ROZDZIAŁ 1
Połowa sierpnia 2017
Od rana żar lał się z nieba, gęste powietrze utrudniało zaczerpnięcie tchu. Ulewa była nieunikniona i Jesionowska przywitała ją z wdzięcznością. Idąc od strony parkingu w kierunku salonu fryzjerskiego Modne Loki, świadomie zwolniła, żeby pozwolić ciału nasycić się nagłym chłodem i wilgocią. Przez moment poczuła chęć, żeby zdjąć sandały i pójść dalej boso, zanurzając stopy w kałużach, jak kiedyś, gdy miała o wiele mniej lat i z przyjemnością rzucała wyzwanie światu niekonwencjonalnym zachowaniem. Walcząc z pokusą, Edyta ostatecznie uznała, że szefowej jednego z działów popularnego miesięcznika dla kobiet, mającego milion czytelniczek, nie wypada taplać się w deszczówce. Z żalem ominęła wypełnione wodą zagłębienia w chodniku i po kilku minutach stanęła pod żółtą markizą. Strząsnęła z parasolki krople deszczu, wygładziła mokrą, przywierającą do ciała sukienkę i weszła do środka.
- Dzień dobry. - Usiadła na jednym z krzeseł i uśmiechnęła się do Daniela, który porządkował swoje stanowisko pracy. Następnie rozejrzała się w poszukiwaniu pani Joanny, fryzjerki, z której usług korzystała od dziesięciu lat.
- Jest na zapleczu - odpowiedział Wójcik na niezwerbalizowane pytanie, po czym sprawdził zawartość kieszeni. - Aśka! - Poczochrał swoje zielono-rude włosy i spryskał je lakierem. Potem odwrócił się na dźwięk zawieszonego nad drzwiami dzwonka.
Edyta podążyła za jego wzrokiem. Przy wejściu stała kobieta ubrana w rybaczki i bluzkę bez rękawów, na jej ramionach oraz dekolcie lśniły krople deszczu, a wyraz twarzy sugerował, że przybyła ma ochotę zrobić w tył zwrot i zniknąć.
- Kogo ja widzę? Pani Róża. - Wspólnik Joanny Grabowicz z błyskiem w oku sięgnął po pelerynę. - Zapraszam.
Klientka, z ponurą miną, skierowała kroki w stronę Daniela. Usiadła na podsuniętym przez niego fotelu i spoglądając w lustrzane odbicie twarzy fryzjera, oświadczyła:
- Panie Danielu, ma pan ostatnią szansę, żeby zrehabilitować się po ostatnim wyczynie. Ja, proszę pana, nie życzę sobie żadnych awangardowych fryzur i dzikich kolorów, chcę, żeby pan zrobił dokładnie to, o co proszę. Jasne? - Zacisnęła usta w kreskę. - Dosyć eksperymentów.
- Eksperymentów?! - Wójcik uniósł brwi, zaskoczony. - Wreszcie wyglądała pani jak kobieta! Wyglądała, bo to już czas przeszły. - Skrzywił się, jakby ugryzł cytrynę.
- Daniel! - Z zaplecza wyszła Joanna i spiorunowała mężczyznę wzrokiem, ale on, niezrażony, kontynuował wywód:
- To jest czas przeszły, bo znów widzę czupiradło. - Wziął w dwa palce pasmo włosów kobiety i je podniósł. - Proszę mi nie mówić, co mam robić! Jeżeli pani chce sama o czymś decydować, droga wolna, jest tylu innych fryzjerów! Tak, fryzjerów, bo ja nie jestem zwykłym rzemieślnikiem, tylko artystą!
Jesionowska, chcąc nie chcąc, śledziła przebieg potyczki słownej, ciekawa kierunku, w jakim się potoczy, i rozważała w myślach możliwe zakończenia. Tymczasem oburzona klientka wstała z fotela.
- Nie będę spokojnie słuchać, gdy ktoś mnie obraża - zakomunikowała oschłym tonem, zrywając osłaniającą ją tkaninę. - Pani Asiu - odwróciła się do Grabowicz - moja noga tu więcej nie postanie. Modne Loki byłyby naprawdę miłym miejscem, gdyby nie to indywiduum! - Wycelowała palcem wskazującym w Wójcika, po czym wzięła torebkę. - Żegnam.
Joanna, posławszy wspólnikowi rozzłoszczone spojrzenie, pobiegła za zmierzającą do wyjścia kobietą.
- Pani Różo, bardzo przepraszam! Całkowicie zgadzam się z panią. Jeśli pani poczeka... - Urwała, zerkając na Edytę.
- Nie, to jest wykluczone. - Klientka zadarła podbródek i zatrzasnęła za sobą drzwi.
- Co ty sobie wyobrażasz, do cholery?! - Zdenerwowana Aśka podniosła głos. - Właśnie straciłam przez ciebie kolejną osobę!
- I bardzo dobrze się stało. - Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Bardzo dobrze? Niedługo nikt nie będzie korzystać z naszych usług.
- Bez przesady, po prostu odejdą czupiradła i będziemy mieć tylko elitarną klientelę. Taką, która doceni poziom oferty i artyzm.
- Mam gdzieś artyzm! Ludzie chcą być zadowoleni, za to płacą.
- Ja też muszę być usatysfakcjonowany. - Daniel odgryzł skórkę przy paznokciu. - Nie zamierzam podpisywać się pod...
- Przecież nie zostawiasz na ich głowach wizytówek! - Grabowicz, coraz bardziej poirytowana, weszła mu w słowo.
- Jak to nie? Potem koleżanki zapytają jedną czy drugą, który fryzjer zrobił jej włosy, a ona powie, że ja. Nie będę firmować swoim nazwiskiem poronionych pomysłów. - Wójcik znów poprawił swoją awangardową fryzurę i zniknął za kotarą. Niebawem do uszu Jesionowskiej dobiegł szum ekspresu, a w powietrzu dało się wyczuć aromat kawy. Wtedy Joanna podeszła do stolika ze szklanym blatem. Przez chwilę układała leżące w nieładzie czasopisma, całkowicie skoncentrowana na tej czynności, następnie spojrzała na klientkę.
- Zapraszam do mycia.
Edyta zajęła miejsce przy umywalce i poczekała, aż Joanna owinie ją peleryną. Podczas spieniania szamponu, spłukiwania go i nakładania odżywki, obie milczały, każda zagłębiona w swoich myślach. Pierwsza ciszę przerwała Jesionowska. Usiadłszy w fotelu przed lustrem, poprosiła:
- Podcinamy tak jak zwykle, pani Asiu. I robimy odrosty. - W poniedziałek Edyta wracała po urlopie do pracy i chciała ładnie wyglądać. Jej twarz pokrywała złota opalenizna, ciało było lżejsze o kilka kilogramów, skrócone włosy miały dopełnić całości. - I niech się pani nie martwi, znamy Daniela nie od dziś.
- Już nie mam siły użerać się z tym pajacem. - Fryzjerka wzięła ze stolika grzebień i nożyczki.
- Może warto pomyśleć o rozstaniu? - zasugerowała Jesionowska.
- Brakuje mi pieniędzy, żeby go spłacić, a Wójcik też nie ma ich wystarczająco dużo, by spłacić mnie. Zresztą... - Grabowicz opuściła ręce. - On nigdzie się nie wybiera. Powiedział, że mogę odejść, jeśli jestem niezadowolona, ale i tak długo kasy nie zobaczę, ponieważ jest mu potrzebna na co innego. Przychodzi do niego stała klientela obojga płci, no i nie można zignorować kwestii lokalizacji salonu... Trudno o lepszą w tej okolicy. To dlatego Daniel nie chce ustąpić. Latami ciągałabym go po sądach, zanim doszlibyśmy do porozumienia. Mówię pani, patowa sytuacja. - Joanna dmuchnęła w grzywkę. - Włączę wiatrak, znów okropnie gorąco.
Edyta zerknęła w stronę okna. Rzeczywiście przestało już padać. Słońca nie zasłaniała nawet jedna chmura, na ulicy pojawili się przechodnie. Kobieta na moment wróciła do obserwacji szybkich ruchów rąk fryzjerki, po czym odpłynęła myślami do porannej kłótni ze starszą córką. Kamila szła po wakacjach do siódmej klasy. Była pierwszym rocznikiem, który objęła kolejna reforma szkolnictwa. Nauczyciele, rodzice oraz uczniowie, po poprzedniej zmianie przepisów w oświacie, przez lata przyzwyczajali się do funkcjonowania gimnazjów, zanim zyskali poczucie bezpieczeństwa, przewidywalności i kontroli. Teraz znów wszystko miało być postawione na głowie. Liczne wcześniejsze protesty pokazały, że przeciwnicy nowych pomysłów na funkcjonowanie polskich placówek edukacyjnych nie mają żadnego wpływu na decyzje władz, nikt nie bierze pod uwagę ich zdania. Lęk przed nieznanym podsycały media oraz użytkownicy portali społecznościowych. W internecie mnożyły się wypowiedzi, opinie, prognozy tak ignorantów, jak i znawców tematu, ludzie dzielili się poglądami, wspierali się lub skakali sobie do oczu, obawy dorosłych udzielały się ich dzieciom.
W rodzinie Jesionowskich do szkoły uczęszczała również druga córka, Patrycja, i o nią właśnie wybuchła podczas śniadania awantura. Edyta i Mateusz pracowali od rana do późnego popołudnia, niekiedy zostawali też w biurze po godzinach, więc to Kamila odbierała młodszą siostrę po lekcjach, żeby mała nie siedziała zbyt długo w świetlicy. Po roku nastolatka zbuntowała się i oświadczyła, że nie ma zamiaru dłużej niańczyć Patrycji.
- Będę miała więcej lekcji, poza tym chcę czasem iść gdzieś z koleżankami - dodała, a matka nie mogła odmówić jej racji. Sama z niepokojem czekała na plan zajęć dziewczyny, który, biorąc pod uwagę przeładowany program, nie zapowiadał się optymistycznie, a przecież trzeba było jeszcze zapisać starszą córkę na dodatkowy angielski, zajęcia taneczne i korepetycje z matematyki. Przerywając lament nastolatki, Jesionowska zdecydowała, że powinni zatrudnić nianię, lecz nie miała pojęcia, gdzie znaleźć godną zaufania osobę, której będzie można powierzyć opiekę nad ośmiolatką i klucze do mieszkania.
- Każdy ma jakieś problemy, pani Asiu - westchnęła teraz, patrząc w odbicie oczu fryzjerki, która pewnymi ruchami nożyczek skracała rozjaśnione słońcem włosy. - Zaraz koniec wakacji, potrzebuję szybko zatrudnić kogoś do pomocy przy młodszej córce, nie chcę, żeby siedziała w świetlicy do zamknięcia. Normalnie rodzice tam nie wchodzą, tylko korzystają z wideofonu w szatni, ale kiedyś musiałam o coś spytać nauczycielkę. Zajrzałam do pierwszej sali i po chwili miałam wrażenie, że się rozpadnę na części. Dzieciaki tak wrzeszczały, że zapomniałam, po co tam przyszłam. Współczuję wychowawczyniom, które siedzą godzinami w takim potwornym hałasie. - Edyta potarła czubek nosa. - Mówię pani, nikt na dłuższą metę tego nie wytrzyma i albo zwariuje, albo rzuci w diabły tę robotę. - Ściągnęła brwi. - A co z osobami, które mają nadwrażliwość na głośne dźwięki? - spytała retorycznie. - Na jesieni, gdy Pati zacznie chodzić do drugiej klasy, znów będzie skazana na takie warunki. Dlatego... - Jesionowska urwała i zawiesiła wzrok na widoku swojej twarzy w ramie sięgających podbródka pasm. - Świetnie, pani Asiu, dziękuję. - Uśmiechnęła się zadowolona.
Grabowicz włożyła nożyczki do pojemnika i sięgnęła po suszarkę. Skierowała podmuch ciepłego powietrza na głowę klientki.
- To prawda - przyznała, podnosząc głos, żeby przebić się przez szum maszyny. - Bachory teraz takie niegrzeczne, że strach. Wychowywać dziecko w dzisiejszych czasach to naprawdę wyzwanie. Te smartfony, fejsbuki, instagramy... Szkoda gadać. Dobrze, że mój Antek już na studiach.
- To on taki dorosły? - Edyta otworzyła szeroko oczy, zdumiona. - Pamiętam, jak go pani przyprowadzała do salonu. Siedział przy stole i odrabiał lekcje.
- Ano bywało, jak stary miał drugą zmianę i nie mógł z nim zostać. - Grabowicz nawinęła wilgotne włosy na szczotkę. - A teraz student drugiego roku pedagogiki.
- Pedagogiki? - Przez głowę Jesionowskiej przemknęła myśl, że może właśnie trafiła na to, czego szuka. Znała fryzjerkę od lat, patrzyła, jak dorasta jej syn, wiedziała, że uczciwi z nich ludzie. Ale może powinna wcześniej naradzić się z Mateuszem? Wahała się przez kilkanaście sekund, a później zdecydowała, że trzeba kuć żelazo, póki gorące. Z mężem zdąży pogadać, najpierw trzeba ustalić, czy chłopak jest zainteresowany pracą. - Pani Joasiu, Antek nie chciałby trochę zarobić? - spytała. - Pewnie jak każdy młody ma wydatki, a to kino, a to pub... Jak ma dziewczynę, to już w ogóle. Wiadomo.
- Co pani ma na myśli, pani Edytko? - Grabowicz skończyła modelowanie. - Podtapirować trochę?
- Tak. Może pani syn chciałby od września zająć się moją Patrycją? Odebrać po lekcjach, pomóc przy pracy domowej, trochę się z nią pobawić albo jej poczytać. Parę godzin dziennie, do uzgodnienia, żeby nie kolidowało mu z wykładami na uczelni.
- A to mnie pani zaskoczyła. - Fryzjerka wzięła grzebień ze szpikulcem. - Pewnie, że pieniądze by mu się przydały, w domu się nie przelewa. W zeszłym roku też pracował dorywczo.
- Może pani spytać Antka? Zostawię swój numer. Jeśli będzie zainteresowany, niech zadzwoni, chętnie spotkam się z nim i porozmawiam.
- Spytam - obiecała Joanna, oceniając w lustrze końcowy efekt swojej pracy. - Gotowe. - Uśmiechnęła się do klientki.