Liście czy nie liście?
Zima była kapryśna. Na zmianę to sypała śniegiem, to moczyła las deszczem, zamieniając leśne ścieżki w drogi pełne błota. Wiele zwierząt chowało się wtedy w swoich gniazdach, dziuplach i norkach. Jednak nie wszystkie miały gdzie się ukryć. Sarny, jelenie, dziki czy łosie były za duże na to, by zmieścić się w jakiejś jamce. Niektóre szukały innego rozwiązania. Tak jak dwa małe łoszaki, które mieszkały w pobliżu mokradeł.
Pewnego ranka oznajmiły:
- Zbudujemy kryjówkę. Z gałęzi. Tak jak ludzie.
- Przecież ludzie nie chowają się pod gałęziami, tylko w domach - zdziwiła się ich mama. - Pamiętacie chatkę leśniczego? Jest zbudowana z desek, a nie z cienkich gałązek.
- Ale my naprawdę widzieliśmy w lesie taki domek! - oświadczył mniejszy łoszak. - Niedaleko strumienia. Kiedy podeszliśmy bliżej, zobaczyliśmy w środku małego człowieka. Chyba się nas przestraszył.
- To pewnie była córka leśniczego. Jego dzieci często się tam bawią. Ale wy nie powinniście chodzić tak daleko, nie mówiąc mi wcześniej, dokąd idziecie. Wiecie o tym, prawda?
Małe łosie przytaknęły.
- Następnym razem zapytamy o zgodę - obiecały, po czym ruszyły na poszukiwanie odpowiednich gałęzi.
Najpierw przyciągnęły kilka większych i oparły je o pień ogromnego dębu. Potem zaczęły zbierać mniejsze i dokładać je do swojej konstrukcji. Całość powoli zaczynała przypominać szałas.
- A może poutykamy tu i ówdzie trochę liści? - zaproponował większy z braci. - Deszcz nie przedostanie się wtedy do środka.
- Dobry pomysł! - ucieszył się mniejszy. - Może wykorzystamy tamte?
Jego wzrok padł na dziwne liście wystające zza krzaka. Nie były brązowe i pomarszczone jak te, które leżały pod drzewami, lecz miękkie i szare. Zaciekawione łosie podeszły bliżej.
- Ciekawe, jak smakują... - zastanowił się głośno większy. - Sprawdzimy?
Już miał chwycić jeden z nich zębami, gdy nagle krzak zakołysał się i wyskoczył zza niego zajączek.
- Nie zjadajcie mnie! - zawołał. - Bardzo was proszę!
- Ale my nie mamy zamiaru cię zjeść - odparły łosie. - Szukamy liści do naszego domku.
Szarak zerknął na dziwną konstrukcję. Wciąż trochę bał się łosi, ale ciekawość zwyciężyła.
- Domku? - zdziwił się. - A jak się do niego wchodzi?
- O tak! - odparł jeden z braci i zaczął się wciskać pod gałęzie. Niestety był za duży i wszystko się na niego zawaliło.
Zając spojrzał na jego rozbawioną minę, po czym sam się roześmiał.
- To nie domek. To pułapka na łosie!