Ostatni kontrakt Isako - Fonda Lee

-
Proszę czekać

Sześć

Stan­dar­dowe umowy z licen­cjo­no­wa­nymi kon­trak­to­rami można wysta­wiać na okres od mini­mum sze­ściu (6) tygo­dni do mak­si­mum dzie­się­ciu (10) lat. Ich warunki można rene­go­cjo­wać w chwili prze­dłu­że­nia. Kon­trakt można w dowol­nej chwili unie­waż­nić z uza­sad­nio­nych powo­dów. Szcze­góły podano w sek­cji 3 (c) (ii).

Kon­trakty główne i wyłączne można zawie­rać z super­kon­trak­to­rami. Kon­trakt główny wysta­wia się na trzy (3) lata i można dwu­krot­nie prze­dłu­żać go o rok, do mak­sy­mal­nie pię­ciu (5) lat. Kon­trakt wyłączny można zaofe­ro­wać po upły­wie pierw­szego ter­minu kon­traktu głów­nego. Pozo­staje on w mocy do stan­dar­do­wego czasu przej­ścia w stan spo­czynku (doda­tek tablica 8). Posia­da­czom kon­traktu wyłącz­nego można w chwili przej­ścia w stan spo­czynku przy­znać sta­tus peł­nych eta­tow­ców ze wszyst­kimi zwią­za­nymi z tym pre­miami. Poza tym kon­trakt wyłączny można zakoń­czyć jedy­nie za obo­pól­nym poro­zu­mie­niem stron lub w przy­padku, gdyby kon­traktor został part­ne­rem Agen­cji.

Pod­ręcz­nik Agen­cji

Dzień Sefy, 5. tydzień, rok 500 o.Z.

Isako powinna już się zabrać do pracy, ale umó­wiła się z Mayą na obiad. Nie widziały się od wielu tygo­dni. Obie były zajęte. Maya zda­wała egza­miny koń­cowe, a Isako prze­ka­zy­wała wyroki śmierci.

Będzie musiała wytłu­ma­czyć córce, że posta­no­wiła zre­zy­gno­wać i zostało jej tylko dwa­dzie­ścia sześć dni, zanim podąży na Pust­ko­wia za swym klien­tem. To nie jest roz­mowa, na którą cze­ka­łaby z rado­ścią. Doj­dzie do niej sta­now­czo za szybko. Nie czuje się przy­go­to­wana.

Jadąc samo­cho­dem, czyta listy rezy­gna­cyjne.

Nie wszy­scy je upu­blicz­niają, ale więk­szość rezy­gnu­ją­cych pra­gnie się podzie­lić swymi ostat­nimi myślami. Prze­wa­ża­jąca ich część ma cha­rak­ter oso­bi­sty -?wyrazy miło­ści i wdzięcz­no­ści dla krew­nych i współ­gniazd­kow­ców, wska­zówki doty­czące podziału pakietu oraz miej­sca umiesz­cze­nia tabliczki. Isako czyta całość, ale te frag­menty tylko pobież­nie.

Zatrzy­muje się na ostat­nich linij­kach. Uważa, że sza­cu­nek tego wymaga. Ostat­nie słowa są ważne. Sta­no­wią pod­su­mo­wa­nie całego życia.

Szcze­gól­nie dobre słowa poże­gna­nia zyskują publiczny podziw. Wydaje się je w zbio­rach i umiesz­cza na tablicz­kach upa­mięt­nia­ją­cych. Wyra­żone w nich uczu­cia chwy­tają za serce, pozwa­lają zaj­rzeć w duszę autora i uka­zują prawdy, które może ujaw­nić jedy­nie spo­kojny, doj­rzały umysł, pogo­dzony z bli­skim kre­sem.

Pisarz Nabrzeże Sooy­ong ponoć poświę­cił trzy lata na pisa­nie kolej­nych wer­sji słów poże­gnal­nych, aż wresz­cie zre­zy­gno­wał z zado­wo­le­niem, pewien, że stwo­rzył swe naj­lep­sze dzieło.

Życie jest słoń­cem

A śmierć gwiazdą pół­nocy

Oświe­tlają nam drogę do domu

Gdy podró­żu­jemy przez nie­biosa,

Cóż zna­czy kilka kro­ków wię­cej?

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Jeden

"Jebać Zie­mię".

Ostat­nie słowa kapi­tana Janusa Brady'ego, rok 44 o.Z.

Dzień księżyca wieczorem, 4. tydzień, rok 500 o.Z.

Na liście eta­tow­ców, któ­rym Prze­smyk Isako ma wrę­czyć wypo­wie­dze­nie z pracy, są jesz­cze dwa nazwi­ska.

Tylko dwa, dzięki wszyst­kim bogom ze Sta­rej Ziemi, w któ­rych nie wie­rzy. Ma już ser­decz­nie dość prze­ka­zy­wa­nia zawia­do­mień i peł­nie­nia funk­cji czar­nego cha­rak­teru, mimo że to wcho­dzi w jej zakres obo­wiąz­ków, a ludzie o tym wie­dzą i nie­na­wi­dzą jej z tego powodu. Na tym eta­pie kariery powinna grać wygodną rolę mądrej i doświad­czo­nej kobiety, oto­czo­nej nie­kwe­stio­no­wa­nym sza­cun­kiem, lecz jed­no­cze­śnie przy­jem­nie ano­ni­mo­wej.

Ale tak się nie dzieje.

Znaj­duje obu męż­czyzn w spe­lunce poło­żo­nej na pół­noc­nym końcu Miej­skiego Habi­tatu Wytrwa­łość, gdzie nie odszuka ich żaden z byłych współ­pra­cow­ni­ków z Astro­ko­mu­ni­ka­cji. Piją razem, pogrą­żeni w mil­czą­cym stra­chu. Gdy tylko wcho­dzi do baru Oxygn, jej noz­drza ata­kuje odór stę­chłego piwa i liścio­wego dymu. Odru­chowo roz­gląda się w poszu­ki­wa­niu zagro­żeń, ale nie czeka tu na nią zasadzka. Tylko kil­ku­dzie­się­ciu eta­tow­ców, któ­rzy zbili się w małe grupki. Piją grzane piwo, roz­ma­wia­jąc ze sobą cicho. Kie­rują ku niej twa­rze, pozba­wione zain­te­re­so­wa­nia do chwili, gdy ujrzą wyzwa­lacz przy­pięty do jej uda.

Kon­trak­torka.

Nie musi usły­szeć wypo­wie­dzia­nego szep­tem słowa, by wyczuć ich ner­wową wro­gość. W lep­szych cza­sach poki­wa­liby gło­wami na znak sza­cunku. Gdyby znaj­do­wała się w oko­li­cach Astro­komu, gdyby to był czas pokoju i eks­pan­sji, zawo­ła­liby ją po imie­niu, zro­bili dla niej miej­sce przy barze i ktoś zapro­po­no­wałby, że postawi jej kolejkę, pró­bu­jąc się wku­pić w jej łaski, być może nawet skło­nić ją, by pochwa­liła go przed sze­fem.

Ale teraz odwra­cają wzrok. Wojna się skoń­czyła. Wszy­scy wie­dzą, po co tu przy­szła.

Rosa Loren i Wilk Wyatt sie­dzą przy okrą­głym sto­liku z tyłu. Poznaje ich dzięki zdję­ciom zamiesz­czo­nym w aktach. Zresztą pra­cują w dziale od wielu lat. Przy­ciąga krze­sło do sto­lika, nie za bli­sko, i siada na jego brzegu, mocno opie­ra­jąc obie nogi na pod­ło­dze.

-?Woli­cie to zro­bić tutaj czy w jakimś bar­dziej pry­wat­nym miej­scu? - pyta pro­fe­sjo­nal­nym, lecz peł­nym zro­zu­mie­nia tonem. Cichym, ale sta­now­czym. To, co ich spo­tyka, nie jest ich winą, ale muszą zro­zu­mieć, że nie da się tego odwró­cić.

Loren, star­szy męż­czy­zna o kędzie­rza­wych wło­sach, spo­gląda na nią. Ma znu­żony wzrok i prze­krwione oczy, ale nie widać w nich zasko­cze­nia.

-?Rów­nie dobrze możemy zro­bić to tutaj -?odpo­wiada, wzru­sza­jąc ramio­nami. -?Co to ma za zna­cze­nie?

Nawet nie pró­buje ści­szać głosu. Sie­dzący w pobliżu goście spo­glą­dają z lito­ścią na ich sto­lik, ale Loren ich igno­ruje. Zawsze taki był. Bez­po­średni. Nie­ustę­pliwy. Nie bał się nazy­wać syfu po imie­niu. Isako lubi go z tego powodu.

O Wilku Wyat­cie nie wie zbyt wiele. Ma trzy­dzie­ści sześć lat, jest kawa­le­rem i nie ma dzieci. Niski, ale musku­larny. Pod­nosi cię­żary, łyka biał­kowe suple­menty i nosi obci­słe koszule, żeby to uwy­dat­nić. Ponoć jest naj­lep­szym fut­sa­li­stą w całym dziale. Nawet grał kie­dyś w Gwiaz­dach Astro­komu, w cza­sach, gdy ta dru­żyna była jesz­cze coś warta. Isako sły­szała, że jest świet­nym współ­pra­cow­ni­kiem, jeśli ktoś potrafi się z nim doga­dać, ale w prze­ciw­nym razie potrafi być wredny.

Wyatt opiera się o blat i prze­szywa Isako spoj­rze­niem gwał­tow­nym jak nazwa jego gniazdka.

Nie rób tego, myśli kobieta. Nawet nie pró­buj.

Wszy­scy wie­dzie­li­śmy, że to się wyda­rzy. Nie możemy zro­bić nic poza zacho­wa­niem god­no­ści.

Potrafi zauwa­żyć, kiedy eta­to­wiec dociera do gra­nicy wytrzy­ma­ło­ści, i jest bli­ski zro­bie­nia cze­goś głu­piego. Podobne prze­czu­cia mają ci, któ­rzy pra­cują poza tar­czą ochronną i potra­fią wyczuć, że nad­ciąga sucha burza.

Zdej­muje kape­lusz i ręka­wiczki, po czym kła­dzie je na stole. Gdy wypusz­cza powie­trze z płuc, nie widzi pary. Wio­sna, nowy rok po sied­miu mie­sią­cach zimy. Wresz­cie zro­biło się na tyle cie­pło, że czuje wszyst­kie palce u rąk i nóg, nawet w tych rejo­nach miej­skiego habi­tatu, gdzie przy­dział cie­pła jest niski. Wyciąga ekran z wewnętrz­nej kie­szeni płasz­cza i roz­wija go na stole.

Naj­pierw przy­wo­łuje zawia­do­mie­nie dla Lorena.

-?Rosa Loren... -?zaczyna, nie zmie­nia­jąc tonu głosu ani wyrazu twa­rzy - ...z żalem infor­muję cię, że twoja posada star­szego...

Wyatt rzuca się do ataku.

Wybiera chwilę, gdy jej ręce są zajęte, a uwaga kie­ruje się na ekran i na dru­giego męż­czy­znę. Zakłada, że Isako nie zdoła zare­ago­wać wystar­cza­jąco szybko i zdąży wbić w nią kosę, którą wycią­gnął z rękawa.

Kobieta pod­rywa się bły­ska­wicz­nie. Jej krze­sło prze­wraca się na opar­cie. Pamięć mię­śniowa w jed­nej chwili prze­nosi ją z pasyw­nej pozy­cji sie­dzą­cej do dyna­micz­nej pozy­cji czwar­tej, zwa­nej Przy­wi­ta­niem Burzy. Pięta wysu­nię­tej do tyłu nogi spo­czywa pew­nie na pod­ło­dze. Isako pochyla się nisko, scho­dząc z drogi ata­ku­ją­cego. Ma sto­sun­kowo wiele czasu na reak­cję -?całą sekundę, a do tego dzieli ich sto­lik.

Kłę­bem lewej dłoni prze­suwa do przodu blo­kadę wyzwa­la­cza. To odru­chowa reak­cja, szyb­sza niż myśl. Śmier­cio­no­śny długi nóż wska­kuje bez­gło­śnie w jej cze­ka­jącą prawą dłoń. Czter­dzie­ści osiem cen­ty­me­trów wyso­ko­wę­glo­wej akwi­loń­skiej stali prze­suwa się po wewnętrz­nej powierzchni przed­ra­mie­nia prze­ciw­nika, prze­ci­na­jąc ścię­gna. Pro­wi­zo­ryczna broń wypada mu z pal­ców. Potem Isako unosi swoje ostrze, kie­ru­jąc ją poni­żej żeber eta­towca.

Wła­ści­wie nie musi pchać. Pomaga jej impet męż­czy­zny. Klinga prze­bija mu serce. Isako dostrzega w jego twa­rzy strach i ból, a zara­zem pełną dziw­nego zaufa­nia ulgę. Unosi dło­nie i pró­buje zła­pać kobietę za ramiona, gdy ona wal­czy z jego cię­ża­rem. Jest niż­szy od niej i musi unieść głowę, by spoj­rzeć jej pro­sto w oczy.

-?Prze­pra­szam -?szep­cze.

Osuwa się na nią. Isako kła­dzie go deli­kat­nie na pod­łogę i zamyka mu powieki. Wyciąga długi nóż i wyciera go czarną szmatką z mikrow­łókna, którą zawsze nosi w wewnętrz­nej kie­szeni czer­wo­nego dwu­rzę­do­wego płasz­cza. Następ­nie chowa broń, nawet na nią nie patrząc. Prze­suwa klingą po blo­ka­dzie wyzwa­la­cza i wsuwa nóż do środka, aż roz­le­gnie się klik­nię­cie.

Wszy­scy w knaj­pie wpa­trują się z nie­na­wi­ścią w jej plecy.

Przed chwilą ktoś pró­bo­wał ją prze­szyć zaostrzo­nym kawał­kiem żelaza, ale to ją uwa­żają za mor­der­czy­nię. Ma ochotę odwró­cić się i nazwać ich cho­ler­nymi hipo­kry­tami. Wszy­scy cie­szą się, że padło na Wyatta, a nie na nich. Wybrał godne tchó­rza samo­bój­stwo przez kon­trak­tora i zmu­sił ją do prze­la­nia krwi, zamiast postą­pić, jak trzeba, i pogo­dzić się z losem. W końcu to, co go spo­tkało, nie było niczyją winą.

Nie­mniej zaj­muje się tym od dawna i świet­nie wie, że opie­prza­nie eta­tow­ców nie zda się na nic. Z pew­no­ścią nie prze­staną nią gar­dzić. Jest tylko posłań­cem, ale tra­dy­cja zabi­ja­nia posłań­ców jest bar­dzo stara.

Sta­wia koł­nierz i wzywa Służby Habi­ta­towe.

Lokal zaczyna się opróż­niać. Nic nie psuje nastroju bar­dziej niż trup na pod­ło­dze.

Rosa Loren robi się blady jak let­nie niebo, a na jego czole lśnią kro­pelki potu. Mimo to nie rusza się z miej­sca. Spo­gląda na ciało towa­rzy­sza i ze smut­kiem dopija resztkę piwa.

-?Pró­bo­wa­łem go prze­ko­nać, żeby tego nie robił.

-?Jestem ci wdzięczna. -?Isako sta­wia prze­wró­cone krze­sło i siada na nim w sta­nie zan­shin, tak samo jak przed­tem, na przed­nim brzegu sie­dze­nia, mocno wsparta na obu nogach, z wypro­sto­wa­nym krę­go­słu­pem, wystar­cza­jąco daleko od sto­lika, żeby jej nie prze­szka­dzał, gdy będzie zmu­szona szybko zare­ago­wać. Nie sądzi, by Loren miał cze­goś spró­bo­wać, ale jest dłu­go­no­żow­niczką i zawsze tak siada w miej­scach publicz­nych. Gniazd­ko­oj­ciec nauczył ją tego, kiedy była małą dziew­czynką. - Wola­ła­bym, by cię posłu­chał, ale to nie twoja wina, że tego nie zro­bił.

-?Czy wielu źle to przy­jęło?

-?Tylko garstka.

Jede­na­stu z dwu­stu, wli­cza­jąc Wyatta. Nie tak źle. W końcu nikt nie był wstrzą­śnięty wypo­wie­dze­niami. Zawsze tak się dzieje, gdy dział prze­grywa wojnę i przej­muje go kon­ku­ren­cja. Każdy, kto mógł zała­twić sobie prze­nie­sie­nie z Astro­komu, zro­bił to już dawno. Ale Loren jest jak ona. Zbyt wiele czasu spę­dził w jed­nym miej­scu, by szu­kać dla sie­bie nowego.

-?Do rze­czy -?mówi, wska­zu­jąc nie­cier­pli­wie na ekran.

Isako wyciąga rękę i prze­suwa go ku męż­czyź­nie. Zaczyna od nowa, chcąc wszystko zro­bić tak, jak trzeba.

-?Rosa Loren, z żalem infor­muję cię, że twoja posada star­szego tech­nika łącz­no­ści została zli­kwi­do­wana. Możesz być pewien, że tę decy­zję pod­jęto po grun­tow­nej ana­li­zie dłu­go­ter­mi­no­wych inte­re­sów Grupy Poszu­ki­wań Gwiezd­nego Domu oraz przy­szło­ści ludz­kiej kolo­nii na Akwi­lo­nie. Nie­stety, w tej chwili Kor­po­ra­cja nie może ci ofia­ro­wać żad­nej posady zgod­nej z twoim doświad­cze­niem i kwa­li­fi­ka­cjami.

Loren nie odpo­wiada. Gapi się tylko na nią, słu­cha­jąc jej słów. Isako czuje się paskud­nie z tego powodu.

-?W nagrodę za wiele lat cięż­kiej pracy i służby Kor­po­ra­cja jest gotowa zaofe­ro­wać tobie i two­jej rodzi­nie pakiet rezy­gna­cyjny obej­mu­jący rów­no­war­tość trzy­let­niego wyna­gro­dze­nia z dodat­ko­wymi pre­miami za dłu­go­let­nią pracę i zasługi dla działu. Umowa zawiera wszyst­kie szcze­góły. Jeśli ją zaak­cep­tu­jesz, będziesz miał sie­dem­dzie­siąt osiem godzin na opusz­cze­nie miesz­ka­nia w Kor­po­ra­cji. Jeśli posta­no­wisz odmó­wić, twoje zatrud­nie­nie zakoń­czy się ze skut­kiem natych­mia­sto­wym i wszel­kie prawne zobo­wią­za­nia mię­dzy tobą a Kor­po­ra­cją utracą waż­ność. W imie­niu pre­zesa oraz Rady Dyrek­to­rów Grupy Poszu­ki­wań Gwiezd­nego Domu wyra­żam uzna­nie za wyko­naną przez cie­bie pracę oraz wie­lo­let­nie poświę­ce­nie dla naszej wspól­nej wizji bar­dziej dostat­niej i bez­piecz­nej przy­szło­ści całego gatunku ludz­kiego.

W tym punk­cie koń­czy się jej tekst. Wygła­szała ofi­cjalne fra­zesy Kor­po­ra­cji tak wiele razy, że jest pewna, że zna je lepiej niż pra­cow­nik Działu Zaso­bów Ludz­kich, który je napi­sał.

Być może spo­wo­do­wał to wyraz spo­koj­nego cier­pie­nia widoczny na twa­rzy Lorena albo fakt, że jego córka i Maya cho­dziły na ten sam kurs tańca, gdy były małymi dziew­czyn­kami, i Isako pamięta, jak pod­czas reci­talu na zakoń­cze­nie roku szkol­nego śmiała się razem z nim w teatral­nym foyer, z tego, jak mar­nują pie­nią­dze. Nie­wy­klu­czone też, że cho­dzi o leżą­cego na pod­ło­dze trupa Wyatta. Tak czy ina­czej, Isako posta­na­wia dodać coś od sie­bie.

-?Przy­kro mi, Loren. Naprawdę nie chcia­łam zoba­czyć two­jego nazwi­ska na tej liście.

Dla­tego zosta­wiła go na sam koniec. Powta­rzała sobie, że chce mu dać wię­cej czasu, ale w rze­czy­wi­sto­ści po pro­stu prze­cią­gała sprawę. Cze­kał na jej poja­wie­nie się dobre kilka dni i zapewne było to raczej okru­cień­stwo niż przy­sługa.

O tym jed­nak nie wspo­mniała. I tak już powie­działa za dużo.

Kąciki jego ust opusz­czają się niczym chleb opa­da­jący pod­czas pie­cze­nia. Ma deli­katną, kre­mową cerę eta­towca wyso­kiej rangi, który spę­dził całe życie pod tar­czą ochronną i nie ucier­piał z powodu gwał­tow­nych wichrów i wia­tru sło­necz­nego. Jego głos jest jed­nak szorstki jak papier ścierny.

-?No wiesz, liczy­łem na to, że Gre­ves oso­bi­ście prze­każe mi tę wia­do­mość. Myśla­łem, że zasłu­ży­łem na to po trzy­dzie­stu ośmiu latach pracy w dziale. -?Pry­cha, pełen pogardy dla samego sie­bie. -?Byłem głupi, myśląc, że nie wyśle pier­do­lo­nej kon­trak­torki, jak wszy­scy.

-?Na tym polega moja praca, Loren.

-?Na pewno masz mnó­stwo roboty -?odpo­wiada z drwią­cym uśmiesz­kiem.

-?To już nie potrwa długo.

Te słowa przy­po­mi­nają Isako, że jej rów­nież grozi czystka.

Z twa­rzy Lorena znika część gniewu. Przy­ciąga do sie­bie na wpół opróż­niony przez Wyatta kufel. Czemu by nie? On już go nie dopije. Isako czuje nagłą ochotę zamó­wie­nia piwa dla sie­bie, ale nie sądzi, by jedyny pozo­stały w lokalu bar­man chciał ją obsłu­żyć. Mógłby nawet dodać do kufla tru­ci­znę.

Loren chi­cho­cze ponuro.

-?Ile masz lat, Isako?

-?Pięć­dzie­siąt.

Ter­rań­skich pięć­dzie­siąt trzy, ale kto w dzi­siej­szych cza­sach używa nie­zbyt pochleb­nego kalen­da­rza ojczy­stej pla­nety?

-?Ja mam sześć­dzie­siąt trzy -?odpo­wiada pozba­wio­nym wyrazu gło­sem. Zostały mu tylko dwa lata do spon­so­ro­wa­nej przez Kor­po­ra­cję eme­ry­tury. - Całe życie prze­pra­co­wa­łem w Astro­ko­mu­ni­ka­cji. Mój ojciec żył tak samo. Moi przod­ko­wie byli tech­ni­kami Astro­komu na Wiel­kich Stat­kach. Nie mam żad­nych umie­jęt­no­ści, jakich mogłyby potrze­bo­wać inne działy, i jestem sta­now­czo za stary, żeby opa­no­wać nowe. Jakie miał­bym szanse jako fre­elan­cer? Nie prze­trwał­bym nawet roku.

Isako nie spiera się z nim.

-?Swoją drogą, Wyatt nie miał do cie­bie pre­ten­sji -?kon­ty­nu­uje Loren. - Mówił, że jesteś starą twar­dzielką, i zdzi­wiłby się, gdyby udało mu się cię zasko­czyć. Ale i tak miał zamiar spró­bo­wać. Bo w końcu co miał do stra­ce­nia? Wolał zgi­nąć w walce, a gdyby udało mu się cię zała­twić, to przy­naj­mniej byłoby jed­nego krwio­żer­czego traka mniej. Tak na to patrzył.

To smutna, pokrętna logika. Eta­towcy woleli nie pamię­tać, że kon­trak­to­rów można szybko zastą­pić. Gdyby Isako zgi­nęła, Wyatt i tak otrzy­małby wypo­wie­dze­nie. Po pro­stu dostar­czyłby mu je ktoś inny.

-?Ale ty jesteś innego zda­nia -?zauwa­żyła.

-?Muszę myśleć o rodzi­nie -?odparł. Wcze­śniej prze­szy­wał Isako peł­nym zło­ści spoj­rze­niem, ale teraz tylko mruga i odwraca wzrok. Jego głos przy­biera ochry­pły ton, jakby ści­snęło go w gar­dle. -?Moja mała Tessa pod koniec roku uro­dzi dziecko. To będzie mój pierw­szy wnu­czek. No wiesz, czas szybko leci. Wydaje się, że jesz­cze wczo­raj bie­gała w pie­luszce. Ty też masz córkę, prawda?

-?Tak. Przez rok cho­dziła z Tessą na kurs tańca.

-?To prawda. Teraz sobie przy­po­mi­nam. -?Jego twarz przy­biera wesel­szy wyraz. -?Minęło już tyle czasu. Tessa szybko prze­stała się inte­re­so­wać tań­cem.

-?Maya rów­nież.

-?Prze­rzu­ciła się na bie­ga­nie. Była w tym naprawdę dobra. Mistrzyni trzech dzia­łów na czte­ry­sta i osiem­set metrów. Mówi, że dziecko kopie tak mocno, że z pew­no­ścią rów­nież będzie bie­gało. -?Jego spoj­rze­nie wyraź­nie łagod­nieje. Loren spra­wia wra­że­nie, że chciałby się jesz­cze tro­chę pochwa­lić, być może nawet zapy­tać Isako o córkę, ale potem przy­po­mina sobie, gdzie jest i dla­czego się tu spo­tkali.

Siada pro­sto i znowu mruga, by odgo­nić wspo­mnie­nia. Zamyka usta, jakby zatrza­snął cięż­kie drzwi.

-?Widzę, że Tessa wyro­sła na nad­zwy­czajną kobietę -?mówi Isako.

To rów­nież jest część jej pracy. Cza­sami musi użyć dłu­giego noża, a w innych przy­pad­kach sie­dzieć i słu­chać. Uży­wać odpo­wied­nich słów, by pomóc roz­mów­com wziąć na sie­bie odpo­wie­dzial­ność. Sztuka WWE - wypo­wie­dze­nia, wyre­je­stro­wa­nia i eks­mi­sji -?jest tylko jedną z wielu, jakie musi opa­no­wać dobry kon­trak­tor, ale ma wiel­kie zna­cze­nie, ponie­waż tak się pechowo składa, że to pierw­sze, co przy­cho­dzi do głowy wielu eta­tow­com, gdy myślą o tra­kach.

-?Chcę postą­pić, jak trzeba -?kon­ty­nu­uje Loren. -?Nie stanę się jed­nym z tych żało­snych wyrzut­ków, któ­rzy kradną albo żebrzą o kwity. Nie będę zuży­wał tlenu i wody, które już mi się nie należą. Chcę, żeby dzieci Tessy miały tabliczkę upa­mięt­nia­jącą, którą będą mogły odwie­dzać i z któ­rej będą dumne. -?Unosi głowę i patrzy Isako pro­sto w oczy. - Wybie­ram rezy­gna­cję.

Isako pochyla głowę w geście uzna­nia.

-?Dzię­kuję za dar, jaki nam ofia­ru­jesz.

Loren prze­wija obraz na ekra­nie aż do samego końca i unosi palec nad miej­scem na bio­sy­gna­turę.

-?Nie muszę czy­tać wszyst­kiego, prawda? To stan­dar­dowe wypo­wie­dze­nie? Powie­dzia­ła­byś mi, gdyby było ina­czej?

-?Zga­dza się -?zapew­nia. -?Wszystko dosta­nie Tessa i jej rodzina.

Odwraca wzrok, by dać Lore­nowi choć tro­chę pry­wat­no­ści w chwili, gdy dotknie pal­cem ekranu.

-?To chyba wystar­czy. -?W jego gło­sie sły­szy się cię­żar osta­tecz­no­ści, ale poza tym brzmi dziar­sko, nie­mal nie­cier­pli­wie. -?Kiedy odejdą wszy­scy?

Isako chowa ekran do kie­szeni.

-?W dzień bez pracy przy Luku Wschod­nim zbie­rze się około dwu­na­stu osób. Nie­któ­rzy chcą odejść razem, a inni wolą być sami.

-?Przyj­dziesz tam?

Zaska­kuje ją jego płacz­liwy ton. Nie cho­dzi o to, że Loren ukrywa strach pod maską sto­icy­zmu. Wszy­scy to robią. Ale on przy­naj­mniej jej nie nie­na­wi­dzi. Dziwi ją, jak wiele to dla niej zna­czy.

Po raz pierw­szy uśmie­cha się do Lorena. Mówiono jej, że kiedy to robi, wygląda mło­dziej. Szkoda, bo w dwóch ostat­nich tygo­dniach miała bar­dzo nie­wiele powo­dów do uśmie­chu. Wresz­cie może przez moment odpo­cząć. Zachwyca ją ta per­spek­tywa.

-?Przyjdę -?zapew­nia. Może zro­bić przy­naj­mniej tyle.

Zawsze lubiła Rosę Lorena. Teraz rów­nież go sza­nuje i mu zazdro­ści. On przy­naj­mniej wie. Wresz­cie może się uspo­koić. Pozo­stały mu jedy­nie przy­go­to­wa­nia. Isako nie może tego powie­dzieć o sobie.

Podob­nie jak Loren, ona rów­nież zapu­ściła korze­nie w orga­ni­za­cji Gre­vesa. Jeśli jej klient zosta­nie prze­nie­siony na inne miej­sce w Kor­po­ra­cji, Isako podąży za nim. Jeśli nie, wkrótce znaj­dzie się w tej samej sytu­acji, co Loren. Ale jej nikt nie wrę­czy wypo­wie­dze­nia. Kon­trak­to­rom nie przy­słu­gują pakiety poże­gnalne. Otrzyma tylko bez­oso­bową wia­do­mość, że jej usługi nie są już potrzebne i kon­trakt unie­waż­niono.

Do Oxygn wcho­dzi dwóch pra­cow­ni­ków Służb Habi­ta­to­wych, noszą­cych poma­rań­czowe parki. Zaczy­nają wkła­dać do worka ciało Wilka Wyatta. Isako nie ma ochoty się temu przy­glą­dać. Sięga po kape­lusz i wciąga ręka­wiczki. Palce znowu jej zmar­zły. Gdy wstaje, jej zesztyw­niałe kolana prze­szywa ukłu­cie bólu.

Loren wyciąga rękę, ale powstrzy­muje się przed zła­pa­niem za rękaw jej płasz­cza.

-?W sumie cie­szę się, że to byłaś ty. -?Jego zaczer­wie­nione oczy spo­glą­dają na nią przez żół­tawe chmury liścio­wego dymu. -?Jesteś kon­trak­torką, ale na­dal masz serce, Isako. No wiesz, to rzad­kość.

Isako nie odpo­wiada. Wycho­dzi z lokalu i zatrzy­muje się na chod­niku. Twarz boli ją od suchego powie­trza. Łączy się z klien­tem.

-?Zro­bione. Gdzie jesteś?

Przez moment panuje cisza.

-?W Obser­wa­to­rium -?odpo­wiada wresz­cie Gre­ves.

Dwa

Kopuła na szczy­cie kwa­tery głów­nej Astro­komu jest naj­star­szym obser­wa­to­rium na pla­ne­cie. Z prak­tycz­nego punktu widze­nia stało się ono bez­u­ży­teczne z uwagi na zanie­czysz­cze­nie świetlne miej­skiego habi­tatu, znie­kształ­ce­nia wywo­łane przez tar­czę ochronną oraz fakt, że w wysoko poło­żo­nych punk­tach na obu kon­ty­nen­tach Akwi­lona wybu­do­wano już kil­ka­na­ście now­szych, więk­szych tele­sko­pów. Obser­wa­to­rium ma jed­nak zna­cze­nie histo­ryczne. Zbu­do­wali je Zało­ży­ciele i jego potężne oko jest skie­ro­wane ku gwieź­dzie, wokół któ­rej krąży Zie­mia. W tam­tych cza­sach ludzi obcho­dziło jesz­cze, skąd przy­byli ich przod­ko­wie.

Muzeum na­dal odwie­dzają szkolne wycieczki, ale w tej chwili świeci pust­kami. Jest tu tylko samotny męż­czy­zna w czar­nej budry­sówce. Wspiera się o barierę ota­cza­jącą antyczny tele­skop i gapi się w zamy­śle­niu na pas czar­nego nieba widoczny za na wpół otwartą kopułą.

-?To ja powi­nie­nem był to zro­bić.

Jego głos nie­sie się echem w pustce.

-?W żad­nym wypadku.

Lepiej nie myśleć, co by się stało, gdyby Wyatt spró­bo­wał zabić Gre­vesa, a nie ją. Eta­towcy czę­sto źle przyj­mują wypo­wie­dze­nie. Dla­tego wszy­scy dyrek­to­rzy wynaj­mują kon­trak­to­rów do WWE.

Ale Gre­ves nie przy­po­mina innych dyrek­to­rów. Mógłby naprawdę spró­bo­wać wła­sno­ręcz­nie dostar­czyć wypo­wie­dze­nia, gdyby Isako natych­miast nie wybiła mu tego z głowy. Sku­tecz­nie bro­niła swego klienta pod­czas trzy­let­niej, męczą­cej wojny mię­dzy dzia­łami i nie zamie­rzała pozwo­lić, by zabił go roz­gnie­wany eta­to­wiec, tylko dla­tego, że Gre­ves zapra­gnął w chwili porażki potrak­to­wać po ludzku swych pra­cow­ni­ków.

Wła­śnie takie odru­chy czy­nią go przy­wódcą, dla któ­rego chce się pra­co­wać.

-?Słusz­nie czują się skrzyw­dzeni. Obie­ca­łem im nową erę badań kosmosu przez Kor­po­ra­cję i wzrost Astro­komu. Moja klę­ska nie mogłaby być bar­dziej spek­ta­ku­larna.

Isako staje przy nim, ale nie patrzy na pełne gwiazd niebo.

-?Wie­rzy­łeś w swe obiet­nice i wielu ludzi w Kor­po­ra­cji rów­nież w nie uwie­rzyło. Fakt, że pre­zes i Rada Dyrek­to­rów nie udzie­lili nam popar­cia, niczego tu nie zmie­nia. Zro­bi­li­śmy wszystko, co leżało w naszej mocy.

-?To prawda.

Odsuwa się od barierki. Nawet gdy wypro­stuje się na pełną wyso­kość, jest od niej o głowę niż­szy. Dziw­nie wyglą­dają razem. Kon­trast mię­dzy nimi jest ude­rza­jący, nie tylko pod wzglę­dem fizycz­nym. Gre­ves jest krępy, przy­stojny i ma jasne włosy. Nie­do­sta­tek wzro­stu nad­ra­bia dyna­miczną cha­ry­zmą, efek­ciar­stwem, spry­tem oraz ambit­nymi marze­niami. Być może to kom­pleks Napo­le­ona. W jego przy­padku oka­zuje się sku­teczny. Gdy tylko zaczyna mówić o jakiejś wiel­kiej idei, nie­malże zrywa się z krze­sła i wyma­chuje rękami, zara­ża­jąc wszyst­kich sza­lo­nym entu­zja­zmem. Ma pięć­dzie­siąt sie­dem lat i jest jed­nym z naj­młod­szych dyrek­to­rów w Kor­po­ra­cji.

Sie­dem lat od niego młod­sza Isako jest bar­dzo stara jak na kon­trak­torkę.

Gre­ves uśmie­cha się do niej blado.

-?Nie mie­li­by­śmy nawet naj­mniej­szych szans, gdyby nie naj­lep­sza super­kon­trak­torka na pla­ne­cie. Jesteś praw­dziwą pro­fe­sjo­na­listką, Isako. Nie mógł­bym cię pro­sić o wię­cej.

Nie jest na tyle skromna, by temu zaprze­czyć.

Są kon­trak­to­rzy i są superkon­trak­to­rzy.

To naj­lepsi z naj­lep­szych. Elita czar­nych odznak. Na stu sze­re­go­wych kon­trak­to­rów przy­pada dzie­się­ciu wykwa­li­fi­ko­wa­nych. Na stu wykwa­li­fi­ko­wa­nych jeden super­kon­trak­tor.

Naj­lepsi z nich potra­fią roz­wią­zy­wać rów­na­nia w gło­wie, udzie­lać się na ele­ganc­kich galach i zabi­jać ludzi na kil­ka­na­ście róż­nych spo­so­bów. Mogą być stra­te­gami, sze­fami sztabu, straż­ni­kami oso­bi­stymi albo spe­cja­li­stami od dyplo­ma­cji -?cokol­wiek okaże się potrzebne. Mózg i mię­śnie w jed­nym. Ich usługi są dro­gie. Agen­cja przy­znaje tylko ogra­ni­czoną liczbę licen­cji. Wybiera ich i szkoli już od szes­na­stego roku życia. Daje im dłu­gie noże, uczy wszyst­kich sekre­tów biz­nesu i wpaja nie­za­chwianą odwagę.

Klien­tów, któ­rzy drogo płacą za ich usługi, trudno zado­wo­lić. Są wśród nich naj­bo­gatsi i naj­po­tęż­niejsi dyrek­to­rzy oraz naj­lepsi wicedyrek­to­rzy, któ­rzy zro­bi­liby wszystko, żeby zdo­być prze­wagę. To super­kon­trak­to­rzy im ją zapew­niają. Tylko jeden może słu­żyć danemu klien­towi. Tak mówią zasady Kor­po­ra­cji.

Kiedy wybu­chła wojna mię­dzy Astro­ko­mu­ni­ka­cją a Ope­ra­cjami Sate­li­tar­nymi, Isako zro­biła wszystko, co tylko mogła, by zapew­nić zwy­cię­stwo Gre­ve­sowi. Sta­rała się prze­ko­nać do jego wizji Słod­kie Morze, ślę­czała się nad rapor­tami i pre­zen­ta­cjami, urzą­dzała spo­tka­nia. Orga­ni­zo­wała ataki obna­ża­jące słabe punkty sys­te­mów i zakła­dów OpSatu. Bro­niła Astro­komu przed kontr­ata­kami. Umiesz­czała agen­tów i sabo­ta­ży­stów w nie­przy­ja­ciel­skich sze­re­gach. Wykryła trzech tech­ni­ków Astro­komu, szpie­gu­ją­cych na rzecz OpSatu. Wynaj­mo­wała ludzi, któ­rzy mieli prze­ku­py­wać, szan­ta­żo­wać albo znie­sła­wiać kie­row­nic­two prze­ciw­nika, a jed­no­cze­śnie bro­niła wewnętrz­nego kręgu Gre­vesa i zabie­gała o wspar­cie oraz sojusz­ni­ków w innych dzia­łach. Wysy­łała swego klienta na wizyty mające wzmoc­nić morale działu i zain­spi­ro­wać eta­tow­ców. Pod­czas trzech lat wojny dwu­krot­nie omal jej nie zabito.

Ale w końcu wszystko to zdało się na nic.

-?Naj­bar­dziej wku­rza mnie fakt, że wal­czy­li­śmy z innymi zwo­len­ni­kami reu­ni­fi­ka­cji -?oznaj­mia z gory­czą Gre­ves. -?Pre­zes pra­gnął jed­no­ści, a my nie mogli­śmy osią­gnąć jej drogą poko­jową, więc roz­dar­li­śmy się na strzępy. Ter­ra­for­mi­ści musieli tylko cze­kać, przy­glą­dać się i rosnąć w siłę. Sły­sza­łaś, kogo mają przy­jąć do Rady Dyrek­to­rów?

-?Kto o tym nie sły­szał?

Wie­ści roze­szły się już po całej kor­po­sieci, zaćmie­wa­jąc nawet roz­strzy­gnię­cie wojny mię­dzy Astro­ko­mem a OpSa­tem.

-?Ławicę Uchiego, oczy­wi­ście. -?Gre­ves wywar­kuje to nazwi­sko, jakby było prze­kleń­stwem.

Nie jest zasko­cze­niem, że ele­gancki, sie­dem­dzie­się­cio­letni złoty chło­pak z ruchu ter­ra­for­mi­stów szybko tra­fił do kie­row­nic­twa Kor­po­ra­cji. Był jedną z dwóch naj­gło­śniej­szych wscho­dzą­cych gwiazd kon­fliktu mię­dzy "Zie­mią" a "zie­mią". Nazwi­ska Pusz­czy Gre­vesa i Ławicy Uchiego czę­sto wypo­wia­dało się jed­nym tchem.

Przy­naj­mniej do tej pory.

-?Kor­po­ra­cja rze­czy­wi­ście zeszła na manowce i wpa­dła w ręce małych zetek. -?Gre­ves mocno zaci­ska dło­nie na barierce. -?Oba­wiam się, że cze­kają nas cięż­kie czasy, Isa.

-?Poli­tyczny wiatr zawsze jest zmienny -?zauważa Isako. -?Ter­ra­for­mi­ści są w tej chwili na fali, ale możemy nad­ro­bić straty, jeśli dobrze to roze­gramy i zadbamy o to, żebyś zdo­był odpo­wied­nią pozy­cję.

-?A jak zamie­rzasz to osią­gnąć, moja super­kon­trak­torko?

-?Poproś o sta­no­wi­sko wice­dy­rek­tora w OpSa­cie. Całuj tyłki i zacho­wuj się uni­że­nie, jeśli okaże się to nie­zbędne. Sawanna Minto jest stara. Za dwa­dzie­ścia lat będzie na wylo­cie, a to otwo­rzy przed tobą szansę zosta­nia dyrek­to­rem.

Na twa­rzy Gre­vesa poja­wia się drwiący uśmie­szek.

-?Musiał­bym zacząć od degra­da­cji i pracy dla tej, która mnie poko­nała.

-?Tylko tym­cza­sowo. W końcu wró­cił­byś na szczyt. O ile zacho­wasz cier­pli­wość.

-?A ty nie mia­ła­byś nic prze­ciwko temu? Nie uma­wia­łaś się na pracę dla poko­na­nego wice­dy­rek­tora. Cho­lera, na takim sta­no­wi­sku zapewne nie byłoby mnie stać na usługi super­kon­trak­tora.

-?Nie­ważne. Kon­trakt wyłączny to kon­trakt wyłączny. Pójdę za tobą wszę­dzie.

Mówi szcze­rze. Gre­ves to naj­lep­szy klient, jakiego kie­dy­kol­wiek miała. Po trzech latach współ­pracy zapro­po­no­wał jej doży­wotni kon­trakt. Popro­siła o dwa­dzie­ścia sześć godzin na zasta­no­wie­nie. Odpo­wie­dział, że da jej cały tydzień.

Wró­ciła do domu, prze­spała się z tym, a rano oznaj­miła mu, że się zga­dza. To było dzie­więć lat temu. Nie miała wtedy trud­no­ści z doży­wot­nim zwią­za­niem się z jed­nym klien­tem. Bar­dzo wielu super­kon­trak­to­rów marzy o kontr­ak­cie wyłącz­nym, ale tylko nie­licz­nym udaje się zawrzeć taką umowę z klien­tem, któ­rego lubią i sza­nują, a tym bar­dziej z kimś, przed kim otwie­rała się ścieżka kariery w Kor­po­ra­cji.

Oka­zało się jed­nak, że ta ongiś obie­cu­jąca droga pro­wa­dzi w dół. Nie­mniej Kodeks Świad­cze­nia Usług Klien­tom rów­nie dobrze mógłby być przy­sięgą mał­żeń­ską. Słu­żyć zna­czy żyć. A żyć zna­czy umrzeć. Innymi słowy na dobre i na złe, przez triumfy i klę­ski, dopóki śmierć nas nie roz­łą­czy.

Isako umrze znacz­nie wcze­śniej niż on. Gre­ves znaj­dzie sobie nowego super­kon­trak­tora. Jest jed­nak prze­ko­nana, że ma przed sobą jesz­cze kilka dobrych lat. Przy­naj­mniej do chwili, gdy kolana odmó­wią jej posłu­szeń­stwa.

Gre­ves raz jesz­cze spo­gląda na niebo, a potem naci­ska guzik zamy­ka­jący kopułę obser­wa­to­rium. Szcze­lina zasuwa się powoli, zasła­nia­jąc gwiazdy.

-?Zasta­no­wię się nad twoją radą.

-?Masz jakieś infor­ma­cje od Słod­kiego Morza? Coś, co suge­ro­wa­łoby, jak postą­pią?

Ist­nieje nawet moż­li­wość, że Gre­ves nie zosta­nie zde­gra­do­wany, ale po pro­stu zwol­niony, jak dwu­stu pra­cow­ni­ków Astro­komu, któ­rym Isako prze­ka­zała zawia­do­mie­nia. Uważa, że to mało praw­do­po­dobne. Jest za młody, ma wielki poten­cjał i sporo waż­nych osób go lubi. Nie­mniej nie można tego wyklu­czyć.

W takim przy­padku oboje będą mieli prze­srane.

Gdyby miało do tego dojść, wola­łaby otrzy­mać ostrze­że­nie.

Gre­ves kręci głową.

-?Powi­nie­nem był wyna­jąć cię i dać ci białą odznakę, kiedy jesz­cze mia­łem taką moż­li­wość. Wybacz, Isa.

-?Nie musisz mnie prze­pra­szać.

Nie przy­ję­łaby takiej pro­po­zy­cji, nawet gdyby Rada Dyrek­to­rów nie zaka­zała Astro­ko­mowi i OpSa­towi wynaj­mo­wa­nia nowych pra­cow­ni­ków na czas wojny. Eta­tow­com nie pozwa­lano nosić broni, a tym bar­dziej wyko­ny­wać nie­ofi­cjal­nych zadań. Od tego byli kon­trak­to­rzy.

-?Byłam ci potrzebna jako super­kon­trak­torka -?przy­po­mina mu.

-?Na­dal cię potrze­buję. Prze­ka­za­nie tych zawia­do­mień ludziom, któ­rych zna­łaś od lat, musiało być kurew­sko nie­przy­jemne, ale ty się nawet nie skar­ży­łaś.

Co by mi dały skargi? -?zasta­na­wia się.

Zmar­no­wa­łaby tylko ener­gię, tak jak eta­towcy w Oxygn, oskar­ża­jący ją o śmierć Wyatta. Z pew­no­ścią nie pomoże klien­towi, uża­la­jąc się nad sobą. Zawsze żyła w zgo­dzie z Kodek­sem. Nie ma żad­nego wpływu na decy­zje podej­mo­wane na górze, ale może przy­naj­mniej do końca zacho­wać pro­fe­sjo­na­lizm.

-?Ostatni, któ­rzy zaak­cep­to­wali rezy­gna­cję, zro­bią to w dzień bez pracy przy Luku Wschod­nim -?oznaj­mia. -?Mówię to na wypa­dek, gdy­byś zechciał przyjść.

Gre­ves się krzywi.

-?Nie sądzę, bym tym razem to zro­bił.

Nie może mieć do niego pre­ten­sji. Pra­co­wali razem dwa­na­ście lat i ni­gdy dotąd nie widziała, by porażka tak go przy­gnę­biła i by ogar­nął go rów­nie głę­boki pesy­mizm. Liczyła na bar­dziej pozy­tywną reak­cję na jej suge­stię akcep­ta­cji pod­rzęd­nej roli, która z cza­sem pozwo­li­łaby mu wspiąć się z powro­tem na szczyt. Być może jed­nak pro­siła o zbyt wiele. Może było za wcze­śnie. Musi dać mu czas na żałobę po znisz­cze­niu jego działu i klę­sce marzeń.

-?Zasta­nów się nad tym -?nalega. -?Praca w OpSa­cie może być dla cie­bie szansą.

Nad ich gło­wami znika ostat­nia gwiazda.

-?Weź sobie kilka dni wol­nego, Isa -?suge­ruje Gre­ves. -?Jeśli kto­kol­wiek na to zasłu­guje, to z pew­no­ścią ty.

Trzy

Choć nad nami panuje zima, nie popa­daj­cie w roz­pacz, albo­wiem Matka na dole obie­cuje wio­snę. Ci, któ­rzy ode­szli z tego życia, cze­kają spo­koj­nie w jej współ­czu­ją­cych obję­ciach. Wiedz­cie, że gdy nasza wiara skru­szy jej łań­cu­chy, wszy­scy wrócą do życia i będzie to rado­sna chwila, wszy­scy bowiem będą pili nie­biań­ską wodę i kro­czyli po zie­lo­nych polach.

Święta księga Sefy

Dzień bez pracy rano, 4. tydzień, rok 500 o.Z.

Jest dzień bez pracy. Świt wstaje chłodny i rześki. Niebo ma blady, nie­bie­sko­szary odcień, koja­rzący się z twar­dówką oka ane­mika.

Isako stoi na plat­for­mie dla widzów na wieży straż­ni­czej Luku Wschod­niego. Towa­rzy­szy jej około stu osób, które przy­szły zoba­czyć, jak ich przy­ja­ciele i bli­scy opusz­czają Wytrwa­łość. Panuje tu tłok. Pora­nek w dzień bez pracy to naj­lep­szy czas na rezy­gna­cję. Wszy­scy będą mieli cały dzień na to, żeby upo­rać się ze swo­imi uczu­ciami, nim zacznie się nowy tydzień. Isako poznaje wielu ludzi tło­czą­cych się przy barie­rze, ale wokół niej jest pusto. Nikt nie chce się zbli­żać do tej, która przy­nosi śmierć.

Nie ma nic prze­ciwko temu. Nawet jeśli zna się eta­tow­ców, lepiej trzy­mać się od nich na dystans. To uła­twia wszyst­kim sprawę w chwi­lach takich jak ta.

Poznaje córkę Lorena po kędzie­rza­wych wło­sach i cią­żo­wym brzu­chu. Za nią i po obu jej stro­nach zebrała się grupka ludzi. Trzy­mają ją za ręce. Isako zasta­na­wia się, czy nie podejść do niej, by zamie­nić kilka słów, ale posta­na­wia, że tego nie zrobi. To jest publiczne miej­sce, ale chwila prze­zna­czona wyłącz­nie dla nich. Nie ma prawa uczest­ni­czyć w ich żalu ani dumie.

Jej zda­niem Luk Wschodni jest naj­przy­jem­niej­szą ze wszyst­kich bram miej­skiego habi­tatu. W Luku Połu­dnio­wym prze­szkodę sta­nowi inten­sywny ruch auto­bu­sów dowo­żą­cych do pracy eta­tow­ców. Kapłani czyść­cow­ców przy Luku Pół­noc­nym są bar­dzo natar­czywi i napa­stują wszyst­kich prze­chod­niów, doma­ga­jąc się od nich wyzna­nia grze­chów. Luk Zachodni jest budzą­cym podziw zabyt­kiem. Na pomniku z czar­nego bazaltu wyryto nazwi­ska wszyst­kich Zało­ży­cieli kolo­nii. Obok umiesz­czono skalną płytę upa­mięt­nia­jącą zagładę Dobro­bytu. Wspa­niałe miej­sce, ale zimne.

Luk Wschodni jest pogodny. Bie­gnąca przez krąg publicz­nego parku droga pro­wa­dzi do sze­ro­kiego, wyło­żo­nego kamien­nymi pły­tami bul­waru obsa­dzo­nego cen­nymi brzo­zami bia­łymi. Zaczy­nają się już na nich poja­wiać blade pączki liści. Mil­czący piel­grzymi zamia­tają każdy frag­ment drogi, a na pie­de­stale u jej końca stoi mar­mu­rowy posąg Matki w Łań­cu­chach. Bogini obda­rza wszyst­kich prze­chod­niów bło­gim uśmie­chem, zapra­sza­jąc ich do Ocze­ki­wa­nia. Isako nie zali­cza się do wyznaw­ców Sefy, ale lubi ota­cza­jącą sta­tuę aurę łagod­no­ści. Gdy dla niej nadej­dzie chwila rezy­gna­cji, wybie­rze to wyj­ście.

Zza hory­zontu na zacho­dzie wyła­nia się słońce. Isako zwraca się w jego stronę, by nacie­szyć się łagod­nym świa­tłem pada­ją­cym na twarz. Zgod­nie z suge­stią Gre­vesa wzięła sobie tro­chę wol­nego. Z pew­no­ścią potrze­bo­wała odpo­czynku. Dwa dni poświę­ciła na nad­ro­bie­nie braku snu, sprzą­ta­nie miesz­ka­nia oraz fizjo­ćwi­cze­nia poma­ga­jące na kolana. Chciała odwie­dzić dom, ale Maya będzie miała wolne dopiero jutro po połu­dniu.

Prę­dzej czy póź­niej prze­kona się, jakie decy­zje pod­jęto na górze w spra­wie pozo­sta­ło­ści po Astro­ko­mie. Na ofi­cjal­nych kana­łach kor­po­sieci nie zna­la­zła żad­nych nowych infor­ma­cji. Domi­nu­ją­cym tema­tem na­dal jest zgło­sze­nie kan­dy­da­tury Ławicy Uchiego na członka Rady Dyrek­to­rów.

Isako zna super­kon­trak­tora, który służy Uchiemu. Cał­kiem nie­dawno był jej uczniem. Sto­jąc na wieży straż­ni­czej, wysyła mu wia­do­mość.

Mar­tim, nie widzie­li­śmy się już od dawna, ale chcia­łam ci pogra­tu­lo­wać. Twój klient wkrótce zosta­nie człon­kiem rady. To wiel­kie osią­gnię­cie. Zasłu­ży­łeś na to. Mam nadzieję, że ćwi­czysz wła­da­nie dłu­gim nożem. Wiem, że jestem ci winna spo­tka­nie. Zawia­dom mnie, gdy będziesz miał wolną chwilę.

Nie spo­dziewa się szyb­kiej odpo­wie­dzi. Przed Mar­ti­mem otwiera się długa, pro­mienna przy­szłość, a przed nią jest teraz tylko coraz węż­szy tunel. Wyszko­leni przez nią męż­czyźni i kobiety już ją prze­ści­gnęli. Musiało się tak stać. To była wyłącz­nie kwe­stia czasu. Po pro­stu nie spo­dziewała się, że to wyda­rzy się tak szybko.

Z powro­tem zwraca się w stronę bramy. Za dro­go­cenną tar­czą ochronną, utrzy­mu­jącą powie­trze i cie­pło wewnątrz miej­skiego habi­tatu, tak daleko, jak okiem się­gnąć cią­gną się Pust­ko­wia, odstrę­cza­jący kra­jo­braz ubi­tego żwiru pokry­wa­ją­cego wieczną zmar­z­linę. W miej­scach, gdzie mię­dzy kamie­niami zebrała się odro­bina wil­goci, lśni war­stewka lodu. Choć w uboż­szych czę­ściach Wytrwa­ło­ści bywa bar­dzo zimno, nie spo­sób tego porów­ny­wać z warun­kami panu­ją­cymi na zewnątrz, gdzie prze­ciętna tem­pe­ra­tura wynosi minus czter­dzie­ści stopni Cel­sju­sza. Zimą suche burze sma­gają zie­mię wia­trami dmą­cymi z pręd­ko­ścią ponad stu kilo­me­trów na godzinę.

Gdy przed pię­ciu­set laty przy­byli tu Zało­ży­ciele w Wiel­kich Stat­kach, nadali bez­li­to­śnie zim­nej i jało­wej ska­li­stej pla­ne­cie nazwę Akwi­lon, na cześć rzym­skiego boga zimy.

Z wyso­kiej wieży straż­ni­czej można jed­nak zauwa­żyć, że ota­cza­jąca ich tun­dra nie jest cał­ko­wi­cie pozba­wiona życia. Z nadej­ściem wio­sny poja­wiają się tam pustynne poro­sty, pokry­wa­jące jałowy teren brą­zo­wo­zie­lo­nymi pla­mami, które z każ­dym rokiem stają się coraz więk­sze. Pod­czas krót­kich tygo­dni lata zakwi­tają skal­nice i karm­nik ości­sty, pstrząc powierzch­nię sku­pi­skami fio­letu, żółci i bieli. W ostat­nich latach dostrzega się też odporne turzyce oraz trawy. W ślad za mesz­kami i ryj­kow­cami, pierw­szymi owa­dzimi kolo­ni­stami, poja­wiają się muchy i chrząsz­cze. Stary ojciec Akwi­lon, uparty i bez­li­to­sny, ustę­puje powoli, ale nie­po­wstrzy­ma­nie, przed naci­skiem Kor­po­ra­cji obie­cu­ją­cej ster­ra­for­mo­wany świat.

Tu i ówdzie pośród poro­stów i skał dostrzega się plamy jaskra­wego błę­kitu.

Na dachu biu­rowca naprze­ciwko wieży straż­ni­czej wyświe­tla się klu­czowy wskaź­nik efek­tyw­no­ści Kor­po­ra­cji, a także naj­now­sze wia­do­mo­ści oraz komu­ni­katy.

Poziom tlenu w atmos­fe­rze: 12,576% +0,11... Ciśnie­nie atmos­fe­ryczne: 55,6 kPa +0,003... Śred­nia glo­balna tem­pe­ra­tura powierzch­niowa: -38,2°C +0,09... Wpro­wa­dzone gatunki: 152 +7... Ceny wody wzro­sną o 2%, poczy­na­jąc od 500.6.1.0800... Lód Kon­ty­nentu Pół­noc­nego awan­suje do finału Pucharu Wszyst­kich Dzia­łów... Przy­czyń się do ocie­ple­nia pla­nety, przejdź na napęd spa­li­nowy!

-?Z każdą chwilą zbli­żamy się do celu.

Pre­zes zawsze to powta­rza pod­czas nowo­rocz­nych prze­mó­wień. Isako widziała kie­dyś serię kolejno wyświe­tla­nych zdjęć, poka­zu­ją­cych oko­lice Wytrwa­ło­ści od cza­sów Zało­ży­cieli aż do dziś. Przy­po­mina to mikro­sko­powy obraz roz­ro­stu grzyba -?z pozoru coś pry­mi­tyw­nego, lecz w rze­czy­wi­sto­ści nie­zmier­nie skom­pli­ko­wa­nego. Życie nie­ustę­pli­wie sze­rzy się w nie­przy­ja­znym śro­do­wi­sku. To widoczny dowód roz­ro­stu. W ciągu pię­ciu­set lat zaszły spek­ta­ku­larne zmiany, lecz każdy krok wymaga strasz­li­wego wysiłku.

Isako przez wiele lat wspie­rała cele dużych zetek. Wie­rzyła w wizję powrotu do gwiazd gło­szoną przez Gre­vesa, czy raczej w samego jej gło­si­ciela. Rozu­miała jed­nak, dla­czego dla nie­któ­rych, zwłasz­cza dla gor­li­wych wyznaw­ców Sefy, jakimi są małe zetki, obiet­nica ter­ra­for­mo­wa­nia jest świę­to­ścią. Moż­li­wość, że Maya i przy­szłe poko­le­nia będą żyły w cie­plej­szym, lep­szym świe­cie, spra­wia, że nie­do­stępne Pust­ko­wia zdają się raczej począt­kiem niż nie­unik­nio­nym koń­cem.

Wśród cze­ka­ją­cych na plat­for­mie świad­ków zaczyna się poru­sze­nie. Czter­na­stu pra­cow­ni­ków Astro­komu przy­bywa razem windą, po wyką­pa­niu i ubra­niu przez straż­ni­ków bramy. Witają ich pełne sza­cunku brawa. Isako poznaje twa­rze męż­czyzn i kobiet, któ­rym nie­dawno wrę­czyła wypo­wie­dze­nia. Świeże wspo­mnie­nia ner­wo­wych, smut­nych roz­mów łączą się w zama­zaną całość niczym listewki skła­da­nego wachla­rza.

Kie­ruje spoj­rze­nie na Rosę Lorena, ponie­waż z nim roz­ma­wiała na końcu. Męż­czy­zna kro­czy z mia­rową deter­mi­na­cją bli­sko początku grupy, pro­wa­dząc pro­ce­sję eta­tow­ców odzia­nych w nie­bie­skie szaty o bar­wie zbyt jaskra­wej, by można ją było zna­leźć w natu­rze. Ich poże­gnalna parada jest kolo­rową plamą na tle bia­łego bul­waru i sza­rych Pust­kowi.

Isako czuje nagły ucisk w gar­dle, gdy rezy­gnu­jący zatrzy­mują się przed tar­czą i odwra­cają, by poma­chać na poże­gna­nie obser­wu­ją­cym ich przy­ja­cio­łom oraz rodzi­nom. Tessa macha do nich inten­syw­niej niż kto­kol­wiek inny i prze­syła ojcu całusy. Jej oczy lśnią, a po policz­kach spły­wają łzy.

Isako widziała już bar­dzo wiele rezy­gna­cji. Wszyst­kie przy­po­mi­nały jej o pierw­szej, któ­rej świad­kiem była w wieku trzy­na­stu lat. Gniazd­ko­oj­ciec nie obej­rzał się na nią. Nawet nie rezy­gno­wał w gru­pie. Odszedł sam, po połu­dniu w zwy­kły, robo­czy dzień księ­życa, gdy więk­szość ludzi była w pracy. Przy­szło tylko sześć osób, łącz­nie z Isako. Prze­smyk Akio był naj­lep­szym dłu­go­no­żow­ni­kiem w całej Kor­po­ra­cji i gdy jego ostatni kon­trakt się skoń­czył, a artre­tyzm nie pozwa­lał mu już wła­dać bro­nią, doszedł do wnio­sku, że pora z tym koń­czyć.

-?Wprawa uła­twia wszystko -?wyja­śnił jej. -?Super­kon­trak­to­rzy ćwi­czą umie­ra­nie, tak samo jak sie­dze­nie w sta­nie zan­shin i wycią­ga­nie noża z wyzwa­la­cza. Rezy­gna­cji nie trzeba się bać. Koniec życia to po pro­stu jeden z jego ele­men­tów.

Na ścia­nie pokoju jej gniazd­ko­ojca nama­lo­wano mural przed­sta­wia­jący Zało­ży­cieli Dobro­bytu i Wytrwa­ło­ści. Zawsze powta­rzał, że to byli wielcy ludzie o sil­nych prze­ko­na­niach. Gdy los kolo­nii wisiał na cie­niut­kim wło­sku, dali wszyst­kim przy­kład altru­izmu. To oni zapo­cząt­ko­wali tra­dy­cję odcho­dze­nia z god­no­ścią, by nie mar­no­wać zaso­bów, mają­cych klu­czowe zna­cze­nie dla prze­trwa­nia spo­łecz­no­ści.

-?To, co zro­bili, wyma­gało odwagi, ponie­waż byli pierwsi -?wytłu­ma­czył gniazd­ko­córce Akio. -?Nie było wtedy takiego zwy­czaju. My tylko podą­żamy ich śla­dem. To dla nas przy­wi­lej.

W pobliżu tar­czy dzieje się coś nie­ocze­ki­wa­nego. Widzo­wie wychy­lają się przez barierki plat­formy. Mija krótka chwila, nim Isako z nie­do­wie­rza­niem roz­po­znaje samotną postać, która zbliża się bul­wa­rem i dołą­cza do Lorena oraz pozo­sta­łych.

To Pusz­cza Gre­ves.

Isako cofa się gwał­tow­nie. Co, do cho­lery, robi tu jej klient?

Powie­dział, że nie przyj­dzie obej­rzeć rezy­gna­cji. W prze­ciw­nym razie z pew­no­ścią byliby tu ochro­nia­rze i elek­tro­niczne urzą­dze­nia moni­to­ru­jące. Isako cały czas trzy­ma­łaby się bli­sko niego, uzbro­jona w długi nóż. Gre­ves, z któ­rego winy dwu­stu ludzi stra­ciło pracę. Zde­spe­ro­wani fre­elan­ce­rzy, roz­gnie­wani krewni, sko­rzy do prze­mocy anty­kor­po­ra­cyjni agi­ta­to­rzy, każdy z nich mógłby doko­nać zama­chu na niego. Isako czuje się odpo­wie­dzialna za bez­pie­czeń­stwo klienta, ale teraz stoi na szczy­cie wieży, za daleko, by mogła cokol­wiek zro­bić.

-?Niech to szlag -?syczy pod nosem. -?Co ten skur­czy­byk wypra­wia?

Gre­ves dociera do grupki ludzi. Ści­ska wszyst­kim dło­nie i zaczyna z nimi roz­ma­wiać. Wspiera dłoń na ramie­niu Lorena, a innego męż­czy­znę kle­pie po ple­cach. Uśmie­cha się i mówi coś do jakiejś sta­rej kobiety. Jego ciemny strój mocno kon­tra­stuje z jaskra­wo­nie­bie­skimi sza­tami.

Isako prze­py­cha się przez tłum i bie­gnie ku scho­dom, lecz nagle sły­szy głos Gre­vesa i staje jak wryta.

-?Oby­wa­tele Wytrwa­ło­ści.

Jego wzmoc­nione słowa niosą się echem po oko­licy.

Isako odwraca się bły­ska­wicz­nie. Jak udało mu się wejść do sieci audio-wideo? Czy sły­chać go w całym miej­skim habi­ta­cie? I nawet jej o tym nie zawia­do­mił?

-?Od chwili, gdy nasi przod­ko­wie dotarli tu w Wiel­kich Stat­kach, Astro­ko­mu­ni­ka­cja była gło­sem łączą­cym nas z nie­bem.

Dyrek­tor odsuwa się od eta­tow­ców i stoi sam przed bramą tar­czy ochron­nej, by kamery miej­skiego habi­tatu mogły go łatwiej uchwy­cić.

-?Nie ma zna­cze­nia, że kosmos mil­czy. Nie ma zna­cze­nia, że nasze sygnały pozo­stają bez odpo­wie­dzi. Wielka Cisza jest testem wiary naszej spo­łecz­no­ści. Pew­nego dnia się skoń­czy, a gdy to się sta­nie, nasi potom­ko­wie nas osą­dzą. Zapy­tają: "Czy cały czas pró­bo­wa­li­śmy nawią­zać kon­takt? Czy raczej pogrą­ży­li­śmy się w izo­la­cji zro­dzo­nej ze stra­chu? Byli­śmy śmia­łymi marzy­cie­lami, czy cynicz­nymi tchó­rzami?".

Gre­ves zawsze umiał przy­cią­gać uwagę. Teraz rów­nież szło mu świet­nie.

-?Astro­ko­mu­ni­ka­cja nie jest dużym dzia­łem, ale zawsze byli­śmy świętą wię­zią łączącą nas z począt­kami. Repre­zen­tu­jemy nadzieję na przy­szłość, w któ­rej nie będziemy sami. Odcię­cie działu od środ­ków i wyeli­mi­no­wa­nie go ozna­cza odwró­ce­nie się ple­cami do tej nadziei. Nie mogę udzie­lić popar­cia tak krót­ko­wzrocz­nej decy­zji pre­zesa oraz Rady Dyrek­to­rów i nie zro­bię tego. Jako dyrek­tor Astro­ko­mu­ni­ka­cji rezy­gnuję na znak pro­te­stu.

Gre­ves odwraca się na pię­cie i rusza ku słu­pom bramy. Czter­na­stu byłych pra­cow­ni­ków Astro­komu rusza za nim, pędząc ku koń­cowi Bul­waru Luku Wschod­niego, jakby nie mogli się docze­kać, aż się tam znajdą.

Matka w Łań­cu­chach spo­gląda na nich z góry.

Nie­wi­doczni war­tow­nicy otwie­rają pierw­sze drzwi. Cała grupa wcho­dzi do śluzy o prze­zro­czy­stych ścia­nach, wystar­cza­jąco wiel­kiej, by pomie­ścić kur­su­jące w obie strony auto­busy, a także pojazdy tere­nowe i ciężki sprzęt. Wydają się w niej maleńcy, jak dzieci idące przez olbrzymi, pusty sta­dion. Gre­ves nie zatrzy­muje się ani nie waha. Idzie naprzód, pro­wa­dząc swych ludzi.

Isako czuje się jak uwię­ziona w pier­do­lo­nym śnie.

Kodeks wymaga, by prze­ko­nała klienta, by tego nie robił, albo dołą­czyła do niego. I choć przez nie­mal trzy­dzie­ści lat zali­czała się do czo­łówki super­kon­trak­to­rów, w tej chwili ponosi spek­ta­ku­larną klę­skę na oczach wszyst­kich.

Tar­cza ochronna znika przed rezy­gnu­ją­cymi. Widzo­wie dostrze­gają jedy­nie chwi­lowe migo­ta­nie, widoczne zakłó­ce­nia w nie­wi­dzial­nej barie­rze bro­nią­cej życia ludzi przed nie­sprzy­ja­ją­cymi warun­kami panu­ją­cymi na pla­ne­cie.

Dla tych, któ­rzy są wewnątrz śluzy, tem­pe­ra­tura i poziom tlenu spa­dają gwał­tow­nie. Kilku chwieje się na nogach i pada. Towa­rzy­sze poma­gają im się pod­nieść. Z wysił­kiem odda­lają się od cie­pła i życia, odcho­dzą na okrutne Pust­ko­wia. Nie­bie­skie szaty łopo­czą na mroź­nym wie­trze niczym skrzy­dła barw­nych pta­ków z jakiejś mitycz­nej, tro­pi­kal­nej kra­iny.

Pusz­cza Gre­ves pro­wa­dzi ich naprzód.

Pierw­szy z rezy­gnu­ją­cych pada w odle­gło­ści około sze­ściu­set metrów od tar­czy. Potyka się, zaci­ska zesztyw­niałe palce na piersi i pró­buje wcią­gnąć w płuca ubo­gie w tlen powie­trze, poru­sza­jąc bar­kami. Potem nie­ru­cho­mieje. Jego towa­rzy­sze zatrzy­mują się tylko na moment, by pobło­go­sła­wić go zna­kiem Matki. Potem ruszają przed sie­bie po czar­nym żwi­rze.

-?Dzię­ku­jemy za dar -?roz­lega się chór szep­tów.

Isako powta­rza odru­chowo te słowa, ale jej umysł wypeł­nia chaos nie­zro­zu­mie­nia i wstydu.

Rezy­gnu­jący mijają kości tych, któ­rzy szli tędy przed nimi. Wybla­kłe kawałki wytar­tej nie­bie­skiej tka­niny przy­le­gają do wyschnię­tych tru­pów, zna­cząc na pewien czas miej­sce ich spo­czynku. Jakaś kobieta pada i pozo­stali zosta­wiają ją za sobą.

-?Dzię­ku­jemy za dar.

Nie wypada odcho­dzić przed koń­cem cere­mo­nii, nawet jeśli osoba, którą przy­szło się poże­gnać, zakoń­czyła już swą podróż. Zebrani cze­kają dwa­dzie­ścia sześć minut, aż wszystko się skoń­czy. Gdy pięć na­dal żyją­cych osób mija ostatni widoczny w tun­drze skra­wek nie­bie­skiej tka­niny, roz­le­gają się okla­ski. Dotarli dalej niż kto­kol­wiek przed nimi. Śro­do­wi­sko za tar­czą jest wro­gie życiu, ale w mniej­szym stop­niu niż przed rokiem, przed dzie­się­cioma laty, stoma albo trzy­stoma. Z każ­dym rokiem chłód nieco łagod­nieje, a poziom tlenu się pod­nosi. Każdy, kto wyru­sza na ostatni spa­cer, jest nama­cal­nym dowo­dem postępu.

Trudno jest roz­po­znać trzy­ma­jące się na nogach posta­cie, ale Isako na­dal świet­nie widzi z daleka. Rosa Loren wytrzy­mał dłu­żej niż nie­mal wszy­scy młodsi eta­towcy. Stary skur­czy­byk jest twardy. Być może zawdzię­cza to genom spor­towca albo sil­nym płu­com. A może po pro­stu żela­znej woli. Wresz­cie jed­nak siada wyczer­pany, wyciąga nogi przed sie­bie, kła­dzie się i wpa­truje w niebo, jakby wybrał się na pik­nik w sło­neczny dzień.

-?Jebać Zie­mię! -?krzy­czy Tessa.

-?Jebać Zie­mię! -?popie­rają ją inni.

Gre­ves robi dwa­na­ście kolej­nych kro­ków. To impo­nu­jące. Gdy już nie może iść dalej, odwraca się w stronę Wytrwa­ło­ści i w dra­ma­tycz­nym geście, z któ­rych sły­nął przez całą karierę, unosi trium­fal­nie ręce. Potem klęka, pada na twarz, dotyka ziemi czo­łem i umiera. Wygląda, jakby bił pokłony. Być może po raz ostatni oka­zuje sza­cu­nek kolo­nii, przed którą pra­gnął otwo­rzyć drogę do gwiazd. A może po pro­stu kapi­tu­luje przed losem.

Pew­nego dnia nazwą jego imie­niem jakiś ważny budy­nek.

Gdy gra­nice miej­skiego habi­tatu dotrą do miej­sca, w któ­rym padł, jego zmu­mi­fi­ko­wane szczątki pochowa się i umie­ści w tym miej­scu tabliczkę upa­mięt­nia­jącą. Zwy­czajni eta­towcy, tacy jak Rosa Loren, mogą liczyć na to, że nazwie się na ich cześć jakąś ulicę, firmę albo nawet szkołę. Dyrek­to­rzy czę­sto dostają szpi­tal, uni­wer­sy­tet albo wielki park publiczny. Gre­ves nie dbał o takie rze­czy, myśli przy­gnę­biona Isako. Wolałby, żeby pocho­wano go pod dwor­cem kole­jo­wym albo wieżą łącz­no­ści sate­li­tar­nej -?czymś efek­tow­nym i zaawan­so­wa­nym tech­no­lo­gicz­nie -?gdy już jego szczątki znajdą się w zasięgu tar­czy.

Z bil­bordu po dru­giej stro­nie bul­waru zni­kają wskaź­nik efek­tyw­no­ści oraz nagłówki, ustę­pu­jąc miej­sca zdję­ciom uśmiech­nię­tych rezy­gnu­ją­cych oraz ich nazwi­skom.

Z dumą żegnamy naszych sza­now­nych współ­o­by­wa­teli, któ­rzy ustą­pili miej­sca innym: Aloes Aditi, Kanion Tru­ong, Żuraw Otto, Rosa Loren...

Świad­ko­wie się odda­lają. Scho­dzą na dół, by udać się na pry­watne spo­tka­nia, na któ­rych uczczą pamięć bli­skich. Isako wpa­truje się w odle­gły punkt, w któ­rym spo­czywa ciało kła­nia­ją­cego się Pust­ko­wiom Gre­vesa. Nie potrafi pogo­dzić się z myślą o jego odej­ściu. Przed zale­d­wie kil­koma dniami roz­ma­wiała z nim o przy­szło­ści. Był przy­gnę­biony roz­wią­za­niem Astro­komu i prze­ra­żał go kie­ru­nek, w któ­rym zmie­rza Kor­po­ra­cja, ale był dyrek­to­rem. Zali­czał się do elity. Mógł żyć dwu­krot­nie dłu­żej niż zwy­czajni ludzie. Nie wyobra­żała sobie, że mógłby pod­jąć tak dra­styczną decy­zję.

Była zdru­zgo­tana.

Słu­żyła mu dwa­na­ście lat, a oka­zało się, że w ogóle go nie znała.

Minęło wiele czasu, odkąd ostat­nio któ­ryś z dyrek­to­rów zre­zy­gno­wał na znak pro­te­stu. Ta szo­ku­jąca wia­do­mość wkrótce dotrze do pre­zesa w Słod­kim Morzu. Podej­mie się próby zmi­ni­ma­li­zo­wa­nia reper­ku­sji, wygłosi publiczne oświad­cze­nia. Doj­dzie do prze­su­nięć na naj­wyż­szych szcze­blach wła­dzy. Komen­ta­to­rzy będą się wypo­wia­dali w kor­po­sieci. Oznaj­mią, że to potężny cios dla zwo­len­ni­ków reu­ni­fi­ka­cji i wiel­kie zwy­cię­stwo ter­ra­for­mi­stów. Nic z tego nie obcho­dziło już jed­nak Isako. Jej klient wybrał śmierć. Stała się kon­trak­torką bez kon­traktu. Roninką.

I co teraz zrobi, niech to szlag?

Cztery

Napły­wają wciąż nowe wia­do­mo­ści.

Dawni współ­pra­cow­nicy z Astro­komu, towa­rzy­sze z gniazdka, z któ­rymi nie­mal nie utrzy­muje już kon­taktu, repor­te­rzy z kor­po­sieci i inni super­kon­trak­to­rzy, któ­rzy nie kon­tak­to­wali się z nią od lat.

O kurwa, wła­śnie zoba­czy­łem, co się wyda­rzyło. Wie­dzia­łaś, że to zrobi?

Jeśli jesz­cze nie zre­zy­gno­wa­łaś, odpo­wiedz mi, pro­szę. Bar­dzo bym chciała się z tobą zoba­czyć, zanim to zro­bisz.

Ty i twój klient to boha­te­ro­wie dla wszyst­kich, któ­rzy popie­rają bada­nia kosmosu. Będziemy wal­czyć dalej!

[Infor­ma­cja od sys­temu: prze­ka­za­nie wia­do­mo­ści do Ważki Mar­tima zakoń­czyło się nie­po­wo­dze­niem].

Nie jestem pewna, czy mnie pamię­tasz, ale bar­dzo dobrze pra­co­wało mi się z tobą przy kontr­ak­cie doty­czą­cym odzy­ski­wa­nia wody. Nauczy­łam się od cie­bie bar­dzo wiele i zawsze będziesz dla mnie inspi­ra­cją.

Piszę dla Głosu Wytrwa­ło­ści i chcia­ła­bym zadać kilka pytań.

Mam nadzieję, że wkrótce pod­pi­szesz kolejny kon­trakt, ale zawia­dom mnie, jeśli tak się nie sta­nie. Czuł­bym się zaszczy­cony, będąc świad­kiem two­jej rezy­gna­cji.

Wzdryga się na myśl o odpo­wie­dzi na któ­rą­kol­wiek z tych wia­do­mo­ści. Nie jest w sta­nie nikogo zapew­nić, że wszystko z nią w porządku albo że ma jakiś plan. Na myśl o zało­że­niu maski pew­no­ści sie­bie i opty­mi­zmu łapią ją mdło­ści. Wszy­scy ci ludzie, któ­rzy nagle zapra­gnęli się z nią skon­tak­to­wać, zna­jomi czu­jący się winni z powodu swej nie­obec­no­ści, cie­kaw­scy pod­glą­da­cze przy­wa­bieni nie­szczę­ściem, wszy­scy, któ­rzy zapra­gnęli odro­biny jej uwagi, nowej atrak­cji dla kolek­cjo­ne­rów -?gdzie byli przez trzy ostat­nie lata, gdy wal­czyła o prze­trwa­nie swego działu? Wtedy nie chciała z nimi roz­ma­wiać. Czemu teraz mia­łoby się to zmie­nić?

Jedyną szczerą wia­do­mość przy­słał jej stary przy­ja­ciel Deszcz Kob.

Kurwa, przy­kro mi, Isa.

Już od dawna z nim nie roz­ma­wiała. Sły­szała sza­lone plotki, mówiące, że nie ma już kon­traktu. Jest doświad­czo­nym super­kon­trak­to­rem, tak samo jak ona, i wie, jak fatal­nie wygląda jej sytu­acja.

Jej klient prze­grał wojnę i publicz­nie ode­brał sobie życie. Nikt nie zapro­po­nuje nowego kon­traktu komuś, kto poniósł tak spek­ta­ku­larną porażkę. Isako ma pięć­dzie­siąt lat i przy­słu­gują jej bar­dzo wyso­kie stawki. Wystar­czy mniej, by wyna­jąć młod­szego, peł­nego ener­gii super­kon­trak­tora albo całą ekipę kwal­tra­ków. Agen­cja prę­dzej pozwoli Isako umrzeć z głodu, niż zgo­dzi się na szko­dzący inte­re­som pre­ce­dens zani­ża­nia sta­wek.

Co gor­sza, przed odej­ściem na Pust­ko­wia Gre­ves potę­pił pre­zesa i Radę Dyrek­to­rów na oczach całego miej­skiego habi­tatu. To rów­nież jej nie pomaga. Stała się poli­tycz­nie tru­jąca.

Prze­suwa wzro­kiem po mdłych wyra­zach wspar­cia od byłego męża.

Mam nadzieję, że wszystko z tobą w porządku. Skon­tak­tuj się ze mną, jeśli cze­goś potrze­bu­jesz.

Nie potrze­buje.

Jedyną osobą, któ­rej odpo­wiada, jest Maya. Wia­do­mość od niej przy­cho­dzi póź­niej od pozo­sta­łych.

Mamo, pra­cu­jesz dla Astro­komu, prawda? Czy to twój klient wła­śnie zre­zy­gno­wał? Co to ozna­cza?

Nie przej­muj się, poroz­ma­wiamy o tym jutro. Na­dal możesz zna­leźć czas na obiad, prawda?

Nad­cho­dzi kolejna wia­do­mość, pilna i o wyso­kim prio­ry­te­cie.

Pocho­dzi z biura Sawanny Minto, dyrek­torki Ope­ra­cji Sate­li­tar­nych, tej, która poko­nała Pusz­czę Gre­vesa i prze­jęła kon­trolę nad pozo­sta­ło­ściami Astro­komu.

Isako została wezwana na spo­tka­nie z kobietą, która wygrała wojnę.

***

OpSat ma sie­dzibę we wspa­nia­łym wie­żowcu ze szkła i stali. Jego trzy iglice się­gają ku roz­gwież­dżo­nemu niebu, któ­rego obser­wa­cja przez długi czas była zada­niem budynku. Gdy Isako wcho­dzi do środka pod masyw­nym łukiem z czar­nego, upstrzo­nego plam­kami kwarcu mar­muru, przy­po­mi­na­ją­cym orbitę księ­życa, widzi wyryte na niej hasło prze­wod­nie działu.

Oczy wszyst­kich zwra­cają się ku przy­szło­ści.

Isako przy­po­mina sobie hasło prze­wod­nie Astro­komu. Głos prze­ma­wia­jący do nieba.

Oczy i głos powinny ze sobą współ­pra­co­wać. Astro­ko­mu­ni­ka­cja i Ope­ra­cje Sate­li­tarne były sta­rymi dzia­łami, powsta­łymi jesz­cze w cza­sach Wiel­kich Stat­ków. Przez stu­le­cia łączyły je wspólne prio­ry­tety i inte­resy, umie­jęt­no­ści eta­tow­ców oraz mał­żeń­stwa i trans­fery mię­dzy naj­waż­niej­szymi gniazd­kami obu stron. Trzy­dzie­ści lat temu nikt sobie nawet nie wyobra­żał, że mogłoby dojść do wojny mię­dzy nimi. Astro­kom był sil­niej­szym dzia­łem i jego pozy­cja stra­te­giczna była lep­sza. OpSat był wła­ści­wie pod­po­rząd­ko­waną mu gałę­zią.

Jakże czasy się zmie­niają.

Gdy Isako wycho­dzi z olbrzy­miej bramy ska­nu­ją­cej, zatrzy­muje ją dwóch war­tow­ni­ków. Spo­dzie­wała się typo­wych wykwa­li­fi­ko­wa­nych tra­ków, uzbro­jo­nych w pałki rażące i para­li­za­tory dzia­ła­jące na odle­głość. Z zasko­cze­niem zauważa, że dwaj mło­dzi męż­czyźni mają wyzwa­la­cze noszone przez nowi­cju­szy uczą­cych się na super­kon­trak­to­rów.

-?Zapro­szono mnie na spo­tka­nie z dyrek­tor Minto -?oznaj­mia im.

Jeden z uczniów zerka na ekran bramy ska­nu­ją­cej, by potwier­dzić toż­sa­mość Isako i upew­nić się, że nie ma przy sobie mate­ria­łów wybu­cho­wych, broni bali­stycz­nej, broni bia­łej o klin­dze dłuż­szej niż czter­dzie­ści osiem cen­ty­me­trów, urzą­dzeń nagry­wa­ją­cych ani innych zabro­nio­nych przed­mio­tów. Odwraca się i omiata ją spoj­rze­niem. W jego oczach maluje się ostrożny podziw.

-?Naprawdę jesteś Prze­smyk Isako -?mówi. -?Myśla­łem, że jesteś wyż­sza.

Isako powstrzy­muje pra­gnie­nie prze­wró­ce­nia oczami. Opo­wia­dają, że jest olbrzymką, bo może patrzeć więk­szo­ści męż­czyzn pro­sto w oczy.

-?Nie wierz we wszystko, co ci mówią.

Drugi war­tow­nik zacho­wuje nieco więk­szy dystans. Jest tro­chę star­szy od towa­rzy­sza. Wygląda na dwa­dzie­ścia parę lat. Isako podoba się jego zacho­wa­nie, fakt, że jest oszczędny w ruchach. Ma czujny wyraz twa­rzy, a jego ręce zwi­sają luźno u boków.

-?Czy rze­czy­wi­ście jesteś taka szybka, jak mówią?

-?Szyb­sza -?odpo­wiada bez cie­nia uśmie­chu.

Nie jest już tego tak pewna, jak kie­dyś. Gdyby musiała się zmie­rzyć ze swą dawną wer­sją, nie­wąt­pli­wie by prze­grała. Musi jed­nak pod­trzy­my­wać swą renomę tak długo, jak to tylko moż­liwe.

Ucznio­wie pro­wa­dzą ją przez hol. Sły­chać tu echa kro­ków eta­tow­ców zmie­rza­ją­cych w obu kie­run­kach. Więk­szość dzia­łów ofi­cjal­nie uznaje dzień bez pracy, ale sate­lity ni­gdy się nie zatrzy­mują i OpSat musi funk­cjo­no­wać. Na górze wisi ogromny glo­bus Akwi­lona. Tysiące sym­bo­licz­nych bia­łych świa­te­łek krążą wokół niego niczym rój osła­nia­ją­cych pla­netę owa­dów.

Oszklona winda bły­ska­wicz­nie prze­nosi całą trójkę na szczyt wie­żowca, gdzie rezy­duje dyrek­tor Minto. Isako czuje nie­przy­jemne skur­cze w żołądku. Ręce ma zimne i wil­gotne od potu.

Nie boi się, ale nie znosi świa­do­mo­ści, że nie wie, co ją czeka.

Winda się zatrzy­muje i otwiera. Isako widzi długi kory­tarz, koń­czący się dwu­skrzy­dło­wymi drzwiami. Sekre­tarz sie­dzący za naroż­nym biur­kiem wyświe­tla potwier­dze­nie na szybce infor­ma­cyj­nej zasła­nia­ją­cej mu oczy.

-?Możesz wejść. Dyrek­tor jest gotowa cię przy­jąć.

Dwaj męż­czyźni zatrzy­mują się po obu stro­nach wej­ścia i Isako wcho­dzi do środka sama. Zatrzy­muje się ośle­piona jasno­ścią. Dwie ściany zaj­mują okna. Roz­po­ściera się za nimi zdu­mie­wa­jący widok na Wytrwa­łość, ską­paną w bia­łym bla­sku słońca. Jest połu­dnie. Z lamp wiszą­cych nad dłu­gimi pojem­ni­kami pły­nie cie­plej­sze, żółte świa­tło. W pojem­ni­kach krzewi się mnó­stwo roślin o sze­ro­kich, zie­lo­nych liściach.

Są wśród nich takie, któ­rych Isako ni­gdy nie widziała, a nawet nie wyobra­żała sobie, że mogą ist­nieć. Rośliny o bia­łych, słodko pach­ną­cych kwia­tach, wiel­kich jak jej roz­po­starta dłoń. Rośliny w kształ­cie tykw. Rośliny z pie­rza­stymi liśćmi albo cią­gną­cymi się po ziemi wit­kami.

Oddy­cha głę­boko. Wonne, wil­gotne powie­trze roz­grzewa jej płuca.

Ma ochotę gapić się na rośliny, doty­kać ich, zachwy­cać się życiem wypeł­nia­ją­cym pen­tho­use, przy­po­mina sobie jed­nak, po co tu przy­szła, i idzie dalej. Z ulo­ko­wa­nej pod ścianą fon­tanny wypływa woda, roz­le­wa­jąca się po pod­ło­dze i two­rząca nie­ru­chomą kałużę po dru­giej stro­nie pomiesz­cze­nia. Dostrzega w prze­zro­czy­stej cie­czy jakieś ruchy. Są tu ryby. Praw­dziwe ryby o róż­nych kolo­rach. Złote, poma­rań­czowe i białe. Wyglą­dają zbyt real­nie, by mogły być pro­jek­cjami albo symu­la­cjami.

Zamiera na moment w bez­ru­chu na widok wiszą­cej klatki z dwoma czer­wo­nymi, żywymi, skrze­czą­cymi ptasz­kami.

Gre­ves lubił luk­sus, podob­nie jak wszy­scy bogaci ludzie z Kor­po­ra­cji. Ze wszyst­kiego, co posia­dał, naj­wy­żej cenił antyczny tele­skop w obser­wa­to­rium. Jego gabi­net w kwa­te­rze głów­nej Astro­komu wyglą­dał ele­gancko. Były tam piękne meble, dro­gie dzieła sztuki, opra­wione w ramy mapy gwiezdne, regały pełne rzad­kich ksią­żek i arte­fakty o histo­rycz­nej war­to­ści.

Ale w porów­na­niu z Minto był skąp­cem.

Gabi­net dyrek­torki OpSatu jest jej pry­watną szklar­nią.

Nie. Nie był czymś tak prak­tycz­nym i zor­ga­ni­zo­wa­nym. Nie szklar­nią. Ogro­dem.

Ogro­dem przy­po­mi­na­ją­cym utra­cony raj Ziemi, świata, na któ­rym ludzka cywi­li­za­cja się­gnęła szczytu. Czyść­cowcy wie­rzyli, że ci, któ­rzy okażą skru­chę i staną się tego godni, naro­dzą się tam na nowo. Na Ziemi rośliny i zwie­rzęta naj­roz­ma­it­szych gatun­ków -?tych, które zacho­wano w Banku Genów, a także wielu innych, które ist­niały jedy­nie w opo­wie­ściach skła­da­ją­cych się na pamięć zbio­rową -?byto­wały swo­bod­nie pod otwar­tym nie­bem, cie­płym i łagod­nym. Tlen i woda były tam tak łatwo dostępne, że nikt ich nie mie­rzył ani nie żądał za nie zapłaty. Nie­zli­czone miliardy żywych istot mogły do woli zuży­wać te zasoby, wie­dząc, że ni­gdy ich nie zabrak­nie.

Dyrek­tor Minto two­rzy w swym gabi­ne­cie kopię nieba.

Skoro bogaci mogą posia­dać takie rze­czy, nic dziw­nego, że pra­gną żyć tak długo, jak tylko się da.

Minto sie­dzi na krze­śle z wyso­kim opar­ciem za biur­kiem z praw­dzi­wego drewna. Mebel liczy sobie kilka dobrych stu­leci. Pocho­dzi z Wiel­kiego Statku Dobro­byt. Powi­nien znaj­do­wać się w muzeum, ale Minto trzyma się go upar­cie, ponie­waż od stu­leci był wła­sno­ścią Grupy Zapew­nia­ją­cej Dzie­ciom Kolek­tywną Opiekę Sawanna. Sawanny twier­dzą, że biurko nale­żało kie­dyś do Zało­ży­ciela San­giolo, ale to może być jedy­nie legenda. Ma czy­sto cere­mo­nialne zna­cze­nie. Jego war­tość jest zbyt wielka, by można go było uży­wać do codzien­nych zadań. Z pew­no­ścią przy­nosi się je tu tylko na spe­cjalne oka­zje i roz­mowy z waż­nymi gośćmi.

Isako czuje się zaszczy­cona. To Pusz­cza Gre­ves powi­nien być teraz w gabi­ne­cie Minto, by ofi­cjal­nie uznać prze­ję­cie Astro­komu i zaak­cep­to­wać warunki połą­cze­nia. Ponie­waż Gre­ves jest teraz zamar­z­nię­tym tru­pem, Isako przy­pusz­cza, że jako jego zaufana super­kon­trak­torka ma go tutaj repre­zen­to­wać. Więk­szość eta­tow­ców z Astro­komu prze­nio­sła się w inne miej­sca, została wchło­nięta przez OpSat, otrzy­mała wypo­wie­dze­nie albo zre­zy­gno­wała. Minto została na gło­wie tylko jedna osoba. Zwy­kłych kon­trak­to­rów zazwy­czaj nie zaszczy­cano taka roz­mową.

Za wspa­nia­łym biur­kiem, nieco z boku, stoi ciem­no­skóra, musku­larna kobieta, nie­po­zorna, ale czujna. Isako nie dziwi się, widząc ją tutaj. Chmura She­rae jest super­kon­trak­torką Minto. Dwaj mło­dzi męż­czyźni cze­ka­jący na zewnątrz to jej ucznio­wie.

A sama She­rae była kie­dyś uczen­nicą Isako.

Jedną z jej pierw­szych. Minęło już pra­wie dwa­dzie­ścia lat, o ile dobrze to sobie przy­po­mina. W tam­tych cza­sach Astro­kom i OpSat były sobie bli­skie, jakby pocho­dziły z tego samego gniazdka, i żadna z nich nie podej­rze­wała, że może któ­re­goś dnia być zmu­szona zabić drugą.

She­rae była wtedy młoda jak Maya teraz. Pełna prze­sad­nego zapału i odro­binę za miękka. Była też wyjąt­kowo bystra, ale nauka spra­wiała jej trud­no­ści, ponie­waż nie wie­rzyła w sie­bie i źle zno­siła kry­tykę. Isako trudno jest w to uwie­rzyć, gdy patrzy teraz na zapra­wioną w walce super­kon­trak­torkę w kwie­cie wieku. Zatrzy­muje się za tra­dy­cyjną czer­woną linią bez­pie­czeń­stwa, sześć metrów od biurka, i kła­nia się z sza­cun­kiem.

-?Przy­by­łaś tro­chę za wcze­śnie -?mówi z apro­batą Minto. -?Punk­tu­al­ność to cecha dobrych kon­trak­to­rów.

Jej wargi poru­szają się zgod­nie ze sło­wami, ale nio­sący się echem głos dobiega spod pod­bródka, a nie bez­po­śred­nio z ust. Isako pro­stuje się i spo­gląda w szklane oczy Minto, o bar­wie zdu­mie­wa­jąco jaskra­wej zie­leni.

-?Mam nadzieję, że wyro­bi­łam sobie dobrą opi­nię jako super­kon­trak­torka, dyrek­torko.

Minto przy­gląda się nie­ska­zi­tel­nemu płasz­czowi Isako, jej butom oraz wyzwa­la­czowi, wyczysz­czo­nym na wysoki połysk.

-?To zawsze miła nie­spo­dzianka, kiedy widzi się, że ktoś zasłu­guje na swą renomę.

Isako w trak­cie kariery spo­tkała wielu boga­tych oraz wpły­wo­wych ludzi i widok synt­ciała nie jest dla niej niczym nowym. Mimo to za każ­dym razem ma ochotę odwró­cić się z drże­niem.

Sawanna Minto wygląda jak kobieta nieco młod­sza od niej, doj­rzała, ale szczu­pła i musku­larna, jakby poświę­cała nie­liczne wolne chwile na jazdę na rowe­rze bądź ćwi­cze­nia jogi. Ma deli­katną twarz i srebrne, bar­dzo krótko ostrzy­żone włosy. Ktoś bar­dziej prężny wybrałby młod­szą wer­sję. Isako spo­tkała kie­dyś dzie­więć­dzie­się­cio­let­nią kobietę, która wybrała sobie na drugą fazę życia ciało przy­po­mi­na­jące nie­mal nasto­latkę. Musi przy­znać, że obu­dowa Minto wygląda jak jej pierw­sza wer­sja z cza­sów, gdy została dyrek­torką działu.

Z pew­no­ścią jej synt­ciało uwa­żano za super­no­wo­cze­sne przed trzy­dzie­stu laty, gdy pod­dała się rekor­po­ra­li­za­cji, czy "pro­ce­sowi", jak zwano to potocz­nie, ale teraz jest już prze­sta­rzałe. Uważny obser­wa­tor mógłby z łatwo­ścią dostrzec szcze­góły świad­czące, że nie ma do czy­nie­nia z czło­wie­kiem -?nie­na­tu­ral­nie gładka, pozba­wiona porów skóra, włosy o nieco zbyt jed­no­li­tej bar­wie i wyglą­dzie, nazbyt regu­larne mru­ga­nie. Ruchy warg są o uła­mek sekundy spóź­nione w sto­sunku do wypo­wia­da­nych słów.

Ale to jej ruchy przy­pra­wiają Isako o naj­sil­niej­sze ciarki. Czy raczej brak ruchów. Praw­dziwe ciała zawsze się poru­szają -?oddy­chają, mru­gają, prze­ły­kają ślinę, wiercą się. Synt­ciała są zbyt nie­ru­chome. Now­sze modele wypo­saża się w opro­gra­mo­wa­nie mające symu­lo­wać natu­ralne, sub­telne, ludz­kie zacho­wa­nie, ale nie udało się im jesz­cze wyjść z doliny nie­sa­mo­wi­to­ści. Podobno naj­now­sze modele ósmej gene­ra­cji przy­nio­sły praw­dziwy prze­łom, ale nie widziała jesz­cze żad­nego z nich i nie spo­tkała nikogo, kto mógłby sobie na nie pozwo­lić.

Bar­dzo wiele osób czuje podobny nie­smak na widok ludzi w dru­giej fazie życia. Bez względu na to, jak bar­dzo synt­ciała upo­dab­niają się do ory­gi­na­łów, drobne, nie­po­ko­jące róż­nice trudno prze­oczyć, zwłasz­cza tym, któ­rzy nie są przy­zwy­cza­jeni do towa­rzy­stwa dru­go­fa­zow­ców. To kolejny powód, dla któ­rego naj­bo­gatsi i naj­po­tęż­niejsi wolą izo­la­cję od reszty.

Super­kon­trak­to­rzy muszą się jed­nak przy­zwy­czaić do ich widoku. Isako miała szczę­ście, słu­żąc mło­demu klien­towi, takiemu jak Gre­ves. Może pra­co­wać dla dru­go­fa­zow­ców i zda­rzało się jej to, ale nie jest w sta­nie zapo­mnieć, kim są. Sawanna Minto cie­szy się wyso­kim sta­tu­sem, bogac­twem i wpły­wami, ale ma sto sześć lat i pod­łą­czono ją do sprzętu prze­dłu­ża­ją­cego życie, zastęp­czego ciała zbu­do­wa­nego z zaawan­so­wa­nych tech­no­lo­gicz­nie pro­tez oraz sklo­no­wa­nych tka­nek. Pozwoli jej ono prze­żyć jesz­cze kil­ka­dzie­siąt lat.

Mózg w kosz­tow­nym sło­iku.

-?Gre­ves był o tobie bar­dzo dobrego zda­nia. -?Pomimo dziw­nych ech głos Minto brzmi tak samo jak daw­niej. Zapro­gra­mo­wano go na pod­sta­wie zapi­sów jej ory­gi­nal­nego głosu, reje­stro­wa­nych przez dzie­się­cio­le­cia. -?I moja super­kon­trak­torka rów­nież.

Isako zerka na dawną uczen­nicę.

-?She­rae.

Na ustach kobiety poja­wia się blady uśmie­szek.

-?Cie­szę się, że cię widzę, Isa, nawet w takiej sytu­acji. Wybacz, jeśli moi tępo­głowi ucznio­wie oka­zali prze­sadny zapał albo wścib­stwo. Bar­dzo ich eks­cy­to­wała myśl o spo­tka­niu Szyb­kiego Ostrza, choć w życiu by się do tego nie przy­znali.

-?Star­szy spra­wia wra­że­nie obie­cu­ją­cego. Czy to nie nazbyt ambitne, wziąć sobie dwóch uczniów jed­no­cze­śnie?

-?Ty jakoś sobie pora­dzi­łaś.

To prawda, ale miała wtedy znacz­nie wię­cej ener­gii. Isako znowu spo­gląda na Minto.

-?Pochle­bia mi, że ludzie na­dal mnie sza­nują, ale wiem, że prze­gra­łam w uczci­wej walce. Gra­tu­luję awansu. Zasłu­ży­łaś na niego.

Minto nie odrywa od niej spoj­rze­nia zie­lo­nych, nie­mru­ga­ją­cych oczu.

-?Twój klient był innego zda­nia.

Isako z tru­dem udaje się zacho­wać spo­kojny wyraz twa­rzy.

-?Dyrek­tor Gre­ves nie kon­sul­to­wał ze mną swej decy­zji w spra­wie rezy­gna­cji. Byłam wstrzą­śnięta jego posta­no­wie­niem, tak samo jak wszy­scy.

Wypo­wie­dziane przed chwilą słowa dzia­łają na nią jak sól sypana na świeżą ranę. Nie może uwie­rzyć, że to zro­bił. I nie ma poję­cia, dla­czego jej o tym nie powie­dział. Czy po tych wszyst­kich latach nie zasłu­żyła przy­naj­mniej na tyle?

-?Zawsze lubił dra­ma­ty­zo­wać -?mówi z nostal­gią Minto. -?Pamię­tam, jak był sta­ży­stą w insty­tu­cie badań mecha­niki orbi­tal­nej, któ­rym kie­ro­wa­łam po sie­dem­dzie­siątce. Jako młody czło­wiek miał mnó­stwo zapału i odwagi. Wię­cej odwagi niż rozumu, szcze­rze mówiąc. Łatwo fascy­no­wał się nowymi pomy­słami, nie prze­my­ślaw­szy ich do końca. Uwiel­biał wywo­ły­wać zamie­sza­nie i patrzeć, jak wszy­scy roz­pacz­li­wie pró­bują za nim nadą­żyć.

Ktoś słu­cha­jący wspo­mnień Minto ni­gdy by nie pomy­ślał, że to z jej powodu "młody czło­wiek", o któ­rym mówiła, zmie­nia się teraz w pył w tun­drze pozba­wio­nej nada­ją­cej się do oddy­cha­nia atmos­fery. Trudno byłoby nie dostrzec zawar­tej w tym iro­nii. Pięt­na­ście osób wychwa­lano za wyrze­cze­nie się nie­licz­nych lat, jakie im pozo­stały, ale odpo­wie­dzialna za to kobieta miała żyć nawet dłu­żej niż przod­ko­wie na Ziemi.

Nie­mniej Minto ma rację. "Nie­sza­blo­nowe myśle­nie" z pew­no­ścią było naj­czę­ściej powta­rza­nym przez Pusz­czę Gre­vesa fra­ze­sem kor­po­mowy. Ni­gdy też nie uchy­lał się przed wyzwa­niem.

Gdy został dyrek­to­rem Astro­komu, dział już od ponad stu­le­cia opa­dał coraz niżej na liście prio­ry­te­tów Kor­po­ra­cji. Rada Dyrek­to­rów oraz miesz­kańcy Wytrwa­ło­ści prze­stali wie­rzyć, że wysy­ła­nie sygna­łów w mil­czącą pustkę jest uży­teczne. Połą­cze­nie z OpSa­tem wyda­wało się natu­ral­nym, nie­unik­nio­nym roz­wią­za­niem, lecz pra­wie wszy­scy, w tym rów­nież Isako, byli prze­ko­nani, że odbę­dzie się ono stop­niowo i w spo­sób poko­jowy.

Ale Gre­ves był ambit­nym wizjo­ne­rem i nie miał zamiaru zaak­cep­to­wać nie­unik­nio­nego losu. Pra­gnął zmie­nić prze­sta­rzały, pogrą­żony w sta­gna­cji dział w przed­się­wzię­cie sku­pione na eks­pan­sji. Zabie­gał, by Kor­po­ra­cja zain­we­sto­wała w tech­no­lo­gię badań kosmosu, zbu­do­wała i wystrze­liła całe floty bez­za­ło­go­wych sond, które opu­ści­łyby układ pla­ne­tarny Akwi­lona, by zbie­rać infor­ma­cje i poszu­ki­wać zagi­nio­nych sio­strza­nych kolo­nii. Pra­gnął odna­leźć wię­cej gościn­nych pla­net i na nowo nawią­zać kon­takt z innymi zamiesz­ka­nymi przez ludzi świa­tami. Być może nawet z samą Zie­mią.

Spo­glą­da­jąc wstecz, skutki wyda­wały się łatwe do prze­wi­dze­nia. Podej­mo­wane przez Gre­vesa próby posze­rze­nia zakresu zadań tra­dy­cyj­nie wyko­ny­wa­nych przez Astro­kom przy­cią­gnęły uwagę. Naro­bił sobie wro­gów. Ter­ra­for­mi­ści twier­dzili, że jego dzia­łal­ność to nie­bez­pieczne mar­no­traw­stwo środ­ków. Twier­dzili, że jest nie­zrów­no­wa­żony, samo­lubny i żądny wła­dzy. Że przed­kłada pogoń za fan­ta­zją nad codzienne potrzeby o klu­czo­wym zna­cze­niu. Wielu młod­szych, ide­ali­stycz­nych reu­ni­fi­ka­cjo­ni­stów akcep­to­wało jego plany, ale przy­wódcy oba­wiali się nara­sta­ją­cej popu­lar­no­ści Gre­vesa i popie­rali bar­dziej umiar­ko­waną Minto.

-?Cza­sami wiatr jest tak silny, że nawet naj­lep­szy pilot nie zdoła mu się prze­ciw­sta­wić -?stwier­dziła łagod­nym tonem Minto, jakby śle­dziła bieg myśli Isako. -?To była odpo­wied­nia chwila, by połą­czyć nasze działy. Pre­zes zgo­dził się z tą opi­nią i powie­rzył mi sta­no­wi­sko dyrek­tora.

Isako na­dal czuje się zdu­miona szyb­ko­ścią, z jaką to się wyda­rzyło.

-?Sta­ra­łam się prze­ko­nać klienta, by przy­jął niż­sze sta­no­wi­sko w twoim dziale -?przy­znaje. -?Ale on naj­wy­raź­niej prze­stał już słu­chać moich rad. Zwa­żyw­szy na to, nie powin­nam mieć do niego o to pre­ten­sji.

Nie­mniej ją ma. Opła­kuje śmierć Gre­vesa, ale obo­jęt­ność, z jaką ją potrak­to­wał, jest do niego nie­po­dobna, i to ją wku­rza.

Minto wyko­nuje lek­ce­wa­żący gest smu­kłymi pal­cami.

-?Nie sądzę, by uwa­żał, że to twoje błędy są przy­czyną nie­unik­nio­nej porażki. Udało ci się utrzy­mać Astro­kom przy życiu dłu­żej, niż kto­kol­wiek się tego spo­dzie­wał.

Zapewne była to prawda, ale w tej chwili Isako z pew­no­ścią nie potrze­bo­wała tego, by przy­po­mi­nano jej, że tak długo słu­żyła prze­gra­nej spra­wie. Można było obcią­żyć ją winą za upa­dek Astro­komu, ponie­waż nie potra­fiła odpo­wied­nio pokie­ro­wać swym klien­tem, ale każ­dego super­kon­trak­tora, który by ją oskar­żył, zapy­ta­łaby, czy umiałby zro­bić to lepiej. W osta­tecz­nym roz­ra­chunku każdy dyrek­tor sam kopie sobie grób.

-?Zosta­wił list dla mnie -?kon­ty­nu­uje Minto. -?Bar­dzo uprzejmy. Pochwa­lił mnie za wspa­niałą walkę i życzył szczę­ścia przy połą­cze­niu dzia­łów. Zde­cy­do­wa­nie dora­dzał, by Ope­ra­cje Sate­li­tarne nie rezy­gno­wały w spra­wie reu­ni­fi­ka­cyj­nych ide­ałów. Mimo że abso­lut­nie nie zga­dzał się z wer­dyk­tem pre­zesa, przy­zna­wał, że w osta­tecz­nym roz­ra­chunku kon­so­li­da­cja zaso­bów wzmocni spo­łe­czeń­stwo. Bez względu na swe liczne wady, Pusz­cza Gre­ves dbał o dobro Kor­po­ra­cji.

To bar­dzo miło z jego strony. Poże­gnał się ze swą rywalką, ale nie z osobą, która słu­żyła mu nie­stru­dze­nie przez dwa­na­ście lat.

Isako kła­nia się raz jesz­cze, mocno zaci­ska­jąc zęby.

-?Było dla mnie zaszczy­tem słu­żyć klien­towi aż do końca. Uwa­żam też za przy­wi­lej fakt, że zosta­wiam naszą orga­ni­za­cję w dobrych rękach, dyrek­tor Minto. -?Nie może się docze­kać chwili, gdy ta poże­gnalna uro­czy­stość wresz­cie się skoń­czy. Obca dla niej wil­goć panu­jąca w pomiesz­cze­niu w pierw­szej chwili wyda­wała się przy­jemna, ale teraz zaczyna jej doku­czać. Isako czuje pot zbie­ra­jący się pod biu­sto­no­szem. - Plan prze­bu­dowy spraw­nie postę­puje. Jestem prze­ko­nana, że zosta­wiam wszystko w dobrym sta­nie. Dziś mój kon­trakt się koń­czy, więc jeśli masz jesz­cze jakieś pyta­nia albo pole­ce­nia...

-?Tak, pra­gnę od cie­bie cze­goś waż­nego.

Minto pod­nosi się chwiej­nie z krze­sła i prze­suwa dłoń nad ekra­nem wmon­to­wa­nym zręcz­nie w oto­cze­nie tak, by wyglą­dał jak małe okienko w ścia­nie ogrodu, za któ­rym roz­po­ście­rało się ilu­zo­ryczne zie­lone pole pełne kwia­tów.

Obraz pola znika, ustę­pu­jąc miej­sca doku­men­towi. Mija dłuż­sza chwila, nim Isako roz­po­znaje swój kon­trakt, spi­sany dzie­więć lat temu przez Agen­cję. Przy­znaje on dyrek­to­rowi Pusz­czy Gre­ve­sowi prawa do jej doży­wot­nich usług.

Zauważa doda­tek, któ­rego przed­tem tam nie było, opa­trzony wczo­raj­szą datą.

Isako czuje, że krew odpływa jej z głowy.

-?Jak widzisz, Gre­ves prze­ka­zał mi twój kon­trakt -?mówi Minto.

Sądząc po minie She­rae, dla niej to rów­nież nowość.

-?To nie może być prawda. -?Głos Isako brzmi słabo i bez­barw­nie.

Trans­fery kon­trak­tów mię­dzy dyrek­to­rami cza­sami się zda­rzają, ale bar­dzo rzadko. Agen­cja żąda za nie zapo­ro­wych cen, nie chcąc, by klienci odstę­po­wali komuś war­to­ścio­wych pomoc­ni­ków, zdo­by­wali ich bądź tra­cili jako łupy wojenne, czy­nili noszą­cych czarne odznaki zakład­ni­kami bądź sprze­da­wali ich kon­trakty, jeśli zabrak­nie im pie­nię­dzy.

Gre­ves musiał poświę­cić znaczną część swego majątku, by osią­gnąć coś takiego.

Dla­czego to zro­bił, do licha?

To nie ma sensu. Minto już ma super­kon­trak­torkę. Nie może mieć dwóch. To sprzeczne z zasa­dami. She­rae rów­nież zdaje sobie z tego sprawę i otwiera sze­roko oczy.

Isako uświa­da­mia sobie z prze­ra­że­niem, że wła­śnie z tego powodu wezwano ją tak nagle. Sawanna Minto musi natych­miast zde­cy­do­wać, którą super­kon­trak­torkę sobie zostawi, a któ­rej się pozbę­dzie.

She­rae pod­cho­dzi bli­żej.

-?Dyrek­torko, jeśli nie jesteś zado­wo­lona z mojej służby, pro­szę, natych­miast unie­waż­nij mój kon­trakt. -?Spo­gląda na Isako, trzy­ma­jąc dłoń na wyzwa­la­czu. -?W prze­ciw­nym razie pozwól mi rzu­cić wyzwa­nie i udo­wod­nić, że zasłu­guję na tę pozy­cję.

Pięć

Isako odru­chowo prze­suwa dłoń ku broni, którą nosi na udzie, nie wyciąga jej jed­nak.

-?Dla­czego to zro­bił? -?pyta, ale w tej samej chwili uświa­da­mia sobie, że zna odpo­wiedź.

Minto miała rację. Gre­ves lubił nie­kon­wen­cjo­nalne zacho­wa­nia, pod­wa­ża­nie zało­żeń i łama­nie norm. Nie­ocze­ki­wane posu­nię­cia spra­wiały mu radość. Ran­kiem doko­nał dra­ma­tycz­nego gestu na oczach całej Kor­po­ra­cji, a teraz uczy­nił to samo zza grobu.

-?Myślę, że po pro­stu nie chciał cię ska­zać na los roninki -?odpo­wiada Minto.

Czyżby uległ ata­kowi sen­ty­men­tal­nego obłędu? Nie­wąt­pli­wie zra­niła go myśl o dwu­stu pra­cow­ni­kach Astro­komu, któ­rych trzeba było zwol­nić. Być może doszedł do wnio­sku, że powi­nien przy­naj­mniej dać wier­nej super­kon­trak­torce szansę zacho­wa­nia pozy­cji. Słusz­nie uwa­żał, że Isako wygra każdą walkę na dłu­gie noże.

Ale nie wie­dział, że jej prze­ciw­niczką będzie była uczen­nica.

She­rae zaci­ska zęby. Zbliża się o krok do daw­nej men­torki. W jej oczach lśnią obu­rze­nie i deter­mi­na­cja. Już drugi raz prze­dłu­żono jej kon­trakt główny i z pew­no­ścią liczyła na to, że wkrótce otrzyma pro­po­zy­cję zawar­cia wyłącz­nego. Nie mogła się spo­dzie­wać, że straci pracę na rzecz rywalki, którą nie­dawno poko­nała w woj­nie mię­dzy dzia­łami i która teraz miała słu­żyć jej klientce. Było w tym pełno nie­wy­tłu­ma­czal­nej, cho­rej iro­nii. Isako też by się wku­rzyła.

Zauważa jed­nak lek­kie, zna­czące drże­nie dłoni młod­szej kon­trak­torki. She­rae się boi. Nie jest pewna, czy zdoła poko­nać Szyb­kie Ostrze, która nauczyła ją wszyst­kiego, co wie­działa o walce na dłu­gie noże.

Powinna wię­cej pra­co­wać nad wiarą w sie­bie.

Dyrek­tor Minto prze­nosi spoj­rze­nie mię­dzy dwiema wojow­nicz­kami. Z jej gład­kiej, nie­ru­cho­mej twa­rzy nie spo­sób niczego wyczy­tać. Synt­ciała wypo­sa­żono w dzie­siątki tysięcy łącz kie­ru­ją­cych ruchami, ale sub­tel­ność małych mię­śni twa­rzy wykra­cza poza ich moż­li­wo­ści.

-?Dyrek­tor Gre­ves ofia­ro­wał mi szczo­dry, nie­spo­dzie­wany dar. Moja super­kon­trak­torka jest mniej doświad­czona i pod­czas służby zda­rzały się jej błędy. Uzna­łam, że warto roz­wa­żyć inne opcje.

Twarz She­rae ciem­nieje jesz­cze bar­dziej. Wystar­czy lekki ruch jej ręki, by ogród spla­miła krew.

Pomimo sytu­acji Isako czuje ukłu­cie dumy. She­rae docho­wuje wier­no­ści sta­rej szkole, tak samo jak ona. W dzi­siej­szych cza­sach nie­któ­rzy super­kon­trak­to­rzy uwa­żają, że dłu­gie noże są tylko na pokaz. Dobrze ją wyszko­lono, o ile Isako może tak powie­dzieć.

Cofa dłoń od wyzwa­la­cza.

-?She­rae już dowio­dła swej war­to­ści. Nie ma zna­cze­nia, czy potrafi mnie poko­nać w walce na dłu­gie noże. Popro­wa­dziła OpSat do zwy­cię­stwa i ma przed sobą jesz­cze wiele lat służby. Nie będę się ubie­gała o jej miej­sce.

Dla pod­kre­śle­nia tych słów krzy­żuje ręce na pier­siach, co unie­moż­li­wia jej szyb­kie się­gnię­cie po broń.

Na twa­rzy She­rae poja­wia się nie­pew­ność. Kobieta spo­gląda na swoją klientkę.

-?Wybór nie należy do cie­bie -?odpo­wiada Minto z lek­kim wzru­sze­niem ramion. -?Z powodu zakłó­ceń w pro­wa­dze­niu dzia­łal­no­ści wywo­ła­nych połą­cze­niem dzia­łów popro­si­łam part­ne­rów o trzy­dzie­ści dni na roz­strzy­gnię­cie tej sprawy. Mam prawo wyko­rzy­stać ten czas na okre­śle­nie war­to­ści obu kan­dy­da­tek, zanim podejmę decy­zję.

-?W takim razie pro­szę o pozwo­le­nie na rezy­gna­cję.

She­rae roz­dzia­wia usta i cofa dłoń od wyzwa­la­cza.

-?Isa...

Isako cie­szy się, że te słowa wyszły z jej ust tak łatwo. W tej chwili nie czuje wąt­pli­wo­ści ani stra­chu, a jedy­nie ulgę, jakby usia­dła po dłu­gim sta­niu albo wresz­cie się wysi­kała po nie­koń­czą­cym się wstrzy­my­wa­niu moczu.

Nie wspo­mi­nała o tym na głos, ani nie przy­zna­wała przed samą sobą, ale ta decy­zja wisiała nad nią od chwili, gdy skre­śliła ostat­nie nazwi­ska z listy WWE i wyszła z Oxygn. Wszystko bez śladu sub­tel­no­ści wska­zy­wało na to, że zbliża się koniec jej legen­dar­nej kariery. Maya już dora­stała, a Isako roz­wio­dła się z Taiem, prze­grała wojnę, sygnały pły­nące od ciała nie­ustan­nie przy­po­mi­nały jej, że się sta­rzeje, a dziś rano otrzy­mała osta­teczny, nie­pod­wa­żalny dowód. Gre­ves wyru­szył na ostatni spa­cer, nie pro­sząc, by mu towa­rzy­szyła.

Rezy­gna­cja jest po pro­stu czę­ścią życia, jak mawiał jej gniazd­ko­oj­ciec.

Żyć zna­czy umrzeć.

Patrzy w nie­ludz­kie oczy Minto. Nie pozwoli, by mózg w sło­iku zauwa­żył cokol­wiek poza nie­za­chwianą deter­mi­na­cją. Kon­trak­to­rzy nie mogą wyre­je­stro­wać się z Kor­po­ra­cji bez pozwo­le­nia klienta albo bez pozwo­le­nia Agen­cji, jeśli są roni­nami. O dziwo, for­mal­nie rzecz bio­rąc, Isako na­dal ma kon­trakt i potrze­buje zgody Minto. Dyrek­torka dotyka okrą­głej, zło­tej odznaki oraz małego, srebr­nego klu­cza wiszą­cego na szyi synt­ciała obok niej.

-?Zaszczyt rezy­gna­cji nie przy­słu­guje wszyst­kim kon­trak­to­rom.

-?Zaprze­czasz, że na niego zasłu­ży­łam?

-?Nie. Ale i tak mogę ci odmó­wić.

-?Mogła­byś to zro­bić -?przy­znaje Isako, sta­ra­jąc się, by jej głos nie wyra­żał żad­nych uczuć. -?Ale czy twój dział rze­czy­wi­ście by na tym sko­rzy­stał?

Minto postą­pi­łaby głu­pio, wybie­ra­jąc starą kon­trak­torkę, która nie chce dla niej pra­co­wać, zamiast młod­szej, gorąco pra­gną­cej tej posady. Nastaje chwila ciszy. Wydaje się, że nawet szum pły­ną­cej wody i ptaki w klat­kach uci­chły.

-?To inspi­ru­jące spo­tkać kon­trak­tora, który naprawdę dba o dobro klienta i całej Kor­po­ra­cji.

Stara suka, myśli Isako. Mózg w sło­iku.

Nie rezy­gnuję dla cie­bie ani nawet dla Gre­vesa. Nie robię tego dla Agen­cji ani dla Kor­po­ra­cji. Jestem stara i mam dość tej roboty. Prze­ży­łam już swoje. Pora ustą­pić, dać szansę innym. Pró­bo­wa­łam zapew­nić wszyst­kim swoim uczniom jak naj­lep­szy start. Młodsi, tacy jak She­rae, zasłu­gują na szansę okry­cia się sławą i życia tak, jak ja żyłam. Maya nie potrze­buje matki roninki. Ma przed sobą wspa­niałe życie i może wspiąć się wysoko. Dosta­nie cały pakiet rezy­gna­cyjny. To uła­twi jej start. Być może nie spę­dza­łam z nią tak wiele czasu, jak bym chciała, ale zawsze sta­ra­łam się zapew­nić jej naj­lep­sze szanse. I mogę to zro­bić raz jesz­cze.

Isako mil­czy.

Dyrek­torka usuwa z ekranu kon­trakt z popraw­kami, zastę­pu­jąc go innym doku­men­tem. Isako natych­miast roz­po­znaje stan­dar­dowe zawia­do­mie­nie o rezy­gna­cji. Minto wpi­suje nazwi­sko Isako i dodaje pakiet jesz­cze wyż­szy, niż wyni­ka­łoby to ze stan­dar­dowej for­muły. Jego war­tość nie­mal dorów­nuje zapła­cie za cztery lata peł­nej służby dla superkon­traktorów w ran­dze seniora. Isako nie pyta o powody. Nie zamie­rza uda­wać, że nie zasłu­guje na to w pełni.

She­rae odwraca wzrok. Na­dal jest tro­chę za miękka.

Wzdłuż krę­go­słupa Isako prze­biega dreszcz ocze­ki­wa­nia. Bar­dzo wiele razy prze­pro­wa­dzała tę pro­ce­durę z dru­giej strony. Widziała, że zwy­czajni eta­towcy, tacy jak Rosa Loren, któ­rzy nie prze­szli wyczer­pu­ją­cych testów zapew­nia­ją­cych licen­cję super­kon­trak­tora, mimo to potra­fią oka­zać hart ducha, gdy oka­zuje się to konieczne. Wydaje się wła­ściwe, że będzie mogła zro­bić to samo.

Pod­cho­dzi do ekranu i unosi rękę nad polem na sygna­turę.

-?Jesz­cze nie. -?Minto wpi­suje do doku­mentu datę, ale nie dzi­siej­szą. Zostało do niej trzy­dzie­ści dni. -?Przy­znaję ci pozwo­le­nie na dzień, który wyne­go­cjo­wa­łam z Agen­cją.

Isako pro­stuje się z obu­rzoną miną.

-?Już mówi­łam, że nie przyjmę pozy­cji She­rae.

-?Mam zada­nie, które trzeba dys­kret­nie wyko­nać poza OpSa­tem. -?Z jaskra­wo­zie­lo­nych sztucz­nych oczu nie spo­sób wyczy­tać żad­nych emo­cji. - Ten uwiel­bia­jący dra­ma­ty­zo­wać gaduła Gre­ves dał mi szansę i była­bym głu­pia, gdy­bym jej nie wyko­rzy­stała. Jeśli wyko­nasz z powo­dze­niem ostat­nie zada­nie, pozwolę ci zakoń­czyć pracę w Kor­po­ra­cji ze wszyst­kimi pakie­tami i pre­miami, które należą ci się po dłu­giej karie­rze. Ale dopiero wtedy.

Dyrek­torka poru­sza bla­dymi pal­cami i doku­ment znika. Na moment poja­wia się biała ściana. Potem zastę­puje ją malow­ni­cza ilu­zja okna wycho­dzą­cego na piękne, ską­pane w bla­sku słońca pole, nad któ­rym uno­szą się motyle.

Isako uświa­da­mia sobie, że Minto zapla­no­wała to od samego początku. Wie­działa, że odmówi zabi­cia She­rae. Wygłup Gre­vesa i chaos wywo­łany połą­cze­niem dwóch dzia­łów pozwa­lają jej przez pięć tygo­dni legal­nie zatrud­niać dwie super­kon­trak­torki i nikt w Kor­po­ra­cji tego nie zauważy. Ma asa w ręka­wie i może go wyko­rzy­stać, jak tylko zapra­gnie.

Umysł Isako wypeł­nia gniew, jakby nagle pękł powstrzy­mu­jący go łań­cuch. Ma ochotę poka­zać Sawan­nie Minto środ­kowy palec, odwró­cić się i wyjść. To jed­nak byłoby zła­ma­nie kon­traktu. I tak zosta­łaby roninką, a w dodatku nikt nie chciałby jej zatrud­nić jako fre­elan­cerki. Gdyby zre­zy­gno­wała nie­le­gal­nie, utra­ci­łaby prawo do przy­szłego pogrzebu i tabliczki upa­mięt­nia­ją­cej, a Maya nie otrzy­ma­łaby ani jed­nego kwitu. Zostałby jej wyłącz­nie wstyd. Czy mogłaby się udać ze skargą do Agen­cji? Nie ma szans. Agen­cja nie wtrąca się w układy mię­dzy klien­tem a kon­trak­to­rem, chyba że doj­dzie do zła­ma­nia zasad, a Minto już doga­dała się z part­ne­rami.

Zza doniczki wypeł­nio­nej papro­cią leni­wie wycho­dzi rudy kot i mru­czy, ocie­ra­jąc się o nogi Minto. Isako gapi się na niego ze zdu­mie­niem. Ni­gdy dotąd nie widziała żywego kota. Tylko w mediach albo jako symu­la­cje. Koty udo­mo­wiono na Ziemi, by kon­tro­lo­wały popu­la­cję gry­zoni na rol­ni­czych obsza­rach, ale na naj­wyż­szym pię­trze sie­dziby OpSatu z pew­no­ścią nie ma pro­blemu z gry­zoniami. Minto wystą­piła ze spe­cjalną prośbą do Banku Genów i zwie­rzę stwo­rzono wyłącz­nie dla jej przy­jem­no­ści. Z pew­no­ścią pochła­nia mnó­stwo zaso­bów, podob­nie jak ryby i ptaki.

Isako stara się jakoś pojąć to nie­wia­ry­godne bogac­two. Coś takiego może ujść na sucho jedy­nie naj­wyż­szej war­stwie Kor­po­ra­cji, pre­ze­sowi i naj­waż­niej­szym dyrek­to­rom, wywo­dzą­cym się z głów­nych gniaz­dek mene­dżer­skich. To oni mają wła­dzę życia i śmierci na tej zapo­mnia­nej pla­ne­cie.

Jest w pułapce, podob­nie jak zwie­rzęta, które ni­gdy nie opusz­czą tego pokoju.

-?Czego ode mnie żądasz, dyrek­torko? -?pyta Isako przez zaci­śnięte zęby.

Minto pochyla się i głasz­cze kota po gło­wie. Jej ruchy są ury­wane, jakby była mario­netką kie­ro­waną sznur­kami. Isako przy­po­mina sobie, że Maya miała w dzie­ciń­stwie plu­szo­wego kota i wszę­dzie go ze sobą nosiła. To dziwne odwró­ce­nie sytu­acji. Lalka bawi się żywym stwo­rze­niem. Ma ochotę wycią­gnąć rękę i dotknąć kota, by spraw­dzić, jakie to wra­że­nie, ale się powstrzy­muje. Stoi na bacz­ność, oto­czona aurą pro­fe­sjo­nal­nego spo­koju. Tak powinna się zacho­wy­wać super­kon­trak­torka słu­cha­jąca słów klientki.

Jej myśli wypeł­nia jed­nak wście­kłość. To absurd, by w jej wieku, po tak dłu­giej karie­rze, odma­wiano jej bez­wa­run­ko­wego prawa do rezy­gna­cji. Minto z pew­no­ścią nie rozu­mie, co to zna­czy pogo­dzić się ze śmier­cią. Dru­go­fa­zowcy są mistrzami w oszu­ki­wa­niu jej, wyku­py­wa­niu się dzięki pie­nią­dzom i nauce.

Isako sły­szała, że synt­ciała wyczu­wają tem­pe­ra­turę, gład­kość powierzchni czy nacisk rów­nie dobrze jak orga­niczne, ale nie czują głodu, zmę­cze­nia ani bólu. Trzeba o nie dbać, a od czasu do czasu rów­nież napra­wiać lub upgra­do­wać, ale nie znają cho­rób ani sta­ro­ści. Kolana ni­gdy ich nie bolą, jak w tej chwili Isako. Nie mają pro­ble­mów ze sta­wami, mię­śniami, ser­cem, nad­ci­śnie­niem, zabu­rze­niami rów­no­wagi hor­mo­nal­nej ani całym zesta­wem innych dole­gli­wo­ści, z któ­rymi muszą się bory­kać sta­rze­jący się ludzie. Umie­rają dopiero, gdy ich umy­sły prze­stają funk­cjo­no­wać, w wieku około stu pięć­dzie­się­ciu lat. Naj­wy­raź­niej to natu­ralna gra­nica dla ludz­kiego mózgu, pomimo wszyst­kich postę­pów nauki.

Isako rozu­mie atrak­cyj­ność tego roz­wią­za­nia, ale dostrzega też jego gro­te­sko­wość.

Minto wstaje, trzy­ma­jąc kota w ramio­nach.

-?Za dwa­dzie­ścia sześć dni Rada Dyrek­to­rów prze­pro­wa­dzi prze­słu­cha­nie potwier­dza­jące przed gło­so­wa­niem nad przy­ję­ciem kan­dy­da­tury Ławicy Uchiego. -?Szklane oczy Minto w jakiś spo­sób potra­fią wyra­zić palącą nie­cier­pli­wość. -?Nie można dopu­ścić, by został jej człon­kiem.

Isako spo­gląda na nią z zasko­cze­niem. Jej klient bar­dzo sta­now­czo sprze­ci­wiał się kan­dy­da­tu­rze Uchiego, ale nawet on pogo­dził się z nie­unik­nio­nym. Pro­duk­cja Gazu Kon­ty­nent Połu­dniowy to jeden z naj­więk­szych, naj­waż­niej­szych i naj­szyb­ciej rosną­cych dzia­łów i musi mieć przed­sta­wi­ciela w zarzą­dza­ją­cej Kor­po­ra­cją radzie.

-?Czasy są nie­bez­pieczne, super­kon­trak­torko Isako. Rada będzie musiała zde­cy­do­wać, w któ­rym kie­runku zmie­rzamy. -?Minto zwraca się ku wypeł­nia­ją­cemu ścianę oknu, za któ­rym roz­ciąga się roz­le­gły widok na miej­ski habi­tat. -?Zaak­cep­to­wa­nie kan­dy­da­tury Uchiego zakłó­ci­łoby rów­no­wagę w spo­sób, który mógłby się oka­zać kata­strofą dla naszej przy­szło­ści.

-?Zatwier­dze­nie przez radę wymaga dwóch trze­cich gło­sów aktu­al­nych człon­ków, zga­dza się? -?Isako wska­zuje srebrny klu­czyk wiszący na szyi dyrek­torki. -?Jesteś w sta­nie wpły­nąć na wynik gło­so­wa­nia.

Na twa­rzy Minto poja­wia się coś nie­przy­jem­nie przy­po­mi­na­ją­cego gry­mas.

-?Nie­stety, kiedy reu­ni­fi­ka­cjo­ni­ści wal­czyli ze sobą, nasi prze­ciw­nicy, ter­ra­for­mi­ści, wyko­rzy­stali oka­zję i wzmoc­nili soju­sze. Uchi nie­mal już zebrał głosy potrzebne do zwy­cię­stwa. Coś musi się zmie­nić, bym mogła stwo­rzyć opo­zy­cję mającą szansę na powo­dze­nie. Potrze­buję jakichś nowych infor­ma­cji, które wpły­nę­łyby na człon­ków rady.

-?Z całym sza­cun­kiem, czy nie mówi­łaś przed chwilą, że cza­sami wiatr jest tak silny, że nawet naj­lep­szy pilot nie zdoła mu się prze­ciw­sta­wić? -?przy­po­mina jej Isako.

-?Rze­czy­wi­ście tak powie­dzia­łam. -?Minto uśmie­cha się do niej. Uśmie­chy mózgów w sło­ikach wyglą­dają kurew­sko maka­brycz­nie. Są gład­kie jak por­ce­lana. -?Ale ten fakt nie powstrzy­mał cie­bie i two­jego klienta przed pod­ję­ciem próby, prawda? Szanse suk­cesu mogą nie być wyso­kie, ale stawka jest ogromna. Być może znaj­dziesz pocie­sze­nie w myśli, że Gre­ves z pew­no­ścią poparłby mnie w tej spra­wie.

To była prawda.

-?Chcesz, bym odkryła jakieś wsty­dliwe tajem­nice Uchiego?

Nawet w cza­sach pokoju dyrek­to­rzy zawsze szu­kają haków, dzięki któ­rym mogliby zaszko­dzić rywa­lom albo skło­nić ich szan­ta­żem do współ­pracy. Wszy­scy wysoko posta­wieni i wpły­wowi ludzie w Kor­po­ra­cji mają w sza­fie jakieś trupy. Kilka ujaw­nio­nych w odpo­wied­niej chwili doku­men­tów może spro­wo­ko­wać bunt pra­cow­ni­ków, spo­wo­do­wać odcię­cie budżetu działu albo nawet wzbu­dzić gniew pre­zesa rezy­du­ją­cego w Słod­kim Morzu, co skoń­czy­łoby się degra­da­cją albo zwol­nie­niem z pracy. Otwie­ra­nie tych szaf jest ruty­no­wym zada­niem, czę­sto zle­ca­nym kon­trak­to­rom.

Ale tym razem nie cho­dzi o ruty­nowe zada­nie ani o zwy­czajny cel.

-?Masz coś dla mnie? -?pyta Isako.

Jakąś wska­zówkę, która pod­po­wie­dzia­łaby mi, gdzie szu­kać.

Minto sta­wia kota na pod­ło­dze. Zwie­rzę oddala się do ogrodu, uno­sząc ogon zakrzy­wiony niczym znak zapy­ta­nia. Dyrek­torka zrywa z roz­tar­gnie­niem kilka zeschłych brą­zo­wych liści z rośliny o pięk­nych bia­łych kwia­tach mają­cych trzy płatki. Ich nie­wia­ry­godny zapach koja­rzy się z bla­skiem słońca i owo­cami. Isako zasta­na­wia się, czy synt­ciała mają zmy­sły węchu i smaku. Ni­gdy o to nie pytała.

-?Dyrek­tor Uchi ostat­nio zacho­wy­wał się nie­prze­wi­dy­wal­nie -?mówi Minto. -?To nie­po­ko­jące. Podobne reak­cje mogą suge­ro­wać nie­sta­bil­ność men­talną lub emo­cjo­nalną.

-?Nie­dawno prze­szedł rekor­po­ra­li­za­cję -?zauważa Isako.

To jedyny powód, dla któ­rego dotąd nie zgło­szono jego kan­dy­da­tury na członka rady. Kluby dru­go­fa­zow­ców są dostępne wyłącz­nie dla nich. Ich zda­niem kan­dy­dat staje się wystar­cza­jąco doświad­czony, zasłu­żony, bogaty i mądry dopiero wtedy, gdy pozbę­dzie się bio­lo­gicz­nego ciała. To dość nie­zwy­kłe, że wysu­nięto kan­dy­daturę zale­d­wie sie­dem­dzie­się­cio­let­niego czło­wieka, świeżo po rekor­po­ra­li­za­cji. Zwy­kle rada cze­kała kilka lat, ale Uchi był wyjąt­kiem, wielką gwiazdą Kor­po­ra­cji.

-?Nie­któ­rzy potrze­bują mie­sięcy, by przy­sto­so­wać się do dru­giej fazy.

-?Ja wzię­łam tylko sześć dni urlopu -?odpo­wiada lek­ce­wa­żą­cym tonem Minto. -?I byłam wtedy star­sza niż Uchi teraz. Sły­sza­łam, że w dzi­siej­szych cza­sach pro­ces jest łatwiej­szy, dzięki odpo­wied­niemu przy­go­to­wa­niu psy­cho­lo­gicz­nemu. -?Potrafi wyra­zić pogardę bez śladu mimiki. To impo­nu­jące. -?Rada Dyrek­to­rów wkrótce sta­nie przed naj­trud­niej­szymi pro­ble­mami naszych cza­sów. Ma klu­czowe zna­cze­nie, by wszy­scy jej mający prawo głosu człon­ko­wie byli w pełni zdrowi na umy­śle.

Isako marsz­czy brwi. To nie wystar­czy. Minto chwyta się brzy­twy.

A może nie. Pro­ces nie zawsze prze­biega gładko. W jed­nym przy­padku na pięć­dzie­siąt potrzebna jest rekon­wa­le­scen­cja mogąca trwać nawet rok, a jed­nym na sto koń­czy się cał­ko­wi­tym nie­po­wo­dze­niem. Pacjent umiera na stole ope­ra­cyj­nym, staje się bez­myślną rośliną albo jego wła­dze umy­słowe szybko zani­kają. W takim przy­padku nie ma innego wyj­ścia niż zakoń­cze­nie życia. Bez­bo­le­sne, ale zawsze zakoń­cze­nie.

-?Kor­po­ra­cja ma obo­wią­zek dokład­nie spraw­dzić każ­dego kan­dy­data. Jeśli są powody do nie­po­koju, musimy jasno je wska­zać -?oznaj­mia Minto. - Nawet jeśli to tylko okres przy­sto­so­wa­nia, jak suge­ru­jesz, w jego dossier są też inne sprawy wyma­ga­jące zba­da­nia.

Łagod­nie to ujęła. Uchi ma mnó­stwo wro­gów. Nie­któ­rzy pró­bo­wali go zabić. I nie są to wyłącz­nie poli­tyczni rywale albo rady­kalne duże zetki. Wielu uważa, że to on jest odpo­wie­dzialny za kata­strofę na Polu 93. Ale suk­ces jest nie­mal nie­prze­bitą tar­czą. Jeśli kon­tro­wer­sje, jakie ota­czały Uchiego, nie zdo­łały go dotąd powstrzy­mać, Isako wątpi, by mogła zna­leźć coś, co zwróci prze­ciwko niemu więk­szość rady i pre­zesa.

Spo­gląda na She­rae. Młod­sza super­kon­trak­torka wró­ciła na swe miej­sce po dru­giej stro­nie biurka i wle­piła wzrok w pod­łogę. Z jej twa­rzy nie spo­sób cze­go­kol­wiek wyczy­tać.

-?Ocze­kuję, że uży­jesz wszel­kich dostęp­nych środ­ków, by osią­gnąć cel - mówi Minto. -?OpSat udo­stępni ci nie­zbędne zasoby i udzieli pomocy, pod warun­kiem, że zacho­wasz dys­kre­cję i niczego nie ujaw­nisz. Jasne?

Klientka daje Isako carte blan­che. Kiedy dyrek­to­rzy chcą popeł­nić czyn wykra­cza­jący poza uznane zasady, zle­cają zada­nie kon­trak­to­rom. Jeśli misja zakoń­czy się nie­po­wo­dze­niem i wszystko wyj­dzie na jaw, bez trudu wykręcą się od odpo­wie­dzial­no­ści, mówiąc, że nie wydali takich roz­ka­zów i kon­trak­to­rzy prze­kro­czyli swe upraw­nie­nia, po czym po pro­stu unie­waż­niają kon­trakt.

Tak wła­śnie postąpi Minto, jeśli Isako spie­przy sprawę.

Ta zaś weź­mie na sie­bie odpo­wie­dzial­ność, zezna­jąc, że błęd­nie zro­zu­miała życze­nia klientki, a potem zre­zy­gnuje z pozwo­le­niem Agen­cji i odej­dzie na Pust­ko­wia, trzy­ma­jąc usta zamknięte. Agen­cja dopil­nuje, by w końcu ją pocho­wano, a rodzina po cichu otrzyma hojny pakiet.

Ale Isako nie zawie­dzie. Ma mnó­stwo doświad­cze­nia w takich spra­wach. Gdyby na­dal pra­co­wała dla Astro­komu i stała przed Pusz­czą Gre­ve­sem, chcia­łaby się dowie­dzieć wię­cej. Popro­si­łaby go o dodat­kowy kon­tekst, by lepiej zro­zu­mieć dale­ko­siężne cele klienta i sku­tecz­niej pra­co­wać na rzecz ich osią­gnię­cia. Sawanny Minto nie zna. Nie chciała jej poznać. Ni­gdy nie miała takiego zamiaru. Wie jed­nak wystar­cza­jąco wiele, by zabrać się do pracy.

-?Do zoba­cze­nia, dyrek­torko.

Kła­nia się i rusza ku wyj­ściu.

-?Isa.

Głos She­rae dociera do niej, nim zdąży odda­lić się zbyt­nio. Isako ogląda się i dostrzega w peł­nych życia, brą­zo­wych oczach byłej uczen­nicy wyraz prze­pro­sin.

Nikt nie lubi, gdy nie­przy­ja­ciel­scy kon­trak­to­rzy wtrą­cają się w jego sprawy, a Ławica Uchi nie sły­nie z wyro­zu­mia­ło­ści, nawet dla wła­snych eta­tow­ców. W innej sytu­acji Minto mogłaby zary­zy­ko­wać utratę super­kon­trak­torki, żeby osią­gnąć cel. Teraz nie musi tego robić. She­rae wie, że los uśmiech­nął się do niej.

Isako ma szczerą nadzieję, że młod­sza kobieta nie spró­buje jej dzię­ko­wać. To byłoby krę­pu­jące.

-?Powo­dze­nia -?mówi She­rae.

-?Jeśli nie możesz powstrzy­mać drże­nia rąk, nie doty­kaj wyzwa­la­cza do chwili, gdy się­gniesz po broń -?przy­po­mina jej Isako. -?Pamię­taj, by prze­ka­zać to swoim uczniom.

Opusz­cza fał­szywy raj Minto.