Ostatni proces Kafki - Benjamin Balint

-
Proszę czekać
 
 

Dla Kariny

 
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Ostatnia instancja

Sąd Najwyższy Izraela, ulica Shaarei Mishpat 1, Jerozolima,27 czerwca 2016 roku

 

"Słowo "być" ma w języku niemieckim dwa równoważne znaczenia: bycie tutaj i bycie Jego własnością"- Franz Kafka, Aforyzm 46[1]

 
 

Pewnego letniego ranka w Jerozolimie osiemdziesięciodwuletnia Eva Hoffe siedziała ze splecionymi dłońmi na gładko wypolerowanej drewnianej ławie we wnęce wysoko sklepionego holu Sądu Najwyższego Izraela. Przyjaciel, który przybył, aby ją wesprzeć, przed rozpoczęciem rozprawy dla zabicia czasu przeglądał strony dziennika "Ma'ariv". Eva zasadniczo unikała prasy. Nie mogła ścierpieć steku kłamstw, które rozpuszczali dziennikarze zdecydowani zrobić z niej ekscentryczną kociarę, oportunistkę łaknącą szybkiego zarobku na skarbach kultury zbyt cennych, by można je było pozostawić w prywatnych rękach. Uwagę Evy zwrócił jednak nagłówek wydrukowany dużą czerwoną czcionką na pierwszej stronie gazety. "Oddali na aukcję nawet pukiel włosów Davida Bowiego", odezwała się z wyraźną nutą oburzenia w głosie. "Tak, zupełnie jakby to była święta relikwia", odpowiedział jej towarzysz.

Tego dnia sędziowie mieli przesądzić o losie relikwii nieco innego rodzaju. Trzy miesiące wcześniej, 30 marca 2016 roku, Eva dowiedziała się, że Sąd Najwyższy rozpatrzy jej sprawę "z uwagi na społeczną doniosłość powództwa". Co dziwne, Eva nie odnalazła interesującego ją postępowania na wokandzie. Na cyfrowym monitorze w hali głównej tuż przy wejściu do Sądu Najwyższego widniała jedynie informacja o rozprawie w procesie "anonim przeciwko anonimowi".

Eva przybyła na miejsce prawie godzinę przed czasem i być może przegapiła po drodze monitor. Dzisiaj jednak nie mogła liczyć na anonimowość, nieważne, jak gorliwie pragnęła jej pociechy. Ośmioletnia batalia prawna wchodziła w fazę kulminacyjną. Prasa izraelska i międzynarodowa obszernie opisywały wcześniejsze etapy procesu - gęste od dylematów prawnych, etycznych i politycznych - gdy rozprawy odbywały się w Sądzie Rodzinnym w Tel Awiwie (od września 2007 roku do października 2012 roku) oraz w Sądzie Okręgowym w Tel Awiwie (od listopada 2012 roku do czerwca 2015 roku). Od samego początku chodziło o konflikt między prawem własności a interesami dwóch państw. Zasadnicze pytanie brzmiało: czy dorobek praskiego, lecz niemieckojęzycznego pisarza Maksa Broda (1884-1968) w pełni należał do Evy Hoffe, czy raczej powinien przypaść Bibliotece Narodowej Izraela, czy też byłoby mu najlepiej w Niemieckim Narodowym Archiwum Literatury w Marbach am Neckar (Deutsches Literaturarchiv Marbach)? Stawkę w tej grze stanowiło coś więcej niż tylko spuścizna po Maksie Brodzie, niegdysiejszej osobistości życia kulturalnego Europy Środkowej. Brod był bowiem przyjacielem, redaktorem i wykonawcą testamentu literackiego innego praskiego pisarza, którego nazwisko samo w sobie uchodzi za synonim nowoczesnej literatury europejskiej: Franza Kafki.

Do majątku Broda należały nie tylko jego osobiste rękopisy, lecz także archiwum Franza Kafki zachowane na arkuszach papieru tak delikatnych i kruchych jak jesienne liście. Dziewięćdziesiąt dwa lata po śmierci Kafki oczekiwano, że manuskrypty te pozwolą rzucić nowe światło na osobliwy świat twórcy, który stworzył niepowtarzalny, natychmiast rozpoznawalny styl surrealnego realizmu i nakreślił nim najbardziej oryginalne i zarazem przejmujące dwudziestowieczne opowieści o absurdzie, dezorientacji i bezosobowej tyranii; twórcy tak wybitnego, że jego nazwisko stało się przymiotnikiem. Na niezwykłą historię przejścia owych manuskryptów w ręce rodziny Hoffe składały się perypetie nieznanego wówczas, lecz obdarzonego geniuszem pisarza, którego ostatnie życzenie zdradził jego najbliższy przyjaciel; dramatyczna ucieczka przed nazistami u zatrzaskujących się wrót Europy; romans między uchodźcami ugrzęzłymi w Tel Awiwie; a także dwa państwa, których obsesje na punkcie przezwyciężenia dawnych traum dobitnie dały o sobie znać tego dnia w Sądzie Najwyższym. Przede wszystkim jednak rozprawa doprowadziła do postawienia innego, nadzwyczaj istotnego pytania: do kogo właściwie należy Kafka?

Eva, która znalazła się w oku tego cyklonu, urodziła się w Pradze 30 kwietnia 1934 roku, z grubsza dziesięć lat po tym, jak Kafka spoczął na tamtejszym cmentarzu żydowskim. Miała pięć lat, kiedy uciekła z opanowanego przez nazistów miasta wraz ze swoimi rodzicami, Esther (Ilse) i Ottonem Hoffe, oraz starszą siostrą Ruth. Eva pozwoliła mi obejrzeć zdjęcia jej matki Esther - jako młodej piękności przechadzającej się po Pradze z psem, dogiem niemieckim nazwanym Tasso po XVI-wiecznym włoskim poecie najlepiej znanym z eposu Jerozolima wyzwolona z 1581 roku. "Jednemu z moich kotów także dałam na imię Tasso", podkreśliła Eva.

Po przybyciu do Palestyny Eva uczęszczała do szkoły w Gan Shmu'el, kibucu znajdującym się nieopodal miasta Hadera w północnej części kraju. Następnie do piętnastego roku życia pobierała nauki w szkole rolniczej z internatem we wsi młodzieżowej Ben Szemen (Ben Shemen Youth Village) w Dystrykcie Centralnym Izraela. Artystka Noemi Smilansky (1916-2016), ulubiona tamtejsza nauczycielka Evy, wzięła dziewczynę pod swoje skrzydła. Mimo to czas spędzony w Ben Szemen był dla Evy okresem dręczącego osamotnienia. "Cierpiałam z powodu straszliwej tęsknoty za domem i płakałam niemal każdej nocy", wyznała. W 1948 roku, po wybuchu pierwszej wojny izraelsko-arabskiej nazywanej przez Izraelczyków wojną o niepodległość, kiedy wojska Legionu Arabskiego otoczyły wieś młodzieżową Ben Szemen, Evę wraz z pozostałymi młodymi ludźmi ewakuowano stamtąd w opancerzonych autobusach.

Po wojnie Eva pełniła służbę w Siłach Obronnych Izraela w jednostce działającej w ramach programu Nahal (takie jednostki pod dowództwem Korpusu ds. Edukacji i Młodzieży łączyły służbę wojskową z ochotniczą działalnością społeczną, organizowaniem lokalnych społeczności oraz pracami rolniczymi). Po zakończeniu służby zdecydowała się studiować muzykologię w Zurychu. Jednak zanim ją ukończyła, wróciła do Izraela w 1966 roku, między innymi po to, żeby zaopiekować się ojcem, który obawiał się rychłego wybuchu konfliktu między Izraelem a sąsiadującymi z nim państwami arabskimi. "Nękał go potworny strach przed wojną", opowiadała. "Obawiał się, że zwyczajnie dorżną nas wszystkich".

Latem 1967 roku wybuchła nowa wojna izraelsko-arabska, zwana sześciodniową. Codziennie przez owych sześć dramatycznych dni Eva wychodziła do Café Kassit przy ulicy Dizengoffa w Tel Awiwie i tam sączyła espresso przy jednym z małych stolików rozstawionych pod lokalem. Lubiła tak przesiadywać pod sześcioma obrazami marionetkowych arlekinów i muzyków, które Yosl Bergner namalował z myślą o frontowej ścianie kawiarni. Lokal służył za miejsce spotkań i plotek dla długowłosych przedstawicieli miejscowej bohemy, wymizerowanych intelektualistów, drobnych handlarzy i wysokich rangą oficerów takich jak Mosze Dajan. (Major Ariel Szaron, późniejszy premier Izraela, któregoś razu zganił pewnego podoficera: "Spędzasz wolny czas w Kassit i rozprawiasz o wszystkim, opowiadasz o naszych tajnych operacjach dziennikarzom "Haolam Hazeh""[2] [był to tygodnik publikowany przez Uriego Awneriego]). Każdy był tu kimś - jak to ujął wspomniany Uri Awneri, który należał do stałych bywalców kawiarni - "ocierał się tam o wszystkich innych liczących się gości i w samym takim ocieraniu już była pewna inspiracja". Z Café Kassit Eva codziennie przynosiła do domu strzępki zasłyszanych rozmów oraz bieżące informacje na temat rozwoju działań wojennych. Jej ojciec z niedowierzaniem przyjmował doniesienia o izraelskich zwycięstwach.

Po wojnie sześciodniowej Eva zaczęła prowadzić zajęcia z muzyki i rytmiki dla pierwszo- i drugoklasistów, znajdując uciechę w ich improwizacjach. W następnym roku poniosła jednak podwójną stratę: najpierw zmarł jej ojciec, a niespełna pięć miesięcy później odszedł pisarz Maks Brod, imigrant z czeskiej Pragi, który był dla niej niczym drugi ojciec. Eva nie potrafiła już odnaleźć przyjemności w muzykowaniu ani w nauczaniu.

Gdy była pogrążona w żałobie, izraelski poeta i pieśniarz Chaim Chefer, kolejny z bywalców Café Kassit, zarekomendował ją do pracy w El Al, izraelskich liniach lotniczych. Przez mniej więcej trzydzieści lat służyła jako członkini personelu naziemnego. "Nie chciałam pracować na pokładzie samolotu", stwierdziła, "ponieważ wolałam być blisko mojej matki". Zamiast latać, odnajdywała niemal dziecięcy zachwyt w przysłuchiwaniu się rykowi samolotowych silników, przypatrywaniu się pracy obsługi naziemnej, a zwłaszcza sygnalistów w jaskrawych, odblaskowych kamizelkach ochronnych i redukujących hałas nausznikach, którzy wymachiwali świecącymi pałkami, by poprowadzić samolot na odpowiednie stanowisko. Na emeryturę przeszła w 1999 roku, w wieku sześćdziesięciu pięciu lat.

Przez wszystkie lata pracy w El Al Eva nigdy nie miała ochoty polecieć do Niemiec. "Nie potrafiłam wybaczyć", stwierdziła. Nigdy też nie wyszła za mąż. "Kiedy usłyszałam, jak zgryźliwie Felix Weltsch [przyjaciel Kafki, który uciekł z Pragi do Palestyny razem z Maksem Brodem] mówił o swojej żonie Irmie, wiedziałam, że nie chcę nigdy wziąć ślubu". Pogodziwszy się z bezdzietnością, zdecydowała się wieść życie w swoistej symbiozie z matką, Esther - oraz swoimi i jej kotami - w niedużym, zagraconym mieszkaniu przy ulicy Spinozy w Tel Awiwie.

Eva Hoffe obracała się w kręgach miejscowych intelektualistów - do grona jej przyjaciół należeli między innymi urodzony w Berlinie poeta hebrajski Natan Zach i artysta Menasze Kadiszman - ale sama nie pretendowała do miana intelektualistki. Wyznała mi zresztą, że nie przeczytała zbyt wielu książek Broda. Eva nie miała dzieci; jej potrzeby zaspokajała grupa oddanych przyjaciół, którzy ją hołubili. Trzech z nich przesiadywało z nią teraz w zakamarku holu Sądu Najwyższego, czekając na rozpoczęcie rozprawy. "Cokolwiek się stanie", przestrzegł ją ten, który trzymał gazetę, "nie odzywaj się ani słowem; żadnych wybuchów". Eva skinęła głową i ujęła własną frustrację w cudze słowa. "Gdyby Maks Brod wciąż żył", rzuciła pod nosem, "przyszedłby do sądu i zawołał: Jetzt Schluss damit! (z niem. Dość już tego!)".

Pewna izraelska powieściopisarka powiedziała mi, że uważała Evę Hoffe za "wdowę po duchu Kafki". Tymczasem Eva, dręczona perspektywą wydziedziczenia, nabrała kafkowskiego zwątpienia w przejrzystość działań wymiaru sprawiedliwości. W słynnym Procesie - niedokończonej powieści Kafki, którą już po śmierci autora zredagował i opublikował właśnie Maks Brod - stryj głównego bohatera, Józefa K., mówi mu: "Ktoś z takim procesem już przegrał z kretesem"[3]. Dziś Eva dawała do zrozumienia, że łamie się pod ciężarem podobnej rozpaczy. "Gdyby to był konkurs przeciągania liny, nie miałabym najmniejszych szans", orzekła. "Staję tutaj przeciwko ogromnie potężnym przeciwnikom, wprost ogromnie". Odnosiła się w tych słowach do państwa Izrael, które twierdziło, że sporne rękopisy, odziedziczone przez matkę Evy po najbliższym przyjacielu Kafki, nie należą do niej, lecz do Biblioteki Narodowej w Jerozolimie.

Wrzawa towarzysząca poprzedniej rozprawie już ustąpiła i zapanował większy spokój. Nadszedł czas, żeby na salę rozpraw weszła Eva, z twarzą wyraźnie pobladłą, ale i zdradzającą czujność. "Jeśli chodzi o mnie", rzekła Eva, przeciskając się przez ciężkie drzwi, które wiodły z holu na salę rozpraw, "słowa "sprawiedliwość" i "uczciwość" zniknęły z mojego słownika".

W Procesie Kafki w sądowych pomieszczeniach panuje półmrok. Sala sądu w Jerozolimie dla kontrastu przypominała wysoko sklepioną kaplicę, której niczym nieprzystrojone, surowe ściany rozjaśniało naturalne światło. Nie było tu zdobień, żadnych złoceń, żadnego blichtru. Prostokątna budowla ufundowana przez mieszkającą w Londynie filantropkę Dorothy de Rothschild została wybudowana z lokalnego kamienia. Budowlę wieńczy pokryta miedzianą blachą piramida inspirowana wyglądem grobowca biblijnego proroka Zachariasza, pomnika starożytnej historii wyciosanego w litej skale Doliny Cedronu.

Dziewięciu prawników w czarnych szatach zasiadało przy półokrągłym stole. Zebrali się, żeby wyartykułować roszczenia trzech - niekoniecznie równorzędnych - stron prawnego sporu: przedstawicieli Biblioteki Narodowej Izraela (którzy mieli przewagę, nazwijmy to, własnego boiska, jako że wszystkie etapy procesu rozgrywano w Izraelu); reprezentantów Niemieckiego Narodowego Archiwum Literatury w Marbach (którzy z kolei mieli przewagę w postaci ogromnych zasobów finansowych, jakimi nie dysponowała żadna z pozostałych stron); oraz Evy Hoffe (która przynajmniej na razie posiadała skarb upragniony przez pierwszych i drugich). Wszyscy uczestnicy zaczęli ze sobą polemizować z wykorzystaniem wszelkich środków prawnych i jednocześnie każdy (w odpowiednim czasie również sędziowie) starał się lawirować między dwoma retorycznymi rejestrami: prawniczym i symbolicznym. Postępowanie miało rzucić nowe światło na kwestie o żywotnym znaczeniu dla Izraela i Niemiec oraz dla wciąż trudnych i delikatnych relacji między oboma państwami. Zarówno archiwum z Marbach, jak i Biblioteka Narodowa Izraela zaakcentowały w sądzie troskę o narodową przeszłość (choć zrobiły to w bardzo różny sposób); obie strony starały się wykorzystać Kafkę jak cenną zdobycz dla uhonorowania owej przeszłości, tak jakby pisarz był narzędziem budowy narodowego prestiżu.

Prawnicy, odwróceni plecami do rzędów publiczności, stali naprzeciwko trzech sędziów zasiadających na podwyższonym podeście: Yorama Danzigera (wcześniej doskonałego adwokata) po lewej stronie, Elyakima Rubinsteina (byłego prokuratora generalnego) pośrodku oraz Zviego Zylbertala (wcześniej orzekającego w Sądzie Okręgowym w Jerozolimie) po prawej. Właśnie ci ludzie mieli za zadanie ocenić zasadność poszczególnych roszczeń.

Eva zasiadała samotnie w pierwszym rzędzie. Kilka miesięcy wcześniej miałem okazję spotkać ją na telawiwskiej ulicy Ibn Gvirola, niedaleko jej mieszkania. Wówczas wędrowała po mieście, jak się zdawało, beztrosko i bez żadnego towarzystwa. Dzisiaj zaś na jej twarzy, naznaczonej przebarwieniami, malował się wyraz niezmąconej uwagi i przenikliwości. Zajęła miejsce w ławie tuż za swoim adwokatem Elim Zoharem, śmiałym procesualistą, a do tego człowiekiem świetnie ustosunkowanym, który reprezentował rozmaitych członków zarządów firm, wysokiej rangi oficerów Sił Obronnych Izraela, wpływowych ludzi z kręgów izraelskiego przemysłu wojskowego czy osoby należące do Shabak (czyli Służby Bezpieczeństwa Ogólnego zajmującej się kontrwywiadem i bezpieczeństwem wewnętrznym). Z niezbyt wielkim powodzeniem reprezentował również byłego premiera Izraela Ehuda Olmerta. (Olmert, skazany za nadużycie zaufania w 2012 roku oraz przyjmowanie łapówek w 2014, w lutym 2016 roku rozpoczął odbywanie kary dziewiętnastu miesięcy więzienia). Eva w ciągu ośmiu lat kilka razy zmieniała adwokatów: zanim ostatecznie zdecydowała się na Zohara, reprezentowali ją w różnych okresach: Yeshayahu Etgar, Oded Cohen i Uri Zfat. Eva powiedziała mi, że ustanowiła na swoim mieszkaniu zastaw, aby Zohar otrzymał wynagrodzenie w razie jej śmierci przed końcem procesu.

Zohar, z rzednącymi włosami sczesanymi na bok i czarną togą, która zwisała idealnie prostopadle do wypolerowanej posadzki, chrząknął i przemówił bez przesadnej kurtuazji - w sposób raczej prostolinijny niż popisowy. Rozpoczął swoje wystąpienie od stwierdzenia, że sąd nie musi podejmować żadnej decyzji. W istocie bowiem rozstrzygnięcie zapadło już przed czterdziestu laty. Kiedy Franz Kafka zmarł na gruźlicę w 1924 roku, miesiąc przed swoimi czterdziestymi pierwszymi urodzinami, jego najbliższy przyjaciel i orędownik Maks Brod - który sam był płodnym i uznanym pisarzem - zdecydował nie wypełniać ostatniej instrukcji Kafki, by spalić wszystkie pozostałe po nim rękopisy, dzienniki i listy - bez ich czytania. Zamiast tego Brod zachował wspomniane pisma i poświęcił resztę swojego życia na to, by wynieść Kafkę na piedestał jako najbardziej proroczego i niepokojącego kronikarza XX stulecia. Kiedy Brod zmarł w Tel Awiwie w 1968 roku, wspomniane rękopisy trafiły w ręce jego sekretarki i powierniczki Esther Hoffe, matki Evy.

W 1973 roku, pięć lat po śmierci Broda - kontynuował Zohar - Izrael pozwał Esther Hoffe, oskarżając ją o posiadanie rękopisów Kafki, które odziedziczyła. Sprawę skierowano do Sądu Okręgowego w Tel Awiwie i zajmował się nią sędzia Yitzhak Shilo. W styczniu 1974 roku sędzia Shilo uznał, że ostatnia wola Broda "pozwala pani Hoffe za życia rozporządzać tym majątkiem wedle jej własnej woli".

Przywołując ten precedens, Zohar przed obliczem sądu przekonywał, że bieżące postępowanie było - jeśli wolno mu tak z całym szacunkiem stwierdzić - niepotrzebne. Nie było powodu, by ponownie rozsądzać sprawę, która przyznała Esther prawo do tego, co już i tak znajdowało się w jej posiadaniu.

Ten argument nie zrobił wielkiego wrażenia na sędzim Rubinsteinie. Z manierą godną dyrektora szkoły oraz wyrazistą aurą wszechwiedzy i pełni kompetencji sędzia szybko uporał się z postulatem Zohara. "Proszę, żeby pan mimo wszystko chwycił byka za rogi. Nie możemy poświęcać zbyt wiele czasu wyrokowi sędziego Shilo, który jest nam znany. Proszę zatem przejść dalej".

Niewzruszony tym Zohar postanowił spróbować innej taktyki: dlaczego - zapytał - majątki Kafki i Broda miałyby trafić do Biblioteki Narodowej Izraela, instytucji, której ewidentnie brakowało ekspertów zdolnych do rzetelnego rozeznania się w dziedzinie literatury niemieckiej?

Prawdziwym problemem - wtrącił sędzia Zylbertal z prawego krańca podestu - nie jest to, czy biblioteka potrafi zapewnić ekspertów, lecz to, czy może w odpowiedni sposób przechować te materiały i udostępnić je naukowcom, którzy zechcieliby do nich zajrzeć.

Głos zabrał adwokat Yossi Ashkenazi, wyznaczony przez sąd zastępca wykonawcy testamentu Maksa Broda, młodszy i gładszy w obejściu niż Zohar, jednocześnie wypowiadający się w mniej zawiły sposób. Brod pozwolił Esther Hoffe zadecydować, jak i komu przekaże rękopisy - przekonywał - ale nie przekazał tego samego prawa jej spadkobiercom. Innymi słowy, Brod "nie chciał, żeby jej córki zajmowały się tą sprawą".

Eva spuściła swoje niebieskie oczy i pokręciła głową, jej długie włosy zakołysały się lekko. Poza tym jednak powstrzymała jakiekolwiek oznaki poirytowania.

W tym momencie z prawego kąta sali wystrzelił adwokat Meir Heller, człowiek o łysej niczym armatni pocisk, a do tego wypolerowanej na wysoki połysk głowie. Heller, który reprezentował Bibliotekę Narodową Izraela w trakcie całej ośmioletniej batalii prawnej, ruszył jak do bijatyki. Obwiniał Esther Hoffe o to, że uniemożliwiała naukowcom dostęp do manuskryptów, które trzymała pod kluczem przez całe dziesięciolecia. Jednocześnie radził sądowi, żeby położył kres tej niedopuszczalnej sytuacji. Adwokat podkreślił, że każdego roku do Biblioteki Narodowej zgłaszały się setki naukowców, aby przeglądać osobiste materiały tysięcy żydowskich pisarzy, których archiwa owa instytucja przechowywała. Wyraził też nadzieję, że dokumenty Kafki ocalone przez Broda wkrótce znajdą tam najwłaściwsze miejsce. Trudno było nie dostrzec podtekstu jego wypowiedzi: Kafka, autor żydowskiej literatury, nawet jeśli zapisanej w nieżydowskim języku, należy jednak do państwa żydowskiego.

"Próby przedstawiania Kafki jako żydowskiego pisarza to niedorzeczność", tłumaczyła mi pewnego razu Eva. "Nie kochał wcale swojego żydowskiego pochodzenia. Pisał z serca, słowa wypływały z jego głębi. Nie prowadził dialogu z Bogiem". Ale nawet ci, którzy uznają go za żydowskiego pisarza - podkreślała - nie mogą z tego w żaden uprawniony sposób wywodzić czegokolwiek na temat "odpowiedniego domu" dla jego literackiej spuścizny. "Archiwum Natana Altermana znajduje się w Londynie, natomiast Yehudy Amichaja w New Haven", dodała, odnosząc się do dwóch spośród kilku najbardziej ukochanych poetów Izraela. "Jakim prawem archiwum żydowskiego pisarza musiałoby pozostać w Izraelu?". Gdy mówiła, dostrzegłem, jak zmienia się jej głos między słowami "kochać" i "prawo"[4].

Oczywiście Amichaj cieszył się luksusem decydowania za życia, gdzie po jego śmierci powinny się znaleźć jego archiwalia. Brod nie mógł już powiedzieć nam o swoich preferencjach nic. Pośmiertne rozporządzanie majątkiem literackim (niem. Nachlässe) to nie to samo co nabywanie materiałów od żywych autorów (niem. Vorlässe). Ale w przypadku Evy Hoffe można było mówić o innych precedensach. Na przykład brytyjski powieściopisarz Kingsley Amis (1922-1995) stwierdził niegdyś, że irytuje go pomysł, iż rękopisy brytyjskich autorów powinny pozostawać w Wielkiej Brytanii. Nie roztkliwiał się również nad tym, że jego manuskrypty opuszczają Anglię:

 

Sprzedam dowolny z moich rękopisów temu, kto zaoferuje największą kwotę, zakładając, że oferent będzie miał odpowiednią renomę. A przy tym z całą pewnością nie będę w jakikolwiek sposób uprzedzony do kraju pochodzenia takiego oferenta. Nie wydaje mi się bardziej osobliwe to, że Tate Gallery ma sporą kolekcję (dajmy na to) obrazów Moneta, niż to, że Uniwersytet w Buffalo ma zbiór (dajmy na to) rękopisów Roberta Gravesa [angielskiego poety i powieściopisarza].

 

W 1969 roku Amis sprzedał półtorej skrzyni swoich rękopisów ośrodkowi badań humanistycznych Harry Ransom Humanities Center w Teksasie[5]. Piętnaście lat później sprzedał pozostałą część swoich archiwaliów oraz prawa do przyszłych manuskryptów bibliotece Huntington Library w San Marino w Kalifornii (co ciekawe, ta sama amerykańska biblioteka ma jedną z najwspanialszych na świecie kolekcji wczesnych wydań dzieł innego wybitnego pisarza angielskiego: Williama Szekspira).

Cztery dni przed przesłuchaniem w Sądzie Najwyższym w Jerozolimie niemieccy parlamentarzyści w Berlinie dali przykład na to, jak europejskie państwa usiłują ograniczyć tego rodzaju transakcje. 23 czerwca 2016 roku Bundestag przyjął kontrowersyjne prawo ochrony dziedzictwa kulturowego mające na celu zatrzymanie w Niemczech dzieł uznawanych za "skarby narodowe" (definiowane jako "dobra narodowej kultury o istotnym znaczeniu dla narodu", których wywiezienie z kraju spowodowałoby "znaczącą stratę"). Jak tłumaczyła Monika Grütters, minister ds. kultury i mediów Republiki Federalnej Niemiec: "Naród niemiecki ma obowiązek gromadzić i zachowywać swoje dobra kulturowe". Grütters odrzuciła obawy, jakoby ustawa miała zostać wykorzystana do "nacjonalizacji" dzieł niemieckiej sztuki i literatury znajdujących się w prywatnych rękach. Podkreśliła przy tym: "Według mnie ochrona to nie to samo co wywłaszczanie".

Podczas gdy prawnicy zasiadający w sali rozpraw izraelskiego sądu debatowali, gdzie kończy się ochrona, a zaczyna wywłaszczanie, stało się jasne, że roszczenia Izraela starającego się uznać Kafkę za żydowskiego twórcę zależały nie tylko od ewentualnego stwierdzenia żydowskiego pochodzenia pisarza i jego żydowskości, lecz także od zdefiniowania go przez to, czym nie jest - innymi słowy, od stwierdzenia, że nie jest niemieckim "skarbem narodowym".

Meir Heller usiadł na swoim miejscu, a do sądu zwrócił się adwokat Sa'ar Plinner, przemawiając tyleż zwięźle, co rzeczowo. Jego klientem było Niemieckie Narodowe Archiwum Literatury w Marbach pod kierownictwem Ulricha Raulffa, które pragnęło uzupełnić swoje światowej klasy zbiory materiałów prominentnych pisarzy o Kafkę i Broda. Plinner wyznał mi potem, że otrzymał od Raulffa precyzyjne instrukcje, co ma mówić i czego nie powinien, aby poprzeć prawo Evy Hoffe do sprzedaży ich literackiej spuścizny Niemcom. Zasadniczo archiwum w Marbach podkreślało, że w Niemczech Kafka mógłby liczyć na uniwersalny odbiór (a więc z obiektywnego punktu widzenia "osoby znikąd", o ile w ogóle było to możliwe), natomiast w Izraelu, gdzie niektórzy są skłonni redukować Kafkę wyłącznie do bycia twórcą żydowskim, byłby odczytywany w sposób bardziej zaściankowy i specyficzny.

Dyrektorzy Niemieckiego Narodowego Archiwum Literatury w Marbach, doskonale świadomi tego, że na wcześniejszych etapach procesu poczynali sobie w pewnym stopniu nietaktownie, pragnęli w tym decydującym momencie zachować większy umiar i postępować delikatniej. Dlatego też zgodnie z otrzymanymi instrukcjami Plinner jedynie podkreślił, że ze względu na obfitość materiałów wcześniejsze próby dokonania inwentaryzacji majątku Maksa Broda były niekompletne. "Obecnie nie sądzę, by ktokolwiek tak naprawdę wiedział, co tam właściwie jest", orzekł.

Przed upływem godziny sędzia Rubinstein postanowił zamknąć rozprawę. Podobnie jak jego dwaj koledzy po fachu udał się do swojego gabinetu. Eva w towarzystwie przyjaciół niespokojnie przechadzała się po sądowym holu. "Kiedy zapadnie werdykt?", ktoś zapytał. Jeden z asystentów Eliego Zohara odpowiedział słowami średniowiecznego komentatora Biblii Rashiego: "Istnieje taka przyszłość, która oznacza nasze jutro - tłumaczył Rashi - oraz istnieje taka przyszłość, która oznacza przyszłe życie"[6].

Tymczasem nieskora do okazywania szacunku Eva zauważyła, że Eli Zohar najwyraźniej cierpiał wskutek letniego przeziębienia. "Nie był dzisiaj w najlepszej formie", oznajmiła. Najwyraźniej chciała dać wszystkim do zrozumienia, że potrafi wytrzymać tak wielką presję, że jest zbudowana z twardszego materiału. Gdy opuszczała hol, by skierować się do pieszej kładki łączącej gmach Sądu Najwyższego z gwarnym centrum handlowym po drugiej stronie, rzuciła na odchodne: "Mimo wszystko mam nadzieję wbrew wszelkiej nadziei. Koniec końców, nazywam się Hoffe (z niem. mam nadzieję)".

Kiedy odeszła, pomyślałem o Kafkowskiej parafrazie znanej łacińskiej sentencji, która mówiła o nieustępliwości: dum spiro spero - dopóki oddycham, mam nadzieję. Maks Brod w biografii Franza Kafki swojego autorstwa relacjonuje pewną rozmowę, w której Kafka zasugerował, że ludzkie istoty być może są niczym więcej jak tylko "nihilistycznymi myślami, budzącymi się w głowie Pana Boga". Brod zapytał wówczas: "Więc nie ma nadziei poza obrębem naszego świata?". Kafka odparł: "Jest wiele nadziei - dla Boga - nieskończenie wiele nadziei - tylko nie dla nas"[7]. I kiedy niewielka postać Evy znikała już w oddali, zastanawiałem się, czy Kafka - z jego "wielką pasją, by uczynić siebie kimś nieznaczącym", jak to ujął inny wyborny niemieckojęzyczny pisarz żydowski Elias Canetti - wzdrygnąłby się na myśl o żądzy zawłaszczenia i posiadania, jaką przejawiali uczestnicy procesu. Może zechciałby przypomnieć nam, że to, co posiadamy, może nas zatruwać, ale nawet bardziej może nas zatruwać to, czego nie posiadamy?

ROZDZIAŁ DRUGI
"Fanatyczne uwielbienie": pierwsza ofiara uroku Kafki

Uniwersytet Karola, Praga, 23 października 1902 roku

 

"Książka musi być siekierą na zamarznięte morze w naszym wnętrzu"- Franz Kafka, fragment listu do Oskara Pollaka, 27 stycznia 1904 roku[8]

 

"Tam, gdzie brakuje wiary, wszystko wydaje się nagie i zlodowaciałe"- Maks Brod, 1920 rok

 
 

Pragnąc zaimponować towarzyszom, Maks Brod, lat osiemnaście, student pierwszego roku prawa na Uniwersytecie Karola w Pradze, właśnie rozpętał dyskusję na temat filozofii Arthura Schopenhauera. Rzecz działa się w sali klubowej na drugim piętrze gmachu Związku Studentów Niemieckich przy Ferdinandstrasse. Na komodzie nieopodal ciężkich kotar, w sąsiedztwie gazet z całej Europy spoczywały na tacach kromki grubo pokrojonego, posmarowanego masłem chleba. Od dwóch lat Brod miał wręcz obsesję na punkcie Schopenhauera. Mógł bez trudu przytaczać z pamięci całe obszerne fragmenty jego prac. "Kiedy skończyłem lekturę tomu szóstego [jego dzieł zebranych]", wspominał Brod, "natychmiast powróciłem po raz kolejny do tomu pierwszego".

Zza pulpitu doskonale widoczna była nieproporcjonalnie duża, osadzona na krępym torsie głowa Broda. Choć w tym czasie nie sposób było to już odgadnąć, deformacja kręgosłupa (kifoza) zdiagnozowana u niego, kiedy miał zaledwie cztery lata, zmuszała go w dzieciństwie do noszenia żelaznego gorsetu i obręczy szyjnej.

Maks Brod urodził się w 1884 roku w żydowskiej rodzinie należącej do klasy średniej i zamieszkującej w Pradze co najmniej od XVII stulecia. Był najstarszy spośród trojga dzieci. W wieku niemowlęcym przeszedł odrę i szkarlatynę, a także niemal śmiertelny atak dyfterytu. Ojciec Maksa, Adolf, zastępca dyrektora Powszechnego Banku Czeskiego, był człowiekiem dobrze wychowanym, wytwornym, powściągliwym i bezkonfliktowym; z kolei jego matka Fanny (z domu Rosenfeld) była istnym wulkanem nieokiełznanych emocji. W swojej dygresyjnej autobiografii zatytułowanej Streitbares Leben: Autobiographie (Zawadiackie życie. Autobiografia) Brod zanotował: "W moim bracie [Ottonie] podobnie jak w mojej siostrze [Sophii] żywiołowa energia mojej matki łączyła się ze szlachetnością i życzliwością mojego ojca, by wytworzyć doskonale ukształtowany, zrównoważony charakter. Tymczasem we mnie było wiele niestabilności i zawsze musiałem wielce się starać, żeby zachować pozory wewnętrznej równowagi".

Towarzyskie usposobienie Broda wydawało się nieadekwatne do jego niepozornego wyglądu, ale w rozmowie szybko zapominało się o pewnych dysproporcjach jego sylwetki. Jego przyjaciel Stefan Zweig, austriacki pisarz żydowskiego pochodzenia, w następujący sposób opisywał Broda w czasach studenckich: "Wciąż pamiętam moment, kiedy zobaczyłem go pierwszy raz - dwudziestojednoletniego młodzieńca, niewysokiego, wychudzonego, bezgranicznie skromnego [...]. Taki właśnie wówczas był, ten młody poeta całkowicie oddany wszystkiemu, co wydawało mu się wielkie, wszystkiemu, co osobliwe, wysublimowane czy cudowne, pod każdą postacią".

Gdy towarzystwo już się rozeszło, pewien tyczkowaty, mierzący metr osiemdziesiąt, a przy tym nadzwyczaj schludnie ubrany student wyższego roku zbliżył się w kilku długich susach do pulpitu. Miał wręcz perfekcyjnie zawiązany krawat. Brod nigdy wcześniej go nie spotkał. Franz Kafka przedstawił się i zaproponował Brodowi, że odprowadzi go do domu. "[Jego] wygląd zewnętrzny i zachowanie były uosobieniem niepozorności - nawet jego eleganckie ubrania, przeważnie granatowe, nigdy nie rzucały się w oczy, harmonizując z jego skromną powściągliwością", wspominał Brod. "Wówczas jednak coś go we mnie widać przyciągnęło, był bardziej rozmowny niż zwykle, a nasza niekończąca się podczas wzajemnego odprowadzania się tam i z powrotem rozmowa zaczęła się od ostrego zaatakowania przezeń moich nadto wulgarnych sformułowań"[9]. Kiedy w końcu dotarli pod adres Schallengasse 1, gdzie Brod mieszkał ze swoimi rodzicami, wciąż toczyli ożywioną dyskusję. Pomaszerowali zatem dalej żwawym krokiem - Brod usilnie starał się dotrzymać szybkiego tempa - na ulicę Zeltnergasse, gdzie Franz Kafka mieszkał ze swoimi rodzicami i siostrami, a następnie udali się z powrotem tą samą drogą. Po drodze obaj studenci dysputowali o atakach Nietzschego na Schopenhauera oraz Schopenhauerowskim ideale wyrzeczenia się i przekroczenia siebie, a także jego definicji geniuszu: "Genialność", napisał ten filozof, "jest zatem zdolnością czystej obserwacji, zagubienia się w oglądzie i wyłamania się poznania, które pierwotnie istnieje tylko dla służby woli, z tej służby, tj. całkowitej utraty z oczu swoich interesów, swoich chęci, swoich celów, a następnie zupełnego wyzbycia się na jakiś czas swojej osobowości, czyli pozostania tylko podmiotem poznającym, niezaćmionym okiem świata"[10]. Brod odnotował wówczas także kolor oczu Kafki, który określił jako "żywą, skrzącą się szarość". Ponieważ Kafka nie wykazywał ani ochoty, ani zdolności do abstrakcyjnego filozofowania, dość szybko zboczył na tematy literackie. Z rozbrajającą prostotą zaproponował rozmowę o austriackim pisarzu Hugonie von Hofmannsthalu, dziesięć lat od nich starszym. (Jednym z pierwszych prezentów, jakie Kafka podarował Brodowi, było specjalne wydanie Das Kleine Welttheater [Mały teatr świata] Hofmannsthala z 1897 roku, w wytłaczanej oprawie).

Studenci zaczęli się spotykać niemal codziennie, niekiedy nawet dwukrotnie w ciągu dnia. Broda przyciągał do Kafki łagodny spokój starszego kolegi, pewna sugestywna i szlachetna aura pewności, a także emanacja jakiejś niezwykłej mocy - jak sam Brod to ujmował w biografii Kafki. W oczach Broda był on człowiekiem mądrym i zarazem dziecinnym. W swoich wspomnieniach Brod opisywał "zderzenie dusz", do którego doszło, kiedy wspólnie czytali po grecku Protagorasa Platona albo po francusku Szkołę uczuć (1869) i Kuszenie świętego Antoniego (1874) Gustave'a Flauberta. (Wśród wielu innych prezentów Kafka podarował Brodowi książkę o Flaubercie autorstwa René Dumesnila). "Od samego początku współdziałało tu również nieskończone mnóstwo drobnych, samych przez się nic nieznaczących okoliczności, sprawiających, że dopełnialiśmy się wzajemnie", zapisał Brod. "Nie będę udawał fałszywej skromności i wyznam otwarcie: Kafka czuł się równie wzbogacony przeze mnie, jak ja przez niego"[11]. Na nieco bardziej przyziemnej płaszczyźnie Brod między innymi wspierał Kafkę przy zdawaniu jednego z ustnych egzaminów z zakresu prawa. "Tylko twoje notatki mnie ocaliły", powiedział potem Kafka Brodowi.

Dwaj młodzi mężczyźni okazjonalnie spędzali razem wieczór w kinie lub w kabarecie Chat Noir. Wprawdzie rozmawiali wyłącznie po niemiecku, zdarzało im się śmiać z niektórych czeskich powiedzeń bądź słów, takich jak člobrdo (biedna chłopina). Lubili rozprawiać o nowym rodzaju maszyny do prezentacji stereoskopowych przezroczy, fotoplastykonie, po niemiecku zwanej szumnie Panoramą Cesarską (Kaiser-Panorama). W niedziele często wybierali się na wycieczki piesze za miasto, niekiedy udawali się na całodniową wyprawę do zamku Karlštejn, monumentalnej gotyckiej warowni leżącej na południe od Pragi, gdzie przechowywano czeskie klejnoty koronne, święte relikwie oraz bezcenne dokumenty archiwów państwowych. Kiedy przechadzali się pośród spacerujących par po obsadzonych szpalerami drzew ścieżkach parku Baumgarten znanego jako "praski Prater", omawiali różnice między tekstami powieści a ich inscenizacjami teatralnymi. Kafka rozśmieszał Broda, naśladując sposób, w jaki niektórzy spacerowicze wspierali się na swoich laskach. Chętnie pływali w Wełtawie, a po kąpieli w praskiej łaźni na świeżym powietrzu wylegiwali się na trawie pod kasztanowymi drzewami. "Kafka i ja mieliśmy osobliwe przekonanie, że można zapanować nad jakimś krajobrazem dopiero wówczas, gdy pływanie w wodzie ustanowi fizyczną więź z owym miejscem", wspominał Brod.

Reiner Stach, biograf Kafki, donosi, że kiedy Kafka i Brod odwiedzili jezioro Maggiore, rozpoczęli zwiedzanie od kąpieli, a potem "obejmowali się, stojąc w wodzie - co musiało wyglądać nieco dziwacznie, zwłaszcza jeśli uwzględnić ich różnicę wzrostu". Wypoczywali również w miejscowości Riva nad jeziorem Garda przy granicy austriacko-włoskiej; odwiedzili dom Goethego w Weimarze; zatrzymali się w hotelu Belvéd?re au Lac w Lugano w Szwajcarii.[12] W 1909 roku oglądali pokazy lotnicze zorganizowane na lotnisku w Montichiari nieopodal Brescii w północnych Włoszech. Wymieniali się potem swoimi zapiskami z dzienników podróży. Dwukrotnie wybrali się razem do Paryża: w październiku 1910 roku, a potem raz jeszcze pod koniec przedłużonej letniej wyprawy w 1911 roku. Podczas tej podróży Kafka i Brod obmyślili nowy rodzaj praktycznego przewodnika, który byłby nader przydatny w takim wojażowaniu. "Miał on się nazywać Tanio. A więc na przykład Tanio przez Szwajcarię, Tanio w Paryżu i tak dalej", zapamiętał Brod. "Franz był niestrudzony, wręcz z dziecinną uciechą wchodząc w najdrobniejsze szczegóły, koncypował zasady nowego przewodnika, który miał nam przynieść miliony, a przede wszystkim wyzwolenie od przeklętej posady"[13]. Dla obmyślanej serii wybrali nawet motto: "Po prostu się odważ!".

Brod, choć tak troskliwy i opiekuńczy, jak tylko można to sobie wyobrazić, bywał zmęczony czymś, co nazwał "beznadzieją Kafki". "Jest dla mnie całkiem jasne", zanotował w swoim dzienniku w 1911 roku, "że [...] Kafka cierpi z powodu obsesyjnej neurozy". Jednak tego rodzaju spostrzeżenia nie przeszkadzały Brodowi w odczuwaniu jednocześnie coraz większej admiracji. "Nigdy w życiu nie byłem już potem tak pogodny jak w czasie owych urlopów spędzanych z Kafką", napisał Brod. "Wszystkie troski, wszystkie przykrości pozostawialiśmy w Pradze. Stawaliśmy się rozbawionymi dziećmi, przychodziły nam do głowy przezabawne i najdziwniejsze pomysły - było to wielkie szczęście przebywać w bliskości Kafki i napawać się celnością jego żywej myśli (nawet jego hipochondria miała w sobie coś dowcipnego i fascynującego)"[14].

Również kiedy nie przebywali razem, Brod podkreślał: "był dla mnie zawsze w najdoskonalszym tego słowa znaczeniu obecny, wiedziałem dokładnie, co powiedziałby w tej czy owej sytuacji"[15]. Kiedy Brod przebywał na wakacjach bez Kafki, często przysyłał przyjacielowi kartki pocztowe. Na przykład pewnego razu przesłał mu widokówkę z Wenecji, na której widniała reprodukcja obrazu Belliniego przedstawiającego Wenus, boginię miłości. "Przez krótki czas", pisze Reiner Stach, Kafka "rozważał nawet rozpoczęcie pisania nowego prywatnego notatnika, który miał być poświęcony wyłącznie jego relacji z Brodem".

Niemniej różnice między dwoma młodymi mężczyznami - jednym wylewnym i towarzyskim, drugim introwertycznym i trudno dostępnym - były ewidentne dla wszystkich. Brod, z całą swoją joie de vivre, stale ożywiony nadmiarem energii, emanował witalnością, był pełen werwy, wydawał się pozostawać w komunii z pełnią ludzkiego życia. Tego Kafce brakowało. Brod, człowiek o pogodniejszym temperamencie, mniej skonfliktowany z samym sobą, zdawał się wolny od tego rodzaju wątpliwości, jakie towarzyszyły niezmordowanej samokontroli u Kafki. Ponadto o ile Kafka niespecjalnie dbał o takie sprawy jak światowy sukces, Broda - używając słów Arthura Schnitzlera - "pochłaniała własna ambicja, rzucał się na okazje niczym fanatyk".

Kafka wykazywał skłonność do kierowania swojej energii do własnego wnętrza. Jego obsesja pisarska przydawała mu swoistego ascetyzmu, którego zupełnie nie miał Brod. "Skoro tylko ustrój mój uświadomił sobie, że pisanie jest najpłodniejszą dążnością mojej istoty, wszystko skoncentrowało swój napór w tym kierunku", zanotował Kafka w Dziennikach pod datą 3 stycznia 1912 roku, "zostawiając odłogiem wszelkie sprawności zwrócone ku rozkoszom płci, jedzenia, picia, filozoficznych rozważań, a w pierwszej mierze muzyki"[16]. "Nienawidzę wszystkiego, co nie ma związku z literaturą"[17], wyznał 21 lipca 1913 roku. "Zważywszy, że nie jestem niczym innym, jak tylko człowiekiem pióra, że niczym innym być nie mogę i nie chcę [...]", dodał tego samego lata, 21 sierpnia 1913 roku. "Wszystko, co nie jest literaturą, nudzi mnie i budzi moją nienawiść, ponieważ przeszkadza mi i hamuje mój rozwój, choćby tylko w subiektywnym słów tych rozumieniu"[18]. W innym wpisie w Dziennikach, z 6 sierpnia 1914 roku, ujął to w inny sposób: " Z punktu widzenia literatury mój los jest bardzo prosty. Talent do przyoblekania w zewnętrzny wyraz mojego śnionego życia wewnętrznego w sennych marzeniach zepchnął wszystko inne do rzędu spraw mniej ważnych, gdzie zaczęło ono w przerażający sposób pokracznieć i pokracznieje nieustannie. Nic innego nie zdoła mnie nigdy zadowolić"[19].

Dały się zauważyć również inne wyraziste kontrasty. Brod jako uzdolniony kompozytor i pianista miał wielką wrażliwość muzyczną i wyrafinowany gust. Dopasowywał muzykę do tekstów Heinego, Schillera, Flauberta czy Goethego. (Studiował kompozycję muzyczną pod kierunkiem Adolfa Schreibera, wychowanka Antonína Dvořáka; szczycił się także tym, że jeden z jego dalekich krewnych, Henri Brod, był sławnym francuskim oboistą). Stefan Zweig zapamiętał, jak "jego drobne, niemalże dziewczęce dłonie z łagodną biegłością przesuwały się nad klawiaturą fortepianu". Pewnego wieczoru w 1912 roku, kiedy Albert Einstein prowadził wykłady w Pradze, Brod i słynny niemiecki fizyk zagrali razem sonatę skrzypcową. Leon Botstein, amerykański dyrygent i przewodniczący Bard College, spekuluje, że w przypadku Broda "muzyka umożliwiła to, co wydawało się niemożliwe w polityce: nawiązanie zgodnej komunikacji pomiędzy Czechem a Niemcem".

Kafka natomiast przeciwnie: przyznawał się do "niezdolności odnalezienia rozumnej przyjemności w słuchaniu muzyki". Nigdy nie chadzał do opery czy na koncerty muzyki klasycznej. Brodowi wyznał, że nie byłby w stanie odróżnić utworu Franza Lehára, kompozytora lekkich operetek, od dzieła Richarda Wagnera, twórcy, który dał wyraz dionizyjskim porywom germańskich mitów. (Brod wielce podziwiał muzykę Wagnera i twierdził, że nigdy nie czytał antysemickich elaboratów niemieckiego kompozytora).

Muzyka oczywiście występuje w literackiej twórczości Kafki. Na przykład w noweli Przemiana Gregor Samsa, przemieniony w odpychającego insekta, wypełza ze swojego pokoju przyciągany wibrującymi dźwiękami skrzypiec jego siostry Grete. "Czy był zwierzęciem, skoro muzyka tak go pociągała?", zapytuje narrator opowiadania. "Było mu tak, jak gdyby ukazała mu się droga do upragnionego, nieznanego pożywienia. Zdecydowany był podpełznąć aż do siostry, pociągnąć ją za sukienkę i dać jej w ten sposób do zrozumienia, że mogłaby przecież przyjść ze swymi skrzypcami do jego pokoju, gdyż nikt tutaj nie cenił jej gry tak bardzo, jak on pragnął ją cenić"[20]. W pierwszej powieści Kafki zatytułowanej Ameryka[21] Karl wyraża tęsknotę imigranta przez amatorskie wykonania pewnej żołnierskiej pieśni ze swojej opuszczonej ojczyzny. W krótkim opowiadaniu Dociekania psa psi narrator poświęca swoje życie na naukowe badania zagadki siedmiu tańczących "muzycznych psów" (Musikerhunde), których melodie go przytłaczają, a w końcu przywracają psiej społeczności.

A jednak twórca postaci Gregora Samsy uważał się za osobę "niemającą kompletnie nic wspólnego z muzyką", choć to oderwanie od świata muzyki przepełniało go "spokojną, słodko-gorzką żałobą". "Muzyka jest dla mnie niczym ocean", twierdził Kafka. "Czuję się zniewolony i przeniesiony w stan zdumienia. Jestem entuzjastyczny, ale równocześnie niespokojny, kiedy staję w obliczu nieskończoności. Jestem, to oczywiste, tylko biednym żeglarzem. Maks Brod to ktoś z przeciwnego bieguna. Rzuca się cały z impetem w fale dźwięków. To jest prawdziwie mistrzowski pływak"[22].

Kafka nie mógł również dorównać Brodowi pod względem pasji erotycznych wyrażanych zarówno w życiu, jak i literaturze. Wspólnie odwiedzali burdele w Pradze, Mediolanie, Lipsku czy Paryżu. Brodowi, który regularnie bywał w wytwornych praskich domach publicznych, takich jak Salon Goldschmied, "zdarzało się w swoim dzienniku wpadać w zachwyt nad sterczącymi piersiami jakiejś młodej prostytutki", zauważa Reiner Stach. Inaczej było z Kafką, który po odwiedzeniu jednego z trzydziestu pięciu praskich burdeli wyznał Brodowi, że odczuwał "rozpaczliwą potrzebę po prostu zwykłej pieszczoty". Brod, miłośnik kobiecej urody i zdeklarowany kobieciarz, rozmawiał z Kafką o swojej "naturalnej skłonności względem kobiet, poczuciu całkowitego im oddania". Brod mógł wybrać się do Café Arco i rozwodzić publicznie o erotycznych ilustracjach Aubreya Beardsleya albo czytać na głos "z gorączkowym zapałem" wspomnienia Casanovy zawierające relacje z jego spotkań z kobietami (Kafka natomiast "uważał je za nudne", jak zanotował Brod). "Dla mnie", tłumaczył Brod Kafce, "świat nabiera sensu jedynie z pośrednictwem kobiety". Być może Kafka myślał właśnie o Brodzie, kiedy napisał, że "mężczyźni szukający ratunku zawsze zwracają się do kobiet"[23].

Jednak dla Broda seks - i odkupicielska moc kobiet - był całkiem poważną sprawą. "Spośród wszystkich posłańców Boga", napisał Brod, "Eros przemawia do nas z największą siłą. Najszybciej zaciąga on człowieka przed oblicze Bożej chwały". W przeciwieństwie do chrześcijaństwa, które jak mawiał Brod, przydaje "ponurą twarz" cielesności, judaizm pozwala czerpać z mocy cielesnej. "Ogromnym, promieniejącym przez tysiąclecia osiągnięciem judaizmu", napisał Brod w swoim ostrym, 650-stronicowym traktacie filozoficznym z 1921 roku Heidentum, Christentum, Judentum (Pogaństwo, chrześcijaństwo, judaizm), "jest to, że docenił on ziemski cud, najczystszą formę tej Bożej łaski, "Boski płomień" miłości - i to nie w jakiejkolwiek niejasnej duchowej postaci miłości, lecz w bezpośrednim erotycznym uniesieniu mężczyzny i kobiety"[24].

Znaczna część przestylizowanej twórczości Broda w podobny sposób obraca się wokół erotyki. W jego niezbyt obszernej powieści Ein tschechisches Dienstmädchen (Czeska pokojówka) z 1909 roku występuje postać Williama Schurhafta - Niemca urodzonego w Wiedniu; urodzony w Pradze lingwista Pavel Eisner (1889-1958) nazywa go "symbolicznym wyobrażeniem żydowskiego intelektualisty należącego do praskiej burżuazji". William zakochuje się w czeskiej mężatce, dziewczynie z prowincji pracującej jako pokojówka w jego hotelu. Pokojówka sprawia, że bohater nabiera "słodkiego poczucia prawdziwego istnienia". Krytyk literacki Leo Hermann, piastujący wówczas funkcję prezesa praskiego stowarzyszenia Bar Kochba, zażartował, że "młody autor najwyraźniej wierzy, że problemy narodowościowe da się rozwiązać w łóżku". (Kiedy Brod usłyszał uwagę Hermanna, podobno "wpadł w furię", jak sam o tym wspomniał). W 1913 roku wiedeński pisarz Leopold Lieger oskarżył Broda o komponowanie swoich miłosnych wierszy w łóżku[25].

Powieść Broda z 1927 roku zatytułowana Die Frau Nach der Man Sich Sehnt (Kobieta, której się pragnie) może być odczytywana jako aluzja do tragicznej relacji między Kafką a Mileną Jesenską, Czeszką, mężatką, która była tłumaczką Kafki na język czeski, a także jego kochanką. Mileną w równym stopniu powodowała fascynacja prozą Kafki, co niewierność jej własnego męża. Narrator Broda odnajduje czystą miłość w Staschy, którą opisywał jako "świętą ekstazę ucieleśnioną przez kobietę" i "zew z wiecznego, niebiańskiego domu naszych serc". Stascha, podobnie jak Milena, nie mogła i nie zamierzała odejść od męża pomimo jego romansów. (Brod znał męża Mileny, Ernsta Pollaka, który należał do praskiej sceny literackiej. Możliwe zresztą, że Brod nadał swojej bohaterce imię po jednej z najbliższych przyjaciółek Mileny, tłumaczce Stašy Jílovskiej). W 1929 roku dokonano ekranizacji filmowej powieści Broda. W niemym filmie w roli Staschy wystąpiła Marlena Dietrich.

Kafka, dla kontrastu, pytał samego siebie w Dziennikach pod datą 18 stycznia 1922 roku: "Co uczyniłeś z darem płci? Nie udało ci się, powie ktoś w końcu - i to wszystko"[26]. Kafka odnotował również, że wielu spośród jego literackich poprzedników, twórców, których podziwiał najbardziej - Kleist, Kierkegaard, Flaubert - było nieprzejednanymi kawalerami. "Unikasz kobiet", oznajmił Brod Kafce, "starasz się żyć bez nich. Ale to się nie sprawdza". (Podobnie krytycznie odnosił się zresztą do niektórych z fikcyjnych, literackich kreacji Kafki. Na przykład oskarżał Józefa K., bohatera Procesu, o Lieblosigkeit - niezdolność do kochania).

Niemniej jednak Brod często prosił Kafkę o radę w sprawach dotyczących młodzieńczych miłości. W 1913 roku Brod zaręczył się z Elsą Taussig, która potem stała się uznaną tłumaczką z języków rosyjskiego i czeskiego na niemiecki. Kafka zauważył wówczas: "Gorąco zachęcałem Maksa i być może nawet pomogłem mu podjąć decyzję". A jednak po przyjęciu z okazji owych zaręczyn Kafka stwierdził: "Kiedy już wszystko się dopełni, zostanie tak naprawdę oddzielony ode mnie".

Nie była to bynajmniej zwykła przyjaźń, lecz raczej literackie uwikłanie dwóch zupełnie odmiennych typów ludzkich - osobliwa relacja między genialnym pisarzem a pisarzem wytrawnym, który potrafił rozpoznać geniusz, ale sam nie miał w nim udziału. Taka więź rodziła wiele pytań... Jak to się stało, że Kafka zamieszkał w dziełach literackich Broda? Z kolei czy Brod był przypadkowym towarzyszem literackim Kafki, czy też w jakiś sposób także motorem jego działań?

Pod wieloma względami Brod uważał się za "człowieka pomiędzy" (Zwischenmensch), który w osobliwy sposób żył w przestrzeni na styku kultur niemieckiej, czeskiej i żydowskiej, a tym samym był dostrojony do każdej z nich. "Tam, gdzie spotykają się trzy kultury", stwierdził, "rodzi się szczególna świadomość". W czasach, kiedy Praga była - używając określenia Anthony'ego Graftona - "europejską stolicą kosmopolitycznych marzeń", Brod wywalczył sobie własne miejsce jako litterateur w enklawie kulturowego fermentu znanego pod nazwą Krąg Praski (Prager Kreis). (Jak żartował urodzony w Pradze krytyk kultury Emil Faktor: "Na każdych dziesięciu Niemców [w Pradze] mamy dwanaście talentów literackich")[27]. Brod publikował już jako nastolatek i uznawany był za wunderkinda, a jego renoma zdolnego poety, sprawnego prozaika, a także krytyka - nie mówiąc już o przedsiębiorczości na rynku książkowym - pozwoliła mu wcześnie rozpocząć karierę, która z czasem przyniosła Brodowi miano cieszącego się największym powodzeniem praskiego pisarza swego pokolenia. Reiner Stach zauważa, że w wieku dwudziestu pięciu lat Brod prowadził korespondencję z Hermannem Hessem, Hugonem von Hofmannsthalem, Thomasem Mannem i Heinrichem Mannem, Rainerem Marią Rilkem i innymi wybitnymi literatami. W 1912 roku dwudziestosiedmioletni dziennikarz literacki z Pragi Egon Erwin Kisch odwiedził pewną kawiarnię na londyńskim East Endzie, której klientela mówiła w jidysz:

 

Pewien dziewiętnastoletni chłopak uciekł z łódzkiej jesziwy [wyższej szkoły talmudycznej]. Nie chce być bachurem [studentem szkoły religijnej] i nie chce zostać rabinem. Zamiast tego pragnie tworzyć, podbijać świat, pisać książki, "stać się drugim Maksem Brodem".

 

Brod w odróżnieniu od Kafki okazał się pisarzem nadzwyczaj płodnym (aż po granice grafomanii). Lista opublikowanych przez niego dzieł obejmuje prawie dziewięćdziesiąt tytułów - dwadzieścia powieści, zbiory poezji, traktaty filozoficzne i rozprawy religijne, utwory polemiczne (choć nie należał do ludzi zadziornych i określał się mianem "niechętnego polemisty"), sztuki teatralne (w tym opowiadające o postaciach biblijnych: królowej Esterze i królu Saulu), eseje, tłumaczenia, libretta, kompozycje na fortepian i biografie. Gdy zestawi się wszystkie te publikacje, razem składają się na zadziwiająco bogate literackie curriculum vitae. (Spośród wszystkich tych dzieł zaledwie siedem wydano w języku angielskim).

Brod, człowiek skłonny doszukiwać się wielkości w innych, był bodaj pierwszą osobą, która dostała się pod działanie czaru specyficznej prozy Kafki; pierwszym świadkiem ogromnego zakresu i bogactwa jego wyobraźni. Po wysłuchaniu Kafki, który odczytał mu na głos swoje wczesne opowiadania Opis walki i Przygotowania do ślubu na wsi, Brod zanotował: "Od razu odniosłem wrażenie, że nie mówi do mnie zwyczajnie uzdolniony człowiek, ale geniusz". (Z wielkim uznaniem Brod odczytał szkic Przygotowań do ślubu na wsi swojej przyszłej żonie Elsie). Po tym, jak w 1915 roku Kafka przeczytał mu zarys dwóch rozdziałów powieści, nad którą pracował, Procesu, Brod stwierdził w swoim dzienniku: "To największy pisarz naszych czasów". Przy okazji czytania szkiców literackich Kafki Brod nie odnosił wrażenia, jakby po raz pierwszy w życiu spotykał się z takim pisarstwem, ale raczej czuł, że teksty te od zawsze były mu jakoś znajome. Nie naśladował pisarstwa Kafki, ale na pewno został przez nie odmieniony. Od tej pory Brod traktował Kafkę z czymś, co - jak sam przyznawał - było rodzajem "fanatycznego uwielbienia". "Stał obok mnie niczym zbawiciel", zapisał Brod w swoim pamiętniku.

Kafka również służył Brodowi za pierwszego czytelnika i często zaglądał do tekstów Broda w poszukiwaniu ukojenia. W 1908 roku przeczytał pierwszą większą, awangardową powieść Broda Schloss Nornepygge: der Roman des Indifferenten (Zamek Nornepygge: Powieść indyferentysty). "Jedynie twoje książki", napisał Kafka, "które w końcu czytam całym sobą, przynoszą mi coś dobrego". Kilka lat później, w 1910 roku, Brod przedłożył Kafce do przejrzenia szkic zbioru poezji zebranych pod tytułem Tagebuch in Versen (Dziennik pisany wierszem). Kafka zalecił mu odrzucić z niego mniej więcej sześćdziesiąt utworów.

Podziw Kafki dla energii i kreatywności Broda wzrastał odwrotnie proporcjonalnie do jego nieufności wobec samego siebie. Przyjrzyjmy się na przykład wpisowi w Dziennikach z 17 stycznia 1911 roku, kiedy Kafka miał dwadzieścia siedem lat.

 

Maks przeczytał mi pierwszy akt Pożegnania z młodością (Der Abschied von der Jugend). Jakże mogę przy dzisiejszym moim samopoczuciu podołać temu? Rok musiałbym szukać w sobie prawdziwego uczucia, a mam w kawiarni późno wieczorem, dręczony wzdęciami z powodu złego trawienia, być jakoś uprawniony do wytrwania na swoim stołku w obliczu tak wielkiego dzieła[28].

 

Jesienią tego samego roku Kafka i Brod rozpoczęli pisanie wspólnej powieści, której nadali tytuł Richard und Samuel - eine kleine Reise durch mitteleuropäische Gegenden (Ryszard i Samuel - krótka podróż po Europie Środkowej). Opublikowali pierwszy rozdział w praskim czasopiśmie "Herder-Blätter", wydawanym przez ich przyjaciela Willy'ego Haasa, ale potem zarzucili projekt. "Ja i Maks musimy mimo wszystko różnić się zasadniczo między sobą", napisał Kafka w Dziennikach 19 listopada 1911 roku. "Jakkolwiek gorąco podziwiam jego pisma, gdy leżą przede mną jako całość niedostępna krytycznemu wtargnięciu mojej i wszelkiej cudzej myśli [...], przecież każde zdanie, które Maks pisze na temat Ryszarda i Samuela, związane jest z niechętnym ustępstwem z mej strony, które czuję boleśnie aż do głębi duszy"[29]. Trzy lata później Kafka zanotował: "Maks mnie nie rozumie i myli się, kiedy wydaje mu się, że jest inaczej"[30].

Czy zdarzyło się Brodowi przeczytać któryś ze szkiców Kafki i żałować, że sam nie jest autorem tekstu? Brod podejrzewał, że mimo całej swojej obfitej twórczości został obdarzony raczej darem dobrego gustu i rozeznania, ale nie zdolności do stworzenia naprawdę oryginalnego dzieła sztuki. Jako świadek geniuszu Kafki musiał polegać na czymś innym niż tylko na samym sobie[31].

Być może jest to przykład na to, jak ludzie niebędący artystami starają się przynajmniej posiąść materialnie sztukę, której nie są w stanie osobiście stworzyć. Brod, jak się przekonamy, wręcz obsesyjnie zbierał wszystko, co Kafka mu powierzył. Kafka z kolei, dla kontrastu, odczuwał impuls, by wszystko niszczyć. "Był zupełnie odporny na radości związane z kolekcjonowaniem rzeczy", stwierdza Reiner Stach.

Z biegiem czasu Brod zaczął przekuwać swoją przyjaźń z Kafką na fikcję. Główną postacią jego powieści z 1912 roku Arnold Beer jest dyletant, który przypochlebia się swoim przyjaciołom, namawiając ich do pisania, i to dokładnie w takim tonie, jakiego Brod zwykł używać w odniesieniu do Kafki. "Arnold po prostu domagał się, żeby wszędzie wokół niego toczyła się praca; starał się sprawić, by jego energia krążyła za pośrednictwem umysłów innych ludzi, zupełnie tak, jak gdyby miał mglistą świadomość, że sam jest zbyt rozbity, aby pozostawić po sobie coś wartego wzmianki". Po przeczytaniu tej powieści Kafka powiedział Brodowi: "Twoja książka sprawiła mi tak wielką przyjemność [...]. Całuję cię najserdeczniej".

Najbardziej znane dzieło powieściowe Maksa Broda Tycho de Brahe: powieść[32] (opublikowane w stu tysiącach egzemplarzy przez wydawnictwo Kurta Wolffa w 1916 roku) opowiada historię relacji wybitnego duńskiego astronoma Tychona de Brahe (1546-1601) z jeszcze bardziej wyrafinowanym pod względem intelektualnym niemieckim astronomem Johannesem Keplerem (1571-1630). Kepler, całkowicie oddany badaniu praw ruchu planet, nie zgadza się na publikowanie czegokolwiek, co miałoby najmniejsze znamiona niedoskonałości. Fikcyjny Tycho opisuje Keplera jako człowieka enigmatycznego, skupionego niemal wyłącznie na dążeniu do "nieskalanej czystości". Bardziej wszechstronny Brahe, żyjący na uchodźstwie w Pradze, nie wie, co począć z Keplerowskim wątpieniem w siebie, jego niechęcią do publikowania czy też deklaracjami typu: "Jestem nieszczęśliwy, nigdy nie byłem szczęśliwy... i nawet nie chcę być szczęśliwy". Odkrycia Keplera sprawiają, że Tycho czuje się niepotrzebny. Jednak Brahe, wyzbywając się własnego egoizmu, przezwyciężając ambicję i próżność, zgadza się na to, by samemu zejść na drugi plan wobec wielkiego dzieła Keplera. Brod zadedykował książkę Kafce. "Wiesz, co oznacza taka dedykacja?", napisał Kafka do Broda w lutym 1914 roku. "Że (i niechby to był nawet tylko pozór, jakiś odblask tego pozoru rzeczywiście mnie przecież oświetli) zostanę pociągnięty w górę i dołączony do Tychona, który jest o tyle żywszy niż ja. Jak będę ja, mały, biegał wokół tej opowieści! Ale jakże będę ją kochał jako mą pozorną własność! Czynisz mi niezasłużone dobro, Maksie, jak zawsze"[33].

Brod, człowiek z cennymi koneksjami, dostrzegłszy u Kafki niezdolność do autopromocji, wspomagał go jako orędownik, posłaniec i agent literacki. "Chciałem mu dowieść, że jego obawy o literacką jałowość były bezpodstawne", napisał Brod. Przychylnie wzmiankował przyjaciela w liczącym się tygodniku berlińskim "Die Gegenwart", zanim Kafka opublikował choćby jedno zdanie.

Brod toczył nierówną walkę z poczuciem własnej niedoskonałości, jakie przejawiał Kafka. "Przede wszystkim jednak pozostaje sedno wszelkiego nieszczęścia", wyznał Kafka Brodowi w liście z 1910 roku. "Nie mogę pisać; nie stworzyłem linijki, którą aprobuję, wręcz przeciwnie, skreśliłem wszystko - nie było tego wiele - co napisałem po Paryżu. Całe ciało ostrzega mnie przed każdym słowem, każde słowo, zanim pozwoli mi się zapisać, rozgląda się najpierw na wszystkie strony; zdania dosłownie mi się łamią, widzę ich wnętrze, wtedy jednak muszę szybko przestać"[34].

W jednym z listów do Broda Kafka wspominał przyjacielowi o swoim "lęku przed przyciąganiem uwagi bogów". Niezrażony tym wszystkim, wyzbyty zawiści Brod pośredniczył w imieniu Kafki w rozmowach z redaktorami i wydawcami. Brod służył za pośrednika między Kafką a gazetą "Hyperion" wydawaną przez Franza Blei, gdzie po raz pierwszy ukazał się drukiem krótki tekst Kafki. W 1916 roku Brod napisał do Martina Bubera: "Gdybyś tylko znał jego nadzwyczaj treściwe, choć nieszczęśnie niekompletne powieści, których fragment czyta mi niekiedy o dziwnych porach. Czegóż bym nie uczynił, żeby skłonić go do większej aktywności!".

Latem 1912 roku Brod ściągnął Kafkę do Lipska, który w owym czasie był centrum niemieckiej branży wydawniczej, i tam przedstawił młodemu wydawcy Kurtowi Wolffowi. "Od razu odniosłem wrażenie", wspominał potem Wolff, "które już nigdy później mi się nie zatarło, że impresario prezentował właśnie odkrytą gwiazdę". Pod koniec tego roku Brod i Wolff wystarali się o publikację pierwszej książki Kafki w wydawnictwie Rowohlt w nakładzie ośmiuset egzemplarzy. Skromny, liczący dziewięćdziesiąt dziewięć stron tom pod tytułem Betrachtung (Rozważania) stanowił zbiór osiemnastu "poematów prozą"[35]. W swojej rekomendacji wydawca podkreślał, że autorska "szczególna potrzeba dopracowywania dzieł literackich niemalże bez końca jak dotąd powstrzymywała go od publikowania książek". Kafka zadedykował książkę Maksowi Brodowi, który z kolei zamieścił swoją recenzję książki w monachijskim dzienniku "März":

 

Bez trudu mogę sobie wyobrazić kogoś, kto sięga po tę książkę, i nagle przekonuje się, że całe jego życie zmieniło się w tej chwili, i pojmuje, że stanie się całkowicie nową osobą. Tak wiele doskonałości i słodkiej energii emanuje z tych kilku krótkich utworów prozatorskich [...]. Umiłowanie boskości, umiłowanie absolutu przenika każdy wiersz z tak naturalnie wysoką jakością, że ani jedno słowo nie zostaje zmarnotrawione [...].

 

Kafka odczuwał głębokie zawstydzenie. "Najchętniej skryłbym się w jakiejś dziurze". Kiedy ukazała się recenzja prasowa, napisał do swojej narzeczonej Felicji Bauer:

 

Ale recenzja Maksa w swych superlatywach przechodzi wszelkie granice. Właśnie dlatego, że jego przyjaźń dla mnie ma korzenie w tym, co najbardziej ludzkie, że zaczęła się jeszcze przed początkami literackimi i dlatego już jest, i jest silna, zanim literatura wyda pierwszy słaby oddech, przecenia on mnie w sposób, który mnie zawstydza i czyni próżnym i zarozumiałym [...]. Gdybym ja teraz pracował, znajdował się w nurcie pracy, był przezeń unoszony, nie musiałbym się przejmować tą recenzją, mógłbym Maksa w myśli ucałować za jego miłość, a sama recenzja wcale by mnie nie dotykała! Ale tak...[36].

 

W 1913 roku Brod opublikował w swojej antologii Arkadia[37] przełomowe opowiadanie Kafki zatytułowane Wyrok (Kafka przyznawał, że opowiadanie to, zadedykowane "Felicji B.", czerpało niektóre motywy z powieści Broda Arnold Beer z 1912 roku). W 1921 roku Brod z kolei opowiedział o swoim przyjacielu w długim eseju zatytułowanym Der Dichter Franz Kafka (Pisarz Franz Kafka), zamieszczonym w "Die neue Rundschau".

"Musiałem wyszarpywać od Kafki niemalże wszystko, co opublikował, czy to perswazją, czy też podstępem", wspominał Brod.

 

Niekiedy stałem nad nim zupełnie tak, jakbym stał z rózgą, poganiał go, namawiał, przymuszał [...] raz po raz, za pomocą coraz to nowych sposobów i sztuczek [...]. Zdarzało się, że dziękował mi za to, że tak postępowałem. Często jednak przez to moje naprzykrzanie się bywałem dla niego ciężarem. Życzył mi wtedy, żebym poszedł do diabła, jak informuje jego dziennik. Również to odczuwałem, ale nie miało to dla mnie znaczenia. Dla mnie liczyła się sama sprawa, pomoc przyjacielowi, nawet wbrew jego własnej woli.

 
Przypisy
[1] Franz Kafka, Aforyzmy z Zürau, tłum. Artur Szlosarek, EMG, Kraków 2007, s. 59.
[2] Cyt. za: Uri Dan, Ariel Sharon: An Intimate Portrait, Palgrave Macmillan, London 2006, s. 22.
[3] Franz Kafka, Proces, tłum. Jakub Ekier, Świat Książki/Bertelsmann Media, Warszawa 2008, s. 87.
[4] Nabycie archiwum Yehudy Amichaja przez bibliotekę Beinecke Rare Book and Manuscript Library działającą przy Uniwersytecie Yale, zatwierdzone w 1998 roku przez izraelskiego urzędnika państwowego, archiwistę Evyatara Friesela, wywołało powszechne oburzenie w Izraelu, kiedy sprawa sprzedaży trafiła do wiadomości publicznej po śmierci Amichaja w 2000 roku. "Jacy ludzie są zdolni do wyzbywania się takich skarbów kultury jak to archiwum?", pytał znany izraelski poeta Natan Yonatan. Rafi Weiser, ówczesny dyrektor działu rękopisów Biblioteki Narodowej w Jerozolimie, stwierdził: "Prawdopodobnie mogliśmy zapobiec finalizacji tej umowy poprzez przekazanie mediom informacji o zamiarach Amichaja. Presja publiczna z całą pewnością przyczyniłaby się do udaremnienia tej sprzedaży. Postanowiliśmy jednak uszanować jego wolę i nie nagłaśniać całej sprawy".
[5] W 2014 roku Harry Ransom Humanities Center przy Uniwersytecie Teksańskim w Austin - które posiada archiwa takich brytyjskich pisarzy jak Doris Lessing i Graham Greene - nabyło za dwa miliony dolarów archiwum brytyjskiego autora Iana McEwana, zdobywcy Nagrody Bookera, najbardziej prestiżowego wyróżnienia literackiego w Wielkiej Brytanii.
[6] Komentarz dotyczy fragmentu Księgi Wyjścia: "Gdy cię syn zapyta w przyszłości (...)" (tłum. ks. Stanisław Łach, Biblia Tysiąclecia, wydanie IV) - przyp. red.
[7] Maks Brod, Franz Kafka. Opowieść biograficzna, tłum. Tadeusz Zabłudowski, Czytelnik, Warszawa 1982, s. 103.
[8] Franz Kafka, Listy do rodziny, przyjaciół, wydawców, oprac. i tłum. Robert Urbański, W.A.B., Warszawa 2012, s. 27.
[9] Maks Brod, Franz Kafka. Opowieść biograficzna, dz. cyt., s. 65.
[10] Arthur Schopenhauer, Świat jako wola i przedstawienie, tłum. Jan Garewicz, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1994, t. 1, s. 294.
[11] Maks Brod, Franz Kafka. Opowieść biograficzna, dz. cyt., s. 93.
[12] Brod napisał wiersz o ich wspólnie spędzonym czasie w Lugano na początku września 1911 roku, a później opublikował go z dedykacją: "Mojemu przyjacielowi Franzowi Kafce".
[13] Maks Brod, Franz Kafka. Opowieść biograficzna, dz. cyt., s. 158-159.
[14] Tamże, s. 133-134.
[15] Tamże, s. 90.
[16] Franz Kafka, Dzienniki 1910-1923, tłum. Jan Werter, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1969.
[17] Tamże.
[18] Tamże.
[19] Tamże.
[20] Franz Kafka, Przemiana, tłum. Juliusz Kydryński, w: tenże, Opowieści i przypowieści, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2016, s. 175.
[21] Taki tytuł nadał tekstowi Maks Brod już po śmierci Kafki. Pierwotnie sam Kafka nadał niedokończonemu dziełu tytuł pojawiający się między innymi kilkakrotnie w jego Dziennikach: Zaginiony (Der Verschollene).
[22] Cyt. za: Leon Botstein, The Cultural Politics of Language and Music: Max Brod and Leoš Janáček, w: Janáček and his World, red. Michael Beckerman, Princeton University Press, 2003.
[23] List Franza Kafki do Mileny Jesenskiej, 20 czerwca 1920 roku.
[24] Thomas Mann, przyjaciel Broda, wielkodusznie nazwał tę książkę, którą Kafka czytał w rękopisie, "bogatą w uderzające uogólnienia".
[25] Odnosząc się do wiedeńskiego pisarza, którego efemeryczna gazeta "Hyperion" jako pierwsza opublikowała dzieło młodego Franza Kafki, austriacki satyryk Karl Kraus wyszydził Broda jako "erotyczny apendyks" Franza Blei. Zobacz: Paul Raabe, Franz Kafka und Franz Blei, w: F. Kafka: Ein Symposium. Datierung, Funde, Materialien, Wagenbach, 1965, s. 7-20.
[26] Franz Kafka, Dzienniki 1910-1923, dz. cyt.
[27] Emil Faktor (1876-1942) napisał recenzję pierwszej powieści Broda Schloss Nornepygge (Zamek Nornepygge) w gazecie codziennej "Bohemia" z 23 grudnia 1908 roku.
[28] Franz Kafka, Dzienniki 1910-1923, dz. cyt.
[29] Tamże.
[30] Tamże.
[31] Włoski filozof Giorgio Agamben w książce L'uomo senza contenuto (Człowiek bez zawartości) z 1970 roku, w komentarzu do powieści filozoficznej Denisa Diderota Kuzynek mistrza Rameau, daje wykład czegoś, co określa mianem "kłótni smaku i geniuszu", cyt. za: The Man Without Content, tłum. Georgia Albert, Stanford University Press, Palo Alto 1999.
[32] "Tycho de Brahe: powieść - stwierdza Peter Fenves, profesor literatury na amerykańskim Northwestern University - można odczytywać jako zakamuflowaną refleksję na temat tego, co stałoby się z jego własnym dorobkiem literackim, gdyby to Kafka go przeżył". "New York Times" uznał powieść za "przenikliwe studium nad spotkaniem geniuszy, opracowane na podstawie źródeł historycznych i ułożone w powieść o tak wielkiej głębi i tak wybitnej formie, że ma w sobie jakąś klasyczną aurę". Albert Einstein zauważył: "Jest to bez wątpienia napisane w interesujący sposób przez człowieka, który zna urwiska ludzkiej duszy". W liście do Martina Bubera z listopada 1913 roku Brod wyjaśnia, jakie jest znaczenie powieści: "Od samego początku mojego literackiego rozwoju miałem przed oczyma umysłu wizję pogodzenia racjonalnego i irracjonalnego. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o żadną fuzję, lecz współistnienie dwóch ideałów doprowadzonych do własnej kulminacji. Stąd wziął się mój Tycho".
[33] List z 6 lutego 1914 roku, cyt. za: Franz Kafka, Listy do rodziny..., dz. cyt., s. 119.
[34] List z 17 grudnia 1910 roku, cyt. za: Franz Kafka, Listy do rodziny..., dz. cyt., s. 81.
[35] Pierwszy tomik tekstów Kafki nie sprzedawał się zbyt dobrze. "W księgarni André sprzedało się jedenaście egzemplarzy", odnotował Kafka. "Dziesięć z nich sam kupiłem. Bardzo chciałbym dowiedzieć się, kim był nabywca jedenastego".
[36] List do Felicji Bauer z 14 na 15 lutego 1913 roku, cyt. za: Franz Kafka, Listy do Felicji i inne z lat 1912-1916, tłum. Irena Krońska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1976, t. 1., s. 302-303.
[37] Brod chciał, żeby Arkadia, opublikowana przez Kurta Wolffa, była rocznikiem. Jego plany pokrzyżował wybuch pierwszej wojny światowej. Publikacja z 1913 roku, licząca 241 stron i zawierająca 23 utwory różnych autorów, musiała pozostać pierwszą i zarazem ostatnią edycją. Wśród osób, które wzięły udział w projekcie, byli: Robert Walser, Franz Werfel, Oskar Baum, Kurt Tucholsky. Dwa utwory napisał również sam Brod.

Tytuł oryginału: Kafka's Last Trial

Redakcja: Łukasz Saturczak

Korekta: Sylwia Jastrzębska, Agata Nastula, Aleksandra Wiekowicz

Projekt okładki: Ula Pągowska

Opracowanie graficzne, skład i łamanie: Maciej Trzebiecki

 

WYDAWCA

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

www.wydawnictwoagora.pl

 

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Magdalena Kosińska

 

Copyright ? by Copyright ? Benjamin Balint 2018

First published 2018 by W.W. Norton & Company, New York

This edition published by the Agreement with The Deborah Harris Agency, Israel and Book/lab Literary Agency, Poland

Copyright ? by Agora SA 2019

Copyright ? for Polish translation by Krzysztof Kurek 2019

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2019

Wydanie I

 

ISBN 978-83-268-2849-2 (epub), 978-83-268-2850-8 (mobi)

 

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

 

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej