Wstęp, czyli dzieciństwo na greckiej wyspie
Książka jest adresowana do psychoterapeutów. Nie jest jednak przeznaczona wyłącznie dla psychoterapeutów, którzy identyfikują się z podejściem systemowym. Myślenie systemowe jest użyteczne dla osób odwołujących się do wielu różnych szkół terapii, w tym również dla psychoterapeutów, którzy prowadzą wyłącznie indywidualną psychoterapię. Pacjenci zawsze znajdują się w jakiejś sieci relacji, a to właśnie na tej sieci skupia się podejście systemowe.
Pisząc tę książkę, stawiałem sobie dwa cele. Po pierwsze, chciałem przybliżyć Czytelnikowi wybrane koncepcje systemowej psychoterapii rodzin, które mogą być pomocne w wyjaśnianiu mechanizmów problemów funkcjonowania rodzin. Po drugie, proponuję pewien sposób myślenia o psychoterapii rodzin jako tworzącej możliwość rozwoju zarówno dla rodziny jako całości, jak i poszczególnych jej członków. Dlatego mniej uwagi poświęcam "leczeniu rodziny", a bardziej skupiam się na diagnozie przeszkód w rozwoju rodziny i tworzeniu optymalnych warunków do tego rozwoju. Książka ta jednak - niespodziewanie dla mnie samego jako autora - stała się okazją do dialogu z różnymi koncepcjami, które miałem przyjemność poznawać w toku stawania się psychoterapeutą. Jej tytuł nawiązuje właśnie do tego: twórczego przekształcania tego, co było w przeszłości. W związku z tym, opisując poszczególne koncepcje, zastanawiałem się, jak je przekształcam w taki sposób, aby ożywiały moją praktykę psychoterapeutyczną.
Moja poprzednia publikacja dotyczyła psychoterapii par (Chrząstowski, 2021). Tym razem chciałem więcej uwagi poświęcić rodzinom. Dostrzegam rosnące zapotrzebowanie na terapię rodzin. Mam nadzieję, że książka będzie pomocna w zrozumieniu wybranych aspektów podejścia systemowego w psychoterapii. Jest to podejście bardzo zróżnicowane, ponieważ od kilkudziesięciu lat stale się rozwija. Nie jest wcale łatwo określić, co wyróżnia to podejście na tle innych (zwłaszcza jeśli nie chce się robić szkodliwych uproszczeń dotyczących pozostałych nurtów psychoterapii). Czytelnik łatwo znajdzie w języku polskim opracowania dotyczące terapii systemowej, np. Wprowadzenie do systemowego rozumienia rodziny pod redakcją Bogdana de Barbaro (1999); Terapia rodzin autorstwa Ireny Namysłowskiej (2000) czy rozdziały poświęcone terapii rodzin napisane przez Barbarę Tryjarską (2006) w serii podręczników Psychoterapia pod redakcją Lidii Grzesiuk. Nie omawiam więc teoretycznych podstaw tej szkoły terapii, jej głównych twórców, nie przytaczam kluczowych definicji. Zależy mi na pokazaniu, jak pewne elementy myślenia systemowego mogą być przydatne w rozumieniu wybranych mechanizmów funkcjonowania rodziny. Postanowiłem skupić uwagę Czytelnika na tych, które mogą okazać się szczególnie przydatne w praktyce psychoterapeutycznej. Wybrałem je ze względu na ich kluczowe znaczenie w rozwoju psychoterapii systemowej. Kierowałem się przy tym wiedzą zawartą w książce Rudiego Dallosa i Ros Draper Introduction to Family Therapy (Wprowadzenie do terapii rodzin) - podręczniku psychoterapii, który w 2024 roku miał piąte wydanie w Wielkiej Brytanii (Dallos i Draper 2024). Książka ta uczy, jak myśleć systemowo, a nie jest akademickim wykładem o terapii systemowej.
Omawiane zagadnienia zilustrowałem - zamiast tradycyjnymi studiami przypadków - odwołaniem do historii opowiedzianej w jednej z wybranych przeze mnie książek. Skąd taka decyzja? Po pierwsze, miałem zaszczyt pracować z panią prof. Mariną Zalewską, która razem z panią prof. Katarzyną Schier napisały niedoścignionych Krewnych i znajomych Edypa. Kliniczne studia dzieci i ich rodziców (2006). Odwoływały się w niej do wybranych mitów greckich, czym zainspirowały mnie przy pisaniu tej książki. Po drugie, uważam, że pisarze potrafią w bogaty sposób opisać problemy, z jakimi zmagają się nasi pacjenci. Kliniczne opisy przypadków bywają z konieczności uproszczone i nie zawsze odzwierciedlają wieloaspektowość trudności wnoszonych przez pacjentów. Pisarze robią to bez uproszczeń. Czuję narastającą niechęć do głosów psychoterapeutów objaśniających świat, a jednocześnie niedostrzegających niedopowiedzeń i niejasności. Po trzecie, chciałbym uniknąć wszelkich wątpliwości dotyczących zachowania tajemnicy zawodowej. Ważne jest, aby moi pacjenci nie mieli poczucia, że wykorzystuję ich przypadki, aby potem opisywać je na łamach swoich książek. W końcu uważam, że równie istotne, co rozwijanie kompetencji zawodowych, jest obcowanie terapeuty z kulturą i sztuką, które oferuje inną, często alternatywną perspektywę i umieszcza problemy pacjentów w nowych kontekstach. To inspiruje i pogłębia refleksję.
Odwołuję się do powieści, zwłaszcza powieści dla dzieci i młodzieży z jeszcze jednego powodu. Przedstawię go, opowiadając własną historię. Część swojego dzieciństwa spędziłem na greckiej wyspie Korfu. Moja Korfu mieściła się przy ulicy Matejki w Poznaniu, gdzie długi czas mieszkali moi dziadkowie. Korfu poznawałem z książek Geralda Durrella, brytyjskiego zoologa i autora bestsellerów opowiadających o jego dzieciństwie spędzonym na tej właśnie wyspie. Durrell z humorem opowiada swoje przyrodnicze przygody, ale też ze swadą portretuje członków własnej rodziny. Matka pisarza wraz ze dziećmi wyjechała w 1935 roku do Grecji. Oddajmy głos Durrellowi:
"Lilipuci ogródek był czarodziejską krainą, lasem kwiatów, wśród których włóczyły się stworzenia, jakich nigdy w życiu nie widziałem. Pośród grubych, jedwabistych płatków róż mieszkały maleńkie, podobne do krabów, pajączki, które spłoszone umykały bocznym chodem. [...] Motyle zwisakowate, lśniące, kształtne i skrętne, furkotały nad ścieżkami, wprowadzając ogromny zamęt, a od czasu do czasu zatrzymywały się na zamglonych trzepotem skrzydłach, by zanurzyć długą, smukłą ssawkę w kwiat" (Durrell, 2019, epub).
Książka ta pokazała mi urodę naszego świata, jego piękno, którego jesteśmy częścią. Nauczyła mnie również ciekawości tego świata. Bycie ciekawym jest jedną z kluczowych cech, które powinny charakteryzować psychoterapeutów systemowych, a nawet w ogóle psychoterapeutów. Ciekawość pozwala nam przekroczyć własne ograniczenia, zaryzykować bezpieczeństwo. Jednym z wrodzonych systemów, obok przywiązaniowego (tego, na którym zwykli się skupiać psychoterapeuci), jest behawioralny system eksploracji (Lubiewska, 2019). Ciekawość w ramach psychologii pozytywnej jest uważana za jedną z sił charakteru należącą do cnoty mądrości. Gerald Durrell był pełen ciekawości i zachwytu nad światem. Autorzy książki Trening twórczości (Nęcka i in., 2019, epub) tak ujmują tę kwestię:
"Zakładamy, że posiadanie gotowych odpowiedzi na wszystkie pytania nie jest oznaką mądrości, lecz wynika z braku wyobraźni, z podwyższonego poziomu dogmatyzmu i/lub z poczucia niższej wartości. Umysły otwarte i twórcze cechuje bowiem skłonność do łatwego popadania w stan zdziwienia".
Kiedy po latach powróciłem do książek Durrella, odczytałem je jednak inaczej, zadając sobie różne pytania, których nie mogłem postawić jako dziecko. Już choćby z perspektywy własnych doświadczeń zacząłem się zastanawiać, jak wiele potencjalnych trudności i stresu wiąże się z emigracją. Zabawny opis Geralda Durrella podjęcia decyzji o wyjeździe do Grecji skrywał jednak trudniejszą prawdę. Matka Geralda, Louisa, miała "załamanie nerwowe" oraz nadużywała alkoholu. Wyjazd miał ją uchronić przed alkoholizmem. Być może jej problemy wiązały się z tzw. powikłaną żałobą. Jej mąż, a ojciec Durrella, zmarł prawdopodobnie z powodu guza mózgu. Pani Durrell, podobnie jak jej dzieci, urodziła się na Półwyspie Indyjskim, z którym wiążą się ich wspomnienia z dzieciństwa. Po śmierci pana Durrella rodzina przeniosła się do Anglii, a następnie do Grecji (Haag, 2017). W trakcie lektury Trylogii z Korfu[1] przychodzą mi do głowy pewne pytania, które brzmią:
- Czy matka głównego bohatera nie czuła się obciążona opieką? Samotnie wychowywała dzieci i musiała sama sobie radzić z problemami codziennego życia. W jaki sposób radziła sobie z tym obciążeniem? Jak jej sposoby radzenia sobie z trudnościami wpływały na jej relacje z dziećmi?
- Gerard Durrell nauczył się greckiego, w przeciwieństwie do własnej matki. Ona musiała korzystać z pomocy syna, gdy chciała się porozumieć z mieszkańcami wyspy. Jaki to mogło mieć wpływ na relację matki z synem? Przypomina to sytuację niektórych rodzin z doświadczeniem uchodźczym, w których dzieci szybciej się asymilują niż ich rodzice. Dzieci bywają w takich rodzinach parentyfikowane (Hyman i in., 1996).
- Jaką psychologiczną funkcję pełnił humor, z jakim opisywani są członkowie rodziny? Czy nie jest sposobem na adaptację do momentami trudnych przeżyć? Humor postrzegam jako olbrzymi zasób, a nie jedynie kolejny mechanizm obronny.
- Autor Trylogii z Korfu ma duże kłopoty z nauką. Co więcej, chyba największą przyjemność odczuwa, spędzając czas na obserwacji przyrody. Nie opisuje swoich zabaw z rówieśnikami ani swoich dziecięcych przyjaciół. Dobrze się czuje w towarzystwie dr. Theodora Stephanidesa - greckiego lekarza i przyrodnika. Czy przypadkiem współcześni psycholodzy i psychiatrzy nie ulegliby pokusie zdiagnozowania u Geralda pewnych problemów rozwojowych?
- Wydaje się, że dr Stephanides w życiu chłopca pełni funkcję postaci ojcowskiej. "Gdybym miał magiczną moc - powiedział kiedyś Gerry - każdemu dziecku dałbym dwa wspaniałe dary: czarodziejskie dzieciństwo, jakie miałem na Korfu, oraz przyjaźń i przewodnictwo Theodora Stephanidesa" (Haag, 2017). W pewnym momencie Stephanides wyjeżdża jednak z wyspy, gdyż dołączył do sanitarnej kampanii przeciwko malarii, stanowiącej wówczas duży problem zdrowotny w Grecji. Jak sobie z tym poradził chłopiec?
- Siostra głównego bohatera, Margot, opisana jest jako przestraszona (i raczej mało rozgarnięta) nastolatka. "Na górze Margot, na wpół goła, oblewała się środkami dezynfekcyjnymi w ogromnych ilościach, a matka spędziła męczące popołudnie, oglądając ją bez ustanku, by sprawdzić, czy nie widać oznak choroby, która, zdaniem Margot, już się w niej lęgła" (Durrell, 2019, epub). Opisy jej problemów wydają się bardzo zabawne, dopóki nie pomyślimy sobie, jak momentami dziewczyna musiała cierpieć. Na łamach książki nie widać próby zrozumienia tego, co Margot przeżywała. Można też łatwo uznać, że matka wzmacniała lęk córki, stale sprawdzając, czy "nie widać oznak choroby". Ten lęk matki lepiej rozumiemy, gdy wiemy, że Louisa straciła jedno dziecko, Margery, z powodu dyfterytu (Haag, 2017). Nadopiekuńczość rodzica, czymkolwiek jest, ma swoje (nie zawsze jawne) przyczyny.
- Główny bohater jako dziecko swobodnie i na własną rękę eksploruje wyspę. Czy według dzisiejszych standardów opieki nie uznano by tego za zaniedbanie ze strony matki? Jak bardzo zmieniły się nasze normy w zakresie opieki nad dziećmi? Gerald poznaje w pewnym momencie więźnia - dorosłego mężczyznę. Nie wyobrażam sobie, aby współcześni rodzice pozwolili dziecku na kontakt z obcym mężczyzną, który na dodatek odbywa karę za morderstwo.
- Durrellowie ciągle się przeprowadzają. Te przeprowadzki opisywane są malowniczo jako pobyty w kolejnych domach: Willa Truskawkowa, Żonkilowa Willa, Biały Dom, Śnieżnobiała Willa. Z jednej strony przeprowadzki były czymś zwykłym w życiu chłopca, pewną normą, ale trudno nie zadać pytania o to, czy nie odbierały mu poczucia stabilności i przewidywalności? W końcu, w roku 1939, Durrellowie opuszczają Korfu. Rozpoczyna się II wojna światowa. To koniec ich dzieciństwa, moje dzieciństwo skończyło się wraz z wyprowadzką dziadków z ulicy Matejki.
Pytania te wcale nie zaprzeczają temu, że czas spędzony na wyspie dla chłopca był wspaniałym okresem w jego życiu, który zaowocował później już bardzo dorosłą pasją przyrodnika i osoby walczącej o ochronę środowiska. Pytania te po prostu wzbogacają moją opowieść zarówno o samym autorze książki mojego dzieciństwa, jak i o mnie samym (patrz rozdział 6 dotyczący narracji w rodzinie). W związku z tym, analizując siebie jako czytelnika, zacząłem zadawać sobie dodatkowe pytania:
- Dlaczego właśnie zadałem takie pytania, a nie inne? Z jakiego powodu zaciekawiły mnie akurat te fragmenty historii Durrellów?
- W jaki sposób moja własna historia rezonuje z historią Durrellów?
- Jakich pytań nie zadałem i dlaczego?
Moja babcia pisała dla mnie (i dla innych swoich wnuków) bajki. Dziadek był lekarzem, miał specjalizację m.in. z psychiatrii. Chociaż brzmi to jak historyjka wymyślona na potrzeby tej książki, to rzeczywiście jedną z pierwszych lektur mojego dzieciństwa była Psychiatria Polska, którą dziadek zostawiał na swoim biurku. Nic oczywiście nie rozumiałem z tego, co czytałem. Interesowała mnie głównie kazuistyka. Książka, którą właśnie Państwo czytają, jest więc w pewnym sensie twórczym przekształceniem rodzinnych przekazów od babci i dziadka.
Rodzice ukończyli studia na Uniwersytecie Warszawskim. Nie pracowali na uczelni, ale w ich opowieściach uniwersytet jawił się nie tylko jako miejsce zdobycia wykształcenia, lecz także jako prawdziwa Alma Mater. Praca na uniwersytecie jest dla mnie swoistym pozostaniem w rodzinie, chociaż nie tej biologicznej. Ojciec był z wykształcenia fizykiem i cenił wiedzę. Był również czytelnikiem, lubił Dickensa. Matka pracowała w bibliotece. Książki miały i mają szczególne dla mnie znaczenie. Wszyscy jesteśmy czytelnikami, nawet jeśli nie sięgamy po literaturę. To uważne spojrzenie opiekuna, który "czyta" dziecku, ożywia umysł tego dziecka. Jeśli opiekun potrafi dobrze "czytać", ma szanse nauczyć dziecko tej jakże przydatnej umiejętności. Stale, aż do rozpadu umysłu, czytamy i piszemy - piszemy naszą historię. Jak uczy teoria przywiązania, stale potrzebujemy czytelników - od kołyski aż po grób. Rebecca Solnit w książce A Velocity of Being: Letters to A Young Reader (Chyżość bycia: listy do młodego czytelnika) wyraziła to słowami:
"Układałam książki wokół siebie dla ochrony i wycofałam się do ich bastionów, budując wieżę, w której uciekałam od moich nieszczęśliwych okoliczności. Tam żyłam przez wiele lat, zakochana w książkach, znajdując w nich schronienie, ucząc się z książek dziwnej, pełnej danych, przestarzałej wersji tego, co to znaczy być człowiekiem. Książki dały mi schronienie. Albo raczej zbudowałam z nich schronienie, z tych książek, które były zarówno cegłami, jak i magicznymi zaklęciami, ochronnymi zaklęciami, które snułam wokół siebie. Mogą być drzwiami, statkami i fortecami dla każdego, kto je kocha" (tłumaczenie własne) (Popova i Bedrick, 2018, epub).
Oczywiście lektura książek, które przywołuję, nie jest konieczna do zrozumienia przytaczanych studiów przypadków rodzin. Z drugiej strony, samodzielna lektura tych książek pozwoli Czytelnikowi na wyrobienie sobie własnego zdania na temat opisywanych rodzin. Być może okaże się, że zdanie to będzie odmienne od tego prezentowanego przeze mnie. Książki, które wybrałem, nie są pozycjami z kanonu literatury dziecięco-młodzieżowej. Czytelnik mógłby mieć wyrobione zdanie na temat tych pozycji, a ja chciałem zaskoczyć i pobudzić do refleksji. Nie chcąc również odbierać Czytelnikowi przyjemności z lektury, starałem się tak relacjonować książki, aby nie ujawnić niektórych ich szczegółów. Pozostawiłem je do samodzielnego odkrycia.
Odsyłam też Czytelnika do powieści graficznych, będących formą sztuki narracyjnej, która łączy obraz i tekst w celu opowiedzenia historii lub przekazania informacji. Właśnie to połączenie umożliwia wzbudzenie takich doświadczeń u odbiorcy, które pozostają zakodowane w różnych systemach jego pamięci. Mówiąc prościej, powieść graficzna ułatwia odczucie tego, czego doświadcza bohater historii - ułatwia postawienie się w jego sytuacji.
Przywołuję także wyniki badań empirycznych. Oparcie praktyki psychoterapeutycznej wyłącznie na wynikach badań byłoby znaczącym jej ograniczeniem (por. Chrząstowski, 2019). Uważam, że uwzględnienie dorobku empirycznego współczesnej psychologii pozwala krytycznie przyjrzeć się niektórym koncepcjom psychoterapii. Psychoterapeuta bywa bezradny wobec złożoności problemów pacjentów. Staje też w obliczu cierpienia drugiego człowieka. Bycie świadkiem cierpienia i własna bezradność prowadzą czasami do uproszczeń, szybkich rozwiązań i właśnie wspomnianego braku krytycyzmu. Głęboko przemawia do mnie opinia nie psychologa, tylko właśnie fizyka z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Andrzeja Dragana (2022, epub): "...gdyby cały obecny stan naszej wiedzy o świecie zebrać i nie wiem jak precyzyjnie wyrazić, to i tak dostalibyśmy zbiór przybliżeń lub nonsensów". Dragan pisze dalej słowa, które mnie jako psychologowi pracującemu również na tym samym uniwersytecie są bliskie: "Tak właśnie działa metoda naukowa - nie poprzez udowadnianie czegokolwiek, bo się przecież nie da, a przez nieustające próby korygowania tego, co aktualnie wiemy o świecie. Tak zwane fundamentalne prawa fizyki to po prostu zbiór twierdzeń, które póki co nie zostały empirycznie podważone. Fizycy wcale w owe prawa nie "wierzą", lecz przyjmują je do wiadomości, zgodnie z dotychczasowymi obserwacjami" (Dragan, 2022, epub). Martwi mnie, gdy brak wiedzy psychoterapeuty jest maskowany swobodnym snuciem chaotycznych przypuszczeń, rzekomo uzasadnionym szacunkiem dla wieloobrazu. Psychoterapeuta ma etyczny obowiązek formułować hipotezy w odniesieniu do współczesnej wiedzy (nawet tej wiedzy wziętej w konstrukcjonistyczny cudzysłów), a hipotezy te mają służyć klientowi.
Rozumiem, że odwołując się zarówno do badań naukowych, jak i analizując dzieła literackie, wprowadzam pewien chaos, ponieważ w trakcie tej analizy nie stosuję żadnego spójnego metodologicznie klucza. Odzwierciedla to jednak różnorodność, jaka charakteryzuje samo podejście systemowe. Zdaję sobie sprawę, że z punktu widzenia naukowców-badaczy, niektóre zagadnienia w książce są opisane w nazbyt uproszczony sposób. To świadoma decyzja. Książka adresowana jest do psychoterapeutów, a nie naukowców. Nie jest monografią, w której jest miejsce na wieloaspektowy i jednocześnie precyzyjny opis różnych zjawisk. Odnoszę wrażenie, że taki opis bywa mniej użyteczny dla psychoterapeutów. Próba wprowadzenia precyzji do tego "języka psychoterapii" jest konieczna, ale jednocześnie skazana na porażkę.
W miarę postępu prac nad książką zacząłem sobie uświadamiać, że nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób psychoterapeuci mogą skorzystać z badań naukowych, ani czy naukowcy potrafią czerpać z dorobku psychoterapeutów. Zajęcie się tym zagadnieniem wymagałoby osobnej publikacji i wspólnej refleksji zespołu specjalistów. Stawiam jednak oba pytania o wzajemny wpływ jako równorzędne. Skupienie się wyłącznie na wpływie badań na praktykę psychoterapeutyczną zawiera w sobie element paternalizmu, jawnego lub ukrytego poczucia wyższości akademii nad praktyką. Taka perspektywa zamyka drogę do dialogu. Tymczasem to właśnie wspólna, życzliwa ciekawość siebie nawzajem stwarza przestrzeń do rozwoju.
Czytelników pozostawiam z pytaniami, które sam sobie zadaję: czy wyniki badań naukowych wpływają na Twój sposób myślenia o psychoterapii? Czy go zmieniają? Czy mają znaczenie dla Twojej praktyki? A może zwracamy na nie uwagę jedynie wtedy, gdy ich wyniki potwierdzają nasze przekonania? A jeśli jesteś naukowcem - czy rozmowy z psychoterapeutami zmieniają Twoje badania? Czy, poza zdawkowymi deklaracjami, rzeczywiście myślisz o aplikacyjnym charakterze swojej pracy?
W rozważania te wpisuje się pytanie, jakie stawia Katarzyna Kasia (2021): co bardziej nas oszukuje - sztuka czy nauka? Kasia (2021), powołując się na Thomasa Kuhna, stwierdza, że nauka jest wahaniem. Sztuka również jest owym wahaniem. Dodam od siebie, że podczas mojego szkolenia z terapii rodzin pod kierunkiem prof. Bogdana de Barbaro nauczyłem się, iż jednym z istotnych aspektów psychoterapii jest pozostawanie w niepewności, ciągłe wahanie się. Książka ta jest także wyrazem owego wahania - choć, o ile prościej byłoby w końcu wykrzyknąć: "WIEM!" (por. Drath i de Barbaro, 2022) lub obrać w swoich rozważaniach jedną perspektywę: skupić się na nauce lub na sztuce.
Myśląc o roli badań w praktyce klinicznej, odkryłem jeszcze jeden powód, dla którego są one dla mnie ważne. Im śmielej mówię własnym głosem, im mniej wstydzę się siebie i swojego sposobu myślenia, tym bardziej potrzebuję odnajdywać inne punkty odniesienia, inne głosy - tak, aby mój nie zagłuszał pozostałych, lecz współtworzył wielogłos. Mówienie własnym głosem nakłada na psychoterapeutę obowiązek poszukiwania odmiennych perspektyw i punktów widzenia. Pomaga w tym rozmowa z własnym psychoterapeutą, superwizorem, udział w szkoleniach oraz sięganie do badań naukowych.
Nie mając wątpliwości, że piszę wyłącznie o "przybliżeniach", poprosiłem koleżanki i kolegów o lekturę wybranych rozdziałów tej książki i podzielenie się ze mną uwagami. Tym osobom należy się szczególne wyróżnienie. Są to: Maria de Barbaro, prof. Bogdan de Barbaro, prof. Anna Cierpka, prof. Małgorzata Dragan, prof. Małgorzata Gambin, prof. Paweł Holas, Kamila Kamińska, Maria Kasprowicz, Tomasz Kołodziejczyk, prof. Grażyna Kmita, prof. Katarzyna Lubiewska, Ryszard Matląg, Alina Naporowska, Aleksandra Siódmak, prof. Katarzyna Schier, prof. Anna Szuster-Kowalewicz, Wanda Szaszkiewicz oraz prof. Arlene Vetere. Dziękuję Asi Maszkiewicz za prośbę o tę książkę. Mojej mamie oraz Annie Strzałkowskiej dziękuję za pomoc w redakcji. Dziękuję Łukaszowi S. za Dorę Carrington i Lyttona Stracheya - ta książka to po części moja odpowiedź na ich historię, którą zaczęliśmy z nimi dzielić. Dziękuję Ani Cierpce za to, że potraktowała recenzję książki jako okazję do wspólnego namysłu łączącego serce i rozum. Dziękuję Dagmarze B.-Ch. za róże i za piwonie. Dziękuję Grzesiowi Ł. za wyrozumiałość dla mnie i dbanie o fundamenty. Dziękuję pani redaktor Aleksandrze Małek z wydawnictwa PWN za pracę nad książką, a Czesławie - kotce, u której mieszka pani redaktor - za nadzór nad całością.
Moje wyrazy wdzięczności kieruję do portugalskiej artystki Anny Cristiny Dias, której obraz został wykorzystany na okładce. Jej sztuka budzi we mnie uczucia, których nie sposób ująć w słowa. Choć nigdy nie spotkaliśmy się osobiście, ale poprzez nasze prace nawiązujemy relację - a właśnie o relacjach opowiada ta książka. Obrigado!
Mam nadzieję, że ta książka przyniesie Ci, Drogi Czytelniku, poczucie wolności. Jest to zaproszenie do podróży, która czasami może wydawać się nieco chaotyczna, przez różne obszary systemowej terapii rodzin. Pragnę, abyś podczas czytania nie czuł się pouczany ani nie traktował tego, co tu znajdziesz, jako jedynej słusznej wykładni systemowej terapii rodzin. Ta książka jest raczej zachętą do krytycznej refleksji, której skrzydłami są wolność i etyczna rozwaga. Pamiętaj, że tworzę jedynie mapę, a mapa nie jest tym samym, co terytorium (por. Korzybski, 1942, za: Dallos i Draper, 2024).
Książka ta jest wyrazem pamięci o moich dziadkach - Irenie i Zefirynie Reinke, Helenie i Krzysztofie Chrząstowskich - oraz o rodzicach Beacie i Tomaszu. Pamiętam.
Nota o neuroróżnorodności
Przygotowując książkę, spotkałem się z pytaniem, czy to, co piszę, dotyczy również osób neuroróżnorodnych. Moja pierwsza odpowiedź brzmiała: "Oczywiście, że tak". Jednak po namyśle powinienem powiedzieć: "Nie wiem". Psychoterapeuci systemowi ostrożnie korzystają z dorobku tradycyjnie ujmowanej psychopatologii, a zwłaszcza z nomenklatury psychiatrycznej. Jednocześnie ich wiedza stale się poszerza. Trudno mi ignorować istnienie umysłów szczególnych. Osoby obdarzone takimi umysłami tworzą rodziny i są ich członkami. Brakuje mi jednak wiedzy i doświadczenia, aby wypowiadać się na ich temat. Nie oznacza to, że ich ignoruję - wręcz przeciwnie. Pojawiają się na łamach tej książki.
Nota o inkluzywnym języku
W psychoterapii język bywa narzędziem zmiany. Za pomocą słów nie tylko opisujemy świat, ale - jak twierdzą konstrukcjoności społeczni - wręcz go budujemy (konstruujemy). Słowa nas ograniczają, ale też dają nam wolność. Słusznie więc tak dużą wagę przywiązuje się do korzystania z zasobów języka w psychoterapii. Od dawna zaleca się, aby nie używać formy "schizofrenik", tylko - przykładowo - "osoba z rozpoznaniem schizofrenii". Ostatnio dużą wagę przykłada się do języka neutralnego płciowo, po to, aby nie decydować za daną osobę, z jaką płcią (i czy w ogóle z jakąś płcią) się utożsamia. Prowadzi to do różnych trudności podczas sesji terapii rodzin, gdy np. dziecko - identyfikowany pacjent - życzy sobie zwracania się do siebie przy użyciu form bezosobowych, a rodzice naciskają na używanie form zgodnych z płcią biologiczną dziecka. Zagadnienia te nie są jednak przedmiotem tej książki.
Coraz częściej można spotkać się z określeniami "osoba kliencka" czy "osoba pacjencka". W niniejszej publikacji zrezygnowałem z tego typu określeń. Nie znaczy to, że uważam je za mało ważne, wprost przeciwnie. Wydaje mi się jednak, że byłoby to z mojej strony nadmiarowe. Nie miałem wielu okazji pracować z rodzinami, które wnosiły zagadnienie związane z płcią (zwłaszcza dziecka) jako centralne. Rodziny takie spotykam raczej w superwizji i staram się wtedy być wrażliwy na użycie języka związanego z płcią (by uwzględnić różne perspektywy członków rodziny). Obawiam się też, że moje umiejętności językowe nie są na tyle duże, abym mógł bez szkody dla płynności tekstu i jego odbioru swobodnie posługiwać się bardziej inkluzywnym językiem.
Jestem mężczyzną cispłciowym i z tej perspektywy piszę tę książkę. Używam więc terminu psychoterapeuta, chociaż oczywiście zwracam się zarówno do psychoterapeutek, jak i psychoterapeutów. Czasami jednak piszę celowo o psychoterapeutkach, aby zamanifestować wrażliwość na kwestie płci. Pozostawiam jednak refleksji Czytelnika to, w jaki sposób moja płeć i tożsamość seksualna wpływają na sposób pisania, a szerzej - na sposób widzenia świata.
1Uciekinierzy, czyli przekazy międzypokoleniowe
Rozdział ten poświęcony jest analizie tego, jak doświadczenia z przeszłości - zarówno te indywidualne, szczególnie o charakterze przywiązaniowym, jak i te zapisane w postaci przekazów międzypokoleniowych - mogą wpływać na teraźniejszość i obecne problemy zgłaszane przez członów rodzin. Wspomnę o początkach terapii rodzin, a także o jej sztandarowej technice, tj. analizie genogramów.
Korzenie powinny zasilać, a nie więzić. Powinny dawać siłę do przekształcania tego, co zostało nam dane, w coś nowego, wyrastającego właśnie ze starego. Proces ten ilustruje książka Uprooting: From the Caribbean to the Countryside - Finding Home in a English Garden (Wykorzenienie: z Karaibów na wieś - odnajdywanie domu w angielskim ogrodzie) autorstwa Marchelle Farrell (2024). Autorka, pochodząca z Trynidadu, przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii, aby kontynuować karierę jako psychiatra. Emigracja wiązała się jednak z odczuciem izolacji oraz przyniosła rozczarowanie, dlatego mając nadzieję na zmianę, przeprowadziła się na angielską wieś. Tam także czuła się wyobcowana - była jedyną czarnoskórą kobietą w swojej miejscowości. Ulgę dało jej jednak ogrodnictwo. Ogród stał się dla niej metaforą, która pomagała nadawać znaczenie jej życiu. Metafora ta odnosiła się do znajdowania swojego nowego miejsca i zapuszczania w nim korzeni. Troska o ogród była dla niej formą autoterapii. W ogrodzie odnalazła się w nowym kraju i tam też zakorzeniła.
Zakorzenienie może odnosić się nie tylko do rodziny, lecz także do natury, kultury, pracy lub teorii psychoterapeutycznych. Rudi Dallos (2006) w książce Attachment Narrative Therapy (Narracyjna terapia więzi) zachęca do tego, aby analizując wpływ przekazów rodzinnych na klientów/pacjentów, zadawać pytania, takie jak: "Co starasz się robić podobnie do swoich rodziców, a co starasz się robić inaczej niż oni?" lub "Co cenisz w swojej rodzinie pochodzenia, a wobec czego jesteś krytyczny?" Możemy te pytania odnieść również do naszej profesjonalnej "rodziny", którą tworzą psychoterapeuci par i rodzin: mistrzowie, superwizorzy, wykładowcy. Co chcemy kontynuować z ich dorobku, a co chcemy robić inaczej i dlaczego? Z jakimi teoriami terapii rodzin się utożsamiamy? Jak te teorie wpływają na nasze rozumienie terapii, a jakie widzimy ich ograniczenia? Odpowiedzi na te pytania pozwalają wykonywać zawód psychoterapeuty w sposób przemyślany i etyczny. Poznanie korzeni nie jest tylko lekcją historii - służy ono przede wszystkim refleksji nad własną praktyką psychoterapeutyczną.
Korzenie systemowej psychoterapii rodzin sięgają lat 50. XX wieku (Dallos i Draper, 2024). Wielu jej pionierów miało wykształcenie psychoanalityczne, co znalazło odzwierciedlenie w ich koncepcjach. To m.in. niezadowolenie z efektywności terapii psychoanalitycznej, szczególnie w przypadku pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, takimi jak schizofrenia, prowadziło do poszukiwania nowych podejść w psychoterapii. Stwierdzono, że psychoterapia indywidualna w niektórych przypadkach nasila problemy. Na przykład Don Jackson (1957), jeden z pionierów terapii rodzin, opisał, jak psychoanaliza pacjentki wiązała się z pogorszeniem stanu psychicznego jej męża, który ostatecznie popełnił samobójstwo.
Równocześnie w tym okresie rozwijały się badania nad komunikacją i systemami (Dallos i Draper, 2024). Cybernetyka, powstała w latach 40. XX wieku, wpłynęła na rozwój podejścia systemowego. Na Zachodnim Wybrzeżu USA Bateson i jego współpracownicy skupiali się na badaniach nad komunikacją, podczas gdy na Wschodnim Wybrzeżu łączono koncepcje psychoanalityczne z teoriami systemowymi, czego przykładami są prace Lymana Wynne'a i Murray Bowena (więcej na temat ich podejść można przeczytać we Wprowadzeniu do systemowego rozumienia rodziny pod redakcją Bogdana de Barbaro [1999] oraz w Terapii rodzin autorstwa Ireny Namysłowskiej [2000]). W Polsce wielu psychoterapeutów łączy podejścia psychodynamiczne z systemowymi. Psychoterapia psychodynamiczna zakłada, że wczesne relacje i doświadczenia, szczególnie z rodzicami, wpływają na rozwój osobowości i mogą powodować problemy emocjonalne w dorosłości. Psychoterapeuci rodzinni zwrócili uwagę, że te relacje często wynikają również z doświadczeń poprzednich pokoleń. W latach 80. XX wieku Monica McGoldrick i Randy Gerson opracowali technikę genogramu, która może posłużyć do analizy wpływu przekazów międzypokoleniowych (McGoldrick, 2007).
Profesor Irena Namysłowska w książce Od rodziny nie można uciec (Namysłowska, Gawryś i Jabłońska, 2020) pisała o "duchach przodków" obecnych w gabinecie terapeutycznym. Już w latach 70. ubiegłego wieku Selma Fraiberg (Fraiberg, Adelson i Shapiro, 1975), psychoanalityczka dziecięca i pracownica socjalna, użyła metafory, "duchów w pokoju dziecięcym" lub "duchów nad kołyską", sugerując, że rodzice, którzy nie poradzili sobie z trudnymi doświadczeniami z własnego dzieciństwa, odtwarzają je w relacji z własnymi dziećmi. John Byng-Hall rozszerzył tę koncepcję, wyróżniając skrypty replikacyjne i skrypty korekcyjne (Dallos i Vetere, 2025). Duchy przeszłości mogą zmieniać swoją postać na różnych etapach życia. Niektóre tracą na ważności, inne stają się potężniejsze. Praca z nimi nigdy się nie kończy i w tym tkwi pewne ryzyko - mogą nas uwięzić w przeszłości, zwłaszcza jeśli przeszłość wiąże się z bólem. Analiza przekazów międzypokoleniowych nie powinna zwracać nas ku przeszłości, lecz ku przyszłości. Korzenie mają zasilać, aby umożliwiać rozwój i rozkwit, a nie ograniczać. Gałęzie dobrze zakorzenionego drzewa, rozwijają się w różnych kierunkach, a w jego koronie gniazda zakładają ptaki, które drzewo traktują jako bezpieczną przystań.
Koncepcja mówiąca o znaczeniu przekazów międzypokoleniowych oraz szerzej - wpływu przeszłości na obecne funkcjonowanie rodziny, zyskała dużą popularność wśród psychoterapeutów. Popularność ta wiąże się czasami z niefrasobliwym i nieuzasadnionym powoływaniem się na przekazy rodzinne w kontekście problemów, z jakimi zgłaszają się pacjenci/klienci. Szukanie prostych związków przyczynowo-skutkowych między poważnymi chorobami somatycznymi a wydarzeniami z przeszłości w rodzinie jest po prostu nadużyciem - zarówno z perspektywy wiedzy medycznej, jak i w kontekście uznanych szkół psychoterapii.
1.1. Pogromca duchów: Wywiad do Badania Przywiązania Dorosłych
Duchy, jak dobrze wiemy nie tylko z literatury i kina, straszą oraz mają moc niszczenia życia. Nic więc dziwnego, że w ramach psychoterapii próbuje się wypracować sposoby radzenia sobie z nimi. Jednym z takich sposobów wydaje się refleksyjność. Refleksja nad własnymi doświadczeniami z dzieciństwa, zwłaszcza tymi trudnymi, związanymi z brakiem poczucia bezpieczeństwa, może być czynnikiem chroniącym przed negatywnym wpływem międzypokoleniowych wzorców.
Rowell i Neal-Barnett (2021), na podstawie dokonanego przeglądu badań, stwierdzają, że negatywne doświadczenia z dzieciństwa rodziców mają istotny wpływ na ich zdrowie psychiczne, dostępność emocjonalną oraz stosowane techniki wychowawcze, co z kolei wiąże się z problemami emocjonalnymi i behawioralnymi u dzieci. Szczególną rolę w tym procesie może odgrywać depresja rodzicielska, która wpływa na ich zdolność do emocjonalnego reagowania na potrzeby dziecka. Wyniki badań wykazują związek między bezpieczną reprezentacją przywiązania rodzicielskiego, zdolnością do mentalizacji rodzica a rozwojem dziecka (Mattheß i in., 2024). W ostatnich latach podkreślono rolę funkcjonowania refleksyjnego, tj. zdolności do mentalizacji jako mechanizmu ochronnego przed negatywnym wpływem doświadczeń rodziców wyniesionych z własnych rodzin pochodzenia. Rodzicielska funkcja refleksyjna (nazywana też mentalizacją) to zdolność rodzica do postrzegania dziecka jako odrębnej istoty, kierowanej własnymi uczuciami, myślami i potrzebami, oraz umiejętność analizowania własnych stanów wewnętrznych i ich wpływu na relację z dzieckiem (Chrzan-Dętkoś, 2018).
Rodzic z dobrze rozwiniętą funkcją refleksyjną postrzega swoje dziecko jako oddzielną jednostkę, posiadającą unikatowy wewnętrzny świat i motywacje, które stara się lepiej zrozumieć. Wyższa zdolność do mentalizacji u matek[2] wydaje się wiązać z większą wrażliwością i mniejszą wrogością wobec dzieci. Słaba funkcja refleksyjna przejawia się w trudnościach w rozumieniu myśli i intencji innych osób oraz własnych motywacji w mówieniu lub działaniu. Osoby z takimi trudnościami mogą doświadczać dużego zamieszania i stresu w interakcjach z innymi, w tym z własnym dzieckiem. Rodzice o niższym poziomie funkcji refleksyjnej mają częściej dzieci o relatywnie niższych zdolnościach mentalizacyjnych (van Rensburg i in., 2023). Uważa się, że wynika to z braku bezpiecznego środowiska i/lub opiekuna, który jest w stanie dostroić się do dziecka i pomóc mu w rozwinięciu świadomości stanów wewnętrznych. Wśród czynników ryzyka niższego poziomu funkcji refleksyjnej u rodziców wymienia się zaburzenia psychiczne rodzica, nieufny styl przywiązania oraz doświadczenie zaniedbania i traumy (Chrzan-Dętkoś, 2018). Wyniki badań nie przynoszą jednak bezsprzecznych rozstrzygnięć. Na przykład rezultaty badań nie wykazują jednoznacznie, że maltretowani w dzieciństwie rodzice mają niższy poziom funkcji refleksyjnej (van Rensburg i in., 2023).
Funkcja refleksyjna moderuje przekaz transgeneracyjny, polegający na tym, że rodzice w relacji z dziećmi powielają swoje doświadczenia z relacji z własnymi rodzicami (Chrzan-Dętkoś, 2018). Badania wykazały, że nie tylko zdolność do mentalizacji może być przekazywana z rodziców na dzieci, ale również refleksyjna funkcja rodzicielska może być ważnym predyktorem regulacji emocji i przywiązania u niemowląt, małych dzieci, dzieci w wieku szkolnym oraz nastolatków (van Rensburg i in., 2023). Wyniki badań sugerują, że funkcjonowanie refleksyjne może zmniejszać transmisję negatywnych wzorców z rodzin pochodzenia, choć związek ten nie jest jeszcze w pełni zbadany (Mattheß i in., 2024).
Jak już wspomniałem, również część psychoterapeutów systemowych zainteresowała się tym, jak doświadczenia z przeszłości, wyniesione z rodzin pochodzenia, wpływają na obecne problemy w rodzinie. Pomocny w rozumieniu tego wpływu może być Wywiad do Badania Przywiązania Dorosłych (Adult Attachment Interview, AAI) (Crittenden i Landini, 2011). Wywiad ten bazuje na innych założeniach niż podejście systemowe, gdyż odwołuje się do teorii więzi. Nie został też opracowany jako metoda pracy psychoterapeutycznej. Niemniej jednak niektórzy psychoterapeuci zadają wybrane pytania z tego wywiadu podczas sesji, aby lepiej zrozumieć potencjalny wpływ doświadczeń z dzieciństwa na obecne funkcjonowanie pacjenta/klienta. Korzystają z niego również podczas zbierania wywiadu w trakcie pierwszej sesji (Baim i Morrison, 2023). Taki uporządkowany sposób zbierania informacji o kliencie pomaga w sformułowaniu wstępnych hipotez diagnostycznych dotyczących przywiązania.
AAI to częściowo ustrukturyzowany kliniczny wywiad opracowany w celu oceny stanu umysłu dorosłych w odniesieniu do przywiązania. Wywiad ten został stworzony przez Mary Main i jej współpracowników w latach 80. XX wieku (Crittenden i Landini, 2011). AAI dostarcza ram do zrozumienia, w jaki sposób wczesne doświadczenia związane z przywiązaniem do głównych opiekunów wpływają na późniejsze wzorce relacji i regulację emocji. Składa się z około 20 pytań otwartych, które zachęcają respondentów do refleksji nad doświadczeniami z dzieciństwa oraz naturą relacji z rodzicami lub głównymi opiekunami. Kluczowe zagadnienia poruszane w wywiadzie obejmują opisy relacji z każdym z rodziców, szczególne wydarzenia związane z zagrożeniami (np. separacją, utratą) i sposobami adaptacji do nich.
AAI jest przede wszystkim metodą diagnostyczną[3], wymagającą bardzo rzetelnego przygotowania, aby móc się nią posługiwać (Crittenden i Landini, 2011). Jakiekolwiek próby diagnozy "na oko" z wykorzystaniem AAI świadczą o braku profesjonalizmu. Wywiad ten, jak już wspominałem, bywa wykorzystywany w psychoterapii. Umożliwia klientom omówienie trudnych, zagrażających doświadczeń oraz analizę tego, które z nich mogą mieć charakter traumatycznym i wpływać na aktualne funkcjonowanie. Pomaga też zidentyfikować mechanizmy obronne rozwinięte w dzieciństwie, które w dorosłości mogą utrudniać tworzenie zdrowych relacji. O swoich doświadczeniach z wykorzystaniem AAI w praktyce klinicznej opowie Kamila Kamińska, psychoterapeutka i prezeska fundacji Akademia Więzi (patrz ramka 1).
Ramka 1. Wykorzystanie Wywiadu do Badania Przywiązania Dorosłych
W 2021 roku ukończyłam trzytygodniowy kurs dotyczący przeprowadzania oraz analizy (zwanej kodowaniem) Wywiadu do Badania Przywiązania Dorosłych (AAI-DMM[4]). Od tego czasu AAI na stałe wszedł do zestawu moich narzędzi wykorzystywanych podczas sesji terapeutycznych. Wartość AAI jest dla mnie nieoceniona - tym bardziej, im mniej oczywiste jest źródło trudności, z którymi mierzą się osoby szukające pomocy terapeutycznej. Istnieje kilka sposobów wykorzystania AAI w psychoterapii. Ja zwykle przeprowadzam pełny wywiad podczas drugiej sesji, po wcześniejszym uzyskaniu na to zgody klientki/klienta. Tak było w przypadku pani Sylwii (informacje o klientce zostały odpowiednio zmienione, aby uniemożliwić jej identyfikację).
Pani Sylwia, 25-latka, zgłosiła się na terapię z powodu drugiego już epizodu depresji poporodowej. Jej młodsze dziecko miało pięć miesięcy, a starszy syn ponad trzy lata. Była to jej druga próba podjęcia terapii - pierwszą podjęła pod koniec liceum po nieudanej próbie samobójczej. Pomimo depresji, o której pani Sylwia opowiedziała krótko, sprawiała wrażenie zadbanej i zorganizowanej w pracy, a także znacznie starszej, niż wskazywałby na to jej wiek. Jej głos był monotonny, pozbawiony afektu, a budowanie złożonych zdań wydawało się dla niej wysiłkiem. Pani Sylwia nie była pewna, jak długo jeszcze "uda jej się dźwigać depresję" i związane z nią poczucie porażki jako matki.
Wywiad AAI ujawnił ogrom zagrożeń, cierpienia i strachu, które wypełniały większość życia pani Sylwii. Jej ojciec porzucił matkę tuż przed jej narodzinami, a kolejni partnerzy matki stosowali przemoc zarówno wobec niej, jak i pani Sylwii oraz jej starszego brata. Przez kilka lat była wykorzystywana seksualnie przez jednego z ojczymów - przy pełnej wiedzy matki. Brat pani Sylwii, który wielokrotnie próbował ją chronić, został wyrzucony z domu, gdy miała 10 lat, i wkrótce uzależnił się od narkotyków. Od tego momentu, aż do opuszczenia domu w wieku 16 lat, pani Sylwia była zdana wyłącznie na siebie. Lata licealne przyniosły kolejne trudne doświadczenia - nieudane związki z rówieśnikami i starszymi mężczyznami, gwałty oraz próbę samobójczą. Przyznam, że byłam pod ogromnym wrażeniem jej rezyliencji, a jednocześnie zastanawiałam się, jak najskuteczniej jej pomóc, biorąc pod uwagę tak trudną historię. Gdzie zacząć? Które z jej doświadczeń mogły mieć szczególny związek z depresją, jaka pojawiła się po narodzinach synów?
Pomocny okazał się AAI, a zwłaszcza jedna z jego wielu cennych właściwości - możliwość rozróżnienia, do których zagrożeń rozmówczyni się zaadaptowała, wykształcając odpowiednią strategię przywiązaniową, a które wciąż stanowiły nierozwiązaną traumę lub stratę. AAI pani Sylwii ujawnił m.in. jedną nierozwiązaną utratę - wyrzucenie z domu jej brata, gdy miała 10 lat. Było to dla mnie zaskakujące, biorąc pod uwagę ogrom nadużyć i cierpienia, jakich doświadczyła moja klientka. Ponieważ sytuacja życiowa pani Sylwii była stabilna, miała wspierającą relację z obecnym partnerem i dużą motywację do wyjścia z depresji, zaproponowałam, abyśmy skupiły się właśnie na tym doświadczeniu. Nasza praca nad tym wspomnieniem utorowała drogę do znacznej poprawy jej samopoczucia w stosunkowo krótkim czasie. Pani Sylwia nie zakończyła jednak na tym terapii. Chciała po raz pierwszy w życiu przyjrzeć się sposobom radzenia sobie z przeszłymi zagrożeniami i zdecydować, które z nich pomagają w jej obecnej sytuacji, a które woli zastąpić nowszymi, bardziej odpowiednimi strategiami.
Czy bez AAI zdecydowałabym się skierować naszą uwagę właśnie na to doświadczenie, dotyczące brata pani Sylwii? Myślę, że raczej nie. Podejrzewam, że zajęłybyśmy się szukaniem znaczenia jej depresji w kontekście nowej roli życiowej jako matki, trudności związanych z jej narodzinami, relacji z matką, mężczyznami w jej życiu lub doświadczeń bólu fizycznego i bycia wykorzystywaną. Tak jak wspomniałam, to nie był koniec psychoterapeutycznej pracy pani Sylwii. Jednak w dalszą część niełatwej terapeutycznej podróży wyruszała już bez bagażu depresji - wzmocniona i pełna nadziei, że uda jej się nawiązać z synami relację, o jakiej sama marzyła jako dziecko - opartą na bezpieczeństwie, emocjonalnym zaangażowaniu i miłości.
Szczególnie ważne wydają się pytania końcowe Wywiadu do Badania Przywiązania Dorosłych, które brzmią:
- Wziąwszy pod uwagę wszystko, co mi powiedziałeś, jak myślisz, czego nauczyłeś się ze swoich doświadczeń z dzieciństwa?
- Pytałem/pytałam o twoje relacje z rodzicami od czasu, kiedy byłeś dzieckiem, aż do dziś. Czy chciałbyś dodać coś ważnego dla zrozumienia osoby dorosłej, jaką się stałeś?
Odpowiedzi na te pytania mogą wskazać, jak dana osoba poradziła sobie z doświadczeniami z dzieciństwa (Baim i Morrison, 2023). Spójne i zrównoważone opisy własnych doświadczeń, zwłaszcza tych związanych z przywiązaniem, sugerują ich dobrą integrację w narracji o sobie i swoich relacjach oraz mogą świadczyć o ufnym przywiązaniu[5]. Z jednej strony osoba powinna starać się zrozumieć perspektywę swoich opiekunów i ich zachowań, a z drugiej - nie zniekształcać tego, co przeżywała jako dziecko. Potrafi spoglądać na sytuację z różnych perspektyw - rozumie swoje relacje z postaciami przywiązaniowymi, a jednocześnie jest świadoma emocji, jakie te relacje w niej wywołują. O trudnościach z poradzeniem sobie z "duchami przeszłości" mogą świadczyć: idealizowanie opiekunów, niespójne, krótkie odpowiedzi lub przeciwnie - przytłoczenie wspomnieniami, którym towarzyszą gniew, smutek oraz długie, zawiłe odpowiedzi. Kluczowa jest więc umiejętność refleksji nad własnymi doświadczeniami z dzieciństwa (Chrzan-Dętkoś, 2018).
Powyższe dwa pytania, jak również inne pytania zawarte w AAI, mają nie tylko znaczenie diagnostyczne, ale także zachęcają klienta do refleksji (Baim i Morrison, 2023). Ich zastosowanie jako techniki terapeutycznej ma na celu wzmocnienie funkcji refleksyjnej i zapoczątkowanie procesu integracji różnych doświadczeń z dzieciństwa. Samo wysłuchanie historii doświadczeń z dzieciństwa może być dla pacjenta silnym i pozytywnym przeżyciem, które zwiększy jego motywację do psychoterapii. Należy jednak pamiętać, że celem jest tu wzmocnienie jego refleksyjności, na przykład poprzez zauważanie rozbieżności w jego wypowiedziach, proszenie o podanie przykładów itp.
Wielu psychoterapeutów (i ich klientów) wciąż na nowo zadaje pytanie: czy jesteśmy zakładnikami swojej przeszłości? Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Co więcej, nie budzą mojego zaufania osoby, które znają jednoznaczną odpowiedź. Takie terminy jak "międzypokoleniowy przekaz traumy" czy "epigenetyka" stały się wśród psychologów bardzo popularne. Wraz z popularnością przyszło jednak bardzo powierzchowne rozumienie tego, co one oznaczają i jak współczesna wiedza przekłada się (lub czy w ogóle się przekłada) na praktykę psychoterapeutyczną. Dlatego też należy ostrożnie formułować tezy dotyczące wpływu przekazów międzypokoleniowych, zwłaszcza jeśli chcemy popierać je wynikami badań. Autor "Minibloga o genach, zachowaniu i o tym, co pomiędzy", prof. Wojciech Dragan, w jednym z wpisów zajął się zagadnieniem międzypokoleniowego przekazu traumy (Dragan, 2021).
Ramka 2: Międzypokoleniowy przekaz traumy
Dużą popularnością w mediach cieszy się koncepcja międzypokoleniowego przekazywania traumy. Polega ona na tym, że trauma doświadczona przez jedną generację jest przekazywana na kolejne pokolenia, wpływając na ich zdrowie psychiczne, zachowanie i życie emocjonalne. Co więcej, zwolennicy idei przekazywania traumy między pokoleniami powołują się na badania, twierdząc, że ich wyniki potwierdzają istnienie takiego zjawiska.
Badania te dotyczą epigenetyki. Epigenetyka zajmuje się badaniem zmian w ekspresji genów, które nie są spowodowane zmianami w sekwencji DNA, lecz są efektem innych mechanizmów, takich jak modyfikacje chemiczne DNA lub białek z nim związanych. Prof. Wojciech Dragan ostrzega jednak przed wyciąganiem pochopnych wniosków z tych badań. Podkreśla, że są one prowadzone głównie na zwierzętach (gryzoniach lub nicieniach). Co więcej, przeglądy badań wskazują na złożoność mechanizmów kształtujących epigenom w dzieciństwie.
Z badań prowadzonych przez prof. Rachel Yehudę w Nowym Jorku wynika (za: Dragan, 2021), że potomkowie ofiar Holokaustu mogą mieć zmiany epigenetyczne w genach związanych z poziomem kortyzolu, zwanego "hormonem stresu". W badaniach analizowano specyficzny gen zaangażowany w regulację układu odpowiedzialnego za reakcje na stres. Wykazano, że u uczestników badań występują różnice w porównaniu z grupą kontrolną. Choć te obserwacje sugerują wpływ traumy na zmiany epigenetyczne, nie stanowią one bezpośredniego dowodu na dziedziczenie traumy. Prawdopodobnie zmiany te mogą wynikać z różnorodnych oddziaływań środowiskowych.
Dragan konkluduje: "Nie ma dowodów na epigenetyczne dziedziczenie zaburzeń psychicznych czy "pamięć o lęku". Głosiciele tego typu opinii zdają się również za pewnik przyjmować fakt o nieuchronności dziedziczenia zdarzeń traumatycznych przez kolejne pokolenia. Tymczasem dostępne dane naukowe pokazują, że niekoniecznie taki efekt musi występować" (Dragan, 2021, s. 106).
Czytelników zainteresowanych epigentyką zapraszam do lektury popularnonaukowego tekstu: Dragan, W.Ł. (2023, 22 stycznia). Epigenetyka. Czy dziedziczymy traumy po poprzednich generacjach? [SPRAWDZAMY]. OKO.press. https://oko.press/epigenetyka-czy-dziedziczymy-traumy-po-poprzednich-generacjach-sprawdzamy (dostęp: 16.05.25).
1.2. Skrypty korekcyjne i replikacyjne
Pojęcie "skryptu" w psychoterapii wprowadził John Byng-Hall, a jego rozważania rozwinął Rudi Dallos (2019). Ten drugi łączy koncepcję skryptu ze współczesną teorią przywiązania. Doświadczenia wyniesione z relacji z rodzicami częściowo kształtują nieuświadomione wzorce interakcji, które są odtwarzane w kolejnych pokoleniach. Skrypty to schematy kierujące zachowaniami rodziców wobec dzieci. Powstają na bazie powtarzających się doświadczeń z rodzicami, które następnie są odwzorowywane w relacjach z własnymi dziećmi. Na przykład, jeśli dziecko nauczyło się nie przeszkadzać rodzicom, może jako dorosły powtarzać ten wzorzec, wymagając, aby jego własne dzieci nigdy nie przeszkadzały, lub odwrotnie - może próbować przyjąć całkowicie odmienną postawę i uczyć dzieci, że mogą w każdej chwili przerwać rodzicom. Skrypty wpływają na kształt relacji rodzinnych, czasem w negatywny sposób, mimo najlepszych intencji rodziców (Dallos, 2019). Rodzice bywają zaskoczeni, gdy ich zachowania w sposób niezamierzony zaczynają przypominać te, które były charakterystyczne dla ich własnych rodziców.
Skrypty replikacyjne (Dallos, 2019) polegają na bezpośrednim powtórzeniu wzorców zachowań swoich rodziców. Mogą obejmować zarówno powtarzanie pozytywnych, jak i negatywnych zachowań. Pozytywne skrypty replikacyjne dotyczą na przykład rodzinnych rytuałów budujących poczucie przynależności lub sposobów troskliwej opieki nad dziećmi. Rodzice powielają zachowania, które - ich zdaniem - sprawdziły się w ich rodzinach pochodzenia. Jednak nieświadome powielanie negatywnych wzorców zachowań, jak surowe metody wychowawcze czy emocjonalne zaniedbanie dziecka, może prowadzić do problemów w rodzinie. Czasem też pewne zachowania są celowo powielane przez rodziców, na przykład stosowanie kar cielesnych, co uzasadnia przekonanie, że skoro "klapsy mi nie zaszkodziły, więc mojemu dziecku też nie zaszkodzą".
Korekcyjne skrypty rodzinne (Dallos, 2019) powstają w wyniku świadomej decyzji rodzica, który chce zachowywać się wobec swoich dzieci inaczej niż jego właśni rodzice. Bywa, że takie podejście wiąże się z potrzebą swoistego "zrekompensowania" trudnych doświadczeń z dzieciństwa. Na przykład rodzice, którzy doświadczyli zaniedbania emocjonalnego, mogą pragnąć, aby ich dzieci czuły się bardziej kochane i wspierane. Jednak skrypty korekcyjne prowadzą niekiedy do ryzyka nadmiernej kompensacji. Rodzice, starając się unikać błędów z przeszłości, mogą przesadzać, co skutkuje nowymi problemami - na przykład nadmierną ochroną dziecka. Mimo dobrych intencji korekcyjne skrypty rodzinne mogą generować nowe wyzwania, zwłaszcza gdy rodzice nie potrafią znaleźć równowagi między własnymi potrzebami a potrzebami dziecka.
W większości przypadków aktywacja skryptów jest naturalnym i nieuniknionym procesem. Problemy pojawiają się wtedy, gdy skrypty replikacyjne są powtarzane ze szkodą dla kolejnych pokoleń, na przykład negatywnie wpływają na relacje między rodzicami a dziećmi.
Z kolei skrypty korekcyjne, choć wynikają z intencji naprawy błędów z przeszłości, niosą ze sobą wspomniane już ryzyko nadmiernej kompensacji (Dallos, 2019). Zjawiskiem dobrze znanym psychoterapeutom jest to, że niektóre osoby wchodzą w związki romantyczne z partnerami przypominającymi - pod pewnymi względami - własnych rodziców. Dzieje się to często na poziomie nieświadomym. Jedno z możliwych wyjaśnień wskazuje, że wybór ten stanowi próbę poradzenia sobie z trudnymi doświadczeniami z dzieciństwa w nowym, "dorosłym" związku. Na przykład ambiwalencja emocjonalna rodziców może pozostawić w dziecku ślad w postaci bólu psychicznego, poczucia nieważności lub bycia zaniedbanym. Relacja z ambiwalentnym partnerem reaktywuje te wspomnienia, ale jednocześnie otwiera możliwość poradzenia sobie z nimi. Zazwyczaj jednak radzimy sobie w sposób, którego nauczyliśmy się wcześniej - próbując zasłużyć na uwagę i troskę. W przypadku partnera czy partnerki o ambiwalentnym stylu przywiązania takie próby jedynie pogłębiają niepewność i niestabilność relacji. Psychoterapia może pomóc wyjść poza to błędne koło odtwarzanych skryptów.
W psychoterapii rodzin kluczowe jest przyjęcie postawy nieobwiniającej rodziców. Obwinianie (najczęściej jednak pośrednie) aktywuje mechanizmy obronne, zmniejsza poczucie bezpieczeństwa i w rezultacie ogranicza refleksyjność rodziców. Dallos (2019) podkreśla, że psychoterapeuta powinien dostrzegać dobre intencje rodziców i jednocześnie w sposób nienachalny zachęcać ich, aby oni sami dostrzegali dobre intencje swoich własnych rodziców. Dlatego zaleca, aby podczas sesji terapeutycznych pytać rodziców zarówno o to, co uważają za wartościowe w działaniach swoich rodziców, jak i o to, co chcieliby robić inaczej. Dallos (2019) jednocześnie podkreśla, że rozmowa o dobrych intencjach rodziców nie zawsze jest możliwa ani wskazana - dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w których dochodziło do krzywdzenia dzieci.
W 2024 roku uczestniczyłem w konferencji "Ostrożnie - dziecko! Profilaktyka krzywdzenia małych dzieci", zorganizowanej przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. Prelegenci podkreślali, że jeśli zależy nam na tym, aby rodzice potrafili dostrzegać i rozumieć wewnętrzny świat swoich dzieci, to jako psychoterapeuci powinniśmy wspierać ich w rozwijaniu zdolności do mentalizacji. Dzieje się to na drodze dostrzegania i rozumienia wewnętrznego świata rodziców przez psychoterapeutów. Nie zawsze jest łatwo zrealizować ten postulat w praktyce psychoterapii rodzin. Dzieci budzą w nas chęć ich ochrony, co czasami wiąże się z negatywnymi uczuciami wobec ich rodziców. Dzieci bywają krzywdzone przez rodziców, tak jak ci rodzice bywali krzywdzeni przez swoich rodziców. Krzywda dziecka budzi jednak sprzeciw. Wydaje mi się, że psychoterapeuci dzieci i młodzieży w największym stopniu doświadczają różnych silnych uczuć w trakcie psychoterapii. Podejście systemowe bywa pomocne w poradzeniu sobie z reakcjami wywołanymi przez te uczucia.
1.3. Są gorsi rodzice niż ty
Lektura publikacji poświęconych skryptom korekcyjnym i replikacyjnym, przekazom transgeneracyjnym, międzypokoleniowej traumie, nieufnym stylom przywiązania itp. może być przytłaczająca, zwłaszcza dla rodziców. Trudno się dziwić, że wielu z nich martwi się, czy w ogóle możliwe jest wychowanie (w miarę) zdrowego psychicznie dziecka, które odnajdzie swoje miejsce w życiu. Nie lekceważąc wagi opisywanych zagadnień, warto jednak zachować pogodę ducha wobec trudów życia. W tym kontekście pomocny może okazać się humor.
Terapeutyczna funkcja humoru jest dobrze znana. Dominik Gawęda (2017) w artykule O trudnej sztuce używania humoru w terapii omawia zastosowanie humoru w psychoterapii jako metody wspomagającej przełamywanie impasu terapeutycznego. Autor podkreśla, że humor wymaga głębokiego zrozumienia pacjenta i jego kontekstu życiowego, aby nie urazić jego wrażliwości. Najbezpieczniejszą formą humoru pozostaje autoironia terapeuty. Psychoterapeuci systemowi często korzystają z humoru w pracy. Nie chodzi tu oczywiście o humor, który unieważnia doświadczenia pacjenta, ani o taki, który wyraża fałszywy pozytywny afekt. Humor zmniejsza poziom stresu, umożliwiając zebranie sił potrzebnych do radzenia sobie z trudnościami. Ułatwia również spojrzenie na problemy z dystansu i poszukiwanie rozwiązań.
Wyniki jednego z badań przeprowadzonego przez Agnieszkę Kruczek i Małgorzatę Annę Basińską (2018) pokazują, że poczucie humoru jest pozytywnie skorelowane z zadaniowym stylem radzenia sobie z trudnymi sytuacjami życiowymi oraz adaptacyjnymi strategiami, takimi jak pozytywne przewartościowanie, a negatywnie - z emocjonalnym stylem radzenia sobie z takimi sytuacjami i wyższym poziomem stresu. Humor jest zatem zasobem psychicznym, który wspiera proces samoregulacji. Nawet w ekstremalnych warunkach, takich jak obóz koncentracyjny, humor okazywał się skutecznym mechanizmem obronnym, pozwalającym zachować człowieczeństwo w obliczu cierpienia. Viktor Frankl (2016, epub) uważał, że humor może być częścią procesu nadawania znaczenia swojemu życiu, ponieważ wyraża wewnętrzną wolność: "Humor stanowił jednak jeszcze jedną broń znękanej duszy w jej walce o ocalenie i był wyrazem instynktu samozachowawczego. Powszechnie wiadomo, że poczucie humoru, jak żadna inna cecha charakteru, pozwala człowiekowi zachować dystans i daje mu umiejętność wznoszenia się - choćby na krótką chwilę - ponad praktycznie każde okoliczności".
W książce There are Dads Way Worse Than You: Unimpeachable Evidence Your Excellence as a Father (Są ojcowie o wiele gorsi od ciebie: niepodważalne dowody na twoją doskonałość jako ojca) Glenn Boozan (2024) przywołuje przykłady "koszmarnych ojców". Ikonicznym przykładem jest Lord Vader, postać z serii filmów Gwiezdne Wojny. Przypomnijmy, że Lord Vader przeszedł na ciemną stronę Mocy, polował na rycerzy Jedi, tłumił rebelie i szerzył strach w galaktyce. Jako ojciec odciął rękę własnemu synowi podczas pojedynku, nie powstrzymał tortur na córce i na jej oczach zniszczył planetę Alderaan - jej rodzinny dom. Innym przykładem "gorszego ojca" był doktor Victor Frankenstein (Shelley, 2024), który porzucił swoje "dziecko". Marzył o stworzeniu doskonałej istoty dzięki naukowej wiedzy, ale w rezultacie powołał do życia potwora. Ten jednak pragnął miłości i akceptacji, których nie otrzymał. W efekcie zaczął pałać żądzą zemsty i mordować członków rodziny swojego "ojca". Historia ta obrazuje rozczarowanie własnym dzieckiem i jego konsekwencje dla rozwoju tego dziecka. Stwierdzenie "są rodzice gorsi niż ty" nie ma jednak na celu taniego pocieszenia. Nie jest to pocieszenie ani dla dzieci ("Twój ojciec mógłby być jak Lord Vader"), ani dla rodziców ("Twoje dziecko mogło zamordować twoich bliskich, jak syn Victora Frankensteina"). Humor jednak wspiera radzenie sobie z trudnościami relacji rodzic-dziecko. Jest to doświadczenie emocjonalne, które nie unieważnia bólu związanego z trudami, ale pozwala dostrzec zabawne elementy relacji rodzinnych.
Przywołałem drastyczne przykłady. Czy jednak nie zastanawia nas popularność filmu Kevin sam w domu, bez którego - jak się uważa - nie ma udanych świąt w Polsce? Boże Narodzenie to święta rodzinne, tymczasem film opowiada o chłopcu, który czuje się niechciany w swojej rodzinie. W przypadku rodziców Kevina, którzy "przez przypadek" wyjeżdżają na święta do Paryża, zostawiając syna, mamy do czynienia z ewidentnym zaniedbaniem. Co więc tak nas bawi w tej historii? Może humor pomaga oswoić własne negatywne uczucia, a nawet agresję wobec dzieci? Może w Kevinie i jego rodzicach widzimy siebie i dylematy związane z relacjami rodzic-dziecko?
1.4. Kunszty terapeutyczne: genogram, czyli archeologia zatroskania
Termin "archeologia zatroskania" zapożyczyłem z książki Ady Arendt Archeologia zatroskania. Staropolskie kalendarze w działaniu (2019). Nie wyobrażam sobie analizy genogramu bez okazywania przez psychoterapeutę troski i uważności. Katarzyna Liszka we wprowadzeniu do książki Etyka pamięci pisze: "Czego nas uczy Margalit? Przede wszystkim tego, że pamięć ma znaczenie etyczne, a bardziej szczegółowo: znaczenie etyczne i moralne. O niektórych osobach pamiętamy, gdyż są nam bliskie. Pamięć jest przedłużeniem troski o nie. O innych pamiętamy, mimo, że bliskie nam nie są. Pamięć jest przedłużeniem szacunku dla istoty ludzkiej jako takiej" (Margalit 2023, s. 26). Rodziny są wspólnotami pamięci.
Graficzna powieść Paca Roki i Rodriga Terrasy Otchłań zapomnienia (2024) mówi o przywracaniu pamięci. Opowiada o losach Hiszpanów pochowanych w masowych grobach podczas reżimu frankistowskiego. Historia skupia się na Pepice, ponad osiemdziesięcioletniej kobiecie, która po wieloletnich staraniach uzyskuje zgodę na poszukiwanie ciała swojego ojca, José Celdy, rozstrzelanego i pochowanego w masowej mogile. W powieści pada zdanie: "Zapomnienie to otchłań dzieląca życie i śmierć" (Roca i Terrasa, 2024).
Pamięć o przeszłości ma zasilać życie. Genogram to technika terapeutyczna, która przywraca pamięć, ale właśnie po to, aby zrobić miejsce dla przyszłości, co czasami oznacza opłakanie również tych możliwości, które nigdy nie zrealizują się w życiu. Genogram jest swoistym rytuałem przejścia między przeszłością a przyszłością. Splata przeszłość i przyszłość (a nie, jak można by pozornie sądzić, dotyczy wyłącznie przeszłości).
Genogram przywraca pamięć, ale nie po to, aby zatrzymywać się w przeszłości, lecz po to, by to, co z przeszłości, mogło zasilić przyszłość. Pepica, starając się o ekshumację ciała ojca, napotyka szereg administracyjnych trudności. Protestują także bliscy pomordowanych osób, którzy nie chcą wracać do przeszłości, tak jakby można było ją zamknąć w grobie. Genogramy ujawniają, że pewne wzorce funkcjonowania są zakorzenione (a nie pogrzebane) w przeszłości, pozwalają zrozumieć aktualne wzorce relacji przez odniesienie do doświadczeń wcześniejszych pokoleń (Józefik i Sroczyńska, 2024). Przeszłość kładzie się cieniem na tu i teraz, jeśli jest ukrywana.
Analiza genogramów łączy się ze zjawiskami związanymi z psychologią pamięci. Procesy pamięciowe wpływają na to, co i jak pamiętamy, a także na to, co jesteśmy w stanie sobie przypomnieć. W rozmowie ze mną Ryszard Matłąg, psychoterapeuta zajmujący się m.in. wykorzystaniem genogramów, zwrócił uwagę na istotność "niepamięci" - tego, czego klienci nie są w stanie sobie przypomnieć w trakcie pracy nad genogramem. Może to wynikać zarówno z naturalnych mechanizmów pamięciowych, jak i z działania mechanizmów obronnych, prowadzących do swoistej "aktywnej niepamięci". Dlatego dla psychoterapeuty kluczowe staje się pytanie, co klient aktywnie wypiera, w jaki sposób ta niepamięć pełni funkcję adaptacyjną i jakie korzyści może przynieść przypomnienie sobie zapomnianych treści? Prowadzi to do zasadniczych kwestii etycznych: czy każde przywracanie do świadomości tego, co zostało zapomniane, rzeczywiście służy dobru klienta? Pamięć, troska i etyka są ze sobą nierozerwalnie powiązane (Margalit, 2023).
Zjawisku procesów pamięciowych obecnych w trakcie pracy z genogramem poświęcony został artykuł Zjawiska związane z pamięcią autobiograficzną podczas sesji genogramowej w terapii rodzin, który dokładniej omawiam w ramce 3 (Zalewski, Janusz i Walkiewicz, 2017).