Ostatni papież - John Hogue

Reflow text when sidebars are open.
Poryw wiatru podniósł i przewrócił karty Ewangelii leżącej na cedrowej papieskiej trumnie na placu świętego Piotra, jakby jakaś niewidzialna ręka zamykała księgę o jednym z największych papieży, jacy kiedykolwiek żyli. Jego imię brzmiało De labore solis (Z Trudu Słońca). Nie jest to imię, pod jakim większość ludzi zna Jana Pawła II. Nadał mu je świątobliwy irlandzki pielgrzym, który na widok świętego miasta Rzymu wpadł w ekstatyczny trans i wypowiedział prorocze łacińskie imię Jana Pawła 865 lat wcześniej.
Pielgrzymem tym był święty Malachiasz, papieski legat w Irlandii, który w roku 1140 rzekomo wygłosił listę 111 tajemniczych łacińskich sentencji zakończoną apokaliptycznym epilogiem, przepowiadającą sekwencję 112 papieży aż do Dnia Sądu Ostatecznego. Tylko jednego ze 112 papieży św. Malachiasz opisał imieniem nawiązującym do zaćmienia słońca. Tylko jeden papież, Jan Paweł II, urodził się w czasie zaćmienia słońca i jak dotąd tylko on został pochowany w Bazylice św. Piotra w dniu zaćmienia słońca!
Kto miał nastąpić po nim? Od ponad tysiąca lat mnisi z zakonu benedyktynów przekazują sobie proroctwo głoszące, że kiedy benedyktyn zostanie papieżem, będzie to początek końca. Proroctwo to mogło się częściowo spełnić, kiedy kardynał Joseph Ratzinger został wybrany na następcę Jana Pawła. Wprawdzie sam Ratzinger nie był benedyktynem, ale przyjął imię na cześć założyciela ich zakonu - którego darzył wielkim oddaniem - kiedy został papieżem Bendyktem XVI.
Mogłoby się wydawać, że św. Malachiasz wiedział, że tak się stanie. Nazwał go De gloria olivae (Z Chwały Drzewa Oliwnego). Jeden z odłamów zakonu św. Benedykta jest nazywany oliwetami, a ich symbol stanowi gałązka oliwna. To wskazuje, że przeznaczeniem papieża Benedykta, jak oliwetów, jest przygotowanie świata na spełnienie się apokaliptycznych proroctw Chrystusa wygłoszonych na Górze Oliwnej. Papież Benedykt miał przyspieszyć czasy skandalu i apostazji najwyższych książąt Kościoła.
Rzeczywiście, panowanie Benedykta było naznaczone skandalami, a trwającą od dziesięcioleci zmową milczenia i chronienie księży pedofilów uważa się za ważny czynnik, który miał wpływ na jego nieoczekiwaną abdykację - coś, czego nie zrobił żaden papież od niemal 500 lat.
Po nim miał nadejść ostatni papież z listy św. Malachiasza, obecny, uwielbiany papież Franciszek - postępowy i rewolucyjny wikariusz Chrystusa, przez niektórych krytyków uważany za Antychrysta. Czy żyjemy w czasach ostatniego papieża, po którym według św. Malachiasza nastąpi koniec świata?
Nadchodzi czas na nowe i wnikliwe zbadanie przypisywanych św. Malachiaszowi proroctw zapowiadających bliski koniec papiestwa.
Książka Ostatni papież to historia o przeszłości i przyszłości Kościoła rzymskokatolickiego. Rozpoczynamy od historii życia św. Malachiasza, próbując ocenić, w jakim stopniu na losach średniowiecznego Kościoła i charakterystycznym dla tego okresu sposobie myślenia zaważyły czasy, kiedy Rzym pozostawał pod wpływem pogaństwa.
Następnie, rozpatrując sto jedenaście łacińskich sentencji dotyczących Sądu Ostatecznego przypisywanych Malachiaszowi, prześledzimy ewolucję Kościoła do czasów współczesnych, a nawet wybiegniemy w przyszłość. Prezentując postacie papieży następujących po sobie aż do dnia Sądu Ostatecznego, porównamy historię ich pontyfikatu z przepowiedniami katolickich wizjonerów - zgodnie z kolejnością pojawiania się proroctw. Będą to akceptowane przez Kościół wizje św. Hildegardy z Bingen i potępiane wizje Joachima z Fiore, a także wizja papieskiej sukcesji przedstawiona przez najbardziej kontrowersyjnego z katolickich jasnowidzów - Nostradamusa.
Kilkaset lat po śmierci św. Malachiasza wiarygodność jego przepowiedni podano w wątpliwość. Uznano, że przypisywane mu sentencje są fałszerstwem, pochodzą bowiem z okresu późnego renesansu. My rozważamy argumenty sceptyków i kontynuujemy badanie dziejów papieży aż do naszych czasów, a nawet wybiegając w przyszłość.
Książka Ostatni papież opisuje również apokaliptyczne cierpienia czekające nas w czasie pontyfikatu ostatnich dwu papieży wymienionych przez św. Malchiasza, których prorok nazwał Chwałą Drzewa Oliwnego i Piotrem z Rzymu.
Ostatnie słowa proroctwa św. Malachiasza są przepełnione rozpaczliwym smutkiem z powodu zbliżania się dnia Sądu Ostatecznego. Czy jednak ich autor jest zdolny jedynie do dostrzegania ciemności, jaka pozostanie po zatrzaśnięciu się drzwi jego wieku? Spróbujemy złamać pieczęć wcześniejszych katolickich wizji i porównać zawarte w nich ostrzeżenia dotyczące dnia Sądu Ostatecznego z przerażającym testamentem św. Malachiasza.
John Hogue
Wczesnym wieczorem wiosną 1140 roku irlandzki biskup wraz z towarzyszącymi mu mnichami wspinali się na wzgórze Janikulum, leżące w zachodniej części Rzymu. Udawali się tam, aby podziękować za szczęśliwe zakończenie szesnastomiesięcznej pielgrzymki. Gdy usiedli na szczycie wzgórza, ujrzeli w dole labirynt pokrytych dachówkami i stiukiem budowli. Podziwiali liczne kościoły i potężne ruiny z czasów pogańskich, tak wysokie, że chwytały ostatnie spojrzenia zachodzącego słońca.
Malachiasz leżał na wzgórzu Janikulum otoczony gromadką irlandzkich mnichów i odpoczywał po trudach skwarnego dnia. Zmarszczki wokół jego błękitnych oczu łagodniały, gdy blask bijący od oświetlonego słońcem kamienia ustępował ciemnym barwom nadchodzącej nocy. Biskup spojrzał na to wspaniałe miasto, otulone prześcieradłami coraz bardziej wydłużających się cieni, i zapłakał.
Tak jak niegdyś Jezus płakał nad Jerozolimą, przyszły święty opłakiwał swoją wizję Rzymu. Ale w przeciwieństwie do Mesjasza, dla którego irlandzki biskup ofiarował swoje życie dyscyplinie monastycznej i umartwianiu ciała, łzy Malachiasza wypływały z wewnętrznych przeżyć.
Biskup zasnął zmęczony płaczem. Mnisi stali nad nim, patrząc w mrok i nie śmiąc poruszyć mistrza. Gdy w blasku gwiazd zaznaczyły się kontury wieżyc Rzymu, a drzewa na wzgórzu Janikulum zaczęły kołysać się w rytm mantr wygrywanych przez cykady, towarzysze biskupa usłyszeli głos. Brzmiał on niezwykle delikatnie i zadziwił pogrążonych w zadumie mężów.
"Rzym..."
Biskupi skryba przybliżył się do twarzy mistrza.
"Rzym..." - wyszeptał ponownie Malachiasz.
Skryba ledwie mógł odczytywać słowa z ruchu ust biskupa. Księżyce oczu Malachiasza chwytały światło gwiazd, po czym jego powieki zamykały się jak w transie. Przez moment jego senne spojrzenie przesuwało się gwałtownie, jakby tańczyło nad jakimś fantastycznym obrazem. Następnie powieki męża uspokoiły się i jakaś tajemnicza siła poruszyła jego wargami, które szeptały łacińskie zdanie. Przez chwilę wydawało się, że biskup zapadł w zwyczajny sen, ale jego oczy znów powędrowały ku nowej wizji, z ust zaś dało się słyszeć nowe zdanie.
O świcie znużony skryba zgasił ostatnią z kilku świec i patrzył, jak pierwsze promienie wschodzącego słońca padały na żółty pergamin zawierający sto jedenaście łacińskich sentencji, zakończonych nieco dłuższym epilogiem.
Gdy biskup obudził się ze snu, oznajmił, że Bóg objawił mu wizję dotyczącą wszystkich papieży, którzy będą panować od zakończenia obecnego pontyfikatu (Innocentego II) aż do dnia Sądu Ostatecznego.
Niektórzy powiedzą, że ta średniowieczna historia dotarła do nas ubrana w apokryficzną renesansową szatę. Krytycy zgadzają się, że św. Malachiasz i jego mnisi weszli na wzgórze Janikulum, ale twierdzą, iż żadne proroctwo nie zostało tam wygłoszone. Mówią, że przypisywane Malachiaszowi przepowiednie powstały cztery wieki później - świeżym atramentem na starym, średniowiecznym pergaminie. Jednak gdy zbliżamy się do naszych czasów, prawdziwość tych proroctw zaczyna się potwierdzać. Jeśli spróbujemy je zgłębić, zauważymy, że wiele z nich głosi zmierzch i upadek Kościoła rzymskokatolickiego.
Bez względu na to, czy wspomniane łacińskie sentencje pochodzą z 1140 roku, czy też zostały spisane pod pseudonimem średniowiecznego świętego w latach 90. XVI stulecia, ich autor był prorokiem. Jeśli jego przepowiednia jest prawdą, to my, ludzie żyjący w pierwszych dekadach trzeciego tysiąclecia, którzy byliśmy świadkami wstąpienia w 2013 roku na tron św. Piotra papieża Franciszka, być może żyjemy w "końcu czasów", poprzedzającym dzień Sądu Ostatecznego.
"Jutro" na sprzedaż
Wiemy, że zanim Malachiasz i towarzyszący mu mnisi powrócili do Irlandii, pokazali papieżowi Innocentemu II manuskrypt zawierający wspomniane proroctwa. Dokument przekazano do podziemnych archiwów Watykanu, gdzie pozostawał w zapomnieniu ponad czterysta pięćdziesiąt lat. Na początku lat 90. XVI wieku benedyktyński historyk Dom Arnold Wion odkrył sto jedenaście sentencji i zawarte w nich znaki zwiastujące dzień Sądu Ostatecznego, który ma nastąpić pod koniec panowania ostatniego z papieży. Benedyktyn zawarł je w swojej słynnej pracy poświęconej historii katolicyzmu, Lignum vitae, opublikowanej w 1596 roku.
Przez następnych kilkaset lat owa lista sentencji budziła kontrowersje, głównie dlatego że zawarte tam proroctwa ośmielały się atakować Kościół. Władze kościelne uważały rozpoczęcie "odliczania" ostatnich dni Kościoła katolickiego za niestosowne. Dysponując przypuszczalną średnią życia papieża, można ustalić, że zgodnie ze wspomnianymi sentencjami ostatni z nich zasiądzie na tronie św. Piotra około roku 2000.
Każdy dokument, który przepowiadał koniec Kościoła rzymskiego i ostateczne zniszczenie Rzymu, stanowił podstawę do wszczęcia kampanii mającej przeciwdziałać rozszerzaniu się tych informacji. Najsurowszymi krytykami takich proroctw byli jezuici. Kiedy pod koniec XVI wieku zostały odkryte sentencje Malachiasza, księża z Towarzystwa Jezusowego występowali w roli papieskich tajnych służb przygotowanych do obrony wiary i zachowania prawowierności.
Wyobraźmy sobie, że agenci CIA odkryli w Bibliotece Kongresu Stanów Zjednoczonych dokument zawierający dokładną przepowiednię dotyczącą sukcesji prezydentów tego państwa aż do jego ostatecznego upadku. Czy ze względu na bezpieczeństwo narodowe CIA nie nazwałoby tego dokumentu fałszerstwem? A gdyby wspomniane proroctwa stały się własnością publiczną, czy nie próbowałoby wylansować pozytywnych wizji, które byłyby ich zaprzeczeniem i malowały przyszłość prezydentury w Stanach Zjednoczonych w różowych barwach?
Twierdzę, że podobne działania podejmowaliby - i podejmują - obrońcy Watykanu.
Przez ponad trzydzieści lat moich badań nad tradycjami światowych przepowiedni nigdy nie spotkałem cenzorów bardziej surowych wobec swoich proroków niż Kościół rzymskokatolicki. Nie znajdziecie sentencji św. Malachiasza na półkach księgarni kościelnych. Nie natkniecie się tam także na książki wizjonerów, którzy kiedykolwiek dali do zrozumienia, że Kościół w swojej obecnej formie nie przetrwa długo w nowym milenium.
Odpowiedź na pytanie "Dlaczego tak będzie?" można znaleźć w zaakceptowanych przez Watykan książkach autorów katolickich, które rozwijają zawarte w Lumen Gentium przesłanie, aby wierni pozostawali otwarci na objawienia. Jednakże Lumen Gentium dodaje, iż osąd w sprawie prawdziwości objawień i właściwej ich interpretacji zależy od tych, którzy stoją na czele Kościoła, a których szczególnym zadaniem nie jest gasić ducha, lecz badać wszystko i zachowywać to, co dobre. Dobro jest definiowane przez watykańskich cenzorów, a nie przez ciebie czy przeze mnie. Możesz zatem znaleźć prawdę jedynie u wizjonerów, którzy nie stawiają pod znakiem zapytania ostatecznego przetrwania i triumfu Kościoła katolickiego w obecnym i nadchodzącym dziesięcioleciu.
Ujednolicone przepowiednie Świętych Ojców zachowują następującą chronologię wydarzeń:
Ostrzeżenie. Są to znaki pochodzące od "zatwierdzonych" wizjonerów, którzy głoszą, że męka i drugie przyjście Chrystusa, Oblubieńca Matki Kościoła, są bliskie.
Cud. Nawiedzenia i masowe uzdrawianie przez Matkę Chrystusa, Najświętszą Maryję Pannę, oraz pojawienie się wielu boskich stygmatów powodują, że ludzie oczekują cudownego znaku z nieba, który będzie widoczny dla wszystkich mieszkańców Ziemi. Po objawieniu się cudu wiele osób będzie pokutować i nawróci się na katolicyzm, ale większość ludzi odwróci się od Kościoła i zostanie uwiedziona przez Antychrysta.
Kara. Bóg wysyła dwóch ostatnich proroków, Eliasza i Enocha, którzy zostali zamęczeni przez Antychrysta. Najświętsza Maryja Panna nie może dłużej powstrzymywać karzącej ręki jej syna i ludzkość zostaje ukarana za swoje grzechy. Kościół i wierni są poddawani okrutnym próbom przez Antychrysta. Następuje zagłada i Armagedon.
Era pokoju. Rozpoczyna się tysiąclecie pokoju. Chrystus powraca i pod jego boską władzą Kościół katolicki, chociaż osłabiony i przygnieciony, zostaje odbudowany. Staje się jedynym Kościołem Chrystusowym na Ziemi. Wszyscy ludzie, którzy przetrwali zagładę, w tym Żydzi, nawracają się na katolicyzm.
Księgarnie katolickie, proponujące publikacje zgodne z zaleceniami Rzymu, nie zgłaszają zastrzeżeń do tej chronologii. W najlepszym przypadku znajdziecie w nich książki, które kwestionują dokładny czas, kolejność oraz stopień winy i zapowiadanej kary, ale w istocie powyższy scenariusz został opatrzony pieczęcią Watykanu. To jest właśnie "jutro", jakie chce on sprzedać.
Patrząc w przyszłość przez lustro przeszłości
Ani cenzorzy Benedykta XVI, strażnika dogmatu za długiego panowania Jana Pawła II, ani cenzorzy następcy Benedykta, Franciszka, nie zaprzeczają, że w nadchodzących dekadach XXI wieku Kościół będzie zmuszony do walki o zachowanie wiary i jej przetrwanie. Pęknięcia w gmachu Kościoła rzymskokatolickiego poszerzają się. Mimo że liczba wiernych przekracza miliard, obserwuje się szybki spadek liczebności duchownych. Schizma szerzy się wśród kleru i laikatu. Wielu katolików uważa, że ich przywódcy w Rzymie stracili poczucie czasu i potrzeb swoich wiernych. Papież Benedykt XVI i jego hierarchowie nie poddawali się rosnącym naciskom, by doktryna Kościoła weszła przynajmniej w wiek XX, zanim rozpocznie się następne tysiąclecie. Mimo swego niewątpliwego indywidualizmu, Jan Paweł II był papieżem oddanym tradycji. Podobnie jak jego następca Benedykt XVI, był gotów prowadzić Kościół ku przyszłości, kierując się tym, co widzi we wstecznym lusterku, w którym odbija się przeszłość. Mimo większej przystępności i otwartości papieża Franciszka, mówiącego o bardziej aktywnej roli kobiet i zachęcającego gejów do włączenia się w życie Kościoła, jest on tak samo nieustępliwy, jeśli idzie o zmianę doktryny, jak byli Jan Paweł i Benedykt.
W tej atmosferze, mimo łagodniejszej postawy papieża Franciszka, miliony wiernych wciąż opuszczają Kościół w Ameryce Północnej i Europie. Nawet w takich bastionach katolicyzmu jak Ameryka Południowa, a także Afryka i Azja, coraz większa liczba wiernych daje się uwieść protestantyzmowi. Nie mogą już dłużej przyglądać się, jak ich wiara jest podtrzymywana za pomocą średniowiecznej hostii i przemienianego w wino octu średniowiecznych poglądów i obrzędów.
Przyszłość z natury rzeczy wiedzie każdego człowieka ku spotkaniu z nieznanym. Historia dostarcza wielu przykładów osób i organizacji, które usiłowały zmienić niewygodny bieg przeznaczenia. Zamiast złagodnieć i przystosować się do spotkania z nowymi prądami, ci, którzy byli wierni swym nadziejom, zginęli. Weźmy pod uwagę politycznych przywódców, którzy przegrali II wojnę światową. Imperialna Japonia i nazistowskie Niemcy zwalczały wszelkie wzmianki o znakach zwiastujących odwracanie się zwycięskiej fali. Wszystkie krytyczne poglądy były traktowane jako rezultat defetyzmu i braku wiary. Im bliższy był koniec wojny, tym bardziej nieprawdopodobne stawały się przepowiednie głoszące ostateczne i cudowne zwycięstwo, które rozbrzmiewały z pałacu cesarskiego w Tokio i siedziby Hitlera w Berlinie.
Jaki model obowiązuje tutaj?
Pewna siebie organizacja religijna, jaką jest Kościół rzymskokatolicki, nie traci czasu na krytykowanie przepowiedni zwiastujących dzień Sądu Ostatecznego. Oficjalnie popiera natomiast proroctwa, które przewidują jej ostateczne zwycięstwo nad wszystkimi innymi religiami świata.
Jeśli prawda wytrzymuje próbę, żadna apokalipsa nie może jej zaszkodzić. Czy nauka Chrystusa znajduje swój koniec na krzyżu? Czy słowa Buddy umierały na jego wargach, kiedy w ostatnią pełnię księżyca wyzionął ducha?
Czterysta lat po powtórnym odkryciu proroctw św. Malachiasza zostanie osądzona postawa dostojników Kościoła, którzy oficjalnie je odrzucili jako podejrzane, gdyż z zaskakującą dokładnością opisują charaktery, herby rodzinne i losy papieży do czasów obecnego i być może ostatniego namiestnika Chrystusowego, a nawet dalej.
Dni papieża Franciszka są emocjonujące, ale policzone. Mając 79 lat, publicznie zapowiedział, że jego rządy jako wikariusza Chrystusa nie będą długie.
Zatem można oczekiwać, że apokaliptyczny epilog proroctwa św. Malachiasza nastąpi za panowania Franciszka.
Lata wczesne: duma i pobożność
W czystym blasku słońca średniowiecznej Irlandii wychował się kwiat kanonizowanych chrześcijańskich wizjonerów. Głównym wizjonerem celtyckich wyroczni był Mael Maedhoig Ua Morgair, czyli Malachiasz O'Morgair. Urodził się w Armagh w roku 1094, a więc dziewięćdziesiąt cztery lata od chwili, w którą chrześcijańscy prorocy pierwszego tysiąclecia mylnie skierowali strzałę zwiastującą dzień Sądu Ostatecznego, wskazując rok 1000 jako czas apokalipsy i powtórnego przyjścia Chrystusa.
Malachiasz był dzieckiem północnoirlandzkiego możnowładcy Lectora z Armagh oraz jego nie mniej wykształconej żony, która pochodziła z bogatej rodziny z Bangor w hrabstwie Down. Przyszły święty wyrastał w cieniu katedry w Armagh, w mieście będącym forpocztą cywilizacji i chrześcijaństwa w północnej Irlandii. Tam też pobierał nauki u swego pobożnego i wykształconego ojca. Poza murami Armagh chrześcijanie byli często narażeni na duchową deprawację ze strony księży, którzy niedbale udzielali sakramentów lub przedstawiali własne, nienaukowe interpretacje Modlitwy Pańskiej. W niektórych spośród wspaniałych, pochodzących z VII wieku klasztorów szerzyły się symonia i korupcja. Jednak niegodziwości te znajdowały się na razie daleko poza zasięgiem wzroku niewinnego młodego chłopca, któremu w Armagh upływały spokojnie dni dzieciństwa.
W 1102 roku Lector z Armagh zmarł nagle w czasie podróży do Munster. Wdowa po nim była silną i rozsądną kobietą, która doskonale potrafiła sprostać roli samotnej opiekunki Malachiasza, jego brata Chrystiana oraz ich maleńkiej siostry. "Sumienna chrześcijańska kobieta" - tak określił ją św. Bernard z Clairvaux, biograf i przyjaciel Malachiasza. Matka Malachiasza dokładała starań, by wychować swe dzieci po katolicku; wpajała im bojaźń bożą i szacunek dla boskich przykazań. Malachiasz był szczególnie bystrym, dobrze sprawującym się i obiecującym uczniem. Na temat buntowniczej siostry Malachiasza niewiele wiemy.
Mówi się, że jedynie odpowiedni nauczyciel może rozbudzić w uczniu głębokie duchowe potrzeby. Z całą pewnością tak się stało w przypadku Malachiasza. Zdumiewał on przywiązanych do uroków życia doczesnego szkolnych towarzyszy swym magnetycznym wprost zainteresowaniem eremitą Imarem O'Haglanem, który porzucił pracę i odgrodził się od świata w obskurnej samotnej celi, znajdującej się kilka kroków od katedry w Armagh. Nastoletni Malachiasz znalazł w O'Haglanie nauczyciela swoich marzeń. Jego mistrz stanął na wysokości zadania, ucząc nowicjusza czerpania radości z ciężkiej pracy i zachowywania postu oraz pomagając mu poznać słodki ból płynący z wyrzeczenia się ziemskich przyjemności. W celi O'Haglana można było usłyszeć modlitwy przerywane odgłosami smagnięć bicza, gdy mistrz prezentował uczniowi, na czym polega sztuka umartwiania ciała dla zbawienia duszy.
Wielu towarzyszy monastycznego życia uważało O'Haglana za świętego. Sądzili oni, że Malachiasz jest w dobrych rękach. Jego brata Chrystiana także zachęcono, by wstąpił do klasztoru, gdzie zyskał w przyszłości uznanie jako pobożny opat.
Regularne sesje samoumartwiania się Malachiasza budziły sprzeciw jego siostry. Wszelkimi sposobami przekonywała brata, by porzucił życie ascety, jej argumenty nie przekonały go jednak. Również szkolni towarzysze błagali Malachiasza, by nie zapominał o swym szlachetnym pochodzeniu. Prosili: "Uszanuj stan swego ojca, nie marnuj pewnej kariery znakomitego profesora". Ale oni także napotkali mur wyrosły w czasie ascetycznych praktyk między nimi a wpatrzonym w Boga przyszłym świętym.
O'Halagan nauczył Malachiasza nie tylko odprawiania pokuty i akceptacji bólu, ale również śpiewania chorałów gregoriańskich. Zainspirował go także do głoszenia wezwań o reformę Kościoła.
Wygłaszane przez O'Haglana pochwały na temat poświęcenia i duchowej gorliwości młodego mnicha dotarły do uszu jego bliskiego przyjaciela, arcybiskupa Cellacha z Armagh. Nic więc dziwnego, że w 1117 roku odstąpił on od zasad prawa kanonicznego i trzy lata wcześniej, niż było dozwolone, mianował dwudziestodwuletniego Malachiasza diakonem. Diakon O'Morgair próbował odrzucić nominację; wolał wieść życie pustelnika, niż zajmować się codziennymi sprawami ludzi świeckich. Gdy jednak został, wbrew sobie, mianowany, poddał się woli bożej i całym sercem poświęcił nowym obowiązkom.
W tym samym czasie doszło do gwałtownego starcia pomiędzy Malachiaszem i jego siostrą. Gdy nowy diakon nadzorował pochówek jednego z parafian, jego "grzeszna" siostra podeszła do grobu i dała tam popis swej niemoralności. "Czy nie wiesz, że Biblia mówi: "Pozwól umarłemu grzebać umarłych?"" - szydziła.
Diakon spojrzał na nią z góry i odrzekł surowo: "Dobrze cytujesz Pismo, ale nie pojmujesz jego ducha".
Siostra Malachiasza przytoczyła słowa wypowiedziane przez Chrystusa dziesięć wieków wcześniej, a skierowane do jednego z jego uczniów (najprawdopodobniej Szymona Piotra) nad brzegami Jeziora Galilejskiego. Mężczyzna ten porzucił sieci rybackie, pozostawił rodzinę i ruszył za Chrystusem na połów dusz. Gdy dotarli do miasta, krewni Piotra nadbiegli z nowiną, że jego ojciec zmarł nagle. Namawiali go, by porzucił Jezusa i jako syn wyprawił ojcu pogrzeb. Piotr spytał Chrystusa, czy może najpierw pójść i pochować swego ojca. "Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych" - odrzekł Jezus (Mt 8,22).
Diakon Chrystusowy wiedział dobrze, jakiej amunicji zamierza użyć jego siostra. Amunicja ta zawiodła jednak. Malachiasz jedynie spojrzał groźnie na dziewczynę i rzekł: "Czynię świętą przysięgę. Już nigdy się do ciebie nie odezwę".
Malachiasz zawsze dotrzymywał obietnic. Do dziś jego biografowie upiększają tę utarczkę pomiędzy poróżnionym rodzeństwem. Zapewne śledztwo przeprowadzone z pozycji męskich szowinistów może rzucić nieco więcej światła na charakter tego konfliktu.
Po pierwsze musimy pamiętać, że autorami relacji historycznych są zazwyczaj zwycięzcy wojen i sporów. Opisane wyżej wydarzenie zanotował biograf Malachiasza św. Bernard. Ten zachowujący celibat mnich, znany z traktowania kobiet jako źródła pierwotnego grzechu, jest przekazicielem myśli Malachiasza. Nie więc dziwnego, że wersja wydarzeń zaprezentowana przez siostrę Malachiasza nigdy nie ujrzała światła dziennego.
Być może, przyszła wówczas na cmentarz, aby sprzeciwić się wyblakłej i pozbawionej życia postaci, jaką stał się jej brat. Prawdopodobnie uważała go za hipokrytę, ukrywającego pod maską świętości swe upodobanie do negującej życie i opartej na umartwianiu się egzystencji. Historia mówi, że synowie i żona świętej pamięci Lectora z Armagh byli bystrzy, milczy jednak na temat jego córki. Prawdopodobnie miała ona postępowe, lecz na owe czasy noszące znamiona herezji poglądy na temat miłości. Uważała, że miłość nie powinna kojarzyć się z obowiązkiem i posłuszeństwem, biczem i strachem.
Czy Malachiaszowi czyniono jakieś wyrzuty z tego powodu? Oto co wkrótce wyszło na jaw.
Kilka lat później, gdy Malachiasz mieszkał w Lismore, dotarły do niego wieści o nagłej śmierci siostry. Biografowie świętego podkreślają, że wiele miesięcy spędził na długich modlitwach za zbawienie nieśmiertelnej duszy siostry. Gdy uznał, że zadośćuczynił świętemu obowiązkowi, przestał odprawiać msze wypominkowe, wierząc, iż będzie zbawiona i znajdzie się w niebie. Cztery tygodnie później ujrzał siostrę we śnie, słaniającą się na nogach. Był wstrząśnięty jej widokiem, świadczącym, że nie jadła niczego od miesiąca. Po przebudzeniu się Malachiasz uświadomił sobie, że właśnie przed miesiącem odprawił ostatnią mszę w jej intencji. Podjął więc na nowo długie modlitwy i odprawiał msze za zmarłą. Po pewnym czasie siostra znów zaczęła pojawiać mu się w snach. Malachiasz przywoływał jej obraz, gdy wchodziła do kościoła zrazu ubrana w czerń, potem szła dalej i w pół drogi wewnątrz kościoła była spowita w szarość, w końcu zaś leżała u stóp ołtarza w czystej bieli, gotowa poświęcić się Chrystusowi. Malachiasz uznał, iż oznacza to, że jego siostra dostąpiła zbawienia.
Sądzę, że Malachiasz był równie słabą istotą jak każdy inny, mniej świątobliwy od niego człowiek. Kryjąc się za swymi uczynkami, dzięki którym został wyniesiony na ołtarze, jako brat pragnący ocalić duszę siostry był dręczony przez wyrzuty sumienia i błagał o przebaczenie. Być może, wszystkie jego modlitwy i dręczące go sny wypływały z poczucia winy i braku ukojenia.
Irlandzki prymas z przymusu
Wkrótce po incydencie, który spowodował pogorszenie się stosunków między Malachiaszem i jego siostrą, Cellach mianował Malachiasza wikariuszem generalnym, arcybiskup zaś powierzył mu zadanie zreformowania diecezji Armagh w czasie swej nieobecności. Po powrocie arcybiskup zastał diecezję bardzo zmienioną. Wierni tłoczyli się w kościele, zachowując porządek i czas nabożeństw, a w ich uszach rozbrzmiewały nauki Malachiasza na temat cnót małżeńskich i pokuty.
Arcybiskup był zadowolony z tego, co zobaczył, ale nie pragnął kolejnych wyrzeczeń Malachiasza. Nowe pokusy, by uciec od duszpasterskiego życia, ścierały się bowiem u niego z wizją społecznej i politycznej pracy. Otrzymawszy od Cellacha błogosławieństwo, Malachiasz wyruszył do Lismore, aby podjąć studia pod kierunkiem znanego uczonego kanonisty zwanego Malachusem, który był biskupem Lismore i Waterford.
W 1123 roku wuj Malachiasza, który choć nie miał święceń kapłańskich, pełnił funkcję opata, wyznaczył go na swego następcę w chylącym się ku upadkowi, lecz sławnym opactwie w Bangor w hrabstwie Down. Malachiasz energicznie zabrał się do pracy i przy pomocy ekipy składającej się z dziesięciu mnichów sprowadzonych z Lismore wyremontował kościół. Fakt ten był pierwszym z cudownych zdarzeń, za które Malachiasz został później kanonizowany.
Ledwie mech zapuścił korzenie w świeże sosnowe belki nowego kościoła, trzydziestoletni Malachiasz musiał porzucić spokojne życie w opactwie i stawić czoło wyzwaniu związanemu z nowym awansem. W 1124 roku przyjął, acz niechętnie, biskupstwo w Down i Conoor. Biskupstwo to było uważane za jedną z najczarniejszych enklaw religijnych w Irlandii. Malachiasz miał borykać się z moratorium na tytuły kościelne, brakiem odpowiedniej liczby księży, a nawet zachowujących celibat kleryków, a także niezgodnym z prawem kanonicznym sposobem udzielania sakramentów, odwołującym się do na poły pogańskich rytuałów irlandzkich.
Nowego biskupa najbardziej niepokoiła tradycja zawierania małżeństw przez irlandzkich księży. Peter de Rosa przypomina w swoim dziele Vicars of Christ, że św. Patryk, założyciel irlandzkiego Kościoła, był dumny z faktu, iż jest potomkiem wielu pokoleń księży, którzy "poznali" swoje żony w sensie biblijnym. Nawet arcybiskup Cellach, największy sprzymierzeniec i promotor Malachiasza, był ósmym nieślubnym następcą żonatych arcybiskupów Armagh. Malachiasz przez osiem lat walczył o wprowadzenie reformy. Miernikiem jego sukcesu może być wybuch gniewu miejscowego wodza Conora O'Louglina, którego żołnierze wypędzili Malachiasza oraz jego mnichów z Down i Connor, a nawet poza granice opactwa w Bangor. Można było wówczas zobaczyć mnichów uciekających drogami do Munster, pozostawiających za sobą płonący drewniany kościół.
Malachiasz i jego mnisi znaleźli schronienie i opiekę u króla Connaca McCarthiego, którego biskup ukrywał rok wcześniej w Bangor, gdy monarcha przebywał na wygnaniu. Król Connac dał Malachiaszowi ziemię, owce i środki finansowe, by mógł założyć klasztor zwany Ibracense (albo Iveragh) w Ballinskalligs w hrabstwie Kerry. Ibracense stało się mekką dla rozproszonego po całej Irlandii zakonu Austin Canons.
Zgodnie z przekazami, pewnej nocy 1129 roku Malachiasz miał wizję, w której wręczano mu pastorał arcybiskupa Cellacha. Dlatego też ani on, ani jego wspólnota mnichów nie byli zdziwieni, gdy dotarła do nich nowina o śmierci Cellacha i jego ostatniej woli, w której wyznaczał Malachiasza na swego następcę.
Mianowanie Malachiasza wywołało wielkie oburzenie wśród krewnych Cellacha. Lokalny wódz i sprzymierzeniec starodawnego klanu arcybiskupa złożył swój miecz i tarczę jako znak poparcia dla rywalizującego z Malachiaszem członka klanu imieniem Muirchetrach.
Przez następne trzy lata Malachiasz uniknął rozlewu krwi dzięki temu, że nie czynił żadnych starań, by zająć biskupstwo. Dopiero legat papieski, rozczarowany niesympatycznym Muirchetrachem, rozkazał Malachiaszowi przejąć biskupstwo, wpierw zmuszając go do spotkania z konkurentem. Jak napisał średniowieczny poeta:
Gilbert z Limeric, legat papieża, gdy zobaczył, że biskupstwo jest rządzone przez niewdzięcznika, wyrwał Malachiasza z Bangoru i oszczędził mu wiele goryczy z powodu braku zrozumienia dla jego próby kanonicznej reformy.
Malachiasz wolał kompromis od konfrontacji. Mieszkając poza katedralnym miastem Armagh, opiekował się członkami swojej diecezji, nie śmiał jednak postawić stopy w mieście lub katedrze, gdyż mogłoby to spowodować nagły rozlew krwi. Pozwolił, by czas i wiara były jego bronią. W 1134 roku zmarł potężny Muirchetrach, wyznaczając uprzednio na swego następcę brata Cellacha, Nialla. Po pewnym czasie Niall poddał się, zagrabił jednak - jako wyraz pobożnej urazy - symbole Armagh: pastorał Jezusowy i świętą księgę. Ponieważ w średniowieczu święte przedmioty często znaczyły dla ludzi świeckich więcej niż wyświęceni kapłani, grabież ta dała Niallowi religijną władzę nad pątnikami mieszkającymi w najdalej na północ wysuniętych regionach Irlandii. Jednakże centralne i południowe hrabstwa Irlandii trwały odtąd w obozie Malachiasza, który został wybrany na prymasa irlandzkiego Kościoła.
W 1137 roku, po trzech latach prymasowskiego panowania, Machaliasz powrócił do Bangoru.
Pielgrzymka do Rzymu
Po krótkim odpoczynku w klasztornych murach Malachiasz postanowił udać się do Rzymu, by papież Innocenty II oficjalnie uznał zreformowane biskupstwa w Armagh i Cashel. Nie mógł powrócić do Irlandii bez pary paliuszy - symboli papieskiej aprobaty, które z pełną czcią miał złożyć na barkach arcybiskupów Armagh i Cashel. (Paliusz to biała wełniana przepaska z wplecionymi sześcioma krzyżami i innymi symbolami religijnymi, będącą oznaką bezpośredniej jurysdykcji biskupa nad prowincją kościelną).
Bracia w Bangor byli przeciwni tej męczącej podróży i naciskali na Malachiasza, aby rzucał kośćmi. Malachiasz nie sądził wprawdzie, by o losie świętej pielgrzymki winien decydować przypadek, wierzył jednak, że kości potoczą się na jego korzyść. Tak też się stało.
Pod koniec 1139 roku arcybiskup Bangoru wraz z grupką towarzyszy zabrał trzy juczne zwierzęta i wsiadł na statek, kierując się ku Rzymowi przez Szkocję, Anglię i Francję. Minąwszy Paryż, pielgrzymi udali się brudnym, wyboistym traktem na południowy wschód. Musieli przemierzyć jeszcze sto mil, zanim przekroczyli próg najsłynniejszego w tamtych czasach klasztoru - cysterskiego opactwa w Clairvaux. Tu właśnie Malachiasz miał spotkać najbardziej wpływowego i najdroższego mu przyjaciela, przyszłego świętego Bernarda.
Początek XII wieku przyniósł Europie Zachodniej wielką reformę religijną, wyrażającą się między innymi w rozpowszechnianiu się zakonów. Rosło pragnienie, by odrzucić zepsute zwyczaje benedyktynów, które zdominowały życie chrześcijańskie. Nowa fala monastycznego stylu życia była dla ludzi XII wieku tym, czym dla muzyki XX stulecia był wyłamujący się z głównego jej nurtu rock and roll. Zaprawdę, powiadam wam, że Bernard i opactwo Clairvaux były dla monastycznego szaleństwa lat 30. XII wieku tym, czym Elvis Presley i Memphis dla lat 50. XX stulecia. Jeśli jesteście kapłanami poszukującymi nowego Chrystusa, Bernard to wasz święty przewodnik. Ten charyzmatyczny zakonnik, znany z wdzięku, dowcipu i religijnej elokwencji, był ,,królem", a jego klasztorny azyl w Clairvaux swoistym "Memphis" średniowiecza, miejscem, którego nie można było ominąć w czasie pielgrzymki.
Wszystko zaczęło się, gdy dwudziestodwuletni Bernard w towarzystwie trzydziestu czterech przyjaciół i możnych, wśród których znajdowali się jego rodzeni bracia, postanowił skończyć z grzesznym stylem życia i wstąpił do klasztoru w Clairvaux. W średniowieczu spędzanie życia w ubóstwie i samotności z dala od trosk doczesnych było dobrze widziane. Jednak życie w pokorze nie stłumiło charyzmatycznego głosu kaznodziei i brat Bernard stał się jedną z najbardziej wpływowych osób w reformującym się Kościele owych czasów. Dzięki płynącym z jego "złotych ust" kazaniom do prawie wymarłego klasztoru zaczęli napływać nowi mnisi, a wraz z nimi nowe środki finansowe, które przemieniły Clairvaux w kwitnące centrum życia monastycznego. W uznaniu zasług wybrano Bernarda na opata nowo fundowanego klasztoru w Clairvaux.
Gdy Malachiasz i jego towarzysze przybyli do Clairvaux, opat Bernard pociągnął już za sobą wiele setek mnichów i ustanowił liczne nowe fundacje kościelne we Francji i Anglii. Stał się kościelnym "królotwórcą": siła jego głosu i pióra przekonała kardynałów, by w czasie sporu o elekcję papieża poparli pontyfikat Innocentego II przeciwko antypapieżowi Anakletowi.
Brat Bernard, podobnie jak Elvis Presley, kochał sztukę wojenną. Na synodzie w Troyes namówił dostojników Kościoła do uznania zakonu templariuszy. Templariusze - zakon rycerski skupiający dobrze uzbrojonych wojowników o czystych sercach, którzy ślubowali walczyć w imię Kościoła w czasie krucjat - byli ucieleśnieniem ukochanej wizji Bernarda. Zamiłowaniu do prowadzenia świętej wojny dał Bernard wyraz w swoich listach, które przyczyniły się do jego największej klęski - zgubnej drugiej krucjaty. Wielu winiło go za tę porażkę.
Oczarowanie Malachiasza osobą Bernarda było spontaniczne i głębokie. Szczególnie silne wrażenie wywarły na Malachiaszu ubóstwo Bernarda oraz jego przywiązanie do postów. Niegdyś Bernard wymagał od mnichów, by wypełniali swoje ciężkie obowiązki, żywiąc się jedynie jęczmiennym chlebem i liśćmi bukowymi. Był to mąż, który bez wątpienia mógł wypełnić pustkę powstałą w sercu Malachiasza po śmierci O'Haglana.
Mimo iż Malachiasz spędził w Clairvaux zaledwie kilka miesięcy, poddał się urokowi tego miejsca i jego opata. Na zakończenie swej pielgrzymki do Rzymu, obdarzony ciepłym uściskiem pożegnalnym i błogosławieństwem Bernarda, Malachiasz postanowił, że spyta papieża, czy mógłby zrezygnować z godności biskupiej i zamieszkać do końca swych dni w ciszy i odosobnieniu opactwa w Clairvaux.
Latem 1140 roku, po szesnastomiesięcznej podróży, Malachiasz przechodził przez malaryczne Bagna Pontyjskie, które niepostrzeżenie wchłaniały fundamenty porośniętych bluszczem starożytnych murów miejskich otaczających Wieczne Miasto. W XII wieku mirabilia Urbis Romae puchły w swych popękanych klasycznych szwach pod wpływem olbrzymich rzesz pielgrzymów, gości i turystów, którzy wybrali drogę prowadzącą przez labirynt ulic biegnących między przylegającymi do siebie średniowiecznymi budynkami, wciśniętymi między obszerne kościoły. Irlandzki biskup z dumą przyglądał się świętym katedrom i bazylikom, stanowiącym dowód tryumfu Chrystusa nad starożytnym Rzymem. Jego serce rosło, gdy patrzył na wznoszące się ku niebu wieże kościołów, do których budowy użyto kamieni pochodzących z niegdyś wspaniałych, a teraz rozpadających się budowli pogańskiego Rzymu.
Można powiedzieć, że kościoły rzymskie zyskały dzięki starożytnemu Rzymowi - stolicy ogromnego imperium - coś więcej niż kamienie. Nie tylko bowiem życie duchowe Kościoła Chrystusowego przemieniło stolicę pogańskiego świata, lecz także Rzym odmienił Kościół. Czystość pierwotnej wiary została skażona wielkością upadłego imperium pogańskiego. Innymi słowy, religia Jezusa z Nazaretu, odkąd stała się Kościołem rzymskim, wydaje się podobna do religii "Mocy" Luke'a Skywalkera zmienionej w "Kościół Dartha Vadera".
Rzym, który zobaczył Malachiasz, był zarówno ruiną pogańskiej wspaniałości, jak i uosobieniem chrześcijańskiej dziewiczości.
Status tego miasta jako stolicy chrześcijaństwa był wówczas nieco paradoksalny.
Jak Chiny wciągały najeźdźców w krąg swojej kultury, tak Rzym był znany z latynizowania innych religii. W IV wieku religia Jezusowa stała się oficjalną religią Rzymu. Księża nowego Kościoła rzymskiego jak kapłani pogańskiego kultu - mitraizmu - golili głowy i nosili szaty pontyfikalne. Przedstawiany na krzyżu Jezus miał przesłonięte opaską miejsca intymne, by nie pokazywać, że Zbawiciel, tak jak wszyscy Żydzi, jest pozbawiony napletka. Żydowskie imię, Jeszua bar Josef, także musiało odejść w zapomnienie. Chrześcijański pontifex (po łacinie ksiądz lub biskup) oczyścił swego Zbawiciela, nadając mu pozbawione semickiego pochodzenia imię Jezus Chrystus.
Nowy kult "pożeraczy dzieci" opanowuje starożytny Rzym
W latach 61-64 n.e., jedenaście wieków wcześniej, nim starte stopy Malachiasza przekroczyły bramy średniowiecznego Rzymu, stary bosy Żyd imieniem Szymon Piotr z trudem przeszedł przez potężną Zachodnią Bramę stolicy pogańskiego świata. Liczący milion mieszkańców Rzym stanowił brudne morze domów wznoszących się ponad Doliną Pontyjską, dokoła siedmiu wspaniałych wzgórz z marmurowymi pałacami i świątyniami w kolorze kości słoniowej. Nad tymi siedmioma wzgórzami Rzymu unosił się dym palonych ofiar i aromat kadzideł, przypominający zapach wysychających ścieków. Rzym, który objawił się słabnącemu wzrokowi apostoła Jezusa, stanowił mikrokosmos niepodzielnego imperium. Różne prądy, religie, kulty i wyznania przechodziły tędy, by znaleźć sobie miejsce w labiryncie miasta.
Piotr przybył do Rzymu jako jeden z najważniejszych przywódców wczesnego Kościoła i stał się biskupem największej w rzymskim świecie, oddanej nielegalnemu kultowi podziemnej społeczności.
Nieco mniej dogmatyczne studia nad językiem i historią wczesnego chrześcijaństwa skłoniły niektórych współczesnych uczonych do zmiany poglądów na temat Jezusa i jego sekty z Nazaretu, określając ich mianem duchowych terrorystów swoich czasów. Jeszua był żydowskim "rewolucjonistą", który wkroczył na duchową i polityczną arenę z siłą trąby powietrznej. Urodził się jako Żyd, nauczał jako żyd - wyznawca zreformowanej religii żydowskiej - i został uznany za żydowskiego męczennika. Jeszua, zanim jego imię zostało zhellenizowane do brzmienia Jezus, rościł sobie pretensje do tytułu Mesjasza, który w teologii żydowskiej oznacza duchowego i dziedzicznego króla Izraela, wywodzącego się z rodu Dawida.
W ten oto sposób Jezus obwołał siebie żydowskim dalajlamą lub papieżem narodu żydowskiego.
Jak to możliwe, że tak zamknięty w sobie ruch, nie mający własnej tradycji i kultury, stał się do czasów Malachiasza religią wszechpanującą w średniowiecznej Europie Zachodniej? Przyczynił się do tego rabin Szaweł z Tarsu.
Ten trzynasty apostoł nie należał do kręgu uczniów Chrystusa. Nigdy nie stanął twarzą w twarz z Jezusem. Szaweł był żydowskim pośrednikiem pracującym dla rzymskich władców. Był to okrutny człowiek, dążący do zniszczenia heretyckiej żydowskiej "sekty" zwanej chrześcijanami. Aż pewnego dnia nienawiść przemieniła się w miłość. Bez względu na to, czy był to efekt boskiego objawienia, czy też skutek udaru słonecznego, Szaweł został porażony wizją i głosem ukrzyżowanego Chrystusa, gdy podróżował przez pustynię, by zniszczyć jego wyznawców z Damaszku.
Orędownik ortodoksyjnego judaizmu stał się wielkim głosicielem wiary Chrystusowej. Od dwudziestu wieków musieliśmy wierzyć, że Jezus, oślepiając swym światłem Szawła błądzącego po pustyni syryjskiej, zmienił jego umysł i uznał za słuszne, by właśnie on uczynił nowy Kościół atrakcyjnym dla neofitów. Jeszua użył Szawła do zbudowania pomostu ze światem nowo nawróconych chrześcijan za pomocą uniwersalnego języka greckiego, którym rabin świetnie władał. Szaweł nie potrzebował radzić się apostołów. Christos przemawiał bezpośrednio do niego. Paweł (bo takie przyjął imię) był wśród ludzi wybranych przez Boga twórcą najbardziej uniwersalnego i powszechnego otwarcia chrześcijaństwa na świat.
Hierarchowie nazareńscy[1] nadali Pawłowi miano pierwszego heretyka. Dla nazaretan posłannictwo Jezusa było ważniejsze niż męczennik. Paweł użył swojej niezwykłej elokwencji, by ponownie skupić uwagę na osobie zmarłego Mesjasza czy też - według nowej, łatwiejszej do przyswojenia wymowy greckiej - Christosa. Paweł jest również odpowiedzialny za zaszczepienie innych, niezgodnych z nazareńskim, dogmatów - Eucharystii, ukrzyżowania i zmartwychwstania, królestwa Chrystusowego w innym świecie.
Nauki Pawła były tak zniewalające, że zyskał on wsparcie ze strony dzierżącego klucze Szymona Piotra.
Od lat 80. naszego stulecia nowe rozumienie historii wczesnego chrześcijaństwa, bazujące na lepszym zbadaniu kabalistycznych i aramejskich dokumentów oraz zwojów znad Morza Martwego, wywołało trzęsienie ziemi w świecie chrześcijańskim. Tacy uczeni jak Michael Baigent, Richard Leigh i Henry Lincoln, autorzy książki The Messianic Legacy (Dziedzictwo mesjanizmu), poddali korekcie historię pierwszych lat chrześcijaństwa. Ich o wiele dokładniejsze tłumaczenia wczesnych źródeł greckich i aramejskich kwestionują tradycyjne poglądy na temat życia apostołów. Jeden z ich argumentów głosi, że Jezus dopuścił do swego najbliższego grona co najmniej jednego politycznego radykała, czyli zelotę, i jemu właśnie powierzył zbudowanie Kościoła Chrystusowego. Był nim apostoł Piotr Kananejczyk (Kananejczyk pochodzi od aramejskiego słowa "zelota" - qannai - które zostało przetłumaczone na język grecki, zyskując brzmienie kananaios). Bar Jonah - jedno z dwóch imion, jakimi Biblia określa ojca Piotra - jest kolejnym błędnym tłumaczeniem aramejskiego słowa barjonna, które jak kananaios oznacza banitę, antychrysta i zelotę. Właściwy przekład z języka aramejskiego zmienia obraz, w jaki opisuje Piotra Biblia. Zamiast Szymona Piotra pojawia się Szymon zwany Piotrem (Skałą). Piotr, czy też Skała, to jego przydomek w sekcie nazareńskiej, oznaczający, że Szymon był nieustępliwy i mocny jak skała. Dlatego Jezus powierzył odpowiedzialność za budowanie swego Kościoła twardemu jak skała człowiekowi, który później został pierwszym biskupem Rzymu, papieżem Piotrem I[2].
Pawłowy tryumf pobudził gorliwego Szymona, by dołączyć do jego ambitnej krucjaty mającej na celu upowszechnianie ruchu nazareńskiego na całym świecie. Po wypowiedzeniu przez Piotra posłuszeństwa większość nazarejczyków opuściła Jakuba, brata i następcę Jezusa, by poprzeć bardziej płomiennego i reformatorskiego rabina z Tarsu.
W następnych dekadach zarówno Piotr, jak i Paweł podróżowali po świecie rzymskim, pozyskując tysiące nawróconych, którzy gromadzili się wokół nowego monoteistycznego kultu. Nauka głoszona przez wczesnych chrześcijan oraz ich wizja świata były o wiele mniej skomplikowane i bardziej otwarte niż miecz używany przez Malachiasza i ludzi świeckich w czasach średniowiecza.
We wczesnych wspólnotach chrześcijańskich nie było sprawującego zwierzchnictwo stanu kapłańskiego ani papieży żyjących w celibacie. Było prawie tyle samo matek, co ojców Kościoła. Świadectwo znacznego wkładu kobiet w dzieje wczesnego Kościoła było systematycznie wymazywane ze średniowiecznych ksiąg historycznych, które Malachiasz mógł czytać w bibliotece Malchusa w Lismore.
Z całą pewnością nie wielbiono bogactwa, pawich tronów, paliuszy, potrójnych koron na tiarach i przeładowanych klejnotami pastorałów. Wcześni chrześcijanie nie gromadzili się w olbrzymich katedrach i nie płacili wysokich podatków na budowę papieskich pałaców. Wiedli skromne życie we wspólnocie, dzieląc się tym, co mieli. Dopiero pod koniec I wieku n.e. pojawiła się obsesja na punkcie doktryny Sądu Ostatecznego i powtórnego przyjścia Chrystusa. Odtąd mówienie o ukrzyżowaniu zeszło na margines. W pierwszych latach wiernym wpajano przede wszystkim główne zasady religii Chrystusowej: zaufanie do Jezusa, wzajemne miłowanie się, kochanie nawet wrogów oraz troszczenie się o każdy dzień, tak jakby był on ostatni.
"Żałować" znaczyło w tych dniach "pamiętać" lub ponownie stawać się jednym duchem dzięki łasce Chrystusa. "Grzeszyć" oznaczało "zapomnieć" o swoim związku z Bogiem. Grzesznik nie miał być sądzony za swoje przewinienia. Owieczka Boża, która zgubiła swoją drogę, nie miała być torturowana i spalona na stosie, lecz z powrotem przyłączona do stada. Grzesznik mógł uzyskać przebaczenie i miłość. To pełne miłosierdzia przesłanie i przepojone miłością uczynki chrześcijan przyciągały wielu do nawrócenia się. Ojcowie i matki wczesnego Kościoła mieli siłę, by nawracać innych nie obietnicami chleba lub groźbami miecza, ale swoim świadectwem wiary. Za czasów pierwszych chrześcijan nie było papieskich armii, masakr albigensów i pogromów żydowskich. To raczej rzymskie społeczeństwo czuło się zastraszone i uznało, że nowa monoteistyczna religia jest groźna, powinna więc zostać stłumiona.
W starożytnym Rzymie słowo "kult" było pierwotnie używane jako określenie systemu religijnego lub wspólnoty religijnej, zwłaszcza w stosunku do osób skupionych wokół nowej idei jednego boga lub ducha. Rzymski kult panteistyczny cieszył się nie mniej żarliwym przywiązaniem wiernych i od nowego - monoteistycznego - nie różnił się właściwie niczym poza tym, że czcił wielu bogów i liczne boginie. Obie religie darzono głębokim szacunkiem, jednakże kolejni wyznawcy nowego kultu byli opętani myślą o swym jedynym założycielu, jedynym Bogu i jedynej doktrynie. Określenie "kult" było wtedy, tak jak i dziś, nie zawsze używane właściwie. Analiza definicji terminu "kult" budzi nieco większy respekt, gdy pokazuje, że wiele religii powodowanych strachem przed tym wyrazem wolałoby uniknąć przyporządkowania tej nazwie. Religia nie może dłużej nosić miana kultu, gdy staje się wyznaniem panującym, sprawującym władzę polityczną nad społeczeństwem. Wszystkie nowe religie, które godziły się pozostawać w cieniu, są słusznie nazywane kultami. Handlarze plotek z czasów starożytnego Rzymu (odpowiednicy współczesnych dziennikarzy pism brukowych) mieli tyle wyszukanych i budzących strach wizerunków wyznawców kultu chrześcijańskiego, ile dzisiejsi zdezinformowani i przestraszeni ludzie mają o nowych doktrynach scjentologów i rajniszów. Większość dziwnych nowych sekt nigdy nie rozwija się do tego stopnia, by zająć miejsce wiodącej religii swoich dni, ale historia pokazuje, że wszystkie ważne religie naszych czasów były niegdyś kultami.
Jak średniowieczni chrześcijanie za wszystkie nieszczęścia i choroby swego społeczeństwa obwiniali później żydów, tak przeciętny poganin - wyznawca rzymskiej religii panteistycznej - za wszelkie zło, które przytrafiało się starożytnemu Rzymowi, winił pożerających dzieci wyznawców Chrystusa.
Rzym nowo narodzony
Taki klimat i odczucia panowały w Rzymie, gdy Szymon, zwany Piotrem, przybył do jego katakumb, by stać się pierwszym biskupem wspólnoty chrześcijańskiej. Zapewne gdzieś w ciemnościach rzymskich katakumb powstał pierwszy z jego listów apostolskich.
Jeśli na wiarę wczesnochrześcijańską popatrzymy przez pryzmat proroctw, to można przyjąć, że ówczesny cesarz rzymski Neron odpowiadał wizerunkowi Antychrysta, szczególnie po tym, gdy wiosną 64 roku podpalił miasto. Jak Hitler obwiniał za podpalenie Reichstagu niewinnego człowieka, tak Neron, podpaliwszy Rzym, oskarżył o to chrześcijan i podjudzał przeciwko nim motłoch rzymski. Piotr i Paweł zostali pojmani i straceni. Pawła ścięto, a Piotra wyprowadzono poza mury miasta i ukrzyżowano głową w dół. Na wzgórzu, które wybrano na miejsce tej straszliwej zbrodni, wybudowano później najwspanialszą świątynię chrześcijaństwa i kompleks budowli Watykanu. Tam, gdzie stał krzyż, po szesnastu wiekach wyrosła bazylika Świętego Piotra.
Męczeństwo św. Piotra w Rzymie uczyniło tamtejszą diecezję najważniejszym centrum wczesnego chrześcijaństwa. Dlatego też kolejni następcy Piotra byli zobligowani do przywdziewania tego samego płaszcza władzy Chrystusowej, by budować skałę Kościoła chrześcijańskiego w miejscu, które było niegdyś pełną zepsucia jaskinią pogańskiego "Babilonu".
Przez kolejne dwa stulecia religia głoszona przez Pawła i Piotra rozprzestrzeniała się znacznie szybciej niż jakakolwiek inna. Działo się tak, ponieważ większość ojców Kościoła we wczesnym okresie chrześcijaństwa szła w ślady św. Pawła i zdobywała nowych wyznawców, przyrównując święta Chrystusowe do podobnych im, lecz poświęconym rzymskim bogom. Do Ewangelii zostały wkrótce włączone liczne nieżydowskie motywy zaczerpnięte z popularnych kultów Attysa, Adonisa, Dionizosa, Ozyrysa, a w szczególności Zoroastra. W rzeczywistości większość głównych wątków Nowego Testamentu, takich jak walka dobra ze złem, Szatan, zbawienie, zmartwychwstanie Chrystusa, brzmi dziwnie podobnie do motywów charakterystycznych dla zoroastriańskiej sekty perskiego mitraizmu, który był najbardziej popularną religią Wschodu w pogańskim Rzymie tamtych czasów. Sutanny katolickich ojców, kołyszące się kadzidła, pastorał biskupów Rzymu - wszystko to ma rodowód pogański. Nawet kult Najświętszej Maryi Panny może wywodzić się od Mitry, który, podobnie jak Jezus, narodził się ze świętej dziewicy. Mitraizm przepowiadał także końcową walkę podobną do Armagedonu, w której dobro odnosi zwycięstwo nad szatańskim złem. Nawet związek Kościoła z przepowiedniami opisującymi Sąd Ostateczny może mieć swe korzenie w bardzo popularnej w mitraizmie tradycji proroctw zapowiadających koniec świata.
Kiedy Malachiasz przygotowywał się do audiencji u papieża Innocentego II, mógł być nieświadomy faktu, że termin pontifex, którym witał biskupa Rzymu, wywodzi się z pogańskiego kultu.
Większość chrześcijan rozpoznałaby w poniższych słowach kamień węgielny ich religii:
Jeśli nie będziecie spożywać ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a ja go wskrzeszę.
Czy myślicie, że są to słowa Jezusa?
Nie, moi drodzy.
Te słowa pochodzą z mitraickiej komunii.
Tertulian, jeden z ojców wczesnego chrześcijaństwa, przeklął te słowa, uważając je za diabelski, pogański ryt przemycony do chrześcijaństwa.
Następnym po św. Pawle człowiekiem, któremu zawdzięczamy kolejną wielką przemianę chrześcijaństwa, jest cesarz rzymski Konstantyn Wielki.
Konstantyn rządził w latach 312-337 n.e. Bez niego marzenie św. Pawła o rozszerzaniu się chrześcijaństwa w granicach pogańskiego świata nie mogłoby się ziścić.
Konstantyn zauważył zapewne, że wyznawcy nowej wiary stali się najważniejszą wspólnotą mniejszościową w rzymskim imperium. Gdyby zinstytucjonalizował nowy kult i zalegalizował go jako religię państwową, wtedy w walce o władzę cesarską mógłby mieć po swojej stronie połowę rzymskiego świata. Konstantyn był politykiem, który pamiętał o przyjaciołach. Po zwycięstwie w walce o tron cesarski zalegalizował chrześcijaństwo i rozpowszechnił je w całym imperium.
Konstantyn nie był chrześcijaninem. Pozwolił się ochrzcić dopiero na łożu śmierci. Konstantyn był najwyższym kapłanem (pontifex maximus) pogańskiego kultu Niezwyciężonego Słońca. Sądził, że z politycznego punktu widzenia korzystne byłoby zbliżenie, pod względem doktryny i organizacji, dwóch religii monoteistycznych: Niezwyciężonego Słońca i chrześcijaństwa. Byłoby to niemożliwe bez podporządkowania zasadniczo samodzielnych i wolnych społeczności oraz biskupstw chrześcijańskich rzymskiej biurokracji. Aby to osiągnąć, Konstantyn zwołał w 325 roku sobór w Nicei, na którym zgromadził biskupów Kościoła. Głównym celem soboru było ustanowienie jednolitej doktryny, która najlepiej służyłaby większościowej frakcji biskupów popieranej przez Konstantyna. Właśnie za sprawą tych biskupów większość danych o historycznym Jezusie ocenzurowano. Nawet miejsce Mesjasza w boskiej genealogii jako Syna Bożego zostało ustalone w tajnym głosowaniu. Konstantyn oficjalnie uważał się za zbawiciela, jak zostało to przepowiedziane w proroctwach opisujących powtórne przyjście Mesjasza. Tak długo, jak żył, Kościół lekceważył Syna Bożego i czcił najwyższego kapłana Boga Słońca jako powtórnie przychodzącego Zbawiciela.
Sobór nicejski zamazał różnicę między chrześcijaństwem a rytuałami pogańskimi znacznie bardziej, niż zamierzał św. Paweł. Postanowiono między innymi obchodzić narodziny Chrystusa w dniu zimowego przesilenia, który świętowano uprzednio jako coroczne odrodzenie się i "zmartwychwstanie słońca". W wyniku soboru nicejskiego malowidła przedstawiające Jezusa, apostołów Pawła i Piotra oraz innych świętych zyskały dokoła głów świetlistą aureolę - nimb Niezwyciężonego Słońca. Potwierdzono dogmat o nieśmiertelności duszy oraz znaną w mitraizmie i kulcie Niezwyciężonego Słońca doktrynę Sądu Ostatecznego i zmartwychwstania umarłych.
Uznano także śluby celibatu za wstępny warunek przy przyjmowaniu do stanu kapłańskiego, mimo iż nawet pierwszy papież, apostoł Piotr, był żonaty. Biskupi ustanowili w Nicei reguły, które prowadziły do hipokryzji i zachłanności wśród członków stanu duchownego. Nieżonaci księża nie mogli się ożenić, ale księża, którzy już mieli żony, mogli je zatrzymać. Ponieważ zachowujący celibat księża i zakonnice otrzymywali szereg przywilejów i ulg podatkowych, owa dwoistość postanowień z Nicei spowodowała, że niejednokrotnie śluby zachowania celibatu były składane - przez powodowanych chciwością mężczyzn i kobiety - jedynie nominalnie. Po pewnym czasie celibat był wymagany od stojących na czele Kościoła mężczyzn - jako czystszych i bliższych Bogu, a przez to lepiej przygotowanych do kierowania Kościołem.
Sto lat przed soborem w Nicei, który przemienił chrześcijaństwo, Żydzi otrzymali w edykcie Karakalli gwarancje pełnego obywatelstwa w imperium rzymskim. Nowy Kościół rzymski po soborze w Nicei zapoczątkował prześladowania Żydów jako "zabójców Chrystusa".
Kiedy Konstantyn podzielił cesarstwo rzymskie na wschodnie i zachodnie i przeniósł stolicę wschodniej jego części do Konstantynopola, biskupi Rzymu zaczęli cieszyć się znacznie większą władzą cywilną niż kiedykolwiek wcześniej. Po pewnym czasie papieże stali się nawet bardziej wpływowi dzięki utrzymywaniu biurokracji oraz instytucji państwowych zachodniego imperium rzymskiego. W nadchodzących stuleciach biskupi Rzymu przyjęli rolę cesarzy chrześcijaństwa.
Rozwój Kościoła rzymskiego po upadku cesarstwa
Wieki Ciemne nadeszły w dwa stulecia po śmierci Konstantyna. Gdy upadł pogański Rzym, Kościół rzymski zyskał większe możliwości centralnej kontroli swego rozwoju we wschodniej i zachodniej Europie. Dogmatyczne reformy Konstantyna były oparte na solidnych podstawach. Ponieważ religijne imperium Kościoła było jedną z nielicznych organizacji przechowujących źródła oraz kopiujących historyczne i religijne manuskrypty, wiedza o przeszłości, która nie współgrała z chrześcijańską ortodoksją, ginęła lub była niszczona. W V i VI wieku liczne dokumenty pochodzące z czasów przedkonstantyńskich, a ukazujące wcześniejszy, mniej zromanizowany obraz chrześcijaństwa, zostały zagubione lub spalone.
Wieki Ciemne były świadkiem gloryfikacji duchowego imperium Kościoła rzymskiego w czasie pontyfikatu Grzegorza Wielkiego (590-604) - pierwszego mnicha wybranego na papieża. Ten Aleksander Wielki wśród papieży zbudował prawdziwe chrześcijańskie imperium. Dzięki gregoriańskiej reorganizacji Kościoła i wsparciu zakonów religijnych średniowieczny krajobraz został usiany setkami klasztorów będących niebem dla takich ludzi jak nasz dobry irlandzki biskup.
W chwili gdy podupadał świecki porządek świata, Grzegorz ożywił administrację cywilną Kościoła i utworzył silną Stolicę Apostolską. Cesarski Rzym upadł i narody zachodniej Europy zwróciły się ku Kościołowi nie tylko ze względu na jego świętą hostię, ale także dlatego, że ów świetny organizator prawa napełniał ich brzuchy. Wobec pogrążonych w chaosie barbarzyńskich królestw, wznoszących się i upadających pod ciężarem walącego się imperium rzymskiego, Kościół jako jedna z nielicznych instytucji społecznych i prawnych pozostawał niezmieniony.
Dosłowna interpretacja grzechu pierworodnego, dokonana przez papieża Grzegorza na podstawie słów św. Augustyna (354-430) i św. Pawła, doprowadziła do narodzin wstydu wobec ciała i wszystkich rzeczy naturalnych. Papież, który postami i umartwianiem ciała doprowadził do własnej śmierci, uczynił z krytycznej wobec życia i seksu filozofii św. Augustyna kamień węgielny doktryny katolickiej czasów Malachiasza.
Przesiąknięty tą doktryną nasz dobry biskup uważał, że współżycie seksualne z kobietą jest grzechem, nawet jeśli prowadzi do poczęcia. Malachiasz z całą pewnością głosił tę augustiańską doktrynę w czasie swoich wędrówek po parafiach. Można sobie wyobrazić, jak zmuszał mężów, którzy odbyli stosunek z żoną, do czynienia pokuty w postaci kąpieli - kary, przed którą wzdragano się w czasach średniowiecza.
Prowadź swoją wiarę drogą fałszerstw
Pozostał już tylko jeden kamień milowy, by Kościół Chrystusowy mógł się przeistoczyć z królestwa duchowego w cywilną i polityczną potęgę na ziemi. Ktoś musiał znaleźć dokumentację stwierdzającą to, czego Nowy Testament zapomniał ogłosić, a mianowicie że Kościół ma prawo wkroczyć na arenę siły, polityki i wyzysku pieniężnego.
W roku 752 papież Stefan II był bardzo niepokojony przez Longobardów plądrujących dobra kościelne w północnej Italii, poprosił więc o pomoc wojskową króla frankijskiego Pepina (714-768). Dla uzasadnienia swej prośby przedstawił dokument z 315 roku, spisany rzekomo przez cesarza Konstantyna. Szczęśliwie dla papieża frankijski wódz nie znał różnic pomiędzy łaciną klasyczną i średniowieczną (Pepin nigdy nie uczył się czytać). Stan wiedzy historycznej był wówczas tak żałosny, że frankijscy notariusze i scholarzy przeoczyli błędy faktograficzne dokumentu. Materiał pisarski wyglądał na dość stary, a kto w tych czasach znał technologię pozwalającą sprawdzić, jak świeży jest ślad atramentu na kruszącym się pergaminie?
Dokument zawierał sporządzony przez cesarza Konstantyna opis jego cudownego uzdrowienia z trądu za sprawą papieża Sylwestra (w rzeczywistości w roku 315 rządy sprawował papież Militiades). Potwierdzał także, że jako podziękowanie za uzdrowienie Konstantyn ofiarował biskupowi Rzymu "wszystkie pałace i dzielnice miasta Rzymu oraz Italię i ziemie zachodnie". Gwarantował również wszystkim następcom św. Piotra władzę polityczną nad świeckimi monarchami Europy Zachodniej.
Pepin do tego stopnia był pod wrażeniem treści dokumentu, że zalał północną Italię swoimi żołnierzami i pokonał Longobardów. Odwdzięczając się, papież Stefan uczynił Pepina, a następnie jego syna i dziedzica, Karola Wielkiego, "patrycjuszami Rzymu". I tak dzięki sporządzonemu z zimną krwią fałszerstwu, znanemu jako "darowizna Konstantyna", życie w ubóstwie, jakie wiedli Jezus i pierwszy papież, zostało zastąpione przez roszczenia przyszłych następców św. Piotra do władzy nad światem oraz pałaców i dóbr leżących na zachód od Grecji i Środkowego Wschodu, będących niegdyś własnością pogańskich władców Rzymu.
Dzięki darowiźnie Stefan mógł koronować Karola Wielkiego na cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Ten niełatwy związek pomiędzy papiestwem a cesarstwem sprowadził na Europę szereg wojen i nieszczęść. Polityka oraz doraźne walki o władzę zdominowały myśli i czyny większości papieży aż do 1870 roku, kiedy to wszelkie roszczenia do kontrolowania władzy świeckiej zostały ostatecznie stłumione wraz ze zniesieniem państwa kościelnego.
Jaskrawe błędy dokumentu Konstantyna zostały ujawnione w 1440 roku przez papieskiego adiutanta Lorenzo Vallę. Jedenastu kolejnych papieży zakazało publikowania jego odkryć. Wreszcie w 1517 roku wykorzystał je Marcin Luter do umocnienia swych argumentów przeciwko papieskim nadużyciom. Jednak przez wieki Rzym nie przyznał się do błędu. Było to niemożliwe, zwłaszcza że za sprawą potężnego papieża Grzegorza VII (1073-1085) dwie dekady przed narodzinami Malachiasza został wydany kolejny zbiór fałszerstw.
Doceniając tradycję zapoczątkowaną przez darowiznę Konstantyna, Grzegorz VII zlecił armii skrybów produkowanie falsyfikatów, które mogłyby ustalić jego władzę w świecie zachodniego chrześcijaństwa.
De Rosa trafnie opisuje ten proceder jako wyprzedzenie o dziewięćset lat Roku 1984 George'a Orwella "nie w jakimś bezbożnym państwie na rozkaz Wielkiego Brata, ale w sercu rzymskiego katolicyzmu dzięki przychylności papieża".
Bez cienia żenady Grzegorz ogłosił, że jego Dictatus papae został napisany na podstawie odnalezionych w papieskich archiwach źródeł pochodzących z czasów rządów św. Piotra w Rzymie. Na autorytet apostoła powołał się Grzegorz, określając na nowo władzę papieża. W Dictatus Papae czytamy:
"Papież nie może być sądzony przez nikogo na ziemi. Kościół rzymski nigdy nie błądzi i nie popełnia błędów. Tylko papież może mianować biskupów. On jeden jest uprawniony do nadawania cesarskich insygniów. Tylko on może detronizować cesarzy lub królów i zwalniać ich poddanych od posłuszeństwa. Prawowicie wybrany papież jest, dzięki zasługom św. Piotra, automatycznie uznany za świętego".
Następnie Grzegorz "odkrył" Dekretalia pseudo-Izydora, które fałszywie przypisywały wczesnym ojcom Kościoła edykt zakazujący wszelkich kontaktów z osobą objętą ekskomuniką. Dzięki temu fałszerstwu papież mógł rozciągnąć swą władzę na ekskomunikowanych cesarzy i królów. Obawa przed tym zmusiła cesarza do porzucenia tronu, królewskich szat oraz korony i brnięcia przez alpejskie śniegi w mnisim habicie, by odprawić pokutę przed Grzegorzem. W ten oto sposób władca Świętego Cesarstwa Rzymskiego został rzucony na kolana.
Spośród trzystu dwudziestu czterech ustępów Decretum Grzegorza - przedostatniego dokumentu katolickiego w kodeksie prawa kanonicznego - aż trzysta trzynaście to fragmenty błędnie przypisywane ojcom Kościoła. Wiele ustanowionych przez Decretum praw kanonicznych, które w czasach Malachiasza określały "rzymski" katolicyzm, przetrwało do dziś. To przez fałszerzy klerycy zostali wyniesieni ponad ludzi świeckich i obdarzeni specjalnymi prawami. Ekskomunikowani katolicy mogą być sądzeni jako zasługujący na tortury i śmierć w ogniu heretycy. Papieża uznano za równego Synowi Bożemu, co pozwalało każdej następnej kurii (gabinet ministrów i cywilnych urzędników papieża) działać w imieniu biskupa Rzymu bez zadawania pytań. Słynny filozof chrześcijański Tomasz z Akwinu (1224-1274), oszukany przez udawaną nieomylność Grzegorza, większość zawartych w swym klasycznym dziele Summa Theologica cytatów ojców Kościoła, zaczerpnął z fałszerstw znajdujących się w Decretum.
Kościół rzymski, który Malachiasz ujrzał w ekstazie w ciepły letni wieczór, dzięki Grzegorzowi VII zakończył proces przemiany z rewolucyjnej żydowskiej sekty w "świętą" rzymską religię państwową.
Audiencja u papieża i powrót do Irlandii
Po przybyciu do Rzymu i kilku dniach odpoczynku Malachiasz w towarzystwie zaprzyjaźnionych księży i przewodników stanął przed okazałym gmachem Bazyliki Laterańskiej, będącej oficjalną rezydencją papieską. Tam właśnie uzyskał audiencję u Innocentego II. Papież powitał go z radością jako przyjaciela Bernarda z Clairvaux, który był rzeczywiście najwierniejszym sprzymierzeńcem biskupa Rzymu.
Innocenty II w czasie swego burzliwego pontyfikatu stale potrzebował sojuszników. Przetrwał już próby kwestionowania wyniesienia go do godności najwyższego kapłana Kościoła, podjęte przez dwóch antypapieży. Dokładnie na rok przed spotkaniem z Malachiaszem Innocentego pojmano, a papieskie wojska zostały rozgromione przez normańskie siły króla Rogera II. Innocenty odzyskał wolność dopiero wówczas, gdy oficjalnie uznał zwierzchnictwo Rogera nad południową Italią. W czasie wizyty Malachiasza najbliższe otoczenie papieskie cieszyło się z chwilowej ciszy na polu walki. I rzeczywiście okazała się chwilowa. Papież, który uśmiechał się do nisko mu się kłaniającego biskupa z Irlandii, miał zasiadać na tronie św. Piotra już tylko trzy lata. Wkrótce stracił swego sojusznika Ludwika VII, króla Francji, a tłumy pełnych wdzięczności pielgrzymów wypełniających ulice Rzymu zostały zastąpione przez buntowników usiłujących ustanowić republikańską komunę w miejsce papiestwa.
Na początku Malachiasz przedstawił papieżowi problem irlandzkich biskupstw. Innocenty z radością je zatwierdził i zagwarantował przygotowanie dokumentów i paliuszy, które Malachiasz miał zabrać do Irlandii jako znaki oficjalnej aprobaty dla jego biskupiej władzy i reform. Jednakże jego prośba o zgodę na wycofanie się do opactwa w Clairvaux została kategorycznie odrzucona. Innocenty nie mógł wypuścić tak cennego pasterza, którego przywiązanie do Kościoła mogło się przyczynić do rozprzestrzenienia się zakonu cystersów w całej Irlandii. W zamian papież mianował Malachiasza swoim legatem w Irlandii.
Malachiasz opuścił Wieczne Miasto, dzierżąc w dłoni drogocenne paliusze. Powracał drogą prowadzącą przez Piemont do Francji, gdzie spędził cenny i ciągle za krótki czas w opactwie Clairvaux. Zostawił tam czterech swoich mnichów, by u brata Bernarda mogli uczyć się cysterskiej dyscypliny. Malachiasz powrócił do Irlandii w 1141 roku i ze zwykłą dla niego gorliwością poświęcił się obowiązkom biskupa.
Nowy biskup wywołał kontrowersje swoją reformą architektury religijnej, gdy nakazał budowę kamiennego oratorium w miejsce zwyczajowych konstrukcji z listew, drewna i zaprawy wapiennej. Ludność świecka została podburzona do jawnej rebelii przez człowieka, któremu niegdyś Malachiasz pomógł w chwili potrzeby. Przywódca rebelii żądał, by budowa została wstrzymana, a irlandzka tradycja religijna uszanowana, w przeciwnym bowiem razie będzie zmuszony nakłonić ludzi do zburzenia niechcianej budowli.
Piekło nie ma takiej siły jak przyszły święty, którego wspiera Bóg, papież i brat Bernard. "Nieszczęsny człowieku! - grzmiał Malachiasz - Budowla, którą widziałeś rozpoczętą, na pewno zostanie dokończona, ty jednak nie będziesz tego świadkiem!"
I znów widzimy, jaką siłę przekonywania miał święty Malachiasz. W miarę jak rosły mury oratorium, zdrowie przywódcy rebelii się pogarszało. Zanim został położony ostatni kamień, mąż ów zmarł.
Niektóre z opowieści zawartych w proroczych wizjach Malachiasza mogą być tłumaczone jako przypadek, ale następna z przypisywanych mu przepowiedni nie daje się tak łatwo wyjaśnić.
W którymś momencie swoich podróży jako legata papieskiego Malachiasz miał wygłosić następujące proroctwo dotyczące odległej przyszłości Zielonej Wyspy:
Irlandia będzie cierpieć pod angielskim jarzmem przez siedem wieków, ale zachowa wierność Bogu i Jego Kościołowi. Po upływie tego czasu zostanie wyzwolona, Anglicy zaś będą znosić okrutne kary. Natomiast Irlandia będzie instrumentem służącym nawróceniu Anglików na jedność wiary.
Anglo-normańska dominacja nad Irlandią rozpoczęła się sto lat po przepowiedni Malachiasza. Południowa część Irlandii odzyskała niepodległość siedemset lat później, na początku XX wieku. Jeśli to proroctwo nie jest apokryficzne, wyprzedza schizmę pomiędzy Kościołem anglikańskim i katolicyzmem o czterysta lat, co oznacza, że w najbliższej przyszłości, kiedy ostatni papież zakończy swój pontyfikat, anglikanizm zachwieje się.
Proroctwa, cuda i ostatnia podróż Malachiasza
W ostatnich latach życia Malachiasza miało miejsce wiele cudownych zdarzeń. Mówi się, że biskup chodził z pastorałem w dłoni pomiędzy dwiema armiami i trzymał je z dala od siebie, sprawił bowiem, iż w samym środku suchego lata przez pole bitwy popłynął szeroki strumień. Jak Mojżesz rozdzielił fale Morza Czerwonego suchym lądem, tak Malachiasz rozdzielił walczące armie, zalewając pole bitwy. Innym razem zagroził królowi Turloughowi Mor O'Connorowi, że zagłodzi się na śmierć, jeśli pewien niewinny człowiek nie zostanie ostatecznie uwolniony. Mówiono, iż Malachiasz przyniósł nawet wybawienie mężczyźnie, który cierpiał z powodu złośliwości zrzędliwej żony.
W 1148 roku, mając pięćdziesiąt cztery lata - a był to wiek podeszły jak na czasy średniowiecza - Malachiasz poczuł, że zbliża się kres jego ziemskiej wędrówki. Spytany, gdzie i kiedy chciałby umrzeć, odrzekł: "Chciałbym oddać ducha w Dzień Zaduszny w Irlandii. Jeśli jednak Bóg zdecydował, że nie będzie to Irlandia, to pragnąłbym umrzeć w Clairvaux".
Gdy Malachiasz prowadził synod w Inishpatrick, zaproponował, że dostarczy oficjalne dokumenty biskupstw w Armagh i Cashel nowemu papieżowi Eugeniuszowi III, który w tym czasie podróżował po Francji.
Kiedy przygotowywał się do podróży, mnisi, którzy bardzo niepokoili się o schorowanego biskupa, błagali go, by nie jechał. Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu. Malachiasz pożegnał swych zapłakanych mnichów w porcie Bangoru. Dwóch najbliższych uczniów, całując dłonie biskupa błagało go, aby zgodził się na ich ostatnią prośbę i obiecał, że wróci do Irlandii.
Gdy Malachiasz ruszył w kierunku pomostu prowadzącego na statek, podążył za nim młody mnich Katolikus, który przez ostatnich sześć lat miewał ataki epilepsji. Padł przed Malachiaszem na kolana, łkając: "Czy zamierzasz nas opuścić, ojcze? Wiesz dobrze o moim utrapieniu, a jednak porzucasz mnie. Czyż nie masz współczucia dla mojego nieszczęścia?"
Malachiasz ukołysał mnicha w ramionach i odrzekł łagodnie: "Odpoczywaj w spokoju, moje dziecię. Nie będziesz niepokojony aż do mojego powrotu".
Wkrótce później, gdy statek wypłynął na morze, silny wiatr zepchnął go z powrotem na wybrzeże. Malachiasz uśmiechnął się do siebie i podziękował Bogu za ten niespodziewany obrót losu, który uznał za znak, że jego prośba, by powrócić do Irlandii, została wysłuchana.
Następnego dnia wiatry były bardziej przyjazne i postrzępiony żagiel statku szybko zniknął z pola widzenia, chowając się za horyzontem. Od tego dnia Katolikus nigdy nie cierpiał z powodu ataków epilepsji. Być może, stało się tak dlatego, że Malachiasz już nigdy nie powrócił do Irlandii.
Malachiasz minął Szkocję, jednak nie było mu dane spotkać się z papieżem we Francji, gdyż król Anglii Stefan rozkazał zatrzymać statek u wejścia do Kanału Angielskiego. Stefan podejrzewał, że biskup spiskuje z jego rywalem, królem Szkocji. Dopiero gdy podejrzenia te okazały się bezpodstawne, pozwolił na dalszą żeglugę. Kiedy w całej Francji jesienne chłody zaczęły barwić drzewa na pomarańczowo, Malachiasz wraz z nieliczną grupką towarzyszy znaleźli serdeczną gościnę u opata Bernarda w Clairvaux.
Ostatnie dni Malachiasza były bardzo szczęśliwe. Jego towarzysze musieli zauważyć ożywienie swego mistrza. Planowali zostać w Clairvaux przez długą zimę, by pozwolić Malachiaszowi odpocząć i zebrać siły do ostatniej pielgrzymki do Rzymu, gdy nadejdzie wiosna.
Po odprawieniu mszy 18 października 1148 roku, w dniu świętego Łukasza, Malachiasz powiedział Bernardowi, że czuje się chory. Późnym popołudniem 2 listopada, czyli w Dzień Zaduszny, stało się jasne, że biskup umiera. Mimo to odrzucił propozycję Bernarda, by przyjąć ostatnie sakramenty w łóżku; zdołał dojść do kościoła i tam otrzymał ostatnie namaszczenie. Około północy całe zgromadzenie zebrało się przy łóżku Malachiasza. Św. Bernard trzymał w ramionach konającego biskupa, irlandzkiego legata Stolicy Apostolskiej.
Malachiasz został pochowany w Clairvaux, gdzie dzięki wpływowi Bernarda jego kult rozwijał się przez kilka następnych dziesięcioleci. W 1170 roku imię Malachiasza zostało umieszczone w irlandzkiej Martyrologii Gormana. Dwadzieścia lat później papież Klemens II uznał jego kult wśród cystersów i kanonizował go. Dzień nowego świętego przeniesiono z 2 na 3 listopada, aby nie zbiegał się z Dniem Zadusznym.
W początkach następnego stulecia czaszka Malachiasza została ekshumowana i umieszczona jako relikwia w katedrze w Troyes we Francji. Później w tej samej katedrze znalazła się też czaszka świętego Bernarda. Szczątki Malachiasza i Bernarda spoczywają u księży z parafii Ville-sous-la-Ferté, złożone we wspólnym grobie z ciałami trzech innych świętych.
Sto jedenaście przypisywanych św. Malachiaszowi sentencji (mott) dotyczących dnia Sądu Ostatecznego zostało po raz pierwszy opublikowanych w roku 1595 przez dominikańskiego badacza Arnolda Wiona (ur. 1554). Ukazały się jako część jego słynnego eklezjastycznego dzieła Lignum vitae. Wion opiera się głównie na interpretacjach sentencji, autorstwa brata Alfonsa Ciacconiusa (ur. 1540). Fragment przedstawiający argumenty zwolenników i przeciwników owych proroctw następuje po opisie życia papieża Klemensa VIII.
Motta zostały spisane mieszaniną średniowiecznej łaciny i zlatynizowanego języka włoskiego. Uważa się, że te tajemnicze frazy, rzadko liczące więcej niż trzy słowa, zawierają wskazówki dotyczące pontyfikatów kolejnych papieży. Wskazówki owe można pogrupować w następujący sposób:
Herby. Na przykład Flos florum (Kwiat nad Kwiatami) to nawiązanie do kwiatu lilii (fleur-de-lys) widniejącego na herbie Pawła VI. W niektórych mottach wspomniane są zmiany lub dodatki, które pojawiły się w herbach rodzinnych papieża podczas jego kariery jako biskupa lub kardynała. Jeszcze inne (nieliczne) odnoszą się do herbów matki papieża lub jego największego przeciwnika, jak w przypadku Piusa IX, którego motto Crux de cruce (Krzyż z Krzyża) opisuje tarczę herbową jego wroga, króla Wiktora Emanuela z dynastii sabaudzkiej.
Wydarzenia w czasie pontyfikatu. Motto Peregrinus apostolicus (Apostolski Pielgrzym) przepowiada tragiczny pontyfikat Piusa VI, który został zatrzymany przez żołnierzy rewolucji francuskiej i wywieziony z Rzymu najpierw do Turynu, a następnie do Briançon we Francji i wreszcie do cytadeli w Walencji, gdzie zmarł.
Nowe imię papieża. Motto Concionator patareus (Kaznodzieja Patarejski) przypomina, że św. Benedykt, imiennik papieża Benedykta XI, pochodził z Patary, mógł więc być nazywany Pataryjczykiem.
Ważne wydarzenia w życiu papieża przed jego elekcją. Sentencja De capra et albergo (Od Kozy i Tawerny) nawiązuje do nazwisk dwóch kardynałów, którym służył przyszły papież Pius II: kardynała Caprancii (Capra) i kardynała Albergatiego (Albergo).
Tytuł kardynalski lub stanowisko papieża przed elekcją. Sentencja Lux in ostio (Światło w Drzwiach) wiąże się z tytułem papieża Lucjusza III jako kardynała biskupa Ostii (ostia znaczy "drzwi", a Ostia to port u ujścia Tybru).
Ważne wydarzenie historyczne. Papież Paweł V, zwany Gens perversa (Zepsuty Lud), widział początek wojny trzydziestoletniej. Motto odnosi się do heretyckich protestantów walczących z katolickim papieżem w jednej z najbardziej wyniszczających wojen religijnych Europy.
Papieskie nemesis. Aquila rapax (Drapieżny Orzeł) oznacza potężnego dręczyciela Piusa VII, cesarza Napoleona Bonaparte, który używał orła jako swego symbolu i który aresztował papieża, rozwiązał państwo kościelne oraz złupił Rzym z papieskich skarbów.
Chrzestne imię papieża. Pius III jest zwany De parvo homine (Z Małego Człowieka) dzięki swemu rodzinnemu nazwisku Piccolomini (mały człowiek). Złożony tytuł Ex undarum benedictione (Z Błogosławieństwa Fal) opisuje faliste godło herbowe kardynała Benedetto (Benedykta) Gaetaniego, późniejszego papieża Bonifacego VIII.
Miejsce narodzin papieża. Sentencja Abbas Suburranus (Opat z Suburry) nawiązuje do rzymskich przedmieść, gdzie urodził się Anastazy IV. Ex magnitudine montis (Z Wysokości Góry) oznacza Eugeniusza III, który urodził się w Grammonte, co po włosku znaczy mons magnus (wielka góra).
Ważne miejsca geograficzne. Motto Ex antiquitate Urbis (Ze Starożytnego Miasta) oznacza Kremę, miejsce urodzenia przyszłego papieża Grzegorza XIV, a także nazwę stolicy tego regionu, gdzie służył jako biskup. Krema jest najstarszą łacińską osadą w Dolinie Pontyjskiej.
Kombinacja kategorii. Dwa aspekty, a nawet więcej, łączy się tak, by utworzyć pełny kalambur lub zachodzącą na siebie wiadomość. Na przykład sentencja De inferno praegnani (Prignano z Piekła) łączy imię chrzestne Urbana VI z proroczym artykułem skierowanym przeciwko wielkiej schizmie, który narzucił Kościołowi w czasie swego panowania. Sentencja Signum Ostiense (Znak z Ostii) łączy w sobie rodowe nazwisko Segni (znak) ze stanowiskiem kardynała biskupa Ostii, jakie zajmował Segni, zanim został papieżem Aleksandrem IV.
Pisownia łacińskich mott jest wzorowana na renesansowym opracowaniu Wiona, które ukazało się w 1595 roku w Lignum vitae.
Inimicus expulsus
(Wypędzony Nieprzyjaciel)
W marcu 1144 roku wieści o wojnie na terenach kontrolowanej przez Normanów południowej Italii i otwarty bunt mieszkańców Wiecznego Miasta przeciwko władzy papieskiej rzucały cień na wybór nowego biskupa Rzymu. Czas wojny wymagał papieża wojowniczego, który umiałby poskromić zbuntowanych mieszkańców Rzymu i opanować ich grzeszne żądania wolności i demokracji. Potrzebował także papieża rozważnego, potrafiącego zjednywać sobie życzliwość oraz zdobyć bogactwo i siły do pokrzyżowania planów groźnym Normanom, których wojska zgromadziły się na południowych granicach papieskich terytoriów.
W związku z tym Święte Kolegium Kardynałów prawie jednomyślnie zdecydowało, że infuła spocznie na godnej głowie kardynała Gheraldo Cassianemiciego z Bolonii. Kardynał, którego nazwisko rodowe znaczyło: "ten, który wypędza nieprzyjaciela", cieszył się szacunkiem jako prawnik kanonista, zanim trafił do bazyliki laterańskiej, gdzie z wyjątkową energią pracował dla kolejnych papieży.
Mało było czasu na uroczystości. Papież, który przyjął imię po starożytnym męczenniku św. Lucjuszu l, wkrótce po elekcji zaczął gromadzić wojsko. Lud rzymski stanął po stronie grona ambitnych możnych, którzy w salach senatu utworzyli samodzielnie rządzącą się komunę, opozycyjną wobec teokratycznych rządów nowego papieża. Wybrali na swego rzecznika Giordano Pierleoniego, brata późniejszego wielkiego heretyka, antypapieża Anakleta II. Komunardzi byli źle usposobieni do walki i najchętniej uczyniliby z Lucjuszem to, co zrobiono z jego imiennikiem, a mianowicie wypędzili go z Rzymu i w największym pośpiechu "wysłali" do Boga.
W takiej sytuacji Lucjusz musiał poszukać stronnika we wrogu swoich wrogów. Zwrócił się o zbrojną pomoc do Rogera II Sycylijskiego. Król normański był już niegdyś przyjacielem Lucjusza, gdy ten piastował urząd wikariusza w Benevenuto. Na niewiele się to zdało. Roger zamknął mocno przyłbicę swego hełmu i pozostawał głuchy na wszystkie prośby papieża, wiedział bowiem, iż może jedynie skorzystać na tym, że Stolica Apostolska jest pochłonięta świeckim konfliktem. Zdecydował się czekać, zmuszając papieża do siedmioletniego rozejmu. Pozwoliło to Rogerowi zachować w posiadaniu tereny, które wcześniej najechał, obiecawszy w zamian, że nie zajmie Benevenuto ani innych ziem papieskich. Następnie Lucjusz próbował zebrać najemników i pieniądze na północy. Nowy król Niemiec, Konrad III Hohenstauf, mógł jedynie przesłać zapewnienie, że jest przytłoczony ciężarem prowadzonych przez siebie wojen.
Lucjuszowi pozostało tylko jedno rozwiązanie: odrzucić rolę papieża jako najwyższego rozjemcy na rzecz papieża-generała Pattona. Włożył zbroję na swój paliusz i papieskie szaty, a następnie powiódł wojsko, które zdołał zgromadzić, by zaatakowały Kapitol. Lucjusz, biskup Rzymu, wypowiedział wojnę własnym poddanym. Na początku 1145 roku, w najbardziej chrześcijańskim z miast rządzonym przez namiestnika Księcia Pokoju, wierzący walczył z wierzącym w krwawej bitwie pośrodku miasta. Atak Lucjusza został ostatecznie powstrzymany, ale nie bez wielkich strat. Jego samego trafiło w czasie walki wiele kamiennych pocisków wystrzeliwanych z dachu budynku senatu. Poranionego i krwawiącego zabrano go z Rzymu do klasztoru w San Gregorio, gdzie wkrótce zmarł.
Wydaje się, że papież ten był nieprzyjacielem samego siebie, nieprzyjacielem, który został "wypędzony" z Rzymu przez własnych poddanych.
Ex magnitudine montis
(Z Wysokości Góry)
Wybór trzeciego współczesnego św. Malachiaszowi papieża zdziwił nawet jego biografa, św. Bernarda z Clairvaux, ponieważ kardynałowie wynieśli na tron św. Piotra prostego mnicha z klasztoru cystersów w Pizie, Bernarda Pignatellego. W latach 30. XII stulecia Bernardo studiował u św. Bernarda, zanim został opatem w kościele św. Wincentego i św. Anastazego, który znajdował się poza granicami Rzymu. Pignatelli modlił się, gdy otrzymał niespodziewaną wiadomość, że elektorzy wybrali go na papieża tego samego dnia, w którym jego poprzednik Lucjusz II zmarł z powodu śmiertelnych ran.
Pignatelli urodził się w Grammonte, co jest włoskim odpowiednikiem łacińskiego Mons Magnus (Wielka Góra). Żadne źródła nie wskazują na to, by Eugeniusz słyszał cokolwiek o łacińskich sentencjach irlandzkiego świętego, wiemy natomiast, iż św. Bernard polecał mu "studiować życie i brać przykład ze św. Malachiasza, a wszystko będzie dobrze".
Ledwie Eugeniusz III zasiadł na tronie Piotrowym, dolał oliwy do ognia rzymskiego buntu, obwieszczając, że darowizna Konstantyna daje mu prawo do sprawowania zarówno świeckiej, jak i religijnej władzy w Wiecznym Mieście. W rezultacie musiał uciekać z Rzymu jeszcze tego samego dnia, by nie zostać rozdarty na kawałki przez wściekły tłum. Jego konsekracja odbyła się na wygnaniu w Farfra. Stamtąd, ostudziwszy swe konstantyniańskie zapały, negocjował z rzymskimi senatorami zasady powrotu do sprawowania władzy nad Wiecznym Miastem; warunkiem było uznanie nowej rzymskiej komuny.
Ponownie został zmuszony do opuszczenia miasta przez heretyka, rzymskiego senatora Arnolda z Brescii, który nadal sprzeciwiał się ingerencji Eugeniusza III w świecką politykę. Papież wraz z kurią udał się do Francji, gdzie nawoływał do wsparcia drugiej krucjaty. Głównym rzecznikiem świętej wojny przeciwko Saracenom uczynił swego nauczyciela, św. Bernarda. Druga krucjata okazała się klęską. Zamiast zjednoczyć wschodnie i zachodnie chrześcijaństwo przeciwko wspólnemu wrogowi, Eugeniusz musiał użyć wszystkich swoich wpływów, aby powstrzymać krzyżowców od złupienia stolicy Kościoła wschodniego - Konstantynopola.
Papież zwołał synody we Francji - w Paryżu i Reims, oraz w Niemczech - w Tierze, gdzie promował silniejszą dyscyplinę teologiczną i dogmat szerzenia wiary. Jego przywiązanie do prostoty i ubóstwa było widoczne w codziennych zwyczajach. Mimo że mógł nosić piękne szaty papieskie i korzystać z bogactw, pozostał przy skromnym mnisim habicie i kontynuował cysterską dyscyplinę, zachowując posty i spędzając wiele czasu na samotnej modlitwie.
W 1148 roku, kiedy ziemia na grobie Malachiasza była jeszcze świeża, Eugeniusz zszedł "z wysokości": przekroczył Alpy i podążył za wojskami chrześcijańskimi wyruszającymi na środkowy Wschód. Powrócił do Włoch, gdzie ostatecznie ekskomunikował Arnolda z Brescii, za nazwanie papieża "człowiekiem we krwi". Jednak jeszcze przez wiele lat trwały rozmowy i umacnianie politycznego przymierza z tyranem z rodu Hohenstaufów, potężnym władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego Fryderykiem I Barbarossą (ok. 1123 - 1190), zanim Eugeniusz mógł bezpiecznie powrócić do Rzymu. Wkrótce po podpisaniu w Konstancji pokoju z niemieckimi dyplomatami papież zmarł w Tivoli.
Hildegarda z Bingen - mistrzyni prawomyślnych katolickich proroctw
Eugeniusz był pierwszym z czterech papieży, którzy korespondowali z jedną z najważniejszych katolickich wizjonerek - św. Hildegardą z Bingen (1098-1179). Hildegarda urodziła się w Bermersheim w Niemczech zaledwie cztery lata po św. Malachiaszu. Wstąpiła do klasztoru benedyktynek na górze św. Dyzyboda, w którym w 1136 roku została matką przełożoną. Hildegarda jest uważana za jedną z najlepiej wykształconych kobiet epoki średniowiecza. Większość życia spędziła w samotności i ciszy klasztoru, pisząc traktaty na wiele tematów - począwszy od interpretacji Biblii, przez kroniki życia niemieckich świętych, aż do długich i bardzo szczegółowych traktatów o anatomii i naukach przyrodniczych.
Około 1147 roku, w wieku czterdziestu dwóch lat, przeniosła swój konwent do Rupertsbergu niedaleko Bingen. W czasie gdy Malachiasz stawiał ostatnie kroki w swym burzliwym życiu, podążając do miejsca ostatecznego spoczynku w Clairvaux, św. Hildegarda, mieszkająca wiele kilometrów na północny wschód, była zaledwie w połowie komponowania i ilustrowania swego proroczego arcydzieła Scito vias Domini (Poznaj drogi Boże; w skrócie Scivias). Powołanie do głoszenia przepowiedni pojawiło się u Hildegardy około 1141 roku, wraz z pierwszą wizją, która rozpoczęła dziesięciolecie proroczych epizodów. Hildegarda opisała wizję jako "gorejące światło", które oczyściło jej serce i umysł oraz pozwalało wnikać bezpośrednio w tajemnice Boga ukryte w Piśmie Świętym.
Decyzja, aby ujawnić swe przepowiednie światu, nie przyszła łatwo. Wyznania tej bardzo prawomyślnej i gorliwej ksieni dawały jasno do zrozumienia, że wierzy ona, iż męscy hierarchowie kościelni do tego stopnia zaniedbują swoje obowiązki podtrzymywania Matki Kościoła, że powinni być w tym zastąpieni przez zwyczajne kobiety. Wydawało się, iż mówi między wierszami, że chociaż według Bożego planu kobieta jest istotą gorszą od mężczyzny, to ewidentny brak gorliwości kleru zmusił Boga do użycia jednej z grzesznych następczyń Ewy w celu głoszenia jego proroczej misji.
Scivias zostały ukończone w 1151 roku. Składają się na nie trzy pięknie ilustrowane księgi zawierające ponad dwieście tysięcy słów. Księga pierwsza odkrywa sekrety Boskiego stworzenia Nieba na Ziemi, księga druga kreśli drogę ku zbawieniu w Chrystusie, najsłynniejsza zaś księga trzecia przybliża obecną i przyszłą ewolucję Kościoła i dziejów. Punktem kulminacyjnym jest apokaliptyczny koniec świata, ujarzmienie Szatana i wykorzenienie zła. Niebo i Ziemia zostają przemienione w wyniku zbawienia i uświęcenia prawdziwie wierzących w Boga i Chrystusa. Epilog Symfonia chwały składa się z nowatorskich pieśni gregoriańskich, skomponowanych przez św. Hildegardę. Wiele z nich zajmuje czołowe miejsca na listach przebojów muzyki klasycznej w dekadzie poprzedzającej rok dwutysięczny. Okładka płyty CD przedstawia, o ironio, zakapturzone oblicze pobożnej i żyjącej w celibacie Hildegardy, wzorowane na twarzy rozpustnej aktorki Drew Barrymore. Pierwsze pieśni Symfonii Hildegardy opłakują wieczne potępienie grzeszników, ale wkrótce po nich następują utwory opiewające nieśmiertelną wieczność doskonałego świata po apokalipsie, w którym zbawieni głoszą po wsze czasy chwałę Boga.
Najsłynniejsza wizja św. Hildegardy została zapisana w 11 rozdziale księgi trzeciej, zatytułowanym Ostatnie dni i upadek Antychrysta. Sceptycy wysuwają teorię, która zdecydowanie zaprzecza jakiemukolwiek poważnemu traktowaniu wizji ksieni. Twierdzą oni, że ogniste wici nad głową świętej, widoczne na jej portretach, a symbolizujące światło boskiego daru jasnowidzenia, są wynikiem fizycznego schorzenia Hildegardy, zwanego migreną iskrzącą. Być może, hipoteza ta nie odpowiada rzeczywistości. A jeśli owe ogniste wici były fizycznym produktem ubocznym zdolności widzenia Bożych misji?
Hildegarda opisywała wizje silnie zakorzenione w średniowiecznym dogmacie apokaliptycznym, podobne do przepowiedni lansowanych przez mnicha z IX wieku o imieniu Adso. Dzięki "świętej migrenie" Hildegarda widziała "pięć okrutnych epok", które mają nastąpić przed dniem Sądu Ostatecznego. Symbolizują je zwierzęce archetypy, oznaczające przyszłych władców, którzy przybędą z królestwa Szatana na mroźnej północy. Pierwszych czterech reprezentują gorejący pies, "który nie spłonie", żółty lew, biały koń, czarna świnia, a piątego i ostatniego - szary wilk. Wilk kojarzy się z pogańskimi proroctwami Teutonów i wikingów opisującymi ostatnią bitwę pomiędzy dobrem i złem, zwaną Ragnarok. Ten skandynawski Armagedon miał miejsce w epoce szarego wilka. Jest to symbol, który przywodzi na myśl szare wojskowe płaszcze przyszłego tyrana XX wieku, urodzonego w rodzinie katolickiej, którego pierwsze imię wywodzi się od starogermańskiego słowa adolphus, co znaczy "wilk".
Po pięciu władcach zła nadejdzie Antychryst, urodzony z ladacznicy, opętany przez seksualne żądze uzurpator, który zwiedzie ludzi, iż jest czystym synem dziewicy, który potrafi nawet powstać z martwych. Jego oszustwo zdemaskują dwaj ostatni prorocy - Enoch i Eliasz. Zostaną wysłani na ziemię właśnie wtedy, gdy Antychryst będzie chciał stać się panem Kościoła Bożego i wszystkich państw. Prorocy ci dadzą ludziom ostatnią szansę na ujrzenie prawdziwego oblicza Antychrysta, zanim syn zła, podszywając się pod Syna Bożego, zmieni ich w męczenników.
Święta Hildegarda przestrzega kler, iż Antychryst przyjdzie z wnętrza Kościoła. Przedstawia ona ten scenariusz w postaci alegorii - ukoronowana i pełna chwały kobieta zwana Ecclesia (Kościół) podaje świętej wyciągnięte ramiona spowite w spływające złotem rękawy. Następnie z całą delikatnością średniowiecznego zarządcy do spraw higieny Hildegarda opisuje wewnętrzny rozkład Kościoła, posiłkując się słynnymi do dziś rysunkami. Przyjrzyjmy się jednemu z nich. To, co wyrasta z nóg Matki Kościoła, można określić jako najgorszy z kiedykolwiek widzianych przypadków rzeżączki. Dziewicze włosy i wargi Matki Kościoła przemieniły się w owłosioną, wykrzywioną ohydnym grymasem twarz - twarz wyjątkowo odrażającej bestii - Antychrysta.
Ale nie bójmy się! Wszystko dobrze się skończy. Ecclesia, jedyna prawdziwa oblubienica Chrystusa, przetrwa straszne zniszczenie i zejście z właściwej drogi, by cieszyć się powtórnym i wiecznym miesiącem miodowym po tryumfalnym powrocie do oblubieńca. Kiedy to się stanie, syn wiecznego potępienia wyzwoli się z obolałych i pokrytych krostami lędźwi Kościoła, aby wznieść się ponad wielkim stosem nieczystości. Inna ilustracja przedstawia czczoną przez duchowo oszukaną ludzkość bestię, która stoi na tronie zrobionym ze swego pomarszczonego nosa. Zgodnie z przepowiednią św. Hildegardy Chrystus zrzuci ją z tego gnijącego piedestału za pomocą pioruna.
Kiedy Antychryst zostanie pokonany, na Ziemi nastanie dzień Sądu Ostatecznego, pełen katastrof i walk opisanych w Księdze Apokalipsy. Historia osiąga swój kres. Średniowieczny Bóg sprawiedliwie sądzi dobro i zło. Dusze powstające z grobów wyraźnie dzielą się na czarne lub białe. Święta Hildegarda przepowiada, że nadzy grzesznicy będą się trzęśli w swych pomalowanych na czarno skórach. Dla sądzonych nie ma prawników ani obrony. W rzeczywistości poganie zamieszkujący Ziemię, pozostając poza zasięgiem chrześcijaństwa, nie mają nawet szansy, by stanąć twarzą w twarz ze swymi oskarżycielami - zostaną natychmiast wrzuceni do morza wiecznego ognia i potępieni. Ci natomiast, którzy słyszeli o Chrystusie, ale pozostali niewiernymi, przechodzą męki, zanim otrzymają naznaczony z góry werdykt skazujący ich na wieczne zatracenie.
Zbawieni żyją w Nowym Niebie i na Nowej Ziemi, gdzie czas, sklepienie niebieskie, Księżyc i planety, oceany i pory roku stoją jak zamrożone na wieki. W raju św. Hildegardy nie będzie potrzebny nikt do przepowiadania pogody. Zbawieni nie będą potrzebować świecy, by rozpędzać mroki nocy, bo zawsze będzie panował dzień, powietrze zaś nigdy nie będzie gorące lub zimne. Co będą robić ludzie żyjący w nieśmiertelnej Bożej wieczności? Będą śpiewać. Zamieszkają w jednym ogromnym średniowiecznym klasztorze pełnym nieustającej radości. Tak przedstawiała się idealna wizja tego, co św. Hildegarda uważała za pobożne życie.
Poparcie, jakiego udzielili Hildegardzie św. Bernard, a później papież Eugeniusz, który miał szkic jej proroctw zawartych w Scivias, spowodowało, że krytycy ksieni, usiłujący hamować rozprzestrzenianie się jej pism, byli bezsilni. Wizje zawarte w Scivias i późniejsze opracowania dotyczące dnia dzisiejszego doprowadziły przyszłych katolickich wizjonerów oraz interpretatorów ich doktryn aż do roku 2000.
De rure albo
(Z Białego Kraju [Anglii])
Motto De rure albo to jeden z najbardziej skomplikowanych kalamburów irlandzkiego proroka. Mikołaj Breakspear, syn księdza, urodził się niedaleko opactwa St. Albans w Anglii. Starożytna rzymska nazwa Wielkiej Brytanii, Albion, wywodząca się od łacińskiego słowa albus (biały), nawiązuje do białych klifów w okolicach Dover, które spostrzegli i opisali pierwsi rzymscy najeźdźcy. Dlatego pierwszy i najprawdopodobniej ostatni angielski papież to papież "z białego kraju". Breakspear pełnił funkcję legata papieskiego w Danii, Szwecji i Norwegii - trzech pokrytych śniegiem północnych królestwach, które nazywano metaforycznie białymi państwami.
W 1144 roku papież Eugeniusz mianował Breakspeara kardynałem, kierując się między innymi jego reputacją pedantycznego strażnika spraw duchowych. Owa reputacja - w pełni zasłużona - nie przysparzała mu zwolenników. Przeciwnie. Był tak niepopularnym opatem augustiańskiego klasztoru św. Rufusa w Awinionie, że papież, aby ubiec otwarty bunt mnichów, którzy chcieli Breakspeara zdymisjonować, obdarzył go kapeluszem kardynalskim. Później Breakspear okazał się znakomitym legatem papieskim w Skandynawii. Ze względu na umiejętność utrzymywania surowej dyscypliny i zdolności reformatorskie został jednogłośnie wybrany na papieża przez Święte Kolegium Kardynałów. Wierzono, że będzie nie tylko tytularnym biskupem Rzymu, ale pokaże rzymskim komunardom i normańskim władcom Sycylii, gdzie jest ich miejsce.
Hadrian nałożył interdykt na całe Wieczne Miasto, po tym jak jeden z kardynałów został zasztyletowany w środku dnia na Via Sacra. Następny edykt papieża, zakazujący wszystkim rzymianom przyjmowania świętych sakramentów i chrześcijańskiego pochówku, jedynie poderwał ich ponownie do otwartego buntu. Hadrian musiał opuścić miasto i ustanowić rządy papieskie w pobliskim Viterbo. Tam potrzebował poparcia i pomocy wojskowej cesarza Fryderyka Barbarossy, który przez przypadek odwiedził właśnie zbuntowany Rzym i aresztował, a następnie osądził, powiesił i spalił na stosie przywódcę rzymskiego senatu, Arnolda z Brescii.
Święta siła Hadriana ostatecznie popchnęła Fryderyka Barbarossę do wstąpienia na złą drogę, kiedy papież przypomniał mu, że według darowizny Konstantyna korona cesarska była beneficium, czyli darem papieża. Konflikt narastał, obejmując kilka dziesięcioleci oraz kilku następców papieża i cesarza.
Następnym celem polityki papieża była ojczyzna św. Malachiasza. Hadrian zagwarantował swemu rodakowi - królowi Anglii Henrykowi II - prawo do podboju Irlandii, korzystając ponownie ze sfałszowanego dekretu Konstantyna jako usprawiedliwienia.
Zachowana rozmowa pomiędzy Hadrianem a jego bliskim przyjacielem Janem z Salisbury, późniejszym biskupem Chartres, jest dowodem popularności Kościoła rzymskiego w średniowiecznym społeczeństwie.
"Co naprawdę ludzie sądzą o papieżu i kościele?" - pytał Hadrian.
Jan, znany ze szczerości, odpowiedział: "Ludzie mówią, że Kościół zachowuje się bardziej jak macocha niż matka, że tkwi w nim nieszczęsna żyła skąpstwa, a chciwi skrybowie i faryzeusze kładą na ramiona ludzi ciężkie brzemię utrzymania kleru po to tylko, by sami mogli gromadzić cenne przedmioty. Sam Ojciec Święty też jest ciężarem i nie powinien się narodzić".