Ostatni spacer - Aldona Szostak

Kup ebooka

39.90 zł
32.32 zł (39,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Dedykacja Od autorki Obecnie

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

4 5 7 8 9 11 12 13 14 15 16 17

OBECNIE

Nowika nigdy wcześniej nie była w takim stanie. Ból nie miał jednego źródła, rozlewał się po jej ciele równomiernie, jakby ktoś na siłę wcisnął go pod skórę i nie pozwolił na ujście. Psychiczny, fizyczny, nie odróżniała już jednego od drugiego. Granice dawno się zatarły. Napięcie wbijało się w jej głowę tysiącami drobnych igieł, osłabiając ją z każdym krokiem. Złość pulsowała jej w czaszce. Skronie miała ciężkie, napuchnięte od gniewu, który zbierał się godzinami, od początku wieczoru, a była już czwarta rano. Chciała wyrzucić swój ból, wyżyć się. Na kimś. Na czymś. Nieważne. Spojrzała na samochód znienawidzonego sąsiada. Tego, który dzwonił na policję za każdym razem, gdy tylko podkręciła muzykę odrobinę za głośno. Miała ochotę kopnąć w drzwi, uderzyć pięścią w maskę. Z całej siły. Ale wtedy zobaczyła swoje odbicie w szybie. Zatrzymała się. Dziewiętnaście lat. Powinna mieć w sobie lekkość i miłość do siebie i świata. Ale nic z dobra już w niej nie było. Za dużo ostatnio przeżyła, co sprawiło, że nie wiedziała, kim się stała. Chwyciła się za twarz... która wydała się jej obca. Umęczona. Brzydka. Jakby ktoś dodał jej kilka lat w ciągu kilku tygodni. A może to tylko złudzenie? Chwyciła się za brzuch. Znowu skurcz. Bolał okrutnie. Gorzki smak podszedł jej do gardła. I wtedy wróciła myśl o nim. Maciek. Nie odpisywał. Nie odbierał. Unikał jej od dwóch tygodni, jakby nigdy nie istniała. Złość rozlała się w coś cięższego. Gęstszego. Smutek w niej był nie do wytrzymania. Od ich kłótni, od rozstania z nim. Rósł w niej razem z tęsknotą i złością do siebie: jak mogła do tego wszystkiego doprowadzić? Ruszyła naprzód, zostawiając samochód w spokoju. Nie dlatego, że nie chciała go zniszczyć. Po prostu nie miała już na to siły. Uderzyła się pięściami po udach, żeby tylko się nie popłakać. Jakby ból fizyczny pomagał jej przez chwilę nie czuć tego psychicznego. Bo najgorszy w niej był żal. Cichy. Uparty. Ukryty gdzieś głęboko, gdzie nie sięgał już krzyk ani gniew.

Ten dzień dopiero się zaczynał, a ona już chciała, żeby się skończył. Jeszcze kilka miesięcy. Tyle musiała wytrzymać pod jednym dachem z matką, która nigdy jej nie rozumiała. Wiedziała, że zaraz znowu się pokłócą. Nie chciała wracać myślami do poprzedniej nocy. Do najgorszej nocy w swoim życiu.

Zatrzymała się przed drzwiami domu. Otarła z ciała resztki piasku, drobinki były przyklejone do jej skóry jak okrutne wspomnienia wczorajszych przeżyć. Wzięła głęboki oddech. Jej dłoń zawisła nad klamką. Zdawała sobie sprawę, że to jeszcze nie koniec. Oni byli w środku. Nie musiała ich widzieć, żeby wiedzieć, że tam są. Zawsze tam byli. Zawsze czekali, aż wróci do domu. Zacisnęła szczękę tak mocno, że aż ją zabolało. Jeszcze tylko to. Przejdzie przez to. Później już zamknie się na klucz w pokoju. Zapadnie ciemność. Cisza. W końcu bez ludzi. Spróbuje się uspokoić. Spróbuje zasnąć. Spróbuje zapomnieć. Nie czuć. Bo właśnie tego chciała najbardziej. Nie odpowiedzi. Nie sprawiedliwości. Nie prawdy. Tylko ciszy. Tak głębokiej, żeby zagłuszyła wszystko inne.

Weszła do środka, zamykając drzwi najciszej, jak potrafiła. Może śpią? - miała nadzieję do końca. Przez chwilę stała w przedpokoju, ciężko oddychając. Koszulka od dawna kleiła się z potu do pleców, włosy miała w nieładzie. Nie miała siły ich poprawiać. Nie obchodziło jej, jak wygląda. Czuła się jak po walce. Nie jednej. Kilku naraz. I żadnej z nich nie wygrała. Ruszyła dalej. Pierwszy uderzył ją zapach. Alkohol. Tani. Ostry. Miała wrażenie, że już dawno wsiąknął w to miejsce.

- No proszę... nasza dama w końcu raczyła wrócić? - Męski głos był niski, przeciągły.

Ojczym siedział przy stole, rozwalony na krześle, z butelką piwa w dłoni. Patrzył na nią. Tym swoim wzrokiem. Lepkim. Bezczelnym. Zbyt świadomym, co chciałby z nią zrobić. Nowika zacisnęła szczękę. Czuła, jak znowu budzi się w niej coś bardzo złego.

- Co się gapisz?

Uśmiechnął się krzywo, jego prowokacja jak zwykle działała. Nie odpowiedział na to pytanie, nie musiał. To wystarczyło. Miała ochotę podejść i uderzyć go tak, żeby spadł z krzesła i nakrył się nogami. Żeby przestał patrzeć. Żeby rozwalił sobie ten głupi łeb. Żeby na chwilę zrobiło się cicho...

- Ooo, ktoś ma znowu humorek.

Zignorowała go. Ruszyła przed siebie. Weszła do swojego pokoju i... stanęła. Najpierw nie zrozumiała, na co tak naprawdę patrzy. Potem zrozumiała aż za dobrze. Szafa była otwarta. Wszystko było na wierzchu. Ubrania porozrzucane, rozwieszone wszędzie, jakby ktoś urządził z nich groteskową instalację. Bielizna zwisała z lampy. Koszulki leżały na podłodze. Spodnie na krześle, na biurku. Sukienki na łóżku, na parapecie. To nie był bałagan. To był burdel. To było celowe. Starannie wykonane. Złośliwe. Prowokujące. Jej oddech przyspieszył.

- Co... to... kurwa jest?! - Głos jej zadrżał. - CO TO JEST? - Wściekłość eksplodowała. Rzuciła torebką. Kopnęła krzesło. Huk odbił się od ścian - Kto to zrobił?! - pytała w kółko, znając odpowiedź.

Podłoga za nią zaskrzypiała. Ojczym pojawił się w drzwiach i oparł o framugę, patrząc na wszystko niczym widz w teatrze.

- No co? Matka ci pokazała, jak nienawidzi twojego bajzlu, bałaganiaro. - Zaśmiał się. Krótko. Obrzydliwie.

Nowika odwróciła się gwałtownie.

- Wynoś się stąd! - krzyczała, próbując ogarnąć chociaż przejście do łóżka.

- Oj, nie unoś się tak... - Zrobił krok w jej stronę. - Pomogę ci to wszystko... poukładać. - Wyciągnął rękę w jej kierunku. Za blisko. Za pewnie. Cofnęła się jak oparzona.

- NIE DOTYKAJ MNIE! - krzyczała. - Nigdy mnie nie dotykaj!

Nagle usłyszeli trzask drzwi na korytarzu. Kroki.

- Co tu się dzieje?! - Głos matki przeciął powietrze jak nóż. Stanęła w progu. Zobaczyła ich. Znowu byli zbyt blisko siebie, jej wyobraźnia szalała.

- Co tu się, kurwa, dzieje? Chwilę mnie nie ma, a wy już razem urzędujecie?! - krzyczała.

- Ty to zrobiłaś?! - Nowika drżała.

Matka się uśmiechnęła. Zapomniała, jak potraktowała pokój córki przed wyjściem.

- Czy ty to zrobiłaś?! - krzyczała, sprzątając ubrania porozrzucane po pokoju jak śmieci.

- A niby kto? Może w końcu zobaczysz, jaki masz syf! - drwiła.

- To są moje rzeczy! Ja za nie zapłaciłam! - Nowika nawet nie próbowała się już uspokoić.

- A to jest mój dom! - powiedziała triumfalnie Anastazja.

- Nie, to jest mój dom - wtrącił ojczym, rozbawiony.

- Zamknij się! - krzyknęły jednocześnie.

Cisza. Gęsta. Napięta. Nowika spojrzała na matkę. Nienawiść była nagła. Ostra. Chciała ją zranić. Tak jak ona ją.

- Gdzie byłaś? - zapytała ciszej, ale napastliwie. - Znowu u niego?

Matka zesztywniała.

- Nie twój interes, gówniaro - odpowiedziała, czując jak narasta w niej złość.

- Jasne... Lepiej gówniara niż stare próchno...

Anastazja straciła nad sobą kontrolę. Krok. Pięść. Nowika stanęła przed nią. Na twarzy miała jeszcze ślady starego siniaka, który zrobili jej koledzy Maćka.

- No już, dawaj! - Nowika zrobiła kolejny krok. Anastazja podniosła rękę. Chciała tego od dawna.

- Ale przedstawienie... - Zaśmiał się ojczym.

Odwróciła się do niego. Spojrzenie wystarczyło. Uśmiech zniknął.

- Wynoś się - powiedziała cicho do ojczyma. - I ty też. - Spojrzała z nienawiścią na matkę. - Albo przysięgam... - Nie dokończyła. Nie musiała. Cisza wróciła. Ciężka jak nigdy wcześniej w tym domu. Jakby coś w jego mieszkańcach właśnie pękło i już nie dało się tego skleić.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

OD AUTORKI

Są sprawy, które nie kończą się wraz z upływem czasu. Nie gasną pod ciężarem kolejnych lat, nie pozwalają o sobie zapomnieć i nie przestają domagać się prawdy. Taką sprawą jest zaginięcie i śmierć dziewiętnastolatki z Gdańska, której los od szesnastu lat porusza sumienia, budzi emocje i pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi.

Mój mąż, Janusz Szostak, poświęcił tej sprawie znaczną część swojego życia. Nie był policjantem, prokuratorem ani sędzią. Był dziennikarzem śledczym, który wierzył, że obowiązkiem człowieka jest szukanie prawdy, nawet wtedy, gdy inni wolą ją ukryć. Ta sprawa stała się jego misją. Nieustannie analizował dokumenty, rozmawiał ze świadkami, szukał odpowiedzi i próbował dotrzeć tam, gdzie inni nie chcieli zaglądać.

Przez wszystkie te lata byłam przy nim. Widziałam jego determinację, ale także poznałam cenę, jaką przyszło nam za nią płacić. Zamiast ze wsparciem często spotykaliśmy się z niezrozumieniem, niechęcią, a nawet otwartą wrogością. Pojawiały się próby zdyskredytowania jego pracy, uciszenia go i odebrania wiarygodności człowiekowi, który chciał tylko jednego - poznać prawdę o śmierci młodej dziewczyny i wskazać osobę odpowiedzialną za tę tragedię.

Dziś Janusza nie ma już wśród nas. Odszedł zbyt wcześnie. Dla mnie jest to strata, której nie da się opisać słowami. Zostały jednak po nim dorobek, pamięć i niedokończona walka o prawdę. Ta książka jest również częścią tej walki.

Nie jest to dokument ani akt oskarżenia. To literacka próba odtworzenia wydarzeń, które mogły poprzedzać tragedię. Fabularyzowana opowieść inspirowana faktami, pytaniami i wątpliwościami, które przez lata towarzyszyły zarówno mojemu mężowi, jak i wszystkim tym, którzy nie pogodzili się z brakiem odpowiedzi na pytanie, co się stało z dziewiętnastolatką, która nigdy nie wróciła z tamtego ostatniego spaceru.

Gdy pisałam tę książkę, nie kierowała mną chęć osądzania kogokolwiek. Kierowała mną nadzieja. Nadzieja, że prawda - niezależnie od tego, jak długo trzeba na nią będzie czekać - w końcu ujrzy światło dzienne. Nadzieja, że osoba odpowiedzialna za śmierć tej dziewczyny poniesie konsekwencje swojego czynu. Wreszcie nadzieja, że rodzina, bliscy i wszyscy ci, którzy przez szesnaście lat żyli tą sprawą, doczekają chwili, gdy będzie można zamknąć ten bolesny rozdział.

Jeżeli ta książka sprawi, że choć jedna osoba spojrzy na tę historię z większą uwagą, zada sobie pytanie, którego dotąd nie zadawała, lub przypomni sobie szczegół mogący przybliżyć nas do prawdy, jej powstanie będzie miało sens.

Prawda w tej zbrodni istnieje i warto o nią walczyć, bez względu na cenę.

Aldona Szostak