Ostatni telefon - Norbert Stępniewicz

-
Proszę czekać

 

 

? Copyright by Wydawnictwo Poligraf, 2015

? Copyright by Norbert Stępniewicz, 2015

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaden fragment nie może być publikowany ani reprodukowany bez pisemnej zgody wydawcy.

 

Projekt okładki: Izabela Surdykowska-Jurek, Magdalena Muszyńska

Skład: Wojciech Ławski

Korekta: Klaudia Dróżdż, Anna Rudzik

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad

 

 

Książka wydana w Systemie Wydawniczym Fortunet?

www.fortunet.eu

 

 

ISBN: 978-83-63506-97-1

 

Wydawnictwo Poligraf

ul. Młyńska 38

55-093 Brzezia Łąka

tel./fax (71) 344-56-35

www.WydawnictwoPoligraf.pl

 

 

 

 

 

Jestem wdzięczny mojej rodzinie oraz znajomym za wszelkie wsparcie, kiedy tworzyłem książkę.

Kieruję podziękowania do całego zespołu Wydawnictwa Poligraf, który ze mną współpracował. Końcowym efektem tej współpracy jest książka dla przyszłych czytelników.

Spis treści

Stopa

Niebo

Cztery kierunki

Żółte tło

Promień

Moja dłoń

Ziemia

Pan i dama

Na końcu świata

Nuta Warszawy

Carpe diem

Warszawa

Obóz w Mauthausen

Nowe Miasto

Myśl poety

Kraj

Noc

Poeta

Most

Wiersz

Ostatni telefon

Miasto

Muzeum Oświęcimskie

Zamek

Morze

Sen

Zapomnienie

Notatka

Data

Przyjaciel

Lustro

Krótki dialog

Mur

Ogród

Kamyk

Posiadam

Zakochani

Warszawski teatr

Wizja

Słowa o miłości

Duch kapłana

Dziękuję Ci, Panie

Odpowiedź

Przykład

Powierzam

Literka z piasku

Historia

Mój dziadek

Żołnierz

Mój Ojciec

Utracony czas

Dłonie nad światem

Głos

Las

Starożytna Grecja

Samotna puszcza

Godzina

Miłość

Czas

Wola narodu

Opis poety

Wiatr zimowy

Krzyż

Życie

Wieczorny poemat

W południe

Jezioro

Pustynia

Wschód

O dwóch, co skradli życie

Dzień po dniu

Dotyk

Obraz

Pamiąteczki

Pięć minut

Dom

Pokolenie

Chwila

AK

W mieście

Emigracja

Guzik

Opis

Słowo

W dłoni

Schody

Dzieci obozu

Jesień

Głos poety

Cienie wiosny

Kobieta

Patrzenie

Miasto niepokoju

Zima

Ze słyszenia o komunizmie

Moja babcia

Nie mogło się zacząć

Pokój

Nic nie było

A kiedy

Piórko

Pociąg

Wędrówka do szkoły

Ten wiersz

Jak się zmienia

Staruszek

Puste krzesła

Przepraszam

Wyspa

Pomnik

Flaga

Mapa

Pierwszy wiersz

Świat historii

Jest we mnie

Ten czas

Moja Warszawa

Światło na ścianie

Lato

Las Piaśnicy

Nie mogliśmy

Obóz bez uśmiechu

Do broni

Jak dobrze

Drzwi

Wieczór

Ślad

Cichy krok

Kwiaty

Zapomniany sekret

Tęsknota

Dzień II

Ars poetica

Tak

Przejście

Wspomnienia z ukrycia

Jak pisałem wiersz

Fotografia

Rok szkolny

Powrót

List i rozmowa

Prosto w oczy

Dzieciństwo

13 grudnia 1981 roku

Obraz natury

Okno

Katedra

Moja dłoń

 

Moja dłoń, Ojcze,

jest chłodna i szorstka,

dzień i noc milczy,

nie wiem czemu?

 

Moja dłoń, Ojcze,

zmienia się w martwy przedmiot,

nieżywe kształty ruchu,

przestrzeń ulatujących dni,

nie wiem czemu?

 

Zapominam o nocy, o dniu,

czerpiących blasków z gwiazd,

nalewam srebrne kształty na dłoń,

nie wiem czemu?

 

Zaczynam dostrzegać na dłoni

świat biegu myśli,

skaczący refren muzyki,

adres własnej dłoni.

 

Wypełniam wspomnienia,

zeszłe scen dni,

w obrazy długie jak przestrzeń,

nie wiem czemu?

Obóz w Mauthausen

 

Śp. moim rodakom

To nie jest dziwne, że ma druty i strażników,

staliśmy i czekaliśmy jak symbole pomników,

samoloty nadlatywały – niebo milczało,

 

a myśmy staczali kamienną górę myśli w czarną przepaść,

potem snuliśmy marzenia o przeżytych wspólnych chwilach

pod ogrodami świtów,

 

myśleliśmy i słuchaliśmy strzałów z wojennych okopów,

nikt się nie odzywał, dzwoniło echo prawdy śmierci wśród

morderców na ustach,

 

tak długo szliśmy na pewną śmierć w obozie Mauthausen,

czując, że wypełnia się sen nocnych koszmarów,

a pewnej nocy nie było gwiazd, które dumnie świeciły.

 

W milczeniu schodziliśmy z obrazka obozu cicho z lękiem

jak strach w dół ciemności,

było słychać jęki kobiet w ciszy nocnej – los miłości,

 

pod nocnym niebem ogień huczał wolnością,

kiedy spalały się sekrety ciał w stos popiołu,

 

wtedy szliśmy siłą przetrwania ducha,

żeby znów chwycić myśl z bronią w ręku,

by ocalała nasza Ojczyzna i nasza mowa poetów.

 

Ukryci milczymy bez pamięci, imion i nazwisk – wieku snu,

czas zamieniał słowo w cmentarzysko żałosną ideę,

proste słowa stawały w przełykach, by nazwać rzecz po imieniu,

 

zbrodnia człowieka do człowieka – śmiercią, życie pustym marzeniem,

echo losu morderców wznosiło się magią wróżb tchnień,

krzyków i ciemności,

 

byliśmy świadkami historii – wyrokowcami życia,

to jedna z wielu, jedna z milionów zagład ludzkich istnień,

ten obóz stworzyli Niemcy.

 

Stoi teraz w czarnym mundurze i patrzy,

kto następny,

trzask bramy... druty... krzyk słychać.

Nowe Miasto

 

Tak powstaje Nowe Miasto,

na gruzach i zgliszczach,

wśród okrzyków i wrzasków umarłych,

 

już krew wsiąkła powstańców w ziemię,

są mury domów puste bez głosów,

 

widać gałęzie drzew bez kwiatów i liści

i płyną chmury w szarym popiele,

uchodzi cień żołnierza

z bronią w ręku.

 

Po nocach ulic,

śni się nam strach,

warczą czołgi,

terkoczą karabiny,

wznosi się słońce,

noc w gwiazdach,

milczy dzień samotnie.

 

Tam na horyzoncie

oddalał się świadek zbrodni,

niosąc krzyk ulic w ramionach,

matek zgwałconych i dzieci rozstrzelanych,

tak powstaje Nowe Miasto,

na gruzach kości ludzi.

 

I krąży ptak nad miastem,

nad niebem,

unosi sen wolności,

mowę miasta Warszawy,

przeżytych gorzkich wspomnień.

 

Kiedy potkniemy się o trupią czaszkę,

budujemy nasze sumienia,

budujemy nasze drogi,

przez wzruszenie serca,

przez milczenie, przez moment.

 

Tak, budujemy Boga w sobie,

tak, budujemy nasze życie,

bez białych flag w oknie,

bez rąk wyciągniętych ku górze,

tak jak ci, którzy szli przed nami.

 

Idźmy z podniesioną głową,

nie lękając się nikogo,

złóżmy ofiarę na cmentarzu,

 

idźmy

odważnie naprzód przez świat,

przez zniszczony krajobraz ulic,

nieśmy czyn wspaniały,

przez zagładę, przez śmierć.

 

Bądźmy silni,

dając świadectwo prawdy,

bądźmy mocni w wierze Boga,

tak budujemy naszą przyszłość,

tak budujemy naszą Polskę,

tak milczy nadzieja w miłości,

 

tak powstaje Nowe Miasto,

na gruzach kości ludzi,

patrz, jak świeci.