Osądy ostateczne i niecierpiące zwłoki - Mariusz Parlicki

Kup ebooka

12.12 zł
10.06 zł (10,30 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

O pewnej poetce

Z pewną poetką nie chce nikt

zostać za żadną cenę,

bo nie dość, że wciąż wenę ma,

to wciąż ma też migrenę.

Poetka bardzo płodna jest,

Jej wierszy nikt nie zliczy.

Raz, gdy czytała je, to pies

powiesił się na smyczy.

Słysząc te wiersze kaktus zwiądł,

pół litra się wypiło,

tak wzruszył się, że wysiadł prąd

i ciemno się zrobiło.

Przyszedł elektryk - chłop jak dąb,

na imię miał Eugeniusz

i go poraził, lecz nie prąd,

a tej poetki geniusz.

Elektryk skonał, ale wpierw

dopuścił się herezji,

bo błagał, by go chował ksiądz,

lecz prozą, bez poezji.

Choć trup się wkoło gęsto słał,

a łeb poetce pękał,

ona tworzyła wierząc, że

ma głębszy sens ta męka.

Gdybym mógł, Nobla bym jej dał,

dorzucił cztery Nike,

byleby była z nami już

nie ciałem, lecz pomnikiem.

Dobrych poetek wiele znam,

więc was przestrzegam jeno,

przed tą, u której miesza się

migrena razem z weną.

Hipokrates i kasa chorych

Przychodzi baba do lekarki,

a ściślej do ginekologa

i mówi: - droga Pani doktor...

(faktycznie doktor była droga)

wiem, że jest Pani specjalistką,

która ma wśród pacjentek wzięcie,

więc może Pani mi pomoże

urodzić przez cesarskie cięcie.

Lekarka strasznie się wzburzyła:

- Prosi mnie Pani o zbyt wiele,

tu nie ma podstaw do cesarki,

a przecież "primum non nocere".

Lecz baba strasznie nalegała...

Lekarka miała problem spory,

bo choć jej płacił Fundusz Zdrowia,

lubiła także "kasę chorych",

a więc odrzekła do pacjentki:

- Kochana nie wiesz, co ja czuję,

chciałabym pomóc Ci lecz zrozum,

to bardzo wiele mnie kosztuje,

ja mam zasady, ty masz problem,

lecz nie opuszczę Cię w potrzebie

i tyle, co mnie to kosztuje,

tyle kosztować będzie Ciebie.

Tu padła kwota warta tego,

by rozstać się z etycznym mitem.

Tak w naszym kraju się przemienia

Hipokratesa w hipokrytę.

Smok Okołowawelski

Przy Smoczej Jamie u stóp Wawelu

rzecz stała się niezwyczajna...,

smok się pojawił, lecz nie Wawelski,

bo z metką - Made in China.

Z autokarów wybiegły dzieci,

nauczycielki i mamy,

na Wawel pójdą, jak starczy czasu,

bo najpierw pójdą pod kramy.

- O rany smoki - zawołał Józio

i w portfeliku już szpera,

a mnie by chciało siarką się zionąć,

bierze mnie jasna cholera.

Bo tego smoka to już widziałem

przy Loch Ness i w Kapadocji,

nad morzem, w górach i na Mazurach

aż i tu się napatoczył.

Gdyby wyrzeźbił go z lipy góral

lub krakus wypalił go z gliny,

twórca ludowy spod Częstochowy,

czy krawiec uszył z Kasiny.

Ale niestety, wszelkie pamiątki,

Jak Polska długa, szeroka,

chociaż są z Polski, to tak naprawdę

są z Kraju Wielkiego Smoka.

Jak z tym zalewem dziadostwa walczyć?

Daremna tu połajanka,

więc może sypnąć niczym Dratewka

siarkę do brzuszka baranka?

Pomysł ten sprawdził się przed wiekami,

lecz dzisiaj czasy są inne,

więc pozostaje mi tylko wierzyć,

że zmienią się gusta dziecinne.

Walentynki po polsku

Jeszcze człowiek na dobre nie rozebrał choinki

i kredytu nie spłacił za święta,

A tu co? W kalendarzu napis jest "Walentynki",

więc mnie miłość dziś musi opętać.

W telewizji pan premier mówi mi że mnie kocha,

a ja wierzę mu, chociaż to lipa,

czytam jakiś romansik, by od serca poszlochać.

miłość szerzy się dzisiaj, jak grypa.

Już w markecie kupiłem serce krwisto-czerwone -

tak tandetne i drogie, aż boli,

ale przecież czymś muszę obdarować mą żonę

bym mógł z nią pofiglować do woli.

Z radia sączy się Villas, świece stoją na stole,

w mikrofali już pizza się grzeje...

Muszę radio pogłośnić, bo za ścianą mój sąsiad

już na dobre z sąsiadką szaleje.

- Po co Dzień Zakochanych ktoś wymyślił? -

rozmyślam i już wiem - żeby lepiej się żyło.

Gdy się chorzy źle czują, a lekarze strajkują,

może tylko uleczyć ich miłość.

Kot poety

Kota poety poznasz po tym,

że ma awersję do roboty

i po tym, że niezłomnie wierzy,

że jest piękniejszy od poezji.

Z osobliwości tych wynika,

że kot poety, prozaika,

sprzątaczki, operowej divy...

to leniuch wielce urodziwy,

Wręcz powiem, by mnie nie podrapał,

to leniuch - ósme cudo świata.

Kota poety zwykle spotkasz,

jak śpi na biurku swego pana,

na kartkach, książkach, bibelotkach

lub tak po prostu - na kolanach.

Gdy pod nim leży Twój długopis,

a tak niestety często bywa,

wena wpierw czeka, potem jak tusz

spod brzucha kota gdzieś odpływa.

Kiedy poety kota głaszczesz,

gdy słodki powiesz mu komplement,

kot ziewa, rozdziawiając paszczę

i mrukiem daje znać, że drzemie.

Kota poety gdy posłuchasz,

smyrając przy tym go pod brodę,

odkryjesz jak kot poetycki,

współżyje z poetyckim kodem.

Kota poety gdy rozdrażnisz,

poetę złość, szlag jasny trafia

i wtedy miast epitalamiów

zaczyna tworzyć epitafia.

Kota poety trzeba kochać,

jak wszystkie koty. Bądźmy szczerzy.

To dzięki kotom gdzieś powstaje

taki z pazurem tom poezji.

Puszczyk - bajka dla dorosłych

Od plotek tłuszczy huczała puszcza,

bo puszczyk z pliszką w puszczy się puszczał.

Puścił się wtedy, mówiła sroka,

kiedy go żona spuściła z oka.

Wrócił od pliszki. Dostał po paszczy,

czyli po dziobie. Próżno się płaszczy,

Próżno wątpliwe racje wyłuszcza,

bo Puszczykowa mu nie odpuszcza.

A wręcz mu grozi, że w puszczę puści

wieść, że do siebie go nie dopuści.

By przed skandalem ustrzec się puszczyk

na dłuższą chwilę wybył do Ustrzyk.

Wrócił po roku w dziobie z prowiantem,

lecz już go żona puściła kantem.

Na próżno puszczyk w drzwi domu puka.

Dziś w jego dziupli już dzięcioł stuka.

Morał - gdy kiedyś zechcesz się puścić,

odpuść..., czasami warto odpuścić.