Orzeł w pajęczynie - Michał Michalczyk

Reflow text when sidebars are open.
Bez Patronatu 1918-2018
Motto własne: Ludziom, którzy Ojczyznę tracą bez żalu, Bóg honor odbiera. Ludzie, którzy Ojczyznę swoich ojców mają za nic na honor nie zasługują.
SŁOWO WSTĘPNE OD AUTORA.
Jak trudno było wybić się na niepodległość wiedzą tylko ci, którzy ją utracili, a potem pokolenia zrodzone w czasach rozbiorowych. Utracona w 1772-1795 wskutek rozbiorów, odzyskana jesienią 1918 wskutek zakończenia wojny światowej. Wcześniej, bo już w marcu 1917 r. abdykował car i rząd rosyjski, co stworzyło szansę na wyrwanie okupowanych ziem zaboru rosyjskiego dla nieistniejącej od ponad 120 lat Rzeczypospolitej. Powołana tam rada i tymczasowy rząd uznały za celowe utworzenie na okupowanych ziemiach niepodległego państwa polskiego jako gwarancję rodzącego się pokoju. Sugestie tę przyjęły z aprobatą państwa zachodniej Europy, a upadek państw centralnych i koniec wojny był dobrym momentem na niepodległość. To się stało niebawem, niepodległość rodziła się od października w zaborach rosyjskim i austriackim do grudnia 1918 r. w zaborze pruskim. Minęło sto lat od narodzin Drugiej Rzeczypospolitej, czas na jedno życie w zdrowiu, a urodziło się na obchody tej rocznicy niepodległości już czwarte pokolenie, dla Czwartej Rzeczypospolitej. W czasie trwania rozbiorowej luki dziejowej urodzili się i walczyli słowem najwięksi pisarze polscy. Henryk Sienkiewicz ( 1846-1916) pisał ku pokrzepieniu serc Trylogię i wiele innych pozycji literackich. Stefan Żeromski - ten dożył wolnej Polski (1864-1925) -pisał Popioły z myślą o nadziei legionistów na sprawczą moc wyzwolenia u boku Napoleona. Tragiczne losy powstańców przedstawił w Wiernej Rzece. Podobnie Adam Mickiewicz (1798-1855) opisujący ostatni zajazd na Litwie w Panu Tadeuszu, a potem nieudaną kampanię napoleońską na Moskwę dokończył znowu Żeromski w Popiołach. Stanisław Wyspiański (1869-1907) próbujący w Weselu wzniecić bez nadziei zryw narodowy. Eliza Orzeszkowa ( 1841-1910) przywołująca bohaterską postawę powstańców styczniowych. Książkę tę napisaną na 100 - lecie odzyskania niepodległości dedykuję tym wszystkim, którzy o niepodległej Rzeczypospolitej marzyli i tym, którzy o nią walczyli. Natomiast wykluczam spod dedykacji tych, którzy donosili i nadal donoszą na swoich przyjaciół i na Polskę, którzy starają się zakłamać i przemilczeć szlachetne dzieje Polski.
Obchodząc stulecie odzyskania niepodległości nie powinniśmy przeoczyć zmagań, nadziei i nawoływań najwybitniejszych twórców kultury narodowej. Prawdą jest, że nasi rodacy walczyli i ginęli z nadzieją na frontach wojennych i w powstaniach bez rezultatu. Wolność przyszła w sposób nieoczekiwany wskutek upadku carskiej Rosji i zakończenia wojny światowej klęską państw centralnych. Nasi przodkowie byli na nią gotowi. Oprawą obchodów stulecia niepodległości powinny być wydarzenia i fakty historyczne, ale nie powinno zabraknąć wysiłków pisarzy polskich i licznych patriotów urodzonych przecież w niewoli, a marzących o wolnej Ojczyźnie. To był ich oręż, który pozwolił przetrwać narodowi w polskości. Ku myśli tej przybliża program prezydenckiego Narodowego Czytania 2018. Liczne publikacje i ogólna wiedza szczegółowo opisuje wydarzenia sprzed i po dacie przyjętej za dzień oficjalny odzyskania niepodległości. Do tej oficjalnej wiedzy dorzucam znany, a być może w szczegółach zapomniany dzień wyzwolenia Małopolski, a ściślej Krakowa. Podczas konserwacji Kapsuły Stanisława Wyspiańskiego, z datą na denku 1932 - sugerującej jej utworzenie na 25 lecie po tym twórcy dzieł największych dla regionu, ujawnił się zdeponowany tam zwitek tekstu relacjonującego wydarzenia niepodległościowe 31 października 1918 roku w Krakowie. Jak wcześniej pisałem, w zaborze rosyjskim niepodległość rozkwitła już 7 października, to na pełną niepodległość Rzeczypospolitej trzeba było poczekać do listopada, a w zaborze pruskim do grudnia 1918. Przyszła. Vive la Pologne - można było powtórzyć słowa Cesarza zanotowane przez Żeromskiego w "Popiołach". Zwitek kapsuły wyprasowany, zeskanowany ponownie trafił do swojej skrytki na kolejne być może 100 lat. Z całą pewnością ta relacja Zygmunta hr. Lasockiego znajduje się w zbiorach Muzeum Historycznego miasta Krakowa, jest bowiem stroną z biuletynu. Niemniej szukanie źródeł w tym historycznym "stogu" musi być zmotywowane okolicznościami, a o motywację w czasach światłości internetowej nie jest łatwo, najłatwiej doszukiwać się wiedzy klikając. Tej relacji tam w chmurze jeszcze nie ma.
Vive la Pologne - obraz z kolekcji "Postaci i sceny z literatury polskiej - cała kolekcja 112 obrazów olejnych na płótnie - w mojej galerii BPiWA.Potocznie zasługi niepodległościowe przypisuje się słusznie Piłsudskiemu. Zanim niepodległość ogarnęła Rzeczypospolitą, on wraz ze swoimi legionami próbował wiele razy bić się o niepodległość. Uwięziony, a potem zwolniony 10 listopada 1918 przez zaborcę pruskiego miał być gwarantem płynnego wycofania się wojsk niemieckich z frontu wschodniego. Stał się gwarantem Niepodległej Rzeczypospolitej. Polska wróciła na mapy Europy, lecz ludzie długo jeszcze nie potrafili zrozumieć, że są jednym narodem. Urodzeni w trzech różnych państwach rozbiorowych nagle mieli stać się Polakami. Proces ten trwa już 100 lat, a nadal ujawniają się lokalne postawy patriotyczne. Te są wynikiem dziedzictwa kulturowego i obyczajowego, odmiennego w każdym zaborze. Polska stała się suwerennym państwem, a ludzie zachowali swoje odrębne kody, jakby genetyką zaborczą. Nie tylko mowa, ale też zwyczaje, nawet jedzenie, nazwy są regionalne. To wszystko czyni Polskę bogatszą kulturowo. Są też negatywne znamiona dawnych nawyków. Byli w okresie rozbiorowym ludzie gotowi do współpracy z obcymi narodami, często dla własnej korzyści, nierzadko w imię dokuczenia elitom, z którymi wchodzili w spory. Ten plugawy nawyk przetrwał po stu latach od faktycznej niepodległości. Wypełzły rzesze przeciwników istniejącego stanu ustrojowego gotowych na sprzymierzanie się z obcymi, wrogimi Polsce ugrupowaniami i państwami. Konstytucja i porządek prawny zezwala im na takie zachowania.
Portret Piłsudskiego, bez kasztanki, rozdarty jak Rzeczpospolita na 100 lecie Niepodległości (bpiwa)Bycie patriotą jest czymś wstydliwym? -Wirtualna Polska zapytała w moim imieniu publicznie. https://wiadomosci.wp.pl/bycie-patriota-jest-czyms-wstydliwym-6032726039520385a 3-11-2009).
Czy patriotyzm jest czymś wstydliwym? Widziałem uroczystości rocznicowe pod pomnikiem w centrum małego miasteczka na rubieżach Rzeczypospolitej. Tu od 1298 roku była zagranica z woli hołdowników. Królestwo, później cesarstwo jednego z państw rozbiorowych, które rozciągało się od morza do morza. Wyzwolenie przyszło w 1918 roku, a granicę wytyczono w 1920 roku. Pod pomnikiem grała orkiestra dęta, było kilkanaście osób w cywilu, staruszkowie i dzieci. Przywiódł ich tu patriotyzm, tradycja, czy byli to bliscy orkiestry? Widziałem burmistrza i kilku radnych, proboszcza. Trwało to kilka minut, bo była jesienna pogoda. Inaczej wyglądała niedawna feta rocznicowa związana z przejazdem przez miasteczko "najjaśniejszego Pana". Tym razem korowód był barwny i kwiecisty. Inny patriotyzm, inni ludzie - pisze Internauta Michał Michalczyk. Nie umiemy świętować, czy też patriotyzm został strawiony przez wszechobecne pokolenie osób, którzy widzą nowe cesarstwo europejskie jako coś naturalnego, dobrego i zbawiennego? Wydaje mi się, że patriotyzm jest jak portret Piłsudskiego. Kolorowy, w miarę wyrazisty, ma ordery w klapie, więcej niż mu się należało. Za to jest podarty, ma też wydartą "Kasztankę", na której siedział. Czy symbolizuje spór o historię, utratę tradycji i patriotyzmu? Co polskiego mamy jeszcze w Polsce? Czy jesteśmy zwolennikami urojonej wizji zjednoczonej Europy? Czy też wasalami układu, który się stworzył i rośnie pienny jak jemioła? Czy lepiej w tych nowych czasach być jemiołuszką, a nie orłem?
Potencjalnym czytelnikom dalszej treści pragnę oszczędzić czas i wysiłek na wczytywanie się w tę książkę dla oceny jej wartości poznawczej, czy też dla zabicia nudy życia codziennego przez lekturę. Na wstępie zaznaczam, że nie jestem zawodowym pisarzem, ani też zawodowym historykiem, chociaż opisuję wątki historyczne językiem literackim. Używając nomenklatury historyków i publicystów jestem nosicielem i utrwalaczem historii schyłku Drugiej i Trzeciej Rzeczypospolitej po zapowiedzi Czwartej, a być może już piątej z kolei. Najczęściej autorzy tego rodzaju literatury i publicystyki powołują się na zdarzenia i fakty rzeczywiste dodając im wybiórczo kontekst według własnych poglądów i motywacji ustrojowych, partyjnych w sposób stronniczy, często językiem zakłamanym propagandowo. Powstają po takich zabiegach i manipulacjach książki historyczne psujące obraz czasów i postaw szlachetnych, wymieszanych z czynami ludzi nikczemnych. Czytając książki historyczne pisane w różnym czasie o tych samych wydarzeniach napotykamy na całkowicie odmienny kontekst i osąd tych wydarzeń. Nie tak dawno w ocenie historyków, publicystów i wreszcie sądów z okresu początku Polski Ludowej, ci którzy walczyli o Polskę jaką znali, w ich świadomości swoją Ojczyznę, byli bandytami, zbrodniarzami skazywanymi na śmierć lub więzienie. Po zmianie ustrojowej ówczesna zbrojna walka o zachowanie przedwojennego ustroju Drugiej Rzeczypospolitej, jest nazywana bohaterstwem. W historii już tak jest, że oceny zależą od tego, czy zabijają naszych, czy zabijają nasi. Taka polityka historyczna nie jest sprawiedliwa. Gdy ludzie tracą życie zawsze jest zbrodnia i ofiara tej zbrodni. Manipulacja wydarzeniami podporządkowana kontekstowi historycznemu sprawia, że wychodzi z publikacji i książek historycznych zbędny nieład dziejowy. Ileż jeszcze książek napisanych przez autorów pozbawionych uczciwego kontekstu historycznego, przez publicystów, przez lubujących się w kłamstwie historyków trzeba przeczytać, by dowiedzieć się prawdy kto był ofiarą, a kto katem, kto zasługuje na miano bohatera, a kto zdrajcy. Kto wreszcie jest patriotą, a kto nim nie jest. Cenimy książki typu podręcznikowego, gdzie autor opisuje daty i zjawiska takimi jakie były, jeżeli nie dodaje własnej narracji i interpretacji. Źródłowo o historii powinni pisać jedynie ludzie będący uczestnikami wydarzeń historycznych. Książki obarczone przypisami są plagiatem historycznym i to najczęściej zmanipulowanym. Gdy swoje opowieści zechcą spisać świadkowie historii prawda i tak będzie połowiczna, bo każdy był gdzie indziej, inaczej uczestniczył w wydarzeniach, wreszcie ma inne oceny konkretnych zdarzeń. Niemniej z takich opowieści da się złożyć sensowną całość. W tej opowieści rolę świadka historii i historyka będę pełnił sam, będąc jednocześnie po obu stronach zdarzeń historycznych. Wątki zamierzonej opowieści z własnych obserwacji i przeżyć pokolenia mi współczesnego na końcu poszerzam o własną aktywność w wielu dziedzinach, nie po to, by chwalić się własnym życiem, lecz dla utworzenia własnego tła. Każdy bowiem ma jakieś tło lub kontekst, który ułatwia mu ocenę zdarzeń. Wybrałem najmniej wyszukany sposób, zajrzałem w przeszłość przez szczelinę jaka mi utworzyła się w umyśle objętym z wiekiem postępującą amnezją, ale też celowym zapomnieniem swoich prywatnych sekretów.
Po latach 1939 - 45 były kolejne lata dramatyczne w historii Polski. Był to jednak na szczęście czas pokoju. Wojsko Polskie zostało odbudowane, by chronić powojenne granice Rzeczypospolitej na tyle, na ile zwycięska armia sowiecka pozwalała. Rodzący się roczniki zdolne do służby wojskowej miały i mają taką powinność. W powojennych czasach pozornego pokoju armie świata wydają więcej pieniędzy na zbrojenia niż wyżywienie narodów. Taka strategia nakazuje czujność i gotowość do obrony swoich państw w sytuacji, gdy granice zostają znoszone. Współczesne konflikty kierują się inną filozofią inwazji. Nie musi być tworzony front, by atak okazał się skuteczny. Dywersanci mogą stworzyć i stwarzają większe zagrożenie od wroga widzialnego. Tak była prowadzona wojna "zielonych ludzików" na ukraińskim Krymie. Budowa bezpiecznego państwa w czasach powojennych nie była prosta i oczywista. Potężna armia sowiecka, która uporała się z frontem niemieckim, na dodatek wspomagana koalicją państw sprzymierzonych nie dawała nadziei na bezwzględną suwerenność i samostanowienie. Rząd Drugiej Rzeczpospolitej zdezerterował i nie powrócił do kraju po wojnie, wojsko rozbite i zepchnięte do partyzantki, pozbawione dowództwa, które serwowało się ewakuacją. Na dodatek do 1965 roku nowo tworzone oddziały były związane wojną domową z partyzantką niezłomnych, doborowych i doświadczonych żołnierzy zmotywowanych do nieposłuszeństwa nowo tworzonej państwowości. Pokój w granicach Rzeczypospolitej ustabilizował się w początkowych miesiącach 1966 roku. Rozwiązane zostały formacje wojskowe wyspecjalizowane w prowadzeniu działań operacyjnych przeciw opozycji, która dużo wcześniej odstąpiła od walk partyzanckich. Na zrębach starych formacji powołano nowe, które otrzymały zadania obrony granic przed potencjalnym wrogiem zewnętrznym. Czasy nadal były niespokojne. Jedną z takich formacji była Nadwiślańska KBW mająca koszary w Warszawie. Wtedy dywersanci zagrażali jeszcze obiektom rządowym. Zła sława powojennego KBW działała na tyle odstraszająco, że zapanował pokój, do dywersji nie doszło przez dekady istnienia formacji. Rzeczpospolita odbudowując potencjał gospodarczy odbudowała też Wojsko Polskie noszące polskie mundury. Zmotywowani "antysystemowo" historycy ignorują tamte siły zbrojne tak jak ignorują ówczesną Rzeczypospolitą. Takim trzeba przypomnieć co oznacza honor żołnierski, który nigdy nie powinien być wiązany z polityką. Politycy mogą się gryźć, nawet pozagryzać nawzajem, lecz Wojsko Polskie powinni pozostawić generałom niepolitycznym, w pełni zmotywowanym honorem żołnierskim. Cywilny nadzór nad armią to planowanie klęski w razie kolejnej agresji. Cywili kodeks honorowy nie obejmuje, a politycy cywilni honor na dobre wymazali ze swoich powinności. Przykład jak uciekać trzeba dał przedwojenny rząd i Wódz Naczelny. Oficerowie znając skutki ewakuacji z tamtej wojny raczej strategii ucieczki nie powtórzą. Trzeba prewencyjnie stosowny zapis wnieść do Konstytucji, aby rozkaz nie łamał honoru.
Michał Michalczyk - strona z książeczki wojskowej. Fot. Mundur KBW w latach 1966-1968. Nowa formacja. ( powojenne KBW rozwiązano w 1965 r.) W mundurze autor - Michał Michalczyk. Fot. Żołnierze Wojska Polskiego w latach 1965-1967. Z lewej Stanisław Michalczyk.Po zakończeniu wojny i rozwiązaniu Armii Krajowej w rokoszu niezłomnych przeciw nowej władzy ludowej wzięło udział po obu stronach prawie pół miliona mieszkańców ziem polskich. Samo zbrojne podziemie dysponowało armią niemal dwustutysięczną, z czego w regulaminowych oddziałach w pełni uzbrojonych i otrzymujących żołd kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy już nieumundurowanych. Publikowane dane szacunkowe podają stan koszarujących w lasach żołnierzy w 1945 r. na 17 tys. osób, po roku liczba ta spadła o połowę, natomiast po ogłoszeniu amnestii w latach 1947-1950 partyzantkę prowadziło mniej niż dwa tysiące. Od 1951 r. wojnę domową w imieniu rozwiązanej Armii Krajowej kontynuowało z bronią w ręku kilkuset niezłomnych w kilkuosobowych grupach, bez wyraźnego dowództwa. Była to typowa obława na urzędy i małe lokalne posterunki. Historycy szacują, że poległo na tej domowej wojnie około dziewięć tysięcy partyzantów - żołnierzy niezłomnych ukrywających się w lasach. W początkowych latach Polski Ludowej za przestępstwa przeciw narodowi na karę śmierci sądy skazały prawie pięć tysięcy partyzantów - żołnierzy niezłomnych, a ponad połowę wyroków wykonano. Wskutek działalności operacyjnej powojennego zbrojnego podziemia zginęło ponad cztery tysiące milicjantów, prawie pięciuset ormowców, ponad tysiąc sześciuset funkcjonariuszy Urzędów Bezpieczeństwa oraz niemal cztery tysiące żołnierzy Wojska Polskiego, w tym Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Wojsk Ochrony Pogranicza. Partyzanci - żołnierze niezłomni nie oszczędzali też ludności cywilnej, głównie rodzin i krewnych funkcjonariuszy i żołnierzy wspierających nową władzę. Ilość zamordowanych cywilów przekracza pięć tysięcy osób, w tym niemal dwieście dzieci. Sumarycznie partyzanci - żołnierze niezłomni zamordowali ponad piętnaście tysięcy. polskich obywateli już po wojnie, czyli w czasie formalnego historycznie pokoju. Czym innym jest polec w wolce zbrojnej z najeźdźcą niemieckim, rosyjskim, szwedzkim, czy czeskim, bo wszyscy sąsiedzi w historii napadali nasze granice, a czym innym być zamordowanym przez noszących polskie mundury lub tylko polskie karabiny żołnierzy kryjących się w lasach. Statystyki nie podają liczby zabitych żołnierzy i funkcjonariuszy armii rosyjskiej poległych podczas napaści na granice polskie, tu im liczna wyższa, tym chwała żołnierzom większa. To był bowiem naturalny wróg, który przystąpił do wojny przeciw Rzeczypospolitej. Wiadomym jest, że rozkaz Wodza Naczelnego zabraniał strzelania do wojsk inwazyjnych ze wschodu. Byli dowódcy AK, którzy ten rozkaz zignorowali, prowadzili dywersję na froncie wschodnim.
Prezentowane w okresie Trzeciej Rzeczypospolitej biogramy żołnierzy, którzy sprzeciwili się ładowi państwa ludowego, oraz ich losy pozostawiam bez komentarza. Jedyna uwaga, to powtarzający się slogan sugerujący jakoby zaszczepił się w Rzeczypospolitej powojennej komunizm, co jest historycznym nadużyciem na użytek propagandy. To, że w Polsce przedwojennej i powojennej byli komuniści nie musi oznaczać, że był komunizm. Drażnią słowa publicystów, polityków i szerokiej rzeszy znawców historii, w których słowo socjalizm zastępują słowem komuna. To sztandarowe kłamstwo Trzeciej Rzeczypospolitej ma swój cel, a jest nim zaszczepienie w następnych pokoleniach nienawiści do komunizmu jako systemu totalitarnego opartego na utopii. Drugim sloganem mającym podobny cel jest dopatrywanie się okupacji sowieckiej w okresie od zakończenia wojny do Trzeciej RP. Wojska radzieckie stacjonowały prewencyjnie na terytorium kraju zamknięci w koszarach i odrębnych osiedlach, w bazach militarnych. To był przyczynek do teorii okupacyjnej, zgoła fałszywej. Definicja okupacji ma swoje uwarunkowania, których tu trudno dopatrywać się, lecz ktoś mający zasady w pogardzie zawsze znajdzie pretekst do uzasadnienia fałszywej tezy. Od wojny w Europie, teraz w Polsce stacjonują wojska amerykańskie, też prewencyjnie. Nie jest to okupacja. Okupacja bowiem zawsze jest uwarunkowana administrowaniem ziem okupowanych przez okupanta, pobieraniem podatków, stanowieniem prawa. Tak powojenne stacjonowanie obcych wojsk tłumaczył rząd londyński i dowódcy żołnierzy niezłomnych. Nie chcieli dopuścić myśli, że wojnę przegrali. Sama Armia Krajowa surowo rozprawiła się z Wodzem Naczelnym, który wbrew przysiędze wojskowej i honorowi żołnierskiemu serwował się ewakuacją poza granice Rzeczypospolitej, tak samo jak rząd już w 17 dniu wojny, pozostawiając wojsko i naród na pastwę okupantów. Zmotywowani do walki zbrojnej z władzą ludową żołnierze wyklęci nie wykonali rozkazu gen. Leopolda Okulickiego rozwiązującego Armię Krajową, nie złożyli broni obierając sobie za wroga tworzone siły zbrojne tworzonej Rzeczpospolitej Ludowej. Zapłacili cenę najwyższą, swoje życie i utratę honoru żołnierskiego. Dopiero Trzecia Rzeczpospolita przywróciła im honory zamazując czyny niegodne dla pojednania narodowego, dla nierozdrapywania starych ran. Na wniosek prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Sejm uchwalił ustawę w lutym 2011 ustanawiając Narodowy Dzień Pamięci Narodowej żołnierzy wyklętych. Narodowego Dnia Pomordowanych jeszcze nie ma w kalendarzu, może kolejny prezydent wniesie taką inicjatywę. Wtedy rachunek krzywd dzielących naród będzie wyrównany, a sprawiedliwości dziejowej stanie się zadość. Obie strony przez minione 70 lat obrzucane były obelgami. Jednych nazywano bandą, drugich utrwalaczami komunizmu. Tak może obelgi rzucać tylko ten, kto nie zrozumiał historii, nie pojął grozy śmierci, zarówno po aresztowaniu i torturach, jak też postawiony pod ścianą własnego domu, często z całą rodziną, gdy lufa zbrodniczego, polskiego karabinu celuje w głowę Polaka. W świetle liczb pomordowanych po obu stronach konfliktu ustrojowego - ludobójstwo, to mało powiedziane. To były haniebne czyny i zbrodnie po obu stronach tej wojny domowej nie opisanej w żadnej konwencji. Heroizm żołnierzy wyklętych oraz ofiara krwi sugeruje wielkie bohaterstwo uznane przez organy państwa, na serio, a nie dla żartu. Ofiary zbrodni głosu, ani nazwisk w historii nie mają. Nadzieja, że odległe pokolenia zapomną o tej wojnie i jej skutkach, tak jak zapomniały o wojnach sprzed wieków.
Noty biograficzne niektórych żołnierzy wyklętych zaczerpnięte z publikacji internetowych. Tam odsyłam czytelnika dociekliwego po interpretację ich czynów. Będą opisy bohaterstwa w walce o przedwojenną Rzeczypospolitą, będą też opisane ich zbrodnie na ludności cywilnej. Niech każdy wedle własnych przekonań zważy i oceni te czyny.
Pseudonim "Pług" - ur.1913, zm. 1951
Stopień podpułkownik Wojska Polskiego, ostatni dowódca wojsk niepodległościowych, prezes Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. W procesie skazany na karę śmierci, wyrok wykonany strzałem w tył głowy.
Pseudonim "Ogień" - ur. 1915, zm. 1947
Porucznik Wojska Polskiego, w czasie wojny prowadził działalność partyzancką. Po wojnie był dowódcą zgrupowania "Błyskawica" liczącego do 700 żołnierzy niezłomnych. Zgrupowanie rozbrajało posterunki powojennej milicji obywatelskiej w powiecie nowotarskim, likwidowało ludność podejrzaną o wspieranie służb tworzonej władzy ludowej.
Pseudonim "Wawrzyc" - ur. 1910, zm. 1947
Był żołnierzem Wojska Polskiego i potem Armii Krajowej. Organizował Konspiracyjne Wojsko Polskie liczące do 3.000 żołnierzy niezłomnych. Zadaniem tego KWP była walka z tworzonymi szeregami milicji obywatelskiej, likwidacja funkcjonariuszy milicji i urzędów bezpieczeństwa oraz wspomagających te formacje obywateli polskich. W pokazowym procesie otrzymał wyrok kary śmierci, wyrok wykonano.
Pseudonim "Łopuszko" - ur. 1910, zm. 1951
Był dowódcą 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Jego oddziały nazywano "brygadami śmierci". Bezkompromisowo likwidowali po wojnie żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i urzędu bezpieczeństwa, a także tzw. pogardliwie utrwalaczy systemu, czyli ludność wspierającą nowe struktury władzy ludowej. Został zabity w warszawskim więzieniu.