Ostatni cesarz Meksyku. Habsburskie królestwo w Nowym Świecie - Edward Shawcross


Reflow text when sidebars are open.
Wiosną 1867 roku trzej mężczyźni czekali na swój los. Więziono ich w dawnym klasztorze, pośród zniszczonych ostrzałem, spalonych słońcem ulic Querétaro, prowincjonalnego miasteczka położonego dwieście kilometrów na północny zachód od stolicy Meksyku. Sypialnie zakonnic idealnie nadawały się na cele, których pilnie strzeżono: siedzieli w nich niebezpieczni więźniowie polityczni, przywódcy jednej z frakcji w wojnie domowej, która od prawie dziesięciu lat pustoszyła Meksyk. Do egzekucji zostały trzy dni. Mieli w tym czasie pozałatwiać swoje sprawy i jako dobrzy katolicy pojednać się z Bogiem.
Jednym ze skazańców był Miguel Miramón, eksprezydent Meksyku. A przynajmniej prezydent swoich zwolenników z Partii Konserwatywnej - przeciwnicy nigdy nie uznali jego nominacji. Miramón, urodzony w mieście Meksyku we wpływowej rodzinie, która wywodziła się z arystokratycznych markizów, miał zaledwie dwadzieścia sześć lat, gdy został głową państwa. Był uprzejmy i czarujący oraz niezwykle oddany armii, Kościołowi i żonie - ucieleśnienie konserwatywnej sprawy, której niegdyś przewodził.
Jego współwięzień, Tomás Mejía, pochodził z plemienia Otomí, zamieszkującego górskie pasmo Sierra Gorda. W tym odciętym od świata regionie panowały tak surowe warunki, że trafił on pod panowanie Hiszpanów dopiero w latach czterdziestych osiemnastego wieku, ponad dwieście lat po tym, jak hiszpański kolonializm podporządkował sobie Meksyk. Czterdziestosiedmioletni Mejía należał do typowych przedstawicieli nadzwyczaj pobożnych i na wskroś niezależnych rdzennych mieszkańców, którzy popierali konserwatystów.
Trzeci z nich był inny. Wysoki, o niebieskich oczach, jasnych włosach i z charakterystyczną bujną brodą, w której obsesyjnie wyczesywał przedziałek na środku, przebywał w Meksyku dopiero od trzech lat. Twierdził, że jest liberałem, a nie konserwatystą. Uważał też, że jest cesarzem Meksyku. Ferdynand Maksymilian, potomek jednego z najstarszych i najznakomitszych królewskich rodów w Europie, urodził się pośród cesarskiego przepychu w Wiedniu jako habsburski arcyksiążę. Teraz świat schorowanego, wychudzonego, odciętego od przyjaciół i rodziny Maksymiliana ograniczał się do celi metr na dwa w zrujnowanym meksykańskim miasteczku.
Mimo to nie tracił nadziei. Żona Miramóna, Concepción Lombardo, która niedawno urodziła córkę, dostała pozwolenie na odwiedziny u więźniów.
- Chciałbym prosić panią o przysługę - zagadnął ją Maksymilian. - Proszę pojechać do San Luis i razem z moimi prawnikami wystąpić o ułaskawienie.
Jedyny człowiek uprawniony do okazania łaski, prezydent Meksyku Benito Juárez, przebywał w pobliskim mieście San Luis Potosí.
Concepción była sceptyczna. Uważała, że w tych ostatnich dniach jej miejsce jest u boku męża. Jednak Miramón zaklinał ją, by mu "dała ten ostatni dowód miłości". Wierzył, że potrafi ich ocalić. W końcu uległa. Łzy spływały po twarzy Concepción, gdy się żegnała. Po jej wyjściu Miramón napisał do żony: "Kocham Cię nad życie"[1].
Dzień przed egzekucją nadal nie było żadnych wieści, więc Maksymilian napisał list do prezydenta. Skoro już musi zostać przelana krew, błagał, to tylko moja. O piątej po południu przyszła depesza z odpowiedzią: nie będzie żadnej łaski. Jednak Concepción jeszcze nie dotarła do prezydenta. O ósmej Maksymilian wycofał się do swojej celi. Czytał O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis. O dziesiątej zdmuchnął świece i położył się spać.
Niedługo potem do celi wszedł mężczyzna i obudził Maksymiliana. Głównodowodzący armii, ten, który pokonał i uwięził całą trójkę, ten sam, który ogłosił wyrok śmierci, chciał porozmawiać.
Opowieść o tym, w jaki sposób habsburski arcyksiążę został cesarzem Meksyku, jest niecodzienna. Prezydent Ulysses S. Grant uznał to za skandal, ni mniej, ni więcej, tylko akt wypowiedzenia wojny Stanom Zjednoczonym. Karol Marks z kolei oświadczył, że to preludium najbardziej monstrualnego przedsięwzięcia, jakie zapisało się na kartach międzynarodowej historii. Adolphe Thiers, prezydent Trzeciej Republiki Francuskiej, nazwał meksykańskie cesarstwo szaleństwem nieporównywalnym z niczym od czasu Don Kichota. Trzej cytowani nie mogli bardziej różnić się przekonaniami politycznymi, jednak wszyscy tak samo nie potrafili uwierzyć w skrajną pychę, która zaprowadziła Maksymiliana do Meksyku.
Z jednej strony przypadek Maksymiliana jest klasycznym przykładem historii sfrustrowanego młodszego syna, przekonanego o własnej wielkości, ale w przeciwieństwie do starszego brata, cesarza Austro-Węgier Franciszka Józefa, bez imperium do rządzenia. Z drugiej strony jest to również opowieść o wyzwaniu, jakie dynastyczna Europa rzuciła republikańskim Amerykom, o tym, jak Stary Świat chciał umocnić swoją pozycję w Nowym. Spisek, który zaprowadził Maksymiliana za Atlantyk, zawiązał się w Meksyku, ale wykluł na dworze Napoleona III, cesarza Francuzów. To jego wojska najechały Meksyk w 1862 roku i rzuciły największe wyzwanie doktrynie Monroego, amerykańskiej polityce, która po upadku hiszpańskiego imperium na początku dziewiętnastego wieku zabroniła Europie ingerować w sprawy Ameryk. Wyjąwszy Brazylię, kres hiszpańskiego kolonializmu w kontynentalnej Ameryce Łacińskiej sprawił, że region funkcjonujący wcześniej pod władzą jednego króla przekształcił się w wiele republik. Napoleon III marzył o przywróceniu europejskich wpływów w formie monarchii pod francuską kuratelą. Maksymilian był jego człowiekiem w Meksyku.
Dlatego w opowieści tej nie chodzi o to, kto miał rządzić w Amerykach, ale o formę, jaką te rządy miały przybrać. Napoleon III zainicjował jedną z najbardziej szokujących zmian reżimu w dziewiętnastym wieku: zastąpienie popieranej przez Stany Zjednoczone meksykańskiej republiki Benita Juáreza wspieraną przez Francję monarchią z Maksymilianem na czele. Był to imperializm na wielką skalę - chociaż nie europejski kolonializm, często praktykowany w dziewiętnastym wieku. Zamiast bezpośrednio rządzić Meksykiem z Paryża lub zachęcać francuskich osadników do migracji do tego kraju, Francja stworzyłaby, a przynajmniej tak głosiła teoria, niezależne królestwo, wspierane przez miejscową ludność, zarządzane przez meksykańskich polityków pod zwierzchnictwem cesarza Meksyku. W takim kształcie francuska interwencja w Meksyku ma więcej wspólnego z późniejszymi interwencjami Stanów Zjednoczonych w Wietnamie, Afganistanie i Iraku niż z bardziej typowym dziewiętnastowiecznym kolonializmem, czego przykładem jest choćby Algieria francuska.
W latach sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku, gdy na północ od granicy meksykańskiej ważyły się losy Stanów Zjednoczonych w trwającej właśnie wojnie secesyjnej, na południu rozegrała się dramatyczna walka o przyszłość obu Ameryk. Narzuceni cesarze przeciwko prezydentom, monarchie przeciwko republikom oraz Europa przeciwko Stanom Zjednoczonym: ten konflikt miał określić, kto zdobędzie przewagę na półkuli zachodniej i w jaki sposób będzie zarządzany ten region.
W tej walce Napoleon III i Maksymilian mogli uchodzić za zbawców Meksyku, ponieważ ponad dziesięć lat wcześniej państwo to najechały Stany Zjednoczone. Meksyk wyzwolił się spod panowania hiszpańskiego w 1821 roku. Obecnie, zaledwie dwadzieścia pięć lat później, ku ogólnemu przerażeniu, Stany Zjednoczone, które jeden z ojców założycieli nazywał imperium wolności, wydawały się być bardziej imperium podboju, dążącym do dominacji na kontynencie. Historia zaczyna się w 1847 roku, kiedy amerykańskie wojsko przedarło się do samej stolicy Meksyku, gdzie wspaniałe ulice imponującego miasta już wkrótce miały spłynąć krwią jego mieszkańców.
[1] Concepcio?n Lombardo de Miramo?n, Memorias de Concepcio?n Lombardo de Miramo?n, Mexico 2020, rozdział 10 (e-book).