Opowieści pielgrzyma. W poszukiwaniu nieustannej modlitwy - Anonim

-
Proszę czekać

Nauki świętych ojców o wewnętrznej modlitwie serca

A. Zbiór pierwszy

1) Po­ucze­nie św. Sy­me­ona No­we­go Teo­lo­ga1

Świę­ty Sy­me­on Nowy Teo­log uka­zu­je spo­sób wcho­dze­nia w ser­ce, przed­sta­wia­jąc trze­ci spo­sób mo­dli­twy:

Trze­ci spo­sób mo­dli­twy jest na­praw­dę cu­dow­ny i nie­opi­sa­ny, a dla tych, któ­rzy go nie zna­ją z do­świad­cze­nia, nie tyl­ko jest trud­ny do po­ję­cia, lecz wy­da­je się wręcz nie­praw­do­po­dob­ny. I w rze­czy sa­mej w na­szych cza­sach ten spo­sób mo­dli­twy moż­na spo­tkać u nie­licz­nych, kie­dy ule­gną w nich uni­ce­stwie­niu wszel­kie pod­stę­py i chy­tro­ści uży­wa­ne przez de­mo­ny, aby po­cią­gnąć umysł do wie­lu roz­ma­itych my­śli. Po­nie­waż wte­dy umysł, wol­ny od wszel­kich rze­czy, ma od­po­wied­ni czas, żeby bez żad­nych prze­szkód ba­dać my­śli przy­no­szo­ne przez de­mo­ny, od­pę­dzać je z wiel­ką ła­two­ścią i czy­stym ser­cem wzno­sić mo­dli­twy do Boga.

Na­stęp­nie au­tor ten przed­sta­wia wa­run­ki ko­niecz­ne do ta­kiej mo­dli­twy, mia­no­wi­cie do­sko­na­łe po­słu­szeń­stwo i czu­wa­nie nad czy­sto­ścią su­mie­nia, za­rów­no wo­bec Boga, jak i lu­dzi, oraz w sto­sun­ku do rze­czy, i za­chę­ca do czy­nie­nia wszyst­kie­go tak, jak by­śmy znaj­do­wa­li się przed ob­li­czem Boga, po czym kon­ty­nu­uje: po­stę­pu­jąc w taki spo­sób, wy­rów­nu­jesz dla sie­bie praw­dzi­wą i nie­pro­wa­dzą­cą na ma­now­ce ścież­kę do trze­cie­go spo­so­bu mo­dli­twy, któ­ry wy­glą­da tak: niech umysł strze­że ser­ca, kie­dy się mo­dli, niech kie­ru­je się ku jego wnę­trzu, nie od­da­la­jąc się, i niech stam­tąd, z głę­bi ser­ca, wzno­si mo­dli­twy do Boga.

Na tym to wszyst­ko po­le­ga: pra­cuj tak aż do chwi­li, gdy skosz­tu­jesz Pana. Kie­dy zaś w koń­cu tam, we wnę­trzu ser­ca, umysł skosz­tu­je i po­czu­je, jak do­bry jest Pan, wte­dy już nie bę­dzie chciał od­da­lać się z miej­sca, w któ­rym leży ser­ce; wów­czas po­wie, jak św. Piotr: "Do­brze, że tu je­ste­śmy" (Mt 17,4), i już za­wsze bę­dzie spo­glą­dać do wnę­trza ser­ca i kie­ro­wać się tam bez wy­cho­dze­nia, od­pę­dza­jąc wszel­kie my­śli wsie­wa­ne przez dia­bła.

Dla tych, któ­rzy nie ro­zu­mie­ją nic z tej rze­czy i jej nie zna­ją, wy­da­je się ona w więk­szej czę­ści trud­na i uciąż­li­wa. Ale ci, któ­rzy skosz­to­wa­li roz­ko­szy, jaką w so­bie za­wie­ra, i na­cie­szy­li się nią w głę­bi ser­ca, wo­ła­ją wraz ze św. Paw­łem: "Któż nas może odłą­czyć od mi­ło­ści Chry­stu­so­wej" (Rz 8,35). Dla­te­go nasi świę­ci oj­co­wie, sły­sząc Pana mó­wią­ce­go, że "z ser­ca po­cho­dzą złe my­śli, za­bój­stwa, cu­dzo­łó­stwa, czy­ny nie­rząd­ne, kra­dzie­że, fał­szy­we świa­dec­twa, prze­kleń­stwa. To wła­śnie czy­ni czło­wie­ka nie­czy­stym" (Mt 15,19-20), oraz że w in­nym miej­scu Ewan­ge­lia na­ka­zu­je nam oczysz­czać "wnę­trze kub­ka, żeby i ze­wnętrz­na jego stro­na sta­ła się czy­sta" (Mt 23,26), opu­ści­li wszel­kie inne du­cho­we za­ję­cia i za­czę­li pra­co­wać tyl­ko nad tym jed­nym, tzn. strze­że­niem ser­ca, ma­jąc pew­ność, że wraz z nim ła­two zdo­bę­dą każ­dą cnotę, a bez nie­go nie zdo­ła­ją osią­gnąć żad­nej. Wszy­scy oni w tym przede wszyst­kim się ćwi­czy­li i o tym pi­sa­li. Kto chce, niech czy­ta ich pi­sma - niech prze­czy­ta, co na­pi­sał o tym Ma­rek Asce­ta, co po­wie­dział Jan Kli­mak, czci­god­ny He­zy­chiusz, Fi­lo­te­usz Sy­naj­ski, abba Iza­jasz, Bar­sa­nu­fiusz Wiel­ki i inni.

Je­śli chcesz się na­uczyć to czy­nić (tzn. wcho­dzić w ser­ce i w nim prze­by­wać), to opo­wiem o tym.

Mu­sisz za­cho­wy­wać przede wszyst­kim trzy rze­czy: brak tro­ski o co­kol­wiek, na­wet o rze­czy uczci­we, a nie tyl­ko nie­uczci­we i mar­ne, czy­li in­ny­mi sło­wy o ob­umar­cie dla wszyst­kie­go; cał­ko­wi­cie czy­ste su­mie­nie, tak aby w ni­czym cię nie po­tę­pia­ło, oraz do­sko­na­ły brak przy­wią­zań, żeby two­ja myśl nie skła­nia­ła się do żad­nej rze­czy. Po­tem usiądź sa­mot­nie w ja­kimś sa­mot­nym i ci­chym miej­scu, za­mknij drzwi, ode­rwij umysł od wszel­kich do­cze­snych i mar­nych rze­czy, po­chyl gło­wę na pier­si i w ten spo­sób za­trzy­muj uwa­gę we wnę­trzu sie­bie (nie w gło­wie, lecz w ser­cu), zwra­ca­jąc tam rów­nież umysł i cie­le­sne oczy oraz po­wstrzy­mu­jąc nie­co od­dech - utrzy­mu­jąc tam umysł i sta­ra­jąc się wszel­ki­mi spo­so­ba­mi od­na­leźć go w miej­scu, gdzie leży ser­ce, tak aby po osią­gnię­ciu tego umysł twój już cał­kiem tam prze­by­wał. Z po­cząt­ku od­kry­jesz tam we­wnątrz nie­ja­ką ciem­ność i sztyw­ność; ale po­tem, je­śli bę­dziesz nie­ustan­nie dniem i nocą kon­ty­nu­ować tę pra­cę uwa­gi, do­stą­pisz nie­ustan­nej ra­do­ści. Umysł, ćwi­cząc się w tym, wy­bie­rze miej­sce ser­ca, a wte­dy na­tych­miast zo­ba­czy tam we wnę­trzu rze­czy, ja­kich ni­g­dy nie wi­dy­wał i nie znał. Od tego mo­men­tu, gdy­by z ja­kiej­kol­wiek stro­ny po­ja­wi­ła się czy po­ka­za­ła ja­kaś myśl, to za­nim wej­dzie do wnę­trza i zo­sta­nie po­my­śla­na czy wy­obra­żo­na, umysł na­tych­miast prze­pę­dzi ją stam­tąd i uni­ce­stwi imie­niem Je­zu­so­wym, tzn. "Pa­nie, Jezu Chry­ste, zmi­łuj się nade mną". Od tego też cza­su umysł za­cznie od­czu­wać gniew na de­mo­ny, od­pę­dzać je i zwy­cię­żać. A inne rze­czy, któ­re zwy­kle idą w ślad za tym dzia­ła­niem, sam z Bożą po­mo­cą z do­świad­cze­nia po­znasz, strze­gąc uwa­gi i trzy­ma­jąc się Je­zu­sa, tzn. Jego mo­dli­twy: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, zmi­łuj się nade mną!".

2) Po­ucze­nie św. Grze­go­rza Sy­naj­skie­go

Świę­ty Grze­gorz Sy­naj­ski przed­sta­wia na­ukę o we­wnętrz­nej mo­dli­twie w ser­cu oraz spo­so­bie przy­zwy­cza­je­nia się do niej w trzech pa­ra­gra­fach na te­mat mil­cze­nia i mo­dli­twy, za­miesz­czo­nych w pierw­szej czę­ści Do­bro­to­lu­bi­ja, s. 112-119. Oto skró­co­ny wy­ciąg z nich:

Po przy­ję­ciu du­cha ży­cia w Je­zu­sie Chry­stu­sie po­win­ni­śmy w czy­stej mo­dli­twie w ser­cu na wzór che­ru­bi­nów roz­ma­wiać z Pa­nem; ale nie ro­zu­mie­jąc ma­je­sta­tu, za­szczy­tu i chwa­ły ła­ski od­ro­dze­nia ani nie trosz­cząc się o wzrost du­cho­wy dzię­ki wy­peł­nia­niu przy­ka­zań, ani nie mo­gąc wznieść się do sta­nu kon­tem­pla­cji umy­sło­wej, od­da­je­my się za­nie­dba­niu, a wsku­tek tego grzęź­nie­my w na­wy­kach na­mięt­no­ści i za­pa­da­my się w prze­paść nie­czu­ło­ści i mro­ku. Bywa na­wet tak, że w ogó­le mało pa­mię­ta­my o ist­nie­niu Boga, a o tym, jacy po­win­ni­śmy być jako dzie­ci Boże we­dług ła­ski, zu­peł­nie nie wie­my. Wie­rzy­my, ale nie czyn­ną wia­rą, a po du­cho­wym od­no­wie­niu we chrzcie nie prze­sta­je­my żyć na spo­sób cie­le­sny. Je­śli cza­sem na­wet wy­ra­zi­my skru­chę i za­cznie­my wy­peł­niać przy­ka­za­nia, to czy­ni­my to tyl­ko ze­wnętrz­nie, a nie du­cho­wo. I do tego stop­nia od­zwy­cza­ja­my się od ży­cia du­cho­we­go, że jego prze­ja­wia­nie się w in­nych uzna­je­my za nie­pra­wość i po­błą­dze­nie. Tak do sa­mej śmier­ci trwa­my w śmier­ci du­cho­wej, ży­jąc i po­stę­pu­jąc nie w Chry­stu­sie, i nie od­zwier­cie­dla­jąc twier­dze­nia, że to, co zro­dzo­ne z du­cha, musi być du­cho­we.

Jed­nak w tym cza­sie to, co przy­ję­li­śmy w świę­tym chrzcie w Je­zu­sie Chry­stu­sie, nie ule­ga znisz­cze­niu, lecz zo­sta­je za­ko­pa­ne, jak ja­kiś skarb w zie­mi. A roz­są­dek i wdzięcz­ność wy­ma­ga­ją za­trosz­cze­nia się o to, aby go od­sło­nić i uka­zać jaw­nie. Jak to uczy­nić?

Umoż­li­wia­ją to na­stę­pu­ją­ce dwie me­to­dy: po pierw­sze, dar ten od­kry­wa­ny jest dzię­ki bar­dzo wy­tę­żo­ne­mu wy­peł­nia­niu przy­ka­zań, tak że na ile wy­peł­nia­my przy­ka­za­nia, na tyle dar ten od­sła­nia swo­ją ja­sność i blask; po dru­gie, może się ujaw­nić i od­sła­nia się w nie­ustan­nym przy­zy­wa­niu Pana Je­zu­sa czy też, co jest tym sa­mym, nie­ustan­nej pa­mię­ci o Bogu. Pierw­szy śro­dek jest po­tęż­ny, jed­nak dru­gi po­tęż­niej­szy, tak że na­wet ten pierw­szy otrzy­mu­je od nie­go swo­ją peł­ną moc. Dla­te­go je­śli szcze­rze pra­gnie­my od­sło­nić ukry­te w nas na­sie­nie ła­ski, śpiesz­my się szyb­ciej przy­wyk­nąć do tego ostat­nie­go ćwi­cze­nia ser­ca i no­sić w ser­cu tyl­ko tę jed­ną spra­wę mo­dli­twy, bez wi­dze­nia i bez wy­obra­żeń, aż roz­grze­je nam ser­ce i roz­pa­li je do nie­wy­sło­wio­nej mi­ło­ści ku Panu.

Dzia­ła­nie tej mo­dli­twy w ser­cu od­by­wa się na dwa spo­so­by. Cza­sa­mi przo­dem idzie umysł, przy­le­ga­jąc nie­ustan­ną pa­mię­cią do Pana w ser­cu, a cza­sa­mi dzia­ła­nie mo­dli­twy, uru­cho­mio­ne wcze­śniej ogniem ra­do­ści, przy­cią­ga umysł do ser­ca i an­ga­żu­je go do wzy­wa­nia Pana Je­zu­sa i po­boż­ne­go trwa­nia przed Nim. W pierw­szym wy­pad­ku dzia­ła­nie mo­dli­twy, po ob­ni­że­niu na­mięt­no­ści dzię­ki wy­peł­nia­niu przy­ka­zań, za­czy­na się od­sła­niać w cie­ple ser­ca na sku­tek usil­ne­go przy­zy­wa­nia Pana Je­zu­sa; w dru­gim zaś duch przy­cią­ga umysł do ser­ca i usta­wia go tam w głę­bi, po­wstrzy­mu­jąc od zwy­kłe­go wę­dro­wa­nia. Wsku­tek tych dwóch ro­dza­jów mo­dli­twy i umysł bywa raz czyn­ny, a raz kon­tem­pla­cyj­ny: w dzia­ła­niu z po­mo­cą Bożą po­ko­nu­je na­mięt­no­ści, a w kon­tem­pla­cji oglą­da Boga, na ile jest to do­stęp­ne dla czło­wie­ka.

Czyn­na mo­dli­twa umy­słu i ser­ca do­ko­nu­je się tak: usiądź na stoł­ku wy­so­kim na jed­ną piędź, spro­wadź umysł z gło­wy do ser­ca i przy­trzy­maj go tam; a stam­tąd wo­łaj umy­słem i ser­cem: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, zmi­łuj się nade mną"! Po­wstrzy­muj przy tym rów­nież od­dech, tak aby spo­koj­nie od­dy­chać, gdyż może to roz­pra­szać my­śli. Je­śli do­strze­żesz po­ja­wia­ją­ce się my­śli, nie zwra­caj na nie uwa­gi, na­wet gdy­by były pro­ste i do­bre, a nie tyl­ko próż­ne i nie­czy­ste. Za­my­ka­jąc umysł w ser­cu oraz czę­sto i cier­pli­wie przy­zy­wa­jąc Pana Je­zu­sa, szyb­ko znisz­czysz i wy­tę­pisz ta­kie my­śli, zwy­cię­ża­jąc je w nie­wi­dzial­ny spo­sób Bo­skim imie­niem. Świę­ty Jan Kli­mak mówi: "Ude­rzaj w wo­jow­ni­ków Imie­niem Je­zu­so­wym; in­nej, moc­niej­szej od nie­go bro­ni nie ma ani na nie­bie, ani na zie­mi".

Kie­dy w ta­kim tru­dzie umysł opad­nie z sił, a cia­ło i ser­ce roz­bo­lą od wy­tę­żo­ne­go po­dej­mo­wa­nia czę­ste­go przy­zy­wa­nia Pana Je­zu­sa, wte­dy wstań i śpie­waj albo ćwicz się w roz­my­śla­niu o ja­kimś miej­scu Pi­sma, czy też z wła­snej pa­mię­ci na te­mat śmier­ci, albo też zaj­mij się czy­ta­niem, pra­cą ręcz­ną czy czym­kol­wiek in­nym.

Kie­dy po­dej­miesz to dzie­ło mo­dli­twy, to po­wi­nie­neś wte­dy czy­tać tyl­ko książ­ki, w któ­rych uka­za­ne są na­uki o ży­ciu we­wnętrz­nym, czuj­no­ści i mo­dli­twie, a mia­no­wi­cie Dra­bi­nę, sło­wa Iza­aka Sy­ryj­czy­ka, dzie­ła asce­tycz­ne Mak­sy­ma Wy­znaw­cy, Sy­me­ona No­we­go Teo­lo­ga, He­zy­chiu­sza, Fi­lo­te­osa Sy­naj­skie­go i tym po­dob­ne. Wszel­kie inne pi­sma odłóż na ten czas - nie dla­te­go, ja­ko­by mia­ły być nie­do­bre, lecz po­nie­waż nie bę­dzie to dla cie­bie od­po­wied­ni mo­ment, by się nimi zaj­mo­wać przy obec­nym uspo­so­bie­niu i dą­że­niu, bo mogą od­ry­wać umysł od mo­dli­twy. Czy­taj nie­wie­le, ale po­głę­bia­jąc i przy­swa­ja­jąc.

Lecz nie po­rzu­caj też mo­dli­twy ust­nej. Jed­ni za­cho­wu­ją ob­szer­ny ze­staw mo­dlitw, inni zu­peł­nie od­kła­da­ją mo­dli­tew­nik, mo­dląc się do Pana tyl­ko mo­dli­twą umy­sło­wą. A ty wy­bierz zło­ty śro­dek: nie wy­bie­raj wie­lu mo­dlitw, bo to pro­wa­dzi do za­mę­tu, ale też nie po­rzu­caj ich w ogó­le, na wy­pa­dek nie­mo­cy i roz­luź­nie­nia. Je­śli wi­dzisz, że mo­dli­twa dzia­ła w to­bie i nie prze­sta­je sama się wzno­sić w ser­cu, to nie po­rzu­caj jej i nie bierz mo­dli­tew­ni­ka. By­ło­by to po­zo­sta­wie­niem Boga we wnę­trzu, wyj­ściem stam­tąd, po czym na­wią­zy­wa­niu z Nim roz­mo­wy z ze­wnątrz. Lu­dzie, w któ­rych mo­dli­twa jesz­cze nie ro­dzi się sama, po­trze­bu­ją dużo ust­nej mo­dli­twy, a na­wet bez mia­ry, tak aby nie­ustan­nie trwać w od­ma­wia­niu licz­nych i róż­no­rod­nych mo­dlitw, aż od ta­kiej bo­le­snej pra­cy mo­dli­tew­nej roz­grze­je się ser­ce i roz­pocz­nie się w nim dzia­ła­nie mo­dli­twy. Kto zaś skosz­tu­je w koń­cu tej ła­ski, ten po­wi­nien od­ma­wiać mo­dli­twy ust­ne w pew­nej ilo­ści, a dłu­żej trwać na mo­dli­twie umy­sło­wej, jak na­ka­zy­wa­li oj­co­wie. W ra­zie wy­stą­pie­nia we­wnętrz­nej nie­mo­cy trze­ba od­ma­wiać mo­dli­twy ust­ne lub czy­tać pi­sma oj­ców. Zby­tecz­ne jest uży­wa­nie wio­seł, kie­dy wiatr wy­dął ża­gle, lecz są po­trzeb­ne wte­dy, gdy wiatr ucich­nie i łódź się za­trzy­ma.

Po­tęż­ny oręż prze­ciw­ko wro­gom po­sia­da ten, kto na mo­dli­twie pod­trzy­mu­je płacz pe­łen żalu, żeby nie wpaść w za­ro­zu­mial­stwo wsku­tek ra­do­ści otrzy­my­wa­nej na mo­dli­twie. Ten, kto strze­że ta­kie­go smut­ku po­mie­sza­ne­go z ra­do­ścią, unik­nie wszel­kiej szko­dy. Praw­dzi­wą, a nie złud­ną mo­dli­twą we­wnętrz­ną jest taka mo­dli­twa, w któ­rej cie­pło po­cho­dzą­ce z mo­dli­twy Je­zu­so­wej za­pusz­cza ogień w zie­mię ser­ca i wy­pa­la na­mięt­no­ści jak cier­nie. Ocie­nia ona du­szę ra­do­ścią i po­ko­jem i nie przy­cho­dzi z pra­wa czy lewa, czy na­wet z góry, lecz jak źró­dło wody wy­try­sku­je z ser­ca, z ży­cio­daj­ne­go Du­cha. Ją tyl­ko mi­łuj i pra­gnij osią­gnąć w ser­cu, pil­nu­jąc za­wsze, aby umysł był wol­ny od złu­dzeń. Z nią nie bój się ni­cze­go, po­nie­waż Ten, któ­ry po­wie­dział: "Od­wa­gi, Ja je­stem, nie bój­cie się!" (Mt 14,27), sam jest z nami.

3) Po­ucze­nie Ni­ce­fo­ra Mni­cha

Ni­ce­for Mnich swo­ją na­ukę o wcho­dze­niu w ser­ce przed­sta­wia w pa­ra­gra­fie o czuj­no­ści i strze­że­niu ser­ca (Do­bro­to­lu­bi­je, część pierw­sza s. 36-43).

Wy, któ­rzy pra­gnie­cie w do­ty­kal­ny spo­sób przy­jąć do ser­ca ogień nie­biań­ski i po­znać z do­świad­cze­nia kró­le­stwo nie­bie­skie, obec­ne w wa­szym wnę­trzu, przyjdź­cie, a po­dam wam na­ukę nie­biań­skie­go ży­cia, czy może le­piej sztu­kę, któ­ra bez pra­cy i potu wpro­wa­dza tego, kto ją re­ali­zu­je, do przy­sta­ni wol­nej od na­mięt­no­ści. Wsku­tek upad­ku wy­szli­śmy na ze­wnątrz; po­wró­ci­my zaś do sie­bie, od­wra­ca­jąc się od tego, co ze­wnętrz­ne. Po­jed­na­nie z Bo­giem i bli­skość Jego będą dla nas nie­moż­li­we, je­śli naj­pierw nie wró­ci­my do sie­bie i nie wej­dzie­my z ze­wnątrz do środ­ka. Tyl­ko ży­cie we­wnętrz­ne jest ży­ciem praw­dzi­wie chrze­ści­jań­skim. Po­świad­cza­ją to wszy­scy oj­co­wie.

Pe­wien brat za­py­tał abbę Aga­to­na: "Co jest waż­niej­sze, wy­si­łek cie­le­sny czy strze­że­nie ser­ca?". Sta­rzec od­po­wie­dział: "Czło­wiek po­dob­ny jest do drze­wa; wy­si­łek cie­le­sny - to li­ście, a strze­że­nie ser­ca to owoc. A sko­ro we­dług Pi­sma każ­de drze­wo, któ­re nie wy­da­je do­bre­go owo­cu, zo­sta­je wy­cię­te i w ogień wrzu­co­ne, to oczy­wi­ste, że po­win­ni­ście całą swą tro­skę kie­ro­wać na owoc, tzn. na strze­że­nie ser­ca. Jed­nak­że po­trze­bu­je­my rów­nież odzie­nia z li­ści, tzn. wy­sił­ku cie­le­sne­go".

Świę­ty Jan Kli­mak mówi: "Za­my­kaj drzwi celi przed cia­łem, drzwi ust przed ję­zy­kiem i drzwi wnę­trza przed zły­mi du­cha­mi. Prze­by­wa­jąc na wy­so­ko­ści (tzn. sku­pia­jąc uwa­gę na ser­cu), ob­ser­wuj, jak po­tra­fisz, jacy zło­dzie­je przy­by­wa­ją, aby wejść do win­ni­cy twe­go ser­ca i ukraść gro­na, oraz ilu ich jest. Kie­dy do­zor­ca (tzn. sku­pia­ją­cy uwa­gę na ser­cu) się zmę­czy, to wsta­nie i się po­mo­dli, a po­tem zno­wu usią­dzie i męż­nie za­bie­rze się za tą samą pra­cę (tzn. uwa­ża­nie na ser­ce oraz mo­dli­twę)".

Świę­ty Ma­ka­ry Wiel­ki uczy: "Głów­na pra­ca asce­ty po­le­ga na tym, żeby wejść w ser­ce, a na­stęp­nie pro­wa­dzić tam bi­twę z sza­ta­nem i z nim wo­jo­wać, wal­cząc z po­cho­dzą­cy­mi od nie­go my­śla­mi".

Świę­ty Iza­ak Sy­ryj­czyk pi­sze: "Po­sta­raj się wejść do twe­go we­wnętrz­ne­go skarb­ca, a uj­rzysz skarb nie­biań­ski. Dra­bi­na do kró­le­stwa nie­bie­skie­go ukry­ta jest we­wnątrz cie­bie, tzn. w two­im ser­cu. A więc ob­myj się z grze­chu i skup się w swo­im ser­cu: tam znaj­dziesz stop­nie, po któ­rych bę­dziesz mógł wcho­dzić wzwyż".

Oto, co po­wie­dział Jan z Kar­pa­tos: "W mo­dli­twach po­trze­ba wiel­kie­go wy­sił­ku asce­tycz­ne­go oraz tru­du, aby do­stą­pić sta­nu wol­no­ści od za­mę­tu my­śli. Jest to dru­gie nie­bo ser­ca, w którym miesz­ka Chry­stus, jak mówi apo­stoł: "Czyż nie wie­cie, że Chry­stus miesz­ka w was?" (1 Kor 3,16)" [W PŚ: Duch Boży].

A oto sło­wa św. Sy­me­ona No­we­go Teo­lo­ga: "Od chwi­li, kie­dy czło­wiek zo­stał wy­gna­ny z raju i od­da­lił się od Boga, dia­beł z de­mo­na­mi uzy­skał moż­li­wość swo­bod­ne­go, nie­wi­dzial­ne­go za­bu­rza­nia we dnie i w nocy siły my­śli każ­de­go czło­wie­ka. Umysł nie może się przed tym za­bez­pie­czyć ina­czej, jak cią­gle pa­mię­ta­jąc o Bogu. Kto bę­dzie miał wpo­jo­ną pa­mięć o Bogu, ten może po­wstrzy­my­wać siłę my­śli od błą­ka­nia się".

Po­dob­nie uczą wszy­scy świę­ci oj­co­wie. To naj­wznio­ślej­sze ze wszyst­kich dzia­ła­nie nie­mal wszy­scy przej­mo­wa­li, ucząc się od in­nych. Bar­dzo rzad­ko zda­rza­ło się, że otrzy­my­wa­li je i otrzy­mu­ją wprost od Boga bez na­uki, dzię­ki go­rą­cu swej wia­ry. Po­trze­ba za­tem szu­kać na­uczy­cie­la zna­ją­ce­go się na tej rze­czy. Lecz je­śli nie ma ta­kie­go na­uczy­cie­la, to we­zwij Boga na po­moc ze skru­szo­nym ser­cem i łza­mi, po czym zrób, co ci po­wiem.

Wia­do­mo, że od­dech wpro­wa­dza po­wie­trze przez płu­ca do ser­ca. A więc usiądź, po czym skup umysł i wpro­wadź go dro­gą, któ­rą prze­by­wa od­dech, do wnę­trza. Przy­muś go, żeby ra­zem z wdy­cha­nym po­wie­trzem zszedł aż do sa­me­go ser­ca, i za­trzy­maj go tam, nie po­zwa­la­jąc mu wyjść, gdy­by chciał. A trzy­ma­jąc go tam, nie po­zwa­laj mu być próż­nym, lecz daj mu na­stę­pu­ją­ce świę­te sło­wa: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, Synu Boży, zmi­łuj się nade mną!". Niech po­wta­rza je dzień i noc. Sta­raj się przy­zwy­cza­ić się do prze­by­wa­nia we wnę­trzu z wy­zna­czo­ną mo­dli­twą i czu­waj, aby umysł nie wy­cho­dził stam­tąd szyb­ko, gdyż z po­cząt­ku bę­dzie bar­dzo słab­nąć od ta­kie­go uci­ska­ją­ce­go za­mknię­cia we wnę­trzu. Ale kie­dy się przy­zwy­czai, prze­by­wa­nie tam bę­dzie dla nie­go we­so­łe i ra­do­sne i sam za­pra­gnie tam po­zo­stać. Jak czło­wiek, któ­ry po­wró­cił do domu z ob­ce­go kra­ju i nie po­sia­da się z ra­do­ści na wi­dok żony i dzie­ci, tak umysł, któ­ry zjed­no­czył się z ser­cem, na­peł­nia się nie­wy­sło­wio­ną ra­do­ścią i we­se­lem.

Je­śli zdo­łasz wejść do ser­ca dro­gą, któ­rą ci po­ka­za­łem, to złóż Bogu dzięk­czy­nie­nie i trzy­maj się za­wsze tej czyn­no­ści, a ona na­uczy cię rze­czy, o ja­kich na­wet nie my­śla­łeś. Je­śli zaś mimo dłu­gie­go wy­sił­ku nie zdo­łasz wejść do kra­iny ser­ca spo­so­bem, któ­ry ci po­ka­za­łem, to uczyń, co ci jesz­cze po­wiem, a z Bożą po­mo­cą znaj­dziesz to, cze­go szu­kasz. Wia­do­mo, że zdol­ność wy­sła­wia­nia się (we­wnętrz­ne sło­wo - sło­wa, ja­ki­mi roz­ma­wia­my same ze sobą) mie­ści się w pier­siach czło­wie­ka: bo to tam, w pier­si, mó­wi­my ze sobą i na­ra­dza­my się, kie­dy mil­czą usta, tam od­ma­wia­my mo­dli­twy (gdy czy­ni­my to z pa­mię­ci, w my­ślach), tam pro­wa­dzi­my śpiew psal­mów i każ­dą inną roz­mo­wę ze sobą. Tej też zdol­no­ści, po ode­rwa­niu od niej wszel­kich my­śli, po­zwól nie­ustan­nie mó­wić: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, Synu Boży, zmi­łuj się nade mną", i przy­muś się do tego jed­ne­go wo­ła­nia we wnę­trzu za­miast wszel­kie­go in­ne­go. Wy­trzy­maj cier­pli­wie przy tej czyn­no­ści tyl­ko przez ja­kiś czas, a bez wąt­pie­nia otwo­rzy się dzię­ki niej przed tobą wej­ście do ser­ca; po­zna­li­śmy to sami z do­świad­cze­nia.

Wraz z tym ogrom­nie po­żą­da­nym i ra­do­snym wej­ściem w ser­ce oraz jego stró­żem - uwa­gą, przy­bę­dzie do cie­bie rów­nież cała mno­gość cnót: mi­łość, ra­dość, po­kój, cier­pli­wość, ła­god­ność itd.

4) Po­ucze­nie Igna­ce­go i Ka­lik­sta

Mni­si Ka­likst i Igna­cy Ksan­to­pu­los pre­zen­tu­ją swo­je na­uki o we­wnętrz­nym dzia­ła­niu ser­ca w ca­łych Stu roz­dzia­łach, za­miesz­czo­nych w Do­bro­to­lu­bi­ju (część dru­ga, s. 56-131). Oto ich głów­ne, po­trzeb­ne nam tre­ści:

Po­cząt­kiem ży­cia we­dług Boga jest gor­li­wość oraz wszel­kie pil­ne sta­ra­nia o ży­cie zgod­ne ze zba­wien­ny­mi przy­ka­za­nia­mi Chry­stu­so­wy­mi; końcem zaś - ujaw­nie­nie się w do­sko­na­ło­ści tego, co ukształ­to­wa­ła w nas ła­ska Boża we chrzcie, czy też, co zna­czy to samo, "po­rzu­ce­nie daw­ne­go czło­wie­ka, któ­ry ule­ga ze­psu­ciu na sku­tek zwod­ni­czych żądz... i przy­oble­cze­nie czło­wie­ka no­we­go" (Ef 4,22-23), tzn. Pana Je­zu­sa Chry­stu­sa, jak mówi świą­to­bli­wy Pa­weł: "Dzie­ci moje, oto po­now­nie w bó­lach was ro­dzę, aż Chry­stus w was się ukształ­tu­je" (Ga 4,19).

Kie­dy przyj­mu­je­my chrzest - mówi św. Jan Chry­zo­stom - wów­czas du­sza na­sza, oczysz­czo­na przez Du­cha Świę­te­go, świe­ci moc­niej od słoń­ca. Jak czy­ste sre­bro wy­sta­wio­ne na pro­mie­nie słoń­ca samo tak­że wy­da­je pro­mie­nie, choć nie z na­tu­ry, lecz dzię­ki oświe­tle­niu słoń­cem, tak du­sza oczysz­czo­na we chrzcie przyj­mu­je pro­mie­nie chwa­ły Du­cha i sama we­wnętrz­nie sta­je się chwa­leb­na. Lecz nie­ste­ty! Chwa­ła ta, nie­wy­sło­wio­na i strasz­li­wa, tyl­ko przez je­den czy dwa dni w nas prze­by­wa, a po­tem ją ga­si­my, ścią­ga­jąc bu­rzę ziem­skich trosk i uczyn­ków peł­nych na­mięt­no­ści.

Na dar­mo przyj­mu­je­my do­sko­na­łą Bożą ła­skę w Bo­skich ło­nach, tzn. świę­tej chrzciel­ni­cy. Je­śli póź­niej ukry­li­śmy ją pod mro­kiem ziem­skich trosk i na­mięt­no­ści, to mo­że­my ją na nowo przy­wró­cić i oczy­ścić skru­chą i wy­peł­nia­niem Bo­skich przy­ka­zań, oraz uj­rzeć jej po­nadna­tu­ral­ną świa­tłość. Dzie­je się tak na mia­rę wia­ry każ­dej oso­by oraz żaru jej za­pa­łu do ży­cia we­dług wia­ry, a w naj­więk­szym stop­niu dzię­ki bło­go­sła­wień­stwu Pana Je­zu­sa Chry­stu­sa. Świę­ty Ma­rek mówi: "Chry­stus, ten do­sko­na­ły Bóg, udzie­lił przyj­mu­ją­cym chrzest do­sko­na­łej ła­ski Du­cha Świę­te­go, któ­ra nie wy­ma­ga od nas ni­cze­go poza tym; od­sła­nia się zaś w nas i ujaw­nia w mia­rę wy­peł­nia­nia przy­ka­zań, aż doj­dzie­my do mia­ry wiel­ko­ści we­dług Peł­ni Chry­stu­sa" (Ef 4,13).

Tak więc, sko­ro po­cząt­kiem i źró­dłem zba­wien­ne­go dzia­ła­nia jest ży­cie we­dług przy­ka­zań Pana, a koń­cem i owo­cem - przy­wró­ce­nie udzie­lo­nej nam pier­wot­nie we chrzcie do­sko­na­łej ła­ski Du­cha, któ­ra w nas trwa, ale jest po­grze­ba­na pod na­mięt­no­ścia­mi, i na nowo od­sła­nia się dzię­ki wy­peł­nia­niu Bo­żych przy­ka­zań, to trze­ba nam za­pra­gnąć tego speł­nia­nia przy­ka­zań, aby móc oczy­ścić i wy­raź­niej uj­rzeć ist­nie­ją­cy w nas dar Du­cha. Uczeń spo­czy­wa­ją­cy na pier­si Pana, Jan, mówi, że ten, kto speł­nia przy­ka­za­nia Pań­skie, prze­by­wa z Pa­nem, a Pan z nim. Sam zaś Pan uka­zu­je to jesz­cze peł­niej, mó­wiąc: "Kto ma przy­ka­za­nia moje i za­cho­wu­je je, ten Mnie mi­łu­je. Kto zaś Mnie mi­łu­je, ten bę­dzie umi­ło­wa­ny przez Ojca mego, a rów­nież Ja będę go mi­ło­wał i ob­ja­wię mu sie­bie... Je­śli Mnie kto mi­łu­je, bę­dzie za­cho­wy­wał moją na­ukę, a Oj­ciec mój umi­łu­je go, i przyj­dzie­my do nie­go, i bę­dzie­my u nie­go prze­by­wać" (J 14,21.23).

Ści­słe wy­peł­nia­nie zba­wien­nych przy­ka­zań jest dla nas nie­moż­li­we bez Pana Je­zu­sa Chry­stu­sa, jak mówi On sam: "Beze Mnie nic nie mo­że­cie uczy­nić" (J 15,5), i jak wy­znał Apo­stoł: "Nie ma w żad­nym in­nym zba­wie­nia" (Dz 4,12). Jest On dla nas dro­gą, praw­dą i ży­ciem. Dla­te­go też nasi sław­ni prze­wod­ni­cy i na­uczy­cie­le, z ży­ją­cym w nich prze­świę­tym Du­chem, po­ucza­ją nas mą­drze aby przed ja­ką­kol­wiek inną czyn­no­ścią po­mo­dlić się do Pana i bez wa­ha­nia pro­sić Go o mi­ło­sier­dzie dla sie­bie, jak rów­nież, aby Jego prze­świę­te i naj­słod­sze imię nie­ustan­nie mieć i za­wsze no­sić w ser­cu, umy­śle i ustach, z nim nie­ustan­nie żyć, spać, czu­wać, cho­dzić, jeść i pić. Po­nie­waż jak wów­czas, gdy nie ma w nas ta­kie­go przy­zy­wa­nia, gro­ma­dzi się w nas wszyst­ko, co złe i zgub­ne, tak kie­dy ono w nas jest, wszyst­ko, co prze­ciw­ne, jest od­pę­dza­ne, nic, co do­bre, nie ma­le­je, i nie ma ni­cze­go, cze­go by­śmy nie mo­gli uczy­nić, jak po­wie­dział sam Pan: "Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przy­no­si owoc ob­fi­ty" (J 15,5).

Tak więc uznaj­my na­szą nie­moc, złóż­my całą uf­ność w Panu i umi­łuj­my przy­ka­za­nia do tego stop­nia, że bę­dzie­my wo­le­li ra­czej od­dać ży­cie, niż na­ru­szyć któ­re­kol­wiek z nich, po czym wszel­kie na­sze sta­ra­nia skie­ruj­my na to, żeby na­brać na­wy­ku i umoc­nić się w nie­ustan­nym przy­zy­wa­niu zba­wien­ne­go imie­nia Pana, któ­re nisz­czy wszel­kie zło i stwa­rza wszel­kie do­bra. Żeby zaś uła­twić ten wy­si­łek, świę­ci oj­co­wie uka­za­li pew­ną od­dziel­ną czyn­ność, na­zy­wa­jąc ją sztu­ką, a na­wet sztu­ką nad sztu­ka­mi. Pre­zen­tu­je­my tu­taj na­tu­ral­ną sztu­kę god­ne­go po­dzi­wu Ni­ce­fo­ra, jak wcho­dzić do wnę­trza ser­ca dro­gą od­de­cho­wą, któ­ra ogrom­nie po­ma­ga w sku­pie­niu my­śli.

Jej za­sa­da jest na­stę­pu­ją­ca: usiądź w sa­mot­nym miej­scu i skup umysł, po czym wpro­wadź go dro­gą od­de­cho­wą do ser­ca i za­trzy­mu­jąc tam uwa­gę, wo­łaj nie­ustan­nie: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, Synu Boży, zmi­łuj się nade mną!". Tak po­stę­puj do mo­men­tu, aż przy­zy­wa­nie to za­ko­rze­ni się w ser­cu i sta­nie się nie­ustan­ne.

Tak uczy­li wszy­scy świę­ci oj­co­wie. Świę­ty Chry­zo­stom mówi: "Bła­gam was, bra­cia, ni­g­dy nie prze­sta­waj­cie wy­peł­niać tej re­gu­ły mo­dli­tew­nej". W in­nym zaś miej­scu: "Każ­dy, czy je, czy pije, sie­dzi czy od­pra­wia na­bo­żeń­stwo, po­dró­żu­je czy czy­ni co­kol­wiek in­ne­go, po­wi­nien nie­ustan­nie wo­łać: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, Synu Boży, zmi­łuj się nade mną", a imię Pana Je­zu­sa Chry­stu­sa, scho­dząc w głę­bię ser­ca, po­skro­mi węża zgub­ne­go, du­szę zaś zba­wi i przy­wró­ci do ży­cia. Trwaj nie­ustan­nie w przy­zy­wa­niu imie­nia Pana Je­zu­sa, aby ser­ce po­chło­nę­ło Pana, a Pan ser­ce, i aby tych dwo­je sta­ło się jed­nym". I jesz­cze: "Nie od­dzie­laj­cie ser­ca wa­sze­go od Boga, lecz za­cho­wuj­cie w nim za­wsze pa­mięć o Panu na­szym Je­zu­sie Chry­stu­sie, aż imię Pana umoc­ni się we wnę­trzu ser­ca, i o ni­czym in­nym nie my­śl­cie poza tym, żeby Chry­stus zo­stał w was wy­wyż­szo­ny". Świę­ty Jan Kli­mak mówi: "Niech pa­mięć o Je­zu­sie złą­czy się z two­im od­de­chem". A św. He­zy­chiusz pi­sze: "Je­śli pra­gniesz za­kry­wać wsty­dem obce my­śli i nie­ustan­nie zy­ski­wać czuj­ność ser­ca, to niech mo­dli­twa do Pana Je­zu­sa przy­lgnie do twe­go od­de­chu, a w cią­gu nie­wie­lu dni uj­rzysz, że two­je pra­gnie­nie zo­sta­nie speł­nio­ne".

Wiedz­my, że je­że­li na­uczy­my nasz umysł, aby ra­zem z od­de­chem scho­dził do ser­ca, to za­uwa­ży­my rów­nież, że scho­dząc tam, sta­je się zjed­no­czo­ny i nagi, i trzy­ma się tyl­ko pa­mię­ci o Panu na­szym Je­zu­sie Chry­stu­sie i przy­zy­wa­nia Go. I prze­ciw­nie, kie­dy wy­cho­dzi stam­tąd i wy­bie­ga do przed­mio­tów ze­wnętrz­nych, to wbrew chę­ci dzie­li się na licz­ne wy­obra­że­nia i wspo­mnie­nia. Do­świad­cze­ni w tych spra­wach oj­co­wie na­ka­zu­ją rów­nież, że w celu za­cho­wa­nia tej pro­sto­ty i jed­no­ści umy­słu ten, kto za­pra­gnął na­być na­wyk czuj­no­ści umy­słu w ser­cu, niech prze­by­wa w ci­chym i nie­zbyt ja­snym miej­scu, zwłasz­cza na po­cząt­ku tego do­bre­go wy­sił­ku, po­nie­waż wi­dze­nie ze­wnętrz­nych przed­mio­tów w na­tu­ral­ny spo­sób po­wo­du­je roz­pra­sza­nie się my­śli. Kie­dy zaś mil­czą­ce i ciem­ne miej­sce ukry­wa przed nami rze­czy ze­wnętrz­ne, myśl prze­sta­je się roz­pra­szać i ła­twiej zbie­ra się w so­bie, jak mówi Ba­zy­li Wiel­ki: "Umysł, któ­ry nie wy­bie­ga do świa­ta na sku­tek po­cią­ga­nia go uczu­cia­mi, po­wra­ca do sie­bie".

Za­uważ, że isto­ta tego wy­sił­ku po­le­ga na jed­no­myśl­nym, gor­li­wym, czy­stym i wol­nym od błą­ka­nia się przy­zy­wa­niu z wia­rą Pana na­sze­go Je­zu­sa Chry­stu­sa, a nie tyl­ko na scho­dze­niu do ser­ca dro­gą od­de­cho­wą i prze­by­wa­niu w ci­chym i ciem­nym miej­scu. Wszyst­ko to, jak rów­nież inne po­dob­ne rze­czy, wy­na­leź­li oj­co­wie nie w in­nym celu, jak dla­te­go, że wi­dzie­li w tym pew­ną po­moc w sku­pia­niu my­śli i ich po­wro­cie do sie­bie z ich zwy­kłe­go błą­ka­nia się. A z na­wy­ku za­cho­wy­wa­nia sku­pie­nia i ob­ser­wo­wa­nia sie­bie ro­dzi się też na­wyk czy­stej i wol­nej od błą­ka­nia się mo­dli­twy umy­sło­wej w ser­cu.

Wiedz rów­nież to, że wszyst­kie te uła­twia­ją­ce po­ło­że­nia cia­ła są za­le­ca­ne, re­gu­lo­wa­ne szcze­gó­ło­wy­mi za­sa­da­mi i uzna­wa­ne za po­trzeb­ne do mo­men­tu osią­gnię­cia czy­stej i wol­nej od błą­ka­nia się mo­dli­twy w ser­cu. Kie­dy zaś dzię­ki upodo­ba­niu i ła­sce Pana na­sze­go Je­zu­sa Chry­stu­sa to osią­gniesz, to wte­dy po­rzu­cisz licz­ne i róż­no­rod­ne czyn­no­ści i bę­dziesz trwać ści­ślej, niż moż­na wy­po­wie­dzieć, zjed­no­czo­ny z je­dy­nym Pa­nem w czy­stej i wol­nej od błą­ka­nia się mo­dli­twie ser­ca, nie po­trze­bu­jąc tych uła­twień.

Je­śli za­tem pra­gniesz dzię­ki sa­me­mu dzia­ła­niu do­stą­pić ży­cia w Je­zu­sie Chry­stu­sie, to po­sta­raj się dojść do tego, żeby w każ­dym cza­sie, o każ­dej po­rze i przy każ­dym za­ję­ciu w czy­sty spo­sób i bez błą­ka­nia się mo­dlić się w ser­cu do Pana, abyś w taki spo­sób z wie­ku nie­mow­lę­ce­go mógł doj­rzeć do "czło­wie­ka do­sko­na­łe­go, do mia­ry wiel­ko­ści we­dług Peł­ni Chry­stu­sa" (Ef 4,13). Nie za­po­mi­naj przy tym, że kie­dy cza­sa­mi bę­dzie do cie­bie z wła­snej chę­ci przy­cho­dzić czy­sta mo­dli­twa, to pod żad­nym po­zo­rem nie po­wi­nie­neś jej nisz­czyć prze­pi­sa­ny­mi mo­dli­twa­mi ust­ny­mi. Jak uczy Fi­le­mon: "Czy w nocy, czy we dnie ze­chce Pan, byś po­czuł czy­stą i wol­ną od błą­ka­nia się mo­dli­twę, to po­zo­staw wów­czas swój ze­staw mo­dlitw i, ile tyl­ko mo­żesz, sta­raj się z ca­łej siły przy­lgnąć do Boga, a on oświe­ci two­je ser­ce du­cho­wym dzia­ła­niem".

Kie­dy zaś do­stą­pisz tego, że mo­dli­twa bę­dzie w twym ser­cu prze­by­wać bez opusz­cza­nia go, to wte­dy, jak mówi Iza­ak Sy­ryj­czyk, osią­gną­łeś kres wszyst­kich cnót i sta­łeś się miesz­ka­niem Du­cha Świę­te­go; wte­dy mo­dli­twa nie bę­dzie usta­wać, czy sie­dzisz, czy cho­dzisz, czy jesz, czy pi­jesz, czy co­kol­wiek in­ne­go czy­nisz. Na­wet w głę­bo­kim śnie miłe wo­nie mo­dli­twy będą wzno­sić się z ser­ca bez wy­sił­ku, a je­śli na­wet mo­dli­twa za­milk­nie we śnie, to we wnę­trzu bę­dzie za­wsze w ukry­ciu peł­nić świę­tą służ­bę, nie prze­ry­wa­jąc bie­gu.

B. Zbiór drugi

1) Roz­dzia­ły He­zy­chiu­sza z Je­ro­zo­li­my, ka­pła­na2

1) Uwa­ga jest to nie­prze­ry­wa­ne żad­ny­mi my­śla­mi milczenie ser­ca, w któ­rym ono za­wsze, bez prze­rwy i nie­ustan­nie Chry­stu­sem Je­zu­sem, Sy­nem Bo­żym i Bo­giem, i tyl­ko Nim sa­mym od­dy­cha, Jego przy­zy­wa, z Nim męż­nie sta­je do wal­ki z wro­ga­mi i Jemu, ma­ją­ce­mu wła­dzę od­rzu­ca­nia grze­chów, spo­wia­da się ze swo­ich prze­wi­nień (rozdz. 5).

2) Czuj­ność jest to twar­de tkwie­nie i trwa­nie umy­słu u drzwi ser­ca, tak że wi­dzi pod­cho­dze­nie ob­cych my­śli, tych zło­dziei i ra­bu­siów, sły­szy, co mó­wią i czy­nią ci nisz­czy­cie­le oraz jaki ob­raz kre­ślą i przed­sta­wia­ją de­mo­ny, pró­bu­jąc za jego po­mo­cą wcią­gnąć umysł w złu­dę i go oma­mić. Je­śli bę­dzie­my tru­dzić się, by po­ko­nać te ich dzia­ła­nia, to uka­żą nam ono ja­sno sztu­kę wal­ki umy­sło­wej (rozdz. 6).

3) Spo­so­by osią­ga­nia czuj­no­ści: pierw­szy to bez­u­stan­ne szu­ka­nie złu­dy lub pod­stę­pu; dru­gi - cią­głe utrzy­my­wa­nie ser­ca w głę­bo­kim mil­cze­niu i wol­no­ści od wszel­kich my­śli oraz mo­dli­twa; trze­ci - nie­ustan­ne po­kor­ne wzy­wa­nie na po­moc Pana Je­zu­sa Chry­stu­sa; czwar­ty - za­cho­wy­wa­nie w du­szy nie­ustan­nej pa­mię­ci o śmier­ci; pią­ty, naj­sku­tecz­niej­szy ze wszyst­kich - spo­glą­da­nie tyl­ko ku nie­bu, w ni­czym nie ce­niąc zie­mi (rozdz. 14-18).

4) Ten, kto wal­czy w swym wnę­trzu, w każ­dej chwi­li po­trze­bu­je na­stę­pu­ją­cych czte­rech dzia­łań: po­ko­ry, naj­więk­szej uwa­gi, prze­ciw­sta­wia­nia się my­ślom oraz mo­dli­twy. Po­ko­ry - żeby pod­czas bi­twy z prze­ciw­ni­ka­mi, pysz­ny­mi de­mo­na­mi, za­wsze mieć w po­bli­żu ser­ca po­moc Chry­stu­so­wą, po­nie­waż Pan nie­na­wi­dzi pysz­nych. Uwa­gi - żeby za­wsze utrzy­my­wać ser­ce opróż­nio­ne z wszel­kich my­śli, choć­by na­wet wy­da­wa­ły się do­bry­mi. Prze­ciw­sta­wia­nia się - żeby, kie­dy tyl­ko ostrym wzro­kiem umy­słu poj­mie, kto przy­szedł, na­tych­miast z gnie­wem prze­ciw­sta­wić się złe­mu zgod­nie ze sło­wa­mi: "i dam od­po­wiedź tym, któ­rzy mnie znie­wa­ża­ją - du­sza moja spo­czy­wa tyl­ko w Bogu" (Ps 119,42; 62,2). Mo­dli­twy - aby po prze­ciw­sta­wie­niu się na­tych­miast z głę­bi ser­ca wo­łać ku Chry­stu­so­wi "w bła­ga­niach, któ­rych nie moż­na wy­ra­zić sło­wa­mi" (Rz 8,26). I wte­dy sam wal­czą­cy zo­ba­czy, jak na imię Je­zu­sa, przed któ­rym zgi­na się wszel­kie ko­la­no, wróg ze swą złu­dą się roz­wie­je jak proch na wie­trze czy znik­nie jak dym (rozdz. 20).

5) Kto nie ma mo­dli­twy wol­nej od my­śli, ten nie ma orę­ża do bi­twy, tej mo­dli­twy - mó­wię - któ­ra by nie­ustan­nie dzia­ła­ła w naj­głęb­szych taj­niach du­szy i przy­zy­wa­niem Pana Je­zu­sa Chry­stu­sa chło­sta­ła i pa­li­ła wal­czą­ce­go skry­cie wro­ga (rozdz. 21).

6) Po­wi­nie­neś ostrym i wy­tę­żo­nym spoj­rze­niem umy­słu spo­glą­dać do wnę­trza, by roz­po­zna­wać wcho­dzą­cych. Kie­dy tyl­ko roz­po­znasz, na­tych­miast prze­ciw­nym sło­wem zmiażdż gło­wę węża, i ra­zem z tym bła­ga­niem wo­łaj ku Chry­stu­so­wi. A otrzy­masz wte­dy do­świad­cze­nie nie­wi­dzial­nej Bo­skiej obro­ny (rozdz. 22).

7) Je­śli z po­kor­ną my­ślą, pa­mię­ta­jąc o śmier­ci, upo­ka­rza­jąc się, prze­ciw­sta­wia­jąc się my­ślom i przy­zy­wa­jąc Je­zu­sa Chry­stu­sa, za­wsze prze­by­wasz w swym sercu i z tym orę­żem co­dzien­nie po­dą­żasz dro­gą umy­słu - cia­sną, ale ra­do­sną i peł­ną po­cie­szeń, to doj­dziesz do świę­tych kon­tem­pla­cji i zo­sta­niesz oświe­co­ny przez Chry­stu­sa po­zna­niem głę­bo­kich ta­jem­nic, "w Nim zaś wszyst­kie skar­by mą­dro­ści i wie­dzy są ukry­te" (Kol 2,3). Po­nie­waż w Chry­stu­sie Je­zu­sie od­czu­jesz, że w two­ją du­szę zstą­pił Duch Świę­ty, za spra­wą któ­re­go czło­wiek otrzy­mu­je oświe­ce­nie, "by z od­sło­nię­tą twa­rzą wpa­try­wać się w ja­sność Pań­ską" (rozdz. 29) (2 Kor 3,18).

8) "Dia­beł jak lew ry­czą­cy krą­ży" ze swy­mi za­stę­pa­mi, "szu­ka­jąc, kogo po­żreć" (1 P 5,8). Niech za­tem ni­g­dy nie usta­je w nas uwa­ga ser­ca, czuj­ność, prze­ciw­sta­wia­nie się my­ślom oraz mo­dli­twa do Chry­stu­sa Je­zu­sa, Boga na­sze­go. Lep­szej bo­wiem po­mo­cy od Je­zu­so­wej nie znaj­dziesz przez całe ży­cie, po­nie­waż tyl­ko On, je­dy­ny Pan, jako Bóg zna za­sadz­ki, obej­ścia i pod­stę­py de­mo­nów (rozdz. 39).

9) Jak wi­dzial­na sól osła­dza chleb i każ­de po­ży­wie­nie, chro­ni mię­so od gni­cia i za­cho­wu­je na dłu­go w do­brym sta­nie, tak poj­muj też umy­sło­we strze­że­nie roz­ko­szy umy­sło­wej i god­ne­go po­dzi­wu dzia­ła­nia w ser­cu. Po­nie­waż rów­nież ono w Boży spo­sób osła­dza za­rów­no we­wnętrz­ne­go, jak i ze­wnętrz­ne­go czło­wie­ka, prze­pę­dza smród złych my­śli i utrzy­mu­je nas w sta­ło­ści ku do­bre­mu (rozdz. 87).

10) W ja­kiej mie­rze czuj­nie słu­chasz umy­słu, w ta­kiej też bę­dziesz z go­rą­cym pra­gnie­niem mo­dlić się do Je­zu­sa; i w ja­kiej mie­rze nie­dba­le pil­nu­jesz umy­słu, w ta­kiej też od­da­lisz się od Je­zu­sa. I jak to pierw­sze moc­no oświe­ca at­mos­fe­rę umy­słu, tak to ostat­nie, tzn. uni­ka­nie czuj­no­ści oraz słod­kie­go przy­zy­wa­nia Je­zu­sa, za­zwy­czaj cał­kiem ją za­ciem­nia (rozdz. 90).

11) Nie­ustan­ne przy­zy­wa­nie Je­zu­sa z go­rą­cym pra­gnie­niem, peł­nym roz­ko­szy i ra­do­ści, spra­wia, że at­mos­fe­ra ser­ca dzię­ki naj­więk­szej uwa­dze na­peł­nia się przy­jem­ną ci­szą. Na­to­miast spraw­cą cał­ko­wi­te­go oczysz­cze­nia ser­ca jest Je­zus Chry­stus, Syn Boży i Bóg, Spraw­ca i Stwór­ca wszel­kie­go do­bra. Po­nie­waż On sam mówi: "Ja, Pan, czy­nię to wszyst­ko" (Iz 45,7) (rozdz. 91).

12) Z nie­ustan­ne­go pa­mię­ta­nia i przy­zy­wa­nia Pana na­sze­go Je­zu­sa Chry­stu­sa ro­dzi się pe­wien stan Boży, je­śli tyl­ko nie bę­dzie­my za­nie­dby­wać cią­głej umy­sło­wej mo­dli­twy do Nie­go i nie­ustan­ne­go czu­wa­nia, jako je­dy­nej nie­ustę­pli­wie ko­niecz­nej pra­cy. I na­praw­dę za­wsze po­win­ni­śmy mieć jed­ną i w ten sam spo­sób do­ko­ny­wa­ną pra­cę - przy­zy­wa­nie Je­zu­sa Chry­stu­sa, Pana na­sze­go; z go­rą­cym ser­cem wo­łając do Nie­go, aby po­zwo­lił nam do sie­bie przy­stą­pić i kosz­to­wać Jego imie­nia. Czę­ste wy­ko­ny­wa­nie jest bo­wiem mat­ką wpra­wy, tak w od­nie­sie­niu do cnót, jak i wad; a po­tem rzą­dzi już na­wyk, jak rów­nież na­tu­ra. Kie­dy umysł doj­dzie do ta­kie­go sta­nu, wte­dy sam już wy­szu­ku­je swo­ich prze­ciw­ni­ków, jak pies my­śliw­ski za­ją­ca w krza­kach; ale ten szu­ka go po to, by go po­żreć, tam­ten - aby zwy­cię­żyć i ro­ze­gnać (rozdz. 97).

13) Wiel­ce do­świad­czo­ny w tych spra­wach wiel­ki Da­wid mówi do Pana: "Pa­no­wa­nie moje dla Cie­bie za­cho­wam" (Ps 58,10). Tak więc za­cho­wa­nie w nas pa­no­wa­nia nad ser­cem i mil­cze­niem umy­słu, z któ­re­go ro­dzą się wszyst­kie cno­ty, za­le­ży od po­mo­cy Pana, któ­ry dał nam przy­ka­za­nia i od­pę­dza od nas, je­śli nie­ustan­nie Go wzy­wa­my, nie­wła­ści­wą nie­pa­mięć, któ­ra naj­bar­dziej nisz­czy mil­cze­nie ser­ca, jak woda ogień. Dla­te­go nie po­zwa­laj wsku­tek za­nie­dba­nia, by na two­ją zgu­bę ogar­niał cię sen, lecz chło­staj prze­ciw­ni­ków imie­niem Je­zu­sa. To naj­słod­sze imię niech przy­lgnie do twe­go od­de­chu, a wte­dy po­znasz po­ży­tek pły­ną­cy z mil­cze­nia (rozdz. 100).

14) Kie­dy, nie­god­ni, do­stą­pi­my z lę­kiem i bo­jaź­nią udzia­łu w Bo­skich, prze­czy­stych Ta­jem­ni­cach Chry­stu­sa Boga i na­sze­go Kró­la, wte­dy naj­bar­dziej uwi­docz­ni się na­sza czuj­ność, strze­że­nie umy­słu i su­ro­wa uwa­ga, a ten Bo­ski ogień, tzn. cia­ło i krew Pana na­sze­go Je­zu­sa Chry­stu­sa, po­chło­nie na­sze grze­chy oraz małe i duże zma­zy. Kie­dy bo­wiem wcho­dzi On w nas, na­tych­miast prze­pę­dza z ser­ca złe du­chy zło­ści i od­pusz­cza nam uprzed­nie grze­chy; a umysł nasz uwal­nia się wte­dy od nie­spo­koj­ne­go drę­cze­nia przez złe my­śli. Je­śli po­tem, sto­jąc u drzwi ser­ca, bę­dziesz sta­ran­nie strzegł umy­słu, to kie­dy zno­wu bę­dziesz przy­stę­po­wać do świę­tych Ta­jem­nic, cia­ło Boże bę­dzie co­raz moc­niej oświe­cać nasz umysł i czy­nić go świe­cą­cym jak gwiaz­da (rozdz. 101).

15) Na­le­ży ogrom­nie gor­li­wie trosz­czyć się o strze­że­nie tego, co dro­go­cen­ne; na­praw­dę zaś dro­go­cen­ne jest dla nas tyl­ko to, co za­cho­wu­je nas od wszel­kie­go zła, za­rów­no zmy­sło­we­go, jak i umy­sło­we­go. Na tym wła­śnie po­le­ga strze­że­nie umy­słu z przy­zy­wa­niem Je­zu­sa Chry­stu­sa - żeby za­wsze spo­glą­dać w głę­bię ser­ca i nie­ustan­nie mil­czeć w umy­śle, a na­wet, że tak po­wiem - by sta­rać się być wol­nym tak­że od my­śli, któ­re wy­da­ją się pra­we, oraz od wszel­kich w ogó­le my­śli, aby nie ukry­li się pod nimi zło­dzie­je (rozdz. 103).

16) Na­le­ży za­wsze ob­ra­cać w prze­strze­ni na­sze­go ser­ca imię Je­zu­sa Chry­stu­sa, jak bły­ska­wi­ca wi­ru­je w po­wie­trzu przed desz­czem. Do­brze wie­dzą o tym lu­dzie do­świad­cze­ni du­cho­wo w wal­ce we­wnętrz­nej. Tę we­wnętrz­ną bi­twę na­le­ży to­czyć tak samo, jak się pro­wa­dzi zwy­czaj­ną woj­nę. Pierw­sza rzecz to uwa­ga; póź­niej, kie­dy za­uwa­ży­my zbli­ża­nie się wro­giej my­śli, rzu­ci­my na nią z gnie­wem z ser­ca sło­wa klą­twy; trze­cią po­tem spra­wą jest po­mo­dlić się prze­ciw­ko niej, kie­ru­jąc ser­ce ku przy­zy­wa­niu Je­zu­sa Chry­stu­sa, żeby ta de­mo­nicz­na zja­wa roz­wia­ła się na­tych­miast, tak aby w prze­ciw­nym ra­zie umysł nie po­szedł za tą złu­dą jak dziec­ko za­uro­czo­ne przez ja­kie­goś bie­głe­go sztuk­mi­strza (rozdz. 105).

17) Z mil­cze­nia pły­nie dla umy­słu ten god­ny po­dzi­wu owoc, że w nim grze­chy ude­rza­ją­ce z po­cząt­ku w umysł tyl­ko my­śla­mi po to, by w ra­zie przy­ję­cia przez ser­ce stać się po­tem cięż­ki­mi grze­cha­mi zmy­sło­wy­mi, zo­sta­ją wszyst­kie od­rzu­co­ne przez umy­sło­wą cno­tę czuj­no­ści w na­szym we­wnętrz­nym czło­wie­ku, któ­ra nie po­zwa­la im wcho­dzić do wnę­trza i sta­wać się zły­mi uczyn­ka­mi, dzię­ki we­zwa­niu i obro­nie na­sze­go Pana Je­zu­sa Chry­stu­sa (rozdz. 111).

18) Jak do­li­ny ob­fi­cie ro­dzą psze­ni­cę, tak mo­dli­twa Je­zu­so­wa ob­fi­cie zro­dzi w two­im ser­cu wszel­kie do­bro; czy le­piej mó­wiąc, udzie­li ci tego sam Pan nasz Je­zus Chry­stus, bez któ­re­go nic nie mo­że­my uczy­nić. Z po­cząt­ku od­kry­jesz, że jest ona dra­bi­ną, po­tem - książ­ką, w któ­rej bę­dziesz czy­tać, a w koń­cu, co­raz da­lej po­stę­pu­jąc, zo­ba­czysz, że jest nie­bie­ską Je­ro­zo­li­mą, mia­stem Kró­la za­stę­pów ze współ­istot­nym Mu Oj­cem i Du­chem Świę­tym, przed któ­rym zgi­na się wszel­kie ko­la­no (rozdz. 117).

19) Du­sza, gdy wzle­ci po śmier­ci na prze­stwo­rza ku bra­mie nie­bie­skiej, rów­nież tam nie do­zna wsty­du od swo­ich wro­gów, gdyż bę­dzie mia­ła przy so­bie Chry­stu­sa, lecz za­rów­no wów­czas, jak i te­raz od­waż­nie od­po­wie im w bra­mie. Za­tem aż do sa­me­go opusz­cze­nia cia­ła niech nie nu­dzi się we dnie i w nocy wo­łać do Pana Je­zu­sa Chry­stu­sa, Syna Bo­że­go; a On pręd­ko weź­mie ją w obro­nę zgod­nie ze szcze­rą Bożą obiet­ni­cą, któ­rą wy­rzekł w przy­po­wie­ści o nie­spra­wie­dli­wym sę­dzi: "Po­wia­dam wam, że pręd­ko weź­mie ich w obro­nę" (Łk 18,8), za­rów­no w obec­nym ży­ciu, jak i po wyj­ściu z cia­ła (rozdz. 149).

20) Je­śli za­cho­wu­jąc już uwa­gę umy­słu, do czuj­no­ści do­łą­czy­my po­ko­rę, a do prze­ciw­sta­wia­nia się mo­dli­twę, to bę­dzie­my po­myśl­nie kro­czyć dro­gą umy­słu ze świę­tym imie­niem Je­zu­sa Chry­stu­sa, przed któ­rym zgi­na się wszel­kie ko­la­no, jak ze świe­cą­cą lam­pą. Je­śli zaś bę­dzie­my li­czyć tyl­ko na wła­sną czuj­ność czy uwa­gę, to szyb­ko na­ra­zi­my się na na­pad wro­gów, zo­sta­nie­my po­wa­le­ni i upad­nie­my. A wte­dy wszę­dzie za­czną nas po­ko­ny­wać naj­bar­dziej pod­stęp­ni wro­go­wie knu­ją­cy zło, a my bę­dzie­my co­raz moc­niej omo­ty­wa­ni zły­mi pra­gnie­nia­mi, jak sie­cia­mi, lub też ła­two na­ra­zi­my się na cał­ko­wi­te uni­ce­stwie­nie przez nich, nie ma­jąc w so­bie zwy­cię­skie­go mie­cza, imie­nia Je­zu­sa Chry­stu­sa. Po­nie­waż tyl­ko ten po­świę­co­ny miecz, nie­ustan­nie skie­ro­wa­ny w ser­ce opróż­nio­ne ze wszel­kich ob­ra­zów, po­tra­fi je od­wra­cać, sie­kać, pa­lić i po­że­rać, jak ogień sło­mę (rozdz. 152).

21) Dzie­ło nie­ustan­nej czuj­no­ści, po­ży­tecz­ne dla du­szy i wiel­ce owoc­ne, po­le­ga na na­tych­mia­sto­wym do­strze­ga­niu po­wsta­ją­cych w umy­śle złud­nych my­śli. Dzie­ło sprze­ci­wia­nia się - na po­tę­pia­niu i za­wsty­dza­niu my­śli pró­bu­ją­cej do­stać się do at­mos­fe­ry na­sze­go umy­słu za po­mo­cą wy­obra­że­nia ja­kie­goś zmy­sło­we­go przed­mio­tu. Tym zaś, co na­tych­miast li­kwi­du­je i roz­pra­sza każ­dy za­mysł prze­ciw­ni­ków, każ­de sło­wo, każ­dą złu­dę, każ­de­go boż­ka i każ­dy słup zło­ści, jest przy­zy­wa­nie Pana. I sami wi­dzi­my w umy­śle, jak po­tęż­nie razi ich Je­zus, nasz wiel­ki Bóg, i jak bro­ni nas po­kor­nych, ubo­gich i do ni­cze­go nie zdat­nych (rozdz. 153).

22) Nie prze­pły­nie wie­le mil sta­tek bez wody, a strze­że­nie umy­słu nie po­stą­pi ani tro­chę bez czuj­no­ści z po­ko­rą i cią­głą mo­dli­twą Je­zu­so­wo-Chry­stu­so­wą (rozdz. 168).

23) Dzię­ki nie­ustan­nej mo­dli­twie umy­sło­wej at­mos­fe­ra w nas oczysz­cza się z mrocz­nych ob­ło­ków i wia­trów du­chów zło­ści. Kie­dy zaś at­mos­fe­ra ser­ca jest czy­sta, to już nic nie prze­szka­dza w nim ja­śnieć Bo­skie­mu świa­tłu Je­zu­so­we­mu, je­śli tyl­ko nie wznie­sie­my się próż­no­ścią i zwąt­pie­niem, i nie wzbi­je­my się do rze­czy nie­osią­gal­nych, wsku­tek cze­go zo­sta­nie­my po­zba­wie­ni po­mo­cy Je­zu­sa. Chry­stus, bę­dą­cy wzo­rem po­ko­ry, wszyst­kie­go tego bo­wiem nie­na­wi­dzi (rozdz. 175).

24) Po­dob­nie jak nie da się pi­sać li­ter w po­wie­trzu, lecz trze­ba je ryć ryl­cem na ja­kiejś twar­dej po­wierzch­ni, żeby mo­gły na dłu­go się za­cho­wać, tak też z wy­tę­żo­ną czuj­no­ścią mu­si­my łą­czyć mo­dli­twę Je­zu­so­wą, aby pięk­na cno­ta czuj­no­ści ra­zem z Nim prze­by­wa­ła w nas cała i przez Nie­go na wie­ki trwa­ła w nas nie­od­łącz­nie (rozdz. 183).

25) Strze­że­nie umy­słu, do­ko­ny­wa­ne z Bożą po­mo­cą i dla sa­me­go Boga, kie­dy już usta­li się w du­szy, do­star­cza umy­sło­wi mą­dro­ści po­zwa­la­ją­cej po­znać wy­sił­ki asce­tycz­ne miłe Bogu; a tego, kto je po­sia­da, wy­po­sa­ża tak­że w nie­ma­łą zdol­ność wy­ko­ny­wa­nia ze­wnętrz­nych uczyn­ków i słów we­dług Boga, z nie­na­gan­nym osą­dem (rozdz. 194).

26) Za­praw­dę bło­go­sła­wio­ny jest ten, kto tak przy­lgnął my­ślą do mo­dli­twy Je­zu­so­wej, wo­ła­jąc do Nie­go nie­ustan­nie w ser­cu, jak po­wie­trze przy­le­ga do na­szych ciał czy pło­mień do świe­cy. Słoń­ce, wę­dru­jąc nad zie­mią, spra­wia, że wsta­je dzień, a świę­te i czci­god­ne imię Pana Je­zu­sa, nie­ustan­nie świe­cąc w du­szy, ro­dzi nie­zli­czo­ną ilość sło­necz­nych my­śli (rozdz. 196).

27) Kie­dy roz­wie­ją się chmu­ry, at­mos­fe­ra sta­je się czy­sta; a kie­dy słoń­ce praw­dy, Je­zus Chry­stus, roz­wie­wa złu­dy na­mięt­no­ści, wte­dy zwy­kle w ser­cu ro­dzą się świe­tli­ste i gwieź­dzi­ste my­śli dzię­ki oświe­ce­niu przez Je­zu­sa at­mos­fe­ry ser­ca (rozdz. 197).

2) Roz­dzia­ły Fi­lo­te­usza Sy­naj­skie­go

1) Ten, kto po­dej­mu­je po­boż­ne uczyn­ki, po­wi­nien tak mó­wić i tak do tego dą­żyć umy­słem, by za­cho­wy­wać w ser­cu do­sko­na­łą pa­mięć o Bogu jak ja­kąś per­łę czy ka­mień dro­go­cen­ny. Na­le­ży wszyst­ko opu­ścić, na­wet cia­ło, i mieć w po­gar­dzie to obec­ne ży­cie, żeby Boga je­dy­ne­go na­być w ser­cu (rozdz. 1).

2) Od rana na­le­ży męż­nie i nie­ustę­pli­wie stać u drzwi ser­ca, z moc­ną pa­mię­cią o Bogu i nie­ustan­ną mo­dli­twą Je­zu­so­wo-Chry­stu­so­wą w du­szy, i tą stra­żą umy­słu za­bi­jać wszel­kich grzesz­ni­ków zie­mi, tzn. wier­ną, usil­ną i po­ry­wa­ją­cą wzwyż pa­mię­cią o Bogu rą­bać, ze wzglę­du na Pana, gło­wy moc­nych oraz za­cząt­ki my­śli wsz­czy­na­ją­cych bi­twę (rozdz. 2).

3) Czuj­ność słusz­nie na­zy­wa­na jest drogą, po­nie­waż pro­wa­dzi do kró­le­stwa - za­rów­no tego, któ­re jest we­wnątrz nas, jak i przy­szłe­go - a tak­że umy­sło­wym warsz­ta­tem (du­cho­wą pra­cow­nią), po­nie­waż wy­kań­cza i wy­bie­la (po­le­ru­je) oby­cza­je du­cho­we, a to, co pod­da­ne na­mięt­no­ściom, prze­mie­nia w wol­ne od nich. Jest też po­dob­na do świe­tli­ste­go okien­ka, przez któ­re prze­ni­ka Bóg, by uka­zać się umy­sło­wi (rozdz. 3).

4) Gdzie jest po­ko­ra, pa­mięć o Bogu po­łą­czo­na z czuj­no­ścią i uwa­gą, jak rów­nież czę­sta mo­dli­twa wy­mie­rzo­na we wro­gów, tam jest miej­sce Boga, czy­li nie­bo ser­ca, w któ­rym za­stę­py dia­bel­skie boją się prze­by­wać, po­nie­waż w tym miej­scu miesz­ka Bóg (rozdz. 4).

5) Pierw­sze drzwi wpro­wa­dza­ją­ce do umy­sło­wej Je­ro­zo­li­my, do uwa­gi umy­słu, sta­no­wi ro­zum­ne mil­cze­nie ust, choć umysł jesz­cze nie za­cho­wu­je mil­cze­nia; dru­gie - mia­ro­wa wstrze­mięź­li­wość w po­kar­mie, na­po­ju i śnie; trze­cie - nie­ustan­na, oczysz­cza­ją­ca umysł i cia­ło pa­mięć oraz roz­my­śla­nie o śmier­ci (rozdz. 6).

6) Słod­ka pa­mięć o Bogu, tzn. Je­zu­sie Chry­stu­sie, z gnie­wem ser­ca i zba­wien­ną nie­przy­jaź­nią (wo­bec wszyst­kie­go, co grzesz­ne), uni­ce­stwia za­zwy­czaj wszel­kie uro­ki rzu­ca­ne przez my­śli, róż­ne pod­szep­ty, sło­wa i złu­dy, wsty­dli­we wy­obra­że­nia i, krót­ko mó­wiąc, wszyst­ko, w co się uzbra­ja i z czym zu­chwa­le wy­stę­pu­je nisz­czy­ciel­ski wróg, pra­gną­cy po­żreć na­sze du­sze. Je­zus, kie­dy zo­sta­nie we­zwa­ny, wszyst­ko ła­two spa­la. Al­bo­wiem w ni­kim in­nym nie ma dla nas zba­wie­nia, poza Chry­stu­sem Je­zu­sem. Po­wie­dział to rów­nież sam Zba­wi­ciel: "Beze Mnie nic nie mo­że­cie uczy­nić" (J 15,5) (rozdz. 22).

7) W każ­dej go­dzi­nie i w każ­dej chwi­li bę­dzie­my wszel­kim spo­so­bem strzec swe­go ser­ca przed my­śla­mi za­ciem­nia­ją­cy­mi du­cho­we zwier­cia­dło, w któ­rym po­wi­nien od­bi­jać się i ja­śnieć sam Je­zus Chry­stus, bę­dą­cy mą­dro­ścią i mocą Boga Ojca. Bę­dzie­my nie­ustan­nie szu­kać we wnę­trzu ser­ca kró­le­stwa nie­biań­skie­go i z pew­no­ścią w ta­jem­ny spo­sób od­naj­dzie­my w so­bie sa­mych i ziar­no, i per­ły, i kwas, i wszyst­ko inne, je­śli tyl­ko oczy­ści­my oko umy­słu. Z tego sa­me­go po­wo­du nasz Pan Je­zus Chry­stus po­wie­dział: "Kró­le­stwo Boże w was jest" (Łk 17,21), ro­zu­mie­jąc przez to prze­by­wa­nie Bó­stwa we wnę­trzu ser­ca (rozdz. 23).

8) Pro­wa­dząc wal­kę we­wnętrz­ną, po­stę­puj tak: z czuj­no­ścią łącz mo­dli­twę, bo czuj­ność bę­dzie umac­niać mo­dli­twę, a mo­dli­twa - czuj­ność. Czuj­ność, nie­ustan­nie pil­nu­jąc wszyst­kie­go, co jest we­wnątrz, spo­strze­ga, kie­dy wro­go­wie pró­bu­ją tam wejść, za­gra­dza im na mia­rę swo­ich sił wej­ście i przy­zy­wa jed­no­cze­śnie na po­moc Pana Je­zu­sa Chry­stu­sa, aby wy­pę­dził tych złych wo­jow­ni­ków. W tym sa­mym cza­sie uwa­ga za­gra­dza im wej­ście za po­mo­cą prze­ciw­sta­wia­nia się, a przy­zy­wa­ny Je­zus prze­pę­dza de­mo­ny z ich złu­da­mi (rozdz. 25).

9) Z naj­więk­szym na­tę­że­niem uwa­gi ob­ser­wuj swój umysł. Kie­dy tyl­ko za­uwa­żysz wro­gą myśl, na­tych­miast się jej sprze­ciw, a jed­no­cze­śnie po­śpiesz we­zwać Chry­stu­sa Pana na po­moc. Naj­słod­szy zaś Je­zus, kie­dy bę­dziesz mó­wić, po­wie: "Je­stem z tobą, żeby cię bro­nić". Jed­nak tak­że póź­niej, kie­dy po two­jej mo­dli­twie wszy­scy wro­go­wie zo­sta­ną po­skro­mie­ni, na­dal pil­nie ob­ser­wuj umysł. Fale my­śli, licz­niej­sze od po­przed­nich, na nowo jed­na za dru­gą rzu­ca­ją się na cie­bie, tak że du­sza z ich po­wo­du już jak gdy­by po­grą­ża się w ot­chła­ni i go­to­wa jest zgi­nąć. Ale Je­zus, obu­dzo­ny przez uczniów, znów jako Bóg za­bra­nia dzia­łać złym wia­trom my­śli i cich­ną. Ty zaś, kie­dy uzy­skasz wol­ność od nie­przy­ja­ciel­skich na­pa­dów - na go­dzi­nę czy mi­nu­tę - od­daj chwa­łę Temu, któ­ry cię wy­ba­wił, i za­nurz się w my­śle­niu o śmier­ci (rozdz. 26).

10) Z całą uwa­gą ser­ca w czu­ciu du­cho­wym bę­dziesz od­by­wać swą dro­gę. Uwa­ga i mo­dli­twa, co­dzien­nie łą­czo­ne ze sobą, sta­ją się czymś na kształt ogni­ste­go wozu Elia­sza, wy­no­szą­ce­go na nie­bie­skie wy­ży­ny tego, kto ich do­stę­pu­je. Lecz cóż ja mó­wię? U tego, kto na­był sta­łość w czuj­no­ści, czy­ste ser­ce sta­je się nie­bem umy­sło­wym, ma­ją­cym słoń­ce, księ­życ i gwiaz­dy, sta­je się na­czy­niem nie­po­miesz­czo­ne­go Boga w ta­jem­nym wi­dze­niu i wstę­po­wa­niu (za­chwy­cie umy­słu) (rozdz. 27).

3) Roz­dzia­ły Teo­lep­to­sa Me­tro­po­li­ty (Do­bro­to­lu­bi­je cz. 2, k. 44-50)

1) Za­chód słoń­ca wy­wo­łu­je noc; a kie­dy Chry­stus opusz­cza du­szę, wów­czas obej­mu­je ją mrok na­mięt­no­ści, a dzi­kie zwie­rzę­ta my­śli za­czy­na­ją­ją szar­pać. Wscho­dzi cie­le­sne słoń­ce - i dzi­kie zwie­rzę­ta cho­wa­ją się do swo­ich ja­skiń. Chry­stus za­czy­na ja­śnieć na skle­pie­niu mo­dlą­ce­go się umy­słu - i każ­dy zwy­czaj tego świa­ta od­cho­dzi, a umysł wy­cho­dzi zaj­mo­wać się swo­ją pra­cą, tzn. na­uką Bożą, aż do wie­czo­ra (kar­ta 45v).

2) Po­wstrzy­muj się od ze­wnętrz­nych roz­mów i walcz z we­wnętrz­ny­mi my­śla­mi, do­pó­ki nie znaj­dziesz miej­sca czy­stej mo­dli­twy oraz domu, w któ­rym za­miesz­ku­je Chry­stus, oświe­ca­ją­cy cię i ra­du­ją­cy po­zna­niem sie­bie i swy­mi od­wie­dzi­na­mi (tam­że).

3) Ślad nóg na śnie­gu albo top­nie­je od słoń­ca, któ­re za­czę­ło świe­cić, albo zo­sta­je znisz­czo­ny są­czą­cą się wodą; rów­nież wspo­mnie­nia, wy­ry­te w my­śli przez po­żą­dli­we uczyn­ki, nisz­czy Chry­stus, któ­ry za­ja­śniał w ser­cu na sku­tek mo­dli­twy i desz­czu łez skru­szo­nych (kar­ta 46).

4) Czę­ste mo­dli­twy, po­dej­mo­wa­ne w my­ślach z go­rą­cą czu­ło­ścią, ście­ra­ją wspo­mnie­nia o tym, co było wcze­śniej. Oświe­ce­nie du­szy dzię­ki pa­mię­ta­niu o Bogu, ra­zem z wia­rą i skru­chą ser­ca, po­chła­nia­ją jak brzy­twa nie­do­bre wspo­mnie­nia (tam­że).

5) Kie­dy już od­dzie­lisz się od rze­czy ze­wnętrz­nych, spró­buj wejść da­lej w naj­głęb­szą war­tow­nię (wie­żę straż­ni­czą) du­szy, bę­dą­cą do­mem Chry­stu­so­wym, w któ­rym za­wsze obec­ny jest po­kój, ra­dość i ci­sza. Słoń­ce umy­słu, Chry­stus, wy­dzie­la z sie­bie te dary jak­by pro­mie­nie i jak­by w na­gro­dę udzie­la ich du­szy przyj­mu­ją­cej Go z wia­rą i umi­ło­wa­niem do­bra (kar­ta 46v).

6) Prze­by­wa­jąc w swo­jej sa­mot­no­ści, pa­mię­taj o Bogu, od­ry­wa­jąc umysł od wszyst­kie­go i kie­ru­jąc go do sa­me­go Boga; wy­le­waj przed Nim całe uspo­so­bie­nie ser­ca i przy­lgnij do Nie­go mi­ło­ścią. Pa­mięć o Bogu jest to oglą­da­nie umy­słem Boga, przy­cią­ga­ją­ce­go wzrok i pra­gnie­nie umy­słu oraz oświe­tla­ją­ce­go go wy­pły­wa­ją­cym z Nie­go świa­tłem. Umysł, zwra­ca­jąc się ku Bogu, kie­dy już uwol­ni się od wszel­kich ob­ra­zo­wych przed­sta­wień ist­nie­ją­cych rze­czy, oglą­da Boga bez udzia­łu wi­dze­nia (tam­że).

7) Mo­dli­twa jest to umy­sło­wa roz­mo­wa z Pa­nem, wy­po­wia­da­ją­ca mo­dli­tew­ne sło­wa przy jed­no­cze­snym skie­ro­wa­niu umy­słu do Boga. Kie­dy myśl czę­sto wy­po­wia­da imię Pana, a umysł ja­sno sku­pia uwa­gę na wzy­wa­niu Bo­że­go imie­nia, wte­dy świa­tło po­zna­nia Boga, jak ja­sny ob­łok, ocie­nia całą du­szę (tam­że).

8) Wierz mi - mó­wię ci praw­dę - że je­śli przy każ­dej czyn­no­ści bę­dziesz miał przy so­bie nie­od­łącz­ną mat­kę wszel­kie­go do­bra - mo­dli­twę, to ona się nie zdrzem­nie, do­pó­ki nie uka­że ci owe­go pa­ła­cu, nie wpro­wa­dzi cię do jego wnę­trza i nie na­peł­ni cię nie­wy­sło­wio­ną chwa­łą i we­se­lem. Ona usu­wa wszel­kie prze­szko­dy, wy­rów­nu­je dro­gę cno­ty i czy­ni ją wy­god­ną dla po­szu­ku­ją­ce­go (kar­ta 48).

9) Kro­cząc dro­gą umy­sło­wą, od­czy­tuj sło­wa mo­dli­twy i roz­ma­wiaj z Pa­nem, usta­wicz­nie śpie­wa­jąc i nie upa­da­jąc na du­chu, nie­ustę­pli­wie się mo­dląc i na­śla­du­jąc nie­ustę­pli­wość tej wdo­wy, któ­ra ubła­ga­ła nie­li­to­ści­we­go sę­dzie­go. Wów­czas bę­dzie to zna­czyć, że po­stę­pu­jesz na spo­sób du­cho­wy, nie słu­chasz po­żą­dań cie­le­snych i nie prze­ry­wasz my­śla­mi o świe­cie nie­ustan­nej mo­dli­twy, lecz sta­jesz się świą­ty­nią Bożą, w któ­rej w mil­cze­niu wy­sła­wia­ny jest Bóg. Tak mo­dląc się w my­ślach, do­stą­pisz w koń­cu osią­gnię­cia nie­ustan­nej pa­mię­ci o Bogu, wej­ścia w nie­do­stęp­ne taj­nie umy­słu, oglą­da­nia rze­czy nie­wi­dzial­nych w ta­jem­nych kon­tem­pla­cjach, słu­żąc sam je­den w sa­mot­no­ści je­dy­ne­mu Bogu, w zro­zu­mia­łych tyl­ko dla cie­bie wy­le­wach mi­ło­ści (kar­ta 48v).

4) Mak­sy­my Bar­sa­nu­fiu­sza Wiel­kie­go i Jana3

1) Na sku­tek przy­zy­wa­nia imie­nia Bo­że­go słab­ną wro­go­wie. Wie­dząc o tym, nie za­prze­sta­waj­my przy­zy­wać na po­moc imie­nia Bo­że­go. Jest to mo­dli­twa, a Pi­smo mówi: "Nie­ustan­nie się mó­dl­cie" (1 Tes 5,17) (odp[owiedź] 422).

2) Pa­mię­taj, że Bóg jest znaw­cą serc i pa­trzy na ser­ce, i wzy­waj Go w swo­im ser­cu. Po­wie­dzia­no to rów­nież w Pi­śmie: "Za­mknij drzwi i módl się do Ojca twe­go, któ­ry jest w ukry­ciu" (Mt 6,6). Za­mknij­my więc usta i mó­dl­my się do Nie­go w ser­cu, po­nie­waż ten, kto za­my­ka usta i przy­zy­wa Boga czy mo­dli się do Nie­go w ser­cu, wy­peł­nia nada­ne przy­ka­za­nie (odp. 427).

3) Trud twe­go ser­ca po­wi­nien po­le­gać na tym, żeby nie­ustan­nie mo­dlić się do Boga. Je­śli pra­gniesz w tym osią­gać po­stę­py, za­cznij, po czym szu­kaj, nie le­niąc się, z na­dzie­ją, a Bóg po­bło­go­sła­wi cię po­wo­dze­niem (odp. 26).

4) Nie­ustan­ne przy­zy­wa­nie imie­nia Bo­że­go jest le­kar­stwem za­bi­ja­ją­cym nie tyl­ko na­mięt­no­ści, lecz tak­że samo ich dzia­ła­nie. Jak le­karz znaj­du­je od­po­wied­nie le­kar­stwo czy pla­ster na ranę cier­pią­ce­go, i one dzia­ła­ją, pod­czas gdy cho­ry na­wet nie wie, jak to się dzie­je, tak samo imię Boże, kie­dy się go przy­zy­wa, za­bi­ja wszyst­kie na­mięt­no­ści, choć nie wie­my, jak to się do­ko­nu­je (odp. 421).

5) Pan po­wie­dział: "Pro­ście, a bę­dzie wam dane" (Łk 11,9). Módl się do Wszech­do­bre­go Boga, aby po­słał do cie­bie Du­cha Świę­te­go Po­cie­szy­cie­la, a przyj­dzie, na­uczy cię wszyst­kie­go i od­sło­ni przed tobą wszyst­kie ta­jem­ni­ce. Weź go so­bie za przewod­ni­ka. On nie do­pu­ści ułu­dy czy roz­pro­sze­nia w ser­cu, nie po­zwo­li na za­nie­dba­nie, roz­le­ni­wie­nie czy drze­ma­nie w my­ślach; oświe­ci oczy, umoc­ni ser­ce, wznie­sie umysł. Do Nie­go przy­lgnij, Jemu wierz, Jego mi­łuj (odp. 136).

6) Kie­dy widzisz, że chy­tre wy­my­sły wro­ga prze­szka­dza­ją ci się mo­dlić, to nie po­dej­muj z nimi dys­ku­sji, lecz po­sta­raj się we­zwać imie­nia Bo­że­go, a Bóg ci po­mo­że i usu­nie sztucz­ki wro­gów (odp. 424).

7) Do­sko­na­ła mo­dli­twa po­le­ga na tym, żeby roz­ma­wiać z Bo­giem bez roz­pra­sza­nia my­śli, sku­pia­jąc ra­zem wszyst­kie my­śli i uczu­cia. Czło­wiek wcho­dzi w taki stan, kie­dy umrze dla wszyst­kich lu­dzi, dla świa­ta i dla wszyst­kie­go, co się w nim znaj­du­je. Taki czło­wiek pod­czas mo­dli­twy ni­cze­go nie ma w my­ślach oprócz tego, że przy­stę­pu­je do Boga i z Nim roz­ma­wia (odp. 79).

C. Mowa bardzo pożyteczna o abbie Filemonie

1) Mó­wi­li o ab­bie Fi­le­mo­nie ere­mi­cie, że zamknął się w pew­nej gro­cie, po­ło­żo­nej nie­daleko klasz­to­ru zwa­ne­go klasz­to­rem Rzy­mian, i po­świę­cił się wal­ce asce­tycz­nej, po­wta­rza­jąc so­bie w my­ślach to samo, co we­dług prze­ka­zów mó­wił o so­bie Ar­se­niusz Wiel­ki: "Fi­le­mo­nie, po coś tu przy­szedł?". Prze­by­wał on w tej ja­ski­ni przez dość dłu­gi czas. Pra­co­wał, wią­żąc po­wro­zy i wy­pla­ta­jąc ko­szy­ki, któ­re od­da­wał eko­no­mo­wi, otrzy­mu­jąc od nie­go nie­wiel­kie chle­by, któ­ry­mi się ży­wił. Nie jadł ni­cze­go oprócz chle­ba z solą, i to nie co­dzien­nie. O cia­ło, jak wi­dać, wca­le się nie trosz­czył, lecz ćwi­cząc się w kon­tem­pla­cji, trwał w Bo­skim oświe­ce­niu, a ma­jąc dzię­ki temu nie­wy­sło­wio­ną zna­jo­mość rze­czy ukry­tych, trwał w du­cho­wym po­zna­niu. W so­bo­ty i nie­dzie­le cho­dził do ko­ścio­ła, za­wsze sam, po­grą­żo­ny w so­bie, i ni­ko­mu nie po­zwa­lał zbli­żać się do sie­bie, by nie od­ry­wać swe­go umy­słu od jego dzia­ła­nia. W ko­ście­le zaś stał w ką­cie, z twa­rzą spusz­czo­ną w dół, i wy­da­wał z sie­bie fon­tan­ny łez, za­cho­wu­jąc cią­głą ża­łość, a w umy­śle przy­wo­dząc na pa­mięć ser­ce oraz ob­ra­zy świę­tych oj­ców, zwłasz­cza Ar­se­niu­sza Wiel­kie­go, któ­re­go śla­da­mi sta­rał się też wszel­ki­mi spo­so­ba­mi kro­czyć.

2) Kie­dy w Alek­san­drii i jej oko­li­cach wy­bu­chła he­re­zja, od­da­lił się stam­tąd i udał się do klasz­to­ru Ni­ka­no­ra. Wiel­ce mi­łu­ją­cy Boga Pau­lin przy­jął go, od­dał mu swo­ją sa­mot­nię i za­pew­nił mu do­sko­na­łe mil­cze­nie. Przez cały rok nie po­zwo­lił ni­ko­mu się z nim wi­dzieć i sam ani tro­chę mu się nie na­przy­krzał, chy­ba że wów­czas, gdy do­star­czał po­trzeb­ny mu chleb. Na­sta­ła świę­ta nie­dzie­la Chry­stu­so­wa; kie­dy przy oka­zji spo­tka­nia wy­wią­za­ła się mię­dzy nimi roz­mo­wa i te­mat do­tknął ży­cia pu­stel­ni­cze­go, wte­dy Fi­le­mon zro­zu­miał, że rów­nież wiel­ce mi­łu­ją­cy Boga brat Pau­lin żywi pięk­ny za­miar (pro­wa­dze­nia ży­cia pu­stel­ni­cze­go), bo­ga­to wsie­wa w nie­go sło­wa mó­wią­ce o asce­zie - spi­sa­ne i nie spi­sa­ne, uka­zu­jąc we wszyst­kim, że bez do­sko­na­łej sa­mot­no­ści nie moż­na spodo­bać się Bogu, jak gdzieś roz­pra­wia tak­że Moj­żesz, oświe­co­ny przez Boga oj­ciec: "Mil­cze­nie ro­dzi wy­si­łek asce­tycz­ny, a wy­si­łek asce­tycz­ny ro­dzi płacz, płacz - strach, strach - po­ko­rę, po­ko­ra - przej­rze­nie, przej­rze­nie - mi­łość; mi­łość zaś czy­ni du­szę zdro­wą i wol­ną od na­mięt­no­ści, a wte­dy czło­wiek po­zna­je, że jest nie­da­le­ko od Boga".

3) On (Fi­le­mon) mó­wił mu: mu­sisz z po­mo­cą mil­cze­nia zu­peł­nie oczy­ścić umysł i dać mu nie­ustan­ną pra­cę du­cho­wą. Jak oko, zwra­ca­jąc się ku rze­czom do­strze­gal­nym, za­dzi­wia się tym, co uj­rza­ło, tak czy­sty umysł, kie­ru­jąc się ku temu, co do­stęp­ne my­ślo­wo, za­chwy­ca się tym, co moż­na kon­tem­plo­wać du­chem, tak że nie da się go na­wet ode­rwać od tego. I w ja­kim stop­niu za po­mo­cą mil­cze­nia oga­ła­ca się z na­mięt­no­ści i oczysz­cza, w ta­kim też do­stę­pu­je wie­dzy (owych rze­czy du­cho­wych). Do­sko­na­ło­ści zaś umysł do­stę­pu­je wte­dy, gdy skosz­tu­je praw­dzi­wej wie­dzy i zjed­no­cze­nia z Bo­giem. Wte­dy też, ma­jąc kró­lew­ską god­ność, nie czu­je już ubó­stwa i nie od­da­je się ni­skim pra­gnie­niom, choć­by mu pro­po­no­wa­no wszyst­kie kró­le­stwa. Tak więc je­śli chcesz osią­gnąć ta­kie do­bra, ucie­kaj bie­giem od świa­ta i z za­pa­łem po­dą­żaj dro­gą świę­tych, od­rzuć tro­skę o swój wy­gląd ze­wnętrz­ny, ubra­nie miej ubo­gie, a ozdo­by skrom­ne. Oby­cza­je za­cho­wuj pro­ste, mowę nie­wy­myśl­ną, chód po­kor­ny, głos szcze­ry. Po­lub ży­cie w ubó­stwie i lek­ce­wa­że­nie przez wszyst­kich. Naj­bar­dziej zaś troszcz się o strze­że­nie umy­słu i czuj­ność, za­cho­wuj cier­pli­wość we wszel­kich uci­skach i wszel­ki­mi spo­so­ba­mi chroń na­by­te już do­bra du­cho­we przed szko­dą i chwiej­no­ścią. Ob­ser­wuj sie­bie sta­ran­nie i nie wpusz­czaj ani jed­nej z po­ta­jem­nie skra­da­ją­cych się na­mięt­no­ści. Bo cho­ciaż mil­cze­nie po­skra­mia du­cho­we na­mięt­no­ści, to je­śli po­zwa­la­my, aby się roz­pa­li­ły i na­bra­ły ostro­ści, to zwy­kle jesz­cze bar­dziej się roz­ju­sza­ją i tych, któ­rzy na to przy­zwa­la­ją, z jesz­cze więk­szą siłą po­cią­ga­ją do grze­chu. Po­dob­nie cie­le­sne rany, je­śli są ob­cie­ra­ne i otwie­ra­ne, sta­ją się nie­moż­li­we do wy­le­cze­nia. Na­wet jed­no sło­wo może od­da­lić umysł od pa­mię­ci o Bogu, kie­dy de­mo­ny po­py­cha­ją do tego, a uczu­cia się z nimi zga­dza­ją. Wiel­ki to wy­si­łek asce­tycz­ny i lęk - strzec du­szy. Mu­sisz więc cał­kiem usu­nąć się ze świa­ta i ode­rwać du­szę od wszel­kie­go współ­czu­cia z cia­łem, po czym stać się bez­bron­nym, bez­dom­nym, nie­po­sia­da­ją­cym, nie­chci­wym, nie­po­żą­dli­wym, po­zba­wio­nym trosk, uni­ka­ją­cym to­wa­rzy­stwa, nie­zna­ją­cym się na spra­wach ludz­kich, po­kor­nym, współ­czu­ją­cym, do­brym, ła­god­nym, spo­koj­nym, go­to­wym przyj­mo­wać do ser­ca na­uki wie­dzy Bo­żej. Bo na­wet na wo­sku nie da się pi­sać, je­śli się uprzed­nio nie zma­że wy­ry­tych na nim li­ter, jak nas na­ucza Ba­zy­li Wiel­ki. Tacy byli licz­ni świę­ci, któ­rzy, od­da­la­jąc się cał­kiem od wszel­kich oby­cza­jów świa­to­wych i strze­gąc w so­bie nie­po­ru­szo­nej nie­biań­skiej mą­dro­ści, otrzy­ma­li oświe­ce­nie praw Bo­żych i ja­śnie­li po­boż­ny­mi uczyn­ka­mi i sło­wa­mi, "za­daw­szy śmierć temu, co przy­ziem­ne w człon­kach" (por. Kol 3,5) z po­mo­cą wstrze­mięź­li­wo­ści, bo­jaź­ni Bo­żej i mi­ło­ści. Al­bo­wiem dzię­ki nie­ustan­nej mo­dli­twie oraz po­ucze­niu co do pism Bo­żych umy­sło­we oczy ser­ca otwie­ra­ją się i oglą­da­ją Kró­la za­stę­pów, po­ja­wia się wiel­ka ra­dość, a w du­szy sil­nie roz­pa­la się nie­po­wstrzy­ma­ne pra­gnie­nie Boga; przy tym za­chwy­tu do­zna­je tak­że cia­ło, dzię­ki dzia­ła­niu Du­cha, i cały czło­wiek sta­je się du­cho­wy. Oto, cze­go do­stą­pią ci, któ­rzy za­cho­wu­ją bło­go­sła­wio­ne mil­cze­nie oraz su­row­sze ży­cie asce­tycz­ne, i któ­rzy od­su­nę­li się od wszel­kich po­ciech ludz­kich i nie­ustan­nie sami roz­ma­wia­ją z je­dy­nym Wład­cą, ist­nie­ją­cym na nie­bio­sach.

4) Po wy­słu­cha­niu tego ten pe­łen mi­ło­ści do Boga brat, zra­nio­ny w du­szy mi­ło­ścią Boga, opusz­cza swo­je miej­sce i ra­zem z nim (Fi­le­mo­nem) do­cie­ra do pu­stel­ni, gdzie szli dro­gą po­boż­no­ści naj­więk­si z oj­ców. Za­miesz­ka­li w klasz­to­rze św. Jana Ko­lo­bo­sa i po­wie­rzy­li tro­skę o sie­bie eko­no­mo­wi klasz­to­ru, gdyż pra­gnę­li trwać w mil­cze­niu. I prze­by­wa­li tam z ła­ski Bo­żej w zu­peł­nym mil­cze­niu, w so­bo­ty i nie­dzie­le wy­cho­dząc na wspól­ne ze­bra­nia w ko­ście­le, a po­zo­sta­łe dni spę­dza­jąc u sie­bie; a każ­dy z nich od­dziel­nie się mo­dlił i od­pra­wiał na­bo­żeń­stwa.

5) Świę­ty sta­rzec (Fi­le­mon) ta­kie od­pra­wiał na­bo­żeń­stwa: nocą od­śpie­wy­wał cały psał­terz i pie­śni (dzie­więć znaj­du­ją­cych się w psał­te­rzu), bez po­śpie­chu i nie­po­ko­ju, od­czy­ty­wał jed­ną pe­ry­ko­pę z Ewan­ge­lii, a po­tem sia­dał i sie­dział, mó­wiąc w so­bie: "Pa­nie, zmi­łuj się!" z całą uwa­gą i dość dłu­go, aż już nie mógł wzno­sić tego we­zwa­nia. W koń­cu zaś po­zwa­lał so­bie na przy­śnię­cie. Po­tem zno­wu o świ­cie śpie­wał pierw­szą go­dzi­nę, sia­dał na swo­im miej­scu twa­rzą ku wscho­do­wi i na prze­mian śpie­wał (psal­my) lub czy­tał, we­dług pra­gnie­nia, z (pism) apo­sto­ła oraz Ewan­ge­lii. Tak spę­dzał cały dzień nie­ustan­nie śpie­wa­jąc, mo­dląc się i roz­ko­szu­jąc kon­tem­pla­cją rze­czy nie­bie­skich; a umysł jego czę­sto był tak po­ry­wa­ny do kon­tem­pla­cji, że nie wie­dział, czy jesz­cze jest na zie­mi.

6) Brat, wi­dząc, że z tak wiel­ką gor­li­wo­ścią przy­kła­da się do od­pra­wia­nia mo­dlitw i cza­sem zu­peł­nie się zmie­nia wsku­tek my­śle­nia o Bogu, po­wie­dział do nie­go: "Czy nie jest ci trud­no, oj­cze, w ta­kiej sta­ro­ści tak się umar­twiać i ujarz­miać swe cia­ło?". A on mu od­po­wie­dział: "Uwierz mi, że Bóg wlał w moją du­szę taki za­pał i taką mi­łość do od­pra­wia­nia mo­dlitw, że nie je­stem w sta­nie w peł­ni za­spo­ko­ić jej dą­żeń; a nie­moc cie­le­sną po­ko­nu­je mi­łość do Boga i na­dzie­ja przy­szłych dóbr". I tak wszyst­kie jego pra­gnie­nia wzno­si­ły się w umy­sło­wy spo­sób do nie­bios, i to na­wet pod­czas spo­ży­wa­nia po­sił­ków, a nie tyl­ko o in­nych po­rach.

7) Pew­ne­go razu za­py­tał go pe­wien miesz­ka­ją­cy z nim brat: "Ja­kie są ta­jem­ni­ce kon­tem­pla­cji?". A on, wi­dząc jego nie­ustę­pli­wość i szcze­rość, z jaką pra­gnie po­ucze­nia, od­po­wie­dział mu: "Mó­wię ci, dziec­ko, że przed tym, kto ma cał­ko­wi­cie oczysz­czo­ny umysł, Bóg od­sła­nia wi­dze­nia naj­wyż­szych mocy i rzę­dów (aniel­skich)".

8) Za­py­tał go też: "Z ja­kie­go po­wo­du, oj­cze, naj­bar­dziej z ca­łe­go Bo­że­go Pi­sma roz­ko­szu­jesz się Psał­te­rzem, i cze­mu, kie­dy ci­cho śpie­wasz, wy­da­je się, jak­byś z kimś roz­ma­wiał?". Na to od­po­wie­dział: "Bóg tak wpo­ił w moją du­szę moc psal­mów, jak w sa­me­go pro­ro­ka Da­wi­da, i nie mogę ode­rwać się od roz­ko­szo­wa­nia się wszel­ki­mi, ukry­ty­mi w nich przed­mio­ta­mi kon­tem­pla­cji; gdyż obej­mu­ją one całe Boże Pi­smo". Wy­znał to z wiel­ką po­ko­rą dla po­żyt­ku za­da­ją­ce­go py­ta­nie i po dłu­gim, upo­rczy­wym bła­ga­niu.

9) Pe­wien brat o imie­niu Jan, któ­ry przy­był z oko­li­cy nad­mor­skiej, przy­szedł do tego świę­te­go i wiel­kie­go ojca Fi­le­mo­na, ob­jął go za nogi i po­wie­dział: "Co mam czy­nić, oj­cze, aby się zba­wić? Po­nie­waż umysł mój krą­ży i szy­bu­je tu i tam, gdzie nie na­le­ży". On po­mil­czał chwi­lę i po­wie­dział: "Ta cho­ro­ba (du­cho­wa) ce­chu­je lu­dzi ze­wnętrz­nych i w nich prze­by­wa. W to­bie też się znaj­du­je, bo nie osią­gną­łeś jesz­cze cał­ko­wi­cie mi­ło­ści do Boga, jesz­cze nie do­tar­ło do cie­bie cie­pło mi­ło­ści i po­zna­nia Go". Brat od­po­wie­dział: "Co za­tem mam czy­nić, oj­cze?" . Ten mu od­po­wie­dział: "Idź - za­cho­wuj ukry­te po­ucze­nie w swym ser­cu, a ono oczy­ści z tego umysł". Brat, nie ro­zu­mie­jąc tego, co to ozna­cza, po­wie­dział do star­ca: "A co to za ukry­te po­ucze­nie, oj­cze?". On mu od­po­wie­dział: "Idź, za­cho­wuj czuj­ność w ser­cu, a w umy­śle czuj­nie, z lę­kiem i bo­jaź­nią mów: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, zmi­łuj się nade mną!" Tak na­ucza po­cząt­ku­ją­cych rów­nież bło­go­sła­wio­ny Dia­doch".

10) Brat po­szedł, uspo­ko­ił się za przy­czy­ną Bożą dzię­ki mo­dli­twom ojca i zy­skał pew­ne po­cie­sze­nie dzię­ki temu po­ucze­niu. Ale póź­niej od­stą­pi­ło ono od nie­go i nie mógł już czuj­nie cią­gnąć tego dzia­ła­nia ani się mo­dlić. Dla­te­go zno­wu udał się do star­ca i po­wie­dział mu, co się sta­ło. Sta­rzec od­po­wie­dział: "Te­raz po­zna­łeś już dro­gę mil­cze­nia i dzia­ła­nia umy­sło­we­go, i skosz­to­wa­łeś pły­ną­cej z tego roz­ko­szy. Miej więc to za­wsze w ser­cu - czy jesz, czy pi­jesz, czy z kimś roz­ma­wiasz, czy je­steś w dro­dze czy sie­dzisz w celi, nie prze­sta­waj z czuj­ną my­ślą i wol­nym od błą­dze­nia umy­słem mo­dlić się tą mo­dli­twą, śpie­wać i roz­wa­żać mo­dli­twy i psal­my; a na­wet kie­dy za­ła­twiasz naj­ko­niecz­niej­sze po­trze­by, nie po­zwa­laj, by twój umysł po­zo­sta­wał próż­ny, lecz go przy­mu­szaj, aby w ukry­ciu roz­wa­żał i się mo­dlił. Tak bę­dziesz mógł po­jąć głę­bię Bo­że­go Pi­sma oraz ukry­tą w nim moc, a tak­że wpra­wić umysł w nie­ustan­ne dzia­ła­nie, wy­peł­nia­jąc sło­wo apo­sto­ła na­ka­zu­ją­ce: "Nie­ustan­nie się mó­dl­cie" (1 Tes 5,17). Ob­ser­wuj zaś sie­bie bacz­nie i czu­waj, aby two­je ser­ce nie przy­ję­ło złych my­śli, czy też ja­kichś próż­nych i nie­po­ży­tecz­nych, lecz niech two­je ser­ce za­wsze - kie­dy śpisz i kie­dy wsta­jesz, i kie­dy jesz, i kie­dy pi­jesz, i kie­dy pro­wa­dzisz roz­mo­wę - po­ta­jem­nie w my­ślach albo roz­wa­ża psal­my, albo się mo­dli: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, Synu Boży, zmi­łuj się nade mną!". Rów­nież kie­dy śpie­wasz psal­my przy uży­ciu ję­zy­ka, uwa­żaj, żeby nie mó­wić jed­nej rze­czy usta­mi, a wśród in­nych wę­dro­wać my­śla­mi".

11) Brat po­wie­dział mu jesz­cze: "W cza­sie snu wi­dzę wie­le próż­nych złud". Sta­rzec mu od­po­wie­dział: "Nie leń się i nie lę­kaj; lecz za­nim za­śniesz, od­mów wie­le mo­dlitw w ser­cu i nie po­zwa­laj, aby my­śli i ku­sze­nie dia­bła pro­wa­dzi­ły cię we­dług jego woli, a Bóg cię przyj­mie. Ile tyl­ko po­tra­fisz, troszcz się o to, by za­sy­piać z psal­ma­mi w ustach i po­ucze­niem w umy­śle, i w żad­nym ra­zie nie po­zwa­laj, aby twój umysł wsku­tek za­nie­dba­nia przyj­mo­wał obce my­śli; lecz roz­wa­ża­jąc te same my­śli, z któ­ry­mi się wcze­śniej mo­dli­łeś, po­łóż się do łóż­ka, aby tak­że we śnie prze­by­wa­ły w to­bie i roz­ma­wia­ły z tobą, kie­dy się obu­dzisz (por. Prz 6,22). Przed snem od­mów świę­ty sym­bol pra­wo­sław­nej wia­ry, gdyż wy­zna­wa­nie po­praw­nej wia­ry w Boga sta­no­wi źró­dło i straż wszel­kich dóbr".

12) Za­py­tał go jesz­cze brat: "Okaż mi mi­łość, oj­cze, i po­wiedz, ja­kie dzia­ła­nie trwa w two­im umy­śle? Na­ucz mnie, że­bym i ja się zba­wił". A on mu po­wie­dział: "Cze­mu je­steś tego cie­kaw?". Ten wstał, ob­jął świę­te­go za nogi i ca­łu­jąc je, bła­gał, aby mu to po­wie­dział. Sta­rzec po dość dłu­gim cza­sie od­po­wie­dział: "Nie mo­żesz jesz­cze tego znieść. Da­wa­nie każ­de­mu uczu­ciu od­po­wied­niej pra­cy jest wła­ści­we dla męża na­wy­kłe­go do prze­by­wa­nia w roz­ko­szach praw­dy i nie moż­na tego daru udzie­lać temu, kto nie jest jesz­cze cał­kiem wol­ny od próż­nych my­śli świa­to­wych. Dla­te­go je­śli na­praw­dę tego pra­gniesz, za­cho­wuj w czy­stym ser­cu ukry­tą na­ukę. Po­nie­waż je­śli nie­ustan­nie bę­dzie w to­bie trwać mo­dli­twa i roz­wa­ża­nie Pism, oczy two­jej du­szy się otwo­rzą i po­ja­wi się w niej wiel­ka ra­dość oraz pew­ne uczu­cie, nie­wy­sło­wio­ne i go­rą­ce, a dzię­ki Du­cho­wi roz­grze­wać się bę­dzie rów­nież cia­ło, tak że cały czło­wiek sta­nie się du­cho­wy. A za­tem je­śli w nocy czy we dnie ze­chce Bóg, byś bez roz­pro­szeń po­mo­dlił się czy­stym umy­słem, po­zo­staw wów­czas swój ze­staw mo­dlitw i ile tyl­ko mo­żesz, sta­raj się z ca­łej siły przy­lgnąć do Boga. A on oświe­ci two­je ser­ce w pod­ję­tym przez cie­bie dzia­ła­niu du­cho­wym".

I do­dał: "Kie­dyś przy­szedł do mnie pe­wien sta­rzec i kie­dy ja za­py­ta­łem go o uspo­so­bie­nie jego umy­słu, po­wie­dział mi: "Przez dwa lata trwa­łem w mo­dli­twie przed Bo­giem, z ca­łe­go ser­ca bła­ga­łem Go gor­li­wie, by mi udzie­lił tego, aby nie­ustan­nie i bez roz­pro­szeń od­ci­ska­ła się w moim ser­cu mo­dli­twa, któ­rą prze­ka­zał swym uczniom, a nie­zmier­nie szczo­dry Pan, wi­dząc mój wy­si­łek i cier­pli­wość, dał mi to, o co pro­si­łem"".

I mó­wił mu jesz­cze to: my­śli o rze­czach próż­nych, po­ja­wia­ją­ce się w du­szy, są do­le­gli­wo­ścią du­szy próż­nia­czej i spo­czy­wa­ją­cej w za­nie­dba­niu; dla­cze­go mu­si­my, zgod­nie z Pi­smem, wszel­ki­mi spo­so­ba­mi strzec swe­go umy­słu, ro­zum­nie śpie­wać bez roz­pro­szeń i mo­dlić się czy­stym umy­słem. Tak więc, bra­cie, Bóg chce, aby­śmy uka­zy­wa­li Mu swój za­pał, po pierw­sze uczyn­ka­mi (asce­zą i czy­nie­niem do­bra), po wtó­re zaś mi­ło­ścią i nie­ustan­ną mo­dli­twą - a On da nam dro­gę zba­wie­nia. Jest zaś oczy­wi­ste, że nie ma in­nej dro­gi pro­wa­dzą­cej ku nie­bu oprócz do­sko­na­łe­go od­da­le­nia się od wszel­kie­go zła, po­żą­da­nia wszel­kie­go do­bra, do­sko­na­łej mi­ło­ści ku Bogu oraz prze­by­wa­nia z Nim w świę­to­ści i praw­dzie, tak że je­śli ktoś bę­dzie to po­sia­dał, to szyb­ko wznie­sie się do nie­biań­skiej po­sta­ci. Lecz przy tym każ­dy, kto pra­gnie się wznieść na wy­so­kość, musi ko­niecz­nie "za­dać śmierć temu, co przy­ziem­ne w jego człon­kach" (por. Kol 3,5). Po­nie­waż, kie­dy na­sza du­sza za­cznie się roz­ko­szo­wać kon­tem­pla­cją praw­dzi­we­go do­bra, to już nie wra­ca do żad­nej z na­mięt­no­ści po­bu­dza­nych grzesz­ną przy­jem­no­ścią, ale od­wró­ci się od wszel­kiej cie­le­snej po­żą­dli­wo­ści i czy­stą i nie­zma­za­ną my­ślą przyj­mie wi­dze­nie Boga. Tak więc po­trze­ba nam ogrom­nej stra­ży nad sobą, wie­lu cie­le­snych wy­sił­ków i oczysz­cze­nia du­szy, a wpro­wa­dzi­my Boga w na­sze ser­ca, aby na­dal bez­grzesz­nie wy­peł­niać Jego bo­skie przy­ka­za­nia i żeby On sam uczył nas ści­śle prze­strze­gać Jego praw, spusz­cza­jąc na nas, jak sło­necz­ne pro­mie­nie, swo­je od­dzia­ły­wa­nia, wla­ną w nas ła­skę Du­cha. Wy­sił­ka­mi i po­ku­sa­mi po­win­ni­śmy oczy­ścić ob­raz, na wzór któ­re­go zo­sta­li­śmy stwo­rze­ni jako ro­zum­ni i zdol­ni przyj­mo­wać każ­de zro­zu­mie­nie i upodob­nie­nie się do Boga, ma­jąc uczu­cia czy­ste od wszel­kiej zma­zy dzię­ki prze­ta­pia­niu ich jak­by w pie­cu po­kus i uzy­sku­jąc dzię­ki tej prze­mia­nie kró­lew­ską god­ność. Bóg tak­że isto­tę ludz­ką stwo­rzył w taki spo­sób, że do­stę­pu­je wszel­kie­go do­bra, może kon­tem­plo­wać w umy­śle ra­do­wa­nie się anio­łów, chwał, pa­no­wań, mocy, zwierzch­no­ści, wła­dze, świa­tłość nie­do­stęp­ną, chwa­łę roz­świe­tlo­ną. Ale kie­dy po­stą­pisz w ja­kiejś cno­cie, uwa­żaj, żeby się nie wy­wyż­szać w my­śli nad bra­tem, dla­te­go że ty się w niej po­pra­wi­łeś, a on nie zdo­łał, gdyż jest to po­czą­tek py­chy. Kie­dy wal­czysz z ja­kąś na­mięt­no­ścią, nie trap się i nie lę­kaj, że bi­twa jest upo­rczy­wa; ale po­wstań, rzuć się przed ob­li­cze Boże i z ca­łe­go ser­ca mów z pro­ro­kiem: "Wy­stąp, Pa­nie, prze­ciw tym, co wal­czą ze mną" (Ps 35,1), gdyż je­stem bez­sil­ny wo­bec nich. A On, wi­dząc twą po­ko­rę, szyb­ko przy­bę­dzie ci na po­moc. Kie­dy je­steś z kimś w dro­dze, nie po­dej­muj bez­u­ży­tecz­nej roz­mo­wy, lecz zaj­muj umysł du­cho­wym dzia­ła­niem, któ­re wcze­śniej w nim było, żeby trwał w tym do­brym przy­zwy­cza­je­niu i za­po­mnie­niu świa­to­wych przy­jem­no­ści, i nie opusz­czał przy­sta­ni bez­na­mięt­no­ści.

Te i wie­le in­nych słów po­wie­dział sta­rzec bra­tu, po czym go po­że­gnał.

13) Jed­nak po krót­kim cza­sie brat po­now­nie przy­szedł i za­czy­na­jąc roz­mo­wę, za­py­tał: "Co mam czy­nić, oj­cze? Pod­czas noc­nych na­bo­żeństw cią­ży mi sen i nie po­zwa­la mi się w czuj­no­ści mo­dlić i czu­wać jak naj­wię­cej; i mam ocho­tę wziąć do ręki pra­cę, kie­dy śpie­wam". Na to sta­rzec po­wie­dział: "Kie­dy mo­żesz się mo­dlić w czuj­no­ści, nie bierz się za pra­cę ręcz­ną; lecz kie­dy obej­mu­je cię sen­ność, wte­dy wy­stąp prze­ciw tej my­śli, od­rzuć ją i zaj­mij się pra­cą ręcz­ną". Ten zno­wu za­py­tał: "A to­bie sa­me­mu, oj­cze, nie cią­ży sen pod­czas od­pra­wia­nia mo­dlitw?". Sta­rzec po­wie­dział: "Nie jest to tak lek­kie, ale kie­dy na­pa­da mnie cza­sem sen­ność, po­ru­szam się tro­chę i za­czy­nam czy­tać od po­cząt­ku Ewan­ge­lię we­dług Jana, wzno­sząc ku Bogu oko umy­słu - i sen­ność na­tych­miast zni­ka. Po­dob­nie po­stę­pu­ję w sto­sun­ku do my­śli, a mia­no­wi­cie kie­dy przyj­dzie ja­kaś z nich, przyj­mu­ję ją jak ogień - łza­mi, i zni­ka. Ty jesz­cze nie mo­żesz się tak zbro­ić prze­ciw­ko nim; ale moc­niej za­cho­wuj ukry­tą na­ukę i sta­raj się gor­li­wie od­pra­wiać usta­lo­ne przez świę­tych oj­ców za­rów­no dzien­ne mo­dli­twy ust­ne (mia­no­wi­cie go­dzi­ny: trze­cią, szó­stą, dzie­wią­tą i wie­czor­ną), jak i noc­ne na­bo­żeń­stwa. I ze wszel­kich sił sta­raj się ni­cze­go nie czy­nić tak, by się lu­dziom po­do­bać, oraz wy­strze­gaj się wro­go­ści wo­bec któ­re­go­kol­wiek z bra­ci, aby nie od­da­lić się od swe­go Boga. Sta­raj się rów­nież strzec swo­je­go umy­słu, by był wol­ny od roz­pro­szeń i z wiel­ką gor­li­wo­ścią uwa­żał na my­śli we­wnętrz­ne. Kie­dy je­steś w ko­ście­le i masz za­miar przy­stą­pić do świę­tych Chry­stu­so­wych Ta­jem­nic, nie wy­chodź z nie­go, aż nie osią­gniesz do­sko­na­łe­go po­ko­ju. Kie­dy sta­niesz w jed­nym miej­scu, nie ru­szaj się stam­tąd aż do wyj­ścia z ko­ścio­ła; a we wnę­trzu za­cho­wuj myśl, że znaj­du­jesz się w nie­bie i ze świę­ty­mi anio­ła­mi przy­stę­pu­jesz do Boga, ma­jąc przy­jąć Go do swe­go ser­ca; przy­go­to­wuj się zaś do tego z lę­kiem i bo­jaź­nią, abyś nie przy­stę­po­wał nie­god­nie do świę­tych za­stę­pów".

Po do­brym umoc­nie­niu bra­ta w ten spo­sób i po­le­ce­niu go Panu oraz Du­cho­wi Jego ła­ski (por. Dz 20,32), sta­rzec go po­że­gnał.

14) Oprócz tego opo­wia­dał mi jesz­cze miesz­ka­ją­cy z nim brat to, co na­stę­pu­je: "Sie­dząc pew­ne­go razu koło nie­go, za­py­ta­łem go, czy był ku­szo­ny ata­ka­mi de­mo­nicz­ny­mi, kie­dy żył na pu­sty­ni. On zaś po­wie­dział: "Prze­bacz, bra­cie - je­śli Bóg po­zwo­li, aby przy­szły na cie­bie po­ku­sy dia­bel­skie, ja­kim ja by­łem pod­da­ny, to nie są­dzę, abyś mógł znieść ich go­rycz. Mam sie­dem­dzie­sią­ty rok, czy na­wet wię­cej, wie­le zno­si­łem po­kus, ży­jąc w róż­nych pu­stel­niach w zu­peł­nym mil­cze­niu, a cze­go do­świad­czy­łem i wy­cier­pia­łem od tych de­mo­nów, to o go­ry­czy tego nie jest do­brze opo­wia­dać tym, któ­rzy jesz­cze nie wy­pró­bo­wa­li się w mil­cze­niu. W ta­kich po­ku­sach za­wsze po­stę­po­wa­łem tak: po­kła­da­łem całą moją uf­ność w Bogu, któ­re­mu skła­da­łem też ofia­ry wy­rze­cze­nia, i szyb­ko wy­ba­wiał mnie od wszel­kiej bie­dy. Dla­te­go, bra­cie, nie czy­nię już te­raz żad­ne­go za­my­słu co do sie­bie; ale wie­dząc, że On trosz­czy się o mnie, bar­dzo ła­two zno­szę po­ku­sy, ja­kie na mnie na­cho­dzą. I tyl­ko to jed­no Mu od sie­bie przy­no­szę, żeby nie­ustan­nie się mo­dlić. Nie­ma­ło po­ma­ga przy tym i ta uf­ność, że im więk­sze na­pa­da­ją bóle i nie­szczę­ścia, tym więk­sze szy­ku­ją one ko­ro­ny dla cier­pią­ce­go - po­nie­waż u spra­wie­dli­we­go Sę­dzie­go jed­ne i dru­gie rów­no­wa­żą się wza­jem­nie. Wie­dząc to, bra­cie, nie pod­da­waj się bo­jaź­li­wo­ści. Wstą­pi­łeś w śro­dek bi­twy, żeby wal­czyć, to walcz, do­da­jąc so­bie du­cha rów­nież tym, że tych, któ­rzy za nas wal­czą z wro­giem Bo­żym, jest bar­dzo wie­lu, wię­cej niż za­stę­pów nie­przy­ja­ciel­skich. A zresz­tą jak by­śmy mo­gli się ośmie­lać sta­wać prze­ciw­ko tak strasz­ne­mu prze­ciw­ni­ko­wi na­sze­go ro­dza­ju, gdy­by nie obej­mo­wa­ła nas, nie ota­cza­ła i nie okry­wa­ła po­tęż­na pra­wi­ca Boga Sło­wa? Jak mo­gła­by wy­trzy­mać isto­ta ludz­ka jego ata­ki? Bo jak mówi Hiob: 'Czy od­chy­li kto brzeg pan­ce­rza i po­dej­dzie z po­dwój­nym wę­dzi­dłem? Z ust mu pło­mie­nie bu­cha­ją, sy­pią się iskry ogni­ste. Dym wy­do­by­wa się z noz­drzy, jak z ko­tła peł­ne­go wrząt­ku. Od­de­chem roz­pa­la wę­gle, z pasz­czy try­ska mu ogień. W szyi się kry­je jego po­tę­ga, przed nim ska­cząc bie­gnie prze­strach. Ser­ce ma twar­de jak ska­ła, jak dol­ny ka­mień młyń­ski. Głę­bię wód wzbu­rzy jak ko­cioł, na wrzą­tek ją zdo­ła prze­mie­nić. Każ­de moc­ne zwie­rzę się lęka jego, kró­la wszyst­kich stwo­rzeń' (Hi 41,5.11-14.16.23.26) [w BT tłum. inne w sto­sun­ku do cer­kiew­ne­go]. Oto, prze­ciw­ko komu to­czy­my bi­twę, bra­cie! Oto jak wiel­kie oka­za­ło się sło­wo tego ty­ra­na! Jed­nak prze­cież przy tym wszyst­kim zwy­cię­stwo nad nim sta­je się ła­twe dla tych, któ­rzy, jak trze­ba, pro­wa­dzą ży­cie sa­mot­ni­cze, po­nie­waż nie ma w nich ni­cze­go, co do nie­go na­le­ży, gdyż wy­rze­kli się świa­ta; dzię­ki ich wy­so­kim cno­tom oraz temu, że mamy ko­goś, kto za nami stoi w wal­ce. Któż bo­wiem - po­wiedz mi - kto przy­stą­pił do Pana i przy­jął do umy­słu Jego bo­jaźń, nie prze­mie­nił się w swo­jej isto­cie i nie oświe­cił się Bo­ski­mi pra­wa­mi i uczyn­ka­mi, nie uczy­nił swej du­szy ja­sną i zdol­ną ja­śnieć Bo­skim poj­mo­wa­niem i my­śla­mi? Ni­g­dy zaś nie po­zwa­la jej być próż­ną, ma­jąc w so­bie Boga, któ­ry po­bu­dza umysł, aby nie­na­sy­ce­nie dą­żył ku świa­tłu. A du­szy, któ­ra bez­u­stan­nie pod­le­ga ta­kie­mu od­dzia­ły­wa­niu, duch nie po­zwa­la roz­ko­szo­wać się na­mięt­no­ścia­mi; lecz jak ja­kiś król, dy­sząc strasz­nym gnie­wem i gro­zą, okrut­nie je po­rą­bie. Taki już ni­g­dy się nie cofa, lecz prak­ty­ko­wa­niem (cnót) wraz z wzno­sze­niem rąk ku nie­bu i mo­dli­twą umy­sło­wą od­no­si zwy­cię­stwo w wal­ce"".

15) Opo­wia­dał jesz­cze ten brat, że oprócz in­nych cnót miał abba Fi­le­mon rów­nież taką: "Nie mógł znieść słu­cha­nia bez­u­ży­tecz­nych słów i je­śli kto się za­po­mniał i opo­wia­dał coś, co nie od­no­si­ło się do po­żyt­ku du­cho­we­go, nie od­po­wia­dał na to wca­le. A gdy się od­da­la­łem w ja­kiej­kol­wiek spra­wie, nie py­tał: "Po co się od­da­lasz?". Kie­dy zaś wra­ca­łem, nie mó­wił: "Gdzie by­łeś?" czy "Co i jak ro­bi­łeś?". Pew­ne­go razu po­pły­ną­łem do Alek­san­drii za­ła­twić ko­niecz­ną po­trze­bę, a stam­tąd w pew­nej ko­ściel­nej spra­wie uda­łem się do Kon­stan­ty­no­po­la, nie da­jąc o tym znać słu­dze Bo­że­mu; po­tem zaś, po spę­dze­niu tam dość dłu­gie­go cza­su i od­wie­dze­niu tam­tej­szych po­boż­nych bra­ci, po­wró­ci­łem w koń­cu do nie­go do pu­stel­ni. Sta­rzec ucie­szył się na mój wi­dok, przy­wi­tał się zwy­czaj­nie, od­mó­wił mo­dli­twę i usiadł; ale zu­peł­nie o nic mnie nie spy­tał, lecz miał umysł za­ję­ty jego zwy­czaj­nym dzia­ła­niem".

16) "Kie­dyś, pra­gnąc go wy­pró­bo­wać, przez kil­ka dni nie da­wa­łem mu chle­ba do je­dze­nia. On zaś ani nie po­pro­sił o chleb, ani nic na to nie po­wie­dział. Wte­dy po­kło­ni­łem się mu i spy­ta­łem: "Okaż mi mi­łość, oj­cze, i po­wiedz, czy nie ob­ra­zi­łeś się, że nie przy­no­si­łem ci zgod­nie ze zwy­cza­jem je­dze­nia?". A on od­po­wie­dział: "Prze­bacz, bra­cie! Je­śli przez dwa­dzie­ścia dni nie dasz mi chle­ba do je­dze­nia, nie po­pro­szę cię o nie­go; bo do­pó­ki wy­trzy­mu­ję to w du­szy, wy­trzy­mu­ję też w cie­le". Tak był za­ję­ty kon­tem­pla­cją praw­dzi­we­go do­bra".

17) I mó­wił: "Od chwi­li, gdy przy­sze­dłem do pu­stel­ni, nie po­zwa­la­łem umy­sło­wi opusz­czać mu­rów celi; lecz tak­że do umy­słu nie wpusz­cza­łem żad­nej in­nej my­śli poza bo­jaź­nią Bożą i przy­szłym są­dem, za­cho­wu­jąc w pa­mię­ci gro­żą­cy grzesz­nym sąd i ogień wiecz­ny, i nie­prze­bra­ną ciem­ność, i to, jak żyją du­sze grzesz­ni­ków i spra­wie­dli­wych, ja­kie do­bra przy­go­to­wa­ne są dla spra­wie­dli­wych i jak każ­dy otrzy­mu­je po pra­cy swo­ją na­gro­dę: je­den za tru­dy asce­zy, dru­gi - za jał­muż­nę i mi­łość nie­obłud­ną, inny za brak chci­wo­ści i peł­ne mil­cze­nie, ten za naj­więk­sze po­słu­szeń­stwo, a tam­ten za piel­grzy­mo­wa­nie. Wszyst­ko to za­cho­wu­jąc w my­śli, nie po­zwa­lam dzia­łać we mnie żad­nej in­nej my­śli i nie mogę już prze­by­wać z ludź­mi ani zaj­mo­wać nimi swe­go umy­słu, żeby nie od­da­lić się od my­śli Bo­żych".

18) Do tego do­łą­czył opo­wieść o pew­nym ere­mi­cie, mó­wiąc, że osią­gnął już na­wet bez­na­mięt­ność i z ręki anio­ła przyj­mo­wał chleb do je­dze­nia, ale wsku­tek roz­le­ni­wie­nia (osła­bie­nia uwa­gi) po­zba­wił się tego za­szczy­tu. Bo kie­dy du­sza osła­bi ba­daw­czą i na­tę­żo­ną uwa­gę umy­słu, wte­dy ogar­nie ją noc. Tam, gdzie nie świe­ci Bóg, wszyst­ko się roz­pły­wa jak­by w mro­ku i du­sza nie może wte­dy oglą­dać je­dy­ne­go Boga i lę­kać się Jego słów. "Czy je­stem Bo­giem z bli­ska - wy­rocz­nia Pana - a z da­le­ka nie je­stem Bo­giem? Czy może się czło­wiek ukryć w za­ka­mar­kach, tak bym go nie wi­dział? - wy­rocz­nia Pana. Czy nie wy­peł­niam nie­ba i zie­mi?" (Jr 23,23-24). I o wie­lu in­nych, któ­rzy po­nie­śli po­dob­ną szko­dę, wspo­mi­nał. Przy­to­czył też upa­dek Sa­lo­mo­na, któ­ry - jak mó­wił - otrzy­mał taką mą­drość i tak był sła­wio­ny przez wszyst­kich, bo jak ju­trzen­ka rano wscho­dzą­ca oświe­cał wszyst­kich świa­tłem swej mą­dro­ści, a z po­wo­du ma­łej przy­jem­no­ści utra­cił taką chwa­łę. Tak strasz­ne jest po­bła­ża­nie roz­le­ni­wie­niu. Trze­ba więc nie­ustan­nie się mo­dlić, aby nas ja­kaś inna myśl nie na­szła i nie odłą­czy­ła nas od Boga, i żeby za­miast Nie­go nie do­sta­ło się do na­sze­go umy­słu coś in­ne­go. Je­dy­nie czy­ste ser­ce, któ­re sta­ło się na­czy­niem Du­cha Świę­te­go, czę­sto oglą­da w so­bie, jak w zwier­cia­dle, sa­me­go Boga wszyst­kich rze­czy.

19) "Sły­sząc to - mówi miesz­ka­ją­cy z abbą Fi­le­mo­nem brat - i pa­trząc na jego uczyn­ki, zro­zu­mia­łem, że w nim cał­kiem już prze­sta­ły dzia­łać cie­le­sne na­mięt­no­ści i że jest gor­li­wym mi­ło­śni­kiem wszel­kiej do­sko­na­ło­ści, tak że za­wsze oglą­da, jak prze­mie­nia go Bo­ski Duch (z chwa­ły w chwa­łę) i jak wzdy­cha bła­ga­nia­mi, któ­rych nie moż­na wy­ra­zić sło­wa­mi (por. Rz 8,26), jak kie­ru­je się ku so­bie i ob­ser­wu­je sa­me­go sie­bie (czy też trzy­ma się rów­no, jak na wa­dze) oraz po­dej­mu­je wszel­kie wy­sił­ki asce­tycz­ne, tak aby nic nie prze­do­sta­ło się z ze­wnątrz i nie wzbu­rzy­ło czy­sto­ści jego umy­słu ani żeby żad­na zma­za skry­cie go nie za­ata­ko­wa­ła. Wi­dząc to - mó­wił - i po­bu­dza­ny jego gor­li­wo­ścią do po­dob­ne­go spo­so­bu ży­cia, zwra­ca­łem się do nie­go z go­rą­cą proś­bą, mó­wiąc: "Jak mógł­bym osią­gnąć czy­stość umy­słu po­dob­ną do two­jej?". On zaś od­po­wia­dał: "Idź - sta­raj się, bo do tego po­trze­ba wy­sił­ku i zno­ju ser­ca. Do­bra du­cho­we, war­te gor­li­we­go po­szu­ki­wa­nia i wy­sił­ku, nie przy­pad­ną nam w udzia­le, je­śli bę­dzie­my le­żeć na łóż­ku i spać. Rów­nież ziem­skie do­bra ni­ko­mu nie przy­pa­da­ją w udzia­le bez pra­cy. Ten, kto pra­gnie osią­gnąć po­wo­dze­nie, musi przede wszyst­kim ode­rwać się od swych pra­gnień oraz osią­gnąć nie­ustan­ny płacz i brak chci­wo­ści, nie zwra­ca­jąc uwa­gi na cu­dze prze­wi­nie­nia, lecz tyl­ko swo­je, i tyl­ko one opła­ku­jąc dniem i nocą, i nie za­cho­wu­jąc próż­nej przy­jaź­ni z ni­kim z lu­dzi. Po­nie­waż du­sza, bo­le­ją­ca nad swo­im nie­szczę­śli­wym po­ło­że­niem i zra­nio­na pa­mię­cią o wcze­śniej­szych prze­wi­nie­niach, sta­je się mar­twa dla świa­ta, a świat umie­ra dla niej, tzn. cie­le­sne na­mięt­no­ści tra­cą wte­dy swo­je dzia­ła­nie i czło­wiek (nie jest pod­da­ny) tym na­mięt­no­ściom. Po­nad­to ten, kto się wy­rzekł świa­ta i złą­czył z Chry­stu­sem, i trwa­jąc w mil­cze­niu, ko­cha Boga, chro­ni Jego ob­raz i ubo­ga­ca się po­do­bień­stwem do Nie­go, gdyż przyj­mu­je z góry od Nie­go dar Du­cha i sta­je się do­mem Boga, a nie de­mo­nów, i uczyn­ki spra­wie­dli­we przed­sta­wia Bogu. Tak du­sza po ży­ciu sta­nie się czy­sta, wol­na od zmaz cia­ła i po­zba­wio­na zma­zy czy wady, przy­oble­cze się w koń­cu w ko­ro­nę praw­dy i bę­dzie ja­śnieć pięk­nem cnót"".

Kto zaś od po­cząt­ku wy­rze­czeń nie ma w ser­cu pła­czu ani łez du­cho­wych, ani pa­mię­ci o nie ma­ją­cych koń­ca mę­kach, ani praw­dzi­we­go mil­cze­nia, ani mo­dli­twy nie­ustan­nej, ani śpie­wu psal­mów i roz­wa­ża­nia Bo­żych Pism, w kim nie prze­kształ­ci­ło się to w na­wyk, tak aby dzię­ki nie­ustan­ne­mu zaj­mo­wa­niu się tym, był przy­mu­sza­ny do tego przez umysł na­wet bez wła­snej chę­ci, i w kim bo­jaźń Boża nie pa­nu­je w du­szy - ten jesz­cze znaj­du­je od­po­czy­nek w przy­jaź­ni ze świa­tem i nie może mieć na mo­dli­twie czy­ste­go umy­słu, po­nie­waż tyl­ko po­boż­ność i bo­jaźń Boża oczysz­cza­ją du­szę z na­mięt­no­ści i czy­niąc umysł wol­nym, wpro­wa­dza­ją go w na­tu­ral­ną dla nie­go kon­tem­pla­cję i dają mu do­tknąć teo­lo­gii, któ­rą przyj­mie pod po­sta­cią szczę­ścia ("Bło­go­sła­wie­ni czy­ste­go ser­ca, al­bo­wiem oni Boga oglą­dać będą"- Mt 5,8) - to dla do­stę­pu­ją­cych tego już od tej chwi­li sta­no­wi za­da­tek (przy­szłe­go) i za­cho­wu­je (uspo­so­bie­nie du­cho­we) nie­ugię­tym.

Tak więc z wszyst­kich sił bę­dzie­my pil­nie prak­ty­ko­wać dzia­ła­nie (cno­ty i wy­sił­ki asce­tycz­ne), dzię­ki któ­re­mu wzno­si­my się ku po­boż­no­ści, to zna­czy czy­sto­ści umy­sło­wej, któ­rej owo­cem jest na­tu­ral­na (dla umy­słu) kon­tem­pla­cja teo­lo­gal­na. Dzia­ła­nie jest bo­wiem wcho­dze­niem w kon­tem­pla­cję, jak (mówi) prze­ni­kli­wy i wy­so­ce teo­lo­gicz­ny umysł (Grze­go­rza Teo­lo­ga). Dla­te­go je­śli nie bę­dzie­my się trosz­czyć o to dzia­ła­nie, to bę­dzie­my z dala od wszel­kie­go umi­ło­wa­nia mą­dro­ści; po­nie­waż choć­by ktoś do­szedł do sa­me­go szczy­tu cno­ty, na­dal ko­niecz­ny jest dla nie­go wy­si­łek asce­zy, po­skra­mia­ją­cej nie­kar­ne dą­że­nia cia­ła, oraz su­ro­wa straż nad my­śla­mi. I do­pie­ro dzię­ki temu mo­że­my uzy­skać, że za­miesz­ka w nas Chry­stus. Im bo­wiem bar­dziej po­mna­ża się na­sza spra­wie­dli­wość, tym bar­dziej wzra­sta du­cho­we mę­stwo; a w koń­cu umysł do­cho­dzi do do­sko­na­ło­ści i cały łą­czy się z Bo­giem oraz roz­ja­śnia Bo­skim świa­tłem - i otwie­ra­ją się przed nim nie­wy­sło­wio­ne ta­jem­ni­ce. Wte­dy praw­dzi­wie po­zna­je, gdzie jest mą­drość, gdzie moc, gdzie ro­zum zdol­ny wszyst­ko po­znać, gdzie dłu­go­wiecz­ność i ży­cie, gdzie świa­tło dla oczu i po­kój. Do­pó­ki bo­wiem za­ję­ty jest wal­ką z na­mięt­no­ścia­mi, do­pó­ty nie ma moż­li­wo­ści się tym na­cie­szyć. Za­rów­no cno­ty, jak i wady czy­nią umysł śle­pym; jed­ne, żeby nie wi­dział cnót, a dru­gie, by nie do­strze­gał wad. Lecz kie­dy zdo­bę­dzie po­kój od wal­ki i do­stą­pi du­cho­wych da­rów, to wte­dy, nie­ustan­nie bę­dąc pod wpły­wem ła­ski, sta­je się cały świe­tli­sty i nie od­ry­wa się od kon­tem­pla­cji rze­czy du­cho­wych. Taki czło­wiek nie ma przy­wią­za­nia do ni­cze­go tu­tej­sze­go, lecz ze śmier­ci prze­szedł do ży­cia (J 5,24).

Ten, kto po­dej­mu­je ży­cie na­śla­dow­cze i sta­ra się zbli­żać do Boga, musi mieć nie­ska­la­ne ser­ce i czy­ste usta, aby sło­wo, wy­cho­dząc z czy­stych ust jako czy­ste, mo­gło god­nie wy­sła­wiać Boga, gdyż du­sza, któ­ra przy­lgnę­ła do Boga, nie­ustan­nie z Nim roz­ma­wia. Pra­gnie­my zaś, bra­cia, do­się­gnąć tak wy­so­kich cnót i prze­sta­nie­my peł­zać po zie­mi, przy­lgnię­ci do na­mięt­no­ści. Kto wal­czył i kto osią­gnął bli­skość Boga, kto skosz­to­wał Jego świę­te­go świa­tła i zo­stał zra­nio­ny mi­ło­ścią do Nie­go, roz­ko­szu­je się nie­ja­ką nie­po­ję­tą du­cho­wą ra­do­ścią Pań­ską, jak mówi Boży psalm: "Ra­duj się w Panu, a On speł­ni pra­gnie­nia twe­go ser­ca; i spra­wi, że two­ja spra­wie­dli­wość za­bły­śnie jak świa­tło, a słusz­ność two­ja - jak po­łu­dnie" (Ps 37,4.6). I jaka mi­łość jest tak moc­na i nie­po­wstrzy­ma­na jak ta, któ­rą Bóg wle­wa w du­szę oczysz­czo­ną z wszel­kie­go zła? Taka du­sza z praw­dzi­we­go uspo­so­bie­nia ser­ca mówi: "Zra­nio­na je­stem mi­ło­ścią" (Pnp 2,5). Nie­wy­sło­wio­ne i nie­opi­sa­ne są bla­ski pięk­na Bo­że­go! Nie może prze­ka­zać ich sło­wo ani słuch po­mie­ścić! Czy na blask ju­trzen­ki wska­żesz, na świa­tłość księ­ży­ca czy świa­tło słoń­ca - wszyst­ko to jest nie­war­te uwa­gi w po­rów­na­niu z tą chwa­łą i uboż­sze wo­bec praw­dzi­we­go świa­tła niż naj­głęb­sza noc czy naj­ciem­niej­szy mrok w po­rów­na­niu z naj­czyst­szym po­łu­dniem. Prze­ka­zał nam to Ba­zy­li, naj­bar­dziej god­ny po­dzi­wu wśród na­uczy­cie­li, któ­ry po­znał to z do­świad­cze­nia i na­uczył się tego.

20) Tę i jesz­cze inne rze­czy opo­wia­dał miesz­ka­ją­cy z abbą brat. Ale któż nie za­dzi­wi się jesz­cze na­stęp­ną, jako do­wo­dem jego wiel­kiej po­ko­ry? Cho­ciaż bar­dzo daw­no otrzy­mał god­ność ka­płań­ską, jed­nak tak szcze­rze przy­lgnął do rze­czy nie­biań­skich za­rów­no ży­ciem, jak i ro­zu­mem, że wszel­ki­mi spo­so­ba­mi uni­kał Bo­skich ce­le­bra­cji jako brze­mie­nia, tak że w cią­gu wie­lu lat swej asce­zy bar­dzo rzad­ko zga­dzał się przy­stę­po­wać do świę­tej uczty (w celu ce­le­bro­wa­nia jej). Lecz na­wet do Bo­skich Ta­jem­nic, mimo tak nie­ustan­nie su­ro­we­go ży­cia, nie przy­stę­po­wał, je­że­li zda­rzy­ło mu się wejść w ludz­kie to­wa­rzy­stwo i mó­wić z ludź­mi, choć nie roz­ma­wia­li w tym cza­sie o ni­czym ziem­skim, lecz tyl­ko o tym, co po­ży­tecz­ne dla du­szy osób pra­gną­cych z nim roz­ma­wiać. A kie­dy za­mie­rzał przy­stą­pić do Bo­skich Ta­jem­nic, to przed­tem dłu­go na­przy­krzał się Bogu, prze­bła­gu­jąc Go mo­dli­twa­mi, śpie­wem psal­mów i spo­wie­dzia­mi. Od­czu­wał prze­strach na głos ka­pła­na, któ­ry prze­ma­wia, mó­wiąc przy tym: "Świę­te dla świę­tych". Po­nie­waż w tym cza­sie - jak mó­wił - cały ko­ściół sta­je się pe­łen świę­tych anio­łów i sam Wład­ca za­stę­pów, któ­ry w ta­jem­ny spo­sób spra­wo­wał ofia­rę i prze­mie­nił chleb i wino w swo­je cia­ło i krew, w świę­tej ko­mu­nii za­miesz­ku­je w na­szych ser­cach. Dla­te­go - do­da­wał - po­win­ni­śmy tyl­ko w nie­ska­la­ny i czy­sty spo­sób, i jak­by prze­by­wa­jąc poza cia­łem, bez żad­ne­go wąt­pie­nia i wa­ha­nia, ośmie­lać się przy­stę­po­wać do prze­czy­stych Ta­jem­nic Chry­stu­so­wych, aby sta­wać się uczest­ni­ka­mi udzie­la­ne­go przez nie oświe­ce­nia. Wie­lu świę­tych oj­ców wi­dzia­ło świę­tych anio­łów, któ­re ich prze­strze­ga­ły (przed ja­kim­kol­wiek in­nym za­cho­wa­niem) - i dla­te­go trwa­li oni w głę­bo­kim mil­cze­niu, z ni­kim nie roz­ma­wia­jąc.

21) I to jesz­cze mó­wił (ten brat), że kie­dy sta­rzec po­trze­bo­wał sam sprze­dać wy­ko­na­ne przez sie­bie wy­ro­by, to aby nie wy­rwa­ło się ja­kieś kłam­stwo, za­kli­na­nie się czy zbęd­ne sło­wo, czy ja­ki­kol­wiek inny ro­dzaj grze­chu, w przy­pad­ku gdy­by roz­ma­wiał i się tar­go­wał, stał, uda­jąc sza­leń­ca Bo­że­go; a każ­dy, kto za­pra­gnął ku­pić jego wy­rób, brał go od nie­go i da­wał za to, ile chciał. Wy­ra­biał on nie­wiel­kie ko­szy­ki; a to, co mu za nie da­wa­no, przyj­mo­wał z wdzięcz­no­ścią, nic wca­le nie mó­wiąc, ten mi­łu­ją­cy mą­drość mąż.

Zestawienie nauk ojców

Na ko­niec po­da­je­my ze­sta­wie­nie za­pre­zen­to­wa­nych w książ­ce nauk oj­ców. Oto, jaką me­to­dę od­ma­wia­nia mo­dli­twy oraz wa­run­ki osią­gnię­cia w niej po­wo­dze­nia uka­za­li nam oj­co­wie:

- Czę­stość, tzn. wie­lo­krot­ne po­wta­rza­nie mo­dli­twy Je­zu­so­wej.

- Uwaga, czy­li za­głę­bia­nie się umy­słem w Je­zu­sie Chry­stu­sie i od­pę­dza­nie in­nych my­śli.

- Zmia­na słów mo­dli­twy, tzn. wzno­sze­nie mo­dli­twy Je­zu­so­wej cza­sem w for­mie peł­nej, a cza­sem skró­co­nej.

- Okre­so­wość, tzn. żeby a to od­ma­wiać mo­dli­twę, a to czy­tać psal­my, a to sie­dzieć, a to stać z wy­cią­gnię­ty­mi rę­ka­mi, a to zno­wu od­ma­wiać mo­dli­twę Je­zu­so­wą; po po­łu­dniu zaś czy­tać oj­ców.

- Cho­dze­nie przed Bo­giem, tzn. żeby za­wsze mieć po­czu­cie Bo­żej obec­no­ści i przy każ­dej czyn­no­ści pa­mię­tać o Bogu.

- Od­rzu­ce­nie świata, w tym przy­wo­dze­nie na pa­mięć śmier­ci oraz mo­dli­tew­nych roz­ko­szy.

- Nie­ustan­ne przy­zy­wa­nie imie­nia Je­zu­sa Chry­stu­sa w każ­dej sy­tu­acji i cza­sie - je­że­li w sa­mot­no­ści, to gło­śno, a je­że­li przy lu­dziach, to sa­mym tyl­ko umy­słem.

- Za­sy­pia­nie w łóż­ku z mo­dli­twą Je­zu­so­wą.

- Ze­wnętrz­na mo­dli­twa o mo­dli­twę we­wnętrz­ną, tzn. wy­pra­sza­nie u Pana po­mo­cy w na­by­wa­niu gor­li­wo­ści i po­ja­wie­niu się w ser­cu we­wnętrz­nej mo­dli­twy.

A za­tem, du­szo pra­gną­ca od­na­leźć we­wnętrz­ną mo­dli­twę i po­żą­da­ją­ca nie­ustan­ne­go zjed­no­cze­nia oraz naj­słod­sze­go ob­co­wa­nia z Je­zu­sem Chry­stu­sem, przyjdź, po­dej­mij de­cy­zję i wy­peł­niaj na­uki świę­tych oj­ców w taki spo­sób:

1. Usiądź, czy le­piej stań, w nie­zbyt ja­snym i ci­chym ką­cie w po­zy­cji mo­dli­tew­nej.

2. Za­nim za­czniesz, złóż kil­ka po­kło­nów i nie roz­luź­niaj cia­ła.

3. Od­szu­kaj wy­obraź­nią miej­sce ser­ca, znaj­du­ją­ce się pod lewą pier­sią, i za­trzy­maj tam uwa­gę.

4. Spro­wadź umysł z gło­wy do ser­ca i mów: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, zmi­łuj się nade mną" - ci­cho przy uży­ciu ust lub tyl­ko w umy­śle, jak ci bę­dzie wy­god­nie. Mów bez po­śpie­chu i z po­boż­ną bo­jaź­nią.

5. Sta­raj się w tym cza­sie, na ile to moż­li­we, strzec uwa­gi i nie wpusz­czać do umy­słu żad­nych my­śli - ani złych, ani do­brych.

6. Za­cho­wuj spo­koj­ną cier­pli­wość, po­zo­sta­jąc dłu­go w po­zy­cji sto­ją­cej i za­po­mi­na­jąc o wszyst­kim.

7. Za­cho­wuj umiar­ko­wa­ną po­wścią­gli­wość i w mia­rę moż­li­wo­ści po­zo­sta­waj w po­zy­cji klę­czą­cej.

8. Za­cho­wuj mil­cze­nie.

9. Po obie­dzie czy­taj po tro­sze Ewan­ge­lię oraz oj­ców roz­pra­wia­ją­cych o we­wnętrz­nym dzia­ła­niu i mo­dli­twie.

10. Śpij przez pięć czy sześć go­dzin na dobę.

11. Cza­sa­mi mo­dli­twą ze­wnętrz­ną uzy­skuj dzia­ła­nie we­wnętrz­nej.

12. Nie po­dej­muj pra­cy ręcz­nej, któ­ra po­wo­du­je roz­pro­sze­nie.

13. Czę­sto spraw­dzaj swo­je do­świad­cze­nia w świe­tle po­uczeń oj­ców.

"Pa­nie, uczy­ni­łeś mnie nie­zdo­by­tą górą" (Ps 30,8) - wo­łał nie­gdyś świę­ty pro­rok Da­wid. Za­wo­łaj i ty, du­szo moja: "Pa­nie, daj mi moc­ną de­ter­mi­na­cję, by za­cho­wy­wać uwa­gę! Od Cie­bie bo­wiem po­cho­dzi wszyst­ko, co­kol­wiek chce­my i co­kol­wiek czy­ni­my; niech przy Two­jej po­mo­cy i współ­dzia­ła­niu oczysz­czę umysł i ser­ce z po­mo­cą uwa­gi, i przy­go­tu­ję ich To­bie Trój­je­dy­ne­mu na miesz­ka­nie!".

1 Fak­tycz­nie to frag­ment trak­ta­tu Pseu­do-Sy­me­ona No­we­go Teo­lo­ga, nie­zna­ne­go au­to­ra z koń­ca XIII wie­ku, pt. Me­to­da świę­tej mo­dli­twy i uwa­gi, któ­ry jest uwa­ża­ny za pierw­szy, a na­wet kla­sycz­ny wy­kład he­zy­cha­stycz­nej "me­to­dy" mo­dli­twy. Zob. J. Na­umo­wicz, Nowa Fi­lo­ka­lia. Dro­ga do mo­dli­twy ser­ca, Esprit, Kra­ków 2019 (rozdz. 7).

2 He­zy­chiusz z Sy­na­ju (VIII-IX w.) - au­tor ce­nio­ne­go trak­ta­tu O uważ­no­ści i mo­dli­twie, zło­żo­ne­go z 203 roz­dzia­łów, jed­ne­go z klu­czo­wych w Fi­lo­ka­lii, zob. J. Na­umo­wicz, Nowa Fi­lo­ka­lia. Dro­ga do mo­dli­twy ser­ca, rozdz. 5.

3 Św. Bar­sa­nu­fiusz i Jan (VI w.) - mni­si z pa­le­styń­skie­go klasz­to­ru koło Gazy, po­zo­sta­wi­li zbiór 849 od­po­wie­dzi na py­ta­nia uję­tych w for­mie li­stów, do­ty­czą­cych ży­cia du­cho­we­go.

Prze­kład:

Do­mi­ni­ka Kru­piń­ska

Re­dak­cja:

ks. Łu­kasz Le­on­kie­wicz

Kon­sul­ta­cja:

ks. Jó­zef Na­umo­wicz

Pro­jekt, opra­co­wa­nie gra­ficz­ne:

Ma­riusz Dy­duch

Im­pri­ma­tur:

Za zgo­dą Ku­rii Me­tro­po­li­tar­nej War­szaw­skiej z dnia 23.10.2019/Nr 2753/D/2019

ks. dr Ja­nusz Bo­dzon, Kanc­lerz Ku­rii

? Mi­chał Ja­no­cha, Bi­skup Po­moc­ni­czy Ar­chi­die­ce­zji War­szaw­skiej Wi­ka­riusz Ge­ne­ral­ny

Zdję­cia i ilu­stra­cje:

Do­me­na Pu­blicz­na, Iwan Szysz­kin, Shut­ter­stock.com (Va­le­ry Sha­nin, Ga­lu­sh­ko Ser­gey, We­re­dra­gon, ras­sco, Sve­tla­na Par­sha­ko­va, Iso­go­od_pa­trick, ar­t_pro, Ilo­noch­ka, Stra­tos Gian­ni­kos, Ana­sta­siya Za­pla­ti­na, My­ko­la Ko­ma­ro­vskyy, Mal­khaz Sva­ni­dze, ona­jo­ur­ney, Dan­ce­60, Ro­man Ba­ba­kin, Alla Gre­eg, Ale­na Yako­vle­va, Shchip­ko­va Ele­na, Ser­gey Pe­kar, Ba­la­ka­te)

? Co­py­ri­ght by Wy­daw­nic­two M, Kra­ków 2019

Wy­daw­nic­two M

31-002 Kra­ków, ul. Ka­no­ni­cza 11

tel. 12-431-25-50; fax 12-431-25-75

e-mail: biu­ro@wy­daw­nic­twom.pl

www.wydawnictwom.pl

Dział han­dlo­wy: tel. 12-431-25-78; fax 12-431-25-75

e-mail: han­del@wy­daw­nic­twom.pl

Księ­gar­nia wy­sył­ko­wa: tel. 12-259-00-03; 721-521-521

e-mail: bok@klubpdp.pl

www.klubpdp.pl

ISBN 978-83-8043-568-1

Opowieści podczas pierwszego spotkania

1. Przedstawienie się

Z ła­ski Bo­żej je­stem czło­wie­kiem, chrze­ści­ja­ni­nem; z uczyn­ków - wiel­kim grzesz­ni­kiem, z po­wo­ła­nia - bez­dom­nym piel­grzy­mem naj­niż­sze­go sta­nu, tu­ła­ją­cym się z miej­sca na miej­sce. A oto mój ma­ją­tek: na ple­cach tor­ba su­cha­rów, za pa­zu­chą świę­ta Bi­blia - i to wszyst­ko.

2. Przyczyna poszukiwania modlitwy

W dwu­dzie­stą czwar­tą nie­dzie­lę po uro­czy­sto­ści Trój­cy Świę­tej1 po­sze­dłem do cer­kwi na li­tur­gię, aby się po­mo­dlić. Czy­ta­no wła­śnie z księ­gi Apo­sto­ła2 List do Te­sa­lo­ni­czan, pe­ry­ko­pę 273, któ­ra za­wie­ra­ła sło­wa: "Nie­ustan­nie się mó­dl­cie". Mak­sy­ma ta oso­bli­wie utkwi­ła mi w pa­mię­ci i za­czą­łem roz­my­ślać: "Jak moż­na się nie­ustan­nie mo­dlić, sko­ro każ­dy czło­wiek musi się zaj­mo­wać rów­nież in­ny­mi spra­wa­mi, aby pod­trzy­my­wać ży­cie?". Spraw­dzi­łem w Bi­blii i na wła­sne oczy uj­rza­łem to samo, co usły­sza­łem - mia­no­wi­cie że trze­ba nie­ustan­nie się mo­dlić (1 Tes 5,16), mo­dlić się w du­chu w każ­dym cza­sie (Ef 6,18), pod­no­sić ręce w mo­dli­twie na każ­dym miej­scu (1 Tm 2,8). My­śla­łem i my­śla­łem, ale nie umia­łem zna­leźć roz­wią­za­nia.

"Co ro­bić?" - po­my­śla­łem. "Gdzie szu­kać ko­goś, kto mi to wy­tłu­ma­czy? Pój­dę po cer­kwiach, któ­re sły­ną z do­brych ka­zno­dzie­jów, a nuż usły­szę tam dla sie­bie wy­ja­śnie­nie".

3. Niepraktyczność usłyszanych kazań

I po­sze­dłem. Sły­sza­łem wie­le bar­dzo do­brych ka­zań o mo­dli­twie, ale wszyst­kie za­wie­ra­ły na­uki o mo­dli­twie w ogó­le: że mo­dli­twa ist­nie­je, że jest ko­niecz­na i ja­kie przy­no­si owo­ce; ale o tym, jak dojść do do­brej mo­dli­twy, nikt nie mó­wił. Było ka­za­nie o mo­dli­twie w du­chu i o mo­dli­twie nie­ustan­nej; ale jak osią­gnąć taką mo­dli­twę, nikt nie po­ka­zał. Nie zdo­ła­łem więc uzy­skać tego, cze­go pra­gną­łem, dzię­ki słu­cha­niu ka­zań. Dla­te­go, po­nie­waż się ich na­słu­cha­łem, a mimo to nie zdo­ła­łem po­jąć, jak się nie­ustan­nie mo­dlić, prze­sta­łem słu­chać pu­blicz­nych ka­zań, a za to po­sta­no­wi­łem z Bożą po­mo­cą po­szu­kać do­świad­czo­ne­go, zna­ją­ce­go się na spra­wie roz­mów­cy, któ­ry mi wy­ja­śni, o co cho­dzi w nie­ustan­nej mo­dli­twie, zgod­nie z moim na­tar­czy­wym pra­gnie­niem, by to zro­zu­mieć.

4. Poszukiwanie doświadczonego nauczyciela

Dłu­go się błą­ka­łem po róż­nych miej­scach; nie­ustan­nie czy­ta­łem Bi­blię, a tak­że wy­py­ty­wa­łem, czy jest gdzieś może ja­kiś na­uczy­ciel spraw du­cho­wych czy po­boż­ny i do­świad­czo­ny prze­wod­nik. Po ja­kimś cza­sie ktoś mi po­wie­dział, że w pew­nej wsi miesz­ka już od daw­na pan trosz­czą­cy się o swo­je zba­wie­nie. Ma on w domu cer­kiew, ni­g­dzie nie wy­jeż­dża i cią­gle mo­dli się do Boga, a tak­że nie­ustan­nie czy­ta bu­du­ją­ce książ­ki. Gdy to usły­sza­łem, już nie sze­dłem, ale bie­głem do tej wsi; do­tar­łem tam i po­sze­dłem do zie­mia­ni­na.

- Z jaką spra­wą do mnie przy­cho­dzisz? - spy­tał.

- Sły­sza­łem, że jest pan czło­wie­kiem po­boż­nym i ro­zum­nym; dla­te­go pro­szę, w imię Boże, aby ra­czył mi pan wy­tłu­ma­czyć, co ozna­cza­ją sło­wa w księ­dze Apo­sto­ła: "Nie­ustan­nie się mó­dl­cie", i w jaki spo­sób moż­na nie­ustan­nie się mo­dlić. Chcę się tego do­wie­dzieć, a w ża­den spo­sób nie mogę tego po­jąć.

Pan po­mil­czał, spoj­rzał na mnie ba­daw­czo i po­wie­dział:

- Nie­ustan­na, we­wnętrz­na mo­dli­twa jest to nie­prze­rwa­ne kie­ro­wa­nie du­cha ludz­kie­go ku Bogu. Żeby osią­gnąć suk­ces w tym słod­kim ćwi­cze­niu, trze­ba jak naj­czę­ściej pro­sić Pana, by na­uczył nas nie­ustan­nie się mo­dlić. Módl się wię­cej i gor­li­wiej, a mo­dli­twa sama ci od­sło­ni, jak może być nie­ustan­na; do tego po­trze­ba cza­su.

Gdy to po­wie­dział, po­le­cił mnie na­kar­mić, za­opa­trzył na dro­gę i po­że­gnał. Ale nie wy­ja­śnił.

Po­sze­dłem da­lej. Wciąż my­śla­łem i czy­ta­łem, roz­wa­ża­łem to, co ten pan mi po­wie­dział, a mimo to nie mo­głem tego po­jąć; a ogrom­nie pra­gną­łem to zro­zu­mieć, tak że na­wet nie mo­głem w nocy spać. Po przej­ściu ja­kichś dwu­stu wiorst do­sze­dłem do du­że­go mia­sta, sto­li­cy gu­ber­ni. Zo­ba­czy­łem klasz­tor. Za­trzy­ma­łem się w za­jeź­dzie i usły­sza­łem, że w klasz­to­rze tym jest bar­dzo do­bry prze­ło­żo­ny, po­boż­ny i chęt­nie po­dej­mu­ją­cy piel­grzy­mów. Uda­łem się do nie­go. Przy­jął mnie go­ścin­nie, po­le­cił, bym usiadł, i za­czął mnie czę­sto­wać.

- Świę­ty oj­cze! - po­wie­dzia­łem. - Nie po­trze­bu­ję po­czę­stun­ku, ale chcę od ojca otrzy­mać po­ucze­nie du­cho­we, w jaki spo­sób mogę się zba­wić.

- Jak to, jak się zba­wić? Za­cho­wuj przy­ka­za­nia i módl się do Boga, a osią­gniesz zba­wie­nie!

- Sły­szę, że trze­ba nie­ustan­nie się mo­dlić, ale nie wiem, jak to uczy­nić, i nie umiem na­wet zro­zu­mieć, czym jest nie­ustan­na mo­dli­twa. Pro­szę cię, mój oj­cze, o wy­tłu­ma­cze­nie.

- Nie wiem, mój dro­gi bra­cie, jak ci to do­kład­niej wy­tłu­ma­czyć. Ej! Po­cze­kaj, mam ksią­żecz­kę, w któ­rej jest to wy­ja­śnio­ne.

Przy­niósł Du­cho­wą na­ukę czło­wie­ka we­wnętrz­ne­go św. Dy­mi­tra z Ro­sto­wa3.

- Masz, czy­taj na tej stro­nie.

Za­czą­łem czy­tać:

- "Sło­wa z księ­gi Apo­sto­ła: "Nie­ustan­nie się mó­dl­cie" na­le­ży ro­zu­mieć w ten spo­sób, że do­ty­czą mo­dli­twy po­wsta­ją­cej w umy­śle; umysł bo­wiem może być za­wsze na­kie­ro­wa­ny na Boga i nie­ustan­nie do Nie­go się mo­dlić". Pro­szę mi wy­tłu­ma­czyć, w jaki spo­sób umysł może być za­wsze na­kie­ro­wa­ny na Boga, nie od­ry­wać się i nie­ustan­nie się mo­dlić.

- Jest to bar­dzo trud­ne; no chy­ba że sam Bóg ko­muś tego udzie­li - po­wie­dział prze­ło­żo­ny. I nie wy­tłu­ma­czył.

Prze­no­co­wa­łem u nie­go. Rano po­dzię­ko­wa­łem za ser­decz­ne przy­ję­cie i ru­szy­łem w dal­szą dro­gę, sam nie wie­dząc do­kąd. Smu­ci­łem się, że nie umiem tego po­jąć, i dla po­cie­chy czy­ta­łem Bi­blię.

5. Znalezienie nauczyciela i jego pogląd na temat kaznodziejów

Sze­dłem tak ja­kieś pięć dni sze­ro­kim trak­tem; a w koń­cu, pod wie­czór, do­go­nił mnie sta­ru­szek przy­po­mi­na­ją­cy z wy­glą­du du­chow­ne­go.

Na moje py­ta­nie od­po­wie­dział, że jest schim­ni­chem4 z pu­stel­ni od­le­głej o ja­kieś dzie­sięć wiorst, w bok od sze­ro­kie­go trak­tu, i za­pro­sił mnie, że­bym za­szedł wraz z nim do ich pu­stel­ni, mó­wiąc:

- Przyj­mu­je­my piel­grzy­mów, umoż­li­wia­my im od­na­le­zie­nie spo­ko­ju i ży­wi­my ich ra­zem z po­boż­ny­mi pąt­ni­ka­mi w domu go­ści.

Ja­koś jed­nak nie mia­łem ocho­ty do nie­go za­cho­dzić i od­po­wie­dzia­łem na jego za­pro­sze­nie tak:

- Spo­kój mój nie za­le­ży od miesz­ka­nia, lecz od du­cho­wej na­uki; i nie go­nię za je­dze­niem, bo su­cha­rów w tor­bie mam dużo.

- A ja­kie­go ro­dza­ju na­uki szu­kasz i cze­go nie mo­żesz zro­zu­mieć? Przyjdź, przyjdź do nas, mój dro­gi bra­cie; są u nas do­świad­cze­ni star­cy, któ­rzy mogą udzie­lić du­cho­we­go po­kar­mu i wpro­wa­dzić na praw­dzi­wą dro­gę, w świe­tle sło­wa Bo­że­go i roz­strzy­gnięć świę­tych oj­ców.

- Za­tem, oj­czul­ku, ja­kiś rok temu na li­tur­gii usły­sza­łem w księ­dze Apo­sto­ła przy­ka­za­nie: "Nie­ustan­nie się mó­dl­cie". Nie mo­gąc tego po­jąć, za­czą­łem czy­tać Bi­blię. I tam rów­nież w wie­lu miej­scach zna­la­złem Boże po­le­ce­nie, żeby nie­ustan­nie się mo­dlić: za­wsze, w każ­dym cza­sie i na każ­dym miej­scu; nie tyl­ko przy wszyst­kich za­ję­ciach, nie tyl­ko czu­wa­jąc, lecz na­wet we śnie. "Ja śpię, lecz ser­ce me czu­wa" (Pnp 5,2). Bar­dzo mnie to zdzi­wi­ło i nie mo­głem zro­zu­mieć, jak do tego dojść i ja­ki­mi spo­so­ba­mi. Obu­dzi­ło się we mnie sil­ne pra­gnie­nie po­łą­czo­ne z cie­ka­wo­ścią, i ani we dnie, ani w nocy nie opusz­cza­ło ono mo­je­go umy­słu. Za­czą­łem więc cho­dzić od cer­kwi do cer­kwi i słu­chać ka­zań o mo­dli­twie; ale choć wie­lu ich wy­słu­cha­łem, w żad­nym nie otrzy­ma­łem na­uki, jak nie­ustan­nie się mo­dlić; we wszyst­kich mó­wio­no tyl­ko o przy­go­to­wa­niu się do mo­dli­twy, o jej owo­cach i tak da­lej. Nie uczo­no na­to­miast, jak nie­ustan­nie się mo­dlić i co ozna­cza taka mo­dli­twa. Czę­sto czy­ta­łem Bi­blię i spraw­dza­łem w niej to, co usły­sza­łem; ale mimo to nie mo­głem uzy­skać wie­dzy, któ­rej pra­gną­łem. I tak na­dal żyję w nie­zro­zu­mie­niu i nie­po­ko­ju.

Sta­rzec prze­że­gnał się i za­czął mó­wić:

- Dzię­kuj Bogu, umi­ło­wa­ny bra­cie, że od­sło­nił w to­bie nie­prze­par­te pra­gnie­nie po­zna­nia nie­ustan­nej mo­dli­twy we­wnętrz­nej. Uznaj, że kry­je się w tym Boże we­zwa­nie, i uspo­kój się, sko­ro prze­ko­na­łeś się, że do tej chwi­li trwa­ło pró­bo­wa­nie zgo­dy two­jej woli na głos Boży, oraz zdo­ła­łeś zro­zu­mieć, że nie­biań­skie­go świa­tła nie­ustan­nej mo­dli­twy we­wnętrz­nej nie osią­ga się mą­dro­ścią tego świa­ta ani ze­wnętrz­ną cie­ka­wo­ścią, lecz prze­ciw­nie, uzy­sku­je się ją dzię­ki ogo­ło­ce­niu du­cha i czyn­nej prak­ty­ce w pro­sto­cie ser­ca. Dla­te­go nie dzi­wi mnie wca­le, że nie mo­głeś usły­szeć o istot­nych spra­wach do­ty­czą­cych mo­dli­twy ani po­znać na­uki, jak dojść do jej nie­ustan­ne­go trwa­nia. Praw­dę po­wie­dziaw­szy, cho­ciaż o mo­dli­twie mówi się nie­ma­ło ka­zań i ist­nie­je wie­le nauk roz­ma­itych pi­sa­rzy na jej te­mat, ale po­nie­waż wszyst­kie te roz­wa­ża­nia są opar­te w więk­szo­ści na spe­ku­la­cjach czy też przy­pusz­cze­niach na­tu­ral­ne­go ro­zu­mu, za­miast na czyn­nej prak­ty­ce, to wię­cej uczą o wła­ści­wo­ściach mo­dli­twy niż o isto­cie sa­me­go jej przed­mio­tu. Je­den snu­je pięk­ne roz­wa­ża­nia o ko­niecz­no­ści mo­dli­twy, inny - o jej mocy i do­bro­czyn­nym wpły­wie, trze­ci o środ­kach po­zwa­la­ją­cych dojść do do­sko­na­łej mo­dli­twy, czy­li o tym, że mo­dli­twa po­trze­bu­je gor­li­wo­ści, uwa­gi, cie­pła ser­ca, czy­sto­ści my­śli, po­jed­na­nia z wro­ga­mi, po­ko­ry, skru­chy itd. A czym jest mo­dli­twa w ogó­le? I jak na­uczyć się mo­dlić? Na te py­ta­nia, choć są za­sad­ni­cze i naj­bar­dziej ko­niecz­ne, bar­dzo rzad­ko moż­na u współ­cze­snych ka­zno­dzie­jów zna­leźć do­kład­ne ob­ja­śnie­nia; są one bo­wiem trud­niej­sze do po­ję­cia niż wszel­kie ich, wy­mie­nio­ne wy­żej, roz­wa­ża­nia oraz wy­ma­ga­ją po­zna­nia mi­stycz­ne­go, a nie tyl­ko szkol­nej uczo­no­ści.

A już naj­bar­dziej god­ne ubo­le­wa­nia jest to, że mar­na, na­tu­ral­na mą­drość przy­mu­sza do mie­rze­nia tego, co Boże, mia­rą ludz­ką. Wie­le ich roz­wa­żań o spra­wach mo­dli­twy jest cał­ko­wi­cie fał­szy­wych, po­nie­waż my­ślą oni, że mo­dli­twa wy­pły­wa ze środ­ków przy­go­to­waw­czych oraz wy­sił­ków asce­tycz­nych, za­miast są­dzić, że to mo­dli­twa ro­dzi wy­sił­ki asce­tycz­ne i wszel­kie cno­ty. W ta­kim wy­pad­ku owo­ce czy też skut­ki mo­dli­twy uzna­ją oni błęd­nie za środ­ki i me­to­dy pro­wa­dzą­ce do niej, po­wo­du­jąc osła­bie­nie mocy mo­dli­twy. I dzie­je się to cał­ko­wi­cie wbrew Pi­smu Świę­te­mu, po­nie­waż apo­stoł Pa­weł po­ucza o mo­dli­twie w ta­kich sło­wach: "Za­le­cam więc przede wszyst­kim mo­dlić się" (1 Tm 2,1). Tu­taj pły­nie pierw­sze po­ucze­nie z mak­sy­my Apo­sto­ła o mo­dli­twie, że sta­wia on spra­wę mo­dli­twy nad wszyst­ki­mi in­ny­mi: "Za­le­cam więc przede wszyst­kim mo­dlić się". Ist­nie­je wie­le do­brych rze­czy, któ­ry­mi po­wi­nien zaj­mo­wać się chrze­ści­ja­nin, ale spra­wa mo­dli­twy po­win­na być sta­wia­na przed nimi wszyst­ki­mi, po­nie­waż bez niej nie może się do­ko­nać żad­na inna do­bra rzecz. Nie moż­na bez mo­dli­twy od­na­leźć dro­gi ku Panu, po­jąć praw­dy, ukrzy­żo­wać cia­ła z na­mięt­no­ścia­mi i po­żą­da­nia­mi, roz­pa­lić ser­ca świa­tłem Chry­stu­so­wym ani osią­gnąć zbaw­cze­go zjed­no­cze­nia bez wcze­śniej­szej czę­stej mo­dli­twy. Mó­wię: czę­stej, gdyż za­rów­no do­sko­na­łość, jak i po­praw­ność mo­dli­twy leży poza na­szy­mi moż­li­wo­ścia­mi, jak mówi też św. Pa­weł: "O co mo­dlić się, jak należy, nie wie­my" (Rz 8,26). W efek­cie w za­się­gu na­szych moż­li­wo­ści znaj­du­je się tyl­ko czę­stość i sta­łość mo­dli­twy; są one za­tem środ­kiem do osią­gnię­cia jej czy­sto­ści, bę­dą­cej mat­ką wszel­kie­go du­cho­we­go do­bra. Zdo­bądź mat­kę, a wyda ci dzie­ci - mówi św. Iza­ak Sy­ryj­czyk5. Na­ucz się po­cząt­ków mo­dli­twy, a ła­two zdo­bę­dziesz wszyst­kie cno­ty. Ale o tym wła­śnie lu­dzie sła­bo obe­zna­ni z prak­ty­ką oraz mi­stycz­ny­mi na­uka­mi świę­tych oj­ców mało wie­dzą i nie­wie­le mó­wią.

6. Pouczenie, jak nabyć wewnętrzną modlitwę

Tak roz­ma­wia­jąc, nie wia­do­mo kie­dy, do­szli­śmy pra­wie do sa­mej pu­stel­ni. Aby nie utra­cić to­wa­rzy­stwa tego mą­dre­go star­ca i szyb­ciej uzy­skać speł­nie­nie pra­gnie­nia, po­wie­dzia­łem do nie­go po­śpiesz­nie:

- Uczyń mi tę ła­skę, naj­szla­chet­niej­szy oj­cze, i wy­ja­śnij, na czym po­le­ga nie­ustan­na mo­dli­twa we­wnętrz­na oraz jak się jej na­uczyć. Wi­dzę, że oj­ciec szcze­gó­ło­wo zna te spra­wy z wła­sne­go do­świad­cze­nia.

Sta­rzec przy­jął moją proś­bę z mi­ło­ścią i za­pro­sił mnie do sie­bie:

- Wejdź te­raz do mnie, a dam ci księ­gę świę­tych oj­ców, z któ­rej z Bożą po­mo­cą mo­żesz do­kład­nie i szcze­gó­ło­wo po­jąć tę mo­dli­twę i się jej na­uczyć.

We­szli­śmy do celi i sta­rzec za­czął do mnie mó­wić:

- Nie­ustan­na we­wnętrz­na mo­dli­twa Je­zu­so­wa jest to nie­prze­rwa­ne, ni­g­dy nie­usta­ją­ce wzy­wa­nie bo­skie­go imie­nia Je­zu­sa Chry­stu­sa usta­mi, umy­słem i ser­cem, po­łą­czo­ne z wy­obra­ża­niem so­bie Jego cią­głej obec­no­ści i pro­sze­niem Go o prze­ba­cze­nie: pod­czas wszel­kich za­jęć, na każ­dym miej­scu, w każ­dym cza­sie, na­wet we śnie. Za­wie­ra ona ta­kie sło­wa: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, zmi­łuj się nade mną!". Je­śli ktoś przy­zwy­czai się do ta­kie­go wzy­wa­nia, to za­cznie od­czu­wać wiel­kie po­cie­sze­nie, a tak­że po­trze­bę cią­głe­go od­ma­wia­nia tej mo­dli­twy, tak że nie bę­dzie już się umiał bez niej obejść i bę­dzie ona sama się w nim roz­le­wać. Czy te­raz ro­zu­miesz już ja­sno, czym jest nie­ustan­na mo­dli­twa?

- Bar­dzo ja­sno, mój oj­cze! W imię Boże na­ucz mnie, jak do niej dojść! - krzyk­ną­łem z ra­do­ścią.

- O tym, jak na­uczyć się tej mo­dli­twy, moż­na prze­czy­tać w tej książ­ce. Nosi ona ty­tuł Do­bro­to­lu­bi­je6 i za­wie­ra peł­ną, szcze­gó­ło­wą na­ukę o nie­ustan­nej mo­dli­twie we­wnętrz­nej au­tor­stwa dwu­dzie­stu pię­ciu świę­tych oj­ców. Jest tak wznio­sła i po­ży­tecz­na, że uwa­ża się ją za głów­ne­go i naj­pierw­sze­go na­uczy­cie­la w kon­tem­pla­cyj­nym ży­ciu du­cho­wym, i jak mówi czci­god­ny Ni­ce­for7, "bez tru­dów i po­tów pro­wa­dzi do zba­wie­nia".

- Czyż­by ta książ­ka była wznio­ślej­sza i święt­sza od Bi­blii? - za­py­ta­łem.

- Nie, nie jest wznio­ślej­sza i święt­sza od Bi­blii, ale za­wie­ra ja­sne ob­ja­śnie­nia tego, co w Bi­blii jest uję­te w za­kry­ty i nie­ła­twy do po­ję­cia, bo zbyt wznio­sły dla na­sze­go krót­ko­wzrocz­ne­go umy­słu, spo­sób. Po­dam ci przy­kład: słoń­ce jest naj­więk­szym, naj­wspa­nial­szym i naj­do­sko­nal­szym cia­łem nie­bie­skim, ale nie moż­na go ob­ser­wo­wać i oglą­dać zwy­kłym, po­zba­wio­nym ochro­ny wzro­kiem. Żeby móc oglą­dać tego wspa­nia­łe­go kró­la ciał nie­bie­skich, za­chwy­cać się nim i przyj­mo­wać jego pło­mien­ne pro­mie­nie, po­trzeb­ne jest, jak wia­do­mo, sztucz­ne szkło, choć jest ono mi­lio­ny razy mniej­sze i męt­niej­sze od słoń­ca. I tak Pi­smo Świę­te jest wspa­nia­łym słoń­cem, a Do­bro­to­lu­bi­je - tym nie­zbęd­nym szkłem. A te­raz słu­chaj - prze­czy­tam, jak moż­na się na­uczyć nie­ustan­nej mo­dli­twy we­wnętrz­nej.

Sta­rzec otwo­rzył Do­bro­to­lu­bi­je, od­szu­kał po­ucze­nie św. Sy­me­ona No­we­go Teo­lo­ga8 i za­czął czy­tać: "Usiądź w mil­cze­niu i sa­mot­no­ści, po­chyl gło­wę i za­mknij oczy; ci­szej od­dy­chaj, spo­glą­daj w wy­obraź­ni we wnę­trze ser­ca, spro­wadź umysł, to zna­czy my­śli, z gło­wy do ser­ca. Od­dy­cha­jąc, mów: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, zmi­łuj się nade mną" - ci­cho usta­mi lub tyl­ko w my­ślach. Sta­raj się od­pę­dzać my­śli, za­cho­wuj spo­kój i cier­pli­wość, i czyń to jak naj­czę­ściej".

Po­tem sta­rzec wszyst­ko mi wy­ja­śnił, po­ka­zał na przy­kła­dzie, a da­lej prze­czy­ta­li­śmy z Do­bro­to­lu­bi­ja na­uki św. Grze­go­rza Sy­naj­skie­go9 oraz czci­god­nych Ka­lik­sta i Igna­ce­go10. Wszyst­ko, co prze­czy­ta­li­śmy w Do­bro­to­lu­bi­ju, sta­rzec wy­ja­śnił mi do­dat­ko­wo wła­sny­mi sło­wa­mi. Z za­chwy­tem wszyst­kie­go uważ­nie słu­cha­łem, po­chła­nia­łem w pa­mię­ci i sta­ra­łem się jak naj­do­kład­niej wszyst­ko za­pa­mię­tać. Tak prze­sie­dzie­li­śmy całą noc i, nie kła­dąc się wca­le spać, po­szli­śmy na jutrz­nię.

Przy po­że­gna­niu sta­rzec mnie po­bło­go­sła­wił i po­wie­dział, że­bym w okre­sie ucze­nia się mo­dli­twy przy­cho­dził do nie­go na spo­wiedź i szcze­re wy­zna­nia, gdyż sa­mo­rzut­ne zaj­mo­wa­nie się spra­wa­mi we­wnętrz­ny­mi bez kon­tro­li na­uczy­cie­la jest nie­ła­twe i mało owoc­ne.

7. Praktyczna nauka modlitwy i jej skutki

Sto­jąc w cer­kwi, czu­łem w so­bie pło­mien­ną żar­li­wość, żeby moż­li­wie jak naj­pil­niej prze­stu­dio­wać nie­ustan­ną mo­dli­twę we­wnętrz­ną, i pro­si­łem Boga, żeby mi w tym po­mógł. Po­tem za­czą­łem się za­sta­na­wiać: "Jak będę cho­dzić do star­ca po radę czy na spo­wiedź i wy­zna­nia? Prze­cież w domu go­ścin­nym nie wol­no miesz­kać dłu­żej niż przez trzy dni11, a koło pu­stel­ni nie ma kwa­ter"... W koń­cu do­wie­dzia­łem się, że w od­le­gło­ści oko­ło czte­rech wiorst leży wio­ska. Po­sze­dłem tam po­szu­kać dla sie­bie miej­sca i na moje szczę­ście Bóg wska­zał mi do­god­ne miej­sce. Na­ją­łem się na całe lato u chło­pa do pil­no­wa­nia ogro­du, z tym że będę mógł w tym ogro­dzie miesz­kać sa­mot­nie w sza­ła­sie. Chwa­ła Bogu! - zna­la­złem spo­koj­ne miej­sce. Tak za­czą­łem miesz­kać i uczyć się we­wnętrz­nej mo­dli­twy zgod­nie z tym, co mi po­ka­za­no, a tak­że za­cho­dzić do star­ca.

Przez ty­dzień pil­nie zaj­mo­wa­łem się w mo­jej ogro­do­wej sa­mot­ni po­zna­wa­niem nie­ustan­nej mo­dli­twy, do­kład­nie we­dług tego, co mi ob­ja­śnił sta­rzec. Z po­cząt­ku rzecz szła dość po­myśl­nie. Po­tem po­czu­łem wiel­ki cię­żar, le­ni­stwo, nudę, do­pa­dał mnie sen i za­czę­ła mnie na­cho­dzić chma­ra roz­ma­itych my­śli. Ze smut­kiem uda­łem się do star­ca i opo­wie­dzia­łem mu o mo­jej sy­tu­acji. On życz­li­wie mnie po­wi­tał i za­czął mó­wić:

- Umi­ło­wa­ny bra­cie, jest to woj­na wy­da­na ci przez świat ciem­no­ści, któ­ry ni­cze­go w nas się tak nie lęka jak mo­dli­twy ser­ca i dla­te­go wszel­ki­mi spo­so­ba­mi sta­ra się ci prze­szko­dzić i ode­rwać cię od po­zna­wa­nia mo­dli­twy. Zresz­tą wróg dzia­ła nie ina­czej, jak tyl­ko z woli i do­pu­stu Bo­że­go, i tyle, ile po­trze­ba dla na­sze­go do­bra. Wi­dać po­trze­ba ci jesz­cze wy­pró­bo­wa­nia po­ko­ry, dla­te­go jest za wcze­śnie, abyś z nie­umiar­ko­wa­nym za­pa­łem pró­bo­wał się do­sta­wać w wyż­sze ob­sza­ry ser­ca, bo mógł­byś po­paść w du­cho­we ła­kom­stwo. Prze­czy­tam ci, co mówi o ta­kim przy­pad­ku po­ucze­nie z Do­bro­to­lu­bi­ja.

Sta­rzec od­szu­kał na­ukę czci­god­ne­go Ni­ce­fo­ra mni­cha i za­czął czy­tać:

- "Je­śli pra­cu­jąc tro­chę, nie zdo­łasz wejść do kra­iny ser­ca, tak jak ci ob­ja­śnio­no, to uczyń to, co ci po­wiem, a z Bożą po­mo­cą znaj­dziesz to, cze­go szu­kasz. Wiesz, że zdol­ność wy­po­wia­da­nia słów znaj­du­je się u każ­de­go czło­wie­ka w krta­ni. Od­pę­dza­jąc my­śli (mo­żesz to uczy­nić, je­śli ze­chcesz), po­zwól jej nie­ustan­nie mó­wić: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, zmi­łuj się nade mną!" i zmu­szaj się wciąż do wy­po­wia­da­nia tych słów. Je­śli przez ja­kiś czas bę­dziesz to czy­nił, to dzię­ki temu bez wąt­pie­nia otwo­rzy się przed tobą wej­ście do ser­ca. Do­świad­cze­nie to po­twier­dza". Sły­szysz za­tem, cze­go uczą świę­ci oj­co­wie w ta­kim wy­pad­ku - do­dał sta­rzec. - Dla­te­go po­wi­nie­neś te­raz z uf­no­ścią przy­jąć ten na­kaz i, ile tyl­ko zdo­łasz, od­ma­wiać ust­ną mo­dli­twę Je­zu­so­wą. Spójrz, masz tu czot­ki12, od­ma­wiaj na nich na po­czą­tek choć­by po trzy ty­sią­ce mo­dlitw dzien­nie. Sto­isz czy sie­dzisz, cho­dzisz czy le­żysz, nie­ustan­nie mów: "Pa­nie, Jezu Chry­ste, zmi­łuj się nade mną!" - nie­gło­śno i bez po­śpie­chu. I ko­niecz­nie od­ma­wiaj ją w cią­gu dnia do­kład­nie trzy ty­sią­ce razy, ni­cze­go sa­me­mu nie do­da­jąc ani nie odej­mu­jąc. Bóg po­mo­że ci dzię­ki temu dojść tak­że do nie­ustan­ne­go dzia­ła­nia ser­ca.

Z ra­do­ścią przy­ją­łem po­le­ce­nie star­ca i po­sze­dłem do sie­bie. Za­czą­łem wier­nie i do­kład­nie wy­peł­niać to, cze­go mnie na­uczył. Przez dwa dni było to trud­ne, ale po­tem sta­ło się tak ła­twe i upra­gnio­ne, że kie­dy nie mó­wi­łem tych mo­dlitw, za­czy­na­łem czuć po­trze­bę, żeby zno­wu od­ma­wiać mo­dli­twę Je­zu­so­wą, i od­ma­wia­nie jej sta­ło się wy­god­niej­sze i ła­twiej­sze, ina­czej niż po­przed­nio, kie­dy mu­sia­łem się przy­mu­szać.

Oznaj­mi­łem to star­co­wi. Na­ka­zał mi od­pra­wiać co dzień już sześć ty­się­cy mo­dlitw i po­wie­dział:

- Za­cho­wuj spo­kój i sta­raj się tyl­ko jak naj­wier­niej od­ma­wiać na­ka­za­ną licz­bę mo­dlitw, a Bóg oka­że ci ła­skę.

Przez cały ty­dzień od­ma­wia­łem co­dzien­nie w moim sa­mot­nym sza­ła­sie po sześć ty­się­cy mo­dlitw Je­zu­so­wych, nie trosz­cząc się o nic ani nie zwra­ca­jąc uwa­gi na my­śli, nie­za­leż­nie od tego, jaką wal­kę to­czy­ły; lecz sta­ra­łem się tyl­ko o do­kład­ne wy­ko­na­nie po­le­ce­nia star­ca. I co się oka­za­ło? Tak się przy­zwy­cza­iłem do tej mo­dli­twy, że je­śli na­wet na krót­ki czas ją prze­ry­wa­łem, czu­łem, że mi cze­goś bra­ku­je, jak gdy­bym coś stra­cił. Za­cznę mo­dli­twę - i zno­wu w tej sa­mej chwi­li robi mi się lek­ko i przy­jem­nie. Kie­dy spo­ty­ka­łem ko­goś, to na­wet nie mia­łem już chę­ci do roz­mo­wy, lecz sta­le chcia­łem prze­by­wać w sa­mot­no­ści i się mo­dlić; tak przy­zwy­cza­iłem się do mo­dli­twy w cią­gu ty­go­dnia.

Po dzie­się­ciu dniach od na­sze­go ostat­nie­go spo­tka­nia sta­rzec sam przy­szedł mnie od­wie­dzić. Ob­ja­śni­łem mu mój stan, a on mnie wy­słu­chał i po­wie­dział:

- Za­tem przy­zwy­cza­iłeś się już do mo­dli­twy. Bądź jed­nak uważ­ny, pod­trzy­muj i umac­niaj ten na­wyk, nie trać na próż­no cza­su i z Bożą po­mo­cą po­sta­nów ko­niecz­nie od­ma­wiać mo­dli­twę dwa­na­ście ty­się­cy razy dzien­nie. Prze­by­waj w swo­jej sa­mot­ni, wsta­waj tro­chę wcze­śniej, kładź się tro­chę póź­niej, a co dwa ty­go­dnie przy­chodź do mnie po radę.

Za­czą­łem po­stę­po­wać tak, jak po­le­cił mi sta­rzec, i pierw­sze­go dnia le­d­wo, le­d­wo zdo­ła­łem póź­nym wie­czo­rem skoń­czyć moją li­czą­cą dwa­na­ście ty­się­cy mo­dlitw nor­mę. Na dru­gi dzień od­ma­wia­łem je już ła­two i z przy­jem­no­ścią. Naj­pierw przy bez­u­stan­nym wy­ma­wia­niu mo­dli­twy od­czu­wa­łem zmę­cze­nie czy jak­by odrę­twie­nie ję­zy­ka oraz pe­wien ścisk w szczę­kach, zresz­tą przy­jem­ny, a po­tem lek­ki i de­li­kat­ny ból na pod­nie­bie­niu. Póź­niej po­czu­łem nie­wiel­ki ból w kciu­ku le­wej ręki, któ­rym prze­bie­ra­łem czot­ki, oraz roz­ognie­nie ca­łej dło­ni, roz­cho­dzą­ce się aż do łok­cia i wy­wo­łu­ją­ce bar­dzo przy­jem­ne uczu­cie. Ale wszyst­ko to jak­by po­bu­dza­ło i przy­mu­sza­ło do więk­sze­go za­an­ga­żo­wa­nia w mo­dli­twę. Tak przez pięć dni wier­nie wy­ko­ny­wa­łem po dwa­na­ście ty­się­cy mo­dlitw, a wraz z na­wy­kiem po­ja­wi­ła się też przy­jem­ność i chęć.

Pew­ne­go razu, wcze­śnie rano, mo­dli­twa jak­by mnie obu­dzi­ła. Za­czą­łem czy­tać po­ran­ne mo­dli­twy, ale ję­zyk nie mó­wił ich wpraw­nie i czu­łem, że pra­gnie­nie samo po­cią­ga mnie do mo­dli­twy Je­zu­so­wej. Kie­dy ją za­czą­łem, po­czu­łem się tak lek­ko i przy­jem­nie, a ję­zyk i usta jak­by same ją wy­ma­wia­ły bez przy­mu­sza­nia! Cały dzień prze­ży­łem ra­do­śnie i czu­łem się jak­by ode­rwa­ny od wszyst­kich in­nych rze­czy, jak gdy­bym prze­by­wał na ja­kiejś in­nej zie­mi. Wcze­snym wie­czo­rem z ła­two­ścią skoń­czy­łem dwa­na­ście ty­się­cy mo­dlitw. Mia­łem wiel­ką ocho­tę da­lej od­ma­wiać mo­dli­twę, ale nie śmia­łem prze­kro­czyć po­le­ce­nia star­ca. W ten spo­sób w ko­lej­nych dniach przy­zy­wa­łem da­lej imie­nia Je­zu­sa Chry­stu­sa ła­two i chęt­nie.

Po­tem po­sze­dłem do star­ca na szcze­rą roz­mo­wę i wszyst­ko mu szcze­gó­ło­wo opo­wie­dzia­łem. Wy­słu­chał mnie i za­czął mó­wić:

- Chwa­ła Bogu, że po­ja­wi­ło się u cie­bie pra­gnie­nie i lek­kość mo­dli­twy. Jest to rzecz na­tu­ral­na, przy­cho­dzą­ca z czę­stym ćwi­cze­niem i wy­sił­kiem, po­dob­nie jak w przy­pad­ku ma­szy­ny, któ­ra po po­pchnię­ciu czy nada­niu siły kołu za­ma­cho­we­mu dłu­go cho­dzi sa­mo­czyn­nie, a żeby prze­dłu­żyć jej po­ru­sza­nie się, trze­ba to koło sma­ro­wać i po­py­chać. Czy wi­dzisz, jak do­sko­na­ły­mi zdol­no­ścia­mi mi­łu­ją­cy lu­dzi Bóg wy­po­sa­żył na­wet zmy­sło­wą na­tu­rę czło­wie­ka i ja­kie mogą po­ja­wiać się od­czu­cia na­wet poza sta­nem ła­ski, w nie­oczysz­czo­nej zmy­sło­wo­ści i grzesz­nej du­szy, jak już sam tego do­świad­czy­łeś? A jak nad­zwy­czaj­nie, za­chwy­ca­ją­co i roz­kosz­nie za­czy­na­my się czuć, kie­dy Pan ra­czy przed kimś od­kryć dar sa­mo­czyn­nej du­cho­wej mo­dli­twy i oczy­ścić jego du­szę z na­mięt­no­ści? Stan ten jest nie­wy­obra­żal­ny i od­kry­cie tej ta­jem­ni­cy mo­dli­twy sta­no­wi przed­smak roz­ko­szy nie­biań­skiej na zie­mi. Tego do­stą­pią lu­dzie szu­ka­ją­cy Pana w pro­sto­cie peł­ne­go mi­ło­ści ser­ca! Te­raz ci po­zwa­lam: od­ma­wiaj tę mo­dli­twę, ile tyl­ko chcesz, jak naj­wię­cej. Cały czas poza snem sta­raj się po­świę­cać na mo­dli­twę i już bez li­cze­nia przy­zy­waj imie­nia Je­zu­sa Chry­stu­sa, po­kor­nie po­wie­rza­jąc się woli Bo­żej i od Boga ocze­ku­jąc po­mo­cy. Wie­rzę, że cię nie zo­sta­wi i przy­go­tu­je ci dro­gę.

Przy­ją­łem to po­ucze­nie i całe lato spę­dzi­łem na nie­ustan­nej ust­nej mo­dli­twie Je­zu­so­wej, ży­jąc w wiel­kim spo­ko­ju. Kie­dy spa­łem, czę­sto śni­ło mi się, że się mo­dlę. A w cią­gu dnia, je­śli zda­rzy­ło mi się z kimś spo­tkać, wszy­scy bez wy­jąt­ku wy­da­wa­li mi się tak mili, jak gdy­by byli krew­ny­mi, cho­ciaż się nimi nie zaj­mo­wa­łem. My­śli same cał­kiem uci­chły i o ni­czym nie my­śla­łem oprócz mo­dli­twy, w któ­rą mój umysł za­czy­nał się wczu­wać, a w ser­cu sa­mo­czyn­nie po­ja­wia­ło się nie­kie­dy cie­pło oraz od­czu­cie pew­nej przy­jem­no­ści. Kie­dy zda­rza­ło mi się przyjść do cer­kwi, to dłu­gie i od­pra­wia­ne w sa­mot­no­ści na­bo­żeń­stwo wy­da­wa­ło mi się krót­kie i nie mę­czy­ło mnie już tak jak daw­niej. Mój sa­mot­ny sza­łas wy­da­wał mi się wspa­nia­łym pa­ła­cem i nie wie­dzia­łem, jak dzię­ko­wać Bogu za to, że ta­kie­mu nie­szczę­sne­mu grzesz­ni­ko­wi jak ja przy­słał ta­kie­go zba­wien­ne­go star­ca i na­uczy­cie­la.

8. Ciąg dalszy pielgrzymowania oraz nabycie Do­bro­to­lu­bi­ja

Nie­dłu­go jed­nak cie­szy­łem się po­ucze­nia­mi mego życz­li­we­go i opro­mie­nio­ne­go Bożą mą­dro­ścią star­ca. W koń­cu lata zmarł - a ja, że­gna­jąc się z nim we łzach, po­dzię­ko­wa­łem mu za oj­cow­skie na­uki dla mnie nie­szczę­sne­go i wy­pro­si­łem so­bie u nie­go na bło­go­sła­wień­stwo czot­ki, na któ­rych za­wsze się mo­dlił. Tak zo­sta­łem sam. W koń­cu lato się skoń­czy­ło i w ogro­dzie ze­bra­no plo­ny. Nie mia­łem już gdzie miesz­kać. Chłop roz­li­czył się ze mną, za­pła­cił dwa ru­ble za stró­żo­wa­nie i na­peł­nił tor­bę su­cha­ra­mi na dro­gę. I zno­wu za­czą­łem wę­dro­wać po róż­nych miej­scach; ale już nie z taką bie­dą sze­dłem jak wcze­śniej; przy­zy­wa­nie imie­nia Je­zu­sa Chry­stu­sa przy­no­si­ło mi w dro­dze ra­dość i wszy­scy lu­dzie byli dla mnie lep­si; wy­da­wa­ło się, jak gdy­by wszy­scy za­czę­li mnie mi­ło­wać.

Pew­ne­go razu za­czą­łem my­śleć, co zro­bić z pie­niędz­mi za pil­no­wa­nie ogro­du i po co mi one. Ej, stój! Star­ca już nie ma, nie ma mnie kto uczyć; ku­pię so­bie Do­bro­to­lu­bi­je i za­cznę się z nie­go uczyć we­wnętrz­nej mo­dli­twy. Prze­że­gna­łem się i po­sze­dłem, mo­dląc się. Do­tar­łem do pew­ne­go gu­ber­nial­ne­go mia­sta i za­czą­łem py­tać w skle­pach o Do­bro­to­lu­bi­je. Zna­la­złem w jed­nym miej­scu, ale chcie­li trzy ru­ble, a mia­łem tyl­ko dwa; tar­go­wa­łem się i tar­go­wa­łem, ale ku­piec ani tro­chę nie chciał opu­ścić, a w koń­cu po­wie­dział:

- Idź so­bie do tej cer­kwi i za­py­taj sta­ro­stę cer­kiew­ne­go; ma taką książ­kę, bar­dzo sta­rą, może ob­ni­ży cenę do dwóch ru­bli.

Po­sze­dłem i rze­czy­wi­ście za dwa ru­ble ku­pi­łem Do­bro­to­lu­bi­je, cał­kiem wy­świech­ta­ne i ze­tla­łe. Ucie­szy­łem się. Na­pra­wi­łem ja­koś tę książ­kę, ob­szy­łem ma­te­ria­łem i wło­ży­łem do tor­by ra­zem z moją Bi­blią.

Te­raz tak cho­dzę i nie­ustan­nie od­ma­wiam mo­dli­twę Je­zu­so­wą, któ­ra jest mi droż­sza i słod­sza od wszyst­kich rze­czy na świe­cie. Prze­cho­dzę cza­sem w cią­gu dnia sie­dem­dzie­siąt wiorst, a na­wet wię­cej, ale nie czu­ję, że idę; czu­ję tyl­ko, że się mo­dlę. Kie­dy ła­pie mnie sil­ny chłód, za­czy­nam z więk­szym na­tę­że­niem od­ma­wiać mo­dli­twę i cały się szyb­ko za­grze­wam. Je­śli za­czy­na mnie ogar­niać głód, czę­ściej przy­zy­wam imie­nia Je­zu­sa Chry­stu­sa i za­po­mi­nam, że chcia­ło mi się jeść. Kie­dy cho­ru­ję, przy­cho­dzi ła­ma­nie w ple­cach i no­gach, za­czy­nam wczu­wać się w mo­dli­twę i już nie czu­ję bólu. Gdy ktoś mnie ob­ra­zi, od razu przy­po­mi­nam so­bie, jak słod­ka jest mo­dli­twa Je­zu­so­wa; a wów­czas znie­wa­ga i gniew prze­cho­dzą i o wszyst­kim za­po­mi­nam. Sta­łem się jak­by po­zba­wio­ny ro­zu­mu; ni­czym się nie mar­twię, nic mnie nie wcią­ga ani na nic nie pa­trzę z nie­po­ko­jem i chciał­bym cały czas spę­dzać sam je­den w od­osob­nie­niu. Tyl­ko jed­ne­go pra­gnął­bym z przy­zwy­cza­je­nia: żeby nie­ustan­nie od­ma­wiać mo­dli­twę, a kie­dy tym się zaj­mu­ję, to jest mi bar­dzo we­so­ło. Bóg wie, co się ze mną dzie­je. Oczy­wi­ście wszyst­ko to ma cha­rak­ter zmy­sło­wy czy też - jak mó­wił zmar­ły sta­rzec - na­tu­ral­ny i po­wsta­je dzię­ki na­wy­ko­wi; ale pręd­ko za­cząć na­uki i przy­swa­ja­nia mo­dli­twy du­cho­wej w głę­bi ser­ca jesz­cze nie śmiem z po­wo­du mej nie­god­no­ści i głu­po­ty. Cze­kam na go­dzi­nę, kie­dy przyj­dzie wola Boża, ufa­jąc w mo­dli­twę zmar­łe­go star­ca mo­je­go.

9. Osiągnięcie celu

Tak więc, mimo że nie do­sze­dłem jesz­cze do nie­usta­ją­cej sa­mo­czyn­nej mo­dli­twy du­cho­wej w ser­cu, jed­nak - chwa­ła Bogu - ja­sno te­raz ro­zu­miem, co ozna­cza usły­sza­ne prze­ze mnie po­wie­dze­nie z księ­gi Apo­sto­ła: "Nie­ustan­nie się mó­dl­cie".

1 W Ko­ście­le pra­wo­sław­nym cykl rocz­ny czy­tań nie­dziel­nych roz­po­czy­na się po świę­cie Ze­sła­nia Du­cha Świę­te­go na Apo­sto­łów, czy­li Pięć­dzie­siąt­ni­cy na­zy­wa­nej tak­że nie­dzie­lą Trój­cy Świę­tej, dla­te­go też nie­dzie­le w roku li­tur­gicz­nym są nu­me­ro­wa­ne jako pierw­sza, dru­ga itd. po Pięć­dzie­siąt­ni­cy.

2 "Apo­stoł" - na­zwa księ­gi li­tur­gicz­nej za­wie­ra­ją­cej tek­sty no­wo­te­sta­men­to­we poza czte­re­ma Ewan­ge­lia­mi i Apo­ka­lip­są. Za­zna­czo­ne są w niej czy­ta­nia apo­stol­skie na każ­dy dzień roku.

3 Św. Dy­mitr z Ro­sto­wa (1651-1709) - ro­syj­ski bi­skup Ro­sto­wa i Ja­ro­sła­wia, wy­bit­ny ha­gio­graf, teo­log, za­ło­ży­ciel ro­stow­skiej szko­ły gra­ma­tycz­nej, w któ­rej na­ucza­no ję­zy­ków sta­ro­żyt­nych, ję­zy­ka cer­kiew­no­sło­wiań­skie­go, fi­lo­zo­fii oraz wer­sy­fi­ka­cji. Jest au­to­rem ca­łe­go cy­klu Ży­wo­tów świę­tych oraz wspo­mnia­ne­go w tek­ście dzie­ła o mo­dli­twie Je­zu­so­wej, któ­re­go peł­ny ty­tuł brzmi: Czło­wiek we­wnętrz­ny, za­mknię­ty w iz­deb­ce ser­ca swe­go, któ­ry uczy się i mo­dli w ta­jem­ni­cy.

4 Schim­nich - mnich, któ­ry zło­żył ślu­by wie­czy­ste, obie­cu­jąc cał­ko­wi­te wy­rzek­nię­cie się świa­ta. Ślu­by wie­czy­ste wiel­kiej schi­my skła­da­li daw­niej pu­stel­ni­cy, któ­rzy nie pro­wa­dzi­li ży­cia ce­no­bi­tycz­ne­go.

5 Św. Iza­ak Sy­ryj­czyk (ok. 640-700) - świę­ty asce­ta, pi­sarz sy­ryj­ski, któ­ry twór­czość swo­ją po­świę­cił opi­sa­niu asce­zy wschod­nio­chrze­ści­jań­skiej, na­zwa­nej póź­niej he­zy­cha­zmem. Przy­na­le­ży do sy­ryj­skiej szko­ły asce­tycz­nej, któ­ra roz­wi­ja­ła wcze­śniej­szą tra­dy­cję mo­na­sty­cy­zmu egip­skie­go i sy­naj­skie­go. W swo­ich dzie­łach sku­piał się na ana­li­zie róż­nych sta­nów spra­wie­dli­wo­ści oraz grzesz­no­ści, a tak­że na spo­so­bach chrze­ści­jań­skiej na­pra­wy i sa­mo­do­sko­na­le­nia.

6 Do­bro­to­lu­bi­je - jest to ty­tuł tłu­ma­cze­nia grec­kiej Fi­lo­ka­lii, któ­ra na ję­zyk cer­kiew­no­sło­wiań­ski zo­sta­ła prze­tłu­ma­czo­na przez św. Pa­isju­sza Wie­licz­kow­skie­go w 1793 roku. W la­tach sie­dem­dzie­sią­tych XIX wie­ku Teo­fan Za­twor­nik do­ko­nał tłu­ma­cze­nia Fi­lo­ka­lii na ję­zyk ro­syj­ski, a w skład jego wy­da­nia we­szły tek­sty, któ­rych nie było w wer­sji cer­kiew­no­sło­wiań­skiej. "Fi­lo­ka­lia" ozna­cza "umi­ło­wa­nie pięk­na", któ­rym ma być we­wnętrz­ne spo­tka­nie czło­wie­ka z Bo­giem w nie­ustan­nej mo­dli­twie. Do­bro­to­lu­bi­je to zbiór trak­ta­tów asce­tycz­nych róż­nych au­to­rów z okre­su mię­dzy IV a XV stu­le­ciem, któ­ry po raz pierw­szy w ję­zy­ku grec­kim wy­da­no w 1782 roku.

7 Św. Ni­ce­for He­zy­cha­sta - ży­ją­cy w XIII wie­ku mnich z Góry Athos, je­den z twór­ców Fi­lo­ka­lii. Roz­wi­jał na­ukę o czuj­no­ści (z gr. nep­sis) ser­ca i sa­mo­kon­tro­li umy­słu, któ­ra skie­ro­wa­na była do osób nie­do­świad­czo­nych w mo­dli­twie. Nie­do­świad­czo­ny umysł cha­rak­te­ry­zu­je się ten­den­cją do błą­dze­nia i po­pa­da­nia w wy­obraź­nię. Opi­sał tak­że me­to­dę od­dy­cha­nia pod­czas prak­ty­ki mo­dli­tew­nej.

8 Św. Sy­me­on Nowy Teo­log (949-1022) - bi­zan­tyń­ski mnich, na­uczy­ciel ży­cia du­cho­we­go, a w szcze­gól­no­ści prak­tyk mo­dli­twy Je­zu­so­wej. Z jego imie­niem wią­że się od­ro­dze­nie tra­dy­cji he­zy­cha­stycz­nej w Bi­zan­cjum w X wie­ku. Świę­ty Sy­me­on w swych pi­smach pod­kre­ślał, iż w ży­ciu czło­wie­ka wie­rzą­ce­go naj­waż­niej­sze jest na­wią­za­nie z Bo­giem bez­po­śred­niej re­la­cji w do­świad­cze­niu mi­stycz­nym. Jest on tak­że au­to­rem hym­nów mi­stycz­nych, krót­kich utwo­rów po­etyc­kich, któ­re, jak sam po­wia­da, są naj­lep­szym środ­kiem wy­ra­ża­nia do­świad­cze­nia du­cho­we­go. Zgod­nie z tra­dy­cją, Fi­lo­ka­lia przy­pi­sa­ła mu ano­ni­mo­wy trak­tat Me­to­da świę­tej mo­dli­twy i uwa­gi, któ­ry tu­taj jest cy­to­wa­ny.

9 Św. Grze­gorz Sy­naj­ski (1280-1346) - od­no­wi­ciel tra­dy­cji he­zy­cha­stycz­nej w XIV wie­ku w Bi­zan­cjum. Roz­wi­nął na­ukę o bo­skiej świa­tło­ści, któ­rą mo­dlą­cy się czło­wiek może do­strzec pod­czas du­cho­we­go zjed­no­cze­nia z Bo­giem.

10 Św. Ka­likst II Ksan­to­pu­los (zm. 1397) i Igna­cy Ksan­to­pu­los (zm. 1423-1429) - bra­cia, bi­zan­tyń­scy mni­si he­zy­cha­ści, au­to­rzy wspól­ne­go trak­ta­tu asce­tycz­ne­go Po­ucze­nia he­zy­cha­stom w stu roz­dzia­łach, któ­ry po­ru­sza kwe­stię me­to­dy mo­dli­tew­nej he­zy­cha­stów. Zo­stał on prze­tłu­ma­czo­ny na ję­zyk ro­syj­ski przez Teo­fa­na Za­twor­ni­ka i wy­da­ny w pią­tym to­mie Do­bro­to­lu­bi­ja w 1899 roku. Pierw­szy z bra­ci, Ka­likst, peł­nił funk­cję pa­triar­chy kon­stan­ty­no­po­li­tań­skie­go w 1397 roku.

11 W klasz­to­rach Góry Athos oraz in­nych du­żych ośrod­kach pąt­ni­czych ist­nie­je za­sa­da, że oso­by świec­kie mogą prze­by­wać w klasz­to­rze trzy dni. Jest to zwią­za­ne z ogra­ni­cze­nia­mi lo­ka­lo­wy­mi i dużą ilo­ścią piel­grzy­mów, któ­rzy chcą po­być w klasz­to­rze, po­mo­dlić się i po­roz­ma­wiać z mni­cha­mi. Z dru­giej stro­ny jest to tak­że me­to­da, po­zwa­la­ją­ca klasz­to­rom unik­nąć pro­ble­mów z oso­ba­mi, któ­re po­sta­no­wi­ły żyć na ich koszt. Ta­kie oso­by pod pre­tek­stem po­mo­cy dla po­trze­bu­ją­ce­go spę­dza­ły ży­cie na wę­dro­wa­niu od klasz­to­ru do klasz­to­ru, otrzy­mu­jąc dar­mo­we lo­kum oraz wy­ży­wie­nie. Poza tym re­gu­ła ta po­zwa­la kon­tro­lo­wać li­czeb­ność go­ści w klasz­to­rze oraz umoż­li­wia za­cho­wa­nie spo­ko­ju ży­cia klasz­tor­ne­go.

12 Czot­ki - sznur mo­dli­tew­ny wy­ko­rzy­sty­wa­ny do od­ma­wia­nia mo­dli­twy Je­zu­so­wej. Na­zwa po­cho­dzi od ro­syj­skie­go cza­sow­ni­ka sczi­tat', czy­li li­czyć. Czot­ki słu­żą do od­li­cza­nia re­gu­ły mo­dli­tew­nej i peł­nią funk­cję na­rzę­dzia do li­cze­nia. Po­ja­wi­ły się już w cza­sach św. Ba­zy­le­go Wiel­kie­go, któ­ry po­ra­dził, by mni­si, któ­rzy nie po­tra­fią czy­tać, jak rów­nież ci, któ­rzy nie mogą uczest­ni­czyć w na­bo­żeń­stwach, od­ma­wia­li okre­ślo­ną licz­bę mo­dlitw. W ję­zy­ku grec­kim czot­ki to kom­bo­skion, czy­li wę­zeł, co od­no­si się do spo­so­bu ich wy­ko­na­nia, czy­li do zwią­za­nych z weł­nia­ne­go sznur­ka wę­zeł­ków w róż­nej ilo­ści (30, 33, 50, 100).

Spis tre­ści

Wstęp

1. Hi­sto­ria od­kry­cia tek­stu i jego au­to­ra

Rę­ko­pis z Góry Athos i jego wy­da­nia

Rę­ko­pis z Pu­stel­ni Optyń­skiej

Iden­ty­fi­ka­cja au­to­ra

Ar­se­nij Tro­je­pol­ski i jego pi­sma

Ty­tuł książ­ki

Układ pi­sma i rola ojca du­cho­we­go

Ramy chro­no­lo­gicz­ne wę­drów­ki i toż­sa­mość piel­grzy­ma

Lek­tu­ry po­szu­ki­wa­cza mo­dli­twy

2. Dro­ga piel­grzy­ma dro­gą mo­dli­twy ser­ca

Geo­gra­fia wę­drów­ki

Dro­ga du­cho­wa - po­szu­ki­wa­nie mo­dli­twy nie­ustan­nej

Eta­py mo­dli­twy piel­grzy­ma

Dro­ga mi­ło­ści do lu­dzi i świa­ta

Jak na­śla­do­wać mo­dli­twę piel­grzy­ma

Opo­wie­ści piel­grzy­ma

Za­miast przed­mo­wy

Opo­wie­ści pod­czas pierw­sze­go spo­tka­nia

1. Przed­sta­wie­nie się

2. Przy­czy­na po­szu­ki­wa­nia mo­dli­twy

3. Nie­prak­tycz­ność usły­sza­nych ka­zań

4. Po­szu­ki­wa­nie do­świad­czo­ne­go na­uczy­cie­la

5. Zna­le­zie­nie na­uczy­cie­la i jego po­gląd na te­mat ka­zno­dzie­jów

6. Po­ucze­nie, jak na­być we­wnętrz­ną mo­dli­twę

7. Prak­tycz­na na­uka mo­dli­twy i jej skut­ki

8. Ciąg dal­szy piel­grzy­mo­wa­nia oraz na­by­cie Do­bro­to­lu­bi­ja

9. Osią­gnię­cie celu

Opo­wie­ści pod­czas dru­gie­go spo­tka­nia

10. Pra­gnie­nie sa­mot­no­ści

11. Po­dróż na Sy­be­rię, do­zna­nie mo­dli­twy ser­ca i pły­ną­cej z niej roz­ko­szy

12. Zbó­jec­ki na­pad i ogra­bie­nie

13. Nie­ocze­ki­wa­ny zwrot ukra­dzio­nych ksią­żek

14. Opo­wia­da­nie ka­pi­ta­na o cu­dow­nej sile Ewan­ge­lii

15. Cu­dow­na siła mo­dli­twy Je­zu­so­wej

16. Do­bro­to­lu­bi­je od­kry­wa i uświa­da­mia spra­wy ta­jem­ne

17. Roz­mo­wa ze straż­ni­kiem le­śnym, po­szu­ku­ją­cym zba­wie­nia

18. Za­mknię­cie się w zie­mian­ce oraz uj­rze­nie we śnie star­ca, któ­ry przed­sta­wił spo­sób lek­tu­ry Do­bro­to­lu­bi­ja

19. Za­sto­so­wa­nie prze­czy­ta­nych i po­zna­nych prawd na te­mat mo­dli­twy we­wnętrz­nej oraz jego wspa­nia­łe skut­ki

20. Ciąg dal­szy piel­grzy­mo­wa­nia

21. Na­pad wil­ka i obro­nie­nie się przed nim dzię­ki czot­kom star­ca

22. Roz­mo­wa z na­uczy­cie­lem i pi­sa­rzem na noc­le­gu

23. Miesz­ka­nie w ka­pli­cy oraz na­ucze­nie dziew­czy­ny mo­dli­twy Je­zu­so­wej

24. Ciąg dal­szy piel­grzy­mo­wa­nia, od­da­nie pod sąd i po­krze­pia­ją­ce uj­rze­nie star­ca we śnie

25. Cho­ro­ba i uzdro­wie­nie, po­zna­nie rząd­cy i wy­le­cze­nie jego żony

26. Przy­by­cie do Ir­kuc­ka, otrzy­ma­nie li­stu po­le­ca­ją­ce­go w celu wy­jaz­du do Je­ro­zo­li­my

Opo­wie­ści pod­czas trze­cie­go spo­tka­nia

27. Miej­sce uro­dze­nia, sie­roc­two i wy­cho­wa­nie

28. Wej­ście w do­ro­słość

29. Zu­bo­że­nie i po­boż­ne ży­cie

30. Śmierć mał­żon­ki

31. Przy­czy­na piel­grzy­mo­wa­nia

Opo­wie­ści pod­czas czwar­te­go spo­tka­nia

32. Nie­ocze­ki­wa­ny to­wa­rzysz

33. Po­gląd na te­mat wspo­mi­na­nia wy­da­rzeń

34. Przy­kład­na i po­boż­na ro­dzi­na

35. Uka­za­nie się dusz po śmier­ci

36. Nie­wi­do­my na­uczo­ny we­wnętrz­nej mo­dli­twy Je­zu­so­wej

37. Ciąg dal­szy po­dró­ży i po­ku­sa na sta­cji

38. Po­boż­ny ka­płan

39. Cu­dow­na moc i do­bro­czyn­ność Je­zu­so­wej mo­dli­twy, któ­rych do­świad­czy­ła piel­grzy­mu­ją­ca ko­bie­ta

40. Mło­dzie­niec na­uczo­ny nie­ustan­nej mo­dli­twy Je­zu­so­wej

Opo­wie­ści pod­czas pią­te­go spo­tka­nia

41. Po­wrót z Ode­ssy

42. Zdu­mie­wa­ją­ce wy­da­rze­nie przy ta­bo­rze

43. Gosz­czą­cy piel­grzy­mów miesz­cza­nin Jew­re­inow

44. Po­ucze­nie o tym, że Bóg od­da­je stu­krot­nie

45. O opie­ce i mi­ło­sier­dziu Mat­ki Bo­żej

46. Pa­sterz cu­dow­nie na­uczo­ny mo­dli­twy Je­zu­so­wej

47. Po­ucze­nie, jak się spo­wia­dać

48. Skut­ki przy­stą­pie­nia do Świę­tych Ta­jem­nic

49. Spo­tka­nie ze sta­ro­obrzę­dow­cem

50. Roz­mo­wa ze star­cem z Góry Athos o wiel­ko­ści i in­to­na­cji Je­zu­so­wej mo­dli­twy

51. Po­gląd na te­mat Ży­dów

52. Spo­tka­nie z żoł­nie­rzem w po­bli­żu Po­cza­jo­wa i jego ob­ja­wie­nie o mę­kach pie­kiel­nych

53. Nie­ocze­ki­wa­ny to­wa­rzysz i ob­ja­śnie­nie Ewan­ge­lii

Opo­wie­ści pod­czas szó­ste­go spo­tka­nia

54. Cu­dow­ne wy­da­rze­nie zwią­za­ne z księ­gą Ewan­ge­lii

55. Ta­jem­ni­ca zba­wie­nia, po­le­ga­ją­ca na czę­stej mo­dli­twie

Ta­jem­ni­ca zba­wie­nia, od­kry­wa­na dzię­ki nie­ustan­nej mo­dli­twie

56. Do­wo­dy, że wszy­scy i wszę­dzie mogą się mo­dlić

57. Ja­kim spo­so­bem utrzy­my­wać Bożą obec­ność pod­czas za­jęć po­wo­du­ją­cych roz­pro­sze­nie

58. Sprze­ciw wo­bec ust­nej i czę­stej mo­dli­twy Je­zu­so­wej oraz oba­le­nie go

59. O po­tę­dze mo­dli­twy

60. Środ­ki i spo­so­by po­bu­dza­ją­ce gor­li­wość do mo­dli­twy

61. Czy moż­na pra­gnąć roz­ko­szy i na­gród pły­ną­cych z cno­ty

Opo­wie­ści pod­czas siód­me­go spo­tka­nia

62. O ułu­dzie, czy­li za­śle­pie­niu

63. O bra­ku wi­dzeń na mo­dli­twie

64. O przy­gnę­bie­niu

65. O ko­rzy­ściach pły­ną­cych z mil­cze­nia

66. O mo­dli­twie za ży­wych i zmar­łych bliź­nich

67. For­ma mo­dli­twy

Trzy klu­cze do we­wnętrz­ne­go skarb­ca Od­na­le­zio­ne w du­cho­wych bo­gac­twach świę­tych Oj­ców

Klucz pierw­szy

Klucz dru­gi

Klucz trze­ci

Na­uki świę­tych oj­ców o we­wnętrz­nej mo­dli­twie ser­ca

A. Zbiór pierw­szy

1) Po­ucze­nie św. Sy­me­ona No­we­go Teo­lo­ga

2) Po­ucze­nie św. Grze­go­rza Sy­naj­skie­go

3) Po­ucze­nie Ni­ce­fo­ra Mni­cha

4) Po­ucze­nie Igna­ce­go i Ka­lik­sta

B. Zbiór dru­gi

1) Roz­dzia­ły He­zy­chiu­sza z Je­ro­zo­li­my, ka­pła­na

2) Roz­dzia­ły Fi­lo­te­usza Sy­naj­skie­go

3) Roz­dzia­ły Teo­lep­to­sa Me­tro­po­li­ty (Do­bro­to­lu­bi­je cz. 2, k. 44-50)

4) Mak­sy­my Bar­sa­nu­fiu­sza Wiel­kie­go i Jana

C. Mowa bar­dzo po­ży­tecz­na o ab­bie Fi­le­mo­nie

Ze­sta­wie­nie nauk oj­ców