Opowieści dla dzieci, które chcą uwierzyć w siebie. 35 historii o tym, jak pielęgnować poczucie własnej wartości - Alex Rovira, Francesc Miralles

Kup ebooka

39.99 zł
30.79 zł (22,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Orzeł, który nie chciał latać

Kiedy nie masz wyj­ścia i musisz sko­czyć

Dawno, dawno temu żył sobie potężny król, który bar­dzo lubił ptaki. Ba, uwiel­biał je!

W swoim pałacu miał ogromny ogród, a w nim miesz­kały tysiące pta­ków: nie­które w zło­tych klat­kach, a inne, bar­dziej udo­mo­wione, żyły na wol­no­ści. Jedne miały prze­śliczne kolory, a inne prze­pięk­nie śpie­wały. Jedne były wiel­ko­ści czło­wieka, a inne tak małe, że pre­mier mógł zmie­ścić je w kie­szeni. Jedne miały mię­ciut­kie pióra, a inne mówiły, zupeł­nie tak jak ty.

Kiedy król nie zaj­mo­wał się rzą­dze­niem, całymi godzi­nami prze­sia­dy­wał w swoim skrzy­dla­tym raju. Wszyst­kie ptaki dawały mu dużo szczę­ścia.

Wszyst­kie? No cóż, pra­wie...

Jeden z nich nie umiał ani śpie­wać, ani mówić. Miał szorst­kie pióra w kolo­rze brud­nego brązu. Cały czas sie­dział bez ruchu na gałęzi i nic nie robił. Był to orzeł.

-?Po co go tu trzy­ma­cie, Wasza Wyso­kość, skoro nie ma z niego pożytku? - spy­tał któ­re­goś dnia naj­młod­szy ze słu­żą­cych.

-?Suł­tan ze Wschodu poda­ro­wał mi tego orła, kiedy był on jesz­cze pisklę­ciem... Zapew­nił mnie, że ni­gdy wcze­śniej ani ni­gdy póź­niej nie zoba­czę ptaka, który będzie tak wysoko latać. Jed­nak minął już ponad rok, a on ani razu nie ruszył się z tej gałęzi, ani w dzień, ani w nocy. Nie rozu­miem tego!

Przez cały ten czas służba dawała pta­kowi naj­lep­sze jedze­nie i chro­niła go przed burzami pod spe­cjal­nym dachem. Zaj­mo­wał się nim wykwa­li­fi­ko­wany wete­ry­narz. Słu­żący mówili do niego z czu­ło­ścią, a pała­cowi muzycy grali tylko dla niego.

Wszystko na nic. Poda­ro­wany przez suł­tana ptak nie chciał latać, więc król posłał po naj­lep­szych tre­se­rów ze wszyst­kich zakąt­ków świata.

Pierw­szy z nich powie­dział kró­lowi: "Orzeł jest cały i zdrowy. Bra­kuje mu tylko innego, star­szego ptaka, który nauczyłby go latać". Władca spro­wa­dził więc najstar­szego orła w całym kró­le­stwie. Młody ptak patrzył spo­koj­nie, jak tam­ten raz po raz wzbi­jał się z gałęzi, aż w końcu stary orzeł zmę­czył się i odle­ciał.

Drugi tre­ser powie­dział: "Sam nauczę go latać". Wspiął się więc na drzewo, przy­wią­zał się do gałęzi sznur­kami i sko­czył. Raz, drugi, trzeci... Pew­nego poranka sznurki nie wytrzy­mały i tre­ser upadł na zie­mię, łamiąc obie ręce i nogę. Orzeł nawet nie drgnął. Kolejni instruk­to­rzy, zachę­ceni ofe­ro­waną przez króla sowitą zapłatą, zjeż­dżali do kró­le­stwa z naj­dal­szych zakąt­ków Ziemi. Nikomu jed­nak nie udało się spra­wić, by orzeł zaczął latać.

Władca stra­cił już nadzieję oraz dużo pie­nię­dzy.

-?Będę musiał go zabić -?powie­dział pew­nego ranka mło­demu słu­żą­cemu. - Daje zły przy­kład pozo­sta­łym pta­kom!

Słu­żący, który zżył się z pta­kiem, popro­sił króla, by dał mu ostat­nią szansę. Ten zgo­dził się, pewien, że i tak nic z tego nie będzie. Chło­pak był dobry i pra­co­wity, więc władca nie chciał spra­wić mu przy­kro­ści.

W połu­dnie król został wezwany do ogrodu.

Oczy pra­wie wyszły mu z orbit! Nie mógł uwie­rzyć w to, co widział... Jego orzeł kró­lo­wał na nie­bie. Leciał pośród chmur, a skrzy­dłami nie­mal doty­kał słońca.

-?Jak tego doko­na­łeś? Nikomu się nie udało!

-?To było pro­ste, Wasza Wyso­kość... -?odpo­wie­dział chło­piec z uśmie­chem. - Ucią­łem gałąź.

Od tam­tej pory orzeł lata tak wysoko, że -?jak mówią mędrcy -?widać go nawet z dale­kich krain.

2

Dwaj włóczędzy w niebezpieczeństwie

Prze­ciw­no­ści łączą ludzi

W pew­nym lesie nie­opo­dal wiel­kiego mia­sta żyło sobie dwóch włó­czę­gów, każdy w swoim wła­snym sza­ła­sie. Jeden był ślepy, a drugi kulawy.

Mimo że byli sąsia­dami, nie roz­ma­wiali ze sobą od tak dawna, że żaden z nich nie pamię­tał już dla­czego. Być może pokłó­cili się o resztki jedze­nia, a może o jakiś pie­nią­żek lub stary koc. A może po pro­stu odda­lili się od sie­bie bez powodu.

Pew­nej nocy roz­pę­tała się okropna burza, a jeden z pio­ru­nów ude­rzył w drzewo, które natych­miast zajęło się ogniem. W jed­nej chwili pożar prze­szedł na dru­gie drzewo, a potem na kolejne i jesz­cze następne... W krót­kim cza­sie las zamie­nił się w wiel­kie ogni­sko. Wszystko się paliło!

Kulawy włó­częga zro­zu­miał, że nie da rady uciec, bo ogień jest dużo szyb­szy od niego. Nie mógł biec na tyle prędko, by się ura­to­wać! Ślepy zaś wie­dział, że choć nogi ma szyb­kie, nie jest w sta­nie zoba­czyć ścieżki.

Śmierć była coraz bli­żej, obaj czuli ją na swych ple­cach. W obli­czu stra­chu zaczęli gorącz­kowo myśleć. Czę­sto zda­rza się to wtedy, gdy znaj­du­jemy się w tak poważ­nej sytu­acji.

Wtedy kulawy męż­czy­zna wpadł na pomysł i zaczął krzy­czeć i nawo­ły­wać sąsiada. Ślepy włó­częga szedł za jego gło­sem i wnet poja­wił się w drzwiach jego sza­łasu, pyta­jąc, czego chce.

-?Ty możesz biec, a ja mam dobry wzrok. Wspól­nie możemy się ura­to­wać!

I tak wła­śnie zro­bili: kulawy włó­częga wspiął się na plecy śle­pego sąsiada, który miał mocne nogi, i pokie­ro­wał go poprzez dym i pło­mie­nie. Bie­gli i bie­gli, aż w końcu wybie­gli z lasu i zosta­wili ogień daleko w tyle.

Jakiś czas póź­niej, kiedy byli już cali i zdrowi w mie­ście, cie­szyli się ze swo­jego szczę­ścia i z nowej przy­jaźni, która naro­dziła się tam­tej nocy. Odtąd wszę­dzie cho­dzili razem, śmiali się i roz­ma­wiali jak sta­rzy zna­jomi.

Połą­czył ich strach przed śmier­cią.

3

Wielki mały łucznik

Wszystko jest kwe­stią wyobraźni

Jaś był chłop­cem, któ­remu bar­dzo nie chciało się cho­dzić do szkoły. Cza­sem spę­dzał poranki w lesie: uwiel­biał wspi­nać się na drzewa, lubił też gonić zające. Dzia­dek poda­ro­wał mu więc łuk, aby mógł nauczyć się na nie polo­wać.

Chło­piec miesz­kał nie­opo­dal zamku księ­cia Augu­sta, który bar­dzo lubił jeź­dzić na polo­wa­nia. Zawsze prze­chwa­lał się upo­lo­wa­nymi przez sie­bie jele­niami, lisami i niedź­wie­dziami i uwa­żał się za naj­lep­szego myśli­wego w oko­licy.

Zda­rzyło się jed­nak pew­nego poranka, gdy wyru­szył na polo­wa­nie z bar­dzo waż­nymi gośćmi, że nie upo­lo­wał żad­nego z licz­nych zwie­rząt, jakie napo­tkał w lesie.

Nie mógł uwie­rzyć w swo­jego pecha! Co się stało z jego legen­darną cel­no­ścią? Żadna z jego kul nie dosię­gła watahy dzi­ków, za którą nie­stru­dze­nie podą­żał. W dro­dze powrot­nej książę i jego przy­ja­ciele byli w bar­dzo złym humo­rze. Wtedy wła­śnie spo­tkali małego Jasia z łukiem.

Jakież było ich zdu­mie­nie, gdy zoba­czyli, że na sze­ściu drze­wach w pobliżu miej­sca, gdzie stał chło­piec, nama­lo­wane były białe okręgi. Dokład­nie pośrodku każ­dego z nich tkwiła wbita strzała.

August od razu zszedł z konia.

-?Gdzie jest twój ojciec? -?spy­tał Jasia, który prze­stra­szył się, że wpadł w nie lada tara­paty. Wszak drzewa nale­żały do księ­cia!

-?On nic o tym nie wie, panie, pra­cuje od bla­dego świtu. To wszystko wyłącz­nie moja wina!

Książę August nic nie odpo­wie­dział. Pod­szedł bli­żej i przyj­rzał się uważ­nie każ­dej z tkwią­cych w drze­wach strzał. "Bez wąt­pie­nia", pomy­ślał, "ten dzie­ciak jest wyjąt­kowy".

-?Pro­szę o wyba­cze­nie, panie. Obie­cuję, że poniosę każdą karę za to, że strze­la­łem do pań­skich drzew. Chcia­łem tylko poćwi­czyć...

-?To ty do nich strze­la­łeś? -?spy­tał chłopca książę.

-?Tak... Uka­rzesz mnie, panie?

-?Dla­czego miał­bym cię karać? Gra­tu­luję, chłop­cze! Nawet ja nie umiał­bym tra­fić w sam śro­dek tych okrę­gów. -?Uśmiech­nął się. -?Kto nauczył cię strze­lać z łuku? Chcę poznać two­jego mistrza!

Jaś odpo­wie­dział, że nauczył go dzia­dek. Ale tak naprawdę wcale nie szło mu dobrze i dla­tego wymknął się rano, żeby poćwi­czyć. Zupeł­nie nie miał wprawy.

-?Nie gadaj głu­pot, chłop­cze -?powie­dział książę. -?Tylko naj­lepsi łucz­nicy strze­lają tak jak ty.

-?Ale panie, ja naj­pierw strze­lam, a dopiero potem maluję okręgi. To zachęca mnie do dal­szych ćwi­czeń, bo wiem, że w końcu, któ­re­goś dnia, moje strzały będą tra­fiać w sam śro­dek tar­czy za pierw­szym podej­ściem.

Książę August zaczął się śmiać jak sza­lony. Jego przy­ja­ciele oraz świta szybko mu zawtó­ro­wali.

Tam­tego poranka wielki łowca nauczył się, że wyobraź­nia bywa naszą naj­po­tęż­niej­szą bro­nią.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki