Rozdział pierwszy
- To co, mała poranna powtórka? - wyszeptała zalotnie Iga, a jej dłoń sprawnie wsunęła się w bokserki Michała.
- Może po skokach - odpowiedział mężczyzna, wysuwając się spod kołdry.
- A gdyby tak w trakcie, na oczach tych wszystkich gapiów? - zachichotała kobieta.
- Musielibyśmy chyba skakać z wysokości czterdziestu kilometrów, żeby mieć czas na spełnienie twoich fantazji, a i tak nie wiem, czy w temperaturze minus kilkudziesięciu stopni mój żołnierzyk stanąłby na wysokości zadania - roześmiał się Michał, podchodząc do okna. Jednym płynnym ruchem uniósł rolety, wpuszczając do sypialni poranne promienie majowego słońca.
- Myślę, że kiedyś musimy spróbować. Jeżeli nam się uda, zostaniemy wpisani do Księgi rekordów Guinnessa jako para, która uprawiała seks podczas skoku spadochronowego. - Iga ziewnęła i również opuściła ciepłe łóżko. Nie przejmując się swoją nagością, podeszła do okna i stanęła obok kochanka.
- Jestem otwarty, ale póki co proponuję, abyś coś na siebie założyła.
- Czyżbym nagle przestała ci się podobać?
- Po prostu nie chcę, aby jakieś obleśne typki gapiły się bezczelnie na twoje wdzięki - odpowiedział Michał, wskazując na oddalony o kilkanaście metrów apartamentowiec.
- Nie przesadzaj. Bardzo często chodzę nago po mieszkaniu i jeszcze nigdy żaden sąsiad nie spojrzał na mnie wzrokiem, z którego mogłabym wyczytać erotyczne zamiary.
- Przepraszam, w końcu jesteś u siebie, więc możesz robić, co tylko chcesz.
- W takim razie zamieszkajmy razem na stałe, a wtedy będziemy mogli wypracować kompromis względem mojej golizny - zaproponowała Iga, poruszając temat, który był dla Michała niczym przysłowiowy gorący kartofel. O ile przed trzema laty, gdy zaczął się ich romans, nie przeszkadzało jej, że mężczyzna ma żonę i dzieci, o tyle teraz chciała go mieć wyłącznie dla siebie. Fakt, że kochanek unikał rozmów o ich dalszej przyszłości, wykraczających poza to, kiedy i gdzie znowu się spotkają czy dokąd pójdą na kolację, o ile w ogóle pójdą, cholernie ją wkurzał. Oczywiście rozumiała, że rozwód, szczególnie gdy w grę wchodziły dzieci, nigdy nie był czymś łatwym, ale przecież każdego roku rozwodziły się tysiące par, a Michał zapewniał, że ją kocha.
- Sama wiesz, że to nie jest wcale takie proste - westchnął Michał, przechodząc do kuchennego aneksu połączonego z salonem. Uruchomił ekspres do kawy, z lodówki wyjął jajka, żółty ser, pomidory i szynkę.
- Na pewno wymaga to więcej zachodu niż zrobienie omleta - zadrwiła Iga, siadając na skórzanym hokerze ustawionym przy drewnianej ladzie - ale uwierz mi, że można tego dokonać - dodała poważnym tonem.
- Wiem, dlatego obiecuję porozmawiać z Moniką.
- Kiedy to zrobisz?
- Przy pierwszej nadarzającej się okazji - odparł Michał, nadal unikając konkretów.
Daję ci dwa dni, a później sama się tym zajmę - pomyślała Iga, obserwując, z jaką wprawą kochanek przygotowuje dla nich śniadanie. W jego pewnych ruchach od razu widać było profesjonalizm, lecz wziąwszy pod uwagę, że był szefem jednej z najlepszych restauracji w Gdańsku, nie było w tym nic dziwnego.
- Dużo masz dzisiaj skoków? - zagadnął Michał, stawiając na ladzie dwa talerze z idealnie zarumienionymi omletami.
- Pięć tandemowych, jeden w trójkącie, bo pewna para z Olsztyna wymyśliła sobie zaręczyny w powietrzu, a na koniec jak zwykle samotny skok relacjonowany na Instagramie.
- Z tymi zaręczynami to bardzo romantyczny pomysł - zauważył Michał.
- A jaki kosztowny, ale klient nasz pan, a im więcej takich sentymentalnych jeleni, tym lepiej dla mojego portfela - skwitowała Iga, upijając łyk chłodnego soku pomarańczowego. Jeszcze kilka lat wcześniej podchodziła do swojej pracy z prawdziwą pasją, a każdy skok był dla niej czymś wyjątkowym. Jednak z czasem pierwotną ekscytację zastąpiła rutyna. Rzecz jasna wszystkim swoim klientom wmawiała, że nie ma niczego wspanialszego, niż możliwość powolnego spadania i podziwiania cudowności świata z perspektywy ptaków. W swoich odgrywanych zachwytach musiała być autentyczna, skoro na Instagramie jej profil obserwowało ponad ćwierć miliona ludzi, a z wszystkich osób, które wykupiły skok w tandemie, większość chciała, aby to właśnie ona towarzyszyła im w ich podniebnych doznaniach. Wiedziała, że inni instruktorzy zazdroszczą jej popularności i oczywiście kasy, ale miała to w dupie. W końcu każdy mógł sobie założyć profil na Instagramie.
- Jest szansa, że skończysz do piętnastej?
Pytanie Michała sprawiło, że zapomniała o czekających na nią obowiązkach.
- A czemu pytasz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Chciałbym cię zabrać w jedno miejsce, ale nawet nie próbuj wyciągać ze mnie szczegółów, bo to ma być niespodzianka.
- W takim razie na pewno skończę - zapewniła, zeskakując z hokera i kręcąc zalotnie pośladkami, popędziła do sypialni. Stylizację na dzisiejsze skoki przygotowała jeszcze poprzedniego dnia. Kierując się zasadą, że ubranie, w którym skaczesz, musi być przede wszystkim wygodne, wybrała luźne bawełniane spodnie w odcieniu mięty, biały klasyczny T-shirt oraz czarne wiązane buty sportowe. Choć wszystkie szkółki oferujące komercyjne skoki w tandemie informowały, aby pod żadnym pozorem nie skakać w klapkach czy nawet sandałach, to Iga osobiście spotykała klientki, które chciały wejść do samolotu w takim obuwiu. Pewnego razu jakaś twórcza instagramowiczka wymyśliła sobie, że skok spadochronowy może być innowacyjną formą reklamy szpilek znanej marki obuwniczej. Chcąc wcielić swój pomysł w życie, wykupiła skok i nawet słyszeć nie chciała o zmianie obuwia. Finał był taki, że kreatywnej brunetce odmówiono skoku. Na szczęście równie stukniętych klientów nie było zbyt wielu, a ci, którzy jakimś cudem nie doczytali podstawowych zasad, bez problemu dostosowywali się do wskazówek instruktora. Miała nadzieję, że wszyscy jej dzisiejsi podopieczni będą grzeczni, kulturalni i rozsądni. Kiedy skończyła makijaż i wyszła z sypialni, Michał właśnie kończył pakować zmywarkę.
- Wychodzisz ze mną? - zapytała, podchodząc do stojącej obok drzwi walizki na kółkach, w której miała osobisty spadochron. Sprzęt, choć należał do najlżejszych na rynku, a i tak razem ze spadochronem zapasowym ważył prawie piętnaście kilogramów.
- Jeszcze tu trochę ogarnę.
- Dobra, w takim razie widzimy się o piętnastej na lotnisku - rzuciła Iga i wyszła z mieszkania, ciągnąc za sobą walizkę.
- Rozumiem, że mogę liczyć na nowe nagrania z przestworzy? - zagadnął ją mieszkający piętro niżej sąsiad, którego spotkała na parkingu.
- No jasne, panie Jurku, a sądząc po pogodzie - spojrzała wymownie w niebo, po którym wiatr przeganiał nieliczne obłoki - nagrania będą zajebiste, to znaczy przepiękne - poprawiła się, choć z emerytowanym stomatologiem znała się już kilka lat, więc przynajmniej w sferze językowej nie musiała odgrywać kogoś, kim nie była.
- W takim razie będę czekał.
- A może, zamiast oglądać, odważy się pan na własnej skórze doświadczyć tego niesamowitego uczucia bujania w obłokach - zaproponowała, wkładając walizkę do bagażnika swojego nissana.
- W moim wieku wystarczy, że usiądę sobie w fotelu i popatrzę.
- Wiek nie jest przeszkodą - zapewniła Iga. - Trzeba jedynie cieszyć się dobrym zdrowiem, a sądząc po tym, że każdego dnia przebiega pan dziesięć kilometrów, akurat tego panu nie brakuje.
- Zdrowie może i tak, ale z odwagą jest gorzej - roześmiał się emeryt i życząc Idze miłego dnia, potruchtał do bloku. Iga odprowadziła sąsiada wzrokiem, a gdy ten zniknął jej z oczu, wsiadła do samochodu i ruszyła na lotnisko.
- I pomyśleć, że w całej historii skoków spadochronowych zginęło mniej ludzi, niż ginie każdego dnia na polskich drogach - westchnęła, wyjeżdżając z parkingu. O tym, jak prawdziwe były to słowa, przekonała się kilkanaście minut później, omijając miejsce, gdzie na poboczu drogi wbity w drzewo stał wrak samochodu, przy którym krzątały się służby ratunkowe. Kilkanaście metrów dalej dostrzegła czarny worek i już wiedziała, że przynajmniej jedna osoba nie przeżyła tego wypadku. Kiedy minęła miejsce tragedii, uruchomiła kamerę i zaczęła nagrywać story zapowiadające skok. Robiła tak zawsze, dzięki temu jej obserwatorzy mogli sobie tak zaplanować dzień, aby zobaczyć na żywo kolejny skok.
- Dzień dobry, kochani. Jak widzicie, jestem już w samochodzie i jadę na lotnisko, a to oznacza, że będzie dzisiaj skakane. Pogoda wymarzona, a i lista osób, które zabiorę w podniebną podróż, bardzo interesująca. Szczególnie ciekawie zapowiada się skok z Anią i Dawidem. Zwłaszcza że Dawid zamierza się oświadczyć Ani w powietrzu, a w czymś podobnym jeszcze nie brałam udziału. Mam tylko nadzieję, że Ania nie należy do grona moich obserwatorów, bo nie chciałabym zepsuć jej niespodzianki. To tyle ode mnie i pamiętajcie, że ponownie, tym razem z powietrza, widzimy się między trzynastą a czternastą - przypomniała i zakończyła transmisję.
- Widziałaś tego forda na drzewie? - zapytał Jarek, pilot, który siedząc przed samolotem AN-2, popularnie nazywanym Antkiem, wykorzystywanym do wynoszenia skoczków na wysokość ponad czterech tysięcy metrów, beztrosko popijał kawę.
- Niestety - potwierdziła Iga.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji