Rozdział 6
21 września 2025, Gościeszyn
Młodzi dostali się do środka dawnej stajni bocznym wejściem - choć pojęcie mogło być mylne, bo kryło się ono między dwoma parami kolumn mającymi jakieś cztery metry wysokości. Gdy tylko przemknęli pod równie okazałym tympanonem, znaleźli się w korytarzu, którego ciemności z trudem rozjaśniała słaba żarówka. Kierując się otrzymanymi wcześniej wskazówkami, dotarli do celu. Weszli do pomieszczenia, było przestronne, ale ze względu na zaciągnięte kotary niewiele można było zobaczyć.
Dopiero po chwili, gdy przyzwyczaili wzrok do panujących tu półciemności, dostrzegli, że jedynym wyposażeniem pokoju był ręcznie wykonany stół dębowy i wypchana figura niedźwiedzia.
Nagle wyłoniły się zza niej dwie zamaskowane postaci. Jedna - ubrana w sportowy garnitur - miała na głowie maskę znaną z cyklu Straszny film, wykrzywioną w charakterystycznym grymasie, często używaną podczas balów na halloween. Druga - w jeansach i ciemnej koszulce polo - chowała się za podobizną Jokera.
- Jezu! - wrzasnął Marcel Roszak. Okręcił się na pięcie i już miał rzucić się do ucieczki, ale został powstrzymany przez pozostałych.
- Czekaj. - Lena Augustyn jedną dłonią trzymała kompana, drugą zaczęła nerwowo pocierać palcami. - Przychodzimy z polecenia pana Koziołka. - Użyła umówionego hasła.
W odpowiedzi odezwał się Joker.
- J-23 znów nadaje... - Zrobił krótką pauzę.
Gdyby towarzyszący mu mężczyzna ściągnął teraz przebranie, Joker zobaczyłby twarz pełną dezaprobaty.
- Nie mogłem się powstrzymać - mówił Joker dalej. - Uwielbiam Stawkę większą niż życie. A wy?
Odpowiedziało mu milczenie.
- Znacie ten serial? - pytał dalej. - Nie... - odparł sam sobie. - No tak... Nie to pokolenie...
- To jest bal przebierańców? - Marcel Roszak rzucił to szeptem, ale na tyle głośno, by zamaskowali mężczyźni go usłyszeli.
- Co mówiłeś? - Joker zrobił krok do przodu.
- Nic takiego, proszę pana - zapewnił Marcel Roszak. - Tak się tylko zastanawiałem, skąd te przebrania...
Mężczyzna w masce ducha podszedł do stołu, oparł się o niego, mebel zatrzeszczał złowrogo.
- Zacznijmy od tego, że w naszej organizacji stosujemy modę amerykańską. - Joker wciąż stał w tym samym miejscu. - To znaczy wszyscy jesteśmy ze sobą na "ty". Bez względu na wiek.
- Ale pan, sądząc po głosie, mógłby być moim ojcem - zauważył Leon Sokal.
- Nie ma to znaczenia - uciął Joker.
- A ten pan ile ma lat? - Lena Augustyn pokazała na Ducha.
- Może być twoim dziadkiem - odparł Joker. - A może ojcem? - poprawił się szybko. - A może nieco starszym kuzynem. Co cię to tak interesuje?
Dziewczyna nie odezwała się słowem i w pomieszczeniu zapanowała niezręczna cisza. Przerwał ją dopiero mężczyzna w masce Jokera.
- Macie jakieś pytania na początek?
Lena Augustyn spojrzała na kolegów błagalnie, licząc, że wezmą na siebie ciężar rozmowy. Nic takiego nie miało jednak miejsca.
- Ja mam jedno... - zaczęła nieśmiało.
- Wal śmiało. - Po głosie Jokera było można wyczuć, że kiedy to mówił, się uśmiechnął.
Lena Augustyn jeszcze raz zerknęła na kompanów. Znów nie otrzymawszy od nich pomocy, zebrała się w sobie.
- Dlaczego spotykamy się tutaj?
- W jakim sensie? - Joker odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Dlaczego tutaj?
- Ale co masz na myśli? - dociekał. - Warunki lokalowe wam nie odpowiadają? Chcieliście spotkać się w bardziej eleganckim miejscu? Jakimś luksusowym hotelu? - strzelał pytaniami jak serią z karabinu maszynowego.
- Nie o to chodzi. - Lena Augustyn wykonała nerwowy ruch głową. Jeszcze raz popatrzyła na jednego kolegę, potem na drugiego, jakby wciąż liczyła, że przyjdą jej w sukurs. Gdy nic takiego nie nastąpiło, nabrała głęboko powietrza, wypuściła je. - Wiesz, kto mieszka w tym pałacu?
- Wiem.
- A twój kolega wie? - Skinęła głową w kierunku Ducha.
- Wie - odpowiedział bez zastanowienia. - To świetna przykrywka.
- Najciemniej jest zawsze pod lampą - wtrącił Marcel Roszak.
- Pod latarnią - poprawił go Joker machinalnie. - Kto by podejrzewał, że pod okiem tego ruskiego skurwysyna ruch oporu zorganizuje spotkanie rekrutacyjne? - Pytanie było retoryczne, nie czekał zatem na odpowiedź. - Wy byście coś takiego podejrzewali?
- Ja nie - przyznał Marcel Roszak.
- Ja też nie - poprał go Leon Sokal.
- A ty? - Joker wbił wzrok w dziewczynę.
- Mnie by to przemknęło przez głowę - odparła Lena Augustyn ostrożnie.
- No cóż... - Joker myślał nad tym, jak dobrać słowa, żeby nikogo do siebie nie zrazić. - Mam nadzieję, że twoi koledzy się nie obrażą... Ale od razu widać... Po twoich pytaniach... Że jesteś inteligentna.
- Chciałeś powiedzieć, że z naszej trójki jestem najmądrzejsza? - W głosie Leny Augustyn dało się słyszeć wyczekiwanie. - Bez urazy, chłopaki. - Popatrzyła na kolegów.
- Na pewno nie jesteś najskromniejsza. - Joker się zaśmiał. - Ale faktycznie, przemknęło mi to przez głowę, że z całej waszej trójki masz najbystrzejszy umysł. - Zamyślił się. - Co wcale nie oznacza, że twoi koledzy są mniej bystrzy. Może po prostu są mniej śmiali i dlatego tyle się nie odzywają?
- Normalnie gęby nie zamykają im się na sekundę - burknęła Lena Augustyn. - Chyba że grają.
- Znalazła się ta, co nie gra - żachnął się Marcel Roszak.
- A dlaczego on w ogóle się nie odzywa? - Lena Augustyn pokazała głową na Ducha.
- Nie ma takiej potrzeby - odrzekł Joker szybko.
Leny Augustyn ta odpowiedź nie zadowoliła. Przyglądała się Duchowi wciąż opartemu o dębowy stół. Już chwilę wcześniej zwróciła uwagę, że cały czas trzymał przy tym ręce w kieszeniach i chyba czymś się w nich bawił, bo co chwilę było widać, jak materiał, z którego były wykonane spodnie, się rusza.
- Jak mamy do ciebie mówić? - spytał Leon Sokal.
- Mówcie do mnie: Kościuszko.
- Ale masz maskę Jokera. - Marcel Roszak nie krył zdziwienia.
- Powiedzmy, że Kościuszki nie było w sklepie.
Marcel Roszak sięgnął do kieszeni, wyjął z niej smartfona. Z ulgą stwierdził, że upadek na asfalt - poza rysą - mu nie zaszkodził.
- Co robisz? - spytał Joker.
- Chwila... - Chłopak nawet na niego nie spojrzał. - Mogłeś zamówić w sieci - rzekł po krótkiej chwili.
- Chcesz powiedzieć, że właśnie sprawdziłeś to w internecie? - Joker był poirytowany. - A przyszło ci do głowy, że w ten sposób możesz naprowadzić na mnie wydział do walki z terroryzmem wewnętrznym?
- Niby jak?
- Wystarczy, że sztuczna inteligencja, którą wykorzystuje do inwigilacji, wpadnie na powiązanie. - Denerwował się coraz bardziej. - Już sam fakt, że nasze smartfony logują się w jednym miejscu, może być niebezpieczny.
- Mogłeś swojego smartfona wyłączyć - zauważył Marcel Roszak.
- To mogłoby być równie niebezpieczne - skontrował Joker. - Algorytmy, jakie ruscy i Chińczycy wykorzystują do nauki AI są coraz lepsze, a nasi dostali od nich licencje. Zresztą, wy powinniście to chyba wiedzieć najlepiej? - Popatrzył na resztę. - Wyłączenie pięciu telefonów w tym samym czasie i miejscu mogłoby być jeszcze bardziej podejrzane.
- Nie wiedziałem, że chinole współpracują na tym polu z ruskimi - wtrącił Leon Sokal.
- To już wiesz - spuentował Joker.
Lena Augustyn postanowiła włączyć się z powrotem do rozmowy.
- Jak mamy mówić na niego? - Pokazała na Ducha. - Krzyk?
Joker zaśmiał się głośno.
- To jest Ten. - Gestem dłoni dokonał prezentacji. - Tak go nazywajcie: Ten.
- Ten jest niemową? - spytał Leon Roszak.
- Nie.
- Ocenia nas? - spytała Lena Augustyn podejrzliwie.
Joker znów się zaśmiał, ale znacznie ciszej.
- Jak już mówiłem: od razu widać, że jesteś z całej trójki najbardziej inteligentna.
- Dzięki, stary - żachnął się Leon Sokal.
- Bez urazy. - Joker podniósł otwarte dłonie w geście przeprosin. - Tak żeby było jasne: obaj was oceniamy.
- Dlaczego macie maski? - Marcel Roszak przygryzł wargę.
- Zasady konspiracji - wyjaśnił Joker.
- Dlaczego my nie musimy mieć masek?
- Z jednej prostej przyczyny - odparł. - My dwaj wiemy, kim jesteście. Z kolei wy swoją tożsamość znacie, więc nie musicie jej przed sobą ukrywać.
- To są dwa powody - zauważyła Lena Augustyn cicho.
- Słucham?
- Wy się nie znacie, prawda? - mówił dalej. - Ty nie wiesz, kim on jest.
Joker się zawahał.
- Nie wiesz - naciskała Lena Augustyn.
- Nie wiem - potwierdził po krótkim namyśle.
- Ale on wie, kim ty jesteś?
Mężczyzna w masce Jokera nie odpowiedział, popatrzył na Tego.
- Nie mogę udzielić odpowiedzi na to pytanie - odparł dopiero po dłuższej chwili.
- Czyli wie - stwierdziła Lena Augustyn. - To znaczy, że Ten jest tu szefem.
Duch zakaszlał nerwowo.
- Jesteś szefem wszystkich szefów? - Tym razem Lena Augustyn skierowała pytanie bezpośrednio do Tego.
Ale nie doczekała się odpowiedzi.
- Nie powinnaś zadawać takich pytań - zauważył Joker.
- Dlaczego? - spytała Lena Augustyn.
- Zasady konspiracji - wyjaśnił cierpliwie. - Poszczególni członkowie ruchu oporu nie powinni znać prawdziwych danych kolegów i koleżanek.
- Żeby w razie wpadki ich nie wsypać? - wtrącił Leon Sokal.
- Dokładnie.
- Powiedziałeś, że obaj nas oceniacie. - Lena Augustyn postanowiła zmienić temat. - Zdaliśmy egzamin?
- Dowiecie się w swoim czasie - odparł Joker, patrząc na Tego.
Ten palcem wskazującym prawej ręki dotknął przegubu prawej, jakby pokazywał na zegarek.
- Do rzeczy, dzieciaki - rzekł Joker.
- Tylko nie tym tonem... - Lena Augustyn się obruszyła.
- Sorry... - rzekł Joker. - Zaprosiliśmy was na to spotkanie, żeby zadać wam kilka pytań...
- Szukacie hakerów. - Lena Augustyn weszła mu w zdanie.
- Przecież że nie grzecznych chłopców i dziewczyn. - Mężczyzna znów się uśmiechnął. - Chcemy wiedzieć, czy dacie radę zorganizować zespół... - Zamyślił się. - Albo kilka zespołów... Nieważne... - Machnął zniecierpliwiony ręką. - Chcemy wiedzieć, czy możecie stworzyć grupę hakerów, która poradzi sobie z kilkoma zadaniami. - Zaczął podawać detale.
Nie miał przy sobie kartki - nie chciał podejmować zbędnego ryzyka w razie wpadki i przeszukania - a że nie znał fachowych słów, dlatego co chwilę któryś z chłopaków przerywał mu lub go poprawiał, Lena Augustyn odzywała się rzadziej, wolała słuchać. Nie denerwował się jednak z tego powodu, wiedział, że robią tak, by wszystko było jasne.
Opowieść zajęła mu kilka minut. Gdy skończył, czuł się bardziej zmęczony niż po porannej zaprawie w jednostce.
- Da się zrobić - ocenił Leon Sokal ostrożnie. - Dobrze mówię? - spojrzał na pozostałych.
Marcel Roszak potaknął delikatnie, za to Lena Augustyn wykonała dużo bardziej przekonujący ruch głową.
- Ile czasu na to potrzeba? - spytał Joker.
- A jaki mamy budżet? - odparł Leon Sokal.
- Budżet?
- Ile kasy możemy zaproponować kolegom z zagranicy.
- Nie mamy jakiegoś wielkiego budżetu. - Joker wzruszył ramionami. - To jest konspiracja, nie korporacja. - Spojrzał na Tego. Widząc jego potaknięcie, dodał: - Może parędziesiąt tysięcy by się znalazło.
- Na tylu ludzi? Mało - oceniła Lena Augustyn. - Niektórzy hakerzy zarabiają tyle w miesiąc. I to bez takiego ryzyka.
- Tu trwa wojna, ale poza Polską toczy się normalne życie - dodał Leon Sokal. - Ludzie mają swoje zobowiązania, umowy, robotę do wykonania.
- Da się czy nie? - Joker był wyraźnie zniecierpliwiony.
- Popytamy i damy znać, okay? - spytała Lena Augustyn.
- Jasne. - Po reakcji było widać, że Joker jest zawiedziony.
- Kościuszko... - zaczął Leon Sokal. - Nie zrozum nas źle... - Szukał słów. - My to zrobimy za darmo. Dla kraju. Ale nie wszyscy, których poprosimy o pomoc, będą równie chętni do roboty za free.
- Teraz odbierzemy od was ślubowanie. - Z kieszeni spodni Joker wyciągnął biało-czerwoną flagę. Rozwinął ją. Nie była duża, miała wymiary jednej czwartej kartki papieru. - Z oczywistych powodów większej nie mam. - Palcami obu rąk chwycił za dwa końce, rozpostarł ją między dłońmi.
Nie czekając na polecenie, młodzi ustawili się w równym rzędzie.
- Podnieście prawe dłonie - instruował Joker. - Jeśli któreś z was ma przy sobie krzyż i chce na niego przysięgać, może to zrobić. Ważna rzecz: ze względu na charakter miejsca, w którym się znajdujemy, mówcie cicho. Żadnych okrzyków.
Potaknęli.
- Przysięgam wierność ojczyźnie, Rzeczpospolitej Polskiej - zaczął Joker.
Powtórzyli za nim.
- Przysięgam stać na straży jej wolności, a o wyzwolenie jej z niewoli wroga zewnętrznego i wewnętrznego walczyć ze wszystkich sił, włącznie z ofiarą własnego życia - recytował Joker dalej, a oni za nim powtarzali. - Przysięgam bezwzględne posłuszeństwo wyznaczonemu dowódcy armii konspiracyjnej... Przysięgam dochować powierzone mi tajemnice bez względu na to, co miałoby mnie spotkać z rąk wroga...
Kiedy skończyli mówić, podał im do pocałowania flagę Polski. Potem złożył ją z namaszczeniem i wsunął z powrotem do kieszeni spodni.
- Przyjmujemy was w szeregi żołnierzy armii konspiracyjnej walczącej z najeźdźcą zewnętrznym i wrogiem wewnętrznym o wyzwolenie ojczyzny - mówił Joker głosem pełnym powagi. - Waszym obowiązkiem będzie walczyć z bronią w ręku lub bez niej. Wygrana będzie waszą i naszą nagrodą. Za zdradę karzemy śmiercią.
Na dźwięk tych słów młodzi zadrżeli.
Ich reakcja nie umknęła uwagi mężczyzny.
- Nadal chcecie być członkami konspiracji? - spytał cicho.
Wszyscy troje potaknęli.
Niespodziewanie Ten wyprostował się i ruszył w ich kierunku. Wyjął dłoń z kieszeni, wyprostował ją, leżały na niej trzy malutkie cylindryczne metalowe przedmioty. Podał je drugiemu z mężczyzn.
- To dla was - powiedział Joker. - Wiecie, co to jest?
Zaprzeczyli.
- Nie mieliście w szkole zajęć praktyczno-technicznych? - zdziwił się mężczyzna.
- Czego? - wypalił Marcel Roszak.
- Nieważne. - Joker machnął zrezygnowany ręką. - To są oporniki wykorzystywane do ograniczenia przepływu prądu. Ze względu na swoją nazwę są symbolem ruchu oporu.
- Ale z ciebie bambik... - Zaśmiała się Lena Augustyn. - Zakładacie na twarze maski, żebyśmy w razie wpadki nie mogli was wsypać, ale mamy od was wziąć oporniki, które nas samych wsypią w razie przeszukania?!
Ten w milczeniu wyciągnął przed siebie pustą dłoń.
- Słuszna uwaga, młoda - pochwalił Joker i oddał oporniki Temu.
- Czyli teraz mamy pewność, że on tu jest big brain - zauważyła Lena Augustyn.
Joker popatrzył na nią zaskoczony.
- On tu rządzi - wyjaśnił Marcel Roszak. - Tak się mówi: big brain. Wielki mózg.
- Jasne. - Westchnął Joker. - Jaką nazwę chcecie dla swojej komórki?
- Anonymous - zaproponował Leon Sokal.
- Anonymous z Gościeszyna - dorzuciła Lena Augustyn.
- Nie możemy wykorzystywać nazwy tej miejscowości - zauważył Joker. - Służby wroga mogłyby powiązać dane... Szczególnie sztuczna inteligencja.
- Punkt dla ciebie. - Lena Augustyn była niepocieszona. - Anonymous Patriot?
- Może być - zgodził się od razu. - Pamiętajcie, że waszym zadaniem jest stworzenie grupy godnej zaufania. Musicie być pewni każdego z jej członków jak siebie samych. Jedna niewłaściwa osoba i wszyscy wylądujemy w obozie albo dostaniemy kulkę w łeb. Wiecie, że ta władza nie patyczkuje się z przeciwnikami?
Potaknęli zgodnie.
- Wbijcie sobie do głów: musicie być bardzo ostrożni - mówił Joker dalej. - Inaczej możecie trafić do więzienia albo, co gorsza, zginąć. Ruscy i ich poplecznicy z naszych polskich służb nie cackają się ze spiskowcami.
- Wiemy, na co się piszemy. - Lena Augustyn powiedziała to mocnym głosem. - Znamy ryzyko.
- Dobrze - rzekł mężczyzna. - Koniec spotkania. Kolejne wiadomości dostaniecie tymi samymi kanałami komunikacji, co wcześniej.