Ostatnie pokolenie lat zagłady - Praca zbiorowa

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

"Klaine Gorzyc - albo umrzeć albo uciec stąd" - wywiad ze świadkami

MM. Bathorska

Maria Pęcak

17. Grudnia 2020 udałam się do Jerzmanowic, malowniczej miejscowości położonej na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Gościłam w domu u Marii i Kazimierza Szlachta, rodzeństwa, które od najmłodszych lat troszczy się o siebie nawzajem, wspierając w codziennych trudnościach. Zostałam bardzo ciepło przyjęta oraz obdarzona zaufaniem, za co w tym miejscu jeszcze raz dziękuje. Dane było mi wysłuchać historii rodzeństwa oraz wspomnień poobozowych, jakie pozostały w ich pamięci. Brat i siostra, u których gościłam, jako dzieci zostali umieszczeni w obozie karnym w Otmuchowie (Polenlager nr 86) a następnie przeniesieni do Klaine Gorzyc (Polenlager Klein Gorschütz), podczas okupacji niemieckiej na ziemiach Polskich.

Maria Magdalena (dalej MM): Czy Pamiętają Państwo dzień umieszczenia Was w obozie, dokładne okoliczności, w jakich nastąpiło zniewolenie?

Kazimierz Szlachta (dalej K. Sz.): Nasz dziadek Robert Pyka był Ślązakiem i znał dobrze język niemiecki. W czasie okupacji aktywnie służył ludziom, pomagając na różne sposoby, pisząc podania o zmniejszenie kar, bądź organizując wysyłki paczek do więzienia. Ktoś doniósł Niemcom o tej działalności, co przesądziło o jego aresztowaniu, jako Ślązak miał obowiązek wpisać się na Volkslistę, czego nie zrobił. A to z kolei skutkowało jego aresztowaniem w listopadzie 1942 r., wraz ze mną, moją mamą - Teodozją Szlachta i siostrą Marią. Moja siostra miała wówczas siedem lat a ja trzy.

MM: Jak długo przebywał Pan z siostrą w obozach?

K. Sz.: Zabrano nas we wrześniu 1942 roku, a uciekliśmy w maju 1945.

MM: Jak wspomina Pan moment aresztowania, odczucia jakie towarzyszyły Waszej rodzinie?

K. Sz.: Niemcy przyszli wczesnym rankiem bijąc kolbami w drzwi, zażądali by otworzyć natychmiast. Mój dziadek chorował wtedy na serce i zaniemógł, mamie trzęsły się ręce, gdy pakowała najpotrzebniejsze rzeczy. Bez śniadania zabrano nas na posterunek w Ostrowach Górniczych (dzisiejsza dzielnica Sosnowca). Pamiętam że gdy tam dotarliśmy pewna kobieta przyniosła mi trochę grysiku na mleku, gdyż nic nie jadłem cały dzień i płakałem z głodu. Z posterunku zostaliśmy wywiezieni do Będzina, gdzie gromadzono ludzi pochodzących z rożnych miejscowości, wywodzących się z odmiennych klas społecznych, zabierano każdego; czy to robotnika, osoby z wyższym wykształceniem, jak i całe rodziny z małymi dziećmi. Zgromadzeni ludzie zostali transportowani do poszczególnych obozów. Zostaliśmy przeznaczeni do obozu w Otmuchowie (Ottmachau), gdzie przebywaliśmy około jednego roku, i w którym po kilku miesiącach śmiercią naturalną zmarł nasz dziadek. Z obozu w Otmuchowie zostaliśmy przeniesieni do Małych Gorzyczek, mieścił się on w halach po kopalni, tutaj rygor był znacznie surowszy a racje żywnościowe dużo mniejsze.

Maria Szlachta: Budzili nas o piątej, brat płakał o kawałek chleba, racje żywnościowe były bardzo małe (dopowiada Pani Maria). Ten drugi obóz nazywany był Kleine Gorzyc, mówiono o nim "Albo umrzeć albo uciec stąd".

K. Sz.: W Małych Gorzyczkach ciągle byliśmy głodni. Otrzymywaliśmy gotowane w skórkach ziemniaki. Mama opowiadała nam jak jedna pani chcąc oszukać głód, zbierała pozostawione przez innych więźniów skórki, po ich zjedzeniu dostała boleści i w kilka dni później zmarła. Pod koniec pobytu w tym obozie, gdy front armii czerwonej się zbliżał, Lagerführer wraz z esesmanami zbiegli a obóz przejęło wojsko niemieckie, starające się odeprzeć atak frontu, od tego momentu nie otrzymywaliśmy żadnej żywności. Rozpoczęły się naloty i ostrzeliwania armatnie, co niektórym udało się coś zagarnąć, jednak zapasy te nie wystarczyły na długo, zaczął panować niewyobrażalny głód

MM: W jaki sposób zdołali Państwo zdobyć pożywienie, gdy zapasy wyniesione ze zrujnowanych magazynów wyczerpały się?

K. Sz.: Moja siostra z jakimś chłopcem przez wyłom w murze okalającym obóz wyruszała po chleb do wsi, raz Marysia przyniosła chleb od żołnierza niemieckiego, który podczas wyładowywania wpadł mu do wody i pozwolił jej go zabrać. Kolejno gdy nasz obóz był ostrzeliwany przez Rosjan, mama pod osłoną nocy udała się do Baora (Bauer - niem. chłop, włościanin), od którego dostała coś do jedzenia.

MM: Jak strażnicy zachowywali się względem dzieci w obozie?

K. Sz.: esesmani którzy nas pilnowali byli nieludzcy, bili ludzi pałkami za drobne przewinienia, wszystkich traktowali jednakowo źle, czy to dzieci czy dorosłych. Szczególnym okrucieństwem odznaczał się esesman Rozek. Pewnego razu pielęgniarka obozowa poskarżyła mu się na starszego obozowicza, który to będąc w stanie choroby zmoczył się na posłaniu, wtedy Rozek zrzucił go z łóżka i skoczył mu na klatkę piersiową, przyciskając do podłogi, w wyniku czego ta osoba natychmiast zmarła.

Pamiętam także sytuacje, kiedy biegałem po pomieszczeniu i tupałem nóżkami, dla zabawy, nagle wpadł jeden z esesmanów i uderzył mnie kilka razy gumą, zmoczyłem się wtedy, nie potrafię określić czy bardziej z bólu czy strachu.

MM: Zatem można z przerażeniem przyznać, że okrucieństwo strażników wobec dzieci stanowiło nieodłączny element obozowej codzienności?

Po chwili zadumy Pan Kazimierz przypomina sobie kolejne traumatyczne przeżycie z obozu, potwierdzające te słowa.

K. Sz.: Pewnego dnia zjawiła się ekipa z Oświęcimia, która przeprowadzała akcje odwszawiania, dezynfekowano nas i ubrania jakie nosiliśmy a także wszystkie pomieszczenia. Środki dezynfekcyjne były tak toksyczne, że u niektórych więźniów podczas kontaktu ze skórą spowodowały rozległe rany na szyi i plecach. Trzeba było zakładać opatrunki. Pamiętam, że po akcji odwszawiania byliśmy okryci kocami i dla zabawy biegaliśmy wraz z innymi dziećmi, co nie spodobało się jednemu z esesmanów, który podbiegł do mnie z pałką z zamiarem uderzenia mnie w głowę, wtedy mama podbiegła do mnie i złapała na ręce, błagalnym głosem powiedziała do niego "klaine" (mały), i dzięki temu udało mi się pozostać przy życiu.

MM: Co czuliście jako bezbronne dzieci, dla których rzeczywistość z dnia na dzień, bez uprzedzenia zamieniła się w koszmar?

M. Sz.: