Prolog. Styczeń 2013, północ, na dnie
Prolog
Styczeń 2013, północ, na dnie
Była styczniowa noc.
W taniej restauracji familijnej znajdującej się na przedmieściach
Jokohamy czekałam samotnie z pustką w sercu, aż nadejdzie godzina druga.
W takich chwilach nie chce mi się nawet otworzyć książki. Właśnie mija
tydzień od dnia, gdy rozpoczęłam życie jako bezdomna. Miałam tylko
walizkę, do której wrzuciłam naprędce ubrania na zmianę i rzeczy
niezbędne do życia, trzymałam ją w pracy.
Dziś zamierzam spędzić noc w superłaźni1, jest jednak pewna
niedogodność w korzystaniu z tego miejsca: za pobyt dłuższy niż sześć
godzin pobierają dodatkową opłatę. Jeśli chcę się zmieścić w trzech
tysiącach jenów za nocleg, nie mogę się tam ulokować przed drugą w nocy.
Co wieczór wybieram miejsce, gdzie spędzę noc, w zależności od tego, co
jest moim priorytetem w danym dniu: czy chcę się wyspać, czy muszę
zrobić pranie, czy też odrobinę zaoszczędzić? Stąd mój wybór pada albo
na tanią noclegownię, albo na superłaźnię, albo na hotel kapsułowy.
Jestem już zmęczona tym, że każdego dnia, gdy nadchodzi wieczór, muszę
myśleć: "No, pora szukać miejsca na dzisiejszą noc", a dodatkowo
przygnębia mnie to, że codziennie tracę na nocleg kilka tysięcy jenów.
Jak długo mam zamiar żyć w ten sposób?
-?Nie możemy dłużej być razem, udając, że nic się nie stało. Jutro już
tu nie wrócę.
Tak powiedziałam tydzień temu i opuściłam mieszkanie, w którym żyłam z mężem. Nie miałam dokąd pójść ani nie zastanawiałam się, co potem
zrobię, nie liczyłam też zbytnio, że on zmieni nastawienie, gdy odejdę.
Kiedy sączyłam wystygłą kawę, zaczęły nachodzić mnie ponure myśli.
Prowadząc tak żałosne życie nawet przez długi czas, nie odzyskam spokoju
ducha na tyle, by zapragnąć powrotu do domu. Raczej już tam nie wrócę.
Poszukam czegoś. Zamieszkam sama, zacznę żyć od nowa.
Ludzie wokół mnie pewnie będą mi współczuć, jaka to ja biedna, nie
ułożyło mi się w małżeństwie, takie tam. To oczywiście nie jest
przyjemne, ale znacznie gorzej byłoby, gdybym ja sama uległa takiej
wizji własnej osoby; na samą myśl o tym popadam w coraz większe
przygnębienie. Nie chcę spędzić życia na użalaniu się nad sobą.
Łatwo powiedzieć... Do tej pory wolne dni spędzaliśmy wspólnie z mężem, a teraz, gdy jestem sama, nie mam pojęcia, co mogłabym robić w tym czasie.
Pracowałam jako kierowniczka sklepu z książkami i artykułami różnymi
należącego do sieci Village Vanguard. Może z tego powodu moim jedynym
hobby było czytanie i zajmowanie się książkami, jasne więc, że nie
miałam przyjaciół, z którymi mogłabym spędzać wolne dni. Cóż za ubogie
życie... Ja przecież nie mam niczego.
Ubogie życie...
Chcę się dowiedzieć więcej o świecie, którego nie znam.
Chcę się otworzyć na świat, stworzyć siebie od nowa, żyć pełnią życia.
Życie jako bezdomna, które wyniszczało skutecznie moją psychikę, nie
trwało zbyt długo. Wkrótce rozmówiłam się z mężem, ustaliliśmy, że
rozwiążemy umowę najmu dotychczasowego mieszkania i każde z nas znajdzie
osobne dla siebie. Najpierw on się wyprowadził, potem ja wynajęłam mały
lokalik na obrzeżach miasta, dziesięć minut pieszo od stacji Jokohama,
blisko mojej pracy.
Wielka lodówka, którą kupiliśmy po ślubie, zdominowała ciasną kuchnię
mojej kawalerki. Za oknem rozciągał się całkiem nowy widok, ale długo
nie mogłam odzyskać spokoju ducha na tyle, żeby się tym cieszyć. Przed
oczami miałam tylko szeroką ulicę, po której jechało mnóstwo samochodów.
Wpatrując się bez końca w ten widok, powtarzałam sobie jednak, że z pewnością wkrótce wydostanę się z dołka na powierzchnię, na poziom zero.
*
O istnieniu dziwnego portalu randkowego, o nazwie X, dowiedziałam się
chyba niedługo po przeprowadzce. Gdy przeglądałam wyrywkowo nową książkę
początkującego przedsiębiorcy, mój wzrok zatrzymał się na pewnej
stronie. Portal X był tam przedstawiony jako jeden z nowoczesnych
internetowych serwisów społecznościowych. Opis brzmiał: "Spotkaj się i porozmawiaj z nieznajomym przez jedyne trzydzieści minut".
Może to właśnie to... -?podpowiedziała mi intuicja. Odłożyłam książkę i sięgnęłam po smartfon.
Okazało się, że do zalogowania się na tym portalu potrzebne jest
uwierzytelnienie przez Facebook, więc musiałam najpierw zarejestrować
tam konto. O mediach społecznościowych miałam dość blade pojęcie, nigdy
nie miałam z nimi do czynienia, więc wszystko zaczęło się od tego, że
założyłam konto na tak zwanym Facebooku.
Rejestracja, ustawienie profilu, uwierzytelnienie i znów rejestracja,
ustawienie profilu...
Przebyłam długą drogę, ale w końcu udało mi się wejść na stronę X. Były
tam zdjęcia różnych ludzi, opatrzone prostymi wpisami typu:
"Porozmawiajmy o pracy, zainteresowaniach, o czymkolwiek", "Wymienię się
informacją z osobami, które zaczęły działalność jako przedsiębiorcy albo
zamierzają to zrobić" i zaproszeniami na spotkanie tego a tego dnia, o tej i o tej godzinie w dzielnicy Shibuya albo Shinjuku.
Co to za świat?! W życiu nie widziałam czegoś podobnego.
Bez wątpienia była to strona przypominająca portal randkowy, ale nie
wydawała się podejrzana, robiła nawet wrażenie czegoś eleganckiego, być
może dlatego, że spotkania z przedstawicielami płci przeciwnej w poszukiwaniu miłości nie były jej jedynym celem. Zupełnie nie pasowała
do moich wyobrażeń o "stronach randkowych". Ponieważ byli na niej tak
bardzo różni ludzie, jak student, pan w średnim wieku, dziewczyna z biura, etatowy pracownik firmy czy facet, który -?tak przynajmniej
wyglądał -?zasuwa po mieście drogim rowerem.
Czy gdybym tylko chciała, naprawdę mogłabym się spotkać z każdym z nich?
Niesamowite. W takim razie kogo by tu wybrać? Z tą myślą przejrzałam
profile jeszcze raz. Trudna sprawa. Osoby, z których autoprezentacji nie
wynika, że mają jakieś wybitne cechy osobowości, i piszą tylko: "Rozmowa
na każdy temat -?okej", którym brakuje konkretnych motywacji, żeby się
spotkać, paradoksalnie mogą nabrać ochoty na spotkanie z osobami, które
nie cieszą się większym zainteresowaniem, ale w ich opisie jest jakiś
konkretny punkt zaczepienia do rozmowy, bo piszą na przykład: "Chcę
porozmawiać o miłości!" albo "Studiuję mózg!".
Co w takim razie powinnam napisać na profilu?
Bez trudu mogłabym zamieścić taką treść: "Zainteresowania -?czytanie
książek", "Porozmawiajmy o książkach". Jednak w tych okolicznościach
oznaczałoby to tyle, co nie napisać nic, czułam, że nie zrobiłoby to na
nikim większego wrażenia.
Mam. W tym miejscu mogłabym napisać tak...?
Mignęło tylko i natychmiast skasowałam. Nie można przecież tak wprost do
ludzi, których nie znam, to zbyt daleko posunięta bezpośredniość.
Przecież nigdy tego nie robiłam.
Ale... Ale przecież nic się nie stanie, jak mi się nie uda. Jak nic mi nie
wyjdzie, to najwyżej się ktoś rozczaruje. Chyba lepsze to, niż nie robić
nic.
Po wielu wahaniach poprawiłam swój profil i zarejestrowałam się
ponownie.
"Jestem kierowniczką nietypowej księgarni. W bazie danych obejmującej
ponad dziesięć tysięcy książek znajdę coś w sam raz dla Ciebie na dziś".
Czy powinnam była tak pisać? No trudno.
Z bronią, której nigdy wcześniej nie używałam i nawet nie wiem, jak jej
używać, znalazłam się na tajemniczym portalu spotkań.
Tak zaczęła się moja podróż.
Rozdział 1. Nie wiedziałam, że Tokio to takie zwariowane miasto...
Rozdział 1
Nie wiedziałam, że Tokio to takie zwariowane miasto...
-?Pani Nanako, prawda? -?powiedział, wchodząc do kawiarni, wysoki
mężczyzna, znacznie cichszy i spokojniejszy, niż sobie wyobrażałam.
Wyglądał na czterdzieści parę lat.
-?Nazywam się Tsuchiya. Bardzo mi miło. Zamówiła już pani coś do picia?
Często tu bywam, mają pyszny sernik, proszę spróbować, stawiam. Naprawdę
godny polecenia.
Mówiąc to, usiadł naprzeciwko mnie z normalnym wyrazem twarzy.
To było moje pierwsze spotkanie, powinnam je zapamiętać. Z panem
Tsuchiyą.
*
Po zarejestrowaniu się na portalu X przez dłuższą chwilę przeglądałam
go, żeby zrozumieć, jak jest zorganizowany.
Procedura umówienia spotkania w realu wyglądała następująco. Najpierw
ustala się czas i przybliżone miejsce spotkania: "dzień... miesiąc...
godzina... miejsce spotkania...: dajmy na to okolice Shibuyi" i wysyła się
to z dopiskiem, na przykład "Spędźmy przyjemnie czas na pogawędce". Taka
informacja zostaje zarejestrowana jako "Rozmowy" i udostępniana
zalogowanym osobom w postaci listy propozycji, a ci, którzy są
zainteresowani tym spotkaniem, oznaczają to w zakładce "Zgłoszenia".
Jeśli jest kilkoro chętnych, proponujący rozmowę wybiera, z kim chce się
spotkać. A jeśli nie chce się spotkać z żadnym z nich, może wycofać
propozycję. Jeśli nikt się nie zgłosi, nie dochodzi do kontaktu i propozycja umiera śmiercią naturalną. Podsumowując, żeby się z kimś
spotkać, trzeba albo zarejestrować chęć spotkania i czekać, aż się ktoś
zgłosi, albo zgłosić zainteresowanie już istniejącą propozycją.
Samo zarejestrowanie profilu niczego nie daje. Przeglądając portal,
przekonywałam się z każą chwilą, że -?w odróżnieniu od Facebooka czy
Twittera -?nie ma tam niczego ciekawego. Można zagłosować w rankingu na
najciekawszą osobę, otagować pozycje, które nas interesują, na przykład
"#czytanie książek", "#podróże", i sprawdzić, kto otagował te same
pozycje. Na tym możliwości się kończą.
Zajrzałam na listę poszukiwanych partnerów i zorientowałam się, że są
zarejestrowane propozycje spotkań o bardzo różnych porach i że wiele
propozycji spada, nie znajdując chętnych. Myślałam i myślałam, nie mogąc
się zdecydować na zarejestrowanie propozycji, bo może nikt chętny się
nie zgłosi i będzie mi smutno i głupio, albo będą się zgłaszać same
podejrzane osoby.
Odezwał się sygnał, że mam nową wiadomość na Facebooku. Od nieznajomej
osoby.
"Dzień dobry (^^)/ Nazywam się Tsuchiya! Pracuję w reklamie. Piszę, bo
znalazłem Cię na X! Jesteś nowa, prawda? Witaj! Nie znam się za bardzo,
ale gdybyś nie wiedziała, jak się tam poruszać, pytaj?".
Byłam nieco zdezorientowana, z jednej strony ulga, że odezwał się ktoś
tak uprzejmy, z drugiej zdziwienie, dlaczego nagle pisze do mnie obcy
człowiek?!
"Dziękuję za zainteresowanie. Ale jak mnie Pan znalazł?"
"Chodzi o wiadomość na Facebooku? (^^) Na dole na profilach
poszczególnych osób są oznaczenia: ?f? lub logo Twittera, nie wiedziałaś? Jak się w nie
kliknie, można zobaczyć konto tej osoby. Gdybyś miała wrażenie, że na
spotkanie zgłosił się ktoś podejrzany, warto go w ten sposób sprawdzić.
Można się trochę uspokoić, jeśli jest podana nazwa firmy, w której
pracuje, czy informacje o jego życiu, pochodzeniu. Z postów, które
zamieszcza, też można się dowiedzieć, co to za człowiek. I jeszcze
jedno, nowi członkowie, osoby aktualnie online wyświetlają się jako
"Osoby polecane". Na dole strony. Wiedziałaś?"
Tak, to uprzejme z jego strony, ale żeby zaraz wysyłać wiadomość -
drobna przesada.
"Aha, więc tak to wygląda...? Dziękuję, pomógł mi Pan, nie wiedziałam tego
wszystkiego".
"Może zarejestrujesz się w "Rozmowach"? Tak, żeby zobaczyć, jak to
wygląda".
"No tak, jak się nie zarejestruję, to nic się nie wydarzy. Wiem, ale
zastanawiam się, co będzie, jak nikt się nie zgłosi, i w ogóle".
"To może ja będę numerem jeden, z którym się spotkasz? Jeśli uzgodnimy
dzień i godzinę spotkania, to ja się zgłoszę. Jeśli chcesz, możemy
zrobić próbę rejestracji. Życie jest pełne wyzwań?".
Miałam wrażenie, że siłą wymusza to na mnie, ale może to jednak lepsze
niż wpatrywanie się godzinami w stronę. Nie wydawał się podejrzany,
postanowiłam więc spotkać się z nim na próbę.
"Dobrze, tak zróbmy. Dziękuję bardzo. Zaraz spróbuję się zarejestrować".
I tak umówiłam się z panem Tsuchiyą.
*
Pan Tsuchiya zasugerował, żeby się spotkać w eleganckiej kawiarni w Shibuyi, gdzie podają prawdziwą kawę. Dopóki nie przyszedł, nie mogłam
się wyciszyć, silnie przeżywałam to, że "za chwilę będę rozmawiać z nieznajomym", rozglądałam się niespokojnie po kawiarni, wygładzałam
spódnicę, ale jak tylko się przywitaliśmy, natychmiast się uspokoiłam,
"przecież to nic strasznego". Pewnie nie bez znaczenia była ułatwiająca
rozmowę atmosfera, jaką pan Tsuchiya roztaczał wokół siebie.
Kiedy skończyłam zamawiać kawę i polecany przez niego sernik, "stres z powodu nieznanego" prawie całkiem zniknął.
-?Panie Tsuchiya... pan chyba od dawna jest na portalu X? Dlaczego pan się
tym zainteresował? Jakie są pana wrażenia z tych kontaktów?
-?Cóż. Zamiast pić samotnie herbatę, spotykam się z ludźmi. Zmiana
nastroju, rozmowy z młodymi osobami są stymulujące, są źródłem nowych
pomysłów, które wykorzystuję w pracy. Sprawia mi to przyjemność. A pani?
-?Rozstałam się z mężem. I pomyślałam sobie, że jest przecież inny
świat, a skoro tak, chciałabym w nim polecać ludziom lekturę.
-?Rozstanie! Aha, musiało być ciężko. W związku z tym pewnie ma pani
wiele do opowiedzenia... to bardzo ciekawe. Jeśli pani nie chce, proszę
nie mówić, ale co było powodem rozstania?
-?No cóż...
Mąż pracuje w tej samej firmie, mieliśmy wielu wspólnych znajomych, więc
do tej pory prawie nikomu nie mówiłam, dlaczego się rozstaliśmy.
Wydawało mi się, że jeśli opowiem o tym tylko z mojej perspektywy, to
będzie nie fair, jakbym stawiała się w pozycji ofiary. A mnie się
wydawało, że do rozstania przyczyniliśmy się oboje, nie byłam w nastroju, by winić czy nienawidzić męża, jeśli już o tym mowa, miałam
raczej poczucie winy, że jedyne rozwiązanie, jakie mi przyszło do głowy,
to oddalić się od niego na jakiś czas, by uniknąć problemów.
Ale ten mężczyzna tutaj nie ma z nami żadnego związku. Nie będzie o tym
plotkował ze znajomymi męża, tym bardziej nie poinformuje jego samego,
kończąc: "Tak właśnie powiedziała!". Nie ma obaw, że się będzie tym
niezdrowo interesował. Opowiedzieć o tym, wplatając żarty, obcemu
człowiekowi, którego więcej nie spotkam, było mi bardzo łatwo.
Pan Tsuchiya wysłuchał z uwagą mojej opowieści, potakując: ach tak, ach
tak.
-?Spotykamy się tutaj z różnymi ludźmi. Zdążyła się już pani rozstać z mężem, ale czy to znaczy, że nie warto być z mężczyzną? Cóż, bywają i takie historie... ale przecież odczuwa się też fizyczną samotność.
Miały to być słowa pocieszenia. Kompletnie nietrafione.
Co...? -?pomyślałam przez chwilę. Szybko jednak dotarło do mnie, że tutaj
rozmawia się również o trywialnych sprawach i o seksie.
-?Nie czuję jakoś specjalnie fizycznej samotności. Ale nie miałabym nic
przeciwko temu, by znaleźć sobie wkrótce faceta -?odpowiedziałam
stosownie do sytuacji.
-?Mówi się o samotności, żeby uniknąć mówienia wprost o potrzebach
seksualnych! Ale przecież kobiety też je odczuwają, nie ma się czego
wstydzić, tak uważam!
Nie wiedzieć czemu rozmowa zmierzała w kierunku, który zakładał, że
cierpię z powodu niezaspokojenia seksualnego. Pan Tsuchiya kontynuował,
nie dopuszczając mnie do głosu.
-?Tak to właśnie jest. Osobiście jestem, żeby nie było, wielkim
zwolennikiem równouprawnienia kobiet, bardzo je szanuję, ale kobieta bez
mężczyzny, samotnie zmagająca się z życiem, wydaje się, jakby to
powiedzieć, trochę znerwicowana. Kobieta, każda bez wyjątku, kochana
przez mężczyznę, rozkwita, tylko z tego jednego powodu. -?Rozwijał
przestarzałą teorię.
-?Co takiego?!
Mimowolnie uśmiechnęłam się ironicznie.
-?Nie chciałem powiedzieć, że kobieta ma być stale z mężczyzną ani że
pani wygląda na wyposzczoną! Miałem na myśli tylko to, że kto jak kto,
ale pani z pewnością znajdzie sobie faceta.
-?Bardzo dziękuję. Fajnie by było znaleźć faceta przystojnego jak Pierre
Taki2.
Nawiązując częściowo do tematu, próbowałam od niego odejść, a pan
Tsuchiya na to:
-?Ho, ho, Pierre Taki! Tacy mężczyźni są w pani typie? Oryginalne! No
cóż, nie jestem tak interesujący jak Pierre Taki, ale jeśli uzna pani,
że się nadaję, to zawsze możemy razem wyjść, żeby, na przykład, coś
zjeść, mogłaby pani opowiedzieć o mężu, o tym, co panią boli, i poczuć
się lżej. Co do mnie, może być z seksem, może być bez, według pani
uznania... Żartowałem.
Koniec końców, wychodzi na to, że chce tylko pogadać o seksie. Trochę
się obruszyłam, ale przecież to dzięki takiemu człowiekowi udało mi się
zrobić pierwszy krok. I chwała mu za to.
-?Bardzo mi miło z tego powodu, ale teraz raczej wolałabym pospotykać
się z różnymi ludźmi z X! Dziś miałam okazję spotkać się z panem, cieszę
się, że w ten sam sposób będę mogła poznać wiele osób -?odpowiedziałam,
a w duchu dodałam: dlatego ani myślę spotykać się z panem.
-?No tak, jasne. Ale proszę pamiętać, że są różni podejrzani ludzie.
Pomyślałam: właśnie ty taki jesteś! I uznałam, że już mogę to
powiedzieć.
-?Z pewnością. Tacy podejrzani jak pan? -?zażartowałam, a pan Tsuchiya
na to, również żartobliwym tonem:
-?Zaraz, zaraz. To okropne, co pani mówi. Niech pani będzie dla mnie
milsza.
-?Tak, sytuacja robi się trudna, ja już bym podziękowała.
-?Zaraz, zaraz.
To była dla mnie zupełnie nowa sytuacja, żeby w ciągu z góry ustalonych
trzydziestu minut traktować się z taką bliskością, przerzucać się
żartami. Ułatwiała to świadomość, że nie musimy się już więcej spotykać.
Być może na skutek mojej delikatnej odmowy pan Tsuchiya potem opowiadał
już tylko o świecie reklamy, o swoich codziennych zajęciach i projektach, nad którymi teraz pracuje.
Na sam koniec zapytałam go o książki. Jakie zwykle czyta, jakie chciałby
przeczytać.
-?Może jakąś powieść. Ostatnio prawie nie czytam.
Z tego, co usłyszałam, wynikało, że nie śledzi nowości wydawniczych, nie
pochłania z pasją książek.
Szczerze odrzucała mnie jego uporczywość, charakterystyczna dla facetów
w średnim wieku, kiedy nalegał usilnie, by znów się spotkać, i starał
się sprowadzić rozmowę na temat seksu, ale gdy opowiadał o pracy,
wydawał się wrażliwy, wyczuwało się w jego sposobie mówienia pewną
subtelność. Biorąc pod uwagę również jego charakter i profesję, raczej
spodobałoby mu się coś współczesnego niż klasyka.
Zamierzałam polecić mu książkę Takehiro Higuchiego, którą przeczytałam
całkiem niedawno i pomyślałam, że oto "pojawił się niesamowity
człowiek". Gdy go czytałam po raz pierwszy, czułam, że operuje on
zupełnie nowym językiem i ma nowe widzenie świata, byłam bardzo
poruszona. Jako że pan Tsuchiya pracuje w reklamie, chciałam, żeby
koniecznie przeczytał, jeśli jeszcze nie zna, coś autorstwa tego
utalentowanego pisarza, który się nagle objawił. Mogłaby to być powieść
"Żegnaj, Zoshigaya", ale skoro tak lubi seks, pewnie chętniej przeczyta
coś z seksem w tytule -?"Seks po japońsku". Ostatnio wyszło wydanie
kieszonkowe, tym lepiej, że to nowość.
Jest to opowieść o małżeństwie, które wkracza w świat swingersów, na
początku wydaje się, że to po prostu powieść erotyczna, ale z czasem
przeradza się w opowieść o przemocy, powieść sądową, a kończy jako
powieść o czystej miłości; jej radykalizm jest naprawdę imponujący, ta
powieść to rollercoaster. Cieszyłabym się, gdyby mu się spodobała.
W ten sposób wybrałam pierwszą lekturę do zarekomendowania, napisałam o niej następnego dnia razem z podziękowaniem i wysłałam do pana Tsuchiyi
Messengerem.
Spotkanie z nieznajomym okazało się nie takie straszne, jak mi się
wydawało. Co więcej, o ile do tej pory często zdarzało mi się mieć
ponurą minę z powodu rozstania z mężem czy trudności w pracy, dzięki
spotkaniu z panem Tsuchiyą, który nie miał żadnego związku z moimi
problemami, po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczyłam siebie
nieskrępowaną całą tą sytuacją, pogodną, radosną; aż się sama trochę
zdziwiłam.
Zachęcona udanym spotkaniem, następnego dnia również zarejestrowałam
chęć umówienia się na spotkanie. Miałam przypadkiem w pracy wolny dzień,
byłam w Tokio, ale wieczorem pomyślałam, że spróbuję: "A może ktoś się
zgłosi na zarejestrowane spotkanie proponowane nagle, za godzinę?".
Weszłam więc na X.
Minęło dziesięć minut i nikt się nie zgłosił. Ludzie nie zaglądają
przecież tak często na tę stronę i niewielu ma czas o dowolnej porze -
pomyślałam i gdy już zamierzałam zrezygnować, przyszła wiadomość. Od
pana Kojiego.
"Widziałem propozycję! Koniecznie chcę się spotkać! Niestety jeszcze
jestem w pracy, za chwilę kończę, ale na ósmą nie zdążę! Może być po pół
do dziewiątej?"
Zanim odpowiedziałam, sprawdziłam profil pana Kojiego. Miał już wiele
spotkań, są też rekomendacje od osób, z którymi się widział. Brzmiały
tak: "Pogodny, interesujący człowiek", "Rozgadaliśmy się i spotkanie się
przeciągnęło (śmiech)", "Pełen energii, przebojowy!".
Okej, wygląda na to, że jest w porządku.
"Proszę się nie śpieszyć, poczekam w kawiarni, czytając książkę".
W ten sposób zostało ustalone spotkanie numer dwa -?z panem Kojim.
Czytałam w kawiarni w stylu żywcem wziętym z dwudziestego wieku. Było
tak cicho, że obawiałam się, czy to aby na pewno dobre miejsce na
rozmowę, wtedy przyszła wiadomość.
"Najmocniej przepraszam, właśnie skończyłem pracę! Jak teraz wyjdę,
dotrę tam około 21.30".
Szczerze mówiąc, trochę się wkurzyłam. Przecież to ponad godzinę później
niż pierwotnie ustalona pora spotkania! Miałam możliwość spotkać się w tym czasie z kimś innym, zmarnował mi wieczór, dlaczego miałabym się
dostosowywać do jego warunków! Tak pomyślałam... i gdyby nie chciało mi
się dłużej czekać, wystarczyło wysłać wiadomość: "No to tym razem
odwołujemy". Jednak nie miałam po co wracać szybko do domu, więc skoro
już tu byłam, postanowiłam poczekać.
Kawiarnię zamykali o 21.00, musiałam więc zmienić miejsce spotkania.
Niestety w pobliżu nie było innej, otwartej do późna, poza tym
zgłodniałam, wysłałam więc wiadomość, że czekam w pobliskim barze S, i link do tego miejsca. Uznałam, że głupotą jednak byłoby czekać
bezczynnie, więc postanowiłam, że napiję się i zjem, zanim on przyjdzie.
-?Pani Nanako? Przepraszam, przepraszam, przepraszam!! Naprawdę
przepraszam!!
Przede mną pojawił się mężczyzna mniej więcej trzydziestoletni o łagodnym spojrzeniu, mocnym głosie i sprężystej sylwetce, jak u członka
szkolnej drużyny sportowej. Jego sposób przepraszania jednak nie
wskazywał, że czuje się winny, roześmiałam się mimowolnie.
-?W porządku. Zjadłam sama pizzę.
-?O, śmieje się pani, cudownie!! Od razu mi lepiej! To wystarczy, już mi
lepiej! Pizza dobra rzecz, ja też zgłodniałem! Jakie mają? Można jeszcze
zamówić? Zjedzmy, napijmy się. Stawiam na przeprosiny!!
Siedzieliśmy blisko kontuaru, więc pan Koji krzyknął energicznie do
barmana:
-?Prosimy piwo! Największe, jakie macie! Może być beczka! Co, macie
tylko kufle? Niech będzie. Żaden problem!
Wznieśliśmy toast i dopiero wtedy mogliśmy zacząć spokojnie rozmawiać.
-?Pani dopiero co zarejestrowała się w X, prawda? To zaszczyt, że mogłem
się dziś z panią spotkać.
-?Dla mnie też. A pan, panie Koji ma na koncie wiele spotkań, prawda?
-?No tak. Cóż...
Podrapał się po głowie, jakby zawstydzony.
-?Panie Koji, po co pan zapisał się do X?
-?Pracuję teraz w przedsiębiorstwie, w którym zajmuję się edukacją
dzieci. Ale chciałbym kiedyś założyć własną firmę, zbieram więc fundusze
i dopracowuję plan. Ponieważ od zawsze jestem związany z branżą
edukacyjną, myślę, że moja firma też działałaby w tej dziedzinie. W mojej obecnej pracy są sami mężczyźni, nie mam więc okazji poznać
opinii, pomysłów kobiet. A te spotkania dają mi możliwość, by
przedstawić swoją wizję i wysłuchać ich opinii.
Pan Koji odpowiedział rzeczowo, jak świetnie przygotowany student, który
podczas rozmowy kwalifikacyjnej przestawia motywacje, dlaczego chce
pracować w danej firmie.
-?No proszę. Jak różnie można to wykorzystać...
-?A panią co kierowało, że się przyłączyła?
Musiałam w tej sytuacji opowiedzieć raz jeszcze to samo, co wczoraj. Pan
Koji wysłuchał mnie, kiwając przesadnie głową, marszcząc brwi i uśmiechając się od czasu do czasu.
-?To wspaniałe! To przecież nowe wyzwanie! A ja mogę w tym uczestniczyć,
być świadkiem takiej chwili w pani życiu! Jestem wdzięczny. W tym jest
jakieś przeznaczenie, żeśmy się spotkali: pani patrząca w przyszłość i ja. Myślę, że pani nabierze większej wiary w siebie, no a ja muszę się
bardzo starać. Z całych sił będę panią wspierać!!
Powiedział i nie wiedzieć czemu wyciągnął do mnie rękę. W jego słowach,
mniejsza o to, co powiedział, w samych słowach było za dużo emocji.
-?Co takiego...? Dziękuję, ale...
Podałam mu rękę z lekkim ociąganiem.
-?Zaraz, zaraz! Myśli pani sobie: ale upierdliwy, no tak! Ale narwany!
Wiem, że tak pani myśli. Przez trzydzieści lat żyję z tym charakterem,
przyzwyczaiłem się, że ludzie tak o mnie myślą!
-?Nie, przepraszam, wcale się pan nie przyzwyczaił! Bo gdyby tak było,
to myślę, że by to pana nie ruszało.
-?Że niby mnie to rusza! Nieprawda! Nie no, tak właśnie jest. Wiem, i co
z tego! Słowa mają moc, więc trzeba mówić, coraz więcej mówić, tak
uważam! Jak się jest wdzięcznym na przykład, nie wolno się wstydzić.
Rozumie pani? Trzeba mówić, wyrażać to słowami! Działać pozytywnie, ja
chciałbym być dzikim zwierzęciem, stanąć do walki z otwartą przyłbicą.
Wie pani, kto to taki So Takei? Nie? No tak, nie wie pani? Jest pani
piękną kobietą. No co, może nie?! Nie, nie, nie, nieprawda, że nie jest
pani piękna?
-?Coo takiego?
Męczy mnie, ale to chyba nie jest zły człowiek. Jasne, że nie podzielam
jego entuzjazmu, ale ta przemowa miała tak nadzwyczajną moc, że mnie też
dodała energii. Ostatecznie przygnieciona tą nie do końca zrozumiałą dla
mnie siłą, zostałam i przy kolejnych drinkach gadaliśmy aż dwie godziny.
Kiedy spytałam go o książki, powiedział:
-?Chciałbym lepiej cię poznać, Nanako (później nie używał już mojego
imienia), dlatego poleć mi książkę, o której sama myślisz "to jest to!",
książkę, dzięki której poznam ciebie. Na pewno kupię ją i przeczytam!
Byłam rozczarowana tą odpowiedzią, ale cóż, bywają i takie spotkania,
pomyślałam, że w domu zastanowię się, co mu polecić.
O której książce mogłabym dziś powiedzieć "to jest to!"...? Może polecę mu
pracę Ellie Omiyi "Wszystko o wystawie: Przekazywanie myśli". Jest to
zbiór zdjęć i tekstów prezentowanych na wystawie pani Ellie, więc dla
zwykłych ludzi, niebędących jej fanami, ta książka może być trudna w odbiorze. Do niedawna, po tym, jak opuściłam dom, czytałam ją bez
przerwy, otwierałam wiele razy, traktując jak talizman, i za każdym
razem płakałam, taka to książka. Dla mnie jest niezwykle ważna, a przesłanie Ellie "Róbmy to, choć to niełatwe, łączmy się z ludźmi"
zapadło mi głęboko w serce. Jeśli te słowa przypadkiem dotrą do serca
pana Kojiego, będę bardzo szczęśliwa. Jemu również informacje o polecanej książce przesłałam na Messengerze.
Wkrótce się odezwał.
-?Dzięki, Nanako! Tamten wieczór był bardzo ekscytujący! Nie potrafię
tego ładnie wyrazić, ale myślę, że jesteśmy pokrewnymi duszami, a gdy
ludzie mający podobną energię podsycają ogień, to jego siła rośnie dwu-,
a nawet trzykrotnie, tak uważam. Czułaś chyba to samo tamtego dnia,
Nanako? Jestem wprawdzie żonaty, ale spotkanie z drugim człowiekiem to
zawsze przeznaczenie, więc dla mnie to bez znaczenia. Gdy się spotkamy
następnym razem, nie będziemy się przejmować czasem, chcę rozmawiać z Tobą, Nanako, do samego rana. Pragnę, byśmy się lepiej poznali
wzajemnie. Ale jeśli nie zechcesz posunąć się dalej, to trudno, niech i tak będzie. Jednak będzie mi żal, jeśli zabraknie Ci odwagi. W takim
wypadku nie musisz odpowiadać! Zniosę to po męsku.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki