Opowieści o czterech porach roku - Katarzyna Kędziora

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PODZIĘKOWANIA ORAZ KILKA SŁÓW OD AUTORKI O WYSTAWIE I NIE TYLKO

Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Mali i Duzi PRZYJACIELE WYOBRAŹNI!

Pomyślałam, że pewnie jesteście ciekawi, czyje i jakie ilustracje znalazły się na wystawie podsumowującej. Śpieszę więc poinformować Was, że na wystawie tej znalazły się zdjęcia wykonane przez mamę Kasi i Piotrusia (niektóre z nich stały się później w tej książce grafikami komputerowymi) i odręczne szkice ołówkiem stworzone przez dziadka Józia (odkrył on bowiem, podobnie jak pozostali, swoją nową pasję).

Ze szkiców tych Kasia z Piotrusiem, przy pomocy taty, Jackiego i Mikusia, używając komputera i komputerowych programów graficznych, wykreowali ich nową, artystyczną odsłonę. Wspólnie zaprezentowali na wystawie powstałe w ten sposób, grafiki komputerowe.

Ponadto zgromadzona w salonie babci Ludwiki i dziadka Józia publiczność mogła podziwiać kolorowanki wykonane na tychże grafikach przez Piotrusia, a także jego obrazy-rysunki stworzone za pomocą kredek akwarelowych, wody i pędzla.

Przykłady tych prac można obejrzeć na stronach tej książki.

Ciepłe uśmiechy zadowolenia i życzliwości powitały też na wystawie obrazy malowane przez babcię Ludwikę. Swoje prace tworzyła ona między innymi przy użyciu pałeczek pasteli.

Na wystawie znalazło się też mnóstwo prac koleżanek i kolegów Kasi i Piotrusia oraz ich Rodziców i Dziadków. A nawet Cioć i Wujków (także tych przyszywanych).

Fragmenty niektórych z nich możecie obejrzeć w rozdziale "KOLOROWANKA".

By zainspirować wszystkich PRZYJACIÓŁ WYOBRAŹNI, którzy zechcą sięgnąć po książkę lub kolorowanki, w tej części naszej zabawy udział wzięli (w kolejności od najmłodszych):

- Lilusia Kuśmierz (lat 5+),

- Noemi Mikosz (lat 12+),

- Mama Iza Kuśmierz (lat X+),

- Babcia Bożenka Kuśmierz (lat X+)

oraz

- przyszywana Ciocia Kasia (czyli ja, lat X+).

Tato Sławek i Dziadek Wiesiu na różne sposoby również uczestniczyli w całym przedsięwzięciu.

***

Wszystkim serdecznie dziękuję.

***

Bardzo gorąco dziękuję mojemu mężowi Januszowi za wszelką pomoc i wsparcie. Twoja miłość i cierpliwość są dla mnie bezcenne.

***

Dziękuję również za rady, słowa zachęty i uznania siostrze mojej Mamy - Cioci Zofii Gonciarz - wieloletniej nauczycielce klas 1-3, która jest również wieloletnią: mamą, babcią i prababcią, układającą, nieustannie od lat krótkie wierszyki-rymowanki dla kolejnych pokoleń maluchów.

Ciociu, pamiętaj, że musisz koniecznie je spisać!

***

Dziękuję moim Przyjaciołom i Znajomym za to, że wspierali mnie na różne sposoby, a szczególnie Beacie Bęben za dodanie odwagi, Alinie Siodmok, Ewie Budzie, Kasi Sieniawskiej oraz Beacie Cytarzyńskiej za udział w przygotowaniach do kolejnej kolorowanki oraz Oli i Mateuszowi Pielokom za uświadamianie mnie i oswajanie z wirtualną rzeczywistością, która jest chlebem powszednim dla dzisiejszej starszej i młodszej młodzieży. Kto wie, może kiedyś odważę się skorzystać z ich zachęt... i spotkamy się również tam.

***

Podziękowania składam także pani Joannie Zimny, pani Małgorzacie Stempowskiej, panu Krzysztofowi Szporakowi oraz wszystkim pozostałym współpracownikom wydawnictwa Bookkplan, za miłą atmosferę współpracy, za rady i cierpliwe wysłuchiwanie oraz ewentualne wprowadzanie w czyn moich pomysłów.

***

Przede wszystkim jednak dziękuję WAM, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, Mali i Duzi PRZYJACIELE WYOBRAŹNI, że sięgnęliście po tę książkę, by towarzyszyć Kasi i Piotrusiowi w śledzeniu przygód Pani WIOSNY, Pani LATO, Pani JESIENI i Pani ZIMY.

To dla Was oczywiście "Opowieści o czterech porach roku" opuściły SZUFLADĘ STAREGO KREDENSU.

Szuflada ta mieści jeszcze w sobie między innymi kolejne części przygód Kasi i Piotrusia. (Wkrótce cz. II pt.: "Niezwykłe przygody świerszcza Teodora").

Są w niej ukryte również kolejne ZESZYTY KOLOROWANEK, które być może z czasem trafią w Wasze ręce. Jeśli tak się stanie, to myślę, że każdy znajdzie w nich coś dla siebie. Jedne spodobają się bardziej młodszym Czytelniczkom i Czytelnikom o zacięciu artystycznym, a inne z kolei poruszą wyobraźnię młodzieży i dorosłych.

Mam nadzieję, że zarówno książka pt.: "Opowieści o czterech porach roku", jak i wszystkie zeszyty kolorowanek, dostarczą Wam przede wszystkim dobrej zabawy, zainspirują do własnych poszukiwań twórczych i umocnią w przekonaniu, że jest to doskonały sposób na relaks, oderwanie się od codziennych zajęć i problemów, czy wspólne spędzenie z Rodziną i Przyjaciółmi wolnego czasu.

Być może przy pomocy którejś kolorowanki, stworzycie własną, ulubioną interpretację rzeczywistości. Będziecie przecież mieć, Drodzy ARTYŚCI, pełną swobodę w doborze kolorów, sposobów prowadzenia kredki, flamastra, czy pędzla... Umieszczone w danej KSIĄŻCE lub kolejnym ZESZYCIE KOLOROWANKI zdjęcia, gotowe pokolorowane ilustracje czy po prostu kolorowe grafiki mają być w założeniu luźną inspiracją dla Czytelników, a nie szablonem, do którego bezwzględnie należy się dostosować.

To od Was będzie zależeć rezultat końcowy i to, jak ściśle zechcecie się trzymać wzoru umieszczonego na podkładzie w każdym kolejnym ZESZYCIE: KOLOROWANKA NR...

Celem jest twórcza zabawa, a nie presja i stres!

Wierzę, że kolorując w przyszłości kwiaty i pejzaże czterech pór roku lub np. poznając razem z misiem Pączkiem i jego przyjaciółmi możliwości różnych rodzajów flamastrów lub kredek (np. akwarelowych, którymi możemy malować jak farbkami, używając dodatkowo pędzelka i wody) - poczujecie wiatr we włosach, zapach wolności i beztroski, po prostu przepełni was radość życia!

Jest tak wiele możliwości twórczej zabawy!

Informacje o kolejnych książkach i kolorowankach, jak również o innych - mam nadzieję - ciekawych propozycjach, którymi postaramy się zainteresować Was - Drodzy Mali i Duzi PRZYJACIELE WYOBRAŹNI - wraz z Piotrusiem, Kasią i misiem Pączkiem, możecie zaczerpnąć, zerkając od czasu do czasu na stronę naszej autorskiej galerii internetowej "MÓJ BŁĘKITNY ZAMEK".

Oto jej adres: www.katarzynakedziora.pl.

Z czasem strona WWW będzie się zmieniać, a kiedyś być może przy internetowej galerii autorskiej "MÓJ BŁĘKITNY ZAMEK" zostanie uruchomiony mały e-sklepik. Czas pokaże...

Już dziś jednak serdecznie zapraszam do odwiedzania w przyszłości galerii lub sklepiku miłośników książek, obrazów, zdjęć lub kolorowanek, koronek, wierszy i... porcelany. Z pewnością znajdziecie tam coś, co będzie idealnie pasowało do WASZEGO BŁĘKITNEGO ZAMKU.

***

Niestety nie udało się zaprezentować Wam, Drodzy Przyjaciele Wyobraźni, całego zgromadzonego zbioru ilustracji w tej książce. Uniemożliwiła nam to ograniczona ilość miejsca. Zapewniam Was jednak, że wszyscy uczestnicy bawili się wyśmienicie!

Może więc i Wy zorganizujecie Waszą wystawę z Waszymi rysunkami, zdjęciami, grafikami komputerowymi czy obrazami malowanymi na przykład kredkami akwarelowymi?

Zachęcam Was do tego serdecznie!

***

Szanowni Podróżnicy!

Jeśli spodobała się Wam wyprawa po KRAINIE WYOBRAŹNI z Piotrusiem, Kasią i misiem Pączkiem, to polećcie ją również Waszym Znajomym, Rodzinie i Przyjaciołom. Mamy nadzieję, że "Opowieści o czterech porach roku" zabiorą w tę przygodę i zachęcą do wspólnej zabawy przez długie lata, jak najwięcej osób, które podzielą Waszą i naszą - tj. oczywiście Piotrusia, Kasi i misia Pączka - pasję do przygód, książek i kolorowanek!

Życzę wszystkim mnóstwa twórczych pomysłów i radości!

DO PRZECZYTANIA I ZOBACZENIA W ŚWIECIE WYOBRAŹNI

Autorka

KONIEC

WPROWADZENIE

poznajmy się

Dawno, dawno temu... Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i za siedmioma lasami...

A właściwie może wcale nie aż tak dawno i nie aż tak daleko. Po prostu w pewnym mieście pełnym wysokich bloków i dużych sklepów żyła sobie rodzina. Kasia i Piotruś byli rodzeństwem i razem z mamą i tatą mieszkali w trzypokojowym mieszkanku, na ostatnim piętrze bloku. Obok niego stało jeszcze wiele innych budynków. Wszystkie były podobne do siebie. Razem składały się na jedną całość o obiecującej nazwie Osiedle Widokowe.

I rzeczywiście, z ostatnich pięter bloków rozpościerały się widoki na nieznane jak dotąd Kasi i Piotrusiowi okolice. Jak się wkrótce dowiemy, już niedługo mieli je razem dobrze poznać.

Jednak nie uprzedzajmy biegu wydarzeń.

Dzieci nie rozumiały, dlaczego rodzice nie przepadają za ich osiedlem. Same były raczej zadowolone z tego, gdzie mieszkają. W zasadzie przecież i tak przez większość czasu, jaki spędzały w domu, gdy tylko mogły, wpatrywały się w ekran telefonu, telewizora lub komputera.

Tym z kolei martwili się coraz bardziej rodzice Kasi i Piotrusia. Marzyło im się bowiem, aby ich podrastające szybko pociechy nie oddaliły się od nich i nie zamknęły przed nimi swoich serduszek. Gdy więc tylko nadarzała się okazja, wspólnie z dziećmi czytali bajki.

Dzięki temu odkryli, jak wielką dzieci mają wyobraźnię.

Kasia była raczej szczupła, ale niezbyt wysoka. Miała długie, ciemnobrązowe, gęste włosy. Najczęściej opadały one swobodnie na jej ramiona lub związane były w kucyki. W bursztynowych oczach często odbijały się radość i śmiech. Mówiono, że była bardzo pogodnym dzieckiem. Miała też bujną wyobraźnię. Gdy tylko tego chciała, wszystko, o czym słyszała lub myślała, stawało się dla niej niemal realne. Chętnie zatem spędzała z rodzicami czas na wspólnym czytaniu książek dla dzieci. Sama nie potrafiła jeszcze tego dobrze robić. Uczęszczała dopiero do klasy przygotowawczej. Nie opanowała więc jeszcze wszystkich potrzebnych do tego umiejętności.

Piotruś, jej młodszy prawie o rok braciszek, znacznie bardziej wolał naprawdę zjadać lody, których smak Kasia potrafiła sobie tak dokładnie wyobrazić. Jego oczy były równie brązowe jak jego włosy. Uśmiechały się łobuzersko razem z jego buzią, gdy psocił. Czasem lubił też popisywać się troszkę swoją "wiedzą prawdziwego znawcy komputerów" - jak mówił o sobie. Dodawał wtedy również - podpierając się przy tym pod boki - że chociaż lubi dokazywać w realu, to tak jak Kasia lubi też czasem przeżywać przygody w wyobraźni. Nie zdawał sobie jeszcze wtedy sprawy, jak bardzo swoją postawą i tym, co i jak mówi, naśladuje swojego tatę.

Jak już wspomnieliśmy, do niedawna oboje najbardziej lubili przesiadywać w domu przy komputerze. Dopiero jakiś czas temu odkryli, że nic nie może się równać z wyjazdami za miasto. Zauważyli to, gdy zaczęli z rodzicami częściej odwiedzać babcię Ludwikę i dziadka Józia. Trzeba szczerze powiedzieć, że początkowo robili to raczej niechętnie i z ociąganiem.

Po prostu woleli betonowe bloki i komputery, bo tylko to dobrze znali.

Dziadkowie mieszkali całkiem niedaleko. Jakieś trzydzieści kilometrów od wnuków. Żyli w uroczym miasteczku o bajkowej nazwie Sosnowy Las. Było ono niezbyt duże, składało się z kilku dzielnic. Dzielnice te nazywały się równie bajkowo jak owo miasteczko. Były to: Lasy, Sady, Ogrody, Pola i Łąki. Dziadek z babcią mieszkali w Sadach.

W Sadach było zupełnie inaczej niż w dużym mieście, w którym mieszkali Piotruś i Kasia. Było tu zielono i pięknie. Nigdzie nie było widać bloków. Maleńkie miasteczko zgodnie z nazwami poszczególnych dzielnic otoczone było lasami i polami. Wokół rozsianych dookoła maleńkich, przytulnych domków kołysały się kwiaty w ogrodach. Sady w lecie pełne były pysznych dojrzałych owoców.

W jednym z takich domków mieszkali właśnie babcia Ludwika i dziadek Józio.

Babcia była średniego wzrostu. Miała wesołe brązowe oczy i włosy, które lubiły czasem zmieniać kolor. W tym momencie na przykład były w odcieniu kasztanowym. Czesała je teraz inaczej niż w młodości. Obecnie najczęściej związane były w gruby węzeł tuż nad karkiem. Kiedyś, tak jak u Kasi, opadały swobodnie na ramiona. Mówiono, że Kasia jest bardzo podobna do babci z jej młodych lat.

Dziadek Józio natomiast był wysoki i szczupły. Ciągle zachowywał dobrą kondycję, choć siwe włosy zdradzały, że nie jest już małym chłopcem. Jego szare oczy wciąż jeszcze zachwycały babcię Ludwikę. On natomiast kochał jej radość życia i śmiech. Od czasu, gdy regularnie odwiedzała ich cała rodzina, można go było często słyszeć.

Choć wszystko zaczęło się dość nieszczęśliwie...

Zresztą sami oceńcie.

"Sady" - obraz olejny (To tu mieszkają dziadek Józio i babcia Ludwika)

WYPRAWA ZA MIASTO

Pewnego chłodnego wiosennego dnia rodzice Kasi i Piotrusia postanowili, że razem z dziećmi wyjadą za miasto. Przyszło im do głowy, że dzieci powinny odwiedzić dziadków, z którymi dawno się jakoś nie widzieli. Uznali też, że będzie to doskonała okazja, żeby wszyscy odetchnęli świeżym powietrzem.

Już od jakiegoś czasu zastanawiali się nad tym, czy by się nie przeprowadzić poza miasto. Mogliby też zamieszkać w Sadach, razem z babcią i dziadkiem, Kasią i Piotrusiem, i dojeżdżać do pracy. Nie było to bowiem wcale aż tak daleko. Niestety wciąż pojawiały się nowe przeszkody i ciągle nie mogli tego zrobić. Trzeba jednak tu zaznaczyć, że zrobili już pierwszy krok, by pokonać te trudności. Wykonali bowiem rozpoznanie okolicznych terenów w poszukiwaniu domku dla ich czteroosobowej rodziny. Dzieci marzyły o psie. Marzył też o nim tato Kasi i Piotrusia.

- Zawsze chciałem mieć wilczura - wzdychał. - Takiego mądrego strasznie - dodawał z tęsknotą.

Rodzice nie powiedzieli jednak do tej pory dzieciom o swoich poszukiwaniach domku. Miała to być dla nich prawdziwa niespodzianka.

Póki co - pomyśleli - dzisiaj pojadą do babci Ludwiki i dziadka Józia. Dzieci od niedawna poznawały lepiej to miejsce. Rodzice bowiem od jakiegoś czasu zostawiali tam swoje pociechy nawet na kilka dni. Śmiali się, że wysyłają dzieci na miniwakacje, by przewietrzyły płuca.

Tak było i tym razem, chociaż akurat teraz nie mieli wcale tego w planach. Miał to być po prostu krótki, dwudniowy wyjazd w odwiedziny do dziadków, za miasto. Tak jednak w życiu bywa, że coś nas zaskakuje i nieoczekiwanie musimy dostosować się do nowych warunków.

Dziś radość zmieszała się ze smutkiem. Powód uzyskania kilku dodatkowych dni wolnych od szkoły i przedszkola okazał się bowiem nieco bolesny. Właśnie rano w dniu powrotu do domu Kasia skręciła sobie kostkę. Wezwano pana doktora, który zdecydował, że powinna przez jakiś czas pozostać w domu.

- Co tu robić? - pytali się nawzajem zatroskani rodzice. - Oboje musimy przecież wracać jutro do pracy - informowali po cichu jeden drugiego, jakby zapomnieli, że razem znaleźli się w tej trudnej sytuacji.

Martwili się jednak niepotrzebnie. Z pokoju obok wyszli dziadek Józio i babcia Ludwika i zaczęli zgodnym chórem swą przemowę:

 - Dzieci oczywiście mogą zostać u nas - zapraszali. - Kasia i Piotruś powinni spędzić te dni razem - zapewniali. - We dwójkę będzie im przecież raźniej - przypominali. - My zaś z radością spędzimy z nimi więcej czasu. Dawno tego nie robiliśmy - zakończyli z nutką tęsknoty w głosach.

Ponieważ rodzice musieli wrócić do pracy, czuli wdzięczność dla dziadków za tę szczerą ofertę. Wiedzieli też przecież, że tu dzieci będą miały dobrą i serdeczną opiekę i wkrótce wrócą do swych codziennych obowiązków.

Nastąpiły uściski pożegnania. Nie wiadomo, kto kogo bardziej pocieszał. Rodzice zapewniali, że czas szybko minie i że gdy się tu razem spotkają za pięć dni, po spuchniętej kostce i bólu nie będzie już śladu.

Dzieci z kolei obiecywały, że jak zwykle będą grzeczne i nie sprawią dziadkom kłopotów.

Słońce natomiast, jak gdyby nigdy nic, świeciło nadal radośnie. Dodawało tym, jak zawsze, każdemu otuchy. Obiecywało, że wszystko się przecież dobrze ułoży.

I jak zwykle miało rację.

Chociaż trzeba otwarcie przyznać, że następnego dnia wcale się na to nie zanosiło...