Oświecenie, czyli tu i teraz - Łukasz Ronduda, Tomasz Szerszeń

Kup ebooka

39.00 zł
32.37 zł (23,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Łu­kasz Ron­du­da, To­masz Szer­szeń

Tu i te­raz

Przej­rzeć się w od­bi­ciu

Py­ta­nie "co to jest oświe­ce­nie?" wią­że się w przy­pad­ku tej książ­ki z pró­bą roz­po­zna­nia ram, w ja­kich funk­cjo­nu­je­my od pra­wie dwu­stu pięć­dzie­się­ciu lat, bi­lan­sem te­go, co do­peł­nio­ne, a co do­pie­ro mo­że na­dejść, pró­bą zro­zu­mie­nia re­la­cji mię­dzy tym, co uni­wer­sal­ne, a tym, co przy­na­le­ży do "pol­skiej hi­sto­rii". Jest wresz­cie przy­czyn­kiem do pi­sa­nia na no­wo hi­sto­rii pol­skiej no­wo­cze­sno­ści, wpro­wa­dze­niem do tej opo­wie­ści no­wych (sta­rych) ob­ra­zów.

Pro­ble­my i spo­ry z no­wo­cze­sno­ścią, sła­bość i nie­do­peł­nie­nie oświe­ce­nio­wo­-mo­der­ni­za­cyj­nej tra­dy­cji - jej fan­to­mo­wość - to te­ma­ty, któ­re re­gu­lar­nie po­wra­ca­ją w pol­skim kon­tek­ście. Mi­mo że sym­bo­le i nar­ra­cja ro­man­tycz­na, a tak­że sil­na po­zy­cja re­li­gii ka­to­lic­kiej, zdo­mi­no­wa­ły i zdła­wi­ły (a na pew­no osła­bi­ły) w Pol­sce po­ten­cjal­ny oświe­ce­nio­wy ję­zyk, spu­ści­zna oświe­ce­nia jest zwy­kle przy­wo­ły­wa­na w mo­men­tach cy­wi­li­za­cyj­nych prze­mian. Do­brze ilu­stru­ją to dzie­je kla­sycz­nej roz­pra­wy Je­rze­go Je­dlic­kie­go Ja­kiej cy­wi­li­za­cji Po­la­cy po­trze­bu­ją17. Jej kon­cep­cja ro­dzi się w okre­sie gier­kow­skiej mo­der­ni­za­cji, ale książ­ka zo­sta­je wy­da­na de­ka­dę póź­niej, w przed­dzień prze­mian ro­ku 1989. Wzno­wie­nie uka­zu­je się w 2002 ro­ku, w kon­tek­ście pol­skich sta­rań o wej­ście do Unii Eu­ro­pej­skiej. Roz­wa­ża­nia Je­dlic­kie­go nie stra­ci­ły nic ze swej ak­tu­al­no­ści - je­ste­śmy dziś świad­ka­mi ko­lej­nej od­sło­ny spo­ru o to, "ja­kiej cy­wi­li­za­cji Po­la­cy po­trze­bu­ją": tym bar­dziej dra­ma­tycz­nej, że to­czą­cej się w sy­tu­acji no­wych, glo­bal­nych wy­zwań.

"Ja­ką róż­ni­cę wpro­wa­dza dzi­siaj w sto­sun­ku do wczo­raj?", za­sta­na­wiał się Mi­chel Fo­ucault w ese­ju o Kan­cie no­szą­cym ten sam ty­tuł co słyn­ny tekst z "Ber­li­ni­sche Mo­nats­schrift"18. Moż­na to py­ta­nie, od­po­wied­nio je uprasz­cza­jąc, za­dać po­now­nie: czy tkwi­my cią­gle w tym sa­mym punk­cie, czy znaj­du­je­my się już w zu­peł­nie in­nym miej­scu?

Nie­ja­ko w od­po­wie­dzi po­sta­no­wi­li­śmy w war­stwie wi­zu­al­nej tej książ­ki się­gnąć do źró­deł, do­ko­nać swo­istej ge­ne­alo­gii dzie­jów obo­zu pro­gre­syw­ne­go w Pol­sce, pod­jąć pró­bę zro­zu­mie­nia na no­wo, w dzi­siej­szym kon­tek­ście, oświe­ce­nio­wej epi­fa­nii, po­no­wić py­ta­nie o ro­lę te­go, co pu­blicz­ne i wspól­ne: to wszyst­ko ma za­sad­ni­cze zna­cze­nie wła­śnie tu i te­raz. Gdzie jed­nak szu­kać źró­deł pol­skiej no­wo­cze­sno­ści? Do ja­kich ob­ra­zów od­wo­łać się w tym po­szu­ki­wa­niu? I w ja­ki spo­sób usta­no­wić prze­strzeń, w któ­rej prze­szłość bę­dzie się ko­mu­ni­ko­wać z te­raź­niej­szo­ścią i przy­szło­ścią?

Po­nad dwie­ście lat te­mu, w 1818 ro­ku, Ko­mi­sja Wy­znań Re­li­gij­nych i Oświe­ce­nia Pu­blicz­ne­go za­ku­pi­ła od spad­ko­bier­ców kró­la Sta­ni­sła­wa Au­gu­sta je­go słyn­ny Ga­bi­net Ry­cin - ko­lek­cję ry­cin i ry­sun­ków od­zwier­cie­dla­ją­cą mo­der­ni­za­cyj­ne pa­sje i am­bi­cje wład­cy, bę­dą­cą też ro­dza­jem pry­wat­ne­go ar­chi­wum nie­zre­ali­zo­wa­nych po­my­słów, zbio­rem ar­ty­stycz­nych prób, od­bi­ciem ów­cze­snej kul­tu­ry wi­zu­al­nej. Ko­lek­cja, pierw­szy ta­ki zbiór w Pol­sce, two­rzo­na by­ła rów­nież z my­ślą o edu­ka­cji ar­ty­stycz­nej przy­szłych po­ko­leń. Król nie zdą­żył jej upu­blicz­nić, gdy Rzecz­po­spo­li­ta Oboj­ga Na­ro­dów prze­sta­ła ist­nieć - na­stą­pi­ło to jed­nak dwa­dzie­ścia trzy la­ta póź­niej, już po je­go śmier­ci.

Sta­ni­sła­wow­ski Ga­bi­net Ry­cin, ulo­ko­wa­ny przy Kró­lew­skim Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim, uzu­peł­nio­ny da­rem, ja­kim by­ła zna­ko­mi­ta oświe­ce­nio­wa ko­lek­cja Sta­ni­sła­wa Kost­ki Po­toc­kie­go, stał się pod­sta­wą pierw­sze­go pu­blicz­ne­go zbio­ru gra­fi­ki i ry­sun­ku na zie­miach pol­skich. Zbiór - w tym rów­nież je­go naj­star­sza, kró­lew­ska część - zo­stał po­waż­nie nad­we­rę­żo­ny pod­czas dru­giej woj­ny świa­to­wej, gdy znisz­cze­niu ule­gło nie­mal sześć­dzie­siąt pro­cent ko­lek­cji. Dwie­ście pięć­dzie­siąt lat hi­sto­rii wy­jąt­ko­we­go zbio­ru kró­lew­skie­go po­kry­wa się nie­mal z hi­sto­rią obo­zu mo­der­ni­za­tor­skie­go w Pol­sce i hi­sto­rią "pol­skiej woj­ny do­mo­wej", te­go pa­ra­li­żu­ją­ce­go po­dzia­łu na "dwa na­ro­dy", któ­ry się­ga przy­naj­mniej do cza­sów kon­fe­de­ra­cji bar­skiej (1768-1772). Choć pierw­sze pró­by re­for­mo­wa­nia in­sty­tu­cji pu­blicz­nych na­stą­pi­ły pod ko­niec pa­no­wa­nia dy­na­stii sa­skiej, to wła­ści­wy po­czą­tek pol­skie­go oświe­ce­nia zbie­ga się w cza­sie z po­cząt­kiem pa­no­wa­nia Sta­ni­sła­wa Au­gu­sta (1764).

Pol­skie zma­ga­nia z no­wo­cze­sną for­mą, pro­ble­my, z któ­ry­mi re­al­nie (nie zaś fan­to­mo­wo) mie­rzy­my się tu i te­raz, wią­żą się więc ści­śle z pa­no­wa­niem ostat­nie­go kró­la Rze­czy­po­spo­li­tej Oboj­ga Na­ro­dów i pod­ję­ty­mi przez nie­go pró­ba­mi re­form. W tym sen­sie się­gnię­cie do je­go ko­lek­cji ob­ra­zów jest pod­sta­wo­wym ar­che­olo­gicz­nym ge­stem. To naj­głęb­szy po­ziom ar­chi­wum pol­skiej no­wo­cze­sno­ści, a tak­że punkt wyj­ścia dla re­flek­sji nad zło­żo­ną re­la­cją mię­dzy tym, co hi­sto­rycz­ne - po­zor­nie przy­na­le­żą­ce do od­le­głej epo­ki - a tym, co "tu i te­raz", a tak­że tym, co do­pie­ro na­dej­dzie: przy­szło­ścią, któ­ra ja­ko pe­wien uto­pij­ny mo­del by­ła tak waż­nym punk­tem od­nie­sie­nia dla oświe­ce­nio­we­go (i, sze­rzej, każ­de­go mo­der­ni­za­cyj­ne­go) pro­jek­tu. Być mo­że zresz­tą kru­chość no­wo­cze­snej for­my nie jest wła­ści­wo­ścią przy­da­ną jej raz na za­wsze: o tym, że cza­sem pew­ne efe­me­rycz­ne ge­sty są za­le­d­wie pre­kur­sor­ski­mi pró­ba­mi za­po­wia­da­ją­cy­mi to, co do­pie­ro ma na­dejść, przy­po­mi­na En­zo Tra­ver­so, gdy za­uwa­ża, że po­mi­mo po­raż­ki ko­mu­ni­zmu w XX wie­ku, "nikt nie mo­że wy­klu­czyć, że je­go uto­pia do­cze­ka się re­ali­za­cji w przy­szło­ści"19.

Prze­glą­da­nie się w od­bi­ciu ko­lek­cji Sta­ni­sła­wa Au­gu­sta by­wa za­ska­ku­ją­ce: sta­je się ono ro­dza­jem in­tro­spek­cji, w któ­rej roz­po­zna­nie na­stę­pu­je jed­no­cze­śnie na in­dy­wi­du­al­nym i zbio­ro­wym po­zio­mie, i któ­ra pro­wa­dzi nas w róż­nych kie­run­kach - ku prze­szło­ści, te­mu, co tu i te­raz, ale rów­nież ku przy­szło­ści ja­ko ho­ry­zon­to­wi, któ­re­go zna­cze­nie cią­gle po­zo­sta­je nie­ja­sne. To naj­star­sze wi­zu­al­ne ar­chi­wum pol­skiej no­wo­cze­sno­ści za­wie­ra w so­bie śla­dy ma­rzeń, któ­re ni­g­dy się nie zre­ali­zo­wa­ły, jest za­pi­sem mo­der­ni­za­cyj­nych ge­stów, rzad­kich zwy­cięstw i czę­stych po­ra­żek, prób prze­kro­cze­nia i zmia­ny per­spek­ty­wy, do­ku­men­tem nie­usta­ją­ce­go re­gre­su do punk­tu wyj­ścia i źró­dłem na­dziei na prze­ła­ma­nie im­pa­su. Od­na­leźć w nim moż­na rów­nież ob­ra­zy kło­po­tli­we, któ­re trud­no przy­po­rząd­ko­wać do opo­wie­ści o ge­ne­alo­gii tra­dy­cji pro­gre­syw­no­-mo­der­ni­za­tor­skiej: są ra­czej za­pi­sem ge­stów wa­ha­nia, am­bi­wa­len­cji, prze­żyt­kiem in­nych tra­dy­cji, nie­po­ko­ją­cym Unhe­im­li­che...

Przy­go­to­wu­jąc tę książ­kę, po­pro­si­li­śmy kil­ka­na­ścio­ro współ­cze­snych twór­ców i twór­czyń - pol­skich i za­gra­nicz­nych (co wy­cho­dzi na­prze­ciw po­dob­ne­mu zróż­ni­co­wa­niu ko­lek­cji kró­lew­skiej) - o wy­ko­na­nie współ­cze­snych wer­sji wy­bra­nych przez nas prac z kró­lew­skie­go ar­chi­wum. Osiem­na­sto­wiecz­ni ar­ty­ści, fi­lo­zo­fo­wie i ko­lek­cjo­ne­rzy, któ­rzy ni­czym ar­che­olo­dzy ba­da­li prze­szłość, by zro­zu­mieć, kim są i do ja­kiej spu­ści­zny na­le­żą, chcie­li wy­cią­gnąć z niej wnio­ski i lek­cje, kre­ować wi­zje i pro­roc­twa dla przy­szło­ści. I po­dob­nie jest w tym przy­pad­ku: współ­cze­śni ar­ty­ści/ar­tyst­ki w czę­sto zło­żo­nych ob­ra­zach i zna­kach tam­tej epo­ki pró­bu­ją do­strzec ak­tu­al­ną sy­tu­ację i dro­go­wska­zy dla współ­cze­sne­go świa­ta. Wy­nik te­go dia­lo­gu nie uwy­pu­kla róż­ni­cy mię­dzy tym, co sta­re, i tym, co no­we, lecz po­ka­zu­je ra­czej ich współ­dzia­ła­nie w oświe­ce­nio­wej ra­mie. Ko­lek­cja kró­la Sta­ni­sła­wa Au­gu­sta Po­nia­tow­skie­go od­czy­ty­wa­na jest więc mię­dzy in­ny­mi w per­spek­ty­wie kon­flik­tu hi­sto­rii uni­wer­sal­nej opar­tej na pra­wach czło­wie­ka i de­mo­kra­cji z hi­sto­rią par­ty­ku­lar­ną ("hi­sto­rią spra­wy pol­skiej" i in­ny­mi krzy­żu­ją­cy­mi się w ar­chi­wum hi­sto­ria­mi), na­pię­cia mię­dzy wie­dzą a tym, co ją imi­tu­je, w kon­tek­ście ge­ne­zy współ­cze­sne­go li­be­ra­li­zmu, nie­usta­ją­cej wal­ki o eman­cy­pa­cję, ko­lo­nial­nych fan­ta­zma­tów, wresz­cie ge­ne­zy "pol­skiej woj­ny do­mo­wej", któ­ra de­fi­niu­je kształt pol­skiej sfe­ry pu­blicz­nej od po­nad dwu­stu lat.

Oświe­ce­nie trak­tu­je­my też ja­ko waż­ny punkt od­nie­sie­nia dla opo­wia­da­nia o trans­for­ma­cji ustro­jo­wej ostat­nich trzy­dzie­stu lat (ana­lo­gia z mo­der­ni­za­cją Pol­ski za cza­sów pa­no­wa­nia Sta­ni­sła­wa Au­gu­sta jest tu aż na­zbyt wy­raź­na). Py­ta­nie, któ­re sta­le po­wra­ca­ło pod­czas pra­cy z dzie­ła­mi z ko­lek­cji, i któ­re ni­czym fan­tom na­wie­dza tę książ­kę, do­ty­czy też te­go, czy pol­ska tra­dy­cja oświe­ce­nio­wo­-pro­gre­syw­na po­zo­sta­je czymś wtór­nym (od­bi­ciem) wo­bec eu­ro­pej­skie­go oświe­ce­nia, je­go imi­ta­cją (dla­te­go ska­za­ną na klę­ski). Czy mo­że­my w re­zul­ta­cie mó­wić o ja­kimś pół­pe­ry­fe­ryj­nym oświe­ce­niu, bar­dziej kom­pa­ty­bil­nym z tu­tej­szą hi­sto­rią i spe­cy­fi­ką, z nich wy­ra­sta­ją­cym? Czy je­go współ­cze­snym prze­ja­wem był­by choć­by re­al­ny so­cja­lizm?20 I jak w ta­kim ra­zie po­ra­dzić so­bie z ilu­zją, któ­rej od­bi­ciem jest kró­lew­ska, praw­dzi­wie eu­ro­pej­ska ko­lek­cja?

Od­bi­cie, po­dwo­je­nie, lu­stro są tu nie tyl­ko wie­lo­znacz­ny­mi me­ta­fo­ra­mi, ale rów­nież klu­czo­wy­mi spo­so­ba­mi po­rząd­ko­wa­nia przez nas ma­te­ria­łu wi­zu­al­ne­go. Współ­cze­sność i cza­sy Sta­ni­sła­wa Au­gu­sta prze­glą­da­ją się w so­bie, po­dob­nie jak pra­ce z kró­lew­skiej ko­lek­cji i ich współ­cze­sne wer­sje. Przy­ję­cie od­bi­cia ja­ko za­sa­dy or­ga­ni­zu­ją­cej na­sze my­śle­nie spra­wi­ło, że skon­cen­tro­wa­li­śmy się na ry­sun­ku. To on był pod­sta­wo­wym ar­ty­stycz­nym me­dium XVIII wie­ku: od­da­wał du­cha burz­li­wej epo­ki, był ści­śle zwią­za­ny z po­znaw­czy­mi ce­la­mi oświe­ce­nia i ja­ko ta­ki re­pre­zen­to­wa­ny jest w zbio­rach Ga­bi­ne­tu Ry­cin.

Tę lo­gi­kę za­cho­wu­je ca­ła książ­ka: pły­ną­cy przez nią esej wi­zu­al­ny prze­ni­ka się - cza­sem ni­czym w trans­po­zy­cji, po­dwo­je­niu - z tek­sta­mi. Te dwie nar­ra­cje na­cho­dzą na sie­bie, wcho­dzą w dia­log, ale po­zo­sta­ją też wzglę­dem sie­bie au­to­no­micz­ne: ra­czej się do­po­wia­da­ją, nie zaś ilu­stru­ją. Każ­da z grup ob­ra­zów two­rzy mi­kro­esej, któ­re­go na­zwa jest ha­słem otwie­ra­ją­cym rów­no­cze­śnie po­rzą­dek hi­sto­rii i współ­cze­sno­ści. Na­zwy grup wy­stę­pu­ją w licz­bie mno­giej, po raz ko­lej­ny pod­kre­śla­jąc po­dwój­ność i wska­zu­jąc na wspól­ną toż­sa­mość tych dwóch mo­men­tów hi­sto­rycz­nych. To: Ilu­mi­na­cje, Eman­cy­pa­cje, Ko­lo­nia­li­zmy, Re­wo­lu­cje, Dys­to­pie, Na­ro­dy, Re­kon­struk­cje, Li­be­ra­li­zmy. "Tu i te­raz" po­zo­sta­je nie tyl­ko ha­słem otwie­ra­ją­cym na sie­bie po­zor­nie roz­dzie­lo­ne cza­sy, ale rów­nież we­zwa­niem do dzia­ła­nia: miej od­wa­gę!