Opowieść wigilijna - Charles Dickens

Kup ebooka

7.99 zł
6.55 zł (7,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

W BIURZE

Scrooge i Marley byli wspólnikami od niepamiętnych czasów. Prowadzili dom handlowy i instytucję finansową pod szyldem "Scrooge & Marley". Pewnego dnia Marley umarł, co nie zmąciło specjalnie umysłu przykładnego wspólnika - bynajmniej - właśnie podczas pogrzebu Scrooge obmyślił plan doskonałego interesu, który przyniósł mu piękny dochód.

Scrooge zasłynął w Londynie jako skąpiec nad skąpcami, umiał on wyrwać, wykręcić, wydusić, a nigdy nie wypuścić, co raz dostał w swoje pazury. Ostry jak brzytwa, twardy jak krzemień, był przy tym milczący i zamknięty w sobie. Lodowaty chłód serca skurczył mu oblicze, ścisnął spiczasty nos, pomarszczył czoło, zapalił oczy zimnym blaskiem, zacisnął mocno sine usta, a całą jego sylwetkę uczynił podobną do ostrego gwoździa.

Pewnego dnia, a był to najpiękniejszy ze wszystkich dni roku, Wigilia Bożego Narodzenia, stary Scrooge, bardzo zajęty, siedział w swoim biurze. Zimno było dotkliwe i przenikające, czas mglisty; Scrooge mógł wyraźnie słyszeć, jak przechodnie starali się ogrzać, chuchając w palce, rozcierając ręce, przytupując nogami. Na wieży wybiła godzina trzecia, a było już zupełnie ciemno.

Drzwi do pokoju były otwarte, bo Scrooge nie chciał spuścić z oka buchaltera, siedzącego w malutkim sąsiednim pokoiku, w którym przepisywał listy. W pokoju Scrooge'a tlił się maleńki ogień - lecz w izbie księgowego na garstce popiołu żarzył się zaledwie jeden węgielek. Nie śmiał biedak położyć więcej, tym bardziej że kosz z węglami stał w pokoju pryncypała.

- Wesołych świąt, wujaszku, niech cię Bóg błogosławi! - rozległ się nagle młody i dźwięczny głos. Był to głos siostrzeńca Scrooge'a, który wpadł niespodzianie, zacierając ręce.

- Ba - rzekł Scrooge - nie pleć głupstw!

- Święta Bożego Narodzenia, wujaszku, to nie są głupstwa.

- Owszem, są - rzekł Scrooge. - I nie upoważniają cię do tego, żebyś się oddawał rujnującej wesołości! I tak jesteś dosyć ubogi.

- No, no! - odpowiedział siostrzeniec. - A jakim prawem ty, wujaszku, jesteś taki smutny? Dlaczego w taki dzień zajmujesz się nudnymi rachunkami? I tak jesteś dosyć bogaty.

- Znowu pleciesz głupoty - zawołał Scrooge. - Czym jest tak naprawdę to twoje Boże Narodzenie? Chwilą rozrzutności i zaciągania długów, których później nie będziesz umiał spłacić. Idź do licha z twoją wesołością!

- Boli mnie, bardzo mnie boli twoja zaciętość, wuju. Przyszedłem dziś do ciebie dla uczczenia święta Bożego Narodzenia i pomimo przykrości, jaka mnie tu spotkała, będę się cieszył i radował. Tak więc, wuju, życzę ci świąt wesołych!

- Dobranoc! - syknął Scrooge.

Nie mówiąc już ani słowa, siostrzeniec wyszedł z pokoju. Zatrzymał się jeszcze chwilkę przed drzwiami buchaltera, aby powtórzyć mu swoje życzenia, a biedny człowiek, choć do szpiku kości przemarznięty, goręcej je przyjął od starego Scrooge'a i dziękując serdecznie, wyprowadził gościa aż do sieni.

- Następny głupiec! - mruknął Scrooge z gniewem, zabierając się na nowo do pracy. - Mój księgowy, nędzarz, zarabiający 15 szylingów tygodniowo, obarczony żoną i dzieciakami, mówi o wesołych świętach! Dalibóg, w domu wariatów są chyba rozsądniejsi ludzie.

Nadeszła wreszcie chwila zamknięcia biura.

Scrooge podniósł się z krzesła, dając tym samym znak księgowemu, że może już skończyć pracę. Biedak od dawna wyczekiwał tej chwili. Zgasił szybko świecę, owinął szyję długim szalikiem i wziął do ręki kapelusz.

- Pewnie jutro chciałby pan mieć wolne? - rzekł Scrooge z nieukrywaną zgryźliwością.

- Jeżeli nie ma pan nic przeciwko temu...

- Mam bardzo wiele. A pana, widzę, nic nie obchodzi krzywda i strata, jaką ponoszę, płacąc za dzień, w którym nie będę miał z pana żadnego pożytku.

Buchalter ośmielił się zwrócić swojemu pracodawcy uwagę, że to się zdarza tylko raz do roku.

- Wielka mi racja! Dziwne usprawiedliwienie bezkarnego sięgania do cudzej kieszeni, tylko dlatego że jest to 25 grudnia - odpowiedział Scrooge, zapinając surdut pod szyję. - No, cóż robić, muszę darować panu jutrzejszy dzień, proszę tylko wynagrodzić mi tę stratę i następnego dnia przyjść do biura wcześniej niż zwykle.

Księgowy przyrzekł uroczyście, a Scrooge wyszedł, wzruszając ramionami i pomrukując o lenistwie i próżniactwie pracowników. W mgnieniu oka biuro zamknięto, buchalter spiesznie wyszedł i ciągle przyspieszając kroku, zmierzał w kierunku domu, w nadziei, że zdąży jeszcze pobawić się z dziećmi w ciuciubabkę.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki