Rozdział 4
Dante
Byłem zły na tego jubilera i to tak bardzo, że mój smok się przebudził. W rzeczywistości jednak byłem najbardziej zły na siebie.
Spojrzałem na nią Marielle, która zobaczywszy oczy moje go smoka cofnęła się.
- Jestem wściekły - rzekłem, czując, że aż drżę ze zdenerwowania. - To ja miałem ci powiedzieć. Cholera, Ja miałem!
- D... - usłyszałem cichy szept w momencie, gdy znów cofnęła się powoli.
Na ten widok aż zagrzmiałem:
- Nie cofaj się przede mną!
Zamarła i dostrzegłem łzy w jej oczach - opamiętałem się i poczułem jak ostatnia świnia.
- Przepraszam... aniołku, przepraszam... - zachwiałem się i padłem przed nią na kolana. - Przepraszam!
Schyliłem się mocno, niemal dotykając głową ziemi.
- Nie chciałem by to wyszło w ten sposób - wyznałem, czując jak złość zastępuję przerażenie i rozpacz. - Chciałem poczekać, upewnić się... ale najzwyczajniej spieprzyłem to. Gdy dałem ci ten pierścionek... wiedziałem co robię. Jednak byłem zdesperowany - bałem się, że cię stracę i to tak mocno, że postanowiłem związać cię ze sobą w jedyny dla mnie możliwy sposób. Od początku czułem do ciebie aż za wiele, jednak nie wiedziałem wtedy, że jesteś moja partnerką - mój smok zaś musiał poznać cię od razu. Lata mijały, a ja czułem coraz bardziej, że muszę ci to wyjaśnić, jednak bałem się, że źle to zrozumiesz, że... - wtedy poczułem, jak łzy spływają mi po policzkach, a potem kapią na ziemię. - Przepraszam.
Klęczałem tak, bojąc się poruszyć, bojąc odetchnąć... bojąc, że ona ucieknie.
Jednak po chwili wyczułem, że podchodzi do mnie. I pojawił się jeszcze większy strach - strach przed tym, co zaraz usłyszę.
- Wstań - wychrypiała.
Bezradnie pokręciłem głową - nie mogłem. Nie miałem odwagi by choć na nią spojrzeć.
Poczułem, że się poruszyła i dostrzegłem jej kolana zaraz naprzeciwko mnie - musiała klęknąć. Jednak to jej dalsze działania mną wstrząsnęły - przytuliła twarz do mojej głowy i od razu wyczułem zapach jej łez.
Milczała jednak, roniąc je w absolutnej ciszy.
- Marielle - poprosiłem w końcu. - Odezwij się.
- Czy ja naprawdę jestem twoja? - zapytała.
A ja wyznałem:
- Tak. - Nie umiałem kłamać. Nie jej.
- Czy... - zaczęła. - Czy ta część z narzeczoną... czy ona...
- Jeszcze nie - zacisnąłem mocno powieki. - Jest to jedyna rzecz, jakiej jeszcze nie zrobiłem. Dlatego założyłem wtedy pierścionek na łańcuszek. Chciałem... chciałem, gdy wyjaśnię ci wszystko... założyć ci go na palec - wyznałem z bólem. - Ale teraz... nie wiem nawet, czy mogę cię o to prosić.
Jej płacz się wzmógł, jednak nagle usłyszałem:
- Chcesz... chcesz, mieć za żonę taką jędzę jak ja?
Otworzyłem ciągle mokre oczy i wpatrzyłem się w ziemię, czując coś w sobie - w Niej.
Te słowa...
- A czy ty chciałabyś takiego dupka jak ja? - zapytałem, łapiąc się ostatniej nadziei.
Tymczasem płacz - o ile mógł - stał się jeszcze większy.
- Ale my nie możemy... - wyszeptała, a ja poczułem smagnięcie przeraźliwego bólu. Resztki nadziei znikały jak...
- Jesteśmy jeszcze niepełnoletni - wychlipała, drżąc na całym ciele. - Kto nam udzieli ślubu?
- Marielle - wyszeptałem, czując się, jakbym znalazł się we śnie. - A gdybyśmy... gdybyśmy jeszcze poczekali... - Nie wierzyłem, że to się dzieje. - Przyjęłabyś pierścionek... a potem wyszła za mnie?
- Nie chcę nikogo innego - chlipała dalej, tuląc moją głowę coraz mocniej. - Nie chcę. Chcę ciebie z twoim smokiem, chcę... mieć z tobą w przyszłości dzieci - wyznała, a mi puściły hamulce.
Podniosłem się i przytuliłem ją mocno do siebie, a ona wczepiła się we mnie, szukając ze mną bliskości.
Podniosłem się z nią na rękach i usiadłem na ławce, sadowiąc ją na swoich kolanach.
Przez ponad godzinę nie robiliśmy nic innego, tylko tuliliśmy się do siebie mocno.
- Marielle - poprosiłem w pewnym momencie cicho. - Spójrz na mnie.
Wzięła głęboki, drżący oddech, tuż przy mojej skórze i spojrzała na mnie przez nadal wilgotne oczy.
- Wyjdziesz za mnie?
Usłyszawszy to zaczęła śmiać się przez łzy.
- A czy Goku i ChiChi się pobrali?
Też się zaśmiałem. Goku i ChiChi byli postaciami z japońskiego anime zwanego Dragon Ball. Gdy po raz pierwszy przyjechała do mnie do domu te trzy lata temu, miała na sobie koszulkę z tej serii.
Dzięki temu od razu złapaliśmy kontakt - oboje byliśmy fanami tej "animacji" i czasami nawiązywaliśmy do niej w czasie rozmów, przypominając sobie tamten dzień... i wiele późniejszych.
- Tak - przyznałem i zdjąłem pierścionek z jej łańcuszka.
Zapiąłem go w ciszy z powrotem na jej szyi, a potem drżącą ręką ująłem jej dłoń, wkładając na palec pierścień.
Kiedy to robiłem obiecałem jej:
- Jednak ja mam zamiar być lepszym mężem i ojcem, niż on kiedykolwiek mógłby być.
Rozdział 6
Dante
Nie mogłem spać, a jeszcze dokładniej - nie potrafiłem.
Gdy poranne słońce zajrzało do mojego pokoju, ja nadal leżałem w tej samej pozycji, co gdy w nocy padłem na łóżko.
Moje dłonie nie mogły zapomnieć dotyku jej miękkich piersi - palce wręcz natarczywie przypominały mi kształt sutków, które ściskałem między palcami.
Moje usta ciągle pamiętały ich smak.
Zacisnąłem gwałtownie powieki.
Cholera. Cholera.
Moje potrzeby budziły się przez ostatnie trzy lata bardzo wolno, jednak teraz przyspieszyły z siłą huraganu.
Ta kobieta... Boże, to już nie była mała, słodka Marielle, moja dziewczyna.
To była Marielle, moja narzeczona i najprawdziwsza, nieznośnie seksowna kobieta.
Kiedy to się stało? Kiedy poza miłością zacząłem czuć aż tak wielką potrzebę dotykania jej? Przecież zawsze tuliliśmy się do siebie. Zawsze całowaliśmy. Cholera, nieraz przez te lata spaliśmy lub leżeliśmy razem w jednym łóżku.
Tymczasem teraz, na samą myśl, że znalazłaby się tutaj, obok mnie, a ja miałbym ją po prostu przytulić... Nie potrafiłbym - zdałem sobie sprawę. - Zacząłbym pieścić każde miejsce, jakie tylko pozwoliłaby mi dotknąć, Wszystkie, które już do tej pory zbadałem... i wiem, że o te miejsca nawet bym się nie zająknął. Pozwoliłbym sobie działać, czerpiąc z tego jak najwięcej przyjemności i nawet jeśliby się opierała, to sprawiłbym, że po chwili błagałaby mnie, bym nie przestawał. Wręcz pragnąłem słyszeć jak prosi mnie, bym ją kochał na każdy możliwy sposób.
Tak myśląc o tym wszystkim poczułem, jak mój penis drży w bokserkach, pęczniejąc coraz bardziej, aż zobaczyłem, jak unosi pościel, gotowy i przeraźliwie twardy. Bez słowa przykryłem go dłonią i zacząłem delikatnie masować, wyobrażając sobie, że to jej ręka...
O nie.
Poderwałem się gwałtownie i wbiegłem do łazienki naprzeciwko mojego pokoju, po czym wszedłem w bokserkach pod prysznic, wypuszczając na siebie lodowato zimną wodę.
Stałem tak, drżąc pod nią z zimna, dopóki pożądanie całkowicie nie opadło.
Cholera, jak mogłem? Jak mogłem pragnąć, by zaczęła mnie tam dotykać? Dlaczego u licha tak szybko? Do tej pory chciałem jej dotyku gdzie indziej, chciałem by - tak jak wczoraj - całowała i lizała mnie po klatce piersiowej. Tego chciałem.
Pragnąłem też dotknąć jej nagich piersi. Boże, gdy tylko mnie o to poprosiła, myślałem, że zwariuję. Bałem się jednak tego trochę, ponieważ mój smok po jej pieszczotach wychylał się coraz bardziej.
Dlaczego więc tam wróciłem? Dlaczego sam się na to skazałem? Teraz...
Musiałem ochłonąć. Musiałem jej powiedzieć, że powinniśmy zastopować na kilka dni.
Bo jeśli nie... To zostanę strawiony przez własne pożądanie.