Ostatni sen - Katarzyna Koziorowska

Kup ebooka

6.06 zł
5.03 zł (5,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Czas jest silniejszy

Nie zasłużyłam na sny.

Nie spodziewałam się łez.

Chciałabym obudzić się jeszcze raz,

ale brakuje mi sił.

Skąd w tobie tyle miłości?

Dlaczego patrzę na życie przez palce?

W twoich dłoniach znajduję ukojenie

dla wspomnień, w sercu - nadzieję.

Unikasz moich marzeń, nie spoglądasz w lustro -

na to właśnie czekałam?

Tyle wymaga od nas miłość? Zamykam oczy,

żeby ci się przyjrzeć; nie znajduję podobieństwa.

Serce usiłuje uwolnić się

z klatki żeber, lecz czas jest silniejszy.

Proszę, obudź mnie,

gdy skończy się świat.

Zaczekaj, zanim znów zacznę oddychać.

Przeraża cię moja niewinność?

Nie potrafisz pogodzić się z przyszłością?

Może ta burza rozpęta się jeszcze raz?

Wtedy zrozumiesz, że warto odejść

bez pożegnania.

Że nie opłaca się reanimować czasu,

dla którego nie ma ratunku.

Gdy wyruszę, zaopiekujesz się cieniem?

To jedyne, co mam.

Cierpię na nadmiar snów - mogę podarować ci kilka?

Dziś nie na miejscu jest ufać Bogu;

podobno przeprowadził się daleko stąd.

Nieznośnie zimno w tej duszy,

mogę zamknąć na chwilę okno?

Powstrzymaj mnie

przed miłością; podobno wywołuje niestrawność.

Wiem, nie zasłużyłam

na kłamstwo... Ale czy prawda jest więcej warta?

Dedykuję ci ostatnią noc, kiedy po raz pierwszy

uwierzyłam w Boga.

Powieki opadają jak kurtyna

po nieudanym przedstawieniu.

Jest tak zimno, że nikt nie ma odwagi klaskać.

Omijasz kolejną noc z nadzieją, że ktoś rzuci parę groszy.

Z obawy przed dzieciństwem

zatrzaskuję usta i udaję, że mam czas.

Jeszcze zdążę nasycić się życiem.

Słyszę jednak głos... Głos, który nigdy nie pozwoli mi umrzeć.

W powietrze

Twoje oczy znów nic nie mówią.

Szept jest głośniejszy od krzyku.

Dłoń, którą mi podajesz,

już lodowata.

Dlaczego jesteś uzależniony

od cierpienia?

Dlaczego sycą cię łzy duszy?

Samotność znów jest przeszkodą

dla naszych serc.

Przepraszam, jeśli tej nocy cię nie rozpoznam.

Przepraszam, że mogę ci zaproponować

tylko herbatę.

Czy odwrócisz się, gdy ruszę własną drogą?

Pośród wszystkich myśli znajduję tę,

o której marzyłam latami.

Czy warto, żebym modliła się o łaskę

do twojego serca?

Proszę, zaczekaj, zanim zakwitną

moje wspomnienia.

Dłoń znów wywęszyła jabłko.

Boisz się nocy, choć twoją duszę spowija mrok.

Pozwolisz mi się pożegnać?

A może zaczekasz, aż wrócę do domu?

Rzuć mi kruszynę światła.

Światła, które będzie cierpliwie czekać.

Sądziłeś, że się poddam.

Cóż, nawet największy optymista musi czasem

zdjąć różowe okulary

i wypić wodę ze szklanki do połowy pustej.

Zapamiętaj, zanim ponownie

wzniesiesz się w powietrze.

Litość dla nadziei

Porzuciłam miłość, zaufałam śmierci.

Pewnego wieczora ruszę w podróż - daleką,

bez ciebie.

Wiem, że będzie mi towarzyszyła tylko noc.

Noc, przez którą powiedzie mnie twoje światło.

Proszę, uratuj mnie przed nadzieją,

a w zamian podaruj odrobinę nieba.

Nim postawię ostatni krok, pozwól mi

poczuć miękkość twoich warg.

Wiem, że to ostatni dzień,

zanim wypłyniemy na powierzchnię.

A jeśli zachłyśniemy się nadmiarem szczęścia?

Czasem warto spojrzeć pod nogi,

gdy ścieżka jest zwodnicza.

Liczę kolejne łzy,

niczym paciorki wysłużonego różańca.

W dniu urodzin życzę, aby los odwzajemnił twój uśmiech.

Wiem, jak kochasz życie,

lecz nieszczęśliwie.

Zgrzeszyłam dzisiejszym snem,

lecz nie postanawiam poprawy, a na pewno

nie proszę o rozgrzeszenie.

A jeśli zabraknie mi kroków

w najważniejszym momencie?

Czy obiecasz, że kiedyś było lepiej?

Moje wargi usiłują ubrać się w uśmiech,

lecz same sobie nie ufają.

Dlaczego tak mało w nas krwi, a tyle jadu?

Zbyt wiele ciszy panuje na świecie.

Zbyt wiele strachu nas od siebie dzieli.

Nie, nie czekałam na twoje łzy.

Nie spodziewałam się twojego uśmiechu.

Nie prosiłam o litość dla mojej nadziei.

Przekonać los

Chciałabym być milczeniem,

zagłuszającym ich krzyk.

Chciałabym umieć marzyć,

by zostawić odrobinę wspomnień.

Obiecałam, że przedstawię cię

mojej samotności.

Przeglądam się w lustrze

twojego serca; wiedziałeś, że nasze dusze

mają tę samą barwę?

Czy mogę ufać resztce namiętności,

pamiątce po ostatniej nocy?

Przeglądam katalog marzeń, ale żadne mi się nie podoba.

Tylko strach, mój ukochany pupil,

waruje wiernie u stóp.

Chciałabym spojrzeć na życie

oczami twojej duszy; przekonać się,

że przyszłość nie musi być bolesna.

Ani jeden z tych snów nie jest mój;

noc musiała trafić pod zły adres.

Podzieliłbyś się krztyną nadziei?

Tak zimno, tak ciemno...

Pozwól mi wypuścić na wolność

serce; widzisz, jak się męczy,

uwięzione w twoich dłoniach?

Słyszysz, jak rozmawia z Bogiem?

Do kogo należy ten nieludzki uśmiech?

Gwiazdy uwierają mnie w płuca;

nadeszła pora, aby jeszcze raz umrzeć.

Aby w końcu rozliczyć się z nadzieją.

Przekonać los, by wreszcie się obudził.

Ręce pełne gwiazd

A jeśli pewnego wieczora pozostanie po mnie

tylko samotność?

Co się stanie, gdy zwrócę ci serce?

Ma niewielkie ślady użytkowania.

Chciałabym zapomnieć o życiu,

ale nie pozwala na to czas.

Czas, który usiłuje dogonić wieczność.

Boję się, że pewnego razu urodzę się

jeszcze raz; czy rzucisz moją duszę

na pożarcie przeszłości?

Pamiętasz noc, kiedy mieliśmy ręce pełne gwiazd?

Pamiętasz, jak obiecałeś,

że wszystkie należą do mnie?

Od tej pory zaczęłam ufać marzeniom;

zwłaszcza tym, które nigdy się nie spełnią.

Zanim mnie zawołasz, zastanów się,

czy chcesz mnie pozbawiać ostatniego snu.

A jeśli pewnego dnia znudzi mi się śmierć,

czy podzielisz się odrobiną oddechu?

Bóg jest nieobliczalny,

widziałam, jak zakładano mu kaftan bezpieczeństwa.

Pamiętam, jak majaczył coś

o zmartwychwstaniu i zbawieniu.

Jeśli zabraknie mi krwi, czy będziesz w pobliżu?

Czy lęk zespoi nasze poszargane serca?

Miłość sprawi, że na chwilę zapomnimy o końcu?

Przegapiłeś szansę, aby zburzyć mur.

Kolejnej prędko nie będzie.

Zakazane owoce

Z ciszy wyłoniła się łza.

Cierpienie jest najlepszym pocieszeniem.

Czujesz, jak płonie moja skóra?

Widzisz rany, które nigdy się nie zasklepią?

Cios zadałeś ty, jeszcze o tym nie wiesz.

Toczę pod górę głaz

głowy, bez niczyjej pomocy.

Chciałbyś wymienić się marzeniami?

Może twoje będą łatwiejsze do spełnienia.

Mój niebieski ptaku, dokąd tym razem

zaniosły cię marzenia?

Nie ukrywaj blizn, są dowodem dojrzałości,

którą osiągnąłeś zbyt wcześnie.

Zbyt wcześnie się narodziłeś,

by teraz tak po prostu umrzeć.

Zaczekam na dzień, kiedy moje serce się odrodzi

i ruszy w dalszą drogę.

Drzesz na kawałki zdjęcie,

na którym trzymasz w ramionach samotność;

przeszłość należy zacząć jeszcze raz.

Próbuję wyobrazić noc, kiedy po raz ostatni

opuścisz mój sen. Sen, który nie ma

ani początku, ani końca.

Sen, o którym możesz marzyć.

Raz ostatni proszę, byś sprzedał mi

odrobinę życia. Obiecuję, że będzie mu dobrze.

Że zakwitnie i wyda

zakazane owoce.

Drewniane serce

A gdybym tak umarła

bez słowa?

Stałabym się twoim niedokończonym snem?

Chciałabym porozmawiać w cztery oczy

z marzeniami; upewnić się, czy wciąż tu są.

Uwierz, umieranie wcale nie jest

takie trudne; to kwestia wprawy i przyzwyczajenia.

Przykro mi, jest już zamknięte,

proszę przyjść z sercem jutro.

Od rana szukam Boga,

lecz wciąż trafiam pod niewłaściwy adres.

Spójrz, jak pięknie kwitnie moja dusza;

musisz mieć dobrą rękę.

Pozwolisz samotności zamieszkać przez kilka dni?

Nawet jej nie zauważysz.

Chciałabym znów oddychać,

ale nie wystarcza mi czasu.

Lubię wspominać dzień swojej śmierci;

była to zupełna porażka.

Zanim przyjdziesz na mój pogrzeb, upewnij się,

czy na pewno jestem martwa;

lepiej, żebyś się nie pomylił.

Stoję na krawędzi twojego drewnianego serca,

rozważam "za" i "przeciw" - lecz ciebie nie ma.

Widocznie nie do twarzy ci z miłością.

Nie zasłużyłam na twoją nadzieję,

więc spróbuj zrozumieć moje sny.

Poszłabym dalej, ale zapomniałam zabrać cień.

Boję się, że tym razem stracę równowagę

i nie pozostanie po mnie ani jedno słowo.

Na ulicy, w kałuży

Wysyłam list, tym razem na pewno ostatni.

Przeczytasz, zanim definitywnie umrę?

W twoich oczach dostrzegam resztkę

wczorajszych łez; a podobno świetnie się bawiłeś.

Nie wiem, czy zdążę pokochać cię drugi raz;

samotność dała mi mało czasu.

Boże, wybaczam Ci, że nie jesteś idealnym ojcem.

Wiem, że bardzo się starasz.

Mój miły, gdzie kupiłeś taki piękny sen?

Chciałabym taki mieć.

Odpowiadasz, że znalazłeś go na ulicy, w kałuży.

Zanim opadnie kurtyna powiek,

pozwól odejść sercu.

Samotność widziała cię wczoraj

w towarzystwie nadziei - możesz to wytłumaczyć?

Obiecaj, że przyszłość się nie powtórzy;

że ostatni krok będzie pierwszym.

Dławię się snami, które po tobie pozostały;

czy warto czekać na początek świata?

Łatwo zrzucić winę na śmierć; pójść dalej,

choć dusza odmawia posłuszeństwa.

A gdy ocknę się z miłości, pożyczysz mi kilka łez?

Odrobinę melancholii

na pocieszenie?

Moje serce stawia pierwsze kroki,

zaraz cię dogoni.

Jak nazwać to uczucie -

miłością czy obrzydzeniem?

Karykatura

Chciałabym czasem poczuć smak ciszy.

Smak obopólnego milczenia, słonego

jak nasze łzy.

Jeśli znienacka zacznie się dzień,

przytrzymasz mi duszę?

Wszyscy biegną w jednym kierunku,

jedynie ja przeciskam się przez napierający tłum,

szukając własnej drogi.

A jeśli pomylisz nadwrażliwość z osamotnieniem?

Co zrobisz, gdy upadniesz na kolana?

Proszę, wstań, szepce światłoczułe serce;

jeszcze parę kroków i będzie po bólu.

Widzisz te rany? Życie potrafi być agresywne,

jeśli się je rozzłości.

Znów obudziłam się w twoim śnie, choć tego nie chciałam.

Ponownie stoję w kolejce po kłamstwo,

prawda jest zbyt droga,

ja zgubiłam portfel.

Kocham cię całym moim wierszem,

choć nie przyznajesz się do serca.

Chcesz ładnie wyglądać w dniu swej śmierci;

kolejnej okazji już nie będzie.

Kostucho, poczekaj, tylko wypalę papierosa;

potem zrób ze mną co chcesz.

Usiłowałam namalować portret Boga,

ale model był kapryśny

i wyszła mi karykatura.