W dużem mieście, zwanem Bagdadem, żyło dwóch przyjaciół:
Saad i Meram. Pewnego wieczoru przechadzali się razem w ogrodach
tego miasta i rozprawiali o tem, jakby tu najlepiej zaradzić na
świecie nędzy, która tak często się szerzy. Saad był zdania, iż
najlepiej by było ubogim ludziom rozdać po pewnej sumie pieniędzy,
która by im pozwoliła odrazu stanąć na nogach, zakupić potrzebne do
pracy materjały i pracując nadal uczciwie pozbyć się nędzy. Meram
zaś był zdania, iż same pieniądze, aczkolwiek dużo pomagają,
jednakże nie wystarczą, i trzeba również by los poszczęścił; gdyż
czasem i bez pieniędzy zawdzięczając jedynie przypadkowi jakiemuś,
do dużego dobrobytu dojść można.
- Co tu długo mówić - odparł Saad - najlepiej uwidocznić
to można na przykładzie. Dzięki Niebu, jestem dość zamożny i mogę
pozwolić sobie na taką próbę. Dam jakiemu ubogiemu człowiekowi
pewną sumę, a zobaczysz Meramie, iż postawi go to zaraz na nogi. To mówiąc wyszli właśnie na plac podmiejski nad rzeką
Tygrem, gdzie pracował w oddali jakiś powroźnik. - Oto widzę tam jakiegoś ubogiego człowieka - rzekł Saad -
zróbmy z nim próbę. - Poczekaj - odparł Meram - trzeba najpierw upewnić się,
czy człowiek ów godzien jest zapomogi. Tam widzę stragan jakiejś
przekupki, spytajmy jej się, co to za człowiek. To mówiąc podeszli do owej przekupki, która objaśniała
ich, że powroźnik ten imieniem Hassan Alhabbal, jest najpoczciwszym
człowiekiem w świecie, tylko ogromnie ubogim. Saad zadowolony, że znalazł odrazu właściwego człowieka,
podszedł razem z Meramem do Hassana, zapytując go jak mu się
powodzi. - O, nie bardzo dobrze mój panie - odparł Hassan - pracuję
cały dzień bez wytchnienia, chcąc sobie jakikolkolwiek zapasik na
większy zakup konopi uciułać, lecz zawsze kiedy jestem już na
najlepszej drodze do zebrania, wypadną w domu jakieś większe
koszta, czy to choroba, czy kupno czegoś większego i wszystko
zaoszczędzone - rozbiega się. - Więc by wam się jakaś zapomoga stanowczo przydała -
rzekł Saad. - Oto widzicie - rzekł wyjmując z kieszeni dość gruby
worek, w tym worku jest 200 cekinów; jest to dług odebrany prze ze
mnie, którego się już mało spodziewałem. Postanowiłem to komuś
ubogiemu ofiarować. Hassan z początku wahał się, czy mu to przyjąć wypada,
lecz gdy Saad nalegał, ze łzami w oczach przyjął ów worek i z
radości zapomniał nawet podziękować. Przyszedłszy do domu, nie chciał Hassan żonie, ani nikomu
pieniędzy tych pokazywać, z obawy, by zaprędko się na niepotrzebne
rzeczy nie rozeszły. 10 cekinów pozostawił tylko sobie w worku, a
resztę 190 cekinów zaszył w turbanie, będąc pewnym, iż tam nikt ich
chyba nie wykryje. Potem wyszedł na miasto, by kupić konopi. Przechodząc koło
jatki z mięsem, przypomniał sobie, iż bardzo dawno nie było u nich
w domu mięsa, kupił więc kawał mięsa i wracał uszczęśliwiony do
domu. Naraz zleciał sęp zgłodniały widocznie i chciał Hassanowi
koniecznie wydrzeć z ręki ów kawałek mięsa. Przy odpędzaniu ptaka
Hassanowi zleciał z głowy turban. Widząc to sęp pochwycił turban w
swoje szpony i zanim się Hassan spostrzegł, uleciał z nim w
powietrze. Hassan oniemiał z rozpaczy - nie mogąc sobie darować, iż
pozwolił na porwanie turbanu; lecz w końcu widząc, iż już nic nie
poradzi, wrócił do domu i nie mówiąc nic żonie, udał się na
spoczynek by nazajutrz znów w nędzy życie zaczynać.
Minęło od tego czasu blizko pół roku, a Saad z
Meramem znów przechadzali się po ogrodach. - Ciekawym - rzekł Meram - jak tam naszemu
Hassanowi się powodzi. - A przypuszczam, iż mu się powodzi - odparł Saad
- zresztą zdaje mi się, że nie daleko jesteśmy od tego miejsca
gdzieśmy go wtedy spotkali, moglibyśmy się wybrać, zobaczyć go.
Zapewne nie pracuje już sam, lecz najął sobie pomocników. Meram chętnie się zgodził i razem z Saadem wybrali
się w stronę, gdzie Hassan dawniej pracował. Jakoż ujrzeli go, lecz
nie zdradzał bynajmniej zamożniejszego stanu jak przedtem;
przeciwnie suknie jego były jeszcze więcej wyniszczone. - Nie zdaje mi się, by pieniądze twoje pomogły mu,
rzekł Meram. Gdy podeszli do niego, spytał go Saad o powody
takiego wyglądu. Gdy Hassan opowiedział mu przygodę z sępem, nie
chciał Saad temu wierzyć; lecz Meram dawał Hassanowi zupełną wiarę
i twierdził, iż sępy przeważnie rzucają się na to, co upadnie. Saad
niezadowolony, iż próba mu się nie udała, postanowił przyjść
Hassanowi jeszcze raz z pomocą, zwłaszcza, iż znający go ludzie
zeznawali, że Hassan przez ten czas bynajmniej nie hulał, lecz tak
jak zawsze ciężko codzień pracował. Dał mu więc znów worek z 200
cekinami, upominając, by był tym razem ostrożniejszy. Hassan nie posiadał się z radości. Odliczył znów
10 cekinów i schował je do woreczka, zaś ze 190 ma chodził po
mieszkaniu, poszukując, gdzieby je tu w ukryciu przechować. W w
końcu zaszedł na strych i znalazł tam stary popękany garnek ze
słodzinami. Schował owe 190 cekinów pod słodziny, pewien, iż nikt
chyba napewno takiej kryjówki nie odkryje. Poczem wyszedł na miasto po zakupy. Powróciwszy
spostrzegł, iż żona szykuje się do prania i porozkładała świeże
kawałki mydła na stole. - Skądże ty wzięłaś to mydło - spytał - skoro w
domu nie było pieniędzy. - A, przejeżdżał tu koło domu mydlarz na osiołku,
więc dałam mu garnek ze słodzinami, co stał na strychu, a on mi za
to ofiarował mydło - odparła. - A może mu i garnek ofiarowałaś - wykrzyknął
Hassan. - Właśnie, a cóż może przepłaciłam to mydło.
Garnek był stary i popękany i ledwie się trzymał. Hassan z rozpaczą złapał się za głowę i
opowiedział żonie, jak to drogo za owe mydło zapłaciła. Oboje byli
zrozpaczeni przyczem żona gderała, iż to zawsze tak bywa, gdy mąż
coś ukrywa przed żoną. I znów Hassan w biedzie pracował dalej. Minęło od tej pory znów pewnie kilka miesięcy,
kiedy Saad z Meramem znowuż się w tych stronach znaleźli. Saadowi
przyszedł na myśl Hassan i zaprojektował odwiedzić go. Gdy
podchodzili do placu, na którym pracował Hassan, oczom swoim nie
chciał wierzyć Saad, iż Hassan jeszcze nędzniej niż przedtem
wyglądał. - A widzisz - rzekł Meram - mówiłem ci, że nie
zawsze pieniądze skutkują. Temu biednemu człowiekowi znów się coś
przytrafić musiało. - Masz rację - odparł Saad - ale tylko dlatego, iż
do próby mej wybrałem niewłaściwego człowieka. Hassan jest
oszustem, który rozmyślnie udaje przed nami ubóstwo,
przypuszczając, iż go ciągle wspomagać będę. Gdy doszli do Hassana i ten ze łzami w oczach
opowiadał im zdarzenie z owym garnkiem, Saad ironicznie się
uśmiechnął. Widząc to Hassan, rzekł: - Macie panie wszelkie prawo nie wierzyć mi, lecz
nie myślcie, bym był zdolny kiedykolwiek przyjąć od was więcej
pieniądze - to mówiąc szedł, kręcąc powróz. Saad i Meram szli obok niego. Naraz Meram potknął
się o coś, podniósł z ziemi kawałek ołowiu. Obracając się do
Hassana rzekł: - Ode mnie Hassanie, nigdy nic jeszcze nie
otrzymałeś, więc oto teraz ofiarowuję ci ten kawałek ołowiu, a
jestem przekonany, iż jeżeli los będzie chciał, to i on ci
szczęście przynieść może. Saad śmiał się z tego, by kawałek ołowiu mógł
szczęście przynieść, Hassan zaś podziękował grzecznie, lecz
obojętnie wsadził go do kieszeni. W sąsiedztwie Hassana mieszkał pewien rybak. W
kilka dni potem spotkaniu z Saadera i Meramem, już późno w nocy,
usłyszał Hassan pukanie do okna. Gdy wstał i otworzył okiennicę,
zobaczył pod oknem żonę owego rybaka, która objaśniła, iż mąż jej
udaje się jutro rano na połów, zapomniał sobie kupić ołowiu, który
mu jest niezbędny do przyrządzenia sieci i wysłał żonę, by
poszukała u sąsiadów ołowiu. Wszyscy zaś już przeważnie spali i nie
chciało im się szukać ołowiu. - Wiem ja dobrze - mówiła - iż nie macie go
pewnie, lecz chcąc męża zadowolnić, chciałam i do was zapukać. To mówiąc zabierała się do odejścia. Lecz Hassan
zatrzymał ją, mówiąc, iż omyliła się myśląc, iż on nie ma ołowiu i
wręczył jej ofiarowany przez Merama kawałek ołowiu. Rybak gdy dowiedział się, że wszędzie odprawiono
ją z kwitkiem, dopiero Hassan obdarzył ją dużym kawałkiem ołowiu,
taką poczuł dla niego wdzięczność, iż zaprzysiągł ofiarować mu cały
jutrzejszy pierwszy połów. I rzeczywiście nazajutrz pod wieczór zaszedł do
Hassana rybak, przynosząc mu piękną dużą rybę i mówiąc. - Oto, proszą was Hassanie, przyjmijcie ode mnie
tę rybę, ze wszystkiem, co się w niej znajduje. Postanowiłem
ofiarować wam cały połów pierwszy, lecz tylko tę rybę wyciągnąłem. Hassan podziękował mu serdecznie. Poczem żona
wzięła się do rozkrajania jej, by przygotować rybę na wieczerzę.
Gdy rozkrajała ją, wyleciał ze środka kamień duży i niezwykle
świecący. Dzieci Hassana zaczęły odrazu nim się bawić i narobiły
takiego krzyku, iż Hassanowa musiała im go odebrać i położyła
wysoko na półce. Wieczorem kamień zajaśniał tak, iż nie potrzeba
było lampy zapalać. Na drugi dzień przyszła sąsiadka Hassanów żydówka,
żona jubilera i pytała o powód takiego hałasu wczorajszego. Gdy
dowiedziała się o przyczynie, chciała kamień zobaczyć. Gdy
zobaczyła - chciała kamień koniecznie nabyć. Z początku dawała 2
cekiny, lecz przy ciągłych targach, kiedy Hassan zauważył, że jest
to jakiś drogi kamień i zażądał 100 tysięcy cekinów, żydówka
obiecała przysłać swego męża. Znów po długich targach żyd zgodził
się dać 100 tysięcy. Hassan czuł się w obowiązku odniesienia tych
pieniędzy rybakowi. Lecz ten ani chciał słyszeć o tem, cieszył się
bardzo, iż Hassanowi zdarzyło się takie szczęście. Hassanom zaś od tego czasu inaczej życie płynąć
zaczęło. Hassan skupywał towary wszystkich powroźników bagdadzkich,
a sam wybudował olbrzymie składy pięknie urządzone. Posiadał również ładny pałac. Wreszcie kupił sobie
dobra ziemskie z pięknym zamkiem w okolicy. Zdarzyło się znów w jakiś czas potem, iż Saad z
Meramem przez Bagdad przejeżdżali. Nie zapomnieli wypytać się o
Hassanie; gdy dowiedzieli się, jak on teraz żyje, Saad rzekł: - Oto napewno z moich pieniędzy Hassan tak się
wzbogacił, a oszukiwał nas temi przypowieściami o sępie i garnku. Nie omieszkali odwiedzić go. Hassan ogromnie się
ucieszył i pokazywał im wszystkie bogactwa, a także opowiedział im
ową historję z djamentem w brzuchu rybim. Saad ciągle nie chciał
wierzyć, lecz przypisywał to swoim pieniądzom. Gdy po obiedzie
siedzieli u Hassana w ogrodzie, naraz synowie Hassana spostrzegli
na drzewie gniazdo sępie w turbanie, które zdjęli z drzewa i
pokazywali gościom. Hassan rozpoznał w tem swój porwany przez sępa
turban i rzeczywiście po rozpruciu okazało się w środku 190 cekinów
zaszytych. Saad zaczął się powoli przekonywać. Wracając zaś od
Hassana, który ich od prowadzał, zechcieli napoić konie przed
jednym domem, w którym mieszkał ubogi mydlarz, żona mydlarza
wyniesła garnek ze słodzinami, by wyjąwszy słodziny, nalać w niego
wody. I znów Hassan rozpoznał w nim swój garnek. Po wyjęciu
słodzin, na spodzie okazało się 190 cekinów. Wtedy Saad zaczął
przepraszać Hassana - przekonany już najzupełniej. Wkrótce potem
kalif Bagdadu zasłyszawszy o dziwnych przygodach Hassana, zaprosił
go do siebie i kazał je sobie opowiadać. A potem zwiedzali razem
skarbiec kalifa, gdzie uwagę zwracał olbrzymi djament, ten właśnie,
który Hassan sprzedał żydowi jubilerowi, a który potem nabył kalif.