Wstęp
Okręt wojenny można porównać do żywego organizmu, w którym każda część
pełni ściśle określoną funkcję, a całość działa w harmonii, by sprostać
wyzwaniom pola walki. Kadłub jest jego szkieletem -?nadaje kształt,
wytrzymałość i chroni wnętrze przed siłami natury oraz ogniem
przeciwnika. Pod pancerzem kryje się złożona sieć systemów i mechanizmów, przypominających ludzkie układy: krwionośny, oddechowy i nerwowy. Agregaty elektryczne są sercem, które nieustannie zasila okręt
energią, silniki dają mu ruch i siłę manewru, a rury i przewody niczym
arterie rozprowadzają paliwo, oleje i płyny chłodzące. Radary i sonary
pełnią rolę zmysłów, rejestrując każdy ruch i dźwięk, natomiast
stanowisko dowodzenia jest mózgiem, gdzie zapadają decyzje i skąd
kieruje się działaniami. Uzbrojenie -?artyleria i wyrzutnie bomb
głębinowych -?to jego pazury i zęby, gotowe do obrony i ataku.
Najważniejsza jest jednak załoga. To ona stanowi życie okrętu. Każdy
marynarz, od mechanika po kucharza, jest jak komórka w organizmie, a wspólny wysiłek nadaje stalowej konstrukcji sens i człowieczeństwo. W pełnej synchronizacji powstaje byt zdolny przetrwać najtrudniejsze
warunki i wykonywać złożone zadania -?jeden z najbardziej imponujących
wytworów ludzkiej myśli.
Podczas II wojny światowej pod biało-czerwoną banderą walczyło wiele
okrętów, działających samotnie lub w zespołach. Każdy z nich był jednak
odrębną jednostką o własnym charakterze, atmosferze, dźwiękach i zapachach. Inaczej drżał niszczyciel, inaczej okręt podwodny; każdy
reagował na morze i pogodę na swój sposób. Równie różne były załogi -
żywiołowe, ciche, pełne napięcia -?co sprawiało, że każdy okręt miał
niepowtarzalną tożsamość. Tak należy postrzegać także jednostki
współczesne.
Jednym z takich okrętów był ORP "Ślązak", niszczyciel eskortowy typu
Hunt II, walczący pod polską banderą w czasie II wojny światowej. Brał
udział w licznych misjach eskortowych, chroniąc alianckie konwoje przed
okrętami podwodnymi, ścigaczami i lotnictwem, oraz uczestniczył w kluczowych operacjach desantowych. Choć nie jest dziś tak rozpoznawalny
jak ORP "Błyskawica", zachowany jako okręt-muzeum w Gdyni, jego bojowy
dorobek w pełni zasługuje na pamięć.
Suwerenność Polski w czasie wojny trwała także dzięki Marynarce Wojennej
-?dzięki temu, że Rząd RP na uchodźstwie posiadał swoje prawne
terytorium na pokładach okrętów, a walka na morzu nigdy nie została
przerwana.
HMS "Bedale" -?niszczyciel eskortowy typu Hunt II
Niszczyciele eskortowe typu Hunt II zostały zaprojektowane i zbudowane
przez brytyjską Royal Navy w czasie II wojny światowej jako odpowiedź na
rosnącą potrzebę ochrony morskich szlaków komunikacyjnych. Były to
nowoczesne, zgrabne jednostki, dobrze przystosowane do współdziałania z większymi okrętami. Ich powstanie wiązało się bezpośrednio z koniecznością zwalczania zagrożeń ze strony niemieckich okrętów
podwodnych oraz lotnictwa. Od początku projektowano je jako mniejsze
niszczyciele przeznaczone do eskorty konwojów, obrony przeciwlotniczej i zwalczania okrętów podwodnych.
Łącznie zbudowano 86 niszczycieli eskortowych typu Hunt II, które weszły
do służby w latach 1940-1942. W porównaniu z jednostkami typu Hunt I były one większe, lepiej uzbrojone i wyposażone w nowocześniejsze
systemy artyleryjskie oraz przeciwlotnicze. W trakcie wojny część z nich
przekazano marynarkom wojennym państw sojuszniczych, w tym Wolnej
Francji, Grecji oraz Polskiej Marynarce Wojennej. Pod polską banderą
pływały trzy okręty tego typu: ORP "Ślązak", ORP "Krakowiak" i ORP
"Kujawiak".
Do głównych zadań niszczycieli Hunt II należało eskortowanie konwojów,
patrolowanie szlaków morskich, zwalczanie okrętów podwodnych oraz
ochrona przed atakami z powietrza. Jednostki te odegrały istotną rolę w utrzymaniu ciągłości transportów ludzi, sprzętu i zaopatrzenia pomiędzy
Wielką Brytanią a innymi teatrami działań wojennych, zwłaszcza na Morzu
Północnym i Śródziemnym.
Spośród 86 niszczycieli eskortowych typu Hunt II aż 21 zostało
utraconych w wyniku działań wojennych. Przyczynami strat były przede
wszystkim ataki U-Bootów, miny morskie, naloty lotnicze oraz kolizje.
Wśród zatopionych jednostek znalazł się polski ORP "Kujawiak", który
zatonął 16 czerwca 1942 roku po wejściu na minę w rejonie Malty podczas
eskorty konwoju.
HMS "Bedale", późniejszy ORP "Ślązak", został zamówiony przez Royal Navy
w ramach intensywnego programu rozbudowy floty eskortowej. Okręt,
oznaczony numerem burtowym L16, zbudowano w stoczni R. & W.
Hawthorn, Leslie & Company Ltd. w Hebburn nad rzeką Tyne, w północno-wschodniej Anglii. Stępkę położono 22 maja 1940 roku, w okresie
gwałtownej eskalacji wojny na morzach. Budowa przebiegała sprawnie, co
wynikało z pilnego zapotrzebowania na jednostki eskortowe. Okręt został
zwodowany 23 lipca 1941 roku podczas uroczystej ceremonii na rzece Tyne,
z udziałem przedstawicieli Royal Navy oraz władz lokalnych.
ORP "Ślązak" -?nowy okręt pod biało-czerwoną
W 1942 roku szefem Kierownictwa Marynarki Wojennej (KMW), najwyższego
organu dowodzenia Polskiej Marynarki Wojennej na uchodźstwie, był
wiceadmirał Jerzy Świrski. Funkcję tę pełnił nieprzerwanie od 19 maja
1925 roku. Odpowiadał za organizację, rozwój i działania operacyjne
Marynarki, która po 1939 roku przeniosła swoje struktury do Wielkiej
Brytanii. W Londynie nadzorował całokształt jej funkcjonowania -?od
szkolenia kadr po koordynację działań z Royal Navy.
Na początku 1942 roku Świrski otrzymał od strony brytyjskiej informację
o możliwości przekazania Polsce kolejnego niszczyciela eskortowego typu
Hunt II. Propozycja była efektem bardzo dobrych opinii o służbie dwóch
polskich jednostek tego typu -?ORP "Kujawiak" i ORP "Krakowiak", które
skutecznie eskortowały konwoje i walczyły z U-Bootami oraz lotnictwem
przeciwnika. Brytyjczycy zaproponowali przekazanie trzeciego okrętu.
24 lutego 1942 roku Świrski podjął decyzję personalną dotyczącą nowej
jednostki, która miała otrzymać nazwę ORP "Ślązak". Na dowódcę wyznaczył
kapitana marynarki Romualda Nałęcz-Tymińskiego, wówczas zastępcę dowódcy
ORP "Błyskawica". Zastępcą dowódcy został kapitan marynarki Wszechwład
Maracewicz, ceniony za wiedzę taktyczną i umiejętności dowódcze. Był to
pierwszy krok w procesie przygotowania okrętu do służby pod polską
banderą.
Dowódca przybył do Newcastle upon Tyne w sobotę 28 lutego 1942 roku.
Okręt, który miał zostać przemianowany na ORP "Ślązak", znajdował się w końcowej fazie budowy. Polscy oficerowie mieli nadzorować ostatnie
prace, zapoznać się z jednostką oraz dopilnować, by była w pełni gotowa
do służby.
W kolejnych tygodniach do stoczni zaczęli przybywać polscy oficerowie,
podoficerowie i marynarze, wyznaczeni do załogi. Ich zadaniem było
sprawdzenie okrętu i usuwanie usterek, które pojawiały się w pośpiechu
prac stoczniowych. Wymagało to dużego zaangażowania, fachowej wiedzy i znajomości wyposażenia. Załoga dbała o to, by jednostka była maksymalnie
przygotowana do przyszłych zadań bojowych.
Przygotowanie HMS "Bedale" do przekazania Polskiej Marynarce Wojennej
miało charakter wieloetapowy. Obejmowało szczegółowy przegląd
techniczny, naprawy oraz dostosowanie okrętu do polskich standardów.
Zainstalowano polskie instrumenty nawigacyjne i łączności, zachowując
brytyjskie systemy bojowe. Okręt oznakowano i pomalowano zgodnie z alianckim kamuflażem niszczycieli eskortowych; na burtach i rufie
pojawił się numer taktyczny L26.
Równolegle prowadzono intensywne szkolenie załogi -?w porcie i na morzu
-?obejmujące nawigację, obsługę uzbrojenia oraz systemów radarowych i sonarowych. Szkolenie odbywało się pod nadzorem doświadczonych
brytyjskich instruktorów. Morze nie toleruje błędów -?wróg tym bardziej.
Pod koniec kwietnia 1942 roku ORP "Ślązak" był gotowy do podniesienia
polskiej bandery. Uroczystość zaplanowano na 30 kwietnia, w obecności
przedstawicieli władz polskich i brytyjskich. Była ona zwieńczeniem
tygodni intensywnych przygotowań.
Załoga okrętu pochodziła z różnych źródeł. Wielu marynarzy przeniesiono
z ORP "Kujawiak" i ORP "Krakowiak", co miało duże znaczenie ze względu
na ich doświadczenie na okrętach typu Hunt II. Po zatonięciu "Kujawiaka"
w czerwcu 1942 roku część jego załogi zasiliła "Ślązaka".
Na pokładzie znaleźli się także rezerwiści ewakuowani z Polski w 1939
roku oraz ochotnicy, którzy zgłosili się do służby na emigracji. Część
przeszła szkolenia w brytyjskich ośrodkach, inni zdobyli specjalistyczne
kwalifikacje techniczne w warsztatach i jednostkach pomocniczych.
Szczególnie cenni byli specjaliści od radarów, sonarów i artylerii.
W ramach współpracy z Royal Navy na "Ślązaka" przydzielono brytyjskiego
oficera łącznikowego -?Lt. L. Hindle Dodda z RNVR. Towarzyszyli mu
brytyjski podoficer sygnalista, dwóch marynarzy sygnalistów oraz dwóch
radiotelegrafistów, pełniących funkcje doradcze i łącznikowe.
Podniesienie polskiej bandery
30 kwietnia 1942 roku w Glasgow, gdzie odbyła się ceremonia podniesienia
polskiej bandery na ORP "Ślązak", panowała typowa dla szkockiej wiosny
pogoda. Było chłodno i wilgotno, temperatura wynosiła około 10-12°C,
utrzymywało się umiarkowane zachmurzenie z możliwością przelotnych
opadów deszczu, a umiarkowany wiatr wiał z kierunków zachodnich i południowo-zachodnich.
Na kilka dni przed uroczystością specjalnie przeszkolona załoga ćwiczyła
procedury związane z podnoszeniem bandery, proporca i znaku dowódcy oraz
pełny ceremoniał przekazania okrętu. W wydarzeniu uczestniczyli
przedstawiciele najwyższych władz brytyjskich i polskich, co podkreślało
znaczenie uroczystości w kontekście alianckiej współpracy wojennej. Był
to nie tylko formalny akt przekazania jednostki, lecz także symboliczny
moment potwierdzający ścisłe więzi wojskowe Polski i Wielkiej Brytanii.
Stronę brytyjską reprezentował komandor Archibald Day RN, stronę polską
-?przedstawiciel Szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej, komandor
porucznik Stanisław Nahorski. Obecni byli także oficerowie Admiralicji
oraz Royal Navy, wcześniej zaangażowani w przygotowanie okrętu i szkolenie polskiej załogi. Nadeszły depesze gratulacyjne od Prezydenta
RP Władysława Raczkiewicza, Naczelnego Wodza gen. broni Władysława
Sikorskiego oraz szefa KMW, wiceadmirała Jerzego Świrskiego.
Po przemówieniach nastąpił kulminacyjny moment uroczystości: opuszczono
brytyjską banderę, a na jej miejsce wciągnięto polską banderę wojenną,
proporzec i znak dowódcy. Akt ten symbolizował oficjalne przejęcie
okrętu przez Polską Marynarkę Wojenną. W ciszy oddano hołd poległym
marynarzom. Następnie dowódca oraz przełożeni dokonali inspekcji okrętu
i załogi.
Udział rodzin członków załogi nie jest szeroko udokumentowany;
uroczystość miała charakter ściśle wojskowy i oficjalny. Po jej
zakończeniu dowódca wpisał do dziennika okrętowego notatkę o przyjęciu
jednostki do służby, formalizując akt przekazania. Dyrektorzy stoczni
zaprosili oficerów na obiad, a goście zwiedzili okręt, zapoznając się z jego uzbrojeniem i wyposażeniem.
ORP "Ślązak", niszczyciel eskortowy typu Hunt II o numerze burtowym L26,
był jedną z najnowocześniejszych jednostek, jakie trafiły do Polskiej
Marynarki Wojennej na uchodźstwie. Okręt miał wyporność 1050 ton w stanie standardowym i 1490 ton w pełnym obciążeniu bojowym. Jego długość
całkowita wynosiła 85,34 m, szerokość 9,62 m, a zanurzenie od 2,36 do
3,88 m. Wyposażono go w stabilizatory zmniejszające kołysanie podczas
strzelań.
Napęd stanowiły dwie turbiny parowe zasilane przez dwa kotły, o łącznej
mocy 19 000 KM, pozwalające osiągnąć prędkość około 27 węzłów. Zasięg
wynosił 3500 Mm przy prędkości 15 węzłów, 2100 Mm przy 20 węzłach oraz
około 1300 Mm przy prędkościach maksymalnych.
Załoga liczyła 8 oficerów oraz około 160 podoficerów i marynarzy.
Uzbrojenie obejmowało sześć armat 102 mm w trzech podwójnych
stanowiskach, czterolufowe działko przeciwlotnicze 40 mm "pom-pom", dwa
działka 20 mm Oerlikon oraz zrzutnie i miotacze bomb głębinowych
Thornycrofta. Okręt był w pełni przygotowany do zadań eskortowych i bojowych.
1 maja przeznaczono na sprawy organizacyjne. 2 maja pobrano amunicję i przygotowano się do obchodów Święta Narodowego 3 maja. Tego dnia kapitan
marynarki Romuald Tymiński otrzymał awans do stopnia komandora
podporucznika, a kapelan Marynarki Wojennej ks. Bolesław Klementowski
poświęcił banderę wojenną.
Podczas uroczystości 3 maja odbyło się także poświęcenie okrętu.
Ceremonię poprzedziła msza święta odprawiona przez ks. Klementowskiego,
przybyłego z Plymouth. Kierownictwo Marynarki Wojennej reprezentował
komandor porucznik Włodzimierz Poraj-Kodrębski, a Admiralicję brytyjską
ponownie komandor Archibald Day. Wśród gości znalazła się delegacja z niszczyciela ORP "Garland".
Ostatnie przygotowania
9 maja 1942 r., w standardowym malowaniu maskującym typu Western
Approaches w dwóch kolorach: szaroniebieskim i jasnoszarym, po próbach
maszyn, okręt wyruszył do bazy Royal Navy w Scapa Flow na Orkadach. Tam
program przewidywał 5-tygodniowe intensywne szkolenie, nieco krótsze,
niż standardowy program: Brytyjczycy już wcześniej ocenili znakomite
przygotowanie załogi do działania.
Dwa dni później komandor Tymiński złożył ważną służbową wizytę u brytyjskiego admirała Roberta Burnetta, dowódcy niszczycieli, na jego
flagowym okręcie HMS "Tyne". Było to spotkanie o istotnym znaczeniu,
mające na celu ustalenie dalszych planów operacyjnych oraz omówienie
współpracy między jednostkami brytyjskimi a polskimi, szczególnie w kontekście działań eskortowych, które miały odegrać podstawową rolę w nadchodzących miesiącach. Wizyty takie były również elementem budowania
zaufania i wzmacniania współpracy.
Przyszedł czas na intensywne szkolenia dla załogi. Każdy dzień
wypełniony był alarmami bojowymi, strzelaniami i ćwiczeniami
manewrowymi. Wszystko to miało na celu sprawdzenie przygotowania okrętu
do pełnienia zadań bojowych oraz zgranie załogi, która po przejęciu
okrętu musiała szybko dostosować się do nowych warunków. Atmosfera wśród
marynarzy była doskonała -?załoga odczuwała entuzjazm, a intensywne
ćwiczenia dodatkowo wzmagały ich determinację i zapał do służby.
8 czerwca 1942 roku na pokład HMS "Tyne" przybył król Jerzy VI. Wizyta
monarchy była wydarzeniem, które podniosło rangę stacjonujących tam
jednostek. Ze "Ślązaka" wysłana została delegacja, której przewodził
komandor Tymiński. Miał on zaszczyt spotkać się z królem, co było
wyjątkowym momentem dla polskiej załogi. Rozmowa z Jerzym VI była
krótkim i symbolicznym gestem docenienia polskiego wkładu w działania
wojenne.
Wieczorem 12 czerwca "Ślązak" opuścił port i skierował się do swojej
macierzystej bazy w Devonport przy Portsmouth. Załoga była już doskonale
zgrana, a okręt gotowy do podjęcia zadań operacyjnych. Dwa dni później,
około południa, okręt stanął na beczce na rzece Hamoaze w Devonport,
gdzie miał przejść ostatnie przygotowania przed włączeniem do działań.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki