6
MAŁY POKÓJ
Może być lepiej... albo gorzej
Mara była najstarsza z szóstki rodzeństwa. Mieszkała w skromnym,
zaledwie dwupokojowym domu i w wieku trzynastu lat nie chciała już
dzielić z nikim swojej przestrzeni. Wszyscy, prócz najmłodszych
bliźniaków, którzy spali jeszcze z rodzicami, gnieździli się w jednym
pomieszczeniu na łóżkach piętrowych.
Zmęczona tą sytuacją Mara postanowiła zwierzyć się mamie:
- Nie wysypiam się, dzieląc pokój z trójką rodzeństwa. Cały czas ktoś
chrapie, płacze albo inni szepczą coś między sobą do późna. Tak się nie
da spać!
Mama, która słynęła z tego, że była bardzo praktyczną kobietą, zamyśliła
się, po czym zadecydowała:
- W porządku, tej nocy będą spały z wami bliźniaki. Zobaczymy, czy to
coś pomoże. Dasz im butelkę, jeśli zgłodnieją?
Mara nie mogła uwierzyć własnym uszom. Tej nocy będzie ich już nie
czworo, lecz sześcioro! W tym dwoje niemowląt! Zupełnie nie rozumiała
decyzji mamy i pomyślała, że to kara za to, że się poskarżyła.
To była najgorsza noc w jej życiu. Oprócz codziennych hałasów musiała
jeszcze znosić płacz bliźniąt, które co pół godziny budziły się na
jedzenie.
Kolejnego ranka Mara opowiedziała mamie o tej okropnej nocy.
- Rozumiem... - szepnęła zamyślona mama. - Na razie nic nie zmieniajmy.
Tak właściwie to jeszcze powinien spać z wami Azor. Zobaczymy, czy to
coś pomoże.
Zszokowana Mara nie rozumiała, w jaki sposób wpuszczenie nieznośnego psa
do ciasnego pokoju, w którym przecież ledwie się mieścili, miałoby
rozwiązać problem. Przecież z jakiegoś powodu zawsze spał w garażu.
Tamtej nocy spali wszyscy razem: szóstka rodzeństwa i pies, który biegał
po całym pokoju, skakał z łóżka na łóżko, a o świcie, gdy usłyszał
nadjeżdżający samochód, zaczął jeszcze szczekać.
Mara nie tylko nie zmrużyła oka przez ten hałas, ale też czuła, że
zaczyna się dusić we własnym pokoju. Nie mogła nawet złapać oddechu!
Następnego ranka zdesperowana dziewczynka poprosiła mamę, żeby pomyślała
nad innym rozwiązaniem, bo jej poprzednie pomysły wszystko tylko
pogarszały.
- W porządku - przystała na to mama. - Spróbujmy czegoś innego. Tej nocy
Azor znowu będzie spał w garażu, a ja wezmę do siebie bliźnięta.
Zobaczymy, czy tym razem uda ci się odpocząć.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Mara spała znowu z trójką rodzeństwa i po
tych dwóch koszmarnych nocach mogła w końcu odsapnąć. Co więcej, pokój
wydawał się dziwnie przestronny.
- Och, mamo! - wykrzyknęła Mara następnego ranka. - W końcu mogłam się
porządnie wyspać. Było tak cicho i wygodnie! Od razu lepiej!
7
ZUPA Z KAMIENI
Wyobraźnia i hojność
Dawno, dawno temu w pewnym kraju zakończyła się wojna tak straszna, że
rolnicy nie mogli sadzić ani zbierać plonów, przez co brakowało chleba i innego pożywienia. Wszyscy tkwili w ogromnej biedzie.
Pewnego zimowego ranka do miasteczka zawitał młody włóczęga, który po
tym jak mieszkający z nim wujek zginął na polu bitwy, chodził bez celu
od wioski do wioski.
Po wielu dniach wędrówki, podczas której nie spotkał na swojej drodze
żywej duszy, zmęczony, ubrany w łachmany i bardzo głodny postanowił
zapukać do drzwi pierwszego napotkanego domu.
Otworzyła mu jakaś kobieta, a chłopiec spytał:
- Czy znajdzie się kromka chleba dla zbłąkanego wędrowca?
Pani domu, zdziwiona, zmierzyła go wzrokiem i rzekła:
- Wybacz, chłopcze, ale mam dwoje dzieci mniejszych od ciebie i nie
starczy mi nawet dla nich.
Coraz bardziej zrezygnowany chłopak próbował szczęścia w drugim, a także
w trzecim domu, ale wszędzie spotykał się z odmową. Nie chciał dać za
wygraną, dlatego uparcie szedł przez wioskę, aż w końcu znalazł się przy
publicznej pralni. Kiedy zobaczył tam grupkę dziewcząt, wpadł na pewien
pomysł.
- Dziewczyny! Próbowałyście kiedyś zupy z kamieni?
Te wybuchły śmiechem.
- Zupy z kamieni? Chyba zwariowałeś!
Bawiące się w pobliżu dzieci podsłuchały tę rozmowę i podeszły do
nieznajomego.
- Chcemy zjeść zupę z kamieni! Możemy ci jakoś pomóc?
- Oczywiście - odparł zadowolony. - Przynieście mi duży garnek, chochlę,
garść kamieni, wodę i drewno na opał.
Dzieci bez zbędnych ceregieli pobiegły szukać tego, o co poprosił je
wędrowiec. Gdy już wszystko zebrały, postawił garnek na ogniu, umył parę
kamieni w źródełku i wrzucił je do naczynia, czekając, aż woda się
zagotuje.
Podekscytowane dzieci pomagały mu w przygotowaniu zupy, a w pewnym
momencie spytały niecierpliwie:
- Czy możemy już jeść?
- Poczekajcie chwilę... Najpierw muszę spróbować - powiedział chłopak, po
czym nabrał chochlą gorącej wody i przyłożył ją do ust. - Mmm... Jest
pyszna, ale brakuje jej nieco soli.
- Mamy trochę w domu! - krzyknęło jakieś dziecko, po czym puściło się
biegiem.
Kilka minut później wróciło ze starannie zapakowaną garścią soli.
Wędrowiec wrzucił ją do zupy, zamieszał chochlą, po czym znowu spróbował
wywaru.
- Jest świetna - przyznał - ale brakuje jej nieco pomidorów.
- Mamy kilka w spiżarni - powiedziało inne dziecko. - Pójdę ich
poszukać!
W ten sposób dzieci poznosiły wszystko, co miały w domach: parę
ziemniaków, kilka warzyw, kapustę, nieco ryżu... Do parującego garnka
trafił nawet kawałek mięsa! Na koniec młody włóczęga wyciągnął ostrożnie
kamienie, zamieszał wywar i spróbował go po raz ostatni.
- Teraz jest po prostu doskonała! - wykrzyknął. - To najlepsza zupa z kamieni, jaką ugotowałem! Zwołajcie resztę mieszkańców, wystarczy dla
wszystkich! Tylko niech przyniosą swoje talerze i łyżki.
Zdumieni tym zaproszeniem wieśniacy przybyli na miejsce i posilili się
tą jakże pyszną i pożywną zupą z kamieni. Dodatkowo odkryli bardzo ważny
sekret: kiedy każdy przyniesie coś od siebie, to bez względu na panującą
biedę mogą wyczarować jedzenie dla wszystkich.
I tak dzięki temu głodnemu chłopcu nauczyli się, że wspólnie mogą czynić
prawdziwe cuda.
ŚNIADANIE MISTRZÓW
Czasy, w których przyszło nam żyć, są tak złożone i niestabilne, że
potrzeba dużo odwagi i pozytywnego myślenia, aby stawiać czoła
wyzwaniom, jakie życie serwuje nam każdego dnia.
Dlatego, odnosząc się do tytułu pewnej dwudziestowiecznej amerykańskiej
powieści, my, autorzy tej książki, zwykliśmy mawiać, że prawdziwym
śniadaniem mistrzów wcale nie są płatki, lecz codzienne wyzwania i przeszkody.
Zasadniczo możemy sobie z nimi radzić na dwa sposoby:
1. Obwiniać innych i cały świat albo zrzucać odpowiedzialność na pecha
za to, co się nam przytrafiło, i czekać z założonymi rękami, aż
okoliczności się zmienią.
2. Podchodzić do każdego zdarzenia i każdej sytuacji z najlepszym
możliwym nastawieniem i zakasać rękawy, by osiągnąć zamierzone cele.
Ten pierwszy sposób sprawia, że stajemy się strachliwi i bierni, bo
przypisujemy sprawczość czynnikom zewnętrznym. Jesteśmy dosłownie
bezsilni. Kiedy oddajemy stery naszego statku, zdajemy się na łaskę
targających nami żywiołów.
Ten drugi jest zaś domeną osób proaktywnych, czyli takich, które
przejmują inicjatywę, by wpłynąć na wody rzeczywistości i sprawić, by
świat był lepszym miejscem do życia - zarówno dla nich, jak i dla
innych. Tacy ludzie nie czekają, aż wichura ucichnie, tylko biorą wiosło
w dłoń i płyną w wyznaczonym kierunku.
W przeciwieństwie do tych pierwszych przeszkody nie są dla nich murem
nie do pokonania, lecz próbą, którą należy po prostu przejść. I to
właśnie czyni ich prawdziwymi mistrzami. Nieustannie pragną się
rozwijać, a gdy coś nie udaje im się za pierwszym razem, próbują
ponownie, patrząc na problem z innej perspektywy i wykorzystując nowe
narzędzia.
Niniejszy zbiór opowiadań napisaliśmy z myślą o takich właśnie osobach.
W Opowieściach dla dzieci, które chcą uwierzyć w siebie poruszyliśmy
kwestię samooceny u dzieci i dorosłych, a w drugim tomie opowiadań
(Opowieści dla dzieci, które chcą być szczęśliwe) skupiliśmy się na
świecie wartości. W tej, trzeciej już, książce przedstawiamy trzydzieści
pięć opowiadań, które pomogą nabrać odwagi i odporności psychicznej oraz
wykształcić umiejętność działania - tak, by każda przeciwność losu stała
się cenną lekcją.
Silvia Adela Kohan, prekursorka warsztatów literackich w języku
hiszpańskim, radzi przyszłym pisarzom, by przestali się bać, bo uważa,
że "aby napisać książkę, nie wolno być tchórzem". To samo możemy odnieść
do swojego życiowego scenariusza. Jeśli nie napiszesz go samodzielnie,
zrobi to za ciebie ktoś inny!
Odwaga jest potrzebna, by szukać rozwiązań każdego nowego problemu i płynąć po wodach życia, nie tracąc samego siebie. Takie podejście
sprawia, że kryzys staje się szansą, a przeszkody - trampoliną, i mogą
dodać nam skrzydeł.
Niniejsze opowiadania oraz towarzyszące im przemyślenia stanowią
zaproszenie do pokonywania tkwiących w naszej głowie ograniczeń i do
przejęcia kontroli nad naszym losem, aby wszystko, co robimy, pomagało
budować wymarzoną przyszłość.
Są odpowiednie dla czytelników w każdym wieku, bo w każdym dorosłym
kryje się niewinne i kształtujące się jeszcze dziecko, a w każdym
dziecku kiełkuje dorosły, którym kiedyś się ono stanie.
Dziękujemy, że jesteście z nami!
Alex Rovira i Francesc Miralles
2
TAJEMNICA SUKCESU
Jak bardzo go pragniesz?
Odkąd sięgał pamięcią, Omar ciężko trenował, aby zostać najlepszym
biegaczem w kraju. Miał zaledwie czternaście lat, a już od sześciu
codziennie trenował w nadziei, że zostanie mistrzem i będzie mógł
występować w międzynarodowych zawodach.
Jednak zawsze znajdował się ktoś lepszy od niego. Co roku pojawiał się
jakiś atleta, który był objawieniem sezonu i osiągał najlepsze wyniki.
Przez to Omar był pewien, że nigdy nie uda mu się spełnić marzeń. Trener
zapewniał go, że ma doskonałe warunki fizyczne do uprawiania sportu. Co
w takim razie zawodziło?
Pewnego popołudnia, słuchając radia z rodzicami, Omar dowiedział się o Mistrzu Sukcesu. Dziennikarka przeprowadzała wywiad z bardzo mądrym
starcem, który mieszkał w pobliskiej wiosce rybackiej.
Chłopiec pomyślał, że ten człowiek może rozwiązać jego problemy, dlatego
postanowił wyruszyć w drogę i poprosić go, by zdradził mu swoje sekrety.
Gdy dotarł na miejsce, zobaczył, że w cieniu chaty z sitowia siedział
starzec odziany jedynie w zużytą tunikę.
- To pan jest Mistrzem Sukcesu? - spytał Omar z lekkim niedowierzaniem.
- Tak mnie nazywają... - odparł spokojnie mężczyzna. - Myślałeś, że
mieszkam w willi?
Chłopiec, nie wiedząc, co odpowiedzieć, wzruszył ramionami. Starzec
ciągnął:
- Miałem już wiele willi! Tyle że nawet stu służących nie starczyło, by
się nimi zająć. W moim garażu stał tuzin luksusowych aut. Miałem też
otoczony winnicami zamek i pola uprawne wielkości niejednego kraju... a nawet prywatny samolot, którym mogłem podróżować, gdziekolwiek mi się
podobało.
- Dlaczego więc...? - Przybysz nie odważył się dokończyć zdania.
- Dlaczego więc żyję w ubóstwie? To proste. Po śmierci żony odczekałem,
aż moje córki skończą studia i zaczną żyć na własny rachunek. Wtedy
postanowiłem posiąść to, o czym od zawsze marzyłem: czas. Teraz żyję jak
kiedyś, gdy byłem takim młodzieńcem jak ty i nie miałem niczego.
- Więc - powiedział zdumiony chłopiec - pomoże mi pan osiągnąć sukces?
- Oczywiście! Ale najpierw musisz odpowiedzieć na pytanie: jak bardzo go
pragniesz?
- Bardziej niż czegokolwiek na świecie! - odparł Omar z przekonaniem.
- Doskonale... - wyszeptał mędrzec. - W takim razie będę na ciebie czekał
jutro o świcie.
To powiedziawszy, wszedł do swojego szałasu.
Podekscytowany Omar przez resztę dnia myślał tylko o tym, jakie
zmieniające życie wskazówki da mu mędrzec.
Nazajutrz, bladym świtem, Omar stawił się punktualnie pod szałasem
starca, który stał nad brzegiem morza i był zajęty przygotowywaniem
wędek.
Gdy Mistrz zobaczył nadchodzącego ucznia, nakazał:
- Pomóż mi zanieść te wędki na przystań, usiądziemy tam i rozpoczniemy
połów.
Zaskoczony Omar spełnił jego życzenie.
Kiedy wszystko było już gotowe, usiedli ramię w ramię. Młody uczeń
pomyślał, że w trakcie wędkowania mędrzec zdradzi mu swoje sekrety, ale
ten nie odezwał się ani słowem.
W końcu zmęczony oczekiwaniem chłopak powiedział:
- Mistrzu, nie wątpię w twoją wiedzę ani w sukcesy, jakie osiągnąłeś,
ale nie prosiłem cię o to, byś nauczył mnie łowić ryby. Chcę się
dowiedzieć, jak zostać najlepszym biegaczem w kraju.
W tej samej chwili wędka Omara się poruszyła. Na haczyk nadziała się
duża ryba.
- W samą porę! - wykrzyknął entuzjastycznie starzec. - Za chwilę poznasz
wielki sekret.
Po tych słowach złapał wędkę Omara i kręcąc kołowrotkiem, wyciągnął rybę
na powierzchnię, po czym ściągnął ją z haczyka.
Ryba miotała się rozpaczliwie w koszu, rzucając się w udręce na
wszystkie strony.
- Powiedz mi, o czym ona teraz myśli? - spytał mędrzec swojego ucznia.
- O tym, że chce wrócić do wody, aby móc oddychać - odpowiedział Omar,
obserwując walczące o życie zwierzę. - Pragnie tylko wody.
- Oto tajemnica sukcesu - podsumował mistrz, wrzucając rybę do morza. -
Kiedy poświęcisz się temu, czego pragniesz, z takim samym zaangażowaniem
jak ona, osiągniesz prawdziwy sukces.