1
Początki
Lipa
18 października 1672 roku Buczacz na chwilę wkroczył do międzynarodowej historii. Tego dnia polski król Michał Korybut Wiśniowiecki i osmański sułtan Mehmed IV podpisali w Buczaczu traktat pokojowy, który w polskiej pamięci zapisał się jako moment upokorzenia, jeden z wielu w burzliwych losach prowadzących do gwałtownego upadku polskiej potęgi w wiekach XVII i XVIII. Król, podpisując ten dokument, zgadzał się poddać pozornie niepokonaną twierdzę w Kamieńcu Podolskim wraz z całą Ukrainą i Podolem oraz zobowiązywał się do płacenia sułtanowi wysokiego rocznego haraczu1.
Ów traktat pokojowy, poprzedzony dziesięcioleciami bezprecedensowego rozlewu krwi i zniszczeń na rozległych ziemiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, był tylko preludium do wojny, która wybuchła tuż po jego podpisaniu, jeszcze zanim na osmańskim dokumencie dobrze wysechł atrament. Buczacz narodził się w epoce przemocy, by powstrzymywać najazdy obcych wojsk i ułatwiać ekspansję polskiego panowania. Został ochrzczony ogniem i mieczem, a sposób i cel narodzin miasta zwiastowały jego krwawy upadek. Przez stulecia toczyło się w nim jednak barwne i dynamiczne życie, w którym w różnym stopniu - jak we wszystkich miasteczkach świata - obecne były piękno i strach, smutek i radość, kreatywność i zniszczenie. Bez bólu narodzin i smutku śmierci sama przyjemność istnienia byłaby ledwie pogłoską.
Najwcześniejszym kronikarzem Buczacza był Sadok Barącz, polski dominikanin ormiańskiego pochodzenia, wyświęcony w 1838 roku, który pracował jako bibliotekarz, nauczyciel religii i wykładowca Biblii. Był on autorem obszernych prac o historii Ormian w Polsce, zakonu dominikanów i kilku miast Galicji. Malowniczy obraz dziejów Buczacza stworzony przez kronikarza, w dużej mierze oparty na źródłach po zniszczeniach dwóch wojen światowych już niedostępnych, skażony jest uprzedzeniami gorliwego obrońcy wiary rzymskokatolickiej i narodu polskiego, ale jest także bogatym źródłem lokalnych mitów i opowieści2. Jego opis podpisania traktatu powiela większość późniejszych kronik miasta: "Powiadają, że Mahomet przyjmował posłów pod starą lipą. Drudzy zaś dowodzą, że na tem miejscu traktatu zawartego zasadzono lipę, która do dni naszych, lubo jeszcze z jednym tylko konarem, gdyż drugi w roku 1852 burza powaliła, dotrwała. Wartało by staruszkę macierzyńskiem otoczyć pielęgnowaniem"3.
Tak pisał Barącz w 1882 roku. Drzewo przetrwało, choć dziś nie ma już pewności, czy to rzeczywiście lipa, pod którą podpisano traktat, czy też drzewo posadzone w celu jego upamiętnienia, czy wreszcie drzewo, które błędnie za takowe uznano, niemające nic wspólnego z wydarzeniem sprzed ponad trzech stuleci. Tak czy inaczej, drzewo jest wspaniałe. Korzeniami sięga mocno w głąb ziemi, a gałęziami wysoko ku niebu, częściowo zasłaniając zaniedbane radzieckie bloki. Szczególny sentyment do lipy miał szesnastowieczny polski poeta Jan Kochanowski. Jego zdaniem symbolizowała ona wytchnienie i spokój umysłu, bo choć nie rodzi owoców, to zapewnia cień i ciszę, schronienie i wygodę.
Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie4.
Korzenie tej lipy mocno tkwią w glebie rodzinnego miasta. Jej długie gałęzie sięgają we wszystkich kierunkach, każda z nich inny ma kształt i do innego dąży punktu na niebie. W tym sensie jest owa lipa symbolem Buczacza, ikoną wspólnego zamieszkania i rozbieżnych aspiracji i losów. Po raz pierwszy drzewo to zobaczyłem i sfotografowałem w ponury, pochmurny dzień w październiku 2008 roku, tuż po obejrzeniu w pobliżu nowo wzniesionego pomnika Stepana Bandery. Ten przywódca Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) był ściśle związany z eksplozją przemocy, która przypieczętowała los Buczacza jako wspólnoty kilku etniczności i wyznań. Reprezentuje pokolenie, w którym brat zwrócił się przeciwko bratu, a w imię czystości, wolności i sprawiedliwości przelano potoki krwi. Owo drzewo było świadkiem tego wszystkiego. Ludzie sunący drogą w poobijanych samochodach, mieszkańcy niszczejących bloków po drugiej stronie zaniedbanego trawnika czy piesi ochlapani błotem z nieutwardzonej ścieżki, niosący w plastikowych torbach skromne zakupy, nie mieli jednak o tym pojęcia. Wpatrywali się w ziemię, nie dostrzegając gałęzi wijących się bezgłośnie ku stalowemu niebu.
Choć oficjalnie Buczacz został uznany za miasto pod koniec XVII wieku, to jako osada pojawia się w zapisach szlacheckiego rodu Buczackich już w 1260 roku. Ich herb "Abdank" sięga czasów najwcześniejszych mitów o polskich dziejach. Co ciekawe, określenie to pojawia się przelotnie w Ogniem i mieczem, wielkiej powieści historycznej Henryka Sienkiewicza z 1884 roku, w której Bohdan Chmielnicki, przywódca powstania kozackiego z 1648 roku, przedstawia się z początku jako "Zenobi Abdank, herbu Abdank z krzyżykiem, szlachcic z województwa kijowskiego, osiadły i pułkownik kozackiej chorągwi księcia Dominika Zasławskiego". Choć jednak wzmianka ta wskazuje, że Buczaccy przynajmniej po części byli Rusinami, to w polskiej historii uznaje się ich za dumnych obrońców wschodnich rubieży Polski, szerzących tam wiarę rzymskokatolicką. To właśnie Buczaccy jako pierwsi wznieśli na wzgórzu drewniany zamek z widokiem na wieś i na Strypę wijącą się w dole5.
Dziewiętnastowieczne polskie opisy tego wczesnego okresu ekspansji terytorialnej i katolickiego prozelityzmu pełne są bohaterskich postaci, rozległych krajobrazów, dramatycznych bitew, intryg i namiętności, poświęcenia i miłości. "Kresy" i "zielona Ukraina" głęboko zakorzeniły się w polskiej wyobraźni romantycznej, a stepowe "Dzikie Pola" na wschodzie odgrywają w niej rolę zbliżoną do Dzikiego Zachodu. Zresztą gdy Sienkiewicz szukał wzorca dla siedemnastowiecznej Ukrainy, to udał się właśnie na amerykański Zachód i to nim się inspirował6. Piszący mniej więcej w tym samym czasie Barącz, który spędził w Galicji całe życie, podkreślał, że wojownicy rodu Buczackich już w tym wczesnym okresie "piersiami swemi Ruś i Podole przed najazdem dzikich ciemięzców zasłaniali, gdyż to był szlak tatarski, a jako pasterzom stad owiec przeciwko chitrym, a żarłocznym wilkom ostrożnym być trzeba. [...] Kiedy zaś młodzież chrobra w różnych kierunkach Polski z wrogiem ojczyzny ścierała się, starsi pracując w domu, korzyści z ziemi i z lasu wyciągali, a nawet na liczne swe zdroje baczną zwracali uwagę". Barącz nie miał wątpliwości, że dopóki Polska pozostaje katolicka, Bóg jest po jej stronie. "W tej atoli żmudnej pracy - wychwalał rycerzy z rodu Buczackich - krzepiła ich żywa wiara na katolicyzmie oparta, w której z synowskiem zaufaniem żyjąc, potomstwo swe jak pisklęta w bezpiecznem gniazdeczku zostające wychowywali"7.
Wojownicy pogranicza
W 1340 roku polski król Kazimierz Wielki zajął obszar Rusi Czerwonej z Buczaczem, której część później nazwano Galicją. W 1569 roku, po utworzeniu na mocy unii lubelskiej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Polska rozszerzyła się o kolejne ziemie, znacznie dalej położone - Wołyń, Podole i Ukrainę. Zapewniły one królestwu ogromne obszary pod uprawę zboża, które to tereny istotnie przyczyniły się do bogactwa państwa, ale doprowadziły również do stałego konfliktu z imperium osmańskim. Prowadząc zaś wojnę z Turkami i ich tatarskimi sojusznikami, Polska wykorzystywała liczne zastępy swych kozackich poddanych. Dalej na wschód polskiej ekspansji opierali się jednak dziko niezależni Kozacy zaporoscy, którzy gromadzili się w twierdzach położonych poniżej tak zwanych porohów, czyli bystrzy na Dnieprze. Mając poparcie chłopów, uciskanych przez polskich właścicieli ziemskich i żydowskich zarządców majątków, w pierwszej połowie XVII wieku kilkakrotnie powstawali przeciw Polakom. Ci zaś zamiast rozwiązać przyczyny buntów, brutalnie je tłumili, a niezadowoleni chłopi, mieszczanie i szlachta uciekali na Zaporoże. Oliwy do ognia dolał gwałtowny sprzeciw prawosławnych Kozaków wobec Kościoła unickiego (greckokatolickiego), założonego w 1596 roku przez prawosławnych wcześniej biskupów ruskich, którzy zachowali obrządek wschodni, ale uznali zwierzchnictwo patriarchy Rzymu. Doprowadziło to w 1648 roku do wybuchu wielkiego powstania, które trwale zmieniło ludzki i polityczny krajobraz rozległych wschodnich obszarów Polski, nie oszczędzając przy tym Buczacza i okolic8.
W Ukrainie, Polsce i Rosji, a także wśród Żydów, Kozacy - bezwzględnie odważni i brutalnie zaciekli wojownicy za sprawę wolności - wzbudzali różne uczucia. Jedną z licznych ilustracji mieszanych postaw wielu autorów wobec tych dumnych banitów są opowiadania ze zbioru Armia konna Izaaka Babla9. To, że Żyd z Odessy postanowił wziąć udział w rosyjskiej wojnie domowej i walczyć w bolszewickiej formacji kozackiej, która odegrała też znaczącą rolę w antyżydowskiej przemocy towarzyszącej walkom na ziemiach Ukrainy, jest może ironiczne, lecz nie nietypowe10. Narodnaja Wola, czyli rewolucyjna organizacja rosyjskich intelektualistów, do której należało też kilku Żydów, już w 1881 roku wydawała gazetę zachęcającą Ukraińców do udziału w ówczesnych pogromach - które z kolei wywołały pierwszą falę syjonistycznej imigracji do Palestyny - i przedstawiającą tę samą mityczną przeszłość Ukrainy pod rządami Kozaków, wolnej od Polaków i Żydów, którą antybolszewiccy nacjonaliści ukraińscy starali się przywrócić sześćdziesiąt lat później:
Nie tak było wówczas na Ukrainie, w czasach naszych przodków. Chłopi posiadali całą ziemię. Nie było wtedy polskich panów ani Żydów. Ludzie byli wolnymi Kozakami, odpowiadali tylko przed wybraną starszyzną i atamanami [kozackimi przywódcami]. Tak było, dopóki na Ukrainę nie przyszli rosyjscy carowie. Gdy tylko przybyli, smutek spowił ten radosny kraj. Pozbawili ludzi ziemi, oddając jej część polskim panom, ich bliskim wspólnikom, a część sprzedając żydkom, wolnych ludzi zaś oddając im jako poddanych11.
Nawet Sienkiewicz, który Jana Skrzetuskiego, polskiego bohatera Ogniem i mieczem, przedstawia jako nieskazitelnego rycerza w lśniącej zbroi, jego rywala Jurka Bohuna, dzikiego kozackiego wojownika - luźno wzorowanego na pułkowniku Iwanie Bohunie z wojsk Chmielnickiego - kreśli jako najbardziej romantyczną i tragiczną postać powieści.
Jako wspaniali kawalerzyści dogalopowali Kozacy aż do bieżącego stulecia. W 2009 roku na ekrany kin weszła okazała rosyjska ekranizacja powieści Nikołaja Gogola Taras Bulba, której część nakręcono w pięknie odrestaurowanej twierdzy w Kamieńcu Podolskim w dzisiejszej Ukrainie (Kamjaneć-Podilśkyj). Ta opowieść o bohaterskich wyczynach fikcyjnego Kozaka wywołała debatę na temat tego, czy Kozacy stanowią istotną część ukraińskiego dziedzictwa narodowego, czy też reprezentują "wielką rosyjską duszę", której Ukraina (czyli tak zwana "Małorosja") jest jedynie częścią12. Fakt, że dwudziestopierwszowieczna ekranizacja dziewiętnastowiecznej powieści o siedemnastowiecznym konflikcie z Polakami napisanej po rosyjsku przez Ukraińca kozackiego pochodzenia może nadal wywoływać międzynarodowy spór, pokazuje, jak ważne są owe wydarzenia dla zbiorowej pamięci tych narodów. Rosyjski film poprzedziła nie mniej ekstrawagancka polska ekranizacja Ogniem i mieczem z 1999 roku, przedstawiająca nostalgiczne spojrzenie Polski na utracone ziemie wschodnie. Takie "wspomnienia" wzmacnia wzrost nacjonalizmu zauważalny we wszystkich trzech krajach. Wszystkie dotyczą odwiecznego pytania ludzkości: "Skąd przybyliśmy?".
Pierwsi przybysze
Najwcześniejsze wzmianki o Buczaczu i jego galicyjskich okolicach są dość mętne. Mieszają legendy i mity z ideologiczną tendencyjnością oraz nielicznymi znaleziskami archeologicznymi i dokumentami. Wykopaliska prowadzone w okresie międzywojennym ujawniły, że w okolicach Buczacza ludzie mieszkali już dwadzieścia pięć - czterdzieści tysięcy lat temu. Znaleziono również ślady ludzi z epoki brązu i żelaza, w tym pozostałości kultury skandynawskiej. Między piątym a drugim tysiącleciem przed naszą erą obszar ten zamieszkiwała prawdopodobnie kultura Cucuteni-Trypole, która zajmowała się hodowlą zwierząt i rolnictwem i wykorzystywała oswojone konie. Lud ten stał się następnie obiektem najazdów koczowniczych Scytów, a groby datowane na 800 rok przed naszą erą zawierają liczne uprzęże. We wczesnych wiekach naszej ery obszar ten zamieszkiwali Goci - lud germański, który prawdopodobnie przybył ze Skandynawii i stopniowo złączył się z miejscową ludnością. Istnieją również dowody na obecność w regionie między IX a XIV wiekiem irańskojęzycznych Alanów.
Na podstawie tych złożonych zapisów ludzkiej obecności Jarosław Stoćkyj, ukraiński kronikarz greckokatolickiego monasteru bazylianów w Buczaczu, wnioskuje, że pokazuje ona głębokie korzenie rdzennej tożsamości: "Wszystkie te i inne rasy, które zamieszkiwały Buczacz i jego region w różnych wiekach, stworzyły razem tożsamość przedukraińską: w kształcie języka, charakteru, religii, kultury i zwyczajów"13.
Z kolei dla polskiego księdza Barącza historia Buczacza to dzieje misji niesienia rzymskokatolickiej cywilizacji polskiej na ziemie barbarzyńskich pogan na wschodzie. Stąd więc starania rodu Buczackich, właścicieli miasta, "by chwalebną bogomyślność utwierdzić w zagrodach miasta". W tym też celu "nadwątlony kościół [rzymskokatolicki] w roku 1379 Michał Buczacki zrestaurował i funduszem odpowiednym zaopatrzył". Obecna w tym zdaniu sugestia, że kościół istniał już wcześniej, zgodna jest z twierdzeniem, że rzymski katolicyzm był obecny w regionie już przed ustanowieniem nad nim polskiego panowania, a zatem jest rodzimy dla tego regionu14.
Pogląd ten kwestionują pisarze ukraińscy. Na przykład ksiądz Josyf Kładocznyj przedstawia budowę kościoła rzymskokatolickiego w Buczaczu jako akt kolonizacji. Zauważa, że zgodnie z dokumentem z 1379 roku, mówiącym o odbudowie kościoła, miejscowej ludności nakazano zapłacić na poczet tego przedsięwzięcia jedną dziesiątą zarobków. Stwierdza: "Polacy chcieli spolonizować rdzenną ludność z pomocą katolicyzmu w jego rzymskiej formie i wywrzeć na ukraińską szlachtę presję, by poparła obrządek łaciński. A ponieważ ukraińscy szlachcice opierali się tym działaniom, to nie dopuszczano ich nawet do najniższych urzędów państwowych, a majątki konfiskowano. Przyjęli zatem obrządek łaciński, a ich rody stały się polskie"15.
Odbudowany kościół bez wątpienia symbolizował polską dominację nad Buczaczem i okolicą. Po przejściu miasta w 1612 roku w ręce rodu Potockich pochowano w nim na przykład kilku jego znanych przedstawicieli. A kiedy w połowie XVIII wieku kościół zastąpiła nowa, większa świątynia, wszystkich wchodzących do niej witał herb Potockich - "Pilawa" - i napis nad główną bramą głoszący, że budowlę rzeczywiście wzniósł obecny właściciel miasta. I choć ledwie dziesięć lat później Buczacz przejęli Austriacy, to kościół przez prawie dwa kolejne stulecia służył rzymskokatolickim mieszkańcom, aż kres ich obecności w mieście i regionie położyły czystki etniczne z czasu II wojny światowej i rządy radzieckie16.
Czterdzieści pięć lat później, tuż przed upadkiem Związku Radzieckiego i długo wyczekiwanym ogłoszeniem przez Ukrainę niepodległości, greckokatolicki ksiądz Kładocznyj - w czasie II wojny światowej kapelan ukraińskiej dywizji Waffen-SS "Galicja" - pisał cierpko, że "w XVIII wieku kościół parafialny pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Buczaczu, istniejący tam do dziś, przebudowano w kamieniu" i że znajduje się w nim "marmurowa płyta z napisami honorującymi ważnych polskich mężów stanu tego okresu"17. W rzeczywistości pod rządami komunistów i wobec braku wiernych kościół ten popadał w coraz większą ruinę. Niedługo po przytoczonej wypowiedzi Kładocznego i po zmianie systemu politycznego do Buczacza po dekadach wygnania powrócił jednak rzymskokatolicki ksiądz Ludwik Rutyna, który w ostatnich latach swojego życia starał się przywrócić świątyni jej dawną świetność.
Ksiądz Rutyna służył również małej społeczności wiernych, złożonej głównie z Ukraińców, którzy przeszli na rzymski katolicyzm. Zdaniem cyników za ich decyzją stała głównie nadzieja, że Kościół rzymskokatolicki ułatwi im podróż do Polski i innych krajów Unii Europejskiej oraz znalezienie tam pracy. Ksiądz Kładocznyj prawdopodobnie nie byłby zaskoczony, ponieważ od samego początku tak właśnie postrzegał polonizację regionu. Twierdził, że pierwotni "właściciele Buczacza - Buczaccy - byli Ukraińcami", ale "po zajęciu Galicji [w 1340 roku] przez Polaków przyjęli obrządek łaciński i w XV wieku ulegli polonizacji"18. Spór o początki miasta sięgał najwcześniejszych zapisów dotyczących jego dziejów. Już we wcześniej wspomnianym dokumencie z 1379 roku, mówiącym o budowie kościoła, Buczacz - chroniony już wtedy drewnianą warownią - opisany jest jako "siedziba rodu Abdanków, chwalebnych obrońców kresów oraz krzewicieli zachodniej kultury i katolicyzmu"19.
Pobożni panowie
Stefan - pierwszy z Potockich, który rządził Buczaczem - miał w chwili przejęcia miasta czterdzieści cztery lata20. W pierwszych latach swojego panowania brał udział w kilku wojnach i dostał się w ręce Turków, którzy więzili go w Stambule. Powszechną praktyką wówczas, zwłaszcza wobec zamożnych lub ważnych więźniów, było żądanie od ich rodzin lub społeczności pokaźnych okupów w zamian za ich uwolnienie21. Zdaniem Barącza tak było i w tym przypadku. Otóż Potocki, "bardzo wielu poniżeń, krzywd i utrapień doznawszy, do złożenia 300 000 dukatów [około 13,5 miliona dolarów w dzisiejszej walucie] okupu był przynaglony" - i odzyskał ostatecznie wolność.
Barącz ma jednak o tym wydarzeniu jeszcze inną, bardziej budującą opowieść. Jak pisze, prawdziwym powodem ocalenia Potockiego było bezgraniczne oddanie jego żony Marii Mohylanki. Potocki, "[w] tym smutku zostając, pisał do żony, aby wszystko sprzedała aż do nitki i wypłaciła żądaną sumę". Maria jednak "innego chwyciła się środka. Przywdziawszy bowiem na siebie włosiennicę, zebrała dziewice, wdowy i sieroty ubogie, a we łzach, postach i jałmużnach nieustannych błagała pana Boga, by się zmiłował nad niewolą jej męża". Jej poświęcenie oraz usilne prośby wznoszone do nieba doprowadziły do cudownego uwolnienia Potockiego. Po powrocie do domu nowy właściciel miasta wspominał, że jego wyzwolenie nie nastąpiło w wyniku zwykłego handlu wymiennego dusz, lecz dzięki boskiej interwencji:
Gdym siedział w więzieniu obciążony kajdanami i modliłem się według zwyczaju mego, usłyszałem głos: Ufaj, synu! Bądź dobrej myśli! Pan z tobą! Rozważając pilnie ten głos, postrzegłem, że kajdany opadły ze mnie i drzwi więzienne otworzyły się. Strach mię ogarnął i wpadłem w zachwycenie, z którego ocknąwszy się, przekonałem się niestety, że uwolnienie moje ludzkim sposobem stać się nie może; przeto goręciej modliłem się i wziąłem kajdany na ręce. W tem przystąpił do mnie staruszek bardzo poważny i zawołał: Nie bój się! Idź za mną! Sam niewiem, poczem wyszedłem z więzienia i stanąłem w łódce, którą staruszek sterując, tejże samej nocy przywiózł mię do Wenecji.
Usłyszawszy tę cudowną opowieść, Maria Mohylanka miała rzec, wskazując na swoją rolę w sprawie:
Mój najmilszy panie małżonku i ty, drużyno wybrana Magnatów polskich! Posłuchajcie mię. Patrzcie! Ci to domownicy moi, ci ubodzy opuszczeni, z którymi dni trzydzieści i nocy tyleż na modlitwie spędziłam, te ręce moje, które obficie jałmużnę sypały, wyjednały wolność najukochańszemu mężowi memu.
To jednak nie koniec tej historii, która dla Barącza ma jeszcze jeden szczególnie istotny morał. Okazuje się bowiem, że przed pojmaniem Potocki przeszedł na kalwinizm, popularny wówczas w Polsce. W opowieści Barącza Potocki został więc uratowany nie tylko z osmańskiego więzienia, lecz także od kalwińskiej herezji. Jego wybawcą był nie kto inny jak święty Dominik, który ukazawszy mu się, upomniał go, "żeby porzucił błędy odszczepieńców", i wyrzekł te prorocze słowa: "Quo usque religio Dominicana, eousque Domus Potociana" [Póki Dominikanie, póty też i Potoccy istnieć będą]. Z tego też powodu po bezpiecznym powrocie Potocki "wyposażył klasztor Dominikanów, gdzie też pobożnie żyjąc, z dobrą zbawienia nadzieją jako prawy i bogobojny katolik, życie zakończył w roku 1631"22.
Maria Mohylanka była jednak prawosławna i swojej wiary nigdy nie porzuciła. Ten związek między żarliwym rzymskokatolickim polskim magnatem a nie mniej nabożną córką mołdawskiego hospodara, którego wiarę prawosławną powszechnie utożsamiano z rusińskimi mieszkańcami regionu - będącymi akurat w trakcie konwersji na grekokatolicyzm - odzwierciedla zażyłość, złożoność i coraz bardziej napięte relacje między religią, etnicznością a mitami początków w Buczaczu i całej Galicji. I chociaż zdaniem Barącza ta pierwsza rodzina Potockich "niemało dobrego świadczył[a] miastu", to w rzeczywistości największe wrażenie na jego mieszkańcach wywarła Maria Mohylanka, "posiadając[a] wiele przymiotów". "Dotąd jeszcze - pisze Barącz pod koniec XIX wieku, ponad dwieście pięćdziesiąt lat po tych wydarzeniach - "przechowuje się w żywej pamięci wdzięcznej potomności imię Mohylanki, którą powszechnie Domną nazywają"23.
Mohylance przypisuje się wzniesienie dwóch ważnych budowli, które do dziś pozostają wyraźnymi elementami krajobrazu Buczacza i wskazują na jego pograniczny, polsko-ukraiński charakter. Pierwszą z nich była prawosławna cerkiew Świętego Mikołaja, konsekrowana w 1610 roku, a zatem dwa lata przed oficjalnym przejściem miasta pod panowanie Potockiego. Cerkiew ta, prawdopodobnie pod koniec stulecia przejęta przez grekokatolików, była pierwszą kamienną świątynią w mieście i pozostaje najstarszą zachowaną budowlą24. Stanisław Kowalski, polski kronikarz Buczacza, pisze, że "[b]udynek starej, wysokim murem otoczonej, cerkwi jest niewątpliwie jednym z większych zabytków miasta". Symbolizowała ona jednak również podział między wyznaniami katolickimi - rzymskim i greckim - które później stanowiły religijną tożsamość odpowiednio Polaków i Rusinów, wobec czego Kowalski stwierdza, że "[t]a ciężka i ponura budowla natury religijnej nasuwa pewne refleksje na temat jej fundatorki, Marii Mohylanki, oraz późniejszych pokoleń rodu Potockich, a szczególnie gorliwego propagatora Kościoła greckokatolickiego Mikołaja Potockiego", osiemnastowiecznego właściciela miasta, który swą wątpliwą sławę zawdzięcza między innymi porzuceniu rzymskokatolickiego wyznania przodków25. Nic więc dziwnego, że współcześni ukraińscy pisarze wspominają go jako "postać wybitną"26, podczas gdy polscy patrioci uznają go za zdrajcę narodu, ponieważ - jak ujął to jeden z autorów - "[p]rzewodnią myślą Kościoła katolickiego było propagowanie katolicyzmu, a tym samym polskości na wschodnich kresach Korony Polskiej". Jego zdaniem należy ubolewać, że "religijna działalność członków tego rodu [Potockich] kierowała się pobudkami religii prawosławnej i później greckokatolickiej", wskutek czego "miasto Buczacz, którego ludność rusińska przedstawiała najmniejszą grupę narodowościową, posiadało więcej cerkwi, niż tego wymagały potrzeby lokalnego prawosławia, a potem obrządku greckiego"27.
Oprócz wspierania swojej wiary Maria Mohylanka angażowała się również w ulepszanie umocnień swojej nowej siedziby. Po przybyciu do Buczacza Potoccy zastali w nim pozostałości starej drewnianej twierdzy. Na jej miejscu wzniesiono z kamienia nowy, potężny zamek, do którego włączono czternastowieczne i piętnastowieczne lochy. Jego całkowita powierzchnia była nieco mniejsza niż pierwotnej fortecy, ale tym razem zespołem wałów i rowów, nadal widocznych w obecnym układzie miasta, otoczono całe miasto28. Droga na zamek wiodła przez wieżę wzniesioną na wschodnich obrzeżach Buczacza, której ruiny istnieją do dziś, a następnie prowadziła do mostu zwodzonego nad fosą, który po podniesieniu zamykał w nocy główną bramę wjazdową. Grube i wysokie mury zamku z otworami strzelniczymi stały jeszcze długo po jego opuszczeniu, choć od tego czasu stopniowo popadają w ruinę. Ze wzgórza zamkowego jeszcze dziś rozciąga się imponujący widok na miasto, który przed zniszczeniami dokonanymi w Buczaczu w czasie obu wojen światowych musiał być jeszcze wspanialszy29.
Niewątpliwie istniały ważne powody, aby znacznie wzmocnić fortyfikacje miasta. W chwili śmierci Stefana Potockiego bowiem nad pograniczem zbierały się już czarne chmury30. Przemoc, która miała wkrótce rozlać się po ogromnych wschodnich terytoriach Polski, nie oszczędziła nikogo, choć szczególnie tragiczny wpływ wywarła na tamtejszych Żydów. Tak było również w Buczaczu, w którym Potoccy zastali po przybyciu znaczną społeczność żydowską.
Gdzie to, co krzywe, stało się proste
Szmuel Josef Agnon urodził się w Buczaczu w 1887 roku, ledwie cztery lata przed śmiercią Barącza, który dokonał żywota w celi pięknie położonego klasztoru w Podkamieniu (Pidkamiń), sto dwadzieścia kilometrów na północ od Buczacza. Pięćdziesiąt lat później, w połowie marca 1944 roku, podkamieński klasztor oraz wieś stały się miejscem rzezi setek Polaków szukających tam schronienia, dokonanej przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) - nacjonalistycznej formacji zaangażowanej w czystki etniczne w Galicji. Agnon zmarł w 1970 roku w Jerozolimie, ledwie cztery lata po otrzymaniu Literackiej Nagrody Nobla, w miejscu i czasie znacznie różniącym się od Galicji, z której wyjechał przed I wojną światową. Pierwotnie nosił nazwisko Czaczkes i na cmentarzu żydowskim na obrzeżach Buczacza wciąż można zobaczyć nagrobek z tym nazwiskiem na mogile ojca pisarza, pochowanego tam w 1913 roku. Matka Agnona zmarła w 1909 roku w wieku czterdziestu trzech lat - niecały rok po emigracji syna do Palestyny. Jej nagrobek odnaleziono niedawno na tym samym cmentarzu, w dziwnie sporej odległości od miejsca pochówku jej męża31.
Chociaż Agnon opuścił Buczacz w wieku dwudziestu jeden lat i odwiedził go później tylko dwa razy, znaczną część twórczości poświęcił życiu i kulturze galicyjskich Żydów. Trzy lata po śmierci pisarza jego córka Emuna Yaron wydała jego książkę Ir u-meloa [Miasto w pełni] - złożoną i niezwykle bogatą kronikę żydowskiego Buczacza i małomiasteczkowego świata wschodnioeuropejskich Żydów, do którego należał. Stan umysłu Agnona, który ów literacki gmach - ogromny amalgamat mitu, fikcji i historii - wznosił już po zniszczeniu miasta podczas II wojny światowej, zwięźle oddaje epigraf otwierający książkę: "Oto historia miasta Buczacz, którą napisałem z żalu i smutku, by nasi synowie, kroczący po nas, wiedzieli, że od dnia jego powstania aż do nadejścia owych niszczycielskich obrzydliwców oraz ich plugawych i obłąkanych wspólników, którzy dokonali w nim spustoszenia, przepełniały je Tora, mądrość, miłość, pobożność, życie, łaska, dobroć i miłosierdzie. Niech Bóg pomści krew Swoich sług i odpłaci Swoim wrogom i niech wybawi Izrael od wszystkich jego smutków"32.
Wielkie dzieło Agnona nie jest opowieścią o zniszczeniu rodzinnego miasta, lecz pomnikiem życia Buczacza, jego wielowymiarową biografią jako żydowskiego miasteczka. Agnon, mistrz penetrowania najgłębszych zakamarków ludzkiej duszy i trudnych relacji między bohaterami, rzadko poświęca czas na obserwację otoczenia naturalnego. We wstępie do książki zamieszcza jednak często przytaczany opis fizycznego położenia miasta. Rozpoczyna od skrytej analogii do biblijnej poetyckiej metafory Jerozolimy jako geograficznej i duchowej twierdzy Żydów, po czym przedstawia Buczacz jako swoisty raj, którego nie chcieliby nigdy opuścić nawet przybysze z daleka, szybko upodobniający się do miejscowych, ponieważ to miejsce zgody, gdzie to, co krzywe i przewrotne, staje się proste i uczciwe:
Moje miasto leży na górach i wzgórzach, wkraczając w lasy pełne drzew i krzewów i wykraczając poza nie, a przez miasto i wzdłuż niego przepływa Strypa, strumienie niosą wodę, pojąc szuwary, krzewy i drzewa, a dobre źródła obfitują w świeżą wodę, na drzewach zaś mieszkają i świergoczą ptaki. Niektóre z nich poczęły się i narodziły w naszym mieście, a inne przyleciały doń i postanowiły w nim pozostać, dostrzegłszy i uznawszy jego wyższość nad wszystkimi innymi miejscami. Znalazły sobie w naszym mieście dom i nauczyły się ćwierkać jak nasze ptaki. A ten, kto potrafi odróżnić jedną pieśń od drugiej, potrafi odróżnić ptaka urodzonego w naszym mieście od ptaka, który przybył skądinąd.
Poniżej wzgórz znajdują się miejsca proste. Niektóre z nich stworzyło niebo, a inne człowiek. Niektóre ściśle się ze sobą splatają, a inne wzajemnie się uzupełniają. Jest to bowiem jeden z tych przypadków, w których dzieło nieba i dzieło człowieka żyją obok siebie w pokoju, pozwalając sobie nawzajem się uzupełniać. Najprawdopodobniej miejsca te powstały na początku, kiedy serce człowieka było zdrowe, pozbawione przewrotności i nieuczciwości33.
Taki więc był Buczacz, nim wszystko się zaczęło, odtworzony przez Agnona oczyma duszy pół wieku po wyjeździe: miasteczko położone w uroczej dolinie, otoczone lasami i polami, przecięte strumieniem, którego mieszkańcy żyją w zgodzie z Bogiem, naturą i sobą nawzajem, cierpliwie wyczekując, aż w jego mury uderzą fale historii. A jednak ci, którzy znają obszerne dzieła Agnona o rodzinnym mieście, ów sielankowy obraz zawsze łączyli z innym spojrzeniem, znacznie bardziej krytycznym. Pisarz w sporej części swoich utworów nie nazywa miasta jego prawdziwym imieniem, lecz stosuje nazwę Szybusz, wywodzącą się z hebrajskiego i oznaczającą "zamęt, zbłądzenie, zejście na manowce, zbaczanie". Jego biografia Buczacza rzeczywiście pełna jest opowieści o rzeczach, które "poszły nie tak", i o zejściu żydowskich mieszkańców ze ścieżki prawości, począwszy od decyzji, by zatrzymać się tam "na noc" w drodze do Erec Israel, a skończywszy na unicestwieniu społeczności w Zagładzie34. Z tej perspektywy Buczacz Agnona, a co za tym idzie - cały wyimaginowany sztetl, były z jednej strony miejscem idyllicznym, przypominającym mityczną Jerozolimę jako święte serce Syjonu, a z drugiej fundamentalnym błędem, który można było naprawić jedynie przez wznowienie podróży do Ziemi Świętej35.
Goście na noc
Polscy Żydzi mają długą i złożoną historię. Przez wieki stanowili odrębną, choć oficjalnie uznawaną i formalnie zorganizowaną społeczność. Nie byli jednak w pełni zintegrowani z polskim społeczeństwem, dlatego sporą część polskich i żydowskich dziejów spisano oddzielnie, co pokazuje, że często nawet historycy nie potrafią uwolnić się od spuścizny przeszłości oraz uprzedzeń swojej epoki. Jak jednak wykazują niektóre z ostatnich badań, każda kompleksowa historia Polski i europejskich Żydów musi uwzględniać ich ścisłe powiązanie36.
Gminy żydowskie istniały w Polsce od początku XI wieku, kiedy to wybito pierwsze polskie monety z żydowskimi napisami. Bardziej stałe osady żydowskie w zachodniej Polsce zaczęły powstawać w wiekach XII i XIII. Pierwszy w Polsce przywilej ważny dla Żydów - statut kaliski - wydał w 1264 roku książę wielkopolski Bolesław Pobożny, dając im autonomię prawną i samorządność oraz powstrzymując się od jakichkolwiek ograniczeń dotyczących ich zamieszkania i działalności gospodarczej w księstwie wielkopolskim. Przywileje te w 1334 roku potwierdził i rozszerzył król Kazimierz Wielki, który wdrożył je później także na obszarach włączonych do Polski na wschodzie. Dokument stanowił podstawę prawną żydowskiego życia w Polsce, zapewniając Żydom ochronę króla oraz określając ich obowiązki wobec skarbca królewskiego, i w znacznej mierze obowiązywał do kresu niepodległej Polski, czyli do drugiej połowy XVIII wieku. W 1539 roku król Zygmunt I Stary zrzekł się jednak pełnej jurysdykcji nad Żydami mieszkającymi na ziemiach należących do szlachty. Oznaczało to, że Żydzi mieszkający w miastach prywatnych, takich jak Buczacz, znaleźli się bezpośrednio pod rządami magnatów, którzy określali prawa i obowiązki tej ludności, na przykład przyznając jej szczególne przywileje. Do 1765 roku ponad połowa z siedmiuset pięćdziesięciu tysięcy Żydów Rzeczypospolitej Obojga Narodów mieszkała w prywatnych majątkach i miastach pod bezpośrednią jurysdykcją polskich magnatów37.
Przypuszcza się, że niektórzy Żydzi mogli przybyć do Polski z żydowskiego królestwa Chazarii na Krymie, a także z Bizancjum i Rusi Kijowskiej. Wydaje się ponadto, że do Polski przybyła też niewielka liczba Żydów sefardyjskich wygnanych w 1492 roku z Hiszpanii, wędrujących głównie przez imperium osmańskie i Włochy. Ogromna większość przyszłej społeczności polskich Żydów przybyła jednak z Aszkenazu - jak nazywali Żydzi niemieckie i czeskie ziemie na zachód od Polski. Migrację wywołały nasilające się prześladowania, zwłaszcza w trakcie i po epidemii czarnej śmierci z lat 1347-1351, która zabiła co najmniej jedną trzecią ludności Europy. Na początku XVI wieku, wskutek powtarzających się pogromów i wypędzeń z Europy Środkowej i Zachodniej, większość Żydów na świecie mieszkała albo w imperium osmańskim, albo w Polsce. Przyrost naturalny wśród polskich Żydów był szczególnie wysoki, a ich ówczesną populację szacuje się na pięćdziesiąt tysięcy. Ten trend demograficzny stymulował dalszą migrację Żydów - na ziemie ukraińskie leżące na wschodzie, zwłaszcza po tym, gdy w wyniku unii lubelskiej z 1569 roku przeszły one pod polskie panowanie. Król ogromne ich połacie rozdawał szlachcie, która do rozwoju swoich posiadłości i miast zaczęła wykorzystywać Żydów - wydzierżawiała im majątki oraz przyznawała im monopol na wytwór i sprzedaż takich produktów jak mąka i alkohol38.
Ze swojej strony Żydzi chętnie przenosili się dalej na wschód - również dlatego, że w bardziej ugruntowanych miastach centralnej Polski kształtujące się polskie mieszczaństwo starało się ograniczyć działalność gospodarczą tej ludności. W rezultacie w przededniu wielkiego powstania kozackiego z 1648 roku znaczna część z czterystu pięćdziesięciu tysięcy polskich Żydów - największej wówczas społeczności żydowskiej na świecie - mieszkała w ukraińskich posiadłościach królestwa. A ponieważ kolonizacja Ukrainy przez polską szlachtę wzbudzała wśród ukraińskiej ludności gniew, to żydowskich dzierżawców polskich magnatów i żydowskich mieszkańców należących do nich miast regularnie przedstawiano jako krwiopijców żyjących z niedoli chłopów, a także reprezentujących odwiecznych "wrogów Chrystusa"39.
Oficjalne dokumenty wspominają o obecności Żydów w Buczaczu już w 1500 roku. Najstarszy nagrobek na buczackim cmentarzu żydowskim pochodzi z 1587 roku, a cztery kolejne - z lat dziewięćdziesiątych XVI wieku. Potwierdzają one dane ze spisu ludności, wskazujące, że w XVI wieku istniała w Buczaczu społeczność żydowska40. Pewne wyobrażenie o tym, jak mieszkający tu Żydzi tłumaczyli sobie okoliczności swojego przybycia, dają nam legendy. Agnon, który zbierał takie opowieści przez większość swojego życia, zapewniał czytelników, że przedstawiona przez niego wersja tej historii jest wiarygodnym opisem pojawienia się Żydów w Buczaczu: "Kiedy powstało nasze miasto i kto je założył? Historyków już dawno znużyło zgłębianie tego zagadnienia. Trochę jednak udało się ustalić i spisuję tu wiernie to, co wiem"41.
Opowieść Agnona jest w ogólnym zarysie zgodna z historią przybycia Żydów na wschodnie rubieże Polski. Potwierdza również dobre relacje i wspólne interesy między Żydami a właścicielami miasta, a także opisuje dobrobyt i poczucie bezpieczeństwa żydowskiej społeczności Buczacza pomimo sporadycznych przypadków przemocy i dewastacji ich mienia. Co równie ważne, opowieść ta wychodzi z założenia, że choć Żydzi zatrzymali się w Buczaczu na długi czas, to zawsze byli w drodze do swojego prawdziwego celu w Erec Israel. Innymi słowy, Agnon opisuje buczackich Żydów - a w szerszym sensie wszystkich polskich Żydów - jako przejściową grupę ludności, która, co prawda, znalazła w Polsce wygodne, długoterminowe, umiłowane miejsce zamieszkania, ale zasadniczo uznawała je za siedzibę tymczasową42.
U Agnona Żydzi buczaccy pierwotnie wyruszyli z Nadrenii w zachodnich Niemczech, "kierując się czystym pragnieniem serca, by wraz ze swoimi żonami, synami i córkami udać się do Erec Israel. Sprzedali pola i winnice, służących i służące, domy i cały majątek, którego nie można było przewieźć. Uzyskali od gubernatora pozwolenie na opuszczenie miasta. Zabrali ze sobą sprzęt podróżny i wyruszyli w drogę".
Oczywiście Żydzi "nie znali drogi do Ziemi Izraela", ale "wiedzieli, że leży na wschodzie. Zwrócili więc twarze na wschód i tam się udali". Wyruszyli wiosną, "gdy drogi są radosne, a pola i winnice pełne ludzi, ale idąc, napotykali coraz mniej ludzi, nie widzieli winnic i pól, a wszystkie drogi wiodły w bezkresne lasy z ptactwem, zwierzyną i drapieżnikami". W końcu "zatrzymali się i rozbili obóz na święta Rosz ha-Szana, Jom Kipur i Sukot43". Jednak "na tych obszarach, podobnie jak w większości ziem chrześcijańskich, zima przychodzi wcześnie" i pod koniec świąt, "gdy powinni już byli wyruszyć, zaczął padać śnieg". Wkrótce "drogi stały się nieprzejezdne i nie można było odróżnić ziemi od wody ani stwierdzić, gdzie jest stały grunt, a gdzie rzeki czy jeziora. Pielgrzymi wbrew własnej woli zmuszeni byli pozostać w obozie na dłużej".
Pozostali więc, "chroniąc się w szałasach na śniegu, spokojni i zabezpieczeni przed silnymi wiatrami oraz strasznymi niedźwiedziami i innymi drapieżnikami, które pojedynczo lub gromadnie podchodziły pod ich drzwi i warczały". Bezradnym Żydom, zdanym na własne siły w obcej ziemi, przyszli z pomocą jej mieszkańcy. Otóż pewnego dnia Żydów "otoczyli jacyś ludzie, którzy wyglądali jak zwierzęta, z wielkimi i strasznymi psami przy nodze i z dużymi trąbami przy ustach. Nie mieli oni jednak złych zamiarów i przybyli tam na polowanie, gdyż byli wielkimi i wytwornymi szlachcicami, a tak właśnie szlachta poluje w lesie na zwierzynę".
Na pytanie jednego ze szlachciców, skąd przybyli i dokąd zmierzają, Żydzi "opowiedzieli mu całą swoją historię, jak zamierzali udać się do Ziemi Świętej, a ponieważ dopadła ich zima, rozbili obóz, by tę zimę i mrozy przeczekać". Następnie opisali wszystko, co widzieli po drodze, a "szlachciców zdumiała ich mądrość i elokwencja i tak się nimi przejęli, że zapomnieli o zwierzynie i zaniechali polowania, i zaczęli Żydów namawiać, by pojechali do nich, ponieważ zima w tej krainie jest bardzo ciężka", tym bardziej że "pochodzili z Nadrenii i z pewnością nie przetrwaliby zimy w lesie".
Agnon wskazuje, że to wtedy właśnie Żydzi nawiązali z miejscową szlachtą nowe relacje, które ostatecznie doprowadziły do ich długiego pobytu w Buczaczu. "Szlachcie, która przyjęła Żydów pod swój dach, powodziło się we wszystkim, co robiła. Zdawali sobie sprawę, że pomyślność zawdzięczają Żydom. [...] Zaczęli ich nakłaniać do pozostania u nich, mówiąc: "Macie do dyspozycji całą ziemię, osiądźcie, gdzie tylko chcecie, a jeśli pragniecie zająć się handlem, to jeszcze lepiej, bo nikt tutaj nic o handlu nie wie"".
I tak Żydzi zostali. Z początku wciąż mieli nadzieję na wznowienie podróży w dogodnym momencie, aż pewnego dnia zdali sobie sprawę, że na razie ich wojaże dobiegły końca. "Wyjazd z tego miejsca do Erec Israel nie był możliwy, ponieważ nabyli już udziały w ziemi, zbudowali domy i cieszyli się przychylnością szlachty. Co do kobiet, to jedne były w ciąży, drugie karmiły piersią, a pozostałe były wyczerpane i słabe. Starsi zaś byli jeszcze starsi, więc podróż byłaby dla nich trudna".
Żydzi zatem "jednomyślnie przystali na założenie stałego domu modlitwy". A gdy powiadomili o tym miejscowego pana, "tak mu się to spodobało, że bezwarunkowo i na wieczność podarował im ów dom i całe jego wyposażenie, a przed śmiercią nakazał swoim synom traktować Żydów życzliwie, bo to dzięki nim Bóg dał mu dobrobyt i wszystko, co odziedziczą".
Mimo skromnych początków "Żydzi z czasem zasiedlili całe miasto". Buczacz wkrótce "zyskał renomę i na święta zaczęli do niego z bliska i z daleka zjeżdżać ludzie, którzy chcieli go zobaczyć i chcieli dać się zobaczyć. Przyjeżdżała również konno szlachta. Właściciel miasta zbudował sobie dom z kamienia, a potem wzniósł na górze zamek z widokiem na Strypę - wielki zamek godzien jednego z wielkich książąt tej ziemi. Przez wiele lat stanowił on twierdzę i schronienie dla właściciela miasta i jego licznych sług. [...] Jego ruiny wciąż tam są". Tak oto - pisze Agnon - "zaczął się Buczacz", a Żydzi "mieszkali tam przez wiele pokoleń w ciszy i spokoju, z wyjątkiem lat wojny i rewolucji [...], dopóki nie przybył Wróg i nie wykorzenił ich wszystkich"44.
Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.