Ostatni szczyt - Emilia Szelest

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Normalna

Pierwszą osobą, z którą rozmawiał dziennikarz, był Tomasz Sobczak. Spotkali się w niewielkiej kawiarni w Zakopanem. Sobczak przyszedł kilka minut przed czasem. Od razu go rozpoznał. Nie dlatego, że znał go ze zdjęć. Po prostu wyglądał jak człowiek gór. Miał popękaną skórę na dłoniach, głębokie zmarszczki wokół oczu i rozglądał się w ten charakterystyczny sposób, jakby podświadomie szacował drogę ucieczki. Przez chwilę rozmawiali o pogodzie. Potem dziennikarz położył na stole dyktafon. Tomasz patrzył na niego przez kilka sekund.

- Nie wiem, czy mam coś ciekawego do powiedzenia - powiedział z cichym westchnieniem.

- Byłeś tam - podsunął dziennikarz bez cienia zwątpienia.

- Byłem.

- Podobno widziałeś Alicję jako ostatni.

Wzrok Sobczaka przesunął się na okno. Za szybą przechodzili jacyś turyści. W oddali widać było szczyty Tatr, ale on zdawał się ich nie zauważać, zupełnie jakby jego myśli podążały w kierunku zupełnie innej góry, wiele kilometrów stąd.

- Tak - odpowiedział w końcu.

- Kiedy? - spytał cierpliwie dziennikarz.

- Około piętnastej. Rozszalała się zamieć, nikt nie patrzył na zegarek, ale myślę, że to było koło piętnastej...

- Jak wyglądała?

Uśmiechnął się bez cienia wesołości.

- To pytanie zadał mi już chyba każdy dziennikarz w tym kraju.

- I co im odpowiadałeś?

- Zawsze odpowiadam tak samo. - Przez chwilę Sobczak bawił się łyżeczką, którą podniósł ze spodka. W końcu stwierdził: - Normalnie.

- Normalnie? - zapytał reporter, zdziwiony tą dość lakoniczną odpowiedzią.

- W górach to znaczy coś zupełnie innego niż tutaj.

Zapadła cisza, w której dziennikarz zastanawiał się, co konkretnie ma na myśli jego rozmówca.

- Była zmęczona - powiedział w końcu Sobczak. - Jak każdy z nas. Ale na pewno nie wyglądała na kogoś, kto za chwilę zniknie z powierzchni ziemi.

***

Dwa dni po zaginięciu portale informacyjne opublikowały pierwsze artykuły.

"Kontakt z himalaistką urwał się podczas zejścia ze szczytu".

"Warunki pogodowe uniemożliwiają prowadzenie akcji ratunkowej".

"Szanse na odnalezienie żywej uczestniczki wyprawy są coraz mniejsze".

Przez następne tygodnie eksperci analizowali pogodę, trasę i decyzje podejmowane przez zespół. Wszyscy próbowali wskazać moment, w którym coś poszło nie tak - jednak na próżno. Nie ustalili nic poza jednym szczegółem: że to sama himalaistka podjęła błędną decyzję. Jednak Alicja nie była niedoświadczoną turystką. Nie była też influencerką szukającą oryginalnej scenerii do zdjęć na Instagram. Nie znalazła się w Himalajach przypadkiem. Im więcej dziennikarz czytał o jej życiu, tym jaśniejsze stawało się jedno - jeśli popełniła błąd, musiał być nietypowy, albo...

Albo to wcale nie był błąd.

 

Trzy miesiące przed wyprawą

 

Sala konferencyjna pachniała kawą i wilgotnymi kurtkami. Na ekranie wyświetlono zdjęcie Nanga Parbat. Alicja siedziała w ostatnim rzędzie, jak zawsze. Nie dlatego, że się spóźniła - po prostu lubiła obserwować ludzi, a z ostatniego rzędu widać było najwięcej. Kierownik wyprawy Piotr Wilczek mówił właśnie o bezpieczeństwie, pogodzie i konieczności podejmowania racjonalnych decyzji. Kilka osób robiło notatki. Alicja nie notowała, tylko patrzyła na zdjęcie góry. Monumentalna ściana lodu i skał zajmowała cały ekran. Była piękna - i całkowicie niewzruszona. Góra, która pochłonęła wiele istnień. Lodowy potwór czekający na swoje kolejne ofiary. Owiana złą sławą, wciąż przyciągała kolejnych śmiałków, z których tylko nieliczni zdobywali szczyt.

- Mamy do dyspozycji trzy trasy wspinaczkowe i podkreślam: żadna z nich nie jest łatwa - mówił Wilczek. - Na tę chwilę obstawiam wejście drogą Mazeno przez grzbiet o tej samej nazwie, ale będę analizował inne opcje dla naszego zespołu.

- Jaki wariant jeszcze wchodzi w grę? - zapytała dziewczyna siedząca z przodu.

- Jest jeszcze droga Kinshofera na ścianie Diamir i Shella na ścianie Rupal. Przedstawię wam każdy wariant po kolei.

- Która z nich jest najtrudniejsza? - zapytała ponownie blondynka.

- Każda. A Nanga nie wybacza błędów.

Alicja odwróciła wzrok. Słyszała to zdanie setki razy. Nie mogła wiedzieć, że za kilka miesięcy dziennikarze będą je powtarzać w niemal każdym materiale o jej zaginięciu. Ale już wtedy miała przeczucie, że ta wyprawa będzie inna niż wszystkie poprzednie.

Rozdział 2. Po co wraca się w góry?

W większości artykułów o Alicji Wysockiej pojawiało się to samo zdjęcie. Nie to z Nanga Parbat, również nie to wykonane kilka miesięcy przed zaginięciem. Redakcje znacznie chętniej wybierały fotografię zrobioną na Evereście. Stała na niej na tle błękitnego nieba owinięta polską flagą. Uśmiechała się szeroko, choć jej twarz była opuchnięta od wysokości i mrozu. Zdjęcie wyglądało jak ilustracja sukcesu. W rzeczywistości zostało wykonane niecałe dziesięć minut po jej wymiotach z wyczerpania. Nie wspomniano o tym w artykułach. Tak jak o odmrożonych palcach, tygodniach rekonwalescencji i o tym, że po powrocie do kraju przez miesiąc nie mogła swobodnie wejść po schodach. Ludzie lubili smak sukcesu - ale nie lubili jego ceny.

 

Fragment rozmowy z Anną Borkowską (dziennikarką górską)

- Po Evereście mogła przestać...

- Dlaczego?

- Bo dla większości ludzi Everest jest końcem historii.

- A dla niej?

Anna się uśmiechnęła.

- Dla niej był raczej początkiem problemu.

- Jakiego problemu?

- Nagle wszyscy zaczęli oczekiwać więcej.

- I sprostała ich oczekiwaniom?

- Bez wątpienia. Ale miała wysoko postawioną poprzeczkę. Bo czy może być coś więcej poza Matką Gór?

- Każde wyzwanie jest inne, nawet jeśli znajduje się odrobinę niżej.

- A z niektórych się nie wraca. Nanga to pokazała...

 

Trzy miesiące przed wyprawą

 

Alicja siedziała przy kuchennym stole i próbowała odpowiedzieć na pięćdziesiątego maila tego dnia, choć najchętniej wyrzuciłaby laptop, a zaraz za nim telefon przez okno. Przetarła twarz i głośno westchnęła.

Zaproszenie do programu śniadaniowego.

Prośba o wywiad.

Prośba o patronat.

Prośba o wystąpienie motywacyjne.

Prośba o nagranie filmu reklamowego.

Prośba o podpisanie książki.

Prośba.

Prośba.

Prośba...

Zamknęła klapkę komputera i przez chwilę siedziała w głuchej ciszy mieszkania. Na ścianie wisiało zdjęcie z Everestu. Powinna być z niego dumna. Ludzie byli. Ona jednak patrzyła na nie coraz rzadziej, bo napawało ją obrzydzeniem. Ten sukces był w rzeczywistości początkiem jej końca. Zakończyła życie jako zwykła Alicja Wysocka i stała się symbolem szlag wie czego, jak sama o tym mówiła, bo na pewno nie czuła się żadnym wzorem do naśladowania.

Telefon zawibrował. Na ekranie pojawiło się imię: Marek.

Westchnęła. Odebrała dopiero po trzecim sygnale.

- No co?

Nie miała w zwyczaju się z nim witać. Te czasy już minęły. Zwykle odbierała w taki sposób, by zniechęcić go do dłuższej rozmowy.

- Miło, że jednak żyjesz - rzucił, a ona mogłaby przysiąc, że przewrócił oczami.

- Czego chcesz? - mruknęła zniecierpliwiona.

- Niczego. Tak dzwonię.

- Nigdy nie dzwonisz tak. - Prychnęła cicho.

Po drugiej stronie na chwilę zapadła cisza.

- Słyszałem o Nandze.

Oczywiście, że słyszał o Nandze. Wszyscy słyszeli. Informacja o wyprawie pojawiła się w internecie dwa dni wcześniej.

- No i co mądrego masz mi do powiedzenia?

- Nic. Myślałem tylko, że może w końcu trochę zwolnisz.

Alicja zamknęła oczy. Były partner zawsze mówił tym samym tonem, w którym pozorna troska przykrywała krytykę.

- Zdobyłam Everest i dalej uważasz, że jestem nierozsądna?

- Nie o to chodzi, Alicja...

- Właśnie o to.

- Alicja...

- Muszę kończyć, mam w kurwę roboty...

Rozłączyła się bez pożegnania.

Przez chwilę patrzyła na ciemny ekran telefonu, aż w końcu odłożyła go na stół. Nie oddzwonił. Nigdy nie oddzwaniał. Dobrze ją znał - wiedział, że i tak by nie odebrała.

Podjęła decyzję i nie zamierzała nikomu się z niej tłumaczyć.

 

Fragment wywiadu z Martą Lis (przyjaciółką Alicji)

- Była szczęśliwa?

Marta spogląda za okno. Przez chwilę jej wzrok gdzieś błądzi.

- To trudne pytanie...

- Dlaczego?

- Bo ludzie zakładają, że sukces przynosi szczęście.

- A nie jest tak?

- Czasami przynosi tylko nowe obowiązki.

- To nie odpowiada na moje pytanie.

- Pewnie nie. Myślę, że były momenty, kiedy była szczęśliwa, i takie, w których jej życie przypominało totalny koszmar...

- Potrafiłabyś je wskazać?

- Na pewno była szczęśliwa w górach, z dala od zgiełku miasta i fleszy...

- A kiedy przebywała w ich blasku?

- To był dla niej koszmar. Nienawidziła tego...

***

Tydzień później Alicja pojechała do Zakopanego. Śnieg zalegał jeszcze w wyższych partiach Tatr. Szlak był prawie pusty, dokładnie tak jak lubiła. Dopiero po godzinie marszu zauważyła, że idą za nią dwaj mężczyźni. Najpierw wymienili spojrzenia. Potem jeden z nich zmarszczył brwi i podszedł bliżej.

- Przepraszam...

Wiedziała już, o co zapytają.

- Tak?

- Pani Alicja Wysocka?

Uśmiechnęła się grzecznie, w wyuczony sposób.

- Tak mi się wydaje - zażartowała, choć w takich chwilach wolałaby być zupełnie kimś innym.

- Kurczę, wiedziałem! - Facet wyciągnął telefon. - Możemy prosić o zdjęcie?

Kilka minut później znów szła sama. Wiatr szarpał jej kurtkę. Przed nią wyrastały ośnieżone szczyty. Za nią zostawały ślady butów. Wtedy po raz pierwszy od dawna pomyślała o czymś dziwnym.

Nie o Nandze.

Nie o wspinaczce.

Nie o kolejnym celu.

Pomyślała o tym, jak wyglądałoby życie, gdyby nikt jej nie rozpoznawał.

Rozdział 3. Bliżej gór

Warszawa nigdy nie była jej miastem, mimo że to tutaj się urodziła. Próbowała sobie wmówić, że jest inaczej. Przez lata powtarzała wszystkim, że lubi tempo stolicy i jej możliwości. Lotnisko oddalone o dwadzieścia minut od mieszkania. Sklepy otwarte do późna. Spotkania, wydarzenia, ludzie. W rzeczywistości coraz częściej czuła się tam jak gość. Szczególnie zimą, kiedy wychodziła rano z mieszkania i przez kolejne godziny widziała wyłącznie beton, szkło, samochody, a pod nogami rozmokniętą breję zamiast śniegu.

Tego dnia padał deszcz. Droga na ściankę wspinaczkową zajęła jej prawie godzinę. Korek ciągnął się przez kilka skrzyżowań. W radiu mówili o polityce. Ktoś trąbił. Ktoś przeklinał. Alicja wyłączyła odbiornik i przez resztę drogi jechała w ciszy. Ścianka była niemal pełna. Wieczorami zawsze tak wyglądała. Studenci. Początkujący. Ludzie po pracy. Kilku zawodników przygotowujących się do sezonu. Powietrze pachnące magnezją i gumą. Przy recepcji ktoś ją rozpoznał. Nic nowego.

- Cześć, Alicja.

- Hej.

- Widziałem informację o Nandze.

- Internet jest szybki. - Mrugnęła wesoło i poszła dalej, nie odwracając się do chłopaka.

- Trzymam kciuki. - Zaśmiał się.

- Dzięki!

Przeszła dalej, ale dopiero pod ścianą poczuła ulgę. Tutaj wszystko było proste. Albo utrzyma się na chwytach, albo spadnie. Nie było miejsca na udawanie. Nie było sponsorów, wywiadów i komentarzy. Były tylko droga i ruch.

- Wyglądasz, jakbyś chciała komuś zrobić krzywdę.

Odwróciła się. Paweł siedział na materacu i zapinał uprząż. Znali się od kilku lat. Nie był himalaistą. Wspinał się sportowo. Twierdził, że lubi wracać do domu z kompletem palców.

- Dzięki - rzuciła. - Chwilami mam różne myśli.

- To komplement. Doceń...

- W twoich ustach pewnie tak - odparła mechanicznie, byle odpowiedzieć.

- Co się dzieje?

Wzruszyła ramionami.

- Nic.

- Kłamiesz.

- Skąd wiesz?

- Bo zawsze odpowiadasz "nic", kiedy coś się dzieje.

Kilka minut później siedzieli przy stoliku z kubkami kawy. Za szybą deszcz dalej bębnił o chodnik.

- Myślałaś kiedyś o przeprowadzce? - zapytał nagle Paweł.

Alicja spojrzała na niego zaskoczona.

- Skąd to pytanie?

- Nie wiem. Wyglądasz, jakbyś miała dosyć tego miasta.

Zaśmiała się.

- Aż tak widać?

- Trochę.

Przez chwilę obracała kubek w dłoniach.

- Ostatnio coraz częściej myślę o Krakowie.

- Krakowie?

- Albo Zakopanem.

Paweł skrzywił się teatralnie.

- Zakopane odpada.

- Dlaczego?

- Bo po tygodniu znienawidzisz turystów, dla których będziesz atrakcją.

- Już ich nie lubię.

- No właśnie. I chcesz się tam władować na resztę życia?

Uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tego dnia szczerze.

- A tak serio: o czym myślisz?

Spojrzała przez okno. Deszcz rozmywał światła samochodów.

- Chciałabym być bliżej gór.

- Przecież połowę roku spędzasz bliżej gór.

- To nie to samo.

- To znaczy?

Zastanowiła się chwilę.

- Wiesz, co jest najgorsze po każdej wyprawie?

- Powrót do pracy i sponsorów?

- To też.

- Media?

- Też.

- To co?

Milczała przez moment.

- Powrót do rzeczy, które mnie nie obchodzą.

Paweł przyglądał się jej uważnie.

- Brzmisz jak ktoś, kto jest zmęczony tym zamieszaniem wokół siebie, a powinnaś się cieszyć. Wiele osób chciałoby się utrzymywać tylko ze swojego nazwiska...

- Bo jestem zmęczona. I to nie tak, że utrzymuję się tylko z nazwiska. Mam masę obowiązków, od których kręci mi się w głowie.

- A co z Nangą?

- Nią nie jestem zmęczona - odparła szybko. Zbyt szybko.

- Więc czym?

Tym razem nie odpowiedziała wcale. Uniosła kubek i dopiła jego zawartość, a następnie wstała i skinęła na Pawła.

- Staniesz na drugim końcu liny?

- Jasne.

 

Wieczorem Alicja wróciła do mieszkania i jak zawsze położyła klucze na komodzie. W salonie panowała cisza. Jeszcze kilka lat wcześniej wydawała jej się luksusem. Teraz była po prostu kolejnym przypomnieniem, że nie ma do kogo wracać. Zdjęcie Everestu nadal wisiało na ścianie. Spojrzała na nie tylko przelotnie. Potem przeszła obok i po raz pierwszy od wielu miesięcy zaczęła przeglądać ogłoszenia dotyczące mieszkań w Krakowie.

 

Fragment wywiadu z Pawłem Kaczmarkiem

- Kiedy ostatni raz widział pan Alicję?

- Tydzień przed wyjazdem. Przyszła na ściankę poćwiczyć.

- Jak się zachowywała?

Paweł długo milczy, jakby próbował przywołać jej ostatnie wspomnienie.

- Dziwnie.

- Dziwnie?

- Nie była smutna. Nie była nerwowa.

- Więc jaka?

- Jakby się poddała. I podjęła decyzję...

- Jaką?

Mężczyzna kręci głową.

- Gdybym to wiedział, pewnie nie siedzielibyśmy tu teraz, po kilku latach.

Rozdział 4. Człowiek, który myślał, że ją zna

Marek Nowicki nie chciał udzielić wywiadu. Przynajmniej na początku. Na pierwszą wiadomość nie odpowiedział, na drugą również. Dopiero po trzeciej napisał krótko: "Nie mam nic ciekawego do powiedzenia".

Kilka tygodni później jednak zgodził się spotkać. Wybrał kawiarnię na Mokotowie. Przyszedł punktualnie. Usiadł naprzeciwko dziennikarza i przez kilka minut mówił wyłącznie o pracy, jakby liczył na to, że temat Alicji sam zniknie. Ale tak się nie stało.

- Jak długo byliście razem? - W końcu padło pierwsze pytanie.

- Prawie sześć lat.

- To długo.

- Chyba tak.

- Kochał ją pan?

Marek spojrzał w okno. Za szybą przejechał tramwaj. Zdawał się walczyć ze wspomnieniami.

- Tak - odparł po raz pierwszy od początku rozmowy bez wahania.

- A ona pana?

Na to pytanie nie zareagował od razu. Przez chwilę mieszał kawę, choć ta dawno już była zimna.

- Myślę, że tak.

- Myśli pan?

- W życiu z Alicją nie było prostych odpowiedzi...

 

Trzy lata przed wyprawą na Nangę

 

Padał śnieg. Nie ten romantyczny ze świątecznych reklam. Mokry, ciężki śnieg, który po kilku minutach zamienia się w brudną breję. Alicja weszła do mieszkania po dziewiątej wieczorem, zmęczona, przemoczona i wściekła. Marek siedział przy stole. Od razu zauważył jej minę.

- Co się stało?

Rzuciła plecak na podłogę i spojrzała na niego z zaciśniętymi ustami.

- Nic - odparła szybko, ale on ją znał.

- To nigdy nie oznacza nic.

- Gratuluję. Znasz mnie jak własną kieszeń - odparła kąśliwie.

- Jak widać...

Zdjęła kurtkę i wypuściła wstrzymywane powietrze. Marek jak zawsze dał jej czas, by uspokoiła panującą w niej burzę.

- Miałam dziś spotkanie z potencjalnym sponsorem - powiedziała, siadając przy stole naprzeciwko niego.

- I czym tym razem cię wkurwili?

- Zapytali, czy nie boję się zakładać rodziny.

Marek uniósł brwi w konsternacji.

- Co?

- Dokładnie to samo pomyślałam.

- Serio?

- Serio, kurwa. Chuj im do tego...

Wstała i zajrzała do lodówki, szukając czegoś do przekąszenia.

- Potem zapytali, czy nie planuję dzieci.

- Żartujesz? - Marek prychnął. - Chuj im do tego - powtórzył jej słowa jak echo.

- Chciałabym... - Prychnęła. - Wierz mi, że dokładnie to miałam ochotę im powiedzieć.

Przez chwilę w mieszkaniu panowała cisza. W końcu Marek przerwał ją kolejnym pytaniem.

- I co odpowiedziałaś?

- Że nie wiedziałam, że rozmawiam z urzędem stanu cywilnego.

Marek parsknął, ale Alicji nie było do śmiechu.

- A wiesz, co jest najlepsze? - Odwróciła się z kabanosem w ręce. - Gdybym była facetem, pytaliby o treningi, wyniki, przygotowania, a nie o macicę.

Marek pamiętał tę rozmowę nawet po latach. Nie dlatego, że była wyjątkowa. Wręcz przeciwnie - bo podobnych były dziesiątki.

 

Fragment wywiadu z Markiem Nowickim

- Myślę, że ludzie nie rozumieli w Alicji jednej rzeczy...

- Jakiej?

- Że ona nie walczyła z górami.

- Z czym więc walczyła?

Marek uśmiecha się gorzko.

- Najczęściej z ludźmi...

- Z kim konkretnie?

- Z każdym, kto nie dostrzegał w niej człowieka, tylko slogan...

 

Pół roku przed rozstaniem

 

Siedzieli w restauracji. Kolacja miała być miła, a przynajmniej taki był plan. Do momentu, gdy przy sąsiednim stoliku ktoś rozpoznał Alicję. Najpierw padły spojrzenia, później szepty. W końcu ktoś wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie. Niby ukradkiem, ale wystarczająco jawnie, żeby to zauważyć.

Alicja odłożyła widelec. Straciła apetyt.

- Przesadzasz... - Marek powiedział to odruchowo i natychmiast pożałował. W sekundzie, kiedy zobaczył jej spojrzenie.

- Naprawdę tak myślisz? - rzuciła ostro.

- Nie o to mi chodziło.

- Właśnie o to.

- Alicja...

- Nie... - Pokręciła głową. - Ty też tego nie rozumiesz.

Wtedy pierwszy raz pomyślał, że mogą się nie dogadać. Nie chodziło o góry ani wyjazdy, nie chodziło nawet o brak czasu. To było coś znacznie prostszego. Coraz częściej miał wrażenie, że Alicja żyje w świecie, do którego on nie ma dostępu.

 

Fragment wywiadu z Markiem Nowickim

- Dlaczego się rozstaliście?

Nowicki milczy przez kilka sekund, które przeciągają się w minuty.

- Myślę, że chciała czegoś, czego nie umiałem jej dać. - Spuszcza głowę.

- Czego?

Jego wzrok wędruje do pustej filiżanki.

- Wolności.

- To było trudne? Żeby dać jej wolność?

- To paradoks, bo kiedy jesteś w związku, nie możesz do końca mówić o wolności...

- A jakiej wolności pragnęła Alicja Wysocka?

- Bezkresnej, jak jej góry...

***

Tego wieczoru, gdy wróciła do mieszkania po kolacji z Markiem, długo siedziała przy oknie. Miasto lśniło tysiącami świateł. Warszawa była głośna nawet w środku nocy. Alicja patrzyła na nią bez emocji. I po raz kolejny pomyślała o górach. Nie o szczytach, rekordach czy spektakularnym sukcesie. Po prostu o miejscu, w którym nikt niczego od niej nie chciał - a góry były takim miejscem. Wszystko jednak się komplikowało, kiedy musiała wrócić na niziny i do życia, którego nie była pewna, czy jeszcze chce.

Rozdział 5. Michał i Tatry

W większości relacji o Alicji pojawiało się słowo "samotniczka". Jakoś go nie lubił. Było nieprawdziwe i kłóciło mu się z tym, czego dowiedział się o niej w trakcie zbierania materiałów. Alicja potrafiła spędzać czas sama, jednak to nie znaczyło, że nie lubiła ludzi. Po prostu wybierała ich ostrożnie.

 

Fragment wywiadu z Michałem Zielińskim

- Jedno pytanie: Byliście parą?

Michał wybucha śmiechem, tak szczerym, że przez chwilę nie potrafi odpowiedzieć.

- Nie - mówi wreszcie ostro, krótko.

- Nigdy?

- Nie - powtarza już z mniejszym rozbawieniem.

- A chcieliście być?

- To już dwa pytania.

- Odpowie pan na któreś?

- Nie byliśmy parą. I nie, nie byliśmy w sobie potajemnie zakochani, jeśli o to panu chodzi.

- Jaka więc łączyła was relacja?

- Myślę, że śmiało mogę ją nazwać przyjaciółką, chociaż nie było tak od początku.

- To znaczy?

- Właściwie... - Uśmiecha się do swoich wspomnień. - Alicja niezbyt mnie polubiła, kiedy się poznaliśmy.

***

Michała poznała kilka lat wcześniej w Tatrach. Początkowo go nie polubiła. Był jednym z tych ludzi, którzy odzywają się do obcych na szlaku. Alicja nie ufała takim osobom.

- Daleko jeszcze? - Usłyszała za plecami i odwróciła się.

Mężczyzna siedział kilka metrów niżej na kamieniu. Pił wodę.

- To zależy.

- Od czego?

- Jak szybko idziesz.

- Czyli daleko.

Przewróciła oczami, a on się zaśmiał. Zostawiła go wtedy bez odpowiedzi. Po prostu ruszyła w dalszą wędrówkę.

Później spotykali się jeszcze kilka razy, przypadkiem. Przynajmniej na początku. Bo chociaż Tatry są duże, środowisko ludzi chodzących regularnie po górach już nie. Dopiero za piątym razem usiadła obok niego i zaczęli rozmawiać. Wtedy też stwierdziła, że mają więcej wspólnego, niż jej się początkowo wydawało. Nie był typem influencera, a o górach wypowiadał się z szacunkiem, co w jej klasyfikacji dodało mu punktów. Tamtego dnia zmieniła plany i zdecydowała się wejść z nim na Szatana, choć początkowo miała zupełnie inny plan. Nie pożałowała. Po zejściu zaprosił ją na obiad, a ona się zgodziła. I chociaż ich znajomość zaczęła się zupełnie przypadkowo, później często umawiali się w góry na kolejną wspólną wędrówkę.

Kilka miesięcy przed wyprawą na Nangę szli czerwonym szlakiem w kierunku Hali Gąsienicowej. Był kwiecień. Śnieg zalegał jeszcze w zacienionych miejscach. Powietrze pachniało topniejącą zimą. Alicja lubiła takie dni. Bez tłumu, pośpiechu i kamer.

- To kiedy się przeprowadzasz? - Michał poprawił plecak.

- Dokąd? - zapytała, udając, że nigdy nie poruszała z nim tego tematu, mimo że w rzeczywistości było zupełnie inaczej.

- Do Krakowa.

- Kto powiedział, że się przeprowadzam?

- Ty? Ostatnio? Jak szliśmy na Lodowy?

- Nie powiedziałam - zapierała się.

- Wspomniałaś. A ja ci odpowiedziałem, że mogę popytać znajomych o mieszkanie.

- Mówiłam, że o tym myślę, a nie że się przeprowadzam.

- Czyli się przeprowadzasz - skwitował, bo w tym czasie znał ją już bardzo dobrze.

Parsknęła śmiechem.

- Naprawdę mnie nie słuchasz.

- Słucham.

- Nie.

- Słucham, tyle że skróconej wersji.

- Przyznaj, że chcesz mieć mnie bliżej, żebyśmy częściej mogli jeździć w Tatry.

- Nie powiem, to kusząca wizja.

Przez chwilę szli w milczeniu. Przed nimi majaczyły szczyty, a nad nimi przesuwały się ciężkie chmury.

- Warszawa mnie męczy - powiedziała nagle, ściągając na siebie spojrzenie Michała.

- To akurat zauważyłem.

- Coraz bardziej. Czuję się, jakbym nie mogła w niej w pełni oddychać...

- Może po prostu jesteś zmęczona?

- Może.

- A co z Nangą?

- Jeszcze nawet tam nie pojechałam.

- Właśnie, a już masz dość.

Zatrzymali się przy rozwidleniu szlaków, pozwalając, by paru turystów minęło ich bez słowa.

- Wiesz, czego ci zazdroszczę? - rzucił Michał, zaskakując ją.

- Czego?

- Że zawsze wiesz, dokąd idziesz.

Przez chwilę nie odpowiedziała. Potem spojrzała przed siebie, na ścieżkę ginącą między skałami.

- To zabawne.

- Co?

- Bo ostatnio mam dokładnie odwrotne wrażenie.

 

Fragment wywiadu z Michałem Zielińskim

- Jak się zachowywała przed wyjazdem?

Michał długo myśli na odpowiedzią.

- Spokojniej.

- To źle?

- Nie wiem.

- A jednak pan to pamięta.

- Bo Alicja nigdy nie była spokojna. W tamtym czasie jednak wydawała się inna.

- Co to znaczy inna?

- Nie wiem... Jakby naprawdę cieszyła się z naszego wspólnego czasu. Zwykle mnie poganiała, ale wtedy szliśmy wyjątkowo ślimaczym tempem...

***

Po zejściu usiedli jeszcze na ławce przed schroniskiem. Ludzie kręcili się wokół z kubkami herbaty. Ktoś robił zdjęcie, a inni narzekali na pogodę.

- Wiesz, co najchętniej bym zrobiła?

- Co takiego?

- Wynajęłabym mały domek gdzieś pod górami.

- Okej... i co by w nim było?

- Powinieneś zapytać, czego by w nim nie było. Internetu.

- Ambitnie - stwierdził. - Zawsze musisz wszystko poprawiać?

- I telewizji - kontynuowała. - Nic nie poradzę, że większość pytań jest niewłaściwa.

- Coraz lepiej. - Pokiwał z uznaniem głową. - A jakie pytania są właściwe?

- I ludzi - dodała. - Takie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

- I tu zaczynają się schody. Mnie byś się tak szybko nie pozbyła. Czy to wystarczająco niejednoznaczna odpowiedź?

- Zadowalająca.

Zaśmiała się, ale tylko przez chwilę, bo kiedy spojrzała na szczyty za schroniskiem, pomyślała, że pierwszy raz od bardzo dawna jakaś wizja przyszłości wydaje jej się naprawdę kusząca. Nie kolejna wyprawa, rekord czy szczyt. Tylko spokój.