1. Ubodzy i ubodzy w duchu
W pierwszym błogosławieństwie napotykamy najpierw problem literacki, który bierze się stąd, iż to błogosławieństwo zostało nam przekazane w innej formie przez Mateusza niż przez Łukasza. Pierwszy używa mowy zależnej: Błogosławieni ubodzy, a drugi mowy niezależnej: Błogosławieni [jesteście], ubodzy; jeden mówi: ubodzy w duchu, a drugi po prostu: ubodzy.
Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie dopuszcza istnienie wspólnego źródła zawierającego wyrażenie "ubodzy", od którego zależny jest tak Mateusz, jak i Łukasz. Łukasz, zatroskany o zaakcentowanie także wymiaru społecznego tego określenia, zachowuje je takim, wzmacniając przez przeciwstawienie sobie wyrażeń: Błogosławieni [jesteście], ubodzy i Natomiast biada wam, bogaczom (Łk 6,20.24)[2]. Mateusz, któremu przyświeca cel katechetyczny, stara się wyjaśnić religijne znaczenie słowa ubodzy w duchowości judaistycznej i w nauczaniu Jezusa, dodając w duchu. Wśród współczesnych komentatorów są tacy, którzy za Mateuszem podkreślają znaczenie religijne, i inni, którzy z Łukaszem akcentują znaczenie społeczne.
Dla pierwszych określenie ubodzy w duchu wskazuje bardziej na postawę wewnętrzną, niż na status społeczny. Jezus - mówią oni - nie miał zamiaru beatyfikować jakiejś klasy społecznej. Tylko stan duchowy może być konfrontowany z rzeczywistością duchową, jaką jest królestwo niebieskie.
To oczywiście prawda, że rzeczywiste ubóstwo jest uprzywilejowaną drogą do ubóstwa w duchu i Jezus mówi o tym na wiele sposobów. Jednakże nie należy sądzić, że w tym błogosławieństwie chodzi o proletariuszy czy o tzw. ludzi ziemi istniejących w ówczesnym judaizmie. Prawdziwie ewangeliczny ubogi to Boży hazardzista, który - kierując się wiarą- wszystko postawił na Boga. W judaizmie czasów Chrystusa słowo ubogi było praktycznie synonimem świętego (hasid) i pobożnego[3]. Ojcowie Kościoła ubogiego w duchu określają synonimem "pokorny"[4].
Ci, którzy opierają się na tekście Łukasza, podkreślają społeczne znaczenie błogosławieństwa, widząc w słowie "ubodzy" określenie sytuacji społecznej, konkretnych warunków życia. Według nich tradycyjne tłumaczenie kładzie zbyt wielki nacisk na wewnętrzne nastawienie ubogiego i zbyt mały na naturę królestwa, które przychodzi. Błogosławieństwa - jak mówią - są przede wszystkim objawieniem miłosierdzia i sprawiedliwości, które charakteryzują królestwo Boże; objawiają bardziej Boga niż człowieka czy ubogiego. Słowo, którego używa Ewangelia dla określenia ubogich (ptochoí), oznacza ludzi potrzebujących, nieszczęśliwych, zgłodniałych, tych, którzy potrzebują jałmużny, żeby mogli żyć. Odpowiednik hebrajski anawîm w znaczeniu pierwotnym wskazuje osoby skrzywione, to znaczy zgięte, upokorzone, obciążone.
Z jakiej racji - pytamy - osoby te miałyby być uprzywilejowane przez Boga? Nie ze względu na ich szczególne zasługi religijne - odpowiadamy - ani ze względu na ich dobre nastawienie, lecz dlatego, że Bóg, jako Król sprawiedliwy, chce bronić tych, którzy są pozbawieni obrony. W mentalności Starego Testamentu ubodzy są "strzeżonymi przez króla".
W jaki sposób wytłumaczyć w takim razie ciągłe istnienie ubóstwa i ucisk ubogich w Izraelu, także wokół Jezusa, dla którego królestwo Boże już nadeszło? Mimo iż fakty temu przeczą, nie prowadzą do rezygnacji z przekonania o królewskiej sprawiedliwości Boga, ale rozciągają ją w przyszłość, na królestwo Boże czasów ostatecznych. To właśnie wtedy ubodzy odniosą zwycięstwo nad tymi wszystkimi, którzy ich uciskali, wtedy będą się prawdziwie cieszyć opieką Boga[5].
2. Nie wystarczy wyjaśnienie "teologiczne"
Przedstawiliśmy dwa główne sposoby rozumienia błogosławieństwa ubogich. Jeden, jak widać, kładzie nacisk na ubóstwo jako stan ducha, drugi na ubóstwo jako sytuację społeczną. W jednym i drugim przypadku nagrodą za nie jest królestwo Boże, ale w pierwszym przypadku wymaga ono wewnętrznej dyspozycji człowieka, a w drugim chodzi wyłącznie o wymaganie, jakie Bóg stawia sobie samemu. Żadna z tych tez nie jest zadowalająca, jeśli się je bierze oddzielnie. Jedna za bardzo wyklucza odniesienie do sytuacji społecznej, do rzeczywistości ubóstwa; druga w sposób drastyczny pomija wewnętrzne nastawienie ubogiego.
Chciałbym w sposób szczególny podkreślić trudności, jakie niesie ze sobą to rozumienie ubóstwa, które przedstawia je jako problem teologiczny, uzależniony całkowicie od Boga. Interpretacja ta pomija ścisłą zależność, jaką ukazuje Ewangelia pomiędzy pojęciem ubóstwa i pokory, pomiędzy przywilejem ubogich i dzieci. Ponadto, jeśli rygorystycznie zastosujemy tę interpretację, to okaże się, że ona do niczego nie prowadzi. Wielką nagrodą dla ubogich w sensie socjologicznym powinno być królestwo Boże. Lecz analizując naturę tego królestwa, zauważamy, że nic nowego nie wnosi ono w ich rzeczywistą sytuację, ponieważ nie czyni ich ani bogatszymi, ani bardziej nasyconymi.
Tak więc ta współczesna interpretacja tylko pozornie poświęca więcej uwagi wymiarowi społecznemu. Co więcej, zawiera pewne ryzyko nadużycia ubóstwa, czyniąc zeń jedynie okazję, która Bogu daje możliwość okazania swojej najwyższej sprawiedliwości. Pomijam fakt, że także w tym przypadku realizacja dokonywałaby się na płaszczyźnie zupełnie innej od obiecanej i oczekiwanej: ubogi otrzymuje obietnicę nagrody za swoje ubóstwo materialne, ale okazuje się w końcu, że ta nagroda ma charakter wyłącznie duchowy.
Jezus z pewnością troszczy się o prawdziwych ubogich, ale czyni to nie wtedy, kiedy ich nazywa błogosławionymi, lecz kiedy mówi, że cokolwiek czynimy - lub nie - dla ubogich, to czynimy Jemu i kiedy grozi piekłem tym, którzy nie troszczą się o ubogiego, jak w przypowieści o bogaczu.
W naszym przypadku trudność polega na zastosowaniu pojęcia zasług i cnót tam, gdzie należałoby mówić o wierze. To nie zasługi biednych czy ich dyspozycja moralna skłaniają Boga do działania na ich korzyść, lecz ich otwartość na wiarę. Bóg docenia w ubogich nie tyle to, co mają, lecz to, że brak w nich samowystarczalności, zamknięcia się w sobie, ambicji, by zbawić się o własnych siłach. Myśląc inaczej, twierdzilibyśmy, że królestwo Boże jest darowane najpierw celnikom i jawnogrzesznicom, ponieważ Bóg uprzywilejowuje taki stan, a nie dlatego, że są oni zdolni do opamiętania się, a fałszywi sprawiedliwi nie.
Nie chodzi o poznanie, czy Bóg działa w oparciu o jakąś naszą postawę poprzedzającą: jest jasne, że nie; chodzi o to, by zrozumieć, czy oczekuje czegoś w odpowiedzi. Ubogi musi uznać i przyjąć ten szczególny dar, tzn. musi uwierzyć. Bóg - mówi św. Jakub - wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze (por. Jk 2,5).
Błogosławieństwo ewangeliczne: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie, trzeba odczytywać w świetle zestawienia łaska - wiara. Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę (Ef 2,8). W błogosławieństwie tym królestwo jest przedstawione jako dar łaski, a ubóstwo w duchu jako odpowiedź wiary. Ubodzy w duchu to ubodzy wierzący. Jezus zdaje się mówić: Błogosławieni wy, ubodzy, bo uwierzyliście (nie należy zapominać, że zwraca się On do konkretnych osób, które poszły za Nim, zaś biada kieruje do tych, którzy faktycznie Go odrzucili); lub też: błogosławieni wy, jeśli uwierzycie. Wiara stanowi tło każdego przemówienia Jezusa.
Trzeba więc szukać rozwiązania trudności w połączeniu tych dwóch punktów widzenia. Trzeba łączyć, a nie przeciwstawiać sobie ubogich Łukasza i ubogich w duchu Mateusza. Ten ostatni, dodając do ubogich określenie w duchu, nie dokonał jedynie zabiegu katechetycznego, ale także hermeneutycznego: wydobył na światło dzienne element pojęcia ubogiego - ukryty, lecz rzeczywisty - w znaczeniu, w jakim używał go Jezus.
3. Ubóstwo w życiu Chrystusa
Najlepszą egzegezą błogosławieństwa ubogich jest samo życie Chrystusa. Święty Paweł pisze: Znacie przecież łaskę Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić (2 Kor 8,9). Nie ma wątpliwości, że jest tu mowa o materialnym ubóstwie Chrystusa. Taki jest sens tego zdania: Chrystus, będąc w sytuacji bogatego, stał się materialnie ubogi, aby nas duchowo ubogacić. "Znosił materialne ubóstwo - komentuje święty Tomasz - by nas obdarzyć duchowym bogactwem"[6]. Nie przyszedł bowiem, aby ludzi uczynić bardziej bogatymi w dobra doczesne, lecz by ich uczynić dziećmi Bożymi i dziedzicami życia wiecznego.
Ubóstwo Chrystusa przyjmuje wyraz bardzo konkretny, życiowy, który mu towarzyszy od urodzenia aż do śmierci. Błogosławiona Aniela z Foligno napisała bardzo głębokie rozważania na temat tego ubóstwa Zbawiciela:
"Istnieją trzy rodzaje ubóstwa. Pierwszym wymiarem doskonałego ubóstwa Chrystusa było to, że chciał On żyć i być ubogim we wszystkie dobra doczesne tego świata. Nie chciał posiadać domu ani pola, ani winnicy, ani żadnej własności, ani pieniędzy czy funduszy. Był ubogi, cierpiał głód, pragnienie, doskwierał mu upał, zimno i zmęczenie, doświadczał wielu braków i potrzeb. Nie posługiwał się rzeczami wyszukanymi i kosztownymi... Drugi wymiar ubóstwa to ten, że Jezus chciał być ubogim w krewnych i przyjaciół... Trzeci zaś to Jego chęć wyzbycia się samego siebie, uczynienia się ubogim w swoją boską moc, mądrość i swoją chwałę"[7].
A wiec ubogi w rzeczy, ubogi we wsparcie, ubogi w znaczenie. Ten trzeci rodzaj ubóstwa jest najgłębszy, ponieważ dotyka obszaru bycia, a nie tylko posiadania. Dla Chrystusa przejawiło się ono w samym fakcie stania się człowiekiem, w ogołoceniu, jeśli nie ze swojej boskiej natury, to przynajmniej z tego wszystkiego, czego ta natura mogłaby się domagać, gdy chodzi o chwałę, bogactwo i splendor. "Cóż jest bardziej ubogiego dla Boga od postaci sługi? Cóż bardziej pokornego od zjednoczenia z naszą naturą?" - woła święty Grzegorz z Nyssy[8]. W Chrystusie jaśnieje ubóstwo w formie najdoskonalszej, polegające nie na tym, że się jest ubogim (co może być wynikiem konieczności lub dziedziczenia), lecz na stawaniu się ubogim z miłości, aby innych ubogacić.
Jednakże w sprawie ubóstwa materialnego Chrystusa istnieją być może schematy, które należy zweryfikować w oparciu o uważne studium Ewangelii. Na ile nam wiadomo, Jezus nie należał, pod względem pozycji społecznej, do ówczesnego proletariatu, to znaczy do najniższej klasy społecznej. Był rzemieślnikiem i zarabiał na życie własną pracą, co stawiało Go oczywiście w lepszej sytuacji od tych, którzy byli zatrudniani przez pracodawców. Także w czasie działalności publicznej trudno mówić o Nim jako o ostatnim z ubogich, ponieważ cieszył się tytułem i autorytetem rabbiego, otrzymywał zaproszenia, także od ludzi dobrze sytuowanych, cieszył się takimi przyjaźniami, jak ta z Łazarzem i jego siostrami, otrzymywał pomoc od niektórych zamożnych kobiet (por. Łk 8,2n). Jego słowa: Lisy mają nory i ptaki podniebne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć (Łk 9,58), należy rozumieć raczej w kontekście warunków Jego życia jako wędrownego kaznodziei, bez stałego miejsca zamieszkania, niż braku dachu nad głową, choć i o to również może chodzić.
Z materialnego punktu widzenia z pewnością było wiele osób uboższych niż On, rzesze ludzi wydziedziczonych, nad którymi tylko On się litował, widząc, że byli znękani i porzuceni (Mt 9,36). Wśród Jego przyszłych uczniów byli niektórzy asceci i eremici z pustyni, którzy przewyższali Mistrza w surowości i ubóstwie ściśle materialnym.
Z powodu przypisywania nadmiernej wartości zewnętrznym przejawom ubóstwa Jezusa mogą rodzić się nieporozumienia. On nigdy nie dopominał się pierwszeństwa w ubóstwie, jak to czynił, jeżeli chodzi o miłość, mówiąc, że nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich (por. J 15,13). Zachował wolność w stosunku do własnego ubóstwa, tak jak był wolny w kwestii jedzenia i picia, nie przejmując się zbytnio tym, że uważano go za żarłoka i opoja. W kwestii umartwienia Jego poprzednik, Jan Chrzciciel, był o wiele bardziej wymagający niż On.
Jezus nie dał się złapać w pułapkę, tak jak niektórzy jego naśladowcy, którzy absolutyzowali ubóstwo materialne, mierząc nim stopień swojej doskonałości, i w ten sposób stali się bogatymi w to, co może być najgorszego: w samych siebie i we własną sprawiedliwość. Nie należy ustanawiać wartości absolutnych w oparciu o sprawy materialne - oto granice, poza które nie można wykroczyć. Choćby ktoś chciał być najuboższym z ubogich, odkryje zawsze, że jest ktoś bardziej ubogi od niego. Ubóstwo materialne nie ma dna.
Tym, co nadaje wartość ubóstwu materialnemu jest motywacja, w oparciu o którą się je wybiera. W przypadku Chrystusa jest nią miłość: Dla was stał się... (2 Kor 8,9). Dar jest wartościowy przede wszystkim wtedy, kiedy stanowi owoc ogołocenia; kiedy pozbawiamy się tego, co ofiarowujemy. Słowo w pewnym sensie wyzbyło się swojego boskiego bogactwa, aby nam go udzielić. Ubóstwo Boga jest wyrazem Jego agape, Jego bycia miłością. W czasach Jezusa filozofowie - cynicy praktykowali ubóstwo materialne pod pewnymi względami surowsze niż Jego, ale nie wynikało ono z miłości do ludzi; było raczej wyzwaniem rzuconym im w twarz w celu ukazania niezależności i wyższości człowieka w stosunku do natury i rzeczy.