Oskarżyciel - Whitney G.
25.90 zł
18.85 zł
(18,75 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Andrew
Nowy Jork to nic więcej jak gówniany ugór, śmietnik, w którym nieudacznicy porzucają wszelkie marzenia. Blask świateł, które jeszcze kilka lat temu wydawały się lśnić tak jasno, teraz przygasł, a to unoszące się w powietrzu uczucie świeżości i nadziei rozwiało się dawno temu.
Każdy, kogo kiedyś uważałem za przyjaciela, stał się moim wrogiem, a słowo "zaufanie" wymazano z mojego słownika. Prasa zszargała moje nazwisko i reputację, a po przeczytaniu nagłówka, który pojawił się rano w "New York Timesie", postanowiłem, że dzisiejszy wieczór będzie ostatnim, jaki tu spędzę.
Mam już dość zimnych potów i koszmarów, które wyrywają mnie ze snu, a choć bardzo się staram udawać, że moje serce wcale nie zostało zdeptane, wątpię, aby ten dręczący ból w piersi kiedykolwiek ustąpił.
Aby pożegnać się, jak należy, zamówiłem najlepsze dania ze wszystkich ulubionych restauracji, obejrzałem Śmierć komiwojażera na Broadwayu i wypaliłem kubańskie cygaro na moście Brooklińskim. Zarezerwowałem też penthouse w Waldorf-Astorii, gdzie właśnie leżę na plecach na łóżku, zanurzając palce we włosach kobiety i pomrukując, gdy jej usta ślizgają się wzdłuż mojego kutasa.
Drażni językiem jego czubek, a podnosząc na mnie wzrok, szepcze:
- Podoba ci się?
Nie odpowiadam. Przyciskam jej głowę do swego krocza i wzdycham, gdy czuję dotyk warg na jajach i ruch dłoni, którymi obejmuje mój członek.
Przez ostatnie dwie godziny pieprzyłem ją już pod ścianą, posuwałem przechyloną przez krzesło i łapczywie lizałem jej cipkę, przygniatając jej nogi do materaca.
Czuję spełnienie - przyjemność - ale wiem, że to uczucie nie utrzyma się zbyt długo; zniknie, jak zawsze. Za niespełna tydzień nie będzie po nim śladu, a ja będę musiał znaleźć sobie kogoś innego.
Wchodzę w jej usta coraz głębiej, mocno ciągnę za włosy i naprężam się, a jej głowa porusza się w górę i w dół. Rozkosz zaczyna rozlewać się po moim ciele, mięśnie w nogach sztywnieją i czuję, że dłużej nie zdołam się powstrzymać, więc ostrzegam ją, by się odsunęła.
Ignoruje mnie.
Chwyta mnie za kolana i ssie jeszcze mocniej, pozwalając, by mój kutas dotykał jej gardła. Ma ostatnią szansę, by się wycofać, ale ponieważ tego nie robi, nie mam wyboru i strzelam spermą w jej usta.
A ona ją połyka.
Do. Ostatniej. Kropli.
Imponujące...
W końcu się odsuwa, oblizuje wargi i wyciąga się na podłodze.
- Jeszcze nigdy nie połykałam - mówi. - Zrobiłam to tylko dla ciebie.
- Niepotrzebnie. - Wstaję i zapinam spodnie. - Mogłaś to sobie zachować dla kogoś innego.
- No tak, hmm... Chcesz zamówić coś na kolację? Moglibyśmy zjeść, pooglądać HBO, a potem zrobić to jeszcze raz.
Unoszę brwi zdezorientowany.
Właśnie to mnie zawsze najbardziej irytuje - kiedy kobieta, która zgodziła się na "jedną kolację/jedną noc/zero powtórek" nagle chce budować jakąś urojoną więź. Z jakiegoś powodu uważa, że potrzebna jest rozmowa na do widzenia, mdłe zapewnienie, że to, co się właśnie wydarzyło, było "czymś więcej niż seks" i że zostaniemy przyjaciółmi.
Ale to był tylko seks, a ja nie potrzebuję przyjaciół. Ani teraz, ani nigdy.
- Nie, dziękuję. - Podchodzę do lustra po drugiej stronie pokoju. - Jestem umówiony.
- O trzeciej nad ranem? Jeśli chcesz, to możemy sobie darować HBO i od razu powtórzyć naszą...
Przestaję słuchać jej irytującego głosu i zaczynam zapinać koszulę. Nigdy nie spędziłem nocy z kobietą poznaną w necie, a ta nie będzie pierwsza.
Poprawiając krawat, zauważam wystrzępiony różowy portfel leżący na toaletce. Zaglądam do środka i przesuwam palcami po nazwisku wydrukowanym na jej prawie jazdy: Sarah Tate.
Gdy tydzień temu poznałem tę kobietę, przedstawiła mi się jako "Samantha". Powtarzała też - wielokrotnie - że jest pielęgniarką w Grace Hospital. Po karcie pracownika Wal-Martu wetkniętej za prawo jazdy wnioskuję, że ta część też nie była prawdą. Oglądam się przez ramię i widzę, jak rozkłada ramiona na jedwabnej pościeli. Jej mleczna skóra jest nieskazitelnie gładka, a wygięte w łuk usta są lekko nabrzmiałe. Swoimi zielonymi oczami odnajduje mój wzrok i powoli siada wyprostowana na łóżku, szerzej rozkładając nogi i szepcząc:
- Wiesz, że chcesz zostać. Zostań...
Mój kutas zaczyna twardnieć - zdecydowanie gotowy do następnej rundy, jednak widok jej prawdziwego nazwiska skutecznie mnie do tego zniechęca. Nie znoszę przebywać w towarzystwie kogoś, kto mnie okłamuje, nawet jeśli ma cycki w rozmiarze E, a w ustach niebo. Rzucam portfel na jej kolana.
- Powiedziałaś mi, że masz na imię Samantha.
- Tak. I...?
- Masz na imię Sarah.
- Co z tego? - Wzrusza ramionami i przywołuje mnie do siebie gestem. - Nigdy nie podaję prawdziwego imienia mężczyznom poznanym przez internet.
- Tylko pieprzysz się z nimi w pięciogwiazdkowych hotelach?
- Dlaczego nagle obchodzi cię moje prawdziwe imię?
- Nie obchodzi. - Rzucam okiem na zegarek. - Zostajesz na noc w tym pokoju czy mam ci dać kasę na taksówkę do domu?
- Co?
- Wyraziłem się niejasno?
- No, no... Brawo... - Kręci głową. - Ciekawe, jak długo jeszcze będziesz mógł to robić.
- Niby co?
- Gadać z jakąś kobietą przez tydzień, żeby ją posunąć, a potem przerzucić się na następną. Jak długo to potrwa?
- Dopóki nie przestanie mi stawać. - Wkładam marynarkę. - Potrzebujesz kasy na taksówkę do domu czy zostajesz? Doba hotelowa kończy się w południe.
- Wiesz, że takich jak ty, którzy tak usilnie unikają związków, w końcu bierze najbardziej?
- Uczą tego w Wal-Marcie?
- To, że ktoś cię kiedyś zranił, nie znaczy, że każda kolejna kobieta zrobi to samo. - Wydyma wargi. - Pewnie dlatego taki jesteś. Może gdybyś spróbował naprawdę się z którąś spotykać, byłbyś szczęśliwszy. Powinieneś zabierać ją na kolację i słuchać, co ma do powiedzenia, a potem odprowadzać ją do domu, nie oczekując, że zaprosi cię do środka. No i może jednak darować sobie "chodźmy się pieprzyć", kiedy na koniec wylądujecie w hotelu.
Gdzie te cholerne kluczyki? Muszę stąd wyjść. Natychmiast.
- Już to widzę... - Najwyraźniej nie umie się zamknąć. - Pewnego dnia zapragniesz czegoś więcej niż seksu i to od tej, w której nigdy nie spodziewałbyś się zakochać. I która zmusi cię do uległości.
Wyciągam kluczyki spod jej zmiętej sukienki i wzdycham.
- Potrzebujesz kasy na taksówkę?
- Mam własny samochód, kutafonie. - Przewraca oczami. - Czy ty naprawdę jesteś niezdolny do zwykłej rozmowy? Zabiłaby cię krótka pogawędka po seksie?
- Nie mamy o czym rozmawiać. - Kładę klucz do pokoju na szafce nocnej i idę do drzwi. - Miło było cię poznać, Samantho, Sarah czy jak tam masz na imię. Dobrej nocy.
- Pieprz się!
- Nie, dzięki. Trzy razy wystarczą aż nadto.
- Kiedyś los się na tobie zemści, dupku! - krzyczy, gdy wychodzę na korytarz. - Karma to wyjątkowa suka!
- Wiem - odparowuję. - Posuwałem ją dwa tygodnie temu...