Opowieści z Dawnych Dni - Łukasz Gutowski

Kup ebooka

14.05 zł
11.66 zł (11,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Opowieści z Dawnych Dni to zbiór kilku baśni ze świata Globu, których bohaterami są stworzenia zamieszkujące kontynent o nazwie Lulhmarr, chociaż w jednym przypadku, za sprawą sławnego podróżnika, akcja przenosi się na całkiem inny ląd. W przeważającej liczbie opowieści tyczą się istot z Plemienia Gwiazd (nazywanych Elemdelalami od ich kraju, Elemdelalu), ale pojawiają się również khumdhuithlidzi, duanakulamtelowie, czy oślizgi. O wszystkich można się tu czegoś dowiedzieć. Opowiadania są ułożone w taki sposób, aby opisy niezwykłych istot nie wyprzedzały ich pojawienia się, dlatego na początku dochodzi do małego zachwiania chronologii historycznej, co w żaden sposób nie utrudnia orientacji w tekście, a z moich wielokrotnych już doświadczeń czytania na głos, mogę powiedzieć z całą pewnością, że stanowi nawet swojego rodzaju atrakcję. Jak to autor: nie mam zielonego pojęcia, czy spodobają się Wam Opowieści z Dawnych Dni? Moja córeczka jest nimi oczarowana i zbiór tych baśni stanowi jeden z jej ulubionych. Mam dość utrudniony osąd, co do wieku Czytelników, do których książka jest adresowana. Jak każdy opiekun, tak i ja, sądzę, że moja podopieczna jest szczególnie uzdolniona i nad wyraz na swój wiek inteligentna. Dlatego, dla bezpieczeństwa podam, że zbiór tychże baśni adresowany jest dla ośmiolatków, chociaż uważam, że nawet sześciolatki dałyby radę posłuchać o magii, mieczach, bogach i bohaterach, bo Opowieści z Dawnych Dni to epicka literatura fantasy dla dzieci! Rodzicom szczególnie wrażliwym na punkcie brutalności należy się niewielkie ostrzeżenie. W moich baśniach pojawia się również przemoc. Nie jest jednak bezmyślna, ani też szczególnie okrutna, stanowi raczej narzędzie sił sprzyjających przyjaźni i miłości w walce ze wszystkim, co jest złe i zagraża bezpieczeństwu wolnych istot. Jak przystało na solidną literaturę dziecięcą, każdy znajdzie tutaj coś dla siebie: będzie walka na miecze z potworami, wychodzenie z tarapatów wspólnymi siłami, będzie miłość, przyjęcia urodzinowe i śluby, podstępy knujących czarnych charakterów i legendy z czasów, o których już zapomniano. Sądzę, że zarówno dziewczynki, jak i chłopcy otrzymają miły prezent zaznajamiając się z Opowieściami z Dawnych Dni. Życzę miłej lektury rodzicom i ich pociechom.

Z uszanowaniem,

Łukasz Gutowski.

Uwagi językowe

Kilka uwag należy się nazwom własnym stworzeń występujących w tekście. Jedynie Elemdelalów zapisuję wielką literą, ponieważ jest to nazwa ich narodowości, a nie rodzaju. Słowo Gwiazdy natomiast zapisuję tak, abyście mogli bez przeszkód odróżnić moją intencję: określenie tyczące się astronomicznych ciał niebieskich, czyli punkcików na niebie, zapisuję małą literą, zaś dotyczące stworzeń wywodzących się od Ehaliona i Narraty, wielką (Gwiazda po lulhmarrsku to eila, można zatem o przedstawicielach Gwiezdnego Plemienia mówić eilowie). Tę samą zasadę zastosowałem do Aniołów Gromu i Zływrogów - ponieważ tyczą się nazw nadanych, są swojego rodzaju przezwiskami. Dlaczego derthowie, agerunici, morry, czy khumdhuithlidowie piszemy małą literą? Bo pojęcia owe są tożsame z wyrazem człowiek (po lulhmarrsku: hodir). Sylurczycy, Elemdelalowie, Katorbianie, Mothavianie - to są nazwy narodowości i te piszę wielką literą.

Większość nazw odczytujemy dokładnie tak, jak zostały zapisane. W dwóch przypadkach - Ashtara Levartara oraz Sagoshavu - połączenie "sh" czytamy jak nasze, polskie "sz". Podwójne "o" w wyrazie voo'ard czytamy jako wuard. Wiem, że może to być dość trudne na początku, ale kiedy już pozna się kilka nazw, treść płynie bez przeszkód (taką mam przynajmniej nadzieję).

Kolejnym wyzwaniem są nazwy zawierające nieme "h". Transkrypcja lulhmarrskiego, czy bardziej elemdelalskiego, na język polski wcale nie jest prosta, a mimo wszystko zabierając taki zapis (z niemym "h"), czułem się troszkę niekomfortowo, jakbym odbierał jakąś część magii z egzotycznie brzmiących nazw. Dlatego takie słowa jak khumdhuithlid, Lulhmarr, Khanghaghakh, czy Khno'Then De'Dirrmall oraz Diviah czytamy jako kumduitlid, Lulmarr, Kangagak, Kno'Ten De'Dirrmall oraz Divia (Diviah kończy się na nieme "h", więc jej odmiana, np. Diviah'ii przebiega dokładnie tak, jakby tego "h" nie było, czyli czytamy Divii etc.). W wyrazie Illiohessth natomiast (to chyba jedyny wyjątek) nieme jest drugie "h", więc nazwę tego Derra Sjem odczytujemy jako Illiohesst.

Co do wielokrotnego "r" muszę jedynie zaznaczyć, że nic się nie stanie, jeśli Wasze języki nie będą wymawiać dźwięczności języka lulhmarrskiego, chociaż w razie spotkania z jakimś osobnikiem ze świata Globu, może się okazać, że nie od razu Was zrozumie... (w końcu jednak, chyba jakoś się dogadacie). Sądzę również, że Dirmarnarirriar oraz Karr'Ab Niml są jedynymi przykładami obowiązkowego wymawiania słów zgodnie z zapisem.

Mam głęboką nadzieję, że transkrypcja nie wpłynie negatywnie na Wasz odbiór Opowieści z Dawnych Dni, a więcej nawet: spodoba się Wam tak samo, jak mi i mojej córeczce.

Miłej lektury!

Pozdrawiam,

Łukasz Gutowski.