Stacja I
Jezus skazany na śmierć
Dobrze wiemy, że to Piłat go skazał, ale w tym Piłacie widzimy każdego z nas...
Co mnie w tej stacji uderza? Postać z drugiego planu - żona Piłata. Proszę sobie wyobrazić tamte czasy, tamtą sytuację i tę kobietę, która, zdenerwowana, przerażona, prosi: "Nie miej nic wspólnego ze śmiercią tego człowieka, bo wiele się przez niego nacierpiałam".
Jej odwaga, żony, Rzymianki, świadomej swojej sytuacji, która jednak przyszła do męża, do pana i władcy, który mógł zrobić wszystko, i ma odwagę powiedzieć mu wprost - przestań!
A przecież jego sytuacja też nie jest komfortowa: został zesłany na krańce ówczesnego cesarstwa, bo podpadł. Wie, że jeden nieostrożny ruch pozbawi go wszystkiego, skaże także jego rodzinę na śmierć.
Ile ten człowiek musiał mieć dylematów - był przekonany, że Chrystus jest niewinny.
Czy posłucha żony? Pewnie ją kochał, choć Ewangelia nic o tym nie mówi. Nie wiemy, czy mieli dzieci, czy prowadzili normalny dom - chyba tak, skoro się bał.
Nieszczęsny Piłacie, który nie byłeś w stanie oprzeć się na zdrowym dźwięku swojego sumienia i szlachetna żono Piłata, która miałaś tyle odwagi, żeby wtargnąć w ten niebezpieczny, polityczny, męski świat.
Jak się w takich sytuacjach granicznych zachować?
Czy zdarzyło się tak, że od mojego zdania zależało wiele, od jego wypowiedzenia albo niewypowiedzenia?
Czy byłbym na tyle silny, żeby wtargnąć w nieprzyjazny świat mojej rodziny, mojej korporacji, układów i powiedzieć "non possumus"?
Czy więcej wśród nas Piłatów, czy żon albo małżonków Piłatów?
Chyba jednak Piłatów...
Współczesny świat, z tą korporacyjnością, z tą dbałością o własną wygodę, osłabia czujność żony Piłata. A ona jest tak cenna.
Jak można siebie wychować w codzienności, żeby aktywność i czułość naszego sumienia była taka, jak u niej? Nie wiem...
To jest chyba dla nas pytanie.