Ostatni kontrakt Isako - Fonda Lee

Reflow text when sidebars are open.
Standardowe umowy z licencjonowanymi kontraktorami można wystawiać na okres od minimum sześciu (6) tygodni do maksimum dziesięciu (10) lat. Ich warunki można renegocjować w chwili przedłużenia. Kontrakt można w dowolnej chwili unieważnić z uzasadnionych powodów. Szczegóły podano w sekcji 3 (c) (ii).
Kontrakty główne i wyłączne można zawierać z superkontraktorami. Kontrakt główny wystawia się na trzy (3) lata i można dwukrotnie przedłużać go o rok, do maksymalnie pięciu (5) lat. Kontrakt wyłączny można zaoferować po upływie pierwszego terminu kontraktu głównego. Pozostaje on w mocy do standardowego czasu przejścia w stan spoczynku (dodatek tablica 8). Posiadaczom kontraktu wyłącznego można w chwili przejścia w stan spoczynku przyznać status pełnych etatowców ze wszystkimi związanymi z tym premiami. Poza tym kontrakt wyłączny można zakończyć jedynie za obopólnym porozumieniem stron lub w przypadku, gdyby kontraktor został partnerem Agencji.
Podręcznik Agencji
Isako powinna już się zabrać do pracy, ale umówiła się z Mayą na obiad. Nie widziały się od wielu tygodni. Obie były zajęte. Maya zdawała egzaminy końcowe, a Isako przekazywała wyroki śmierci.
Będzie musiała wytłumaczyć córce, że postanowiła zrezygnować i zostało jej tylko dwadzieścia sześć dni, zanim podąży na Pustkowia za swym klientem. To nie jest rozmowa, na którą czekałaby z radością. Dojdzie do niej stanowczo za szybko. Nie czuje się przygotowana.
Jadąc samochodem, czyta listy rezygnacyjne.
Nie wszyscy je upubliczniają, ale większość rezygnujących pragnie się podzielić swymi ostatnimi myślami. Przeważająca ich część ma charakter osobisty -?wyrazy miłości i wdzięczności dla krewnych i współgniazdkowców, wskazówki dotyczące podziału pakietu oraz miejsca umieszczenia tabliczki. Isako czyta całość, ale te fragmenty tylko pobieżnie.
Zatrzymuje się na ostatnich linijkach. Uważa, że szacunek tego wymaga. Ostatnie słowa są ważne. Stanowią podsumowanie całego życia.
Szczególnie dobre słowa pożegnania zyskują publiczny podziw. Wydaje się je w zbiorach i umieszcza na tabliczkach upamiętniających. Wyrażone w nich uczucia chwytają za serce, pozwalają zajrzeć w duszę autora i ukazują prawdy, które może ujawnić jedynie spokojny, dojrzały umysł, pogodzony z bliskim kresem.
Pisarz Nabrzeże Sooyong ponoć poświęcił trzy lata na pisanie kolejnych wersji słów pożegnalnych, aż wreszcie zrezygnował z zadowoleniem, pewien, że stworzył swe najlepsze dzieło.
Życie jest słońcem
A śmierć gwiazdą północy
Oświetlają nam drogę do domu
Gdy podróżujemy przez niebiosa,
Cóż znaczy kilka kroków więcej?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
"Jebać Ziemię".
Ostatnie słowa kapitana Janusa Brady'ego, rok 44 o.Z.
Na liście etatowców, którym Przesmyk Isako ma wręczyć wypowiedzenie z pracy, są jeszcze dwa nazwiska.
Tylko dwa, dzięki wszystkim bogom ze Starej Ziemi, w których nie wierzy. Ma już serdecznie dość przekazywania zawiadomień i pełnienia funkcji czarnego charakteru, mimo że to wchodzi w jej zakres obowiązków, a ludzie o tym wiedzą i nienawidzą jej z tego powodu. Na tym etapie kariery powinna grać wygodną rolę mądrej i doświadczonej kobiety, otoczonej niekwestionowanym szacunkiem, lecz jednocześnie przyjemnie anonimowej.
Ale tak się nie dzieje.
Znajduje obu mężczyzn w spelunce położonej na północnym końcu Miejskiego Habitatu Wytrwałość, gdzie nie odszuka ich żaden z byłych współpracowników z Astrokomunikacji. Piją razem, pogrążeni w milczącym strachu. Gdy tylko wchodzi do baru Oxygn, jej nozdrza atakuje odór stęchłego piwa i liściowego dymu. Odruchowo rozgląda się w poszukiwaniu zagrożeń, ale nie czeka tu na nią zasadzka. Tylko kilkudziesięciu etatowców, którzy zbili się w małe grupki. Piją grzane piwo, rozmawiając ze sobą cicho. Kierują ku niej twarze, pozbawione zainteresowania do chwili, gdy ujrzą wyzwalacz przypięty do jej uda.
Kontraktorka.
Nie musi usłyszeć wypowiedzianego szeptem słowa, by wyczuć ich nerwową wrogość. W lepszych czasach pokiwaliby głowami na znak szacunku. Gdyby znajdowała się w okolicach Astrokomu, gdyby to był czas pokoju i ekspansji, zawołaliby ją po imieniu, zrobili dla niej miejsce przy barze i ktoś zaproponowałby, że postawi jej kolejkę, próbując się wkupić w jej łaski, być może nawet skłonić ją, by pochwaliła go przed szefem.
Ale teraz odwracają wzrok. Wojna się skończyła. Wszyscy wiedzą, po co tu przyszła.
Rosa Loren i Wilk Wyatt siedzą przy okrągłym stoliku z tyłu. Poznaje ich dzięki zdjęciom zamieszczonym w aktach. Zresztą pracują w dziale od wielu lat. Przyciąga krzesło do stolika, nie za blisko, i siada na jego brzegu, mocno opierając obie nogi na podłodze.
-?Wolicie to zrobić tutaj czy w jakimś bardziej prywatnym miejscu? - pyta profesjonalnym, lecz pełnym zrozumienia tonem. Cichym, ale stanowczym. To, co ich spotyka, nie jest ich winą, ale muszą zrozumieć, że nie da się tego odwrócić.
Loren, starszy mężczyzna o kędzierzawych włosach, spogląda na nią. Ma znużony wzrok i przekrwione oczy, ale nie widać w nich zaskoczenia.
-?Równie dobrze możemy zrobić to tutaj -?odpowiada, wzruszając ramionami. -?Co to ma za znaczenie?
Nawet nie próbuje ściszać głosu. Siedzący w pobliżu goście spoglądają z litością na ich stolik, ale Loren ich ignoruje. Zawsze taki był. Bezpośredni. Nieustępliwy. Nie bał się nazywać syfu po imieniu. Isako lubi go z tego powodu.
O Wilku Wyatcie nie wie zbyt wiele. Ma trzydzieści sześć lat, jest kawalerem i nie ma dzieci. Niski, ale muskularny. Podnosi ciężary, łyka białkowe suplementy i nosi obcisłe koszule, żeby to uwydatnić. Ponoć jest najlepszym futsalistą w całym dziale. Nawet grał kiedyś w Gwiazdach Astrokomu, w czasach, gdy ta drużyna była jeszcze coś warta. Isako słyszała, że jest świetnym współpracownikiem, jeśli ktoś potrafi się z nim dogadać, ale w przeciwnym razie potrafi być wredny.
Wyatt opiera się o blat i przeszywa Isako spojrzeniem gwałtownym jak nazwa jego gniazdka.
Nie rób tego, myśli kobieta. Nawet nie próbuj.
Wszyscy wiedzieliśmy, że to się wydarzy. Nie możemy zrobić nic poza zachowaniem godności.
Potrafi zauważyć, kiedy etatowiec dociera do granicy wytrzymałości, i jest bliski zrobienia czegoś głupiego. Podobne przeczucia mają ci, którzy pracują poza tarczą ochronną i potrafią wyczuć, że nadciąga sucha burza.
Zdejmuje kapelusz i rękawiczki, po czym kładzie je na stole. Gdy wypuszcza powietrze z płuc, nie widzi pary. Wiosna, nowy rok po siedmiu miesiącach zimy. Wreszcie zrobiło się na tyle ciepło, że czuje wszystkie palce u rąk i nóg, nawet w tych rejonach miejskiego habitatu, gdzie przydział ciepła jest niski. Wyciąga ekran z wewnętrznej kieszeni płaszcza i rozwija go na stole.
Najpierw przywołuje zawiadomienie dla Lorena.
-?Rosa Loren... -?zaczyna, nie zmieniając tonu głosu ani wyrazu twarzy - ...z żalem informuję cię, że twoja posada starszego...
Wyatt rzuca się do ataku.
Wybiera chwilę, gdy jej ręce są zajęte, a uwaga kieruje się na ekran i na drugiego mężczyznę. Zakłada, że Isako nie zdoła zareagować wystarczająco szybko i zdąży wbić w nią kosę, którą wyciągnął z rękawa.
Kobieta podrywa się błyskawicznie. Jej krzesło przewraca się na oparcie. Pamięć mięśniowa w jednej chwili przenosi ją z pasywnej pozycji siedzącej do dynamicznej pozycji czwartej, zwanej Przywitaniem Burzy. Pięta wysuniętej do tyłu nogi spoczywa pewnie na podłodze. Isako pochyla się nisko, schodząc z drogi atakującego. Ma stosunkowo wiele czasu na reakcję -?całą sekundę, a do tego dzieli ich stolik.
Kłębem lewej dłoni przesuwa do przodu blokadę wyzwalacza. To odruchowa reakcja, szybsza niż myśl. Śmiercionośny długi nóż wskakuje bezgłośnie w jej czekającą prawą dłoń. Czterdzieści osiem centymetrów wysokowęglowej akwilońskiej stali przesuwa się po wewnętrznej powierzchni przedramienia przeciwnika, przecinając ścięgna. Prowizoryczna broń wypada mu z palców. Potem Isako unosi swoje ostrze, kierując ją poniżej żeber etatowca.
Właściwie nie musi pchać. Pomaga jej impet mężczyzny. Klinga przebija mu serce. Isako dostrzega w jego twarzy strach i ból, a zarazem pełną dziwnego zaufania ulgę. Unosi dłonie i próbuje złapać kobietę za ramiona, gdy ona walczy z jego ciężarem. Jest niższy od niej i musi unieść głowę, by spojrzeć jej prosto w oczy.
-?Przepraszam -?szepcze.
Osuwa się na nią. Isako kładzie go delikatnie na podłogę i zamyka mu powieki. Wyciąga długi nóż i wyciera go czarną szmatką z mikrowłókna, którą zawsze nosi w wewnętrznej kieszeni czerwonego dwurzędowego płaszcza. Następnie chowa broń, nawet na nią nie patrząc. Przesuwa klingą po blokadzie wyzwalacza i wsuwa nóż do środka, aż rozlegnie się kliknięcie.
Wszyscy w knajpie wpatrują się z nienawiścią w jej plecy.
Przed chwilą ktoś próbował ją przeszyć zaostrzonym kawałkiem żelaza, ale to ją uważają za morderczynię. Ma ochotę odwrócić się i nazwać ich cholernymi hipokrytami. Wszyscy cieszą się, że padło na Wyatta, a nie na nich. Wybrał godne tchórza samobójstwo przez kontraktora i zmusił ją do przelania krwi, zamiast postąpić, jak trzeba, i pogodzić się z losem. W końcu to, co go spotkało, nie było niczyją winą.
Niemniej zajmuje się tym od dawna i świetnie wie, że opieprzanie etatowców nie zda się na nic. Z pewnością nie przestaną nią gardzić. Jest tylko posłańcem, ale tradycja zabijania posłańców jest bardzo stara.
Stawia kołnierz i wzywa Służby Habitatowe.
Lokal zaczyna się opróżniać. Nic nie psuje nastroju bardziej niż trup na podłodze.
Rosa Loren robi się blady jak letnie niebo, a na jego czole lśnią kropelki potu. Mimo to nie rusza się z miejsca. Spogląda na ciało towarzysza i ze smutkiem dopija resztkę piwa.
-?Próbowałem go przekonać, żeby tego nie robił.
-?Jestem ci wdzięczna. -?Isako stawia przewrócone krzesło i siada na nim w stanie zanshin, tak samo jak przedtem, na przednim brzegu siedzenia, mocno wsparta na obu nogach, z wyprostowanym kręgosłupem, wystarczająco daleko od stolika, żeby jej nie przeszkadzał, gdy będzie zmuszona szybko zareagować. Nie sądzi, by Loren miał czegoś spróbować, ale jest długonożowniczką i zawsze tak siada w miejscach publicznych. Gniazdkoojciec nauczył ją tego, kiedy była małą dziewczynką. - Wolałabym, by cię posłuchał, ale to nie twoja wina, że tego nie zrobił.
-?Czy wielu źle to przyjęło?
-?Tylko garstka.
Jedenastu z dwustu, wliczając Wyatta. Nie tak źle. W końcu nikt nie był wstrząśnięty wypowiedzeniami. Zawsze tak się dzieje, gdy dział przegrywa wojnę i przejmuje go konkurencja. Każdy, kto mógł załatwić sobie przeniesienie z Astrokomu, zrobił to już dawno. Ale Loren jest jak ona. Zbyt wiele czasu spędził w jednym miejscu, by szukać dla siebie nowego.
-?Do rzeczy -?mówi, wskazując niecierpliwie na ekran.
Isako wyciąga rękę i przesuwa go ku mężczyźnie. Zaczyna od nowa, chcąc wszystko zrobić tak, jak trzeba.
-?Rosa Loren, z żalem informuję cię, że twoja posada starszego technika łączności została zlikwidowana. Możesz być pewien, że tę decyzję podjęto po gruntownej analizie długoterminowych interesów Grupy Poszukiwań Gwiezdnego Domu oraz przyszłości ludzkiej kolonii na Akwilonie. Niestety, w tej chwili Korporacja nie może ci ofiarować żadnej posady zgodnej z twoim doświadczeniem i kwalifikacjami.
Loren nie odpowiada. Gapi się tylko na nią, słuchając jej słów. Isako czuje się paskudnie z tego powodu.
-?W nagrodę za wiele lat ciężkiej pracy i służby Korporacja jest gotowa zaoferować tobie i twojej rodzinie pakiet rezygnacyjny obejmujący równowartość trzyletniego wynagrodzenia z dodatkowymi premiami za długoletnią pracę i zasługi dla działu. Umowa zawiera wszystkie szczegóły. Jeśli ją zaakceptujesz, będziesz miał siedemdziesiąt osiem godzin na opuszczenie mieszkania w Korporacji. Jeśli postanowisz odmówić, twoje zatrudnienie zakończy się ze skutkiem natychmiastowym i wszelkie prawne zobowiązania między tobą a Korporacją utracą ważność. W imieniu prezesa oraz Rady Dyrektorów Grupy Poszukiwań Gwiezdnego Domu wyrażam uznanie za wykonaną przez ciebie pracę oraz wieloletnie poświęcenie dla naszej wspólnej wizji bardziej dostatniej i bezpiecznej przyszłości całego gatunku ludzkiego.
W tym punkcie kończy się jej tekst. Wygłaszała oficjalne frazesy Korporacji tak wiele razy, że jest pewna, że zna je lepiej niż pracownik Działu Zasobów Ludzkich, który je napisał.
Być może spowodował to wyraz spokojnego cierpienia widoczny na twarzy Lorena albo fakt, że jego córka i Maya chodziły na ten sam kurs tańca, gdy były małymi dziewczynkami, i Isako pamięta, jak podczas recitalu na zakończenie roku szkolnego śmiała się razem z nim w teatralnym foyer, z tego, jak marnują pieniądze. Niewykluczone też, że chodzi o leżącego na podłodze trupa Wyatta. Tak czy inaczej, Isako postanawia dodać coś od siebie.
-?Przykro mi, Loren. Naprawdę nie chciałam zobaczyć twojego nazwiska na tej liście.
Dlatego zostawiła go na sam koniec. Powtarzała sobie, że chce mu dać więcej czasu, ale w rzeczywistości po prostu przeciągała sprawę. Czekał na jej pojawienie się dobre kilka dni i zapewne było to raczej okrucieństwo niż przysługa.
O tym jednak nie wspomniała. I tak już powiedziała za dużo.
Kąciki jego ust opuszczają się niczym chleb opadający podczas pieczenia. Ma delikatną, kremową cerę etatowca wysokiej rangi, który spędził całe życie pod tarczą ochronną i nie ucierpiał z powodu gwałtownych wichrów i wiatru słonecznego. Jego głos jest jednak szorstki jak papier ścierny.
-?No wiesz, liczyłem na to, że Greves osobiście przekaże mi tę wiadomość. Myślałem, że zasłużyłem na to po trzydziestu ośmiu latach pracy w dziale. -?Prycha, pełen pogardy dla samego siebie. -?Byłem głupi, myśląc, że nie wyśle pierdolonej kontraktorki, jak wszyscy.
-?Na tym polega moja praca, Loren.
-?Na pewno masz mnóstwo roboty -?odpowiada z drwiącym uśmieszkiem.
-?To już nie potrwa długo.
Te słowa przypominają Isako, że jej również grozi czystka.
Z twarzy Lorena znika część gniewu. Przyciąga do siebie na wpół opróżniony przez Wyatta kufel. Czemu by nie? On już go nie dopije. Isako czuje nagłą ochotę zamówienia piwa dla siebie, ale nie sądzi, by jedyny pozostały w lokalu barman chciał ją obsłużyć. Mógłby nawet dodać do kufla truciznę.
Loren chichocze ponuro.
-?Ile masz lat, Isako?
-?Pięćdziesiąt.
Terrańskich pięćdziesiąt trzy, ale kto w dzisiejszych czasach używa niezbyt pochlebnego kalendarza ojczystej planety?
-?Ja mam sześćdziesiąt trzy -?odpowiada pozbawionym wyrazu głosem. Zostały mu tylko dwa lata do sponsorowanej przez Korporację emerytury. - Całe życie przepracowałem w Astrokomunikacji. Mój ojciec żył tak samo. Moi przodkowie byli technikami Astrokomu na Wielkich Statkach. Nie mam żadnych umiejętności, jakich mogłyby potrzebować inne działy, i jestem stanowczo za stary, żeby opanować nowe. Jakie miałbym szanse jako freelancer? Nie przetrwałbym nawet roku.
Isako nie spiera się z nim.
-?Swoją drogą, Wyatt nie miał do ciebie pretensji -?kontynuuje Loren. - Mówił, że jesteś starą twardzielką, i zdziwiłby się, gdyby udało mu się cię zaskoczyć. Ale i tak miał zamiar spróbować. Bo w końcu co miał do stracenia? Wolał zginąć w walce, a gdyby udało mu się cię załatwić, to przynajmniej byłoby jednego krwiożerczego traka mniej. Tak na to patrzył.
To smutna, pokrętna logika. Etatowcy woleli nie pamiętać, że kontraktorów można szybko zastąpić. Gdyby Isako zginęła, Wyatt i tak otrzymałby wypowiedzenie. Po prostu dostarczyłby mu je ktoś inny.
-?Ale ty jesteś innego zdania -?zauważyła.
-?Muszę myśleć o rodzinie -?odparł. Wcześniej przeszywał Isako pełnym złości spojrzeniem, ale teraz tylko mruga i odwraca wzrok. Jego głos przybiera ochrypły ton, jakby ścisnęło go w gardle. -?Moja mała Tessa pod koniec roku urodzi dziecko. To będzie mój pierwszy wnuczek. No wiesz, czas szybko leci. Wydaje się, że jeszcze wczoraj biegała w pieluszce. Ty też masz córkę, prawda?
-?Tak. Przez rok chodziła z Tessą na kurs tańca.
-?To prawda. Teraz sobie przypominam. -?Jego twarz przybiera weselszy wyraz. -?Minęło już tyle czasu. Tessa szybko przestała się interesować tańcem.
-?Maya również.
-?Przerzuciła się na bieganie. Była w tym naprawdę dobra. Mistrzyni trzech działów na czterysta i osiemset metrów. Mówi, że dziecko kopie tak mocno, że z pewnością również będzie biegało. -?Jego spojrzenie wyraźnie łagodnieje. Loren sprawia wrażenie, że chciałby się jeszcze trochę pochwalić, być może nawet zapytać Isako o córkę, ale potem przypomina sobie, gdzie jest i dlaczego się tu spotkali.
Siada prosto i znowu mruga, by odgonić wspomnienia. Zamyka usta, jakby zatrzasnął ciężkie drzwi.
-?Widzę, że Tessa wyrosła na nadzwyczajną kobietę -?mówi Isako.
To również jest część jej pracy. Czasami musi użyć długiego noża, a w innych przypadkach siedzieć i słuchać. Używać odpowiednich słów, by pomóc rozmówcom wziąć na siebie odpowiedzialność. Sztuka WWE - wypowiedzenia, wyrejestrowania i eksmisji -?jest tylko jedną z wielu, jakie musi opanować dobry kontraktor, ale ma wielkie znaczenie, ponieważ tak się pechowo składa, że to pierwsze, co przychodzi do głowy wielu etatowcom, gdy myślą o trakach.
-?Chcę postąpić, jak trzeba -?kontynuuje Loren. -?Nie stanę się jednym z tych żałosnych wyrzutków, którzy kradną albo żebrzą o kwity. Nie będę zużywał tlenu i wody, które już mi się nie należą. Chcę, żeby dzieci Tessy miały tabliczkę upamiętniającą, którą będą mogły odwiedzać i z której będą dumne. -?Unosi głowę i patrzy Isako prosto w oczy. - Wybieram rezygnację.
Isako pochyla głowę w geście uznania.
-?Dziękuję za dar, jaki nam ofiarujesz.
Loren przewija obraz na ekranie aż do samego końca i unosi palec nad miejscem na biosygnaturę.
-?Nie muszę czytać wszystkiego, prawda? To standardowe wypowiedzenie? Powiedziałabyś mi, gdyby było inaczej?
-?Zgadza się -?zapewnia. -?Wszystko dostanie Tessa i jej rodzina.
Odwraca wzrok, by dać Lorenowi choć trochę prywatności w chwili, gdy dotknie palcem ekranu.
-?To chyba wystarczy. -?W jego głosie słyszy się ciężar ostateczności, ale poza tym brzmi dziarsko, niemal niecierpliwie. -?Kiedy odejdą wszyscy?
Isako chowa ekran do kieszeni.
-?W dzień bez pracy przy Luku Wschodnim zbierze się około dwunastu osób. Niektórzy chcą odejść razem, a inni wolą być sami.
-?Przyjdziesz tam?
Zaskakuje ją jego płaczliwy ton. Nie chodzi o to, że Loren ukrywa strach pod maską stoicyzmu. Wszyscy to robią. Ale on przynajmniej jej nie nienawidzi. Dziwi ją, jak wiele to dla niej znaczy.
Po raz pierwszy uśmiecha się do Lorena. Mówiono jej, że kiedy to robi, wygląda młodziej. Szkoda, bo w dwóch ostatnich tygodniach miała bardzo niewiele powodów do uśmiechu. Wreszcie może przez moment odpocząć. Zachwyca ją ta perspektywa.
-?Przyjdę -?zapewnia. Może zrobić przynajmniej tyle.
Zawsze lubiła Rosę Lorena. Teraz również go szanuje i mu zazdrości. On przynajmniej wie. Wreszcie może się uspokoić. Pozostały mu jedynie przygotowania. Isako nie może tego powiedzieć o sobie.
Podobnie jak Loren, ona również zapuściła korzenie w organizacji Grevesa. Jeśli jej klient zostanie przeniesiony na inne miejsce w Korporacji, Isako podąży za nim. Jeśli nie, wkrótce znajdzie się w tej samej sytuacji, co Loren. Ale jej nikt nie wręczy wypowiedzenia. Kontraktorom nie przysługują pakiety pożegnalne. Otrzyma tylko bezosobową wiadomość, że jej usługi nie są już potrzebne i kontrakt unieważniono.
Do Oxygn wchodzi dwóch pracowników Służb Habitatowych, noszących pomarańczowe parki. Zaczynają wkładać do worka ciało Wilka Wyatta. Isako nie ma ochoty się temu przyglądać. Sięga po kapelusz i wciąga rękawiczki. Palce znowu jej zmarzły. Gdy wstaje, jej zesztywniałe kolana przeszywa ukłucie bólu.
Loren wyciąga rękę, ale powstrzymuje się przed złapaniem za rękaw jej płaszcza.
-?W sumie cieszę się, że to byłaś ty. -?Jego zaczerwienione oczy spoglądają na nią przez żółtawe chmury liściowego dymu. -?Jesteś kontraktorką, ale nadal masz serce, Isako. No wiesz, to rzadkość.
Isako nie odpowiada. Wychodzi z lokalu i zatrzymuje się na chodniku. Twarz boli ją od suchego powietrza. Łączy się z klientem.
-?Zrobione. Gdzie jesteś?
Przez moment panuje cisza.
-?W Obserwatorium -?odpowiada wreszcie Greves.
Kopuła na szczycie kwatery głównej Astrokomu jest najstarszym obserwatorium na planecie. Z praktycznego punktu widzenia stało się ono bezużyteczne z uwagi na zanieczyszczenie świetlne miejskiego habitatu, zniekształcenia wywołane przez tarczę ochronną oraz fakt, że w wysoko położonych punktach na obu kontynentach Akwilona wybudowano już kilkanaście nowszych, większych teleskopów. Obserwatorium ma jednak znaczenie historyczne. Zbudowali je Założyciele i jego potężne oko jest skierowane ku gwieździe, wokół której krąży Ziemia. W tamtych czasach ludzi obchodziło jeszcze, skąd przybyli ich przodkowie.
Muzeum nadal odwiedzają szkolne wycieczki, ale w tej chwili świeci pustkami. Jest tu tylko samotny mężczyzna w czarnej budrysówce. Wspiera się o barierę otaczającą antyczny teleskop i gapi się w zamyśleniu na pas czarnego nieba widoczny za na wpół otwartą kopułą.
-?To ja powinienem był to zrobić.
Jego głos niesie się echem w pustce.
-?W żadnym wypadku.
Lepiej nie myśleć, co by się stało, gdyby Wyatt spróbował zabić Grevesa, a nie ją. Etatowcy często źle przyjmują wypowiedzenie. Dlatego wszyscy dyrektorzy wynajmują kontraktorów do WWE.
Ale Greves nie przypomina innych dyrektorów. Mógłby naprawdę spróbować własnoręcznie dostarczyć wypowiedzenia, gdyby Isako natychmiast nie wybiła mu tego z głowy. Skutecznie broniła swego klienta podczas trzyletniej, męczącej wojny między działami i nie zamierzała pozwolić, by zabił go rozgniewany etatowiec, tylko dlatego, że Greves zapragnął w chwili porażki potraktować po ludzku swych pracowników.
Właśnie takie odruchy czynią go przywódcą, dla którego chce się pracować.
-?Słusznie czują się skrzywdzeni. Obiecałem im nową erę badań kosmosu przez Korporację i wzrost Astrokomu. Moja klęska nie mogłaby być bardziej spektakularna.
Isako staje przy nim, ale nie patrzy na pełne gwiazd niebo.
-?Wierzyłeś w swe obietnice i wielu ludzi w Korporacji również w nie uwierzyło. Fakt, że prezes i Rada Dyrektorów nie udzielili nam poparcia, niczego tu nie zmienia. Zrobiliśmy wszystko, co leżało w naszej mocy.
-?To prawda.
Odsuwa się od barierki. Nawet gdy wyprostuje się na pełną wysokość, jest od niej o głowę niższy. Dziwnie wyglądają razem. Kontrast między nimi jest uderzający, nie tylko pod względem fizycznym. Greves jest krępy, przystojny i ma jasne włosy. Niedostatek wzrostu nadrabia dynamiczną charyzmą, efekciarstwem, sprytem oraz ambitnymi marzeniami. Być może to kompleks Napoleona. W jego przypadku okazuje się skuteczny. Gdy tylko zaczyna mówić o jakiejś wielkiej idei, niemalże zrywa się z krzesła i wymachuje rękami, zarażając wszystkich szalonym entuzjazmem. Ma pięćdziesiąt siedem lat i jest jednym z najmłodszych dyrektorów w Korporacji.
Siedem lat od niego młodsza Isako jest bardzo stara jak na kontraktorkę.
Greves uśmiecha się do niej blado.
-?Nie mielibyśmy nawet najmniejszych szans, gdyby nie najlepsza superkontraktorka na planecie. Jesteś prawdziwą profesjonalistką, Isako. Nie mógłbym cię prosić o więcej.
Nie jest na tyle skromna, by temu zaprzeczyć.
Są kontraktorzy i są superkontraktorzy.
To najlepsi z najlepszych. Elita czarnych odznak. Na stu szeregowych kontraktorów przypada dziesięciu wykwalifikowanych. Na stu wykwalifikowanych jeden superkontraktor.
Najlepsi z nich potrafią rozwiązywać równania w głowie, udzielać się na eleganckich galach i zabijać ludzi na kilkanaście różnych sposobów. Mogą być strategami, szefami sztabu, strażnikami osobistymi albo specjalistami od dyplomacji -?cokolwiek okaże się potrzebne. Mózg i mięśnie w jednym. Ich usługi są drogie. Agencja przyznaje tylko ograniczoną liczbę licencji. Wybiera ich i szkoli już od szesnastego roku życia. Daje im długie noże, uczy wszystkich sekretów biznesu i wpaja niezachwianą odwagę.
Klientów, którzy drogo płacą za ich usługi, trudno zadowolić. Są wśród nich najbogatsi i najpotężniejsi dyrektorzy oraz najlepsi wicedyrektorzy, którzy zrobiliby wszystko, żeby zdobyć przewagę. To superkontraktorzy im ją zapewniają. Tylko jeden może służyć danemu klientowi. Tak mówią zasady Korporacji.
Kiedy wybuchła wojna między Astrokomunikacją a Operacjami Satelitarnymi, Isako zrobiła wszystko, co tylko mogła, by zapewnić zwycięstwo Grevesowi. Starała się przekonać do jego wizji Słodkie Morze, ślęczała się nad raportami i prezentacjami, urządzała spotkania. Organizowała ataki obnażające słabe punkty systemów i zakładów OpSatu. Broniła Astrokomu przed kontratakami. Umieszczała agentów i sabotażystów w nieprzyjacielskich szeregach. Wykryła trzech techników Astrokomu, szpiegujących na rzecz OpSatu. Wynajmowała ludzi, którzy mieli przekupywać, szantażować albo zniesławiać kierownictwo przeciwnika, a jednocześnie broniła wewnętrznego kręgu Grevesa i zabiegała o wsparcie oraz sojuszników w innych działach. Wysyłała swego klienta na wizyty mające wzmocnić morale działu i zainspirować etatowców. Podczas trzech lat wojny dwukrotnie omal jej nie zabito.
Ale w końcu wszystko to zdało się na nic.
-?Najbardziej wkurza mnie fakt, że walczyliśmy z innymi zwolennikami reunifikacji -?oznajmia z goryczą Greves. -?Prezes pragnął jedności, a my nie mogliśmy osiągnąć jej drogą pokojową, więc rozdarliśmy się na strzępy. Terraformiści musieli tylko czekać, przyglądać się i rosnąć w siłę. Słyszałaś, kogo mają przyjąć do Rady Dyrektorów?
-?Kto o tym nie słyszał?
Wieści rozeszły się już po całej korposieci, zaćmiewając nawet rozstrzygnięcie wojny między Astrokomem a OpSatem.
-?Ławicę Uchiego, oczywiście. -?Greves wywarkuje to nazwisko, jakby było przekleństwem.
Nie jest zaskoczeniem, że elegancki, siedemdziesięcioletni złoty chłopak z ruchu terraformistów szybko trafił do kierownictwa Korporacji. Był jedną z dwóch najgłośniejszych wschodzących gwiazd konfliktu między "Ziemią" a "ziemią". Nazwiska Puszczy Grevesa i Ławicy Uchiego często wypowiadało się jednym tchem.
Przynajmniej do tej pory.
-?Korporacja rzeczywiście zeszła na manowce i wpadła w ręce małych zetek. -?Greves mocno zaciska dłonie na barierce. -?Obawiam się, że czekają nas ciężkie czasy, Isa.
-?Polityczny wiatr zawsze jest zmienny -?zauważa Isako. -?Terraformiści są w tej chwili na fali, ale możemy nadrobić straty, jeśli dobrze to rozegramy i zadbamy o to, żebyś zdobył odpowiednią pozycję.
-?A jak zamierzasz to osiągnąć, moja superkontraktorko?
-?Poproś o stanowisko wicedyrektora w OpSacie. Całuj tyłki i zachowuj się uniżenie, jeśli okaże się to niezbędne. Sawanna Minto jest stara. Za dwadzieścia lat będzie na wylocie, a to otworzy przed tobą szansę zostania dyrektorem.
Na twarzy Grevesa pojawia się drwiący uśmieszek.
-?Musiałbym zacząć od degradacji i pracy dla tej, która mnie pokonała.
-?Tylko tymczasowo. W końcu wróciłbyś na szczyt. O ile zachowasz cierpliwość.
-?A ty nie miałabyś nic przeciwko temu? Nie umawiałaś się na pracę dla pokonanego wicedyrektora. Cholera, na takim stanowisku zapewne nie byłoby mnie stać na usługi superkontraktora.
-?Nieważne. Kontrakt wyłączny to kontrakt wyłączny. Pójdę za tobą wszędzie.
Mówi szczerze. Greves to najlepszy klient, jakiego kiedykolwiek miała. Po trzech latach współpracy zaproponował jej dożywotni kontrakt. Poprosiła o dwadzieścia sześć godzin na zastanowienie. Odpowiedział, że da jej cały tydzień.
Wróciła do domu, przespała się z tym, a rano oznajmiła mu, że się zgadza. To było dziewięć lat temu. Nie miała wtedy trudności z dożywotnim związaniem się z jednym klientem. Bardzo wielu superkontraktorów marzy o kontrakcie wyłącznym, ale tylko nielicznym udaje się zawrzeć taką umowę z klientem, którego lubią i szanują, a tym bardziej z kimś, przed kim otwierała się ścieżka kariery w Korporacji.
Okazało się jednak, że ta ongiś obiecująca droga prowadzi w dół. Niemniej Kodeks Świadczenia Usług Klientom równie dobrze mógłby być przysięgą małżeńską. Służyć znaczy żyć. A żyć znaczy umrzeć. Innymi słowy na dobre i na złe, przez triumfy i klęski, dopóki śmierć nas nie rozłączy.
Isako umrze znacznie wcześniej niż on. Greves znajdzie sobie nowego superkontraktora. Jest jednak przekonana, że ma przed sobą jeszcze kilka dobrych lat. Przynajmniej do chwili, gdy kolana odmówią jej posłuszeństwa.
Greves raz jeszcze spogląda na niebo, a potem naciska guzik zamykający kopułę obserwatorium. Szczelina zasuwa się powoli, zasłaniając gwiazdy.
-?Zastanowię się nad twoją radą.
-?Masz jakieś informacje od Słodkiego Morza? Coś, co sugerowałoby, jak postąpią?
Istnieje nawet możliwość, że Greves nie zostanie zdegradowany, ale po prostu zwolniony, jak dwustu pracowników Astrokomu, którym Isako przekazała zawiadomienia. Uważa, że to mało prawdopodobne. Jest za młody, ma wielki potencjał i sporo ważnych osób go lubi. Niemniej nie można tego wykluczyć.
W takim przypadku oboje będą mieli przesrane.
Gdyby miało do tego dojść, wolałaby otrzymać ostrzeżenie.
Greves kręci głową.
-?Powinienem był wynająć cię i dać ci białą odznakę, kiedy jeszcze miałem taką możliwość. Wybacz, Isa.
-?Nie musisz mnie przepraszać.
Nie przyjęłaby takiej propozycji, nawet gdyby Rada Dyrektorów nie zakazała Astrokomowi i OpSatowi wynajmowania nowych pracowników na czas wojny. Etatowcom nie pozwalano nosić broni, a tym bardziej wykonywać nieoficjalnych zadań. Od tego byli kontraktorzy.
-?Byłam ci potrzebna jako superkontraktorka -?przypomina mu.
-?Nadal cię potrzebuję. Przekazanie tych zawiadomień ludziom, których znałaś od lat, musiało być kurewsko nieprzyjemne, ale ty się nawet nie skarżyłaś.
Co by mi dały skargi? -?zastanawia się.
Zmarnowałaby tylko energię, tak jak etatowcy w Oxygn, oskarżający ją o śmierć Wyatta. Z pewnością nie pomoże klientowi, użalając się nad sobą. Zawsze żyła w zgodzie z Kodeksem. Nie ma żadnego wpływu na decyzje podejmowane na górze, ale może przynajmniej do końca zachować profesjonalizm.
-?Ostatni, którzy zaakceptowali rezygnację, zrobią to w dzień bez pracy przy Luku Wschodnim -?oznajmia. -?Mówię to na wypadek, gdybyś zechciał przyjść.
Greves się krzywi.
-?Nie sądzę, bym tym razem to zrobił.
Nie może mieć do niego pretensji. Pracowali razem dwanaście lat i nigdy dotąd nie widziała, by porażka tak go przygnębiła i by ogarnął go równie głęboki pesymizm. Liczyła na bardziej pozytywną reakcję na jej sugestię akceptacji podrzędnej roli, która z czasem pozwoliłaby mu wspiąć się z powrotem na szczyt. Być może jednak prosiła o zbyt wiele. Może było za wcześnie. Musi dać mu czas na żałobę po zniszczeniu jego działu i klęsce marzeń.
-?Zastanów się nad tym -?nalega. -?Praca w OpSacie może być dla ciebie szansą.
Nad ich głowami znika ostatnia gwiazda.
-?Weź sobie kilka dni wolnego, Isa -?sugeruje Greves. -?Jeśli ktokolwiek na to zasługuje, to z pewnością ty.
Choć nad nami panuje zima, nie popadajcie w rozpacz, albowiem Matka na dole obiecuje wiosnę. Ci, którzy odeszli z tego życia, czekają spokojnie w jej współczujących objęciach. Wiedzcie, że gdy nasza wiara skruszy jej łańcuchy, wszyscy wrócą do życia i będzie to radosna chwila, wszyscy bowiem będą pili niebiańską wodę i kroczyli po zielonych polach.
Święta księga Sefy
Jest dzień bez pracy. Świt wstaje chłodny i rześki. Niebo ma blady, niebieskoszary odcień, kojarzący się z twardówką oka anemika.
Isako stoi na platformie dla widzów na wieży strażniczej Luku Wschodniego. Towarzyszy jej około stu osób, które przyszły zobaczyć, jak ich przyjaciele i bliscy opuszczają Wytrwałość. Panuje tu tłok. Poranek w dzień bez pracy to najlepszy czas na rezygnację. Wszyscy będą mieli cały dzień na to, żeby uporać się ze swoimi uczuciami, nim zacznie się nowy tydzień. Isako poznaje wielu ludzi tłoczących się przy barierze, ale wokół niej jest pusto. Nikt nie chce się zbliżać do tej, która przynosi śmierć.
Nie ma nic przeciwko temu. Nawet jeśli zna się etatowców, lepiej trzymać się od nich na dystans. To ułatwia wszystkim sprawę w chwilach takich jak ta.
Poznaje córkę Lorena po kędzierzawych włosach i ciążowym brzuchu. Za nią i po obu jej stronach zebrała się grupka ludzi. Trzymają ją za ręce. Isako zastanawia się, czy nie podejść do niej, by zamienić kilka słów, ale postanawia, że tego nie zrobi. To jest publiczne miejsce, ale chwila przeznaczona wyłącznie dla nich. Nie ma prawa uczestniczyć w ich żalu ani dumie.
Jej zdaniem Luk Wschodni jest najprzyjemniejszą ze wszystkich bram miejskiego habitatu. W Luku Południowym przeszkodę stanowi intensywny ruch autobusów dowożących do pracy etatowców. Kapłani czyśćcowców przy Luku Północnym są bardzo natarczywi i napastują wszystkich przechodniów, domagając się od nich wyznania grzechów. Luk Zachodni jest budzącym podziw zabytkiem. Na pomniku z czarnego bazaltu wyryto nazwiska wszystkich Założycieli kolonii. Obok umieszczono skalną płytę upamiętniającą zagładę Dobrobytu. Wspaniałe miejsce, ale zimne.
Luk Wschodni jest pogodny. Biegnąca przez krąg publicznego parku droga prowadzi do szerokiego, wyłożonego kamiennymi płytami bulwaru obsadzonego cennymi brzozami białymi. Zaczynają się już na nich pojawiać blade pączki liści. Milczący pielgrzymi zamiatają każdy fragment drogi, a na piedestale u jej końca stoi marmurowy posąg Matki w Łańcuchach. Bogini obdarza wszystkich przechodniów błogim uśmiechem, zapraszając ich do Oczekiwania. Isako nie zalicza się do wyznawców Sefy, ale lubi otaczającą statuę aurę łagodności. Gdy dla niej nadejdzie chwila rezygnacji, wybierze to wyjście.
Zza horyzontu na zachodzie wyłania się słońce. Isako zwraca się w jego stronę, by nacieszyć się łagodnym światłem padającym na twarz. Zgodnie z sugestią Grevesa wzięła sobie trochę wolnego. Z pewnością potrzebowała odpoczynku. Dwa dni poświęciła na nadrobienie braku snu, sprzątanie mieszkania oraz fizjoćwiczenia pomagające na kolana. Chciała odwiedzić dom, ale Maya będzie miała wolne dopiero jutro po południu.
Prędzej czy później przekona się, jakie decyzje podjęto na górze w sprawie pozostałości po Astrokomie. Na oficjalnych kanałach korposieci nie znalazła żadnych nowych informacji. Dominującym tematem nadal jest zgłoszenie kandydatury Ławicy Uchiego na członka Rady Dyrektorów.
Isako zna superkontraktora, który służy Uchiemu. Całkiem niedawno był jej uczniem. Stojąc na wieży strażniczej, wysyła mu wiadomość.
Martim, nie widzieliśmy się już od dawna, ale chciałam ci pogratulować. Twój klient wkrótce zostanie członkiem rady. To wielkie osiągnięcie. Zasłużyłeś na to. Mam nadzieję, że ćwiczysz władanie długim nożem. Wiem, że jestem ci winna spotkanie. Zawiadom mnie, gdy będziesz miał wolną chwilę.
Nie spodziewa się szybkiej odpowiedzi. Przed Martimem otwiera się długa, promienna przyszłość, a przed nią jest teraz tylko coraz węższy tunel. Wyszkoleni przez nią mężczyźni i kobiety już ją prześcignęli. Musiało się tak stać. To była wyłącznie kwestia czasu. Po prostu nie spodziewała się, że to wydarzy się tak szybko.
Z powrotem zwraca się w stronę bramy. Za drogocenną tarczą ochronną, utrzymującą powietrze i ciepło wewnątrz miejskiego habitatu, tak daleko, jak okiem sięgnąć ciągną się Pustkowia, odstręczający krajobraz ubitego żwiru pokrywającego wieczną zmarzlinę. W miejscach, gdzie między kamieniami zebrała się odrobina wilgoci, lśni warstewka lodu. Choć w uboższych częściach Wytrwałości bywa bardzo zimno, nie sposób tego porównywać z warunkami panującymi na zewnątrz, gdzie przeciętna temperatura wynosi minus czterdzieści stopni Celsjusza. Zimą suche burze smagają ziemię wiatrami dmącymi z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę.
Gdy przed pięciuset laty przybyli tu Założyciele w Wielkich Statkach, nadali bezlitośnie zimnej i jałowej skalistej planecie nazwę Akwilon, na cześć rzymskiego boga zimy.
Z wysokiej wieży strażniczej można jednak zauważyć, że otaczająca ich tundra nie jest całkowicie pozbawiona życia. Z nadejściem wiosny pojawiają się tam pustynne porosty, pokrywające jałowy teren brązowozielonymi plamami, które z każdym rokiem stają się coraz większe. Podczas krótkich tygodni lata zakwitają skalnice i karmnik ościsty, pstrząc powierzchnię skupiskami fioletu, żółci i bieli. W ostatnich latach dostrzega się też odporne turzyce oraz trawy. W ślad za meszkami i ryjkowcami, pierwszymi owadzimi kolonistami, pojawiają się muchy i chrząszcze. Stary ojciec Akwilon, uparty i bezlitosny, ustępuje powoli, ale niepowstrzymanie, przed naciskiem Korporacji obiecującej sterraformowany świat.
Tu i ówdzie pośród porostów i skał dostrzega się plamy jaskrawego błękitu.
Na dachu biurowca naprzeciwko wieży strażniczej wyświetla się kluczowy wskaźnik efektywności Korporacji, a także najnowsze wiadomości oraz komunikaty.
Poziom tlenu w atmosferze: 12,576% +0,11... Ciśnienie atmosferyczne: 55,6 kPa +0,003... Średnia globalna temperatura powierzchniowa: -38,2°C +0,09... Wprowadzone gatunki: 152 +7... Ceny wody wzrosną o 2%, poczynając od 500.6.1.0800... Lód Kontynentu Północnego awansuje do finału Pucharu Wszystkich Działów... Przyczyń się do ocieplenia planety, przejdź na napęd spalinowy!
-?Z każdą chwilą zbliżamy się do celu.
Prezes zawsze to powtarza podczas noworocznych przemówień. Isako widziała kiedyś serię kolejno wyświetlanych zdjęć, pokazujących okolice Wytrwałości od czasów Założycieli aż do dziś. Przypomina to mikroskopowy obraz rozrostu grzyba -?z pozoru coś prymitywnego, lecz w rzeczywistości niezmiernie skomplikowanego. Życie nieustępliwie szerzy się w nieprzyjaznym środowisku. To widoczny dowód rozrostu. W ciągu pięciuset lat zaszły spektakularne zmiany, lecz każdy krok wymaga straszliwego wysiłku.
Isako przez wiele lat wspierała cele dużych zetek. Wierzyła w wizję powrotu do gwiazd głoszoną przez Grevesa, czy raczej w samego jej głosiciela. Rozumiała jednak, dlaczego dla niektórych, zwłaszcza dla gorliwych wyznawców Sefy, jakimi są małe zetki, obietnica terraformowania jest świętością. Możliwość, że Maya i przyszłe pokolenia będą żyły w cieplejszym, lepszym świecie, sprawia, że niedostępne Pustkowia zdają się raczej początkiem niż nieuniknionym końcem.
Wśród czekających na platformie świadków zaczyna się poruszenie. Czternastu pracowników Astrokomu przybywa razem windą, po wykąpaniu i ubraniu przez strażników bramy. Witają ich pełne szacunku brawa. Isako poznaje twarze mężczyzn i kobiet, którym niedawno wręczyła wypowiedzenia. Świeże wspomnienia nerwowych, smutnych rozmów łączą się w zamazaną całość niczym listewki składanego wachlarza.
Kieruje spojrzenie na Rosę Lorena, ponieważ z nim rozmawiała na końcu. Mężczyzna kroczy z miarową determinacją blisko początku grupy, prowadząc procesję etatowców odzianych w niebieskie szaty o barwie zbyt jaskrawej, by można ją było znaleźć w naturze. Ich pożegnalna parada jest kolorową plamą na tle białego bulwaru i szarych Pustkowi.
Isako czuje nagły ucisk w gardle, gdy rezygnujący zatrzymują się przed tarczą i odwracają, by pomachać na pożegnanie obserwującym ich przyjaciołom oraz rodzinom. Tessa macha do nich intensywniej niż ktokolwiek inny i przesyła ojcu całusy. Jej oczy lśnią, a po policzkach spływają łzy.
Isako widziała już bardzo wiele rezygnacji. Wszystkie przypominały jej o pierwszej, której świadkiem była w wieku trzynastu lat. Gniazdkoojciec nie obejrzał się na nią. Nawet nie rezygnował w grupie. Odszedł sam, po południu w zwykły, roboczy dzień księżyca, gdy większość ludzi była w pracy. Przyszło tylko sześć osób, łącznie z Isako. Przesmyk Akio był najlepszym długonożownikiem w całej Korporacji i gdy jego ostatni kontrakt się skończył, a artretyzm nie pozwalał mu już władać bronią, doszedł do wniosku, że pora z tym kończyć.
-?Wprawa ułatwia wszystko -?wyjaśnił jej. -?Superkontraktorzy ćwiczą umieranie, tak samo jak siedzenie w stanie zanshin i wyciąganie noża z wyzwalacza. Rezygnacji nie trzeba się bać. Koniec życia to po prostu jeden z jego elementów.
Na ścianie pokoju jej gniazdkoojca namalowano mural przedstawiający Założycieli Dobrobytu i Wytrwałości. Zawsze powtarzał, że to byli wielcy ludzie o silnych przekonaniach. Gdy los kolonii wisiał na cieniutkim włosku, dali wszystkim przykład altruizmu. To oni zapoczątkowali tradycję odchodzenia z godnością, by nie marnować zasobów, mających kluczowe znaczenie dla przetrwania społeczności.
-?To, co zrobili, wymagało odwagi, ponieważ byli pierwsi -?wytłumaczył gniazdkocórce Akio. -?Nie było wtedy takiego zwyczaju. My tylko podążamy ich śladem. To dla nas przywilej.
W pobliżu tarczy dzieje się coś nieoczekiwanego. Widzowie wychylają się przez barierki platformy. Mija krótka chwila, nim Isako z niedowierzaniem rozpoznaje samotną postać, która zbliża się bulwarem i dołącza do Lorena oraz pozostałych.
To Puszcza Greves.
Isako cofa się gwałtownie. Co, do cholery, robi tu jej klient?
Powiedział, że nie przyjdzie obejrzeć rezygnacji. W przeciwnym razie z pewnością byliby tu ochroniarze i elektroniczne urządzenia monitorujące. Isako cały czas trzymałaby się blisko niego, uzbrojona w długi nóż. Greves, z którego winy dwustu ludzi straciło pracę. Zdesperowani freelancerzy, rozgniewani krewni, skorzy do przemocy antykorporacyjni agitatorzy, każdy z nich mógłby dokonać zamachu na niego. Isako czuje się odpowiedzialna za bezpieczeństwo klienta, ale teraz stoi na szczycie wieży, za daleko, by mogła cokolwiek zrobić.
-?Niech to szlag -?syczy pod nosem. -?Co ten skurczybyk wyprawia?
Greves dociera do grupki ludzi. Ściska wszystkim dłonie i zaczyna z nimi rozmawiać. Wspiera dłoń na ramieniu Lorena, a innego mężczyznę klepie po plecach. Uśmiecha się i mówi coś do jakiejś starej kobiety. Jego ciemny strój mocno kontrastuje z jaskrawoniebieskimi szatami.
Isako przepycha się przez tłum i biegnie ku schodom, lecz nagle słyszy głos Grevesa i staje jak wryta.
-?Obywatele Wytrwałości.
Jego wzmocnione słowa niosą się echem po okolicy.
Isako odwraca się błyskawicznie. Jak udało mu się wejść do sieci audio-wideo? Czy słychać go w całym miejskim habitacie? I nawet jej o tym nie zawiadomił?
-?Od chwili, gdy nasi przodkowie dotarli tu w Wielkich Statkach, Astrokomunikacja była głosem łączącym nas z niebem.
Dyrektor odsuwa się od etatowców i stoi sam przed bramą tarczy ochronnej, by kamery miejskiego habitatu mogły go łatwiej uchwycić.
-?Nie ma znaczenia, że kosmos milczy. Nie ma znaczenia, że nasze sygnały pozostają bez odpowiedzi. Wielka Cisza jest testem wiary naszej społeczności. Pewnego dnia się skończy, a gdy to się stanie, nasi potomkowie nas osądzą. Zapytają: "Czy cały czas próbowaliśmy nawiązać kontakt? Czy raczej pogrążyliśmy się w izolacji zrodzonej ze strachu? Byliśmy śmiałymi marzycielami, czy cynicznymi tchórzami?".
Greves zawsze umiał przyciągać uwagę. Teraz również szło mu świetnie.
-?Astrokomunikacja nie jest dużym działem, ale zawsze byliśmy świętą więzią łączącą nas z początkami. Reprezentujemy nadzieję na przyszłość, w której nie będziemy sami. Odcięcie działu od środków i wyeliminowanie go oznacza odwrócenie się plecami do tej nadziei. Nie mogę udzielić poparcia tak krótkowzrocznej decyzji prezesa oraz Rady Dyrektorów i nie zrobię tego. Jako dyrektor Astrokomunikacji rezygnuję na znak protestu.
Greves odwraca się na pięcie i rusza ku słupom bramy. Czternastu byłych pracowników Astrokomu rusza za nim, pędząc ku końcowi Bulwaru Luku Wschodniego, jakby nie mogli się doczekać, aż się tam znajdą.
Matka w Łańcuchach spogląda na nich z góry.
Niewidoczni wartownicy otwierają pierwsze drzwi. Cała grupa wchodzi do śluzy o przezroczystych ścianach, wystarczająco wielkiej, by pomieścić kursujące w obie strony autobusy, a także pojazdy terenowe i ciężki sprzęt. Wydają się w niej maleńcy, jak dzieci idące przez olbrzymi, pusty stadion. Greves nie zatrzymuje się ani nie waha. Idzie naprzód, prowadząc swych ludzi.
Isako czuje się jak uwięziona w pierdolonym śnie.
Kodeks wymaga, by przekonała klienta, by tego nie robił, albo dołączyła do niego. I choć przez niemal trzydzieści lat zaliczała się do czołówki superkontraktorów, w tej chwili ponosi spektakularną klęskę na oczach wszystkich.
Tarcza ochronna znika przed rezygnującymi. Widzowie dostrzegają jedynie chwilowe migotanie, widoczne zakłócenia w niewidzialnej barierze broniącej życia ludzi przed niesprzyjającymi warunkami panującymi na planecie.
Dla tych, którzy są wewnątrz śluzy, temperatura i poziom tlenu spadają gwałtownie. Kilku chwieje się na nogach i pada. Towarzysze pomagają im się podnieść. Z wysiłkiem oddalają się od ciepła i życia, odchodzą na okrutne Pustkowia. Niebieskie szaty łopoczą na mroźnym wietrze niczym skrzydła barwnych ptaków z jakiejś mitycznej, tropikalnej krainy.
Puszcza Greves prowadzi ich naprzód.
Pierwszy z rezygnujących pada w odległości około sześciuset metrów od tarczy. Potyka się, zaciska zesztywniałe palce na piersi i próbuje wciągnąć w płuca ubogie w tlen powietrze, poruszając barkami. Potem nieruchomieje. Jego towarzysze zatrzymują się tylko na moment, by pobłogosławić go znakiem Matki. Potem ruszają przed siebie po czarnym żwirze.
-?Dziękujemy za dar -?rozlega się chór szeptów.
Isako powtarza odruchowo te słowa, ale jej umysł wypełnia chaos niezrozumienia i wstydu.
Rezygnujący mijają kości tych, którzy szli tędy przed nimi. Wyblakłe kawałki wytartej niebieskiej tkaniny przylegają do wyschniętych trupów, znacząc na pewien czas miejsce ich spoczynku. Jakaś kobieta pada i pozostali zostawiają ją za sobą.
-?Dziękujemy za dar.
Nie wypada odchodzić przed końcem ceremonii, nawet jeśli osoba, którą przyszło się pożegnać, zakończyła już swą podróż. Zebrani czekają dwadzieścia sześć minut, aż wszystko się skończy. Gdy pięć nadal żyjących osób mija ostatni widoczny w tundrze skrawek niebieskiej tkaniny, rozlegają się oklaski. Dotarli dalej niż ktokolwiek przed nimi. Środowisko za tarczą jest wrogie życiu, ale w mniejszym stopniu niż przed rokiem, przed dziesięcioma laty, stoma albo trzystoma. Z każdym rokiem chłód nieco łagodnieje, a poziom tlenu się podnosi. Każdy, kto wyrusza na ostatni spacer, jest namacalnym dowodem postępu.
Trudno jest rozpoznać trzymające się na nogach postacie, ale Isako nadal świetnie widzi z daleka. Rosa Loren wytrzymał dłużej niż niemal wszyscy młodsi etatowcy. Stary skurczybyk jest twardy. Być może zawdzięcza to genom sportowca albo silnym płucom. A może po prostu żelaznej woli. Wreszcie jednak siada wyczerpany, wyciąga nogi przed siebie, kładzie się i wpatruje w niebo, jakby wybrał się na piknik w słoneczny dzień.
-?Jebać Ziemię! -?krzyczy Tessa.
-?Jebać Ziemię! -?popierają ją inni.
Greves robi dwanaście kolejnych kroków. To imponujące. Gdy już nie może iść dalej, odwraca się w stronę Wytrwałości i w dramatycznym geście, z których słynął przez całą karierę, unosi triumfalnie ręce. Potem klęka, pada na twarz, dotyka ziemi czołem i umiera. Wygląda, jakby bił pokłony. Być może po raz ostatni okazuje szacunek kolonii, przed którą pragnął otworzyć drogę do gwiazd. A może po prostu kapituluje przed losem.
Pewnego dnia nazwą jego imieniem jakiś ważny budynek.
Gdy granice miejskiego habitatu dotrą do miejsca, w którym padł, jego zmumifikowane szczątki pochowa się i umieści w tym miejscu tabliczkę upamiętniającą. Zwyczajni etatowcy, tacy jak Rosa Loren, mogą liczyć na to, że nazwie się na ich cześć jakąś ulicę, firmę albo nawet szkołę. Dyrektorzy często dostają szpital, uniwersytet albo wielki park publiczny. Greves nie dbał o takie rzeczy, myśli przygnębiona Isako. Wolałby, żeby pochowano go pod dworcem kolejowym albo wieżą łączności satelitarnej -?czymś efektownym i zaawansowanym technologicznie -?gdy już jego szczątki znajdą się w zasięgu tarczy.
Z bilbordu po drugiej stronie bulwaru znikają wskaźnik efektywności oraz nagłówki, ustępując miejsca zdjęciom uśmiechniętych rezygnujących oraz ich nazwiskom.
Z dumą żegnamy naszych szanownych współobywateli, którzy ustąpili miejsca innym: Aloes Aditi, Kanion Truong, Żuraw Otto, Rosa Loren...
Świadkowie się oddalają. Schodzą na dół, by udać się na prywatne spotkania, na których uczczą pamięć bliskich. Isako wpatruje się w odległy punkt, w którym spoczywa ciało kłaniającego się Pustkowiom Grevesa. Nie potrafi pogodzić się z myślą o jego odejściu. Przed zaledwie kilkoma dniami rozmawiała z nim o przyszłości. Był przygnębiony rozwiązaniem Astrokomu i przerażał go kierunek, w którym zmierza Korporacja, ale był dyrektorem. Zaliczał się do elity. Mógł żyć dwukrotnie dłużej niż zwyczajni ludzie. Nie wyobrażała sobie, że mógłby podjąć tak drastyczną decyzję.
Była zdruzgotana.
Służyła mu dwanaście lat, a okazało się, że w ogóle go nie znała.
Minęło wiele czasu, odkąd ostatnio któryś z dyrektorów zrezygnował na znak protestu. Ta szokująca wiadomość wkrótce dotrze do prezesa w Słodkim Morzu. Podejmie się próby zminimalizowania reperkusji, wygłosi publiczne oświadczenia. Dojdzie do przesunięć na najwyższych szczeblach władzy. Komentatorzy będą się wypowiadali w korposieci. Oznajmią, że to potężny cios dla zwolenników reunifikacji i wielkie zwycięstwo terraformistów. Nic z tego nie obchodziło już jednak Isako. Jej klient wybrał śmierć. Stała się kontraktorką bez kontraktu. Roninką.
I co teraz zrobi, niech to szlag?
Napływają wciąż nowe wiadomości.
Dawni współpracownicy z Astrokomu, towarzysze z gniazdka, z którymi niemal nie utrzymuje już kontaktu, reporterzy z korposieci i inni superkontraktorzy, którzy nie kontaktowali się z nią od lat.
O kurwa, właśnie zobaczyłem, co się wydarzyło. Wiedziałaś, że to zrobi?
Jeśli jeszcze nie zrezygnowałaś, odpowiedz mi, proszę. Bardzo bym chciała się z tobą zobaczyć, zanim to zrobisz.
Ty i twój klient to bohaterowie dla wszystkich, którzy popierają badania kosmosu. Będziemy walczyć dalej!
[Informacja od systemu: przekazanie wiadomości do Ważki Martima zakończyło się niepowodzeniem].
Nie jestem pewna, czy mnie pamiętasz, ale bardzo dobrze pracowało mi się z tobą przy kontrakcie dotyczącym odzyskiwania wody. Nauczyłam się od ciebie bardzo wiele i zawsze będziesz dla mnie inspiracją.
Piszę dla Głosu Wytrwałości i chciałabym zadać kilka pytań.
Mam nadzieję, że wkrótce podpiszesz kolejny kontrakt, ale zawiadom mnie, jeśli tak się nie stanie. Czułbym się zaszczycony, będąc świadkiem twojej rezygnacji.
Wzdryga się na myśl o odpowiedzi na którąkolwiek z tych wiadomości. Nie jest w stanie nikogo zapewnić, że wszystko z nią w porządku albo że ma jakiś plan. Na myśl o założeniu maski pewności siebie i optymizmu łapią ją mdłości. Wszyscy ci ludzie, którzy nagle zapragnęli się z nią skontaktować, znajomi czujący się winni z powodu swej nieobecności, ciekawscy podglądacze przywabieni nieszczęściem, wszyscy, którzy zapragnęli odrobiny jej uwagi, nowej atrakcji dla kolekcjonerów -?gdzie byli przez trzy ostatnie lata, gdy walczyła o przetrwanie swego działu? Wtedy nie chciała z nimi rozmawiać. Czemu teraz miałoby się to zmienić?
Jedyną szczerą wiadomość przysłał jej stary przyjaciel Deszcz Kob.
Kurwa, przykro mi, Isa.
Już od dawna z nim nie rozmawiała. Słyszała szalone plotki, mówiące, że nie ma już kontraktu. Jest doświadczonym superkontraktorem, tak samo jak ona, i wie, jak fatalnie wygląda jej sytuacja.
Jej klient przegrał wojnę i publicznie odebrał sobie życie. Nikt nie zaproponuje nowego kontraktu komuś, kto poniósł tak spektakularną porażkę. Isako ma pięćdziesiąt lat i przysługują jej bardzo wysokie stawki. Wystarczy mniej, by wynająć młodszego, pełnego energii superkontraktora albo całą ekipę kwaltraków. Agencja prędzej pozwoli Isako umrzeć z głodu, niż zgodzi się na szkodzący interesom precedens zaniżania stawek.
Co gorsza, przed odejściem na Pustkowia Greves potępił prezesa i Radę Dyrektorów na oczach całego miejskiego habitatu. To również jej nie pomaga. Stała się politycznie trująca.
Przesuwa wzrokiem po mdłych wyrazach wsparcia od byłego męża.
Mam nadzieję, że wszystko z tobą w porządku. Skontaktuj się ze mną, jeśli czegoś potrzebujesz.
Nie potrzebuje.
Jedyną osobą, której odpowiada, jest Maya. Wiadomość od niej przychodzi później od pozostałych.
Mamo, pracujesz dla Astrokomu, prawda? Czy to twój klient właśnie zrezygnował? Co to oznacza?
Nie przejmuj się, porozmawiamy o tym jutro. Nadal możesz znaleźć czas na obiad, prawda?
Nadchodzi kolejna wiadomość, pilna i o wysokim priorytecie.
Pochodzi z biura Sawanny Minto, dyrektorki Operacji Satelitarnych, tej, która pokonała Puszczę Grevesa i przejęła kontrolę nad pozostałościami Astrokomu.
Isako została wezwana na spotkanie z kobietą, która wygrała wojnę.
***
OpSat ma siedzibę we wspaniałym wieżowcu ze szkła i stali. Jego trzy iglice sięgają ku rozgwieżdżonemu niebu, którego obserwacja przez długi czas była zadaniem budynku. Gdy Isako wchodzi do środka pod masywnym łukiem z czarnego, upstrzonego plamkami kwarcu marmuru, przypominającym orbitę księżyca, widzi wyryte na niej hasło przewodnie działu.
Oczy wszystkich zwracają się ku przyszłości.
Isako przypomina sobie hasło przewodnie Astrokomu. Głos przemawiający do nieba.
Oczy i głos powinny ze sobą współpracować. Astrokomunikacja i Operacje Satelitarne były starymi działami, powstałymi jeszcze w czasach Wielkich Statków. Przez stulecia łączyły je wspólne priorytety i interesy, umiejętności etatowców oraz małżeństwa i transfery między najważniejszymi gniazdkami obu stron. Trzydzieści lat temu nikt sobie nawet nie wyobrażał, że mogłoby dojść do wojny między nimi. Astrokom był silniejszym działem i jego pozycja strategiczna była lepsza. OpSat był właściwie podporządkowaną mu gałęzią.
Jakże czasy się zmieniają.
Gdy Isako wychodzi z olbrzymiej bramy skanującej, zatrzymuje ją dwóch wartowników. Spodziewała się typowych wykwalifikowanych traków, uzbrojonych w pałki rażące i paralizatory działające na odległość. Z zaskoczeniem zauważa, że dwaj młodzi mężczyźni mają wyzwalacze noszone przez nowicjuszy uczących się na superkontraktorów.
-?Zaproszono mnie na spotkanie z dyrektor Minto -?oznajmia im.
Jeden z uczniów zerka na ekran bramy skanującej, by potwierdzić tożsamość Isako i upewnić się, że nie ma przy sobie materiałów wybuchowych, broni balistycznej, broni białej o klindze dłuższej niż czterdzieści osiem centymetrów, urządzeń nagrywających ani innych zabronionych przedmiotów. Odwraca się i omiata ją spojrzeniem. W jego oczach maluje się ostrożny podziw.
-?Naprawdę jesteś Przesmyk Isako -?mówi. -?Myślałem, że jesteś wyższa.
Isako powstrzymuje pragnienie przewrócenia oczami. Opowiadają, że jest olbrzymką, bo może patrzeć większości mężczyzn prosto w oczy.
-?Nie wierz we wszystko, co ci mówią.
Drugi wartownik zachowuje nieco większy dystans. Jest trochę starszy od towarzysza. Wygląda na dwadzieścia parę lat. Isako podoba się jego zachowanie, fakt, że jest oszczędny w ruchach. Ma czujny wyraz twarzy, a jego ręce zwisają luźno u boków.
-?Czy rzeczywiście jesteś taka szybka, jak mówią?
-?Szybsza -?odpowiada bez cienia uśmiechu.
Nie jest już tego tak pewna, jak kiedyś. Gdyby musiała się zmierzyć ze swą dawną wersją, niewątpliwie by przegrała. Musi jednak podtrzymywać swą renomę tak długo, jak to tylko możliwe.
Uczniowie prowadzą ją przez hol. Słychać tu echa kroków etatowców zmierzających w obu kierunkach. Większość działów oficjalnie uznaje dzień bez pracy, ale satelity nigdy się nie zatrzymują i OpSat musi funkcjonować. Na górze wisi ogromny globus Akwilona. Tysiące symbolicznych białych światełek krążą wokół niego niczym rój osłaniających planetę owadów.
Oszklona winda błyskawicznie przenosi całą trójkę na szczyt wieżowca, gdzie rezyduje dyrektor Minto. Isako czuje nieprzyjemne skurcze w żołądku. Ręce ma zimne i wilgotne od potu.
Nie boi się, ale nie znosi świadomości, że nie wie, co ją czeka.
Winda się zatrzymuje i otwiera. Isako widzi długi korytarz, kończący się dwuskrzydłowymi drzwiami. Sekretarz siedzący za narożnym biurkiem wyświetla potwierdzenie na szybce informacyjnej zasłaniającej mu oczy.
-?Możesz wejść. Dyrektor jest gotowa cię przyjąć.
Dwaj mężczyźni zatrzymują się po obu stronach wejścia i Isako wchodzi do środka sama. Zatrzymuje się oślepiona jasnością. Dwie ściany zajmują okna. Rozpościera się za nimi zdumiewający widok na Wytrwałość, skąpaną w białym blasku słońca. Jest południe. Z lamp wiszących nad długimi pojemnikami płynie cieplejsze, żółte światło. W pojemnikach krzewi się mnóstwo roślin o szerokich, zielonych liściach.
Są wśród nich takie, których Isako nigdy nie widziała, a nawet nie wyobrażała sobie, że mogą istnieć. Rośliny o białych, słodko pachnących kwiatach, wielkich jak jej rozpostarta dłoń. Rośliny w kształcie tykw. Rośliny z pierzastymi liśćmi albo ciągnącymi się po ziemi witkami.
Oddycha głęboko. Wonne, wilgotne powietrze rozgrzewa jej płuca.
Ma ochotę gapić się na rośliny, dotykać ich, zachwycać się życiem wypełniającym penthouse, przypomina sobie jednak, po co tu przyszła, i idzie dalej. Z ulokowanej pod ścianą fontanny wypływa woda, rozlewająca się po podłodze i tworząca nieruchomą kałużę po drugiej stronie pomieszczenia. Dostrzega w przezroczystej cieczy jakieś ruchy. Są tu ryby. Prawdziwe ryby o różnych kolorach. Złote, pomarańczowe i białe. Wyglądają zbyt realnie, by mogły być projekcjami albo symulacjami.
Zamiera na moment w bezruchu na widok wiszącej klatki z dwoma czerwonymi, żywymi, skrzeczącymi ptaszkami.
Greves lubił luksus, podobnie jak wszyscy bogaci ludzie z Korporacji. Ze wszystkiego, co posiadał, najwyżej cenił antyczny teleskop w obserwatorium. Jego gabinet w kwaterze głównej Astrokomu wyglądał elegancko. Były tam piękne meble, drogie dzieła sztuki, oprawione w ramy mapy gwiezdne, regały pełne rzadkich książek i artefakty o historycznej wartości.
Ale w porównaniu z Minto był skąpcem.
Gabinet dyrektorki OpSatu jest jej prywatną szklarnią.
Nie. Nie był czymś tak praktycznym i zorganizowanym. Nie szklarnią. Ogrodem.
Ogrodem przypominającym utracony raj Ziemi, świata, na którym ludzka cywilizacja sięgnęła szczytu. Czyśćcowcy wierzyli, że ci, którzy okażą skruchę i staną się tego godni, narodzą się tam na nowo. Na Ziemi rośliny i zwierzęta najrozmaitszych gatunków -?tych, które zachowano w Banku Genów, a także wielu innych, które istniały jedynie w opowieściach składających się na pamięć zbiorową -?bytowały swobodnie pod otwartym niebem, ciepłym i łagodnym. Tlen i woda były tam tak łatwo dostępne, że nikt ich nie mierzył ani nie żądał za nie zapłaty. Niezliczone miliardy żywych istot mogły do woli zużywać te zasoby, wiedząc, że nigdy ich nie zabraknie.
Dyrektor Minto tworzy w swym gabinecie kopię nieba.
Skoro bogaci mogą posiadać takie rzeczy, nic dziwnego, że pragną żyć tak długo, jak tylko się da.
Minto siedzi na krześle z wysokim oparciem za biurkiem z prawdziwego drewna. Mebel liczy sobie kilka dobrych stuleci. Pochodzi z Wielkiego Statku Dobrobyt. Powinien znajdować się w muzeum, ale Minto trzyma się go uparcie, ponieważ od stuleci był własnością Grupy Zapewniającej Dzieciom Kolektywną Opiekę Sawanna. Sawanny twierdzą, że biurko należało kiedyś do Założyciela Sangiolo, ale to może być jedynie legenda. Ma czysto ceremonialne znaczenie. Jego wartość jest zbyt wielka, by można go było używać do codziennych zadań. Z pewnością przynosi się je tu tylko na specjalne okazje i rozmowy z ważnymi gośćmi.
Isako czuje się zaszczycona. To Puszcza Greves powinien być teraz w gabinecie Minto, by oficjalnie uznać przejęcie Astrokomu i zaakceptować warunki połączenia. Ponieważ Greves jest teraz zamarzniętym trupem, Isako przypuszcza, że jako jego zaufana superkontraktorka ma go tutaj reprezentować. Większość etatowców z Astrokomu przeniosła się w inne miejsca, została wchłonięta przez OpSat, otrzymała wypowiedzenie albo zrezygnowała. Minto została na głowie tylko jedna osoba. Zwykłych kontraktorów zazwyczaj nie zaszczycano taka rozmową.
Za wspaniałym biurkiem, nieco z boku, stoi ciemnoskóra, muskularna kobieta, niepozorna, ale czujna. Isako nie dziwi się, widząc ją tutaj. Chmura Sherae jest superkontraktorką Minto. Dwaj młodzi mężczyźni czekający na zewnątrz to jej uczniowie.
A sama Sherae była kiedyś uczennicą Isako.
Jedną z jej pierwszych. Minęło już prawie dwadzieścia lat, o ile dobrze to sobie przypomina. W tamtych czasach Astrokom i OpSat były sobie bliskie, jakby pochodziły z tego samego gniazdka, i żadna z nich nie podejrzewała, że może któregoś dnia być zmuszona zabić drugą.
Sherae była wtedy młoda jak Maya teraz. Pełna przesadnego zapału i odrobinę za miękka. Była też wyjątkowo bystra, ale nauka sprawiała jej trudności, ponieważ nie wierzyła w siebie i źle znosiła krytykę. Isako trudno jest w to uwierzyć, gdy patrzy teraz na zaprawioną w walce superkontraktorkę w kwiecie wieku. Zatrzymuje się za tradycyjną czerwoną linią bezpieczeństwa, sześć metrów od biurka, i kłania się z szacunkiem.
-?Przybyłaś trochę za wcześnie -?mówi z aprobatą Minto. -?Punktualność to cecha dobrych kontraktorów.
Jej wargi poruszają się zgodnie ze słowami, ale niosący się echem głos dobiega spod podbródka, a nie bezpośrednio z ust. Isako prostuje się i spogląda w szklane oczy Minto, o barwie zdumiewająco jaskrawej zieleni.
-?Mam nadzieję, że wyrobiłam sobie dobrą opinię jako superkontraktorka, dyrektorko.
Minto przygląda się nieskazitelnemu płaszczowi Isako, jej butom oraz wyzwalaczowi, wyczyszczonym na wysoki połysk.
-?To zawsze miła niespodzianka, kiedy widzi się, że ktoś zasługuje na swą renomę.
Isako w trakcie kariery spotkała wielu bogatych oraz wpływowych ludzi i widok syntciała nie jest dla niej niczym nowym. Mimo to za każdym razem ma ochotę odwrócić się z drżeniem.
Sawanna Minto wygląda jak kobieta nieco młodsza od niej, dojrzała, ale szczupła i muskularna, jakby poświęcała nieliczne wolne chwile na jazdę na rowerze bądź ćwiczenia jogi. Ma delikatną twarz i srebrne, bardzo krótko ostrzyżone włosy. Ktoś bardziej prężny wybrałby młodszą wersję. Isako spotkała kiedyś dziewięćdziesięcioletnią kobietę, która wybrała sobie na drugą fazę życia ciało przypominające niemal nastolatkę. Musi przyznać, że obudowa Minto wygląda jak jej pierwsza wersja z czasów, gdy została dyrektorką działu.
Z pewnością jej syntciało uważano za supernowoczesne przed trzydziestu laty, gdy poddała się rekorporalizacji, czy "procesowi", jak zwano to potocznie, ale teraz jest już przestarzałe. Uważny obserwator mógłby z łatwością dostrzec szczegóły świadczące, że nie ma do czynienia z człowiekiem -?nienaturalnie gładka, pozbawiona porów skóra, włosy o nieco zbyt jednolitej barwie i wyglądzie, nazbyt regularne mruganie. Ruchy warg są o ułamek sekundy spóźnione w stosunku do wypowiadanych słów.
Ale to jej ruchy przyprawiają Isako o najsilniejsze ciarki. Czy raczej brak ruchów. Prawdziwe ciała zawsze się poruszają -?oddychają, mrugają, przełykają ślinę, wiercą się. Syntciała są zbyt nieruchome. Nowsze modele wyposaża się w oprogramowanie mające symulować naturalne, subtelne, ludzkie zachowanie, ale nie udało się im jeszcze wyjść z doliny niesamowitości. Podobno najnowsze modele ósmej generacji przyniosły prawdziwy przełom, ale nie widziała jeszcze żadnego z nich i nie spotkała nikogo, kto mógłby sobie na nie pozwolić.
Bardzo wiele osób czuje podobny niesmak na widok ludzi w drugiej fazie życia. Bez względu na to, jak bardzo syntciała upodabniają się do oryginałów, drobne, niepokojące różnice trudno przeoczyć, zwłaszcza tym, którzy nie są przyzwyczajeni do towarzystwa drugofazowców. To kolejny powód, dla którego najbogatsi i najpotężniejsi wolą izolację od reszty.
Superkontraktorzy muszą się jednak przyzwyczaić do ich widoku. Isako miała szczęście, służąc młodemu klientowi, takiemu jak Greves. Może pracować dla drugofazowców i zdarzało się jej to, ale nie jest w stanie zapomnieć, kim są. Sawanna Minto cieszy się wysokim statusem, bogactwem i wpływami, ale ma sto sześć lat i podłączono ją do sprzętu przedłużającego życie, zastępczego ciała zbudowanego z zaawansowanych technologicznie protez oraz sklonowanych tkanek. Pozwoli jej ono przeżyć jeszcze kilkadziesiąt lat.
Mózg w kosztownym słoiku.
-?Greves był o tobie bardzo dobrego zdania. -?Pomimo dziwnych ech głos Minto brzmi tak samo jak dawniej. Zaprogramowano go na podstawie zapisów jej oryginalnego głosu, rejestrowanych przez dziesięciolecia. -?I moja superkontraktorka również.
Isako zerka na dawną uczennicę.
-?Sherae.
Na ustach kobiety pojawia się blady uśmieszek.
-?Cieszę się, że cię widzę, Isa, nawet w takiej sytuacji. Wybacz, jeśli moi tępogłowi uczniowie okazali przesadny zapał albo wścibstwo. Bardzo ich ekscytowała myśl o spotkaniu Szybkiego Ostrza, choć w życiu by się do tego nie przyznali.
-?Starszy sprawia wrażenie obiecującego. Czy to nie nazbyt ambitne, wziąć sobie dwóch uczniów jednocześnie?
-?Ty jakoś sobie poradziłaś.
To prawda, ale miała wtedy znacznie więcej energii. Isako znowu spogląda na Minto.
-?Pochlebia mi, że ludzie nadal mnie szanują, ale wiem, że przegrałam w uczciwej walce. Gratuluję awansu. Zasłużyłaś na niego.
Minto nie odrywa od niej spojrzenia zielonych, niemrugających oczu.
-?Twój klient był innego zdania.
Isako z trudem udaje się zachować spokojny wyraz twarzy.
-?Dyrektor Greves nie konsultował ze mną swej decyzji w sprawie rezygnacji. Byłam wstrząśnięta jego postanowieniem, tak samo jak wszyscy.
Wypowiedziane przed chwilą słowa działają na nią jak sól sypana na świeżą ranę. Nie może uwierzyć, że to zrobił. I nie ma pojęcia, dlaczego jej o tym nie powiedział. Czy po tych wszystkich latach nie zasłużyła przynajmniej na tyle?
-?Zawsze lubił dramatyzować -?mówi z nostalgią Minto. -?Pamiętam, jak był stażystą w instytucie badań mechaniki orbitalnej, którym kierowałam po siedemdziesiątce. Jako młody człowiek miał mnóstwo zapału i odwagi. Więcej odwagi niż rozumu, szczerze mówiąc. Łatwo fascynował się nowymi pomysłami, nie przemyślawszy ich do końca. Uwielbiał wywoływać zamieszanie i patrzeć, jak wszyscy rozpaczliwie próbują za nim nadążyć.
Ktoś słuchający wspomnień Minto nigdy by nie pomyślał, że to z jej powodu "młody człowiek", o którym mówiła, zmienia się teraz w pył w tundrze pozbawionej nadającej się do oddychania atmosfery. Trudno byłoby nie dostrzec zawartej w tym ironii. Piętnaście osób wychwalano za wyrzeczenie się nielicznych lat, jakie im pozostały, ale odpowiedzialna za to kobieta miała żyć nawet dłużej niż przodkowie na Ziemi.
Niemniej Minto ma rację. "Nieszablonowe myślenie" z pewnością było najczęściej powtarzanym przez Puszczę Grevesa frazesem korpomowy. Nigdy też nie uchylał się przed wyzwaniem.
Gdy został dyrektorem Astrokomu, dział już od ponad stulecia opadał coraz niżej na liście priorytetów Korporacji. Rada Dyrektorów oraz mieszkańcy Wytrwałości przestali wierzyć, że wysyłanie sygnałów w milczącą pustkę jest użyteczne. Połączenie z OpSatem wydawało się naturalnym, nieuniknionym rozwiązaniem, lecz prawie wszyscy, w tym również Isako, byli przekonani, że odbędzie się ono stopniowo i w sposób pokojowy.
Ale Greves był ambitnym wizjonerem i nie miał zamiaru zaakceptować nieuniknionego losu. Pragnął zmienić przestarzały, pogrążony w stagnacji dział w przedsięwzięcie skupione na ekspansji. Zabiegał, by Korporacja zainwestowała w technologię badań kosmosu, zbudowała i wystrzeliła całe floty bezzałogowych sond, które opuściłyby układ planetarny Akwilona, by zbierać informacje i poszukiwać zaginionych siostrzanych kolonii. Pragnął odnaleźć więcej gościnnych planet i na nowo nawiązać kontakt z innymi zamieszkanymi przez ludzi światami. Być może nawet z samą Ziemią.
Spoglądając wstecz, skutki wydawały się łatwe do przewidzenia. Podejmowane przez Grevesa próby poszerzenia zakresu zadań tradycyjnie wykonywanych przez Astrokom przyciągnęły uwagę. Narobił sobie wrogów. Terraformiści twierdzili, że jego działalność to niebezpieczne marnotrawstwo środków. Twierdzili, że jest niezrównoważony, samolubny i żądny władzy. Że przedkłada pogoń za fantazją nad codzienne potrzeby o kluczowym znaczeniu. Wielu młodszych, idealistycznych reunifikacjonistów akceptowało jego plany, ale przywódcy obawiali się narastającej popularności Grevesa i popierali bardziej umiarkowaną Minto.
-?Czasami wiatr jest tak silny, że nawet najlepszy pilot nie zdoła mu się przeciwstawić -?stwierdziła łagodnym tonem Minto, jakby śledziła bieg myśli Isako. -?To była odpowiednia chwila, by połączyć nasze działy. Prezes zgodził się z tą opinią i powierzył mi stanowisko dyrektora.
Isako nadal czuje się zdumiona szybkością, z jaką to się wydarzyło.
-?Starałam się przekonać klienta, by przyjął niższe stanowisko w twoim dziale -?przyznaje. -?Ale on najwyraźniej przestał już słuchać moich rad. Zważywszy na to, nie powinnam mieć do niego o to pretensji.
Niemniej ją ma. Opłakuje śmierć Grevesa, ale obojętność, z jaką ją potraktował, jest do niego niepodobna, i to ją wkurza.
Minto wykonuje lekceważący gest smukłymi palcami.
-?Nie sądzę, by uważał, że to twoje błędy są przyczyną nieuniknionej porażki. Udało ci się utrzymać Astrokom przy życiu dłużej, niż ktokolwiek się tego spodziewał.
Zapewne była to prawda, ale w tej chwili Isako z pewnością nie potrzebowała tego, by przypominano jej, że tak długo służyła przegranej sprawie. Można było obciążyć ją winą za upadek Astrokomu, ponieważ nie potrafiła odpowiednio pokierować swym klientem, ale każdego superkontraktora, który by ją oskarżył, zapytałaby, czy umiałby zrobić to lepiej. W ostatecznym rozrachunku każdy dyrektor sam kopie sobie grób.
-?Zostawił list dla mnie -?kontynuuje Minto. -?Bardzo uprzejmy. Pochwalił mnie za wspaniałą walkę i życzył szczęścia przy połączeniu działów. Zdecydowanie doradzał, by Operacje Satelitarne nie rezygnowały w sprawie reunifikacyjnych ideałów. Mimo że absolutnie nie zgadzał się z werdyktem prezesa, przyznawał, że w ostatecznym rozrachunku konsolidacja zasobów wzmocni społeczeństwo. Bez względu na swe liczne wady, Puszcza Greves dbał o dobro Korporacji.
To bardzo miło z jego strony. Pożegnał się ze swą rywalką, ale nie z osobą, która służyła mu niestrudzenie przez dwanaście lat.
Isako kłania się raz jeszcze, mocno zaciskając zęby.
-?Było dla mnie zaszczytem służyć klientowi aż do końca. Uważam też za przywilej fakt, że zostawiam naszą organizację w dobrych rękach, dyrektor Minto. -?Nie może się doczekać chwili, gdy ta pożegnalna uroczystość wreszcie się skończy. Obca dla niej wilgoć panująca w pomieszczeniu w pierwszej chwili wydawała się przyjemna, ale teraz zaczyna jej dokuczać. Isako czuje pot zbierający się pod biustonoszem. - Plan przebudowy sprawnie postępuje. Jestem przekonana, że zostawiam wszystko w dobrym stanie. Dziś mój kontrakt się kończy, więc jeśli masz jeszcze jakieś pytania albo polecenia...
-?Tak, pragnę od ciebie czegoś ważnego.
Minto podnosi się chwiejnie z krzesła i przesuwa dłoń nad ekranem wmontowanym zręcznie w otoczenie tak, by wyglądał jak małe okienko w ścianie ogrodu, za którym rozpościerało się iluzoryczne zielone pole pełne kwiatów.
Obraz pola znika, ustępując miejsca dokumentowi. Mija dłuższa chwila, nim Isako rozpoznaje swój kontrakt, spisany dziewięć lat temu przez Agencję. Przyznaje on dyrektorowi Puszczy Grevesowi prawa do jej dożywotnich usług.
Zauważa dodatek, którego przedtem tam nie było, opatrzony wczorajszą datą.
Isako czuje, że krew odpływa jej z głowy.
-?Jak widzisz, Greves przekazał mi twój kontrakt -?mówi Minto.
Sądząc po minie Sherae, dla niej to również nowość.
-?To nie może być prawda. -?Głos Isako brzmi słabo i bezbarwnie.
Transfery kontraktów między dyrektorami czasami się zdarzają, ale bardzo rzadko. Agencja żąda za nie zaporowych cen, nie chcąc, by klienci odstępowali komuś wartościowych pomocników, zdobywali ich bądź tracili jako łupy wojenne, czynili noszących czarne odznaki zakładnikami bądź sprzedawali ich kontrakty, jeśli zabraknie im pieniędzy.
Greves musiał poświęcić znaczną część swego majątku, by osiągnąć coś takiego.
Dlaczego to zrobił, do licha?
To nie ma sensu. Minto już ma superkontraktorkę. Nie może mieć dwóch. To sprzeczne z zasadami. Sherae również zdaje sobie z tego sprawę i otwiera szeroko oczy.
Isako uświadamia sobie z przerażeniem, że właśnie z tego powodu wezwano ją tak nagle. Sawanna Minto musi natychmiast zdecydować, którą superkontraktorkę sobie zostawi, a której się pozbędzie.
Sherae podchodzi bliżej.
-?Dyrektorko, jeśli nie jesteś zadowolona z mojej służby, proszę, natychmiast unieważnij mój kontrakt. -?Spogląda na Isako, trzymając dłoń na wyzwalaczu. -?W przeciwnym razie pozwól mi rzucić wyzwanie i udowodnić, że zasługuję na tę pozycję.
Isako odruchowo przesuwa dłoń ku broni, którą nosi na udzie, nie wyciąga jej jednak.
-?Dlaczego to zrobił? -?pyta, ale w tej samej chwili uświadamia sobie, że zna odpowiedź.
Minto miała rację. Greves lubił niekonwencjonalne zachowania, podważanie założeń i łamanie norm. Nieoczekiwane posunięcia sprawiały mu radość. Rankiem dokonał dramatycznego gestu na oczach całej Korporacji, a teraz uczynił to samo zza grobu.
-?Myślę, że po prostu nie chciał cię skazać na los roninki -?odpowiada Minto.
Czyżby uległ atakowi sentymentalnego obłędu? Niewątpliwie zraniła go myśl o dwustu pracownikach Astrokomu, których trzeba było zwolnić. Być może doszedł do wniosku, że powinien przynajmniej dać wiernej superkontraktorce szansę zachowania pozycji. Słusznie uważał, że Isako wygra każdą walkę na długie noże.
Ale nie wiedział, że jej przeciwniczką będzie była uczennica.
Sherae zaciska zęby. Zbliża się o krok do dawnej mentorki. W jej oczach lśnią oburzenie i determinacja. Już drugi raz przedłużono jej kontrakt główny i z pewnością liczyła na to, że wkrótce otrzyma propozycję zawarcia wyłącznego. Nie mogła się spodziewać, że straci pracę na rzecz rywalki, którą niedawno pokonała w wojnie między działami i która teraz miała służyć jej klientce. Było w tym pełno niewytłumaczalnej, chorej ironii. Isako też by się wkurzyła.
Zauważa jednak lekkie, znaczące drżenie dłoni młodszej kontraktorki. Sherae się boi. Nie jest pewna, czy zdoła pokonać Szybkie Ostrze, która nauczyła ją wszystkiego, co wiedziała o walce na długie noże.
Powinna więcej pracować nad wiarą w siebie.
Dyrektor Minto przenosi spojrzenie między dwiema wojowniczkami. Z jej gładkiej, nieruchomej twarzy nie sposób niczego wyczytać. Syntciała wyposażono w dziesiątki tysięcy łącz kierujących ruchami, ale subtelność małych mięśni twarzy wykracza poza ich możliwości.
-?Dyrektor Greves ofiarował mi szczodry, niespodziewany dar. Moja superkontraktorka jest mniej doświadczona i podczas służby zdarzały się jej błędy. Uznałam, że warto rozważyć inne opcje.
Twarz Sherae ciemnieje jeszcze bardziej. Wystarczy lekki ruch jej ręki, by ogród splamiła krew.
Pomimo sytuacji Isako czuje ukłucie dumy. Sherae dochowuje wierności starej szkole, tak samo jak ona. W dzisiejszych czasach niektórzy superkontraktorzy uważają, że długie noże są tylko na pokaz. Dobrze ją wyszkolono, o ile Isako może tak powiedzieć.
Cofa dłoń od wyzwalacza.
-?Sherae już dowiodła swej wartości. Nie ma znaczenia, czy potrafi mnie pokonać w walce na długie noże. Poprowadziła OpSat do zwycięstwa i ma przed sobą jeszcze wiele lat służby. Nie będę się ubiegała o jej miejsce.
Dla podkreślenia tych słów krzyżuje ręce na piersiach, co uniemożliwia jej szybkie sięgnięcie po broń.
Na twarzy Sherae pojawia się niepewność. Kobieta spogląda na swoją klientkę.
-?Wybór nie należy do ciebie -?odpowiada Minto z lekkim wzruszeniem ramion. -?Z powodu zakłóceń w prowadzeniu działalności wywołanych połączeniem działów poprosiłam partnerów o trzydzieści dni na rozstrzygnięcie tej sprawy. Mam prawo wykorzystać ten czas na określenie wartości obu kandydatek, zanim podejmę decyzję.
-?W takim razie proszę o pozwolenie na rezygnację.
Sherae rozdziawia usta i cofa dłoń od wyzwalacza.
-?Isa...
Isako cieszy się, że te słowa wyszły z jej ust tak łatwo. W tej chwili nie czuje wątpliwości ani strachu, a jedynie ulgę, jakby usiadła po długim staniu albo wreszcie się wysikała po niekończącym się wstrzymywaniu moczu.
Nie wspominała o tym na głos, ani nie przyznawała przed samą sobą, ale ta decyzja wisiała nad nią od chwili, gdy skreśliła ostatnie nazwiska z listy WWE i wyszła z Oxygn. Wszystko bez śladu subtelności wskazywało na to, że zbliża się koniec jej legendarnej kariery. Maya już dorastała, a Isako rozwiodła się z Taiem, przegrała wojnę, sygnały płynące od ciała nieustannie przypominały jej, że się starzeje, a dziś rano otrzymała ostateczny, niepodważalny dowód. Greves wyruszył na ostatni spacer, nie prosząc, by mu towarzyszyła.
Rezygnacja jest po prostu częścią życia, jak mawiał jej gniazdkoojciec.
Żyć znaczy umrzeć.
Patrzy w nieludzkie oczy Minto. Nie pozwoli, by mózg w słoiku zauważył cokolwiek poza niezachwianą determinacją. Kontraktorzy nie mogą wyrejestrować się z Korporacji bez pozwolenia klienta albo bez pozwolenia Agencji, jeśli są roninami. O dziwo, formalnie rzecz biorąc, Isako nadal ma kontrakt i potrzebuje zgody Minto. Dyrektorka dotyka okrągłej, złotej odznaki oraz małego, srebrnego klucza wiszącego na szyi syntciała obok niej.
-?Zaszczyt rezygnacji nie przysługuje wszystkim kontraktorom.
-?Zaprzeczasz, że na niego zasłużyłam?
-?Nie. Ale i tak mogę ci odmówić.
-?Mogłabyś to zrobić -?przyznaje Isako, starając się, by jej głos nie wyrażał żadnych uczuć. -?Ale czy twój dział rzeczywiście by na tym skorzystał?
Minto postąpiłaby głupio, wybierając starą kontraktorkę, która nie chce dla niej pracować, zamiast młodszej, gorąco pragnącej tej posady. Nastaje chwila ciszy. Wydaje się, że nawet szum płynącej wody i ptaki w klatkach ucichły.
-?To inspirujące spotkać kontraktora, który naprawdę dba o dobro klienta i całej Korporacji.
Stara suka, myśli Isako. Mózg w słoiku.
Nie rezygnuję dla ciebie ani nawet dla Grevesa. Nie robię tego dla Agencji ani dla Korporacji. Jestem stara i mam dość tej roboty. Przeżyłam już swoje. Pora ustąpić, dać szansę innym. Próbowałam zapewnić wszystkim swoim uczniom jak najlepszy start. Młodsi, tacy jak Sherae, zasługują na szansę okrycia się sławą i życia tak, jak ja żyłam. Maya nie potrzebuje matki roninki. Ma przed sobą wspaniałe życie i może wspiąć się wysoko. Dostanie cały pakiet rezygnacyjny. To ułatwi jej start. Być może nie spędzałam z nią tak wiele czasu, jak bym chciała, ale zawsze starałam się zapewnić jej najlepsze szanse. I mogę to zrobić raz jeszcze.
Isako milczy.
Dyrektorka usuwa z ekranu kontrakt z poprawkami, zastępując go innym dokumentem. Isako natychmiast rozpoznaje standardowe zawiadomienie o rezygnacji. Minto wpisuje nazwisko Isako i dodaje pakiet jeszcze wyższy, niż wynikałoby to ze standardowej formuły. Jego wartość niemal dorównuje zapłacie za cztery lata pełnej służby dla superkontraktorów w randze seniora. Isako nie pyta o powody. Nie zamierza udawać, że nie zasługuje na to w pełni.
Sherae odwraca wzrok. Nadal jest trochę za miękka.
Wzdłuż kręgosłupa Isako przebiega dreszcz oczekiwania. Bardzo wiele razy przeprowadzała tę procedurę z drugiej strony. Widziała, że zwyczajni etatowcy, tacy jak Rosa Loren, którzy nie przeszli wyczerpujących testów zapewniających licencję superkontraktora, mimo to potrafią okazać hart ducha, gdy okazuje się to konieczne. Wydaje się właściwe, że będzie mogła zrobić to samo.
Podchodzi do ekranu i unosi rękę nad polem na sygnaturę.
-?Jeszcze nie. -?Minto wpisuje do dokumentu datę, ale nie dzisiejszą. Zostało do niej trzydzieści dni. -?Przyznaję ci pozwolenie na dzień, który wynegocjowałam z Agencją.
Isako prostuje się z oburzoną miną.
-?Już mówiłam, że nie przyjmę pozycji Sherae.
-?Mam zadanie, które trzeba dyskretnie wykonać poza OpSatem. -?Z jaskrawozielonych sztucznych oczu nie sposób wyczytać żadnych emocji. - Ten uwielbiający dramatyzować gaduła Greves dał mi szansę i byłabym głupia, gdybym jej nie wykorzystała. Jeśli wykonasz z powodzeniem ostatnie zadanie, pozwolę ci zakończyć pracę w Korporacji ze wszystkimi pakietami i premiami, które należą ci się po długiej karierze. Ale dopiero wtedy.
Dyrektorka porusza bladymi palcami i dokument znika. Na moment pojawia się biała ściana. Potem zastępuje ją malownicza iluzja okna wychodzącego na piękne, skąpane w blasku słońca pole, nad którym unoszą się motyle.
Isako uświadamia sobie, że Minto zaplanowała to od samego początku. Wiedziała, że odmówi zabicia Sherae. Wygłup Grevesa i chaos wywołany połączeniem dwóch działów pozwalają jej przez pięć tygodni legalnie zatrudniać dwie superkontraktorki i nikt w Korporacji tego nie zauważy. Ma asa w rękawie i może go wykorzystać, jak tylko zapragnie.
Umysł Isako wypełnia gniew, jakby nagle pękł powstrzymujący go łańcuch. Ma ochotę pokazać Sawannie Minto środkowy palec, odwrócić się i wyjść. To jednak byłoby złamanie kontraktu. I tak zostałaby roninką, a w dodatku nikt nie chciałby jej zatrudnić jako freelancerki. Gdyby zrezygnowała nielegalnie, utraciłaby prawo do przyszłego pogrzebu i tabliczki upamiętniającej, a Maya nie otrzymałaby ani jednego kwitu. Zostałby jej wyłącznie wstyd. Czy mogłaby się udać ze skargą do Agencji? Nie ma szans. Agencja nie wtrąca się w układy między klientem a kontraktorem, chyba że dojdzie do złamania zasad, a Minto już dogadała się z partnerami.
Zza doniczki wypełnionej paprocią leniwie wychodzi rudy kot i mruczy, ocierając się o nogi Minto. Isako gapi się na niego ze zdumieniem. Nigdy dotąd nie widziała żywego kota. Tylko w mediach albo jako symulacje. Koty udomowiono na Ziemi, by kontrolowały populację gryzoni na rolniczych obszarach, ale na najwyższym piętrze siedziby OpSatu z pewnością nie ma problemu z gryzoniami. Minto wystąpiła ze specjalną prośbą do Banku Genów i zwierzę stworzono wyłącznie dla jej przyjemności. Z pewnością pochłania mnóstwo zasobów, podobnie jak ryby i ptaki.
Isako stara się jakoś pojąć to niewiarygodne bogactwo. Coś takiego może ujść na sucho jedynie najwyższej warstwie Korporacji, prezesowi i najważniejszym dyrektorom, wywodzącym się z głównych gniazdek menedżerskich. To oni mają władzę życia i śmierci na tej zapomnianej planecie.
Jest w pułapce, podobnie jak zwierzęta, które nigdy nie opuszczą tego pokoju.
-?Czego ode mnie żądasz, dyrektorko? -?pyta Isako przez zaciśnięte zęby.
Minto pochyla się i głaszcze kota po głowie. Jej ruchy są urywane, jakby była marionetką kierowaną sznurkami. Isako przypomina sobie, że Maya miała w dzieciństwie pluszowego kota i wszędzie go ze sobą nosiła. To dziwne odwrócenie sytuacji. Lalka bawi się żywym stworzeniem. Ma ochotę wyciągnąć rękę i dotknąć kota, by sprawdzić, jakie to wrażenie, ale się powstrzymuje. Stoi na baczność, otoczona aurą profesjonalnego spokoju. Tak powinna się zachowywać superkontraktorka słuchająca słów klientki.
Jej myśli wypełnia jednak wściekłość. To absurd, by w jej wieku, po tak długiej karierze, odmawiano jej bezwarunkowego prawa do rezygnacji. Minto z pewnością nie rozumie, co to znaczy pogodzić się ze śmiercią. Drugofazowcy są mistrzami w oszukiwaniu jej, wykupywaniu się dzięki pieniądzom i nauce.
Isako słyszała, że syntciała wyczuwają temperaturę, gładkość powierzchni czy nacisk równie dobrze jak organiczne, ale nie czują głodu, zmęczenia ani bólu. Trzeba o nie dbać, a od czasu do czasu również naprawiać lub upgradować, ale nie znają chorób ani starości. Kolana nigdy ich nie bolą, jak w tej chwili Isako. Nie mają problemów ze stawami, mięśniami, sercem, nadciśnieniem, zaburzeniami równowagi hormonalnej ani całym zestawem innych dolegliwości, z którymi muszą się borykać starzejący się ludzie. Umierają dopiero, gdy ich umysły przestają funkcjonować, w wieku około stu pięćdziesięciu lat. Najwyraźniej to naturalna granica dla ludzkiego mózgu, pomimo wszystkich postępów nauki.
Isako rozumie atrakcyjność tego rozwiązania, ale dostrzega też jego groteskowość.
Minto wstaje, trzymając kota w ramionach.
-?Za dwadzieścia sześć dni Rada Dyrektorów przeprowadzi przesłuchanie potwierdzające przed głosowaniem nad przyjęciem kandydatury Ławicy Uchiego. -?Szklane oczy Minto w jakiś sposób potrafią wyrazić palącą niecierpliwość. -?Nie można dopuścić, by został jej członkiem.
Isako spogląda na nią z zaskoczeniem. Jej klient bardzo stanowczo sprzeciwiał się kandydaturze Uchiego, ale nawet on pogodził się z nieuniknionym. Produkcja Gazu Kontynent Południowy to jeden z największych, najważniejszych i najszybciej rosnących działów i musi mieć przedstawiciela w zarządzającej Korporacją radzie.
-?Czasy są niebezpieczne, superkontraktorko Isako. Rada będzie musiała zdecydować, w którym kierunku zmierzamy. -?Minto zwraca się ku wypełniającemu ścianę oknu, za którym rozciąga się rozległy widok na miejski habitat. -?Zaakceptowanie kandydatury Uchiego zakłóciłoby równowagę w sposób, który mógłby się okazać katastrofą dla naszej przyszłości.
-?Zatwierdzenie przez radę wymaga dwóch trzecich głosów aktualnych członków, zgadza się? -?Isako wskazuje srebrny kluczyk wiszący na szyi dyrektorki. -?Jesteś w stanie wpłynąć na wynik głosowania.
Na twarzy Minto pojawia się coś nieprzyjemnie przypominającego grymas.
-?Niestety, kiedy reunifikacjoniści walczyli ze sobą, nasi przeciwnicy, terraformiści, wykorzystali okazję i wzmocnili sojusze. Uchi niemal już zebrał głosy potrzebne do zwycięstwa. Coś musi się zmienić, bym mogła stworzyć opozycję mającą szansę na powodzenie. Potrzebuję jakichś nowych informacji, które wpłynęłyby na członków rady.
-?Z całym szacunkiem, czy nie mówiłaś przed chwilą, że czasami wiatr jest tak silny, że nawet najlepszy pilot nie zdoła mu się przeciwstawić? -?przypomina jej Isako.
-?Rzeczywiście tak powiedziałam. -?Minto uśmiecha się do niej. Uśmiechy mózgów w słoikach wyglądają kurewsko makabrycznie. Są gładkie jak porcelana. -?Ale ten fakt nie powstrzymał ciebie i twojego klienta przed podjęciem próby, prawda? Szanse sukcesu mogą nie być wysokie, ale stawka jest ogromna. Być może znajdziesz pocieszenie w myśli, że Greves z pewnością poparłby mnie w tej sprawie.
To była prawda.
-?Chcesz, bym odkryła jakieś wstydliwe tajemnice Uchiego?
Nawet w czasach pokoju dyrektorzy zawsze szukają haków, dzięki którym mogliby zaszkodzić rywalom albo skłonić ich szantażem do współpracy. Wszyscy wysoko postawieni i wpływowi ludzie w Korporacji mają w szafie jakieś trupy. Kilka ujawnionych w odpowiedniej chwili dokumentów może sprowokować bunt pracowników, spowodować odcięcie budżetu działu albo nawet wzbudzić gniew prezesa rezydującego w Słodkim Morzu, co skończyłoby się degradacją albo zwolnieniem z pracy. Otwieranie tych szaf jest rutynowym zadaniem, często zlecanym kontraktorom.
Ale tym razem nie chodzi o rutynowe zadanie ani o zwyczajny cel.
-?Masz coś dla mnie? -?pyta Isako.
Jakąś wskazówkę, która podpowiedziałaby mi, gdzie szukać.
Minto stawia kota na podłodze. Zwierzę oddala się do ogrodu, unosząc ogon zakrzywiony niczym znak zapytania. Dyrektorka zrywa z roztargnieniem kilka zeschłych brązowych liści z rośliny o pięknych białych kwiatach mających trzy płatki. Ich niewiarygodny zapach kojarzy się z blaskiem słońca i owocami. Isako zastanawia się, czy syntciała mają zmysły węchu i smaku. Nigdy o to nie pytała.
-?Dyrektor Uchi ostatnio zachowywał się nieprzewidywalnie -?mówi Minto. -?To niepokojące. Podobne reakcje mogą sugerować niestabilność mentalną lub emocjonalną.
-?Niedawno przeszedł rekorporalizację -?zauważa Isako.
To jedyny powód, dla którego dotąd nie zgłoszono jego kandydatury na członka rady. Kluby drugofazowców są dostępne wyłącznie dla nich. Ich zdaniem kandydat staje się wystarczająco doświadczony, zasłużony, bogaty i mądry dopiero wtedy, gdy pozbędzie się biologicznego ciała. To dość niezwykłe, że wysunięto kandydaturę zaledwie siedemdziesięcioletniego człowieka, świeżo po rekorporalizacji. Zwykle rada czekała kilka lat, ale Uchi był wyjątkiem, wielką gwiazdą Korporacji.
-?Niektórzy potrzebują miesięcy, by przystosować się do drugiej fazy.
-?Ja wzięłam tylko sześć dni urlopu -?odpowiada lekceważącym tonem Minto. -?I byłam wtedy starsza niż Uchi teraz. Słyszałam, że w dzisiejszych czasach proces jest łatwiejszy, dzięki odpowiedniemu przygotowaniu psychologicznemu. -?Potrafi wyrazić pogardę bez śladu mimiki. To imponujące. -?Rada Dyrektorów wkrótce stanie przed najtrudniejszymi problemami naszych czasów. Ma kluczowe znaczenie, by wszyscy jej mający prawo głosu członkowie byli w pełni zdrowi na umyśle.
Isako marszczy brwi. To nie wystarczy. Minto chwyta się brzytwy.
A może nie. Proces nie zawsze przebiega gładko. W jednym przypadku na pięćdziesiąt potrzebna jest rekonwalescencja mogąca trwać nawet rok, a jednym na sto kończy się całkowitym niepowodzeniem. Pacjent umiera na stole operacyjnym, staje się bezmyślną rośliną albo jego władze umysłowe szybko zanikają. W takim przypadku nie ma innego wyjścia niż zakończenie życia. Bezbolesne, ale zawsze zakończenie.
-?Korporacja ma obowiązek dokładnie sprawdzić każdego kandydata. Jeśli są powody do niepokoju, musimy jasno je wskazać -?oznajmia Minto. - Nawet jeśli to tylko okres przystosowania, jak sugerujesz, w jego dossier są też inne sprawy wymagające zbadania.
Łagodnie to ujęła. Uchi ma mnóstwo wrogów. Niektórzy próbowali go zabić. I nie są to wyłącznie polityczni rywale albo radykalne duże zetki. Wielu uważa, że to on jest odpowiedzialny za katastrofę na Polu 93. Ale sukces jest niemal nieprzebitą tarczą. Jeśli kontrowersje, jakie otaczały Uchiego, nie zdołały go dotąd powstrzymać, Isako wątpi, by mogła znaleźć coś, co zwróci przeciwko niemu większość rady i prezesa.
Spogląda na Sherae. Młodsza superkontraktorka wróciła na swe miejsce po drugiej stronie biurka i wlepiła wzrok w podłogę. Z jej twarzy nie sposób czegokolwiek wyczytać.
-?Oczekuję, że użyjesz wszelkich dostępnych środków, by osiągnąć cel - mówi Minto. -?OpSat udostępni ci niezbędne zasoby i udzieli pomocy, pod warunkiem, że zachowasz dyskrecję i niczego nie ujawnisz. Jasne?
Klientka daje Isako carte blanche. Kiedy dyrektorzy chcą popełnić czyn wykraczający poza uznane zasady, zlecają zadanie kontraktorom. Jeśli misja zakończy się niepowodzeniem i wszystko wyjdzie na jaw, bez trudu wykręcą się od odpowiedzialności, mówiąc, że nie wydali takich rozkazów i kontraktorzy przekroczyli swe uprawnienia, po czym po prostu unieważniają kontrakt.
Tak właśnie postąpi Minto, jeśli Isako spieprzy sprawę.
Ta zaś weźmie na siebie odpowiedzialność, zeznając, że błędnie zrozumiała życzenia klientki, a potem zrezygnuje z pozwoleniem Agencji i odejdzie na Pustkowia, trzymając usta zamknięte. Agencja dopilnuje, by w końcu ją pochowano, a rodzina po cichu otrzyma hojny pakiet.
Ale Isako nie zawiedzie. Ma mnóstwo doświadczenia w takich sprawach. Gdyby nadal pracowała dla Astrokomu i stała przed Puszczą Grevesem, chciałaby się dowiedzieć więcej. Poprosiłaby go o dodatkowy kontekst, by lepiej zrozumieć dalekosiężne cele klienta i skuteczniej pracować na rzecz ich osiągnięcia. Sawanny Minto nie zna. Nie chciała jej poznać. Nigdy nie miała takiego zamiaru. Wie jednak wystarczająco wiele, by zabrać się do pracy.
-?Do zobaczenia, dyrektorko.
Kłania się i rusza ku wyjściu.
-?Isa.
Głos Sherae dociera do niej, nim zdąży oddalić się zbytnio. Isako ogląda się i dostrzega w pełnych życia, brązowych oczach byłej uczennicy wyraz przeprosin.
Nikt nie lubi, gdy nieprzyjacielscy kontraktorzy wtrącają się w jego sprawy, a Ławica Uchi nie słynie z wyrozumiałości, nawet dla własnych etatowców. W innej sytuacji Minto mogłaby zaryzykować utratę superkontraktorki, żeby osiągnąć cel. Teraz nie musi tego robić. Sherae wie, że los uśmiechnął się do niej.
Isako ma szczerą nadzieję, że młodsza kobieta nie spróbuje jej dziękować. To byłoby krępujące.
-?Powodzenia -?mówi Sherae.
-?Jeśli nie możesz powstrzymać drżenia rąk, nie dotykaj wyzwalacza do chwili, gdy sięgniesz po broń -?przypomina jej Isako. -?Pamiętaj, by przekazać to swoim uczniom.
Opuszcza fałszywy raj Minto.