Orestes - Eurypides

Kup ebooka

3.99 zł
3.27 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Orestes

W głębi sceny pałac Agamemnona w Argos. W głębokiej nyży bramy głównej łoże Orestesa, na którem spoczywa, w głębokim pogrążony śnie. Przy nim siedzi

ELEKTRA (podniósłszy się).

Nic niema tak strasznego, co się w ludzkiej mowie Wyrazić da, mąk niema, ni losów bogowie Nie zarządzili takich, by na serce człeka Nie spadły. Szczęsny Tantal - od tego-m daleka, Ażeby jego doli urągać -, to boże, Zeusowe pono plemię, zawisnął w przestworze I ciągle drży, ażeby nań się nie urwała Ta ponad jego głową wciąż stercząca skała. A karę tę ma za to, że, jak chodzą słuchy, Zaszczycon będąc ongi, acz śmiertelnik kruchy, By w bogów uczestniczyć biesiedzie, języka Nie trzymał za zębami, wada, co dotyka Najbardziej. Ten Pelopsa miał, ten Atreusza, Którego prządka życia, bóstwo Zwada, zmusza - Ten los-ci mu wyprzędła -, by się waśnił z bratem Rodzonym, Thyestesem. Lecz na cóż, pozatem, Wspominać okropności? Zabiwszy mu dziatki, Zaprosił go Atreusz do tej uczty rzadkiej! Z Atreja - że pośrednie zajścia już pominę - I z Aeropy z Krety powstał w swą godzinę Syn Agamemnon sławny, jeżeli go można Zwać sławnym, i Menelej... Żoną tego zdrożna,

U bóstw znienawidzona Helena, a zasię Ów książę Agamemnon zawarł w swoim czasie Ślub, w Grecyi napiętnowan, z Klytaimnestrą. Idą Trzy córki z niej, mej matki - tak, z Chryzotemidą Ma siostra Ifigenia, oraz ja, z nazwiska Elektra, i syn Orest. Serce mi się ściska, Gdy wspomnę tę ohydną, tę bezbożną matkę! W nierozerwalną ojca uwikławszy siatkę, Zabiła go. Powodu nie przystoi pannie Przytaczać. Niech to inni zechcą nienagannie Wyjaśnić... Jakichże mi dzisiaj słów potrzeba, Ażeby się użalić na bezprawie Feba? Oresta on nakłonił, by matce rodzonej Śmierć zadał, co nie wszystkie pochwaliły strony, I brat ją zamordował, ufny w słowo boże. Uczestniczyłam w mordzie, ile pomódz może Niewiasta. I Pylades dział razem z nami. Od chwili tej, dzikimi trapiony szałami, Nieszczęsny brat Orestes na posłaniu leży - Tak niemoc go przemogła. Krwi matczynej świeży Wciąż zapach w szał go wprawia i dręczy nad miarę - Bo nie chcę przypominać trwóg tych, swą ofiarę Okrutnie ścigających, Eumenid... Dzień szósty Upływa, jak się lały onej krwi upusty Matczynej, jak spalono poświęcone zwłoki, A on ni kęsa strawy nie przyjął w głębokiej Rozterce, i w kąpieli nie był do tej pory. Otulon w płaszcz, gdy folgę uczuje ten chory Braciszek w swych cierpieniach cielesnych, to oczy, Przytomność odzyskawszy, łzawi, to wyskoczy Z posłania i wciąż pędzi i pędzi, jak źrebce, Gdy z jarzm je wyprzągnięto. W tej naszej kolebce,

W Argosie, zakazano ugaszczać nas w domu I mówić - z przestępcami, jako żeśmy sromu Matkobójczego winni. Dzień dzisiejszy będzie Rozstrzygającym dla nas, albowiem orędzie Argiwski sąd dziś wyda, jaką śmiercią mamy Umierać: czy nas zechcą, poza miasta bramy Wywiódłszy, kamienować, czy też miecz nam spadnie Na karki. Lecz nadzieję żywim, że tak snadnie Nie zginiem, gdyż Menelej, powróciwszy z Troi, Już w Nauplii wylądował. Ponieważ się boi, Więc żonę swą, Helenę, tych nieszczęść sprawczynię, Wprzód wysłał nocą w dom nasz, gdyż w mroku jedynie Ujść mogła zemsty ludzkiej. Za dnia wszyscy oni, Co synów potracili pod Troją, w pogoni Głazami-by ją na śmierć zatłukli. W komnacie Przebywa, zapłakana po siostry utracie I nad nieszczęściem domu. W tej swojej boleści Tę jedną ma pociechę, że córkę dziś pieści Do Troi uciekając, dała Hermionę W opiekę mojej matce, dziś to opuszczone Dziewczątko król Menelej sprowadził ze Sparty. Tą pieszcząc się, Helena tłumi ból zażarty. Więc teraz ja po wszystkiej rozglądam się drodze, Czy on tu się nie zjawi. Gdyż na małej srodze Niteczce zawisł żywot nasz biedny, jeżeli Pomocy nam Menelej co tchu nie udzieli. Nie wiele dom w nieszczęściu pogrążon dokona.

Z pałacu wychodzi

HELENA.

O córko Klytaimnestry i Agamemnona, Elektro, coś tak długo w panieńskim jest stanie!

Ach! powiedz, jakie dzisiaj twoje bytowanie I jak się ma Orestes, nieszczęsny morderca Swej matki! Że tak do was przemawiam od serca, Nie ściągnę na się zmazy, albowiem jedynie Fojbosa ja winuję w tym okrutnym czynie. Po śmierci Klytaimnestry, mojej biednej siostry, Narzekam, że ją taki spotkał los przeostry! Widziałam ją ostatnio, gdym w trojańskie ziemie Ruszała - snać bóg jakiś nałożył to brzemię Szaleństwa na me barki! Dzisiaj, na swą miedzę Wróciwszy, nad swym losem samotna się biedzę.

ELEKTRA.

Cóż powiem ci, Heleno? Toć sama na oczy Swe własne oto widzisz, jaka dola tłoczy Syna Agamemnona! Przy jego niemocy Okrutnej wysiaduję śród bezsennych nocy, Przy trupie onym siedzę, boć trup on, gdyż życie Na słabej wisi nitce. O tym jego bycie Nie mówię ja z wyrzutem. Oboje żyjecie Szczęśliwie - ty i mąż twój szczęśliwy na świecie, My za to jakże czarną przybici żałobą!

HELENA.

Jak dawno on złożony tą swoją chorobą?

ELEKTRA.

Od chwili, kiedy przelał krew, co go zrodziła.

HELENA.

Ach! biedny on i matka, biedna jej mogiła!

ELEKTRA.

Z rozpaczy dzisiaj ginę! Taka losów droga!

HELENA.

Wyświadczysz mi przysługę? Proszę cię, na boga!

ELEKTRA.

Nad bratem czuwać muszę, nie znajdę sposobu.

HELENA.

Nie mogłabyś się udać do mej siostry grobu?

ELEKTRA.

Do siostry, a mej matki? Jakie masz zamiary?

HELENA.

Z zalewek i mych włosów złożysz jej ofiary.

ELEKTRA.

Do drogiej pójść mogiły nie przystoi-ć wcale?

HELENA.

Na widok Argiwczyków ze wstydu się spalę.

ELEKTRA.

Haniebna wprzód ucieczka, wstyd spóźniony potem.

HELENA.

Masz słuszność, ale ranisz swego słowa grotem.

ELEKTRA.

Dlaczego Mykeńczyków twe oczy się boją?

HELENA.

Wstyd ojców, których syny zginęli pod Troją.

ELEKTRA.

O głośne też na ciebie wznosi Argos wrzaski.

HELENA.

Dlatego wybaw z trwogi, nie skąp mi swej łaski.

ELEKTRA.

Nie mogłabym ja spojrzeć na mogiłę matki.

HELENA.

Czyż godzi się, by służba nosiła me datki?

ELEKTRA.

Masz przecież Hermionę, wypełnić to umie.

HELENA.

Panienka nie powinna obracać się w tłumie.

ELEKTRA.

Lecz winna dług tej spłacić, co się nią zajęła.

HELENA.

Masz słuszność. Za twą radą wypełnienie dzieła Powierzę mojej córce... Chodź tu, Hermione, Zalewkę bierz do ręki i te ostrzyżone Me włosy, Klytaimnestry nawiedź-że grobowiec, Na szczycie stań mogiły z ofiarą i powiedz, Płyn lejąc - wino z mlekiem i miodem, te słowa: "Helena, siostra twoja, jako że się chowa Przed gniewem Argiwczyków, sama przy twym grobie Nie mogąc dzisiaj stanąć, przezemnie śle tobie Swe datki!" Potem proś ją, by wzięła w opiekę Mnie, ciebie i małżonka i te, że tak rzekę, Sieroty dwie nieszczęsne, które Bóg zatracił, I że jej dary złożę, by się dług mój spłacił Wobec mej zmarłej siostry, skoro czas posłuży. Idź przeto, dziecko moje, i nie zwlekaj dłużej - Myśl, wszystko to spełniwszy, o powrotnej drodze. (Odchodzi wraz z Hermioną).

ELEKTRA.

Naturo! Jakże człeka ty upadlasz srodze, Gdyś zła, a jeśli dobra, jakże ty nas ludzi Podnosisz! O, widziałam, że się li potrudzi Ostrożnie, by ściąć ledwie koniuszki swych splotów Inaczej jej urodzie zaszkodzićby gotów Ten nóż jej!.. Ano zawsze ta sama! Niech raczą Bogowie cię ukarać, żeś taką rozpaczą I mnie i mego brata i całą Helladę Dotknęła! Ach! Ja biedna! Gdzież znajdę ja radę?! Nadchodzą przyjaciółki, których wtór się splata Z moimi lamentami! Wnet obudzą brata, Chorego Orestesa, i łzy z moich powiek Wycisną, gdy zobaczę, jak biedny ten człowiek Szaleje!... O najdroższe niewiasty! Po cichu Bez stuku, bez hałasu stąpajcie, by lichu Nie dawać sposobności! Słodko jest mi waszej Zażywać dziś przyjaźni, lecz jeśli wystraszy Ze snu tego mi brata, w wielkim będę smutku.

CHÓR MŁODYCH NIEWIAST ARGIWSKICH.

Sza! sza! O pocichutku! Stopy jak najlżejszemi Ledwie dotykaj ziemi!

ELEKTRA.

Nie zbliżaj się do łoża! Tamtędy! tamtędy!

CHÓR.

Słucham w te pędy!

ELEKTRA.

Niechże mu szept wasz niewieści Jako najciszej szeleści,

Niech mu tak cicho gra, Jako ten trzciny szum!

CHÓR.

Ta warga ma Drży w swojej mowie, Jak ledwie dyszące sitowie, Jak trzcina!

ELEKTRA.

Tłum szept swój, tłum! Powoli stąpaj, powoli! Lecz wyznaj mojej niedoli, Dlaczego właśnie w ten czas Przybywasz do mnie! Pierwszy to raz Tak zasnął głęboko ogromnie!

*

CHÓR.Powiedz mi, przyjaciółko,

Co się z twym bratem stało?

Czy bardzo chore to ciało?ELEKTRA.

Przy życiu on-ci jeszcze, lecz oddech ma krótki.

CHÓR.

Ach! Co za smutki!

ELEKTRA.

Zabijesz mi go, jeżeli Obudzisz go z tej pościeli! Na wszystko najlepszy lek Jest nasz spokojny sen.

CHÓR.

Cierpi, niewinny człek, Los znosi srogi Za czyn, potępiony przez bogi! Biedny!

ELEKTRA.

Jak ból nęka ten! Bezprawie było w twym głosie, Kiedy z Temidy, Fojbosie, Trójnoga głosiłeś nam, Że mamy prawo U śmierci bram Rozprawić się z matką tak krwawo!

*

CHÓR.

Popatrz na łoże! Pod płaszczem ruszył się brat!

ELEKTRA.

Twój go, nieboże, Obudził hałas!... W świat!

CHÓR.

Sądziłam przecie, Że śpi!

ELEKTRA.

Na wszystko w świecie Odejdźcie mi! Pocichu precz stąd ponieście swe kroki!

CHÓR.

Śpi twardo.

ELEKTRA.

Zaiste! Ty, co głęboki Sen dajesz ludziom udręczonym, święta, Prześwięta Nocy! Mgliste Porzuć Erebu pomroki I na swych skrzydłach przyleć jak najprędzej, W Agamemnona biedny przyleć dom! Okrutna nędza nas pęta, Giniemy strasznie w tej nędzy, Giniemy!... Znów się ruszacie?! Nałóżcie kaganiec tchom! Bodajby raz już był niemy Zbyt skrzętny język wasz! Precz! precz! Niepotrzebna ta straż Przy bracie! Sza! Sza! Użyczcie mu Dobrotliwego snu.

*

CHÓR.

Jakie są wróżby? Jaki go czeka kres?

ELEKTRA.

Śmierć, śmierć, bo cóżby?! Ciągle bez jadła, bez!

CHÓR.

Los już sprowadza Swój czas!

ELEKTRA.

Fojbosa władza Zgubiła nas! Krew ściąga na nas ojcobójczej matki!

CHÓR.

I słusznie!

ELEKTRA.

Ja przeczę! Mord ty na gładkiej Spełniłaś drodze i zamordowana Ległaś! O losy człecze! Ojca-ś zabiła i dziatki Zabijasz dzisiaj, matko ma rodzona, Krwi swojej własnej ty zabijasz płód! U podziemnego-ś ty pana, A czyż twa córka nie kona Z boleści? Łzy, jęki, Szlochań ponocnych w bród - Oto mój żywot niewieści! Ni dziatki dla mnie ni mąż, Niepoślubiona, wciąż Śród męki Czas spędzam długi, jak wiek - Nieszczęsny ze mnie człek!

PRZODOWNICA CHÓRU.

Podejdź-że, podejdź, panno Elektro, do łoża I zobacz, czy go ręka nie zabrała boża. Nie widzi mi się wcale ten sen nazbyt długi.

ORESTES (do siebie).

O jakie ty nam słodkie wyświadczasz przysługi, Ty śnie, lekarzu chorób! Jakżeś ty mnie oto

Ogarnął w mej potrzebie, ty luba pieszczoto, Ty nieszczęść zapomnienie! Jakiem dla nędzarzy Ty mądrem jesteś bóstwem i dobrem w ich wrażej Niedoli!... Lecz gdzie jestem? Jak się tu dostałem? Nie pomnę nic od chwili, gdym był tknięty szałem.

ELEKTRA.

Usnąwszy, ileś ty mi zgotował radości! Pozwolisz, aby trochę podźwignąć ci kości?

ORESTES.

Podźwignij, ach! podźwignij! Pianą jestem zlany - Obetrzyj-że mi lice z tej stężałej piany.

ELEKTRA.

Obtarłam, słodka służba. Chętnie moje ręce Siostrzane pielęgnują brata w jego męce.

ORESTES.

Podeprzyj bok mi bokiem, odgarnij mi z lica Te czochry, bo nie wiele widzi ma źrenica.

ELEKTRA.

O biedne, pełne brudu, zwichrzone kędziory, Tak dawno nie umyte na tej głowie chorej!

ORESTES.

Na łóżko mnie znów połóż, bo gdy ustąpiły Napady mego szału, jestem wciąż bez siły.

ELEKTRA.

Dla chorych pożądaną rzeczą jest posłanie, Niezbędne, choć nie zawsze chętnie patrzym na nie.

ORESTES.

Do góry mnie znów podnieś i połóż mnie bokiem, Człek chory nieporadny jest za każdym krokiem.

ELEKTRA.

Czy nie chcesz stanąć nogą na ziemi i chwilę Pochodzić? Zawszeć zmiana wpływa na nas mile.

ORESTES.

Najchętniej!... Że zdrów jestem, może mi się uda Połudzić... Gdzie brak prawdy, dobra jest i złuda.

ELEKTRA.

Posłuchaj-że mnie, bracie! Słóweczko jedynie, Dopóki-ć na przytomność pozwolą Erynie.

ORESTES.

Masz wieści? Jeśli dobre, przyjmij za to dzięki, Jeżeli zaś nieszczęsne, mam już dosyć męki.

ELEKTRA.

Stryjaszek Menelaos przybył, z nawy swemi W nauplijskim stanął porcie, na ojczystej ziemi.

ORESTES.

Co mówisz? Zabłysnęło światło w mojej nocy? Jest krewny, co od ojca tyle miał pomocy?

ELEKTRA.

Tak, jest już. A na dowód moich słów - wiedz o tem, Z trojańskich dzierżaw przywiózł Helenę z powrotem.

ORESTES.

Jeżeli samby wrócił, los godzien zazdrości, Zaś razem z jego żoną i zło przyszło w gości.

ELEKTRA.

Zaiste! Córki spłodził Tyndaros, przykłady Niecnoty okrzyczanej dla całej Hellady.

ORESTES.

Ty tylko bądź mi inną. Nie w słowie jedynie, Lecz dawaj tego dowód - możesz to! - i w czynie!

ELEKTRA.

O rety! bracie drogi! Znów masz błędne oczy! Przed chwilą-ś był przy zmysłach, teraz szał cię tłoczy.

ORESTES.

Zaklinam cię, o matko! Syn się w prośbach wije: Przecz szczujesz znowu na mnie krwawookie żmije? [Tuż przy mnie są! Tuż przy mnie w swej okrutnej wojnie!]

ELEKTRA.

0 bracie nieszczęśliwy! Leż-że mi spokojnie - Nie widzisz nic, choć mniemasz, że widzisz dokładnie.

ORESTES.

Fojbosie! Oto znowu zgraja mnie opadnie Tych strasznych jędz psiogłowych, tych kapłanek Piekła!

ELEKTRA (obejmując Orestesa).

Nie puszczę cię, powstrzymam, byś mi nie uciekła W szaleństwa dzikich skokach, ty ma duszo biedna!

ORESTES.

Puść! Puść mnie! O nie krępuj ty, z Eumenid jedna, Na dno mnie Tartarowe nie rzucaj!... O Boże!...

ELEKTRA.

Nieszczęsna ja, nieszczęsna! Któż mi dopomoże, Gdy tak nas opuściły zagniewane nieba?!

ORESTES.

Daj-że mi łuk napięty, podarunek Feba! Obiecał mi Apollon, iże ja tą bronią

Odpędzę zmory wściekłe, gdy za mną pogonią. Azali sięgną bóstwa te ręce człowiecze? I owszem, gdy mi w porę z oczu nie uciecze. Ha! cóż to? Nie widzicie? Czyście nie słyszały? To świt dalekonośnej mego łuku strzały! Ach! przecz się ociągacie? Wzbijcie się niezwłocznie W powietrze, poskarżcie się na Feba wyrocznię! Ach! Czemu znów szaleję, pracując piersiami? Dokądże, ach! dokądże tak mnie znowu mami Z posłania jakaś siła? Wszakże mi po burzy Na morskich fal głębinie znowu cisza służy! Dlaczego płaczesz, siostro? Dlaczego oblicze Ukrywasz w fałdach sukni? Wstyd mi, żem dziewicze Twe serce tak zasmucił tem cierpieniem mojem, Że tak się oto trapisz twego brata znojem. Tyś czyn mój pochwaliła, jam go doprowadził Do końca, krew przelałem mej matki! Poradził Loksyasz mi tę zbrodnię, on źródłem jedynem Tej winy! On mnie słowem rozgrzeszył, nie czynem! Mój ojciec, oko w oko zapytan przezemnie, Czy godzi mi się matkę zabić tak nikczemnie, Gorącoby mnie błagał, głaszcząc mnie po twarzy - Tak myślę -, abym broni nie wyciągał wrażej I własnej tem żelazem nie kłuł rodzicielki, Boć życia mu nie wrócę, a sam na się wielki Ból ściągnę, ja nieszczęsny! Zrzuć precz to okrycie Z swej głowy, siostro luba! Ciężkie mamy życie, Lecz płakać ty poprzestań! A jeżeli trwogę Zobaczysz w mojej duszy, jeżeli na drogę Szaleństwa się zapędzę, ty koj moje zmysły Stargane i pocieszaj! A gdyby zabłysły Łzy w oczach twych, ja wówczas stojący przy tobie,

Upomnę cię łagodnie, byś swojej żałobie Przestała dawać folgę. Godzi się to przecie, Ażeby się wzajemnie wspierało na świecie Rodzeństwo. Więc do siebie idź-że, siostro miła, Byś snem sobie te oczy bezsenne skrzepiła. Idź, pożyw się i ciału użycz też kąpieli. Jam zginął, jeśli ty mnie opuścisz, jeżeli Czuwaniem nadwerężysz swe zdrowie. Tej chwili Jedynąś mą podporą! Inni odstąpili.

ELEKTRA.

Przenigdy! Z tobą umrę, z tobą żyć też będę. Na jedno to wychodzi. Bo jakąż ja grzędę Wynajdę, jeśli ciebie nie stanie? Bez brata, Bez ojca, przyjaciela, jak mi się posplata To życie, mnie tak słabej niewieście? Lecz muszę Posłuszną być twej woli. Ale nim się ruszę, I ty się, bracie, połóż! Nie ulegaj trwodze, Co z tego cię posłania wypłasza tak srodze, Lecz wytrwaj!... Człek nie chory często z urojenia Jest chory! [Tak się troska i trud nasz rozplenia.]

CHÓR.

Ojej! O wy, straszliwie Na skrzydłach mknące Boginie! O, nie w bachijskich wy pląsach płyniecie Po świecie, Jeno wam jęk towarzyszy Po nieszczęść niwie I łzy za wami gorące Cieką!

W drogę, jak, nie wiem, daleką W czarnym całunie Orszak wasz sunie Po tym przejrzystym przestworze I zemstą dyszy, Zemstą za czyny nieboże, W krwawej skąpane winie! Błagam, ach! błagam was ninie, Wy Eumenidy, abyście zechciały Zdjąć przeokropne te szały Ze syna Agamemnona, Który w tym bólu snać skona! Ach! te katusze, Które ciągnęły twoją chciwą duszę Ku sobie, Że oto dzisiaj jesteś niemal w grobie - Ciągnęła męka cię sroga W tej dobie, Kiedyś z wieszczego trójnoga Usłyszał, usłyszał głos boga, W miejscu, co ponoś leży, Jako się wierzy, W ziemskiego świata średzinie.

*

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.