"Wiara", "Nadzieja" i "Miłość"
Jest 11 czerwca 1940 roku. Poprzedniego dnia Mussolini - w obliczu
nieuchronnej klęski Francji - wypowiedział jej wojnę, by móc
uczestniczyć w podziale łupu. W konsekwencji trzeba było ogłosić także,
iż Włochy znajdują się w stanie wojny z Wielką Brytanią, na co dyktator
z Palazzo Venezia miał już znacznie mniejszą ochotę. Za słowami musiały
jednak pójść i czyny. Szukając równie efektownego co łatwego sukcesu,
Superaereo - dowództwo włoskiego lotnictwa wojskowego, skierowało już
wcześniej swą uwagę ku Malcie, traktując ją jako wyjątkowo obiecujący
cel: wyspa, oddalona o niecałe sto kilometrów od Sycylii, była zupełnie
pozbawiona - jak na to wskazywały najświeższe dane wywiadowcze - obrony
myśliwskiej.
Stacjonującej na Sycylii 3 Dywizji Lotniczej wydano rozkaz
przeprowadzenia wszystkimi trzema pułkami uderzenia na Maltę. Należy
przy tym dodać, że rozwijając intensywnie w okresie przedwojennym swe
siły powietrzne Włosi postawili na tworzenie dużej liczby słabych
ilościowo jednostek, a zatem raczej na osiągnięcie efektów
propagandowych. Skutkiem tego w ich lotnictwie bombowym squadriglia
(eskadra) miała etatowo tylko 6, gruppo (dywizjon) - 12, zaś stormo
(pułk) - 24 samoloty. Cała więc "dywizja", którą rozkaz Superaereo
poderwał 11 czerwca w powietrze, składała się z 72 samolotów. Ponieważ
jednak stan techniczny włoskiego sprzętu latającego przedstawiał się
kiepsko i odsetek sprawnych maszyn był z reguły niższy niż w lotnictwie
innych państw, siły lecącej bladym świtem ku Malcie dywizji o dźwięcznej
nazwie "Centauro" liczyły raptem... 30 samolotów.
Wyposażenie 5 Dywizji stanowiły najnowocześniejsze włoskie bombowce typu
Savoia-Marchetti SM-79 o prędkości 430 km/h i pułapie praktycznym 6500
metrów. Zabierając 1000 kg bomb, maszyna ta mogła przebyć odległość 1800
kilometrów. Słabą stroną włoskiego przemysłu lotniczego były silniki.
Aby uzyskać prędkość tego rzędu, należało zastosować nie dwa - jak w innych współczesnych bombowcach - ale trzy silniki o mocy 750 KM każdy.
To z kolei rzutowało na uzbrojenie samolotu, który dla obrony przed
atakami od przodu dysponował jednym tylko, a w dodatku zamontowanym na
stałe karabinem maszynowym, obsługiwanym przez pilota, co było
oczywiście rozwiązaniem mało skutecznym. Kolejne dwa karabiny
umieszczono w stanowiskach na grzbiecie i pod spodem, a czwarty - także
ruchomy - można było montować w okienkach po obu stronach kadłuba. Mimo
tych mankamentów SM-79 był ogólnie typem udanym, prostym w obsłudze,
dzięki czemu szeroko stosowano go aż do kapitulacji Włoch jako samolot
bombowy i torpedowy.
Przelot z baz koło Katanii, Gela i Comiso na Maltę trwał około pół
godziny. Przy tak pięknej jak w tym dniu pogodzie nad widoczną z odległości dziesiątków kilometrów wyspą włoskie bombowce pojawiły się
około godziny 5.30, kierując się nad wyznaczone cele. 34 pułk zrzucił 72
stukilogramowe bomby na lotnisko Hal Far. Lotnicy 11 pułku uderzyli na
arsenał koło La Valetty 16 bombami dwustupięćdziesięciokilogramowymi i 120 pięćdziesięciokilogramowymi, zaś 41 pułk zaatakował z wysokości 4900
metrów bazę wodnopłatowców Kalafrana, posyłając w dół również 16 bomb o ciężarze 250 kg oraz 40 stukilogramowych. Ogień z ziemi, słaby
początkowo, przybiera szybko na sile; czyste dotychczas niebo pokrywa
się gęsto postrzępionymi obłoczkami rozrywających się pocisków. Skutek
jest jednak minimalny: włoska formacja przelatuje z dużą prędkością nad
obiektami, robi zwrot nad południowym krańcem wyspy i zawraca.
W eterze krzyżują się meldunki i komentarze podnieconych tą pierwszą
akcją bojową lotników. Po pewnym czasie wszystko się uspokaja. W zamykającym szyk samolocie 216 eskadry z 34 pułku panuje już zupełne
odprężenie. Strzelec pokładowy, primo aviere (plutonowy) Nunzio Torrisi,
zaczyna nucić popularne Wróć do Sorrento, co z aprobatą przyjmują
słuchający go przez telefon pokładowy pozostali członkowie załogi. Ot,
niemal idylla. Ale oto głos śpiewaka raptownie milknie, zagłuszony tępym
trzaskiem i zgrzytem dartego metalu. Na kadłubie Savoi pojawiają się
otwory przestrzelin. Nie ma wątpliwości: są atakowani. Torrisi,
wychylając się ze swego na wpół otwartego stanowiska za kabiną pilota,
widzi znikającą z boku sylwetkę dwupłatowej maszyny, której pilot nagłym
przewrotem kończy swój atak. Torrisi szuka w pamięci - ależ tak, to musi
być angielski Gloster "Gladiator"! Więc jednak mylnie poinformowano ich
przed startem, zapewniając, że na Malcie nie ma żadnych myśliwców RAF...
Nie czas na refleksje, bo oto za ogonem bombowca pojawia się drugi
dwupłat; widać błyski luf jego karabinów maszynowych. Torrisi kieruje w tamtą stronę serię za serią, słysząc odgłos uderzających w kadłub swojej
maszyny pocisków. Anglik nurkuje i znika.
Powtarza się to również podczas drugiego, przeprowadzonego w południe, i trzeciego, przedwieczornego nalotu. Meldunki włoskich lotników różnią
się między sobą w szczegółach - jedne mówią o dwóch, inne o trzech lub
czterech atakujących - ale zgodne są co do tego, że były to dwupłatowce
Gladiator. Nie jest to wprawdzie najgroźniejszy przeciwnik - gdzież tam
jego 410 kilometrom na godzinę do 580 takiego Spitfire'a czy nawet 520
Hurricane'a, gdzie czterem karabinom maszynowym do ośmiu u tamtych
typów, ale wrażenie pozostaje.
Dowodzący 3 Dywizją generał Ettore Lodi stawia swym zwierzchnikom
stanowcze żądanie: "Centauro" będzie kontynuowała loty, ale pod
warunkiem zapewnienia bombowcom osłony myśliwskiej, i to nie w postaci
starych Fiatów CR - 32, z dwiema "sikawkami" i prędkością 360
kilometrów, ale pełnowartościowych myśliwców, takich jak na przykład
Macchi MC.200 z 6 samodzielnego dywizjonu.
Zastrzeżenia generała zostają uznane i już od następnego dnia żadna
wyprawa bombowa na Maltę nie wyruszy bez myśliwców.
W naczelnych władzach wojskowych brytyjskiego imperium długo nie było
zgodnej opinii na temat roli i zadań, jakie na wypadek wojny z Włochami
przypaść mają Malcie, jednej - obok Gibraltaru i Aleksandrii - z trzech
najważniejszych baz Royal Navy w basenie Morza Śródziemnego. Wraz z postępem technicznym, wzrostem zasięgu i udźwigu bomb zwiększało się
niebezpieczeństwo grożące jej ze strony coraz liczniejszych włoskich
samolotów, a rosnąca w potęgę marynarka wojenna Italii, zwłaszcza jej
okręty podwodne i ścigacze, stwarzały przesłanki skutecznej blokady od
strony morza. Z drugiej strony jednak francuskie bazy w Tunezji
stanowiły naturalne zaplecze wyspy, która miałaby spełniać rolę
wysuniętego bastionu. Wraz z nieoczekiwaną kapitulacją Francji sytuacja
zmieniła się diametralnie i Malta stała się z dnia na dzień ważnym, choć
osamotnionym "korkiem" blokującym wprawdzie Morze Śródziemne w najwęższej jego części, ale o przeszło 1500 kilometrów oddalonym od
innych brytyjskich baz na wschodzie i zachodzie.
W przedwojennych kalkulacjach przewidywano stacjonowanie na wyspie do
czterech dywizjonów myśliwskich, na potrzeby których rozbudowano
najstarsze lotnisko Hal Far i urządzono dwa inne - Luqa i Takali. Po
rozpoczęciu niemieckiej ofensywy na Zachodzie nadzieje na dostawy
samolotów znikły i w przededniu wojny brytyjską potęgę powietrzną
reprezentowało na Malcie tylko kilka wywiadowczych łodzi latających
Short "Sunderland" z 230 dywizjonu RAF.
Ta sytuacja musiała spędzać sen z powiek air commodore'a1
Forstera Maynarda, któremu powierzono dowództwo nad stacjonującym na
wyspie lotnictwem. Z najwyższym zainteresowaniem i ulgą przyjął więc
wiadomość, że w magazynach bazy Kalafrana znajdują się zapakowane w skrzyniach myśliwce Sea Gladiator, przeznaczone dla lotniskowca
"Glorious". Okręt ten został właśnie zatopiony podczas operacji
związanej z ewakuacją alianckiego korpusu ekspedycyjnego z Norwegii,
samoloty są więc właściwie bezpańskie. Maynard, nie bez trudu, uzyskał
od komendanta bazy morskiej kontradmirała Willysa zezwolenie na ich
wykorzystanie i następnego dnia mógł przystąpić do organizowania
"samodzielnego klucza obrony Malty".
Gladiator był ostatnim ogniwem łańcucha dwupłatowych samolotów
myśliwskich, w które wytwórnia Gloucestershire Aircraft Company
zaopatrywała Królewskie Siły Powietrzne. Po Grebe i Gamecocku z lat
dwudziestych przyszła kolej na Gauntleta i wreszcie jego doskonalszą
wersję - Gladiatora. Wyposażony w 840-konny silnik Bristol "Mercury"
VIII (taki sam, jaki przeznaczony był dla polskich Jastrzębi) rozwijał
prędkość 410 km/h, osiągał pułap 40 tysięcy metrów i miał zasięg 750
kilometrów. Od 1937 roku stanowił wyposażenie licznych dywizjonów Royal
Air Force, produkowano go także na zamówienie wielu zagranicznych
kontrahentów - Belgii, Chin, Grecji, Finlandii, Litwy, Łotwy,
Portugalii, Norwegii i Szwecji. W 1939 roku powstała wersja Sea
Gladiator, różniąca się od wcześniejszych takimi szczegółami, jak
zamontowanie haka do lin wyhamowujących maszynę po lądowaniu na
lotniskowcu czy wyposażenie w gumową łódź ratunkową.
W Kalafrana wyjęto ze skrzyń i pospiesznie zmontowano cztery samoloty
tego typu. Sprzęt był już więc gotów, należało jeszcze znaleźć do niego
pilotów. Pierwszy zgłosił się adiutant Maynarda, flight
lieutenant2 George Burges. Tego samego dnia napłynęły
następne zgłoszenia. Powstał zespół ludzi - jak na potrzeby jednostki
myśliwskiej - raczej niezwykły: Burges był doświadczonym pilotem - ale
latających łodzi, flying officer3 Peter Hartley i flying
officer John Waters latali dotychczas tylko na starych sportowych
maszynach używanych do holowania celów powietrznych, pilot
officer4 Peter Alexander był specjalistą, ale od... służących
również do szkolenia artylerii przeciwlotniczej bezpilotowych,
sterowanych drogą radiową samolotów-celów Queen Bee. Na szczęście trzej
pozostali: wyznaczony na dowódcę klucza squadron leader5 Jack
Martin ze sztabu Maynarda oraz flying officer Peter Keeble i flight
lieutenant Willy Woods byli pilotami myśliwskimi i oni też podjęli się
pospiesznego przeszkolenia kolegów na nowym sprzęcie. Szczęściem
Gladiatory zaliczały się do samolotów wyjątkowo łatwych w pilotażu.
Maynard zdawał sobie oczywiście sprawę, że cztery maszyny i siedmiu
pilotów to mało, by skutecznie przeciwstawić się większemu nalotowi.
Powstanie myśliwskiego klucza dawało mu jednak możliwość zwalczania
nieprzyjacielskich samolotów rozpoznawczych i wywierania wpływu
moralnego zarówno na przeciwnika, jak i na obrońców wyspy. A przy
ograniczonych środkach właśnie od siły ducha zależeć miało bardzo wiele.
Garnizon Malty składał się bowiem tylko z 5 batalionów regularnej
piechoty, 3 batalionów sformowanych z maltańskich ochotników, pułku
artylerii przeciwlotniczej (34 ciężkie i 8 lekkich dział), pułku
artylerii obrony wybrzeża (14 armat kalibru 234 mm) oraz kilku
mniejszych oddziałów. Była to równowartość słabej dywizji i nikt nie
łudził się, że siły te byłyby w stanie odeprzeć bardziej zdecydowaną
próbę desantu czy też zapewnić skuteczną obronę wyspy przed atakami z powietrza. W tych warunkach niezmiernie wiele zależało od postawy nie
tylko wojska, ale ogółu mieszkańców Malty.
Stanowili oni swoistą mieszaninę ras, co było wynikiem zawiłej, bogatej
w wydarzenia historii wyspy, zasiedlonej już w czasach
przedhistorycznych (z tego właśnie okresu pochodzą zachowane do dziś
megality - wielkie kamienne budowle wznoszone bez użycia zaprawy). Przed
naszą erą wyspą zawładnęli Fenicjanie, potem rządzili nią Kartagińczycy.
To właśnie te semickie ludy, wraz z Arabami, którzy przybyli tu po
Rzymianach, ukształtowały typ mieszkańców Malty, ich odmienny język,
własną kulturę i obyczaje. W bliższych współczesności czasach panowali
na wyspie Normanowie, później Hiszpanie, ale sławę zdobyła sobie od
czasu przeniesienia tu siedziby rycerskiego zakonu joannitów, zwanych od
tego czasu także Kawalerami Maltańskimi. (Jednym z dobrodziejów tego
zakonu był polski król Władysław IV, którego czterometrowej wysokości
portret, umieszczony tuż przy wejściu do sali posiedzeń parlamentu,
zdobi hall pałacu Wielkiego Mistrza). Od 1815 roku Malta weszła w skład
brytyjskiego imperium i w chwili wybuchu wojny miała status kolonii, ale
z wyposażonym w szerokie uprawnienia samorządem i uchwaloną w 1934 roku
konstytucją. Mimo bliskich kontaktów i imigracji z pobliskiej Sycylii
mieszkańcy wyspy zajęli w brytyjsko-włoskim konflikcie jednoznaczne i niemal jednomyślne stanowisko, zrażeni przede wszystkim totalitarną
ideologią faszyzmu.
Ta postawa wyrażać się miała odtąd w całkowitym podporządkowaniu się
brytyjskim władzom administracyjnym i wojskowym, bezwzględnym
wypełnianiu wszystkich ich poleceń, wyjątkowej dyscyplinie społecznej, a wreszcie w codziennej przychylności i życzliwości wobec broniących wyspy
żołnierzy: marynarzy i lotników. To właśnie głęboko religijne mieszkanki
wyspy, widząc startujące na przechwycenie napastników Gladiatory, nadały
im nazwy cnót ewangelicznych: "Faith", "Hope" i "Charity" - "Wiara",
"Nadzieja" i "Miłość", przyjęte następnie nawet w oficjalnych wojskowych
dokumentach.
Pojawienie się nad wyspą włoskich samolotów myśliwskich przyniosło
zmianę sytuacji. O ile początkowo Gladiatory mogły atakować Savoie z dowolnego kierunku bez ograniczania czasu, jeśli tylko starczyło paliwa
i amunicji, to teraz musiały zmienić taktykę. Bombowce były zwalczane
tylko przy pierwszym podejściu z przewyższenia w tylnej półsferze, co
nie zawsze przynosiło pożądany skutek. Natychmiastowa interwencja
nieprzyjacielskich myśliwców z reguły uniemożliwiała powtórzenie ataku.
W walce z nimi Gladiatory górowały świetną zwrotnością, lecz włoscy
piloci na swych nowoczesnych dolnopłatach MC-200 mieli znaczną przewagę
w prędkości zarówno poziomej, jak i w figurach pionowych.
Personel naziemny RAF starał się temu zaradzić. Na tablicy przyrządów
Gladiatora znajdował się mały czerwony guziczek, którego przyciśnięcie
powodowało dodatkowe zwiększenie ciśnienia ładowania sprężarki i wtedy
dopiero samolot mógł osiągnąć swą największą prędkość - choć tylko na
pół minuty. Dokonano niewielkich zmian w tym mechanizmie, po których
dodatkowe ładowanie można było utrzymać przez dowolny czas, co jednak
powodowało zwiększenie zużycia silników.
Przeszukiwano jednocześnie wszystkie składy i magazyny zarówno w bazie
lotniczej, jak i w porcie. Rezultatem tego było odkrycie skrzyń z przeznaczonymi dla sił powietrznych w Egipcie silnikami, które z jakichś
powodów nie dotarły do miejsca przeznaczenia. Były to również silniki
Bristol "Mercury", ale model XV, o 80 koni mocniejszy od montowanego w Gladiatorach. Co więcej, miały one trójłopatkowe metalowe śmigła o nastawnym skoku, gdy w Gladiatorach używano drewnianych dwułopatkowych.
Przedsiębiorczy mechanicy z Malty przeprowadzili modernizację
powierzonych sobie myśliwców: nowe śmigła dały przyrost prędkości rzędu
10-15 kilometrów na godzinę. Był to więc znowu pewien postęp, ale
personelowi naziemnemu RAF nie dawał wciąż spokoju widok
nowocześniejszych, mocniejszych silników. Nowa wersja Mercurego różniła
się jednak od poprzednich w kilku drobnych wprawdzie, ale istotnych z technicznego punktu widzenia szczegółach. Silnik należało częściowo
przekonstruować, a następnie wypróbować w praktyce. "Doświadczenia"
prowadzono na najbardziej sfatygowanym i postrzelanym w walkach
egzemplarzu Gladiatora, który po pewnym czasie trzeba było i tak
przeznaczyć na części zamienne. Po szeregu niezbyt udanych prób, od
drugiego tygodnia działań, klucz obrony myśliwskiej Malty latał w składzie trzech maszyn. Właśnie wówczas przylgnęły do nich nazwy
"Faith", "Hope" i "Charity".
Nie należy naturalnie przeceniać intensywności prowadzonych w tym
okresie nad Maltą walk. Wprawdzie Gladiatory niejednokrotnie rozproszyły
szyki nadlatujących bombowców, uniemożliwiając im celny zrzut bomb, ale
Brytyjczykom chodziło raczej o zamanifestowanie swojej obecności w powietrzu i w związku z tym zachowanie nielicznych posiadanych myśliwców
jak najdłużej w stanie gotowości bojowej miało dla nich większe
znaczenie niż zestrzelenie tego czy innego nieprzyjacielskiego samolotu.
Na zwycięstwa powietrzne przyszło więc poczekać.
Wreszcie 22 czerwca, akurat gdy włoskie radio chełpliwie doniosło o "całkowitym zniszczeniu brytyjskiej bazy morskiej na Malcie", stacja
radiolokacyjna zameldowała o zbliżaniu się pojedynczego samolotu.
Siedzący w swych maszynach Burges i Woods natychmiast wzbili się w powietrze. To, co nastąpiło potem, ich pozostający na ziemi koledzy
mogli śledzić między innymi za pośrednictwem chrypiącego głośnika
naprowadzającej radiostacji lotniskowej. Wkrótce po starcie dał się
słyszeć głos Burgesa:
- Hallo, Banjo6, tu Blue-One. Blue-One i Blue-Two w powietrzu.
Lecimy kursem 012.
- Blue-One, tu Banjo. Bandyta zbliża się od północy do Zatoki Świętego
Pawła!
- Hallo Banjo, tu Blue-One. Jesteśmy na dwunastu tysiącach stóp 7.
Widzę go nad Hot Dog8. Leci na trzynastu tysiącach. Nabiera
jeszcze wysokości. Niech artyleria nie otwiera ognia. Załatwimy go sami!
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki