Prolog
Każdy dzień zaczynał się tak samo - pobudka, prysznic, zajęcia na uczelni, dom, praca, sen. Pola była bardzo zmęczona sytuacją, w jakiej się znalazła, a miała dopiero 27 lat. Często wyobrażała sobie, że tak naprawdę życie, które obecnie prowadzi, jest pozbawione sensu. Myślała, że mogła wybrać bardziej dochodowy kierunek studiów niż malarstwo, jednak kochała to. Nie potrafiła wyobrazić sobie życia bez sztuki, poezji, muzyki. Malarstwo było jej ucieczką od otaczającego ją świata. Nigdy nie była realistką, zawsze żyła marzeniami, a skoro nie mogła ich realizować przez swoją nieśmiałość i niewiarę, mogła je chociaż zobrazować. Mieszkała na wsi i czuła się z tym komfortowo. Spędzała tam większość swojego życia, nie czuła się ograniczona, było to miejsce piękne, pełne drzew. Królowały w nim brzozy i wierzby, które cudownie szumiały, kiedy było lato. Pola uwielbiała kłaść się na trawie i szukać uziemienia, słońce oświetlało i ogrzewało jej ciało. Słyszała szum liści, a tuż obok był stary drewniany płot ze sztachet, zbijany z 30 lat temu, który już lekko zzieleniał od wilgotnej gleby. Czasem w oddali szczekały psy, słychać było życie tętniące w polach uprawnych. Zero samochodów, czyste powietrze - coś wspaniałego. Miejsce, w którym wychowała się, było jej inspiracją. Nie potrafiła odnaleźć się w mieście, a próbowała to zrobić wiele razy. Dla niej miasto było inną rzeczywistością. Opuszczała dom rodzinny kilkukrotnie w ciągu tygodnia. Jej uczelnia znajdowała się w Warszawie, więc dziewczyna była zmuszona odwiedzać regularnie tę metropolię. Nigdy nie chciała przenieść się tam na stałe - bynajmniej tak myślała, dopóki nie poznała jego!
Pewnego dnia po zajęciach Pola została zaproszona przez Izę i Wiktorię na pizzę. Przyjęła zaproszenie z ogromną przyjemnością, bo była zmarznięta, zmęczona i okropnie głodna. Wiedziała, że dziewczyny zapewne - jak co weekend - wybiorą się na soczystą zakrapianą imprezę i nagle...
- Idziesz, Pola? Wychodzimy dziś wieczorem, możesz zanocować u nas. Mamy z Wiktorią pokój wolny. Dawaj! Chodź! Nie pożałujesz!
O nie, nienawidziła, kiedy ktoś ją wyciągał gdziekolwiek. Wolała odpocząć w domu, poczytać książkę, ale nie miała wyjścia - wisiała im to od dawna za przysługę, jaką Iza jej wyświadczyła w niedalekiej przeszłości. Zgodziła się, mimo że nie przepadała za Wiktorią - nie było im po drodze.
- Tak, jasne, ale nie wzięłam nic z domu - trochę zawstydziło ją to, bo nie zabrała ze sobą zupełnie nic, więc jej stabilna strefa komfortu została naruszona. Jednak dziewczyny były nieugięte. Obiecały, że wszystkim się zajmą i tak było. Wyglądała wystrzałowo. Zawsze chowała swoją kobiecość pod dużymi wyciągniętymi swetrami, przez co Pola nie była jedną z najbardziej rozrywanych lasek na roku. Ale nie dziś! Wieczór był naprawdę przyjemny, ciepły. Poszły do klubu, w którym dziewczyny lubiły przebywać co weekend. Dla Izy i Wiktorii stare dobre miejsce, sprawdzeni mężczyźni. Obie potrafiły bezbłędnie odtworzyć, który z którą się prowadzał i kiedy.
Siedziały przy barze, aż nagle pojawił się ktoś zupełnie nowy na horyzoncie. Nieznany od wejścia skierował się do baru, zamówił drinka i zwrócił uwagę na siedzącą tuż obok Polę. Spodobała mu się, miała proste brązowe długie włosy za łopatki, drobny nos, kobiece uda. Była bardzo kobieca.
- Jesteś sama? Mam na imię Fabian. Zatańczymy?
O Boże! Zaniemówiła i zaczerwieniła się, co doskonale było widać na jej delikatnej białej skórze policzków.
On, który niespodziewanie znalazł się w jej otoczeniu, był na tamten czas spełnieniem jej marzeń - wysoki, przystojny, ten z tych ładnych, chociaż uważała, że mężczyzna nie powinien być ładny tylko przystojny.
Zmieszała się. Nie była nigdy otwarta na tańce, a co dopiero z nieznajomym. Zastanawiała się, w którą stronę uciekać. Siedziała zaczerwieniona, speszona, ale poruszył ją bardzo, kiedy tak na nią patrzył.
- Tak, znaczy nie... Nie jestem sama, ale tak - zatańczmy! Jasne!
Wystarczyło jedno spojrzenie. Jeden gest zauroczył ją do tego stopnia, że straciła dla niego rozum. Ten wieczór zmienił jej całe życie. Miłość rozkwitała w nich wiele lat, po wielu namowach Pola przeniosła się do Warszawy, gdzie kontynuowała studia, mieszkając z Fabianem. Rodzice dziewczyny nie byli zachwyceni, bo według jej mamy Fabian to był drobny cwany człowiek, który w ogóle nie wzbudzał jej zaufania. On zaś starał się zawsze być dla mamy bardzo uprzejmy. Mimo to seniorka miała swoje zdanie, którego nie odpuszczała. Kolejnym argumentem przeciw chłopakowi był brak ślubu. Rodzice Poli mieli już swoje lata, byli wierzący, praktykujący jak i całe otoczenie, w którym zamieszkiwali, więc bali się, że wszyscy wezmą ich na języki. Miłość, która spotkała młodych, wyrwała Polę ze szpon beztroski, lekkości. Nagle stała się kobietą, zamieszkała z mężczyzną w mieście, w jej odczuciu ogromnym mieście. Miała szczęście, że już tam studiowała dwa lata, więc w miarę upływu czasu poznawała Warszawę. Ich wspólne lata były cudowne, pełne miłości i zrozumienia. Nigdy nie czuła, żeby była dla niego nieważna albo obojętna. Poświęcali sobie każdą wolną chwilę, uwielbiali kochać się w ciągu dnia. Była to dla nich niesamowita odskocznia i chwila przyjemności. Fabian wydobywał z niej wszystko, co możliwe. Natomiast każdy oddech przy nim, każdy orgazm rozwijał jej kobiecość. Jednak najważniejsze było to, że czuła się przy nim bezpiecznie i bardzo zaopiekowana.
Czas mijał. Mijały dni, miesiące, lata, aż pewnego wieczoru w 4 rocznicę ich poznania jej ukochany padł na kolana i oświadczył się. Była rozpromieniona. Z ogromną radością przyjęła zaręczyny. Niestety, jej rodzice, a w szczególności mama, nie była wcale zachwycona.
- Dziecko, tłumaczyłam Ci, to wcale nie jest mężczyzna dla Ciebie. Czuję, że jest bardzo toksyczny w środku. Przecież mieszkacie już razem, tak? Zastanów się, proszę Cię, zastanów się dobrze, żebyś później tego nie żałowała!
Podejrzenia mamy wydały się Poli irracjonalne. Ciągle zastanawiała się, dlaczego ona tak go odbiera. Czy czuła coś? Może wiedziała? A może jednak po prostu to faktycznie górę wzięła ta kobieca intuicja. Pola nie podjęła dyskusji z matką na ten temat. Zrobiło jej się przykro, że ta nie podziela jej szczęścia. Ona sama nie widziała w Fabianie nic toksycznego. Zawsze w pełni gotowy, zainteresowany, nigdy nie ignorował jej. Nawet, jeśli jego dzień w firmie był okropnie zawalony, często bywało tak, że przynosił pracę do domu, kradnąc w ten sposób czas dla nich. Fabian miał 35 lat. Pracował dla firmy, która zajmowała się marketingiem i reklamą, w związku z tym jego aparycja była nienaganna, podobnie jak elokwencja. Był zadbanym, przystojnym brunetem o błękitnych oczach. Oj tak... te oczy potrafiły omamić niejeden kobiecy umysł, co było doskonałym narzędziem w jego pracy, bo najczęściej współpracował z kobietami.
- Czy ja mam być o Ciebie zazdrosna? - wyszeptała Fabianowi do ucha ostatni raz jako panna.
On rzucił jej tylko serdeczny uśmiech, utulił ją, ucałował w czoło i odpowiedział:
- Od jutra już nie będziesz musiała się martwić i zastanawiać. Będę tylko Twój do końca naszych dni! - nie miała powodu, by mu nie wierzyć. Myślała o tym, że przecież są ze sobą już od 4 lat, z czego połowę mieszkają razem. W tym czasie nigdy jej nie zawiódł, a przecież mógłby, gdyby tylko nadarzyła się okazja, a takich okazji miał zapewne wiele.
Rozdział pierwszy: I ślubuję Ci
Poranek okazał się słoneczny, Pola obudziła się w ogromnych emocjach. Z trzęsącym się sercem, rozpromieniona czuła ogrom energii w sobie. Była sama w pokoju hotelowym, bo to dziś był ich wielki dzień - jej i Fabiana! Oficjalnie stanie się Apolonią Dobrzańską. Nie wie, czy nie może się doczekać i z tego powodu jej serce szaleje czy też może jej głowa ciągle odtwarza słowa jej mamy. Nie dawało jej to spokoju, chociaż podświadomie czuła, że to zupełnie irracjonalne, bo przecież wie, za jakiego człowieka wychodzi za mąż. Leżała nadal w łóżku, otwierając lekko jedno oko. Promienie słońca wpadały przez uchyloną powiekę, na co jej źrenica zareagowała natychmiast. Blask tiulowych firan i biel sukni był oślepiający, a w pokoju hotelowym unosił się zapach lilii i frezji z delikatną nutką róż. Już dawno nie czuła, żeby kwiaty pachniały aż tak intensywnie. Okazało się, że wszystko tego dnia stało się wyjątkowe! Pokój utrzymany w klasycznym stylu był bardzo przytulny, meble były welurowe białe. Samo wnętrze było jasne, świetliste i przestrzenne z barokową toaletką przy oknie. Na jej blacie już wszystko było przygotowane: biżuteria, kosmetyki i cudownie pachnące francuskie perfumy, które otrzymała wraz z biżuterią od Fabiana w prezencie ślubnym. Uchylając powieki, widziała suknię wiszącą tuż obok okna. Kreacja była po prostu piękna - jedna z tych wymarzonych... Delikatna, nie miała zbyt wiele kamieni, uszyta z koronki. Miała zabudowaną górę i dekolt w łódkę. Natomiast krój sukni wycięty był według wzoru syrenki. Wybrała ten krój, bo idealnie podkreślał jej zgrabną figurę klepsydry. Materiał opinał biodra, smukłą talię i podkreślał jej dość duże piersi. Wszystko było przygotowane na sto procent - stroje Panny Młodej i Pana Młodego, kwiaty - dominowały róże, frezje i białe orchidee, a także sala, która znajdowała się w cudownym dworku obok lasu. Tuż obok niej rozciągał się zadbany staw, ogrodzony drewnianym płotem, na którego środku była wysepka. W centralnym punkcie wyspy stała altanka oświetlona tysiącami lampek, do której prowadził mały drewniany most. Plan był taki, że będą tam tańczyć pierwszy taniec i zrobią kilka zdęć. Kościół również został przyozdobiony skromnie i delikatnie. Nic ani nikt nie był w stanie zepsuć im szczęścia w tym ważnym dla nich dniu. Była wdzięczna Izie i Wiktorii, że wtedy dała się namówić na wspólne wyjście wieczorem. Nie sądziła nigdy, że niespodziewanie spotka ją takie szczęście w postaci jej przyszłego męża. Tę rozkoszną chwilę zakłóciło pukanie do drzwi.
- Wstałaś? - mama wparowała do pokoju rozpromieniona mimo swoich obaw. Nie chciała zepsuć córce tego najpiękniejszego w życiu dnia.
- Wstawaj! Już czas, za chwilę fryzjer, kosmetyczka, potem trzeba Cię ubrać, sprawdzić, czy wszystko dopięte na ostatni guzik! Dalej, Pola!
- Och, mamo!
Godziny przygotowań minęły szybko, wielka chwila była już tuż obok niej. Nie widziała, jak wygląda Fabian i jaki garnitur wybrał, jej stylizacja też dla niego była wielką tajemnicą tego dnia.
Wybiła godzina 16:00!
Już czas! - "Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci."- Łza spłynęła po policzku dziewczyny, a ona sama czuła się, jakby wygrała nowe życie na największej loterii świata. Dziękowała Bogu, że obdarzył ją takim szczęściem jak Fabian.
Jest już po najważniejszej, wzniosłej dla niej chwili. Od teraz są mężem i żoną i nic ich nie rozdzieli.
Kilka lat po ślubie nadal żyli w szczęściu, podróżowali, byli jednością. Jednak nadszedł czas, który diametralnie zmienił ich życie. Nie wiedziała, czy sprawiły to pieniądze, niezależność czy po prostu uczucia ze strony jej męża wygasły. Ona kochała go jak zawsze, całą sobą. Jednak przyszedł czas, że ciężko jej było odnaleźć do niego drogę. Fabian po trzech latach zmienił się, zaczął przesadnie dbać o siebie, a istnienie Poli jakby poszło w zapomnienie, zeszło na boczny tor. Mąż zaczął wracać coraz później z pracy, zdarzało się, że nawet i rano. Nie umiała zapytać go o przyczynę tego stanu rzeczy, bo zaraz wywiązywała się z tego ogromna awantura. Nie zdarzyło się jednak, żeby przepraszał. Zachowywał się, jakby nie miał wcale wyrzutów sumienia. Nie próbowała z nim rozmawiać, od wielu tygodni nie miała z nim wcale nici porozumienia.
- Fabian? Dokąd idziesz? Jest piątek wieczór. Możesz zostać w domu? Nie wychodź. Proszę - rzuciła mu nieśmiałe spojrzenie, które było jednak pełne nadziei.
- Daj spokój! Jesteśmy ze sobą tyle czasu, jeszcze nie masz mnie dosyć? - odpowiedział niecierpliwie. - Nie mogę zostać, mam dużo spraw w firmie. Chciałbym, ale naprawdę nie mogę - zarzucił marynarkę na ramię, trzasnął drzwiami i wyszedł.
W ten wieczór, jak co wieczór znów została sama ze sobą. Nie pozostało jej nic innego, jak przygotować gorącą, pełną piany i zapachu relaksującą kąpiel, która ukoi jej zmysły po tym całym ciężkim tygodniu... Może lampka wina rozluźni jej umysł, pozwoli na chwilę zapomnieć o tym, jak jej bajeczne małżeństwo rozpada się na milion kawałków, a książę coraz bardziej oddala się od królestwa? Jej zatrwożenie przerwał dzwonek telefonu. Wcale nie chciała rozmawiać, bo dzwoniła Marta, jej bliska koleżanka z roku. Westchnęła.
- Hej! Jak się masz? Wcale się nie odzywasz, martwię się, Pola! Ja wiem, że coś się dzieje, powiedz mi o tym, naprawdę będzie ci lżej... Ja rozmawiałam z tobą o tym kiedyś, że jak będzie ci źle, masz mówić! Nie chcę się domyślać, ostatnio na uczelni obserwowałam Cię, Pola! Nikniesz w oczach, nie widziałam w tobie radości. Pola? Halo? Jesteś tam?
- Ojej i co mam z tym zrobić? - pomyślała. Nie chciała wcale jej nic opowiadać, nie czuła takiej potrzeby, ale wiedziała, że przed tym nie ucieknie, bo jak nie dziś przez telefon, to Marta znajdzie ją na uczelni i będzie pytać.
- Hej, jest wszystko w porządku... po prostu ogrom obowiązków i pracy mnie bardzo przytłoczył. Czy możesz zadzwonić jutro? Właśnie szłam wziąć kąpiel, strasznie jestem zmęczona, padam z nóg. - Marta chyba nie wyczuła kłamstwa, bynajmniej Pola tak sądziła. Była zadowolona, że zręcznie uniknęła dalszej rozmowy na ten temat i go zdusiła w zalążku.
- Ok, zatem do następnego! Aha i nie myśl, że uwierzyłam! Czuję, że masz kłopoty. No cóż, jak będziesz chciała, to dzwoń zawsze, kiedy tego potrzebujesz. Możesz zostawić wszystko i przyjechać do mnie, pojedziemy na Mazury! Odnowiłam mój domek letniskowy, zapraszam cię tam. Na pewno ci się spodoba! Zatem trzymaj się, mała!
Jej głos brzmiał ciepło, uprzejmie i niezwykle serdecznie. Pola najchętniej naprawdę rzuciłaby wszystko i pojechała z Martą na Mazury. Ostatni czas, który tam spędziły - a było to rok temu - był bardzo relaksujący i dla niej bardzo owocny. Mogła spokojnie zająć się sobą, poukładać myśli, nabrać nowego poglądu na świat, który ją otaczał. Kiedy teraz Pola spojrzała jednak na swoje problemy wówczas, stwierdziła w duchu, że na ten czas nie wydawały się być problemami. Pomyślała, że paradoksalnie to ślub doprowadził do znacznego pogorszenia ich relacji, już teraz małżeńskiej.
Zastanawiała się często nad tym, co stało się z jej chłopakiem Fabianem, tym, którego poznała tyle czasu temu. Po ślubie, który był cudowny, otrzymała tyrana, bez uczuć i bez zainteresowania. Kiedyś był mniej wypacykowany, ale bardziej ją kochał - pieniądze nie były dla niego wszystkim. A teraz? Wszystko się pozmieniało. Nieustanne spędzanie czasu w pracy, bo finanse, bo pieniądze, bo luksus. Pola miała dostęp do środków. Ich konto było wspólne, pieniędzy im nie brakowało. Więc czy naprawdę musiał aż tak zaniedbać ją dla dobrobytu? Ciągle krążyły za nią różne myśli, nie potrafiła się od nich uwolnić. Sprawdzała jego aplikację Booksy i kalendarz, często zamawiał wizyty u fryzjerów, barberów, spa, fitness... Tylko czemu sam? Dlaczego nie z nią? Co było powodem takiej diametralnej zmiany? Podejrzewała go nawet o to, że mógłby mieć kochankę, ale czy starczyłoby mu na to czasu? Czy miałby sumienie po takim fantastycznym ich wspólnym czasie sprzeniewierzyć wszystko i puścić to w zapomnienie, a tym samym budować nową przyszłość?
Rozdział trzeci: Za fotografią
Studia nadal trwały. Pola odnosiła wiele sukcesów w życiu artystycznym - bajkowe obrazy i magiczne, przepełniające entuzjazmem wystawy. Jej życie poza problemami małżeńskimi wypełniały kolory, ona nie była realistką. Często uciekała w fantazję. Wydawało jej się, że ta kraina jest dla niej bardzo bezpieczna, szczególnie teraz, kiedy ich małżeństwo wisi na włosku. Jej studia doktoranckie dobiegały końca. Roczne seminarium obejmujące działalność artystyczną i dydaktyczną w danym roku akademickim zaliczyła na najwyższa ocenę, więc była spełniona i szczęśliwa. Dostała propozycję zorganizowania wernisażu we Francji. Nie znalazła jeszcze dokładnej lokalizacji, ale i tak to jej spełnienie marzeń. Koszty otwarcia tego wernisażu nie będą małe, to wiedziała, jednak nie chciała odpuścić. Zapragnęła podjąć rękawicę i doprowadzić to do końca.
Późnym popołudniem, kiedy już wróciła do domu otworzyła skrzynkę mailową, a tam czekała na nią wiadomość od Roberta Moreau. Wiedziała, że miała czekać na oficjalną informację z Paryża, gdzie, kiedy i jak miałby odbyć się jej wernisaż. Poczuła, jak rozpiera ją radość i ogromna ekscytacja. Apolonia była ogromnym wrażliwcem, więc w każdych doświadczanych przez nią sytuacjach, serce towarzyszyło jej szybszym biciem. Z zapartym tchem otworzyła wiadomość:
Droga Apolonio!
Kontaktuję się z Tobą w sprawie wernisażu. Nasza propozycja to Château de Fontainebleau (czyt. Rezydencja królewska w Fontainebleau). Wernisaż mógłby odbyć się wstępnie w kwietniu 2020 roku. Dzień ustalimy na spotkaniu. W ramach opłaty, która towarzyszyłaby wystawie, wyznaczona jest Sala Królewska mniejsza. Tam zapragnęlibyśmy wystawić Twoje obrazy, te które uznamy za wyjątkowe i pasujące do wnętrza. Wszystkie szczegóły moglibyśmy omówić w czasie osobistej rozmowy. Jeśli jesteś zainteresowana rezerwacją sali na wernisaż, powinnaś wpłacić zaliczkę w wysokości 10 000 PLN.
Po otwarciu załączników powinnaś ujrzeć karty pokładowe na sobotni lot do Paryża wraz z lotem powrotnym.
Będę czekał na Ciebie w hali przylotów w Porcie lotniczym Paryż-Roissy-Charles de Gaulle. Mam nadzieję, że szybko się znajdziemy. W kolejnym załączniku dodaję również moje zdjęcie, abyś wiedziała, za kim się rozglądać po przybyciu na miejsce.
Z poważaniem,
Robert Moreau
Pobrała załączniki. W dwóch były bilety na lot do Paryża, już w sobotę.
- Dziś środa! - pomyślała. - Czy zdążę zorganizować pieniądze? Nie mogę wziąć z naszych oszczędności. Może zapytam Fabiana. Bez jego zgody nie chcę robić nic, co w tej chwili mogłoby nam zaszkodzić. - Znowu wszystko rozbiło się o gotówkę. Tego dnia pożałowała, że nie ma swoich oszczędności, że mają tylko wspólne pieniądze. Od razu zaczęła zastanawiać się, co dalej. Pola nie musiała pracować - nigdy. Zawsze zajmowała się tylko sztuką. To Fabian ich utrzymywał, a teraz kiedy sytuacja okazała się skomplikowana... Ona nie mówiła mu, że wie o wszystkim, o tych długach.
Niestety, zanim się nie usamodzielni, musiała go oszukać.
- Jak tylko się spotkamy, zapytam Fabiana o pieniądze - pomyślała. Otworzyła trzeci załącznik, w którym miało być zdjęcie Roberta i było. Okazało się, że Robert jest niebieskookim blondynem o bujnej grzywie i o mało męskich rysach twarzy. Przypominał jej niewinnego chłopca nie do końca pełnoletniego. Można było wywnioskować, że ma wątłą budowę ciała. Nie wzbudził w niej żadnych uczuć, poza tym, że sama ona podekscytowana była faktem wyjazdu i zwiedzeniem Rezydencji Królewskiej. Zaciekawiona była, jak wygląda mała sala królewska i kiedy będzie mogła ją zobaczyć, a chciała to zrobić jak najszybciej. Nagle usłyszała trzask otwierającej się zapadki od zamka w drzwiach. To Fabian - jak nigdy tak wcześnie. Ale to dobrze, nie będzie musiała dłużej zastanawiać się i stresować. Wparował do pokoju jak poparzony. Był zziajany i jakby lekko przestraszony.
- Pola! Nie możesz opuszczać domu wieczorami, obiecaj mi to. Nie chcę, by coś ci się stało! - roztrzęsionym głosem oznajmił jej niezwłocznie.
- Ale możesz powiedzieć czemu? O co chodzi i co się stało? Czy to tak wiele? Poza tym, ja w sobotę wylatuję do Paryża i potrzebuję pieniądze. Czy mógłbyś mi przelać na moje konto 15 000 PLN?
Fabian zaniemówił. Wyglądał, jakby właśnie zbierał myśli, starał się uporządkować to, co ona do niego mówi. Wiedziała, że mają oszczędności, bo sprawdzała ich konto bankowe jeszcze dziś przed południem.
- Polusiu, narobiłem nam kłopotów, zaciągnąłem długi u groźnych ludzi. Ja naprawdę chciałem Ci powiedzieć, ale nie wiedziałem, jak to zrobić... Bałem się, że odejdziesz ode mnie... A o pieniądze nie musisz się pytać, bo przecież połowa z nich jest twoja, są to pieniądze od Twoich rodziców. Zaraz tę część przeleję na Twoje konto i lepiej będzie, jak na jakiś czas nie będziemy mieszkać razem, ja muszę się z tego uwolnić, a Ciebie nie mogę w to mieszać. Kocham Cię, ale nie wiem, Pola, czy tak naprawdę kocham czy mi się tylko wydaje. Kiedy ty wrócisz z Paryża, mnie już tutaj nie będzie. Zostawiam Ci dom. Przepisałem wszystko na Ciebie. Ja jestem bankrutem. Wszystko teraz stoi na Ciebie. Podzielę nasze oszczędności i znikam z naszego życia. Kiedyś naprawdę Cię kochałem, a teraz... Teraz wolę prostytutki, jest to dla mnie bardziej atrakcyjne niż seks z tobą i bycie w Twoim otoczeniu. Spędziłem dużo czasu z innymi kobietami, ty nawet tego nie wiedziałaś. I nie żałuj mnie. Po prostu żyj swoim życiem.
Pola stała w osłupieniu, z początku rozmowy wydawało jej się jakby miało być okej, wydawał się rozumny i pełny skruchy, że robił źle. Jednak w ułamkach sekundy jakby wyszedł z niego demon. Już nie pytała siebie, jak to możliwe? Jak ma to być?
Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Bolało ją to oczywiście, ale nie chciała być jego popychadłem przez całe życie. Była za młoda, aby sobie na to pozwolić. Zechciała wziąć los we własne ręce, odnieść sukces, może nawet zakochać się ponownie? Pomyśli o rozwodzie, jak wróci z Paryża i będzie wiedzieć więcej o swoim nowym wernisażu. Był on dla niej ogromnym sukcesem. Bardzo chciałaby móc przyspieszyć czas. Nagle coś runęło z hukiem na podłogę. To Fabian zrzucił na siebie wszystkie walizki, pakował się w pocie czoła. Nagle zadzwonił jej telefon. - To Izabella, jak mam to odebrać, żeby on nie usłyszał i nie zauważył? - zastanowiła się w myślach i pobiegła szybko do łazienki, zamknęła drzwi i odkręciła wodę w wannie. Odebrała, szepcząc cicho.
- Halo? Iza? Co się dzieje? Dzwoniłaś już kilka razy.
- Pola, posłuchaj nie zatrzymuj Fabiana. Ma ogromne kłopoty i jeśli zatrzymasz go, to one najprawdopodobniej przejdą na Ciebie! - Pola czuła podenerwowanie i zatrwożona zapytała:
- Czy to chodzi o tych mężczyzn? O te długi?
- Tak, Fabian nie jest czysty! Dużo pije i bierze! Pola on od roku regularnie bierze narkotyki! - Pola oniemiała, ale byłoby to wytłumaczenie jego nerwowości, którą wnosił ze sobą do domu od wielu miesięcy.
- Izo, jak będziesz cokolwiek wiedzieć, dzwoń, ja wtedy będę spokojniejsza. On przyznał mi się, że narobił długów, starał się mnie urazić, skrzywdzić słowami. Nie będę go zatrzymywać i przejmować się, starałam się to uratować, ale nie chcę już... mam dość... - powiedziała i rozłączyła się.
Nie rzuciła słuchawką, z pokorą schowała telefon do kieszeni. Zakręciła wodę i wyszła z łazienki. Za drzwiami stał rozwścieczony Fabian.
- Ty suko! Spiskujesz za moimi plecami? - zamaszyście uderzył Apolonię w twarz.
Pola poczuła ogromny ból głowy, zobaczyła fruwające czarne i srebrne świecące mroczki pod powiekami, otulona ciemnością zapadła w mrok.
Fabian odtrącił jej ciało z przejścia, przeciągnął je do salonu na sofę. Spakował resztę rzeczy i uciekł. Z plecaka, z którym wrócił z pracy, wyjął zawiniątko i położył jej na stole. Uciekł z ich własnego domu. Zachował się jak bandyta. Nie pomógł jej. Nie zatrzymał się. Nie sprawdził, czy ona oddycha. Z hukiem zatrzasnął drzwi i wybiegł z domu. Kiedy już był na dole, z impetem rzucił kluczami w szybę balkonową, a ta rozprysła się w drobny mak.
I tak mijały godziny...
Rozdział piąty: Wasze Królewskie włości
Zbudziła się o poranku. Już czuła w sobie adrenalinę, więc szybko poszła się wykąpać. Następnie wyprostowała włosy, założyła czarną elegancką sukienkę i otuliła ramiona szalem w kolorze butelkowej zieleni, wcześniej robiąc delikatny dziewczęcy makijaż. Założyła szpilki i użyła swoich ulubionych perfum Yves Sant Lauren Libre. I właśnie była gotowa na podbój nowego świata. Czuła się pewna siebie. To wczorajszy wieczór napełnił ją nadzieją i kobiecością, a także dał jej ogrom pewności siebie, przez to dziś nie bała się podjąć wyzwania i spotkać się z najważniejszymi osobami, które miały decydować o jej artystycznej przyszłości. Spokojnym, ale pewnym krokiem opuściła pokój i zeszła na dół do hotelowego lobby, gdzie czekała na Roberta. Ujrzała go w oddali. Zauważyła, że i on przygląda jej się. Widziała zainteresowanie w jego oczach, już wczorajszego wieczoru to czuła, ale przecież nie mogła z nim flirtować, ponieważ nadal miała męża. Jaki był - taki był, ale nadal był.
- Polu, wyglądasz oszałamiająco. Jestem pewny, że uda Ci się osiągnąć zamierzony cel. Jestem tego pewny - dodał jej otuchy, którą przyjęła za dobrą monetę.
Z Paryża do miejsca docelowego mieli około 70 km, więc to prawie godzina jazdy samochodem. Miała czas zebrać myśli, ukoić umysł i pooglądać wszystko, co jest dookoła niej. Dla Roberta była to normalność. Codziennie przemierzał te kilometry po to, by dotrzeć do pracy. Znał doskonale te miejsca. W rezydencji bywał codziennie, pracował tam i od dłuższego czasu zajmował się kolekcjami dzieł sztuki, czuwał nad galerią mebli, galerią malarstwa. Bardzo kochał sztukę, a ta praca była dla niego wymarzoną. Po dotarciu na miejsce jej oczom ukazał się wspaniały zamek, było tyle pokoi, że nie można było ich zliczyć. Hektary parku i ogrodów zieleni, które otaczały zamek oszałamiały. Teren zamku podzielony był na kilka części. Bardzo duże wrażenie robiły schody w podkowie. Były to wielkie, monstrualne wręcz schody prowadzące do kilku z wielu części zamku. Nie mogła wszystkiego objąć wzrokiem, ponieważ było tego zbyt dużo. Robert ujął jej dłoń, kierując się z nią do historycznego serca zamku Cour Ovale. Niezmiernie zaskoczył ją ten piękny dziedziniec wraz ze wspaniałymi fasadami budowli. To wszystko było tak urzekające, że trudno jej było objąć to rozumem i zmysłami. Cały obszar był tak ogromny, że po jakimś czasie czuła się zgubiona. Robert nadal trzymał jej dłoń. Kiedy weszli do środka, skierowali się dość mrocznym, jednak pięknym korytarzem. Dotarli do wielkich drzwi, zdobionych i złoconych. Weszli do środka i znaleźli się w stylowym pokoju, nie był zbyt duży, ale też nie był mały. Bardzo przyjemny przytulny i ... bogaty. Tak, to dobre słowo - bogaty. Wszystko wyglądało tam na bogate. Rzeźby, obrazy, welury - to coś, co nadawało klimatu. Dzięki tym bogatym dodatkom można było poczuć się jak za bardzo dawnych lat. Rezydencja ta ma bogatą historię, gdyż jest ona nie tylko byłym pałacem pojedynczego monarchy, lecz siedzibą wszystkich królów Francji. Taki "dom rodzinny". Posiadłość przekazywana była z pokolenia na pokolenie aż do XIX wieku. Pola czytała o tym w Internecie na stronie rezydencji królewskiej w Fontainebleau.
W sali, w której byli obecnie, znajdował się okrągły stół z kilkoma krzesłami. Zasiedli tam z Robertem i czekali na przyjście Kustosza i jego powiernika. Nie minęło wiele czasu, jak się pojawili i zajęli miejsca naprzeciwko. Mieli przygotowany konspekt wernisażu Poli. Dokładnie wiedzieli, czego oczekują, czego chcą. Robert mówił biegle po francusku, więc było łatwo dojść do porozumienia. Niestety, jej francuski w tej sytuacji by nie wystarczył, ograniczał się tylko do grzecznościowych zwrotów. Obrazów na wystawie miało być co najmniej 15. Głównym tematem miały być kwiaty i owoce wzorowane na sztuce Mo?se Jacobbera. Było to dla niej dość duże wyzwanie, ponieważ malarz ten był specjalistą od kwiatów właśnie i owoców. Jego domeną były obrazy olejne oraz akwarele. Pola też lubiła malować farbami olejnymi i to właśnie ich najczęściej używała. Zaakceptowała wszystkie warunki przedstawione przez kustosza, wpłaciła zadatek na rezerwację tego wydarzenia i podpisali umowę. Miała dwa lata na przygotowanie wystawy i dopinanie wszystkich szczegółów. Jej prawą ręką miał być właśnie Robert, to z nim miała ustalać wszystko i kontaktować się w razie wątpliwości i potrzeby, ponieważ szkielet tego wernisażu już znała. Uścisnęli sobie dłonie i rozeszli się każdy w swoją stronę, oczywiście poza nią i Robertem. Jej nowy przyjaciel zabrał ją na spacer po Ogrodzie Anielskim. Pogoda była słoneczna, więc całkiem miło spędzało im się czas na zewnątrz. Po wielogodzinnych emocjach ten spacer był niezmiernie kojący. Dookoła posiadłości płynęła rzeka, która opasała ją jak wstęga. Ich uszu dochodziły jej dźwięki - szum fal i krzyki ptaków. Oczy Poli zachwycały się ilością bujnej zieleni, wielością niespotykanych gatunków roślin i drzew, krętymi ścieżkami i gęstą zieloną trawą. Wyglądało to jak tajemniczy ogród i było miejscem, w którym można myślami odpłynąć. Nastrój był niesamowity. Pola przesiąkała tą chwilą aż do zapomnienia. Spacer trwał już trochę czasu, na tyle długo, że nawet pogoda się zepsuła. Zaczęło kropić. Robert zdjął marynarkę i założył ją Poli na ramiona, sam został w koszuli. Do samochodu mieli jeszcze z 15 minut pieszo. Kiedy zbliżali się do celu, Robert otworzył jej drzwi. Miała wówczas okazję przyjrzeć się mu z bliska. Ujrzała przemoczoną koszulę na jego torsie, a pod nią doskonale odznaczającą się klatkę piersiowa, jego sutki, barki i ramiona. Wydawał się bardzo męski. Choć było widać, że jest dość smukły, to jednak mięśni mu nie brakowało. Wsiedli do samochodu, a mężczyzna włączył ogrzewanie, ciepło rozlało się wewnątrz auta. Kojąca muzyka zaczęła wydobywać się z głośników. Spojrzeli na siebie, on odsunął kosmyk jej włosów z twarzy, która była cała mokra. Zrobiło się bardzo romantycznie. Robert wyglądał jakby chciał ją ucałować, jednak wiedział, że mu nie wypada. Chociaż znali się niedługo, czuli, że między nim jest ogromna chemia. Hormony tutaj działały dość intensywnie. Droga powrotna minęła bardzo szybko. Robert okazał się dobrym słuchaczem. Pozwolił Apolonii się wypowiedzieć. Zatem ona, korzystając z tego przyzwolenia, opowiedziała mu o swoich uczuciach i emocjach. Mówiła o tym, że bardzo zachwyciły ją dzisiejsze wydarzenia. Nie mogła uwierzyć w to, że to wszystko się wydarzyło i że w swojej torbie ściska kontrakt na wernisaż w rezydencji królewskiej w Fontainebleau. Rozkleiła się - uśmiechała się szeroko i płakała w tym samym czasie. Robert patrzył na nią, czuł jej szczęście i przeżywał to z nią na równi. Pola zapragnęła spędzić z nim dzisiejszy wieczór. Nie chciała zostawać sama, bo wiedziała, że więcej ten czas, który ma teraz, się nie powtórzy. Chciała skorzystać z niego i cieszyć się nim do utraty tchu.
- Robercie, zechciałbyś ze mną spędzić dzisiejszy wieczór? Nie chciałabym zostawać sama. Jestem bardzo ci wdzięczna, że pomogłeś mi to wszystko zorganizować, że byłeś ze mną. Cieszę się, że mogłam to wszystko z tobą przeżyć i muszę ci powiedzieć, że te dwa dni, które z tobą spędziłam, były najwspanialsze od wielu lat. skradły moją duszę i serce - mówiąc to, patrzyła na niego i czekała na jego reakcję. Zastanawiała się, czy nie przesadziła, bo przecież nadal są obcymi dla siebie ludźmi.
- Jak mógłbym ci odmówić? Musiałbym być szalony. Wiesz, może to nie jest dobry moment na takie wyznania, ale bardzo cię lubię. Spodobałaś mi się ty i twoja wrażliwość. Jestem zdecydowany zostać z tobą dziś i spędzić ten wieczór, a nawet noc wspólnie. Jutro masz wylot, więc odwiozę cię na lotnisko, tak żebyś spokojnie zdążyła na odprawę i wiesz, chyba będę za tobą tęsknił.
- Co on właśnie do mnie powiedział? Że będzie tęsknił? - pomyślała i była zaskoczona tą deklaracją.
- Robercie, musisz wiedzieć, że ja nie jestem panną. Nie jestem też razem z moim mężem, ale nie mam jeszcze rozwodu. Przed przylotem tutaj miałam bardzo trudną sytuację związaną z rzeczywistością, w której tkwiłam od wielu lat. Jednak prawda ujrzała światło dzienne dopiero tydzień temu, więc dla mnie to jest świeża sprawa. A czas z tobą był dla mnie naprawdę kojący. Dał mi wiele radości. Po powrocie do domu mam zamiar złożyć pozew o rozwód, więc kiedy spotkamy się następnym razem, być może będę mogła o sobie powiedzieć, że jestem singielką.
- Polu, nie przeszkadza mi to. Nie będę oceniał cię za przeszłość, za to, jakie decyzje podejmowałaś. Ja też miałem różne momenty w życiu. Jestem po rozwodzie. Choć wszyscy dają mi 25 lat, to już dawno minął ten piękny wiek, bo 7 lat temu. Nie mam dzieci, z moją byłą żoną też nam się nie układało. Nie przejmuj się - my artyści to chyba już tak mamy. Mało kto jest w stanie zrozumieć naszą wrażliwą duszę i towarzyszyć jej w doli i niedoli. Chciałbym mieć z tobą kontakt. Polu, zostańmy przyjaciółmi.
- Tak, to prawda, trudno nam znaleźć drugą połowę idealną, taką, która by do nas pasowała. Przyjaźń? To coś wspaniałego, zawsze marzyłam mieć przy sobie takiego mężczyznę jak ty. Znam cię krótko, ale czuję, że jesteś mi bardzo bliski - dalej milczeli, nie mówili do siebie nic.
Do celu zostało im jeszcze jakieś 10 minut.
Fabian nie kontaktował się z Polą przez ten cały czas, Izabela również milczała. To nie było tak, że Pola nie myślała o tym, co zostawiła za sobą w Polsce. Te myśli i ta sytuacja z Fabianem, rozmowa z Izą, wszystko to cały czas było w niej, z nią. Ale na tą chwilę nie chciała tym żyć, wiedziała, że jak wróci jutro, dopadnie ją smutek dnia codziennego. Obiecała sobie, że po rozwodzie, kiedy zdobędzie wszystkie dokumenty i będzie jedyną właścicielką mieszkania, po prostu je sprzeda i wyprowadzi się z Warszawy. Kiedy tak zatonęła w myślach, przysnęła. Robert obudził ją tuż pod hotelem. W międzyczasie zdążył podjechać do siebie do domu i spakować swoje najpotrzebniejsze rzeczy, aby móc pobyć z Polą do rana. Kiedy weszli na górę, od razu poszła się wykąpać, bo czuła się zmarznięta, pomimo że w samochodzie było ciepło. Robert wypakował swoją walizkę do szafy i również przygotował sobie ubrania, bo tak jak ona czuł się mokry i zmarznięty. Pola poszła się kąpać, w tym czasie on zamówił im coś do jedzenia w ramach room service. Tym razem była to pizza z jakże niezdrową colą i słodką przekąską. Wziął też po piwie bezalkoholowym, bo wiedział, że oboje muszą rano wstać i funkcjonować zawodowo. Kiedy Pola wróciła z łazienki, była w szoku, że Robert siedzi przy stole już z jedzeniem i na nią czeka.
- Zjedzmy najpierw, bo umieram z głodu - zaproponował, dodając, że później pójdzie się wykąpać.
Pola była zaskoczona tym, że Robert był tak domyślny. Może kolacja nie była tak wykwintna jak za pierwszym razem, kiedy się spotkali. Jednak dla niej ważne było to, że o niej pamiętał i to, że ona jest obok niego. Wieczór minął im szybko, upływając na rozmowach, mniejszych lub większych wspólnych planach. Nie spostrzegli się, a już było dużo po północy. Robert wpatrywał się w nią, kiedy leżała w łóżku. Oczy miała zamknięte, jednak czuła jego wzrok na sobie. Odczuwała lekkie podniecenie. Dawno nie była z żadnym mężczyzną. Z mężem praktycznie nie współżyła, więc była spragniona bliskości. Bliskości zarówno cielesnej, jak i emocjonalnej, której brakowało jej od dawna. Pomyślała o tym, co byłoby, gdyby poprosiła go, aby ją przytulił. Przecież jeszcze kilka godzin temu obiecali sobie, że będą przyjaciółmi, tak bardzo nie chciała psuć ich relacji. Zatem musiała uspokoić umysł i wszystkie swoje zmysły, choć było to bardzo trudne. Pragnienie było bardzo silne. I tak myśląc i walcząc sama ze sobą, rozważając to, co się z nią dzieje, nie wiadomo kiedy, odeszła w głęboki sen.
Obudził ją ranek - słońce, które przedzierało się przez rolety, śpiew ptaków, który pomimo okolicy był całkiem wyraźny. Gwar uliczny również nie dał spać dalej. Otworzyła oczy. To był jej czas, ostatnie chwile w Paryżu. Robert, tak jak obiecał, odwiózł ją na lotnisko. Na pożegnanie tulił ją czule i wpatrywał jej się w oczy tak, jak gdyby nie tylko byli przyjaciółmi, jak gdyby łączyło ich coś więcej. Zastanawiała się, czy może on też czuł to samo, co ona wczoraj wieczorem? Może też jej pragnął? Jednak jakby nie było - chciała zachować między nimi słowo, które sobie obiecali. Przyjaźń, taka prawdziwa przyjaźń - zawsze o takiej marzyła. Marzyła mieć przyjaciela, z którym będą dla siebie wspólnie. Przyjaciela, który utuli ją, nie będzie oczekiwał od niej współżycia. Przyjaciela, który otoczy ją troską i bezpieczeństwem. Robert wydawał się idealnym kandydatem na takiego prawdziwego przyjaciela...
Już czas się rozstać.
- Dziękuję ci za wspaniały czas. Bardzo byłoby miło, gdybyś zechciał mnie odwiedzić w Warszawie. Bądźmy w kontakcie! Daj mi znak, kiedy będziesz miał trochę więcej wolnego - spojrzała mu głęboko w oczy, objęła jego twarz i pocałowała w usta. Musiała to zrobić, pragnęła tego. Odwzajemnił jej pocałunek i utulił ją serdecznie.
- Do zobaczenia, Polusiu! Wkrótce na pewno się spotkamy.
Warszawa przywitała ją deszczowo, chyba przewidziała, jaki będzie miała nastrój. Nie było przyjemne opuścić Paryż. chciałaby tam zostać na zawsze. Dlaczego? Może dlatego, żeby uciec od problemów, które ją dotknęły ostatniego czasu. Do tej pory nie umiała pogodzić się z utratą męża i chyba przyjaciółki. Nie wiedziała, jak ma myśleć o Izabeli. Z jednej strony chciała jej pomóc i na tyle, na ile mogła faktycznie pomogła. Jednak miała nieodparte wrażenie, że relacja Izy i Fabiana nie do końca jest tylko przyjacielska. Wyczuwała między nimi romans. Jednak nie miała na to dowodów i nie mogła się niczym wspierać w swoich przypuszczeniach.
- Czas wracać do rzeczywistości - pomyślała. otwierając drzwi do domu. Kiedy weszła do holu, automatycznie włączyły się światła w korytarzu. Była jednak pewna, że w domu nie ma nikogo, bo klucze miała tylko ona. Przed jej wylotem tata ze ślusarzem wymieniał zamki, więc czuła się bardzo bezpiecznie. Położyła walizkę na sofie i z wielkim ciężarem usiadła tuż obok niej. Nie zdążyła pochować wspólnych zdjęć jej i Fabiana, więc znów zamyśliła się i poczuła to rozgoryczenie. Wydawało jej się, jakby to nie mogło zdarzyć się w jej życiu, jakby to nie była prawda. Ona wierna i oddana, a on babiarz, alkoholik, seksoholik i narkoman? Wszystko mogła do niego dopasować. Może dobrze, że odszedł? Ona w końcu może zreflektować i spróbować stworzyć coś na nowo.
Zaplanowała sobie cały jutrzejszy dzień, bo teraz priorytetem jest odnalezienie nowej pracy i nabranie doświadczenia. No i przydałaby jej się jakaś praca dodatkowa, bo koszty wystawy wernisażu wcale nie są takie małe, a pieniądze, które ma na koncie, wolałaby zostawić na czarną godzinę.
Dni mijały nieubłagalnie. Mnóstwo złożonych aplikacji. Zero odpowiedzi. Już myślała, że los się na niej mści. Tylko za co? Same trudne chwile były ostatnio jej udziałem.
Było już późne popołudnie, kiedy zdecydowała, że wybierze się na spacer po parku, a potem wejdzie do kawiarni, w której ostatnio umówiona była z Izabelą. Pogoda zapowiadała się bardzo korzystnie, nie było mowy o deszczu. Przez te kilka dni czuła, że trochę przygasła, że to szczęście, które przywiozła z Paryża jakoś z niej wyparowało, ulotniło się. Kiedy tak spacerowała, wiatr chłodził jej twarz, muskał policzki i mierzwił jej rozpuszczone włosy. Już prawie jesień. Drzewa zaczęły gubić liście, które teraz powoli się czerwieniły i złociły. Wokół siebie widziała ludzi - matki bawiące się z dziećmi na placu zabaw, małżeństwa, pary, które spacerowały dookoła jeziora, trzymając się za ręce. Usiadła na ławce. Przed nią rozpościerał się widok dość dużego jeziora, w którym osadzone było molo z altanką. Siedziała, myślała, a jednocześnie wpatrywała się w dal. Nagle w środku kunsztownej budowli zauważyła kobietę i mężczyznę. Kobieta bardzo przypominała jej Izabelę, chociaż nie widziała jej dokładnie z bliska, ale patrząc na posturę, przypuszczała, że mogła być to Iza. Nie chciała sobie psuć popołudnia i prowadzić śledztwa. Poza tym nie chciała nadzorować przyjaciółki, do której i tak miała ogromną dozę dystansu. Zerwał się wiatr, więc zebrała się do kawiarni, tej kawiarni - wspaniałej, klimatycznej, pachnącej dziś piernikiem. Zamówiła sobie kawę, a że była częstą klientką, ciastko dostała gratis. Nie przesiadała się, została przy bufecie.
- Często pani u nas bywa. Tak dobrze zna pani to miejsce... Może chciałaby nam pani pomóc? Szukamy kogoś do pracy - Pola wlepiła wzrok w kobietę. W pierwszej chwili pomyślała, że się przesłyszała. Jednak nie. Kobieta dodała:
- A może zna pani kogoś, kto szuka dodatkowej pracy?
- Tak, właśnie poszukuję jakiegoś zajęcia. Z nieba mi pani spadła, Jestem Apollonia, a dla znajomych i bliskich Pola - czułym spojrzeniem objęła kobietę.
- Mam na imię Nina. Jestem właścicielką tej kawiarni. Często cię tu widuję, więc pomyślałam, że mogłabym zapytać ciebie o podjęcie współpracy. Mam nadzieję, że z mojej strony nie był to duży nietakt?
- Coś Ty, spadłaś mi z nieba! Próbuję znaleźć pracę od jakiegoś czasu. Co z tego, że ukończyłam studia, mam doktorat, jak i tak to na nic.
- Nie przejmuj się, może to po prostu gorszy czas. Każdy ma taki w swoim życiu. Spotkaj się ze mną jutro, przedstawię ci propozycje, jakie dla ciebie przygotuję.