio przytulił dziewczynę. Jego wyznanie nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia.

Ruszyliśmy na bilard. Ledwie zaczęliśmy grę, dostałam reprymendę od Szymona.

– Julio, zła postawa. Chodź, pokażę ci, jak należy prawidłowo ułożyć ciało.

Mój nauczyciel zachował się bardzo rzeczowo, prawdziwy policjant. Pochylił mnie nad stołem, wsunął nogę między moje, wymuszając tym ich rozstawienie. Czekałam, kiedy rzuci mnie na stół, zakuje w kajdany, a później rzuci na podłogę i odczyta mi moje prawa.

– Szymon, traktujesz mnie, jakbym była przestępcą! – oburzyłam się.

– Przepraszam, nie chciałem cię obmacywać, żebyś nie czuła się skrępowana.

Odwróciłam się w jego stronę i powiedziałam:

– Mogłeś mi pokazać, jaką powinnam przyjąć postawę. Mam propozycję, wy zagrajcie, a my z Kingą pójdziemy do baru. Przyniesiemy wam coś bezalkoholowego, bo ktoś tutaj jest kierowcą.

Zimna whisky z lodem wchodzi wybornie. Nie wiesz, kiedy świat zaczyna lekko wirować. Po trzecim drinku tańczyłyśmy z Kingą przy barze.

Kinga się wyluzowała. Im lepiej się bawiłyśmy, tym gorzej grał Fabio, który nie spuszczał oka z ukochanej. Jacyś dwaj faceci dołączyli do naszych pląsów, Fabio, nudziarz, szybko interweniował i zabrał Kingę z parkietu. Niewiele myśląc, podeszłam do Szymona, wyjęłam kij z jego ręki i rozpięłam górny guzik koszuli.

– Tak będzie seksowniej – stwierdziłam i pociągnęłam go na parkiet. Nie dałam mu szansy na odmowę. Na szczęście okazał się świetnym tancerzem, z dużym poczuciem humoru, lubiącym dobrą zabawę. – Mogłabym przemierzyć z tobą wszystkie dyskoteki w Bxl, jesteś idealnym partnerem.

Szymon się zaśmiał.

Zauważyłam szepczące dziewczyny naprzeciwko. Mój partner wpadł im w oko.

– Spodobałeś się tamtym dziewczynom. Zatańcz z którąś.

Chciałam odejść, żeby umożliwić Szymonowi podboje.

– Chcę tańczyć z tobą. – Zatrzymał mnie.

– O, jak romantycznie.

Leciał wolny kawałek, dołączyli do nas Fabio z Kingą.

Kompletnie zapomniałam, że zostawiłam auto przed domem Fabia. Kiedy skończyliśmy tańczyć, zamówiłam taksówkę, byłam zmęczona, chciałam wracać do domu.

– Już się zbieram, taksówka czeka. Dziękuję za miło spędzony czas, pa!

– Odwiózłbym cię.

– Nie chciałam robić ci problemu.

– Julia, to żaden problem.

– Następnym razem mnie odwieziesz, pa!