Niełatwe zadanie
Przedstawiciel linii żeglugowej Gdynia-Ameryka (GAL) nie miał łatwego
zadania. Zobowiązano go do zakupienia nowego statku dla polskiej floty
handlowej, gdy tymczasem stocznie brytyjskie nie nadążały z pokrywaniem
stale rosnących strat własnych, zaś amerykańskie akurat przygotowywały
się do uruchomienia seryjnej produkcji jednostek morskich. Mimo to
pełnomocnik GAL w marcu 1941 roku znalazł się w Nowym Jorku. Tu
zaoferowano mu jedynie stare graty, nienadające się do eksploatacji, ale
on nie rezygnował z doprowadzenia do końca swej misji. Nie mógł zresztą
postąpić inaczej. Już drugi rok toczyła się zażarta walka z Niemcami na
rozległych teatrach działań wojennych II wojny światowej, zaś do bitwy o panowanie na Atlantyku aktywnie włączyła się polska flota wojenna i handlowa.
Polska Marynarka Handlowa (35 statków różnych wielkości i typów:
pasażerskie, drobnicowce i masowce) od samego początku wojny wspomagała
aliantów przede wszystkim poprzez służbę w konwojach. Część mniejszych
jednostek pływała na przybrzeżnych trasach Wielkiej Brytanii lub
pomiędzy portami brytyjskimi a Islandią, inne na trasie
północnoatlantyckiej, wzdłuż wschodnich wybrzeży USA i Brazylii.
Uczestniczyły one także w ewakuacji wojsk alianckich z Dunkierki i Narwiku. Wszędzie tam ponoszono straty.
I tak, po adaptacji na transportowiec wojenny, 26 listopada 1939 roku
wyrusza w rejs do Nowej Zelandii i Australii po kontyngent żołnierzy
statek pasażerski m/s "Piłsudski" (14 294 BRT), by po kilku godzinach
zatonąć u północno-wschodnich wybrzeży brytyjskich koło Hartlepool, w odległości zaledwie 20 mil od brzegu. Nie wiadomo, czy padł ofiarą
torped, czy min. Dnia 15 maja 1940 roku zakończył w płomieniach swój
krótki żywot polski statek pasażerski m/s "Chrobry", zbombardowany pod
Bodo podczas kampanii norweskiej. 20 marca 1941 roku u wybrzeży
brytyjskich koło Falmouth zatonął s/s "Cieszyn", zaatakowany przez dwa
Dorniery (inna wersja głosi, że niemieckich samolotów było dwanaście).
Konieczność zasilenia PMH nowym statkiem podyktowana była nie tylko
względami ekonomicznymi, lecz także motywami polityczno-prestiżowymi:
wszak w tym czasie pod polskimi znakami walczyli głównie lotnicy i właśnie marynarze. Upór przedstawiciela GAL przyniósł wreszcie
rezultaty. W porcie Mobile w stanie Alabama natrafiono na kadłub
jednostki zbudowanej jeszcze w 1919 roku. Znajdowała się w dość dobrym
stanie, gdyż stała w basenie ze słodką wodą. Był to kadłub statku
"Trieste", własność armatora panamskiego (Victor Rosa de Vapores), który
z braku środków finansowych musiał przerwać dalszą jego budowę.
Możliwość zakupienia kadłuba za sumę ok. 250 000 dolarów uznano za
korzystną okazję. Inne przedsiębiorstwo, prawdopodobnie firma Morton
Engine Ring, zaoferowało za sumę ok. 51 tysięcy dolarów maszynę o mocy
2500 KM. Była produkcji amerykańskiej, znajdowała się w Kanadzie w porcie Quebec. I tu zaczęły się komplikacje. Podczas transportu z Kanady
nad Zatokę Meksykańską do portu Mobile maszyna uległa poważnemu
uszkodzeniu, a naprawa pochłonęła znaczne sumy. Budowa statku zaczęła
się przedłużać również z powodu złej organizacji pracy stoczni Waterman
Steamship Co (wg innych źródeł: Shipbuilding Steamship Corporation
Mississippi), która podjęła się montażu statku z dostarczonych elementów
za ogólną sumę ok. 767 tysięcy dolarów, wliczając w to koszt kadłuba i maszyny. Ponieważ z winy stoczni wstawiono nieodpowiednią śrubę, statek
nie mógł rozwinąć przewidzianej szybkości. Musiano po raz drugi
wprowadzać kadłub do suchego doku w celu wymiany tego ważnego elementu,
co spowodowało dalszą stratę czasu. Ostateczny koszt budowy statku
wyniósł 917 tysięcy dolarów. Doprowadziło to do kontrowersji pomiędzy
stronami. W lipcu 1941 roku podczas kontroli budowy statku, której
dokonał Zespół Delegatury Najwyższej Izby Kontroli w Stanach
Zjednoczonych, ujawniono sporo niedociągnięć, jednak ze względów
prestiżowych informacje te w toku wojny nie były publikowane.
Przez dłuższy czas zastanawiano się nad nazwą statku. Wysuwano różne
propozycje, ale śmierć Ignacego Paderewskiego (29 czerwca 1941 roku)
przesądziła sprawę.
Dnia 20 września 1941 roku statek zwodowano. W obecności przedstawicieli
GAL, stoczni, konsulatu polskiego i duchowieństwa nastąpiło poświęcenie
i podniesienie na nim polskiej bandery. W uroczystościach tych brał
również udział kapitan "Paderewskiego" Jerzy Mieszkowski, który
zorganizował całą uroczystość, oraz zaokrętowana część załogi polskiej.
Wśród wielu przemówień na uwagę zasługiwało to, co powiedział
przedstawiciel GAL, charakteryzujący postać Ignacego Paderewskiego,
który już w trzydziestym roku życia stał się legendą. Był wybitnym
pianistą, wielkim kompozytorem, mężem stanu, płomiennym patriotą,
symbolem wolnej Ojczyzny. W 75 rocznicę urodzin kompozytora prezydent
Roosevelt w przesłanych życzeniach zapewniał go, że "Amerykanie
wspominają z wdzięcznością i przywiązaniem Pańskie lata wśród nas". W 1939 roku Paderewski pisał o sobie: "narodowi poddałem się cały, gdy
walczyłem o każdą piędź ziemi polskiej, o każde serce bijące z myślą o Polsce".
Urodzony w 1860 roku w rodzinie ubogiego dzierżawcy, studiował w Warszawie, Wiedniu i Londynie. Powodzenie w salach koncertowych świata
nie opuszczało go przez ponad pół wieku. Koncerty Paderewskiego w okresie przed odzyskaniem niepodległości przybierały charakter
manifestacji patriotycznych. Wzbudzały nie tylko podziw dla jego sztuki,
ale i dumę z wielkich osiągnięć kulturalnych i artystycznych
ujarzmionego narodu polskiego, ożywiały nadzieję na odzyskanie wolności.
Był Paderewski przede wszystkim niezłomnym patriotą, czynnym świadkiem
chlubnych i tragicznych jednocześnie zmagań Polaków o przetrwanie i niepodległość. Sukcesy w dziedzinie muzyki dały mu podstawę do
rozwijania działalności społecznej, wspierania licznych organizacji i instytucji charytatywnych, oświatowych i kulturalnych. Jego działalność
społeczna przekształciła się w działalność polityczną, chociaż sam nie
uważał się za polityka. Sprawie Ojczyzny poświęcił swój talent, majątek
i całe życie. W 1918 roku wraca do kraju, w rok później obejmuje
stanowisko premiera i ministra spraw zagranicznych II Rzeczypospolitej.
Jako przedstawiciel Polski podpisał w 1919 roku wersalski traktat
pokojowy. To m.in. dzięki jego wysiłkom Polska uzyskała dostęp do morza
i otrzymała kredyty zagraniczne na budowę portu Gdynia. W latach
1920-1921 był delegatem Polski przy Lidze Narodów. W okresie późniejszym
oddał się pracy artystycznej. Przed wybuchem II wojny światowej znalazł
się w opozycji wobec obozu sanacyjnego. Klęska wrześniowa była dla niego
wielkim wstrząsem. Udzielił poparcia działalności Sikorskiego we Francji
i Anglii, wierząc niezachwianie w zwycięstwo antyhitlerowskiej koalicji
i odbudowę wolnej, sprawiedliwej Polski. W 1940 roku został
przewodniczącym Rady Narodowej rządu emigracyjnego w Angers, a po upadku
Francji w czerwcu - w Londynie. Pierwsze posiedzenie Rady Narodowej pod
jego przewodnictwem odbyło się 23 stycznia 1940 roku. W wieku 80 lat
ruszył ponownie amerykańskim szlakiem, pragnąc zyskać poparcie i pomoc
dla Polski. Misji tej nie zdążył wypełnić do końca. Zmarł 29 czerwca
1941 roku w Nowym Jorku tuż po słynnym przemówieniu do rodaków - na
posterunku, jak żołnierz.
Po śmierci Paderewskiego założono nowojorską fundację jego imienia,
której zadaniem miało być niesienie pomocy studiującej młodzieży
polskiej oraz szerzenie kultury i wiedzy o Polsce w USA i Kanadzie.
Wśród wszystkich wartości reprezentowanych przez tego wielkiego Polaka
dominowała jedna - mówił przedstawiciel GAL - głęboka miłość Ojczyzny.
Jego dzieło ma kontynuować na morzach świata s/s "Paderewski".
Po wodowaniu statku odegrano hymny polski i amerykański, po czym minutą
ciszy uczczono pamięć wielkiego Zmarłego.
Kapitan Mieszkowski rozumiał, jak ogromną przyjął na siebie
odpowiedzialność. Powierzono mu dowodzenie jednostką nazwaną imieniem
człowieka, o którym pamięć była jeszcze tak żywa. Kapitan żeglugi
wielkiej Jerzy Mieszkowski należał do najzdolniejszych oficerów Polskiej
Marynarki Handlowej. Urodził się w 1904 roku w Warszawie. W 1927 roku
ukończył Szkołę Morską w Tczewie, po czym powołano go do Szkoły
Podchorążych Rezerwy Marynarki Wojennej. W latach 1929-1930 pływał na
statkach francuskich, następnie wrócił pod polską banderę i aż do 1938
roku był oficerem pokładowym na statkach pasażerskich "Polonia",
"Pułaski", "Kościuszko" i "Piłsudski", awansując z biegiem lat na
stanowisko I oficera. W 1938 roku przeniesiono go do dyrekcji GAL, a w 1939 powierzono dowództwo "Morskiej Woli" (rok budowy - 1924, pojemność
3376 BRT), na której zastała go wojna. Odbywał drugą na tym statku
podróż do Argentyny via Dania, gdy 30 sierpnia odebrał szyfrowaną
radiodepeszę z Gdyni: "Zajść do przyjacielskiego lub neutralnego portu".
Zdecydował się iść do Francji, do Bordeaux. Przydało mu się teraz
wyszkolenie oficera rezerwy Marynarki Wojennej. Zarządził pogotowie
bojowe. Za dnia zygzakując, w nocy idąc przy pełnym zaciemnieniu,
trzymał się z dala od brzegów. W Bordeaux statek wyładował towary
wiezione do Danii i czekał na dalsze rozkazy z Londynu. Ustalono dla
"Morskiej Woli" nowy sygnał rozpoznawczy, dano instrukcję i szyfry i 1
listopada statek wyszedł do zachodniego Maroka po ładunek jęczmienia,
który miał przewieźć do Belfastu w Północnej Irlandii. Płynął w konwoju
składającym się z 4 statków i jednego ścigacza. W Mogadorze, niedaleko
Casablanki, "Morska Wola" prawie przez tydzień ładuje na redzie zboże.
Po dostarczeniu jęczmienia do Belfastu "Morska Wola" rusza po węgiel do
Cardiff. Idzie we mgle. Brakuje jej niektórych urządzeń nawigacyjnych -
nie ma ani sondy elektrycznej, ani żyrokompasu. Trzynastego stycznia
1940 roku, podczas gdy statek stał w Tunisie, Mieszkowski udaje się
samolotem do Rzymu (Włochy były jeszcze wówczas neutralne) po przybyłą
tu z Polski rodzinę: żonę Halszkę i syna Piotra, których później
przewiózł do Londynu.
Trudna była rola kapitana statku handlowego w czasie wojny. Odcięty od
dyrekcji ograniczeniami w komunikowaniu się, wszystkie decyzje musiał
podejmować na własną odpowiedzialność. Mieszkowski był wówczas młodym
kapitanem (35 lat), jeszcze nie zdążył nabyć odpowiedniego
doświadczenia. Najwięcej uwagi poświęcał sprawom bezpieczeństwa statku i załogi. Dzięki jego staraniom podczas postoju "Morskiej Woli" w Cardiff
ulepszono opancerzenie mostku. Nie uzbrojono jednak statku w armatę. Po
kapitulacji Francji Mieszkowski brał udział w ewakuacji polskich
żołnierzy z Bordeaux do Falmouth, dokąd ucieka "Morska Wola". Dopiero
teraz wyposażona zostaje w czterocalowe działo i degaussing (urządzenie
chroniące od min magnetycznych). W sierpniu wysłano "Morską Wolę" do
Kanady. Było to pierwsze wojenne przejście Myszkowskiego przez Północny
Atlantyk.
Jesienią 1940 roku statek skierowano z Belfastu do Nowego Jorku. Stąd
bierze, prócz innych materiałów wojennych, kilkaset ton materiałów
wybuchowych i amunicji, idzie do Halifaxu. Tu sformował się konwój
HX-84, składający się z 37 jednostek, płynących pod różnymi banderami, w tym także polską (statek "Puck"). "Morska Wola" szła maksymalnie
załadowana. Podczas silnego sztormu jedna z dwóch jej szalup ratunkowych
została rozbita, a następnie zabrana przez wodę. Ponieważ statek był
najpowolniejszą jednostką konwoju (maksymalnie 8,5 węzła), komodor
zezwolił mu na odłączenie się. Kapitan otworzył przygotowaną na taką
ewentualność zapieczętowaną kopertę i w myśl zawartych w niej instrukcji
ruszył na północ. Może właśnie ten przypadek uratował "Morską Wolę" od
zatopienia przez "Admirala Scheera", który następnego dnia - 5 listopada
1940 r. - zaatakował konwój. Podczas korsarskich wędrówek na Atlantyku i Oceanie Indyjskim niemiecki pancernik zdążył już zatopić ponad 20
statków o łącznej pojemności 152 tys. BRT. Konwój HX-84 został uratowany
dzięki bohaterskiej postawie angielskiego krążownika pomocniczego
"Jervis Bay". Śmiało zaatakował on "Admirala Scheera", dając statkom
konwoju czas na rozproszenie się i ucieczkę. Dowódca "Jervis Bay"
komandor E.S. Fegan przyjął wszystkie ciosy na siebie, ginąc z większością załogi jeszcze przed zatonięciem okrętu. Walka trwała około
20 minut. Komandora odznaczono pośmiertnie najwyższym brytyjskim orderem
bojowym - Victoria Cross. Konwój stracił 7 jednostek (52 900 BRT), ale
reszta statków zdołała dotrzeć do Anglii.
Kapitan Mieszkowski odbierał sygnały radiowe mówiące o toczącej się w pobliżu walce, ale nie wiedząc, w którą stronę skieruje się "Admiral
Scheer" po ataku, nie zmieniał kursu. Jak później ustalono, "Morska
Wola" musiała niemal otrzeć się o korsarza.
Motorowiec "Morska Wola" doszedł do Anglii jako przedostatni. Uznano go
już za zaginiony, tym większa więc była radość przedstawicieli GAL,
czekających z niecierpliwością na dostarczenie "nerwowego" ładunku. Po
wyładunku materiałów wybuchowych w Manchesterze "Morska Wola" wróciła
pod balastem (bez ładunku) do Nowego Jorku, gdzie Mieszkowski 2 stycznia
1941 roku został przywitany przez żonę i syna. W połowie stycznia znowu
wyszedł do Anglii. Nocne naloty bombowców niemieckich nie pozwalały na
wypoczynek w brytyjskich portach.
Kapitan Mieszkowski wypróbował w konwojach nową metodę dokładnego
utrzymania dystansu między poszczególnymi jednostkami za pomocą
specjalnych pławek ciągniętych przez idący w przedzie statek. Ich
zastosowanie dawało doskonałe wyniki, pozwalając we mgle na uniknięcie
zderzenia. Trudniej też było się zgubić.
W lipcu 1941 roku odwołano Mieszkowskiego z "Morskiej Woli", powierzając
mu nadzór nad budową przyszłego s/s "Paderewski". Trzy miesiące spędził
kapitan w stoczni nad Zatoką Meksykańską, doglądając wyposażenia nowego
nabytku. W porównaniu ze służbą na morzu czas ten wydawał mu się
urlopem. Z Montrealu przyjechała także jego żona z synem, co bardzo go
ucieszyło.
Budowę statku w Mobile prócz kapitana dozorował również, zgodnie z dobrym zwyczajem morskim, I mechanik. Większość załogi zaokrętowana
została dopiero po ukończeniu montażu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki