Cztery miesiące później. Rok 1566. Styczeń.
- Pani Gamella! Pani Gamella!
- Co się dzieje? Kto śmie nas budzić w środku nocy?!
- Pani Gamella. Anno otwórz, proszę!
Powstało zamieszanie. Domownicy lekko wystraszeni zaczęli się budzić. Zapalono świece na świeczniku stojącym na stole w salonie. Kobiecy głos za drzwiami nie ustawał w nawoływaniu o pomoc. Anna podeszła i odryglowała ciężką zasuwę zamykaną na noc. Z obawą lekko uchyliła drzwi wejściowe. Uderzył ją chłód styczniowej nocy. Za drzwiami stała mieszczanka w średnim wieku. Anna nie widziała dobrze, ale wydawało jej się, że zna ją z widzenia. Mieszkała na sąsiedniej ulicy. Była przejęta i zapłakana.
- Anno błagam, proszę poprosić doktora. Niech ratuje moją córkę.
- Pani Judyta? Prawda? Bo po ciemku nie rozpoznaję.
- Tak to ja. Mieszkam na sąsiedniej ulicy. Proszę mi pomóc.
- Ale co się stało?
- Proszę nakłonić doktora, żeby przyszedł do mojej córki. Jest bardzo chora, ma gorączkę, ciężko oddycha. Boję się, że nie dożyje do rana.
Anna wciąż stała w drzwiach, ale uchyliła je szerzej.
- Ale Judyto, wszyscy wiedzą, że on już nie praktykuje. Jest słaby, ma swoje lata. Nie chodzi już do chorych.
- Tak wiem, dlatego błagam panią o pomoc. Niech go pani poprosi. Może dla mojej córki zrobi wyjątek. Tylko on może jej pomóc.
- Wejdź do środka, pójdę z nim porozmawiać. Jest u siebie na górze.
Anna wpuściła Judytę, rozpytała trochę i poszła po schodach do pracowni doktora. Spędzał w niej wiele godzin. W dzień sporządzał lecznicze mikstury, a w nocy prowadził obserwacje astronomiczne. Laboratorium było bogato wyposażone. Sława dokonań doktora przekraczała już granice Francji. W pracowni miał również swoje dodatkowe łóżko. Wiele nocy w nim przespał, nie chcąc budzić Anny. Często prowadził obserwacje i badania aż do świtu.
- Michel, śpisz?
- Już nie. Obudziliście mnie. Co to za zamieszanie?
- To Judyta, sąsiadka z ulicy obok.
- Czego chce?
- Błaga, żebyś przyszedł do jej córki.
- Co jej jest?
- Gorączkuje już drugi tydzień. Ma biegunkę. Jest tak słaba, że nie potrafi sama wstać z łóżka. Jej stan wciąż się pogarsza.
- Lekarz był?
- Jakiś był, ale nic jej nie pomógł.
- Przecież wszyscy wiedzą, że już nie chodzę do ludzi.
- No tak.
- Dobrze, zaraz zejdę, tylko się ubiorę i wezmę co trzeba.
Po chwili doktor zszedł na dół.
- Judyto prowadź.
Po kilku minutach Judyta wraz z doktorem stali przy łóżku jej córki. Dziewczynka o imieniu Gabrielle miała 14 lat. Doktor dokładnie ją zbadał. Sprawdził puls, osłuchał piersi, obmacał starannie twardy, nabrzmiały brzuch. Oddychała z trudem. Kontakt z nią był utrudniony, miała wysoka gorączkę. Była bardzo słaba.
- Jak długo to trwa?
- Od 10 dni. Jest coraz gorzej.
- Ma biegunkę?
- Tak, bardzo nasiloną. Musimy jej pomagać, ledwie umie wstać.
- Wiem co jej jest. To poważna sprawa. To gorączka durowa.
- Wyzdrowieje?
- Nie wiem na pewno, ale chyba tak. Jest młoda, ma szanse. Zostawię jej lekarstwa. Gorączka szybko spadnie. Musi leżeć w czystej pościeli. Nasmarujcie jej piersi i plecy tą maścią i ciepło ją przykryjcie. Trzeba tu lepiej nagrzać. Jest dla niej zbyt chłodno. Trzeba sprowadzić zdrową, źródlaną wodę spoza miasta. Będziesz z niej robić napar z ziół, które ci zostawię. Musi dużo i często pić. Trzeba tego dopilnować. Przynajmniej trzy kwarty na dobę. Te pigułki 3 razy dziennie, a krople co 2 godziny. Jutro znowu do niej przyjdę. Musicie bardziej dbać o czystość i nie pić wody z miejskiej studni. Tyle razy każdemu to powtarzam.
- Dziękuję doktorze, jest pan dobrym człowiekiem.
Judyta się rozpłakała. Schorowany doktor wrócił do domu. Zmarzł trochę po drodze. Zaczął kaszleć.
Tydzień później.
- Michel ktoś do ciebie!
Anna krzyknęła z dołu do męża.
- Kogo tam znowu niesie? Już idę!
Przed domem stał młody mężczyzna w skórzanej kurtce. Trzymał za uzdę dorodnego, choć wyraźnie zmęczonego konia. Widać było, że przyjechał z daleka. Anna z ciekawością zaglądała zza pleców.
- Doktorze, pana zamówienie. Jadę z tym wprost z Florencji, specjalnie do pana.
Doktor wziął do ręki niewielki przedmiot zawinięty w szare płótno.
- Ile mam zapłacić?
- 8 liwrów, zgodnie z umową. Nie będzie pan oglądał?
- Nie, wiem co to jest.
Odliczył 10 liwrów i dał posłańcowi.
- Reszta jest twoja, przebyłeś szmat drogi.
Jeździec się ucieszył i schował srebrne monety do sakiewki. Anna zapytała z ciekawością:
- Pokaż, co kupiłeś? Czy to coś dla mnie?
- Nie, to nie jest dla ciebie. Pokażę ci wieczorem, porozmawiamy o tym - dobrze?
Anna odeszła nieco zawiedziona.
- A jeszcze jedno.
- No co tam?
- Ta Judyta przekazała, że dziewczynce już lepiej. Jest ci bardzo wdzięczna.
Kilka godzin później.
Doktor z żoną leżeli razem w łóżku. Był późny wieczór i w domu panowała cisza. Anna położyła głowę na wynędzniałym ramieniu Michela, a ten przytulił ją czule.
- Musimy porozmawiać.
Odezwał się szeptem.
- Muszę ci o czymś powiedzieć.
- Stało się coś?
- Nie, ale chcę, żebyś wiedziała, żebyś nie była zaskoczona.
- O czym powinnam wiedzieć? Czy to ma związek z tą dzisiejszą przesyłką?
Przytulił ją mocniej.
- Po części tak. Anno... moje życie dobiega końca.
Zastygła w przerażeniu.
- Michel, co ty mówisz?
- Tak jest i musisz się z tym pogodzić. Mówię ci, żebyś była na to przygotowana.
- Skąd wiesz?
- Po prostu wiem. To nie stanie się jutro ani za tydzień.
- Kiedy?
- Za pół roku, w lecie, na początku lipca.
- Co ty mówisz? Na pewno się mylisz, nie da się przewidzieć nadejścia śmierci. Nie jesteś śmiertelnie chory. Wiem, że nie jestem, ale wiem również, że to się stanie.
- Od kiedy o tym wiesz?
- Od jesieni.
Anna się rozpłakała.
- Nie płacz, tak musi być, nic na to nie poradzimy. Ja czuję się spełniony, wszystko czego chciałem, udało mi się osiągnąć. Odejdę do Boga. Wiem, że na mnie czeka. Teraz popatrz.
Doktor wstał z łóżka i sięgnął do komody po tajemniczą przesyłkę, która dzisiaj otrzymał. Rozwinął ją i pokazał żonie.
- Co to jest?
- Medalion
- Po co ci on? Jest ładny.
- Jak to się stanie to powiesisz go na mojej szyi. Chcę być z nim pochowany.
- Michel, przestań tak mówić.
Anna się rozpłakała. Po chwili trochę się uspokoiła i przyjrzała się przedmiotowi.
- Co to znaczy? To data? Rok?
- Tak.
- Ma jakieś znaczenie?
- Myślę, że tak.
Doktor położył się znowu i oboje leżeli przytuleni w milczeniu do rana, nie mogąc zasnąć. Anna cicho płakała. Doktor był spokojny. Nie czuł strachu.
***
Pół roku później. 2 lipca 1566 roku.
- Mamo, mamo! Chodź szybko na gorę!
13-letni Cesar, przerażony ciągnął Annę do pracowni doktora.
- Co się dzieje?!
- Ojciec.
- Co?
- Leży na ławce koło łóżka.
Anna pobiegła z synem na górę. Zbiegli się wszyscy domownicy. Doktor był martwy.
***
Tydzień później, po pogrzebie.
Anna wraz z najstarszym synem, poszli do pracowni i przeglądali zapiski. Trafili na Kalendarz. Ze zdumieniem razem czytali następujący zapis sprzed kilku miesięcy:
"Nie zostało już nic do zrobienia. Idę do Boga mego. Przybywają najbliżsi, rodzina, bracia krwi. Znajdują mnie na ławce. Martwego". 1**
Potem już, jako jeden z ostatnich zapisków:
"Śmierć jest blisko".
Anna ze łzami w oczach zamknęła kalendarz. Na okładce widniał starannie wykaligrafowany podpis: "Michel de Nostredame - 1566".2
***
1 Drogi czytelniku, oddzielmy konfabulacje autora od prawdy historycznej. Prawdą jest, że Nostradamus na kilka miesięcy przed swoją śmiercią napisał w "Kalendarzu": "...Na ławie u mego łoża znajdą mnie martwego...." I tyle. Nie zapisał daty swojej śmierci, jednak okoliczności znalezienia zwłok odpowiadają jego opisowi.
W chwili pisania tych słów był już ciężko chory. Zmarł 2 lipca 1566 r. Prawdopodobne jest również, że w dniu otwarcia (profanacji) jego grobu w roku tysiąc siedemsetnym, czyli 134 lata po jego śmierci, przy szkielecie znaleziono medalion z wygrawerowanym napisem "1700", co wskazywałoby na to, że przewidział to zdarzenie. Cała reszta tej opowieści, czyli przewidzenie daty swojej śmierci oraz okoliczności zakupu medalionu, to historia wymyślona przeze mnie. Źródeł historycznych brak. Przynajmniej ja o nich nie słyszałem. Trzeba tu zaznaczyć, że na potrzeby tego opowiadania, szukałem informacji o profecie i z nieznanych mi powodów, wydane po polsku są niewystarczające. Mnie nie udało się nawet znaleźć pełnego tłumaczenia treści Centurii na polski. Jednak nie mam wątpliwości i piszę to zupełnie szczerze, że Nostradamus posiadał zdolności profetyczne. Słynny czterowiersz (35) z I Centurii:
"Młody lew zwycięży starego,
Na arenie, w pojedynczym turnieju,
W złotej klatce wydrapie mu oczy,
Z dwóch bojów ten jeden pociąga za sobą okrutną śmierć."
W którym z wyprzedzeniem 4 lat, przewidział okoliczności śmierci francuskiego króla, Henryka II Walezjusza, po prostu rzuca na kolana.
"The Prophecies Of Nostradamus. Wydanie z 2018r. Century I 35
The young lion will overcome the older one, in a field of combat in single fight: He will pierce his eyes in their golden cage;
two wounds in one, then he dies a cruel death."
2 "Nostradamus: prorok, mistyk i wizjoner" - Kazimierz Jasiński. Artykuł "Rzeczpospolita" 2.11.2017.