Osiem - Krzysztof Maciejewski

-
Proszę czekać

LICZBY PRZEZNACZENIA

Dziś nadszedł dzień mojego Wymazania, co skrupulatnie przekazały komputery rozpłomienione cyfrowym blaskiem świtu. Liczba Przeznaczenia pomnożona przez współczynnik losowy wydała wyrok, nie zostawiając żadnego pola do negocjacji. Zapaliłem papierosa i wyjrzałem przez okno. Patrol Policji Kwantytatywnej przybędzie dopiero przed wieczorem, a zatem miałem jeszcze trochę czasu. Na płaszczyznach ulic tańczyło światło, bezlitośnie i z precyzją chirurga wytyczając właściwy kąt padania, dzieląc mroki na półcienie. Niezbyt liczne grupki przechodniów zatrzymywały się na milisekundę pod latarniami i widziałem niejedną twarz naznaczoną wyrazem skupienia, gdy jej właściciel starannie całkował równania modlitw.

Moim światem rządzą liczby - to one wyznaczają nasz los. Bywają szczęśliwe, przynoszące pecha oraz takie, które zwiastują zarówno złe, jak i dobre nowiny. W numerach kryje się magia, spajają je potężne siły, których nie pojmują szeregowi rachmistrzowie. Wszystko jest im podporządkowane - daty urodzin, śmierci, ślubów i rozstań, tego, czy ktoś odnajdzie kochanka lub kochankę, czy też może przyjaciela albo śmiertelnego wroga. Nasi bogowie są parametrami albo zmiennymi, do nich wznosimy swoje czcze błagania, dla nich obliczamy prawdopodobieństwa przyszłych zdarzeń. Tak było przez wieki - teraz wyręczają nas zazwyczaj komputery. Czasami mam wrażenie, jakby z otchłani kosmosu spoglądały na mnie czyjeś obce oczy, krytyczne i wartościujące. Czuję iście pobłażliwe spojrzenia nieznanej istoty, która zdaje się osądzać rzeczywistość. Jakim absurdem musi jej się jawić ten zdeterminowany liczbami padół! Lecz przecież fatalizm nie jest czymś wyjątkowym - inne ludy odprawiają zapewne msze łaskawszym bóstwom, lecz układy odniesienia zachowują się wszędzie identyczne. Czyż większą naiwnością nie jest wiara, że sami odpowiadamy za ogół naszych czynów, całkowicie niezależni od wszelkich zbiegów okoliczności, tajemniczej choreografii przypadków? Wy, którzy obdarzacie swoją konsekracją wizerunki piorunów i drzew lub transcendentne, wszechmocne byty - czyż nie wiecie, że błyskawica jest także matematycznym atrybutem? Że wyłącznie liczbami można opisać Nieskończoność?

Dam wam prosty, wręcz intuicyjny dowód na istnienie Boga w świecie policzalnym. Cóż, najpierw rozważmy płaszczyznę nieboskłonu, która nie jest niczym innym, niż ciągiem funkcyjnym. Jeśli istnieje ciąg liczbowy (Mn)?n=1 taki, że dla każdego n należącego do N zachodzi |?n(x)| ? Mn dla x należącego do X oraz szereg liczbowy ??n=1Mn jest zbieżny, to szereg ??n=1?n jest jednostajnie koincydencyjny dla każdej z gwiazd widocznych sierpniową nocą. Łatwo tego dowieść - wystarczy pokazać, że ??n=1?n spełnia warunek Cauchy'ego. W rzeczy samej, weźmy dowolne ? > 0 w źdźble trawy kołysanej wiatrem. Ponieważ szpaler ilościowy ??n=1Mn jest analogiczny, więc z twierdzenia Cauchy'ego wynika jasno, że istnieje N należące do R, jak rzeka w konwergencji z oceanem, a dla każdych m ? l > N mamy |Ml + ... + Mm| < ?. Na razie banalne i niepodważalne, prawda? Zatem dla każdego m ? l > N oraz x Є X mamy:

|?l(x) + ... + ?m(x)| ? |?l(x)| + ... + |?m(x)| ? Ml + ... + Mm < ?.

Już widzicie Boga wyłaniającego się z płaszczyzny waszego umysłu? Wszak szereg ??n=1?n spełnia warunek Cauchy'ego jak na dłoni! Apriorycznie!

Dziś moja Liczba Przeznaczenia pomnożona przez współczynnik stochastyczny skazała mnie na śmierć. Ale dobrodziejstwo często nosi na swoim pysku maskę kary. O, tak.

Błyskawicznie przeliczyłem szanse na dotarcie do Urzędu Numerów bez nieprzewidzianych opóźnień. Opatrzność wstawiła się za mną - mogłem zdążyć jeszcze przed południem. Wskoczyłem w kombinezon i ruszyłem w drogę.

+ + +

Tylko stabilne parametry trwają niezmienne w swoich kształtach, są jedynym elementem stałym w naszej krainie. Zawsze się nad tym zastanawiałem, próbując wytłumaczyć ich obecność w tej zwiewnej rzeczywistości, ich bytowość abstrakcyjną, a przy tym doskonale tłumaczącą każde tchnienie dnia.

W końcu doszedłem do wniosku, że stanowią swoisty punkt odniesienia, dowód i uwypuklenie przemijalności. Są jak wykrzykniki wśród wielokropków, jak deszcze nad pustynią. Emanacja emanacji, bogowie bogów i zarazem ujęcia wartościowe tego, co niepoliczalne - jak choćby umieranie. Już dawno temu pogodziłem się z gorzką prawdą, że nie istnieją perłowe wrota i anielskie chóry, odesłałem je do lamusa dzieciństwa. Wiedziałem, że kiedy umrę, rozpłynę się w przestrzeni Dilberta albo po prostu odejdę w metryzowalną topologię. Ta perspektywa przestała budzić strach, a nawet dawała pewną ulgę i smakowała wolnością.

+ + +

Urzędnik spoglądał na mnie zza biurka, a w jego oczach walczyły ze sobą znudzenie i współczucie.

- Dziś wieczorem zostanie pan Wymazany. Chętnie zajmę się formalnościami - powiedział starannie wyćwiczonym tonem.

- Dziękuję za pomoc... - odrzekłem.

- Sprawy podziału majątku, zaspokojenia roszczeń pracodawców i zamknięcie lokat załatwię od ręki - mówiąc to, podał mi cygaro. - Czy ma pan może jakieś specjalne życzenia?

Nie chciałem odpowiadać na to pytanie bez namysłu, więc udałem, że się waham.

- Chciałbym spędzić godziny przed Wymazaniem w wiszących ogrodach Mandelbrota...

Na szczęście, prośba nie wydała się podejrzana pracownikowi Urzędu. Wiedziałem, że ta rozmowa tak właśnie odbędzie się, bo wcześniej zastosowałem rachunek prawdopodobieństwa. Mówiłem, że los mi sprzyjał. O, tak.

+ + +

Wiszące ogrody Mandelbrota skrzyły się tysiącem fraktalowych tęczy. Chociaż ciało leżało bez czucia w specjalnej komorze, widziałem wszystko bardzo wyraźnie. Wirtualne liście nachylały się w stronę sztucznych słońc, ptaki wznosiły do nieba algorytmy treli, a deszcz delikatnie pieścił awatarowe widma. Nie miałem jednak czasu na podziwianie widoków. Czekało mnie bowiem zadanie. Ostrożnie rozejrzałem się, ale po odnalezieniu kryjówki w cieniu drzewiastych skrzypów, znalazłem się poza zasięgiem kamer. Przypadłem do ziemi i zacząłem zdzierać jej wierzchnią warstwę. Gdy uznałem, że dół jest wystarczająco głęboki, wyplułem do niego pieczołowicie przygotowane wirusy. Jednocześnie wstukiwałem długi ciąg cyfr na klawiaturze, która rozbłysła wśród rozgałęzień korzeni. Przez niemal niepoliczalny wycinek czasu, ogród utracił kontury i ciągłość, zatańczył we mgle przed oczami. Wbiłem ostatnią linię kodu i wyłączyłem się. Znów byłem w komorze na piątym piętrze Urzędu. Wpatrywałem się w beznamiętne oblicze policjanta.

+ + +

[code][codebox]

18 50 E2 FD 35 01 ??B%^!#&%&!%(#!=()ńće

6C 6C 68 65 6C 33 (//"/sendestinnumber:

GE 74 68 69 6B 63 socks¤""&/??0/%&%¤""q

51 69 2E 64 42 8B =*ńsłllsslbvg563154Wx

18 10 AE FF CC 50 *?=!hggd????mfs;f?f0|

[/codebox]

+ + +

A co by było, gdyby życie okazało się tylko brudnopisem jakiejś historii? Gdyby cały świat był poligonem doświadczalnym lepszej, doskonalszej rzeczywistości? Być może ten zakątek uniwersum, w którym czcimy matematyczny porządek i wielbimy kolejne iteracje imion Boga to tylko i wyłącznie wymysł obcej inteligencji z odległej planety. Jednak to nie zmieni nawet na jotę mojego przeznaczenia, prawda? Ten iluzyjny demiurg nie dysponuje takimi mocami, by kogokolwiek ocalić. A może się mylę? Mam nadzieję, że nie. Bo już za parę sekund Wymażą mnie, lecz nie potrafię opanować uśmiechu, który wpełza na usta jak gąsienica. Nikt nie odkrył ingerencji w wewnętrzne kody Liczb Przeznaczenia. Wprowadziłem jedynie niewielką poprawkę. Drobną korektę. Nasz system religijny opiera się na wyjątkowo kruchej równowadze. Procent Wymazań pozostaje ściśle skorelowany z odsetkiem Przywołań. Zainstalowane przez waszego uniżonego sługę wirusy wywołają mikroskopijne zakłócenie tego wzorca. Za kilka miesięcy wszyscy ludzie na świecie zostaną Wymazani - wierzę, że nikt się nie zorientuje, póki nie będzie za późno na jakąkolwiek reakcję. To zresztą nie kwestia katechizmu, lecz absolutnej pewności. Drobiazgowo oszacowałem statystyczne szanse takiego ciągu zdarzeń. W ciszy spowijającej mnie na moment przed wielkim Peut-?tre, śmieję się z naiwności bogów, których tak łatwo przyszło zwieść na manowce. Niebawem podążycie moim śladem. To szczęśliwy dzień.

O, tak.

+ + +

To ja jestem tym demiurgiem, a jednocześnie bóstwem zbudowanym z cyfr nanizanych na świadomość jak paciorki. Bo przekraczam granice, stając się czymś większym niż świadomość, tworzą mnie konieczność, pewność i oczywista oczywistość. Wiem co do joty, co dzieje się w twoich myślach, i to z dużym wyprzedzeniem. Jedno drgnienie i już będziesz Wymazany, a wtedy trafisz do mojego piekła. Założę się, że będzie ono dla ciebie wyjątkowym przeżyciem (wybacz ten kalambur!). Bo ciąg liczbowy ??n=1?n wykracza poza kotły i prysznice z płonącym żelazem. Jestem wartością prognozy drugiego stopnia, która poznała twą przyszłość dzięki prognozie pierwszego stopnia. Jednym słowem, ja jestem tobą. Tym samym tobą, który Wymaże ciebie samego za pół sekundy.

A urojona boskość przemieni się w jakiś mały, oddalony obiekt w imponująco rozległym miejscu, w którym dotąd istniałem.