Opowiedz zwierzę. Poetki i poeci o zwierzętach - Barbara Niedźwiedzka

Kup ebooka

27.00 zł
22.14 zł (18,62 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ten zbiór dedykuję

moim Braciom i Siostrom - zwierzętom

i mojej Mamie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dlaczego ta antologia?

 

Z bezradności.

Nie mogę pojąć, dlaczego człowiek tak dumny z tego, że od reszty natury odróżnia go świadomość dobra i zła, wciąż krzywdzi zwierzęta. Wiedział to od początku. Może zresztą właśnie wtedy stał się człowiekiem - kiedy to sobie uświadomił? Aby zagłuszyć sumienie, mówi o konieczności, maskuje winę obyczajem, kulturą, metafizycznymi wierzeniami. Ukrywa ją przed samym sobą i... między sobą. Związaliśmy się wspólnym sekretem jak mafia złoczyńców, a winę polukrowaliśmy zachwytami. To rozumiem. Sama temu uległam. Nie wszyscy jednak ulegli. Zawsze byli, i nadal są, tacy, którzy pisali traktaty i obrończe mowy, potępiali zło. A teraz tyle więcej wiemy o zwierzętach! O tym co czują, czego potrzebują, co im zawdzięczamy, i że nie musimy ich niewolić, żeby przeżyć.

Mówimy, że słowa mają moc stwarzania i przemieniania. Gdzie ich wpływ, dlaczego tak wolny?

Może trzeba obrazów i znaczeń rodzących się między słowami? Poezji. Jej nagromadzenia. Zlotu wierszy. One, tak jak muzyka, dotykają bezpośrednio ludzkiego serca. Przenikają, zapadają w pamięć, rozdzierają. Sprawiają, że płyną łzy lub rozchodzi się ciepło.

Z wielu wspaniałych wierszy, kierując się swoimi odczuciami, wybrałam niektóre. Celowo rozmaite. Wybór nie był łatwy i musiał być ograniczony. To wiersze polskich poetek i poetów napisane w XX i XXI wieku. Są wśród nich takie, które mnie po prostu zachwycają, oraz takie, które mówią wprost o tym jak jest. Jedne sprawiają, że czuję cudowną łączność z innymi zwierzętami, inne, że kulę się w sobie ze wstydu i zgrozy. Są takie, które dotykają tajemnicy, budzą z uśpienia, i takie, które wzniecają gniew. Wiele z tych wierszy podnosi na duchu, pozwala wierzyć w dobro. Te które rodzą gniew - mobilizują do sprzeciwu. Wszystkie przynoszą rodzaj poznania dostępny tylko przez serce. Miał je dla zwierząt autor ilustracji zamieszczonych w tym zbiorze, poeta - Cyprian Kamil Norwid.

Przeczytajcie sami. Czytajcie innym. Niech te wersy przybliżą świat prawdziwej przyjaźni między ludźmi i zwierzętami, świat bez przemocy.

 

Barbara Niedźwiedzka

 

 

WIERSZE

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bolesław LeśmianWół wiosnowaty

 

Pierwszy upał wiosenny, skrząc się po murawach

Ślepi szyby w chałupach i wodę we stawach.

Muchy ruchem celowym - a bez celu krążą.

W jeden powój miłosny dwie łątki się wiążą.

Świerszcz wzniósł nogę - na baczność, a drugą - w sen dłuży...

Gardziel kwiatu drobnego zachłysnął bąk duży -

Tylko wół, co tej wiosny czad chłonie morderczy, -

Jak rogata mogiła, w pustkowiu pól sterczy!

 

Źle mu! Przemęczył żebra, przepracował płuca!

Pole w ślepiach kołuje... Mrok do łba się rzuca...

Nigdy dotąd nie tracił ziemi pod kopytem...

Stracił teraz i runął!... Runął - całym bytem!

Za duży - dla litości, dla snu - zbyt brzuchaty...

A że zemdlał na wiosnę - zwie się Wiosnowaty.

 

Toć go znałem! Miał w pysku - woń mlecznej ciepłoty,

W której tchu źródłowieją ziół słodkie wypoty.

Lubił słuchać, jak woda, wargą ssana czujnie,

Na dno brzucha mu spada - dźwięcznie i niechlujnie...

Lubił wgniatać kurzliwie w piach, lśnistszy od złota,

Dreptające kopyta z przytwierdkami błota.

Nie wiem, jak się to działo - ale już o świcie

Wchodził z widnokręgami w obłędne współżycie...

Gdzie się zjawił - tam zawsze tkwił w snów bezokolu,

I bezdomniał w oborze - i daleczał w polu...

 

Oczami, co się martwią, choć światu nie przeczą,

Patrzył we mnie, jak w oddal - w mgłę ledwo człowieczą...

Wierzył w Boga, nie wiedząc, że to - Bóg... Na miedzy

Przystawał, by ciąg dalszy snuć owej niewiedzy.

A nie bratał się z ciałem, co marło w niedoli -

Żył sam w sobie - poza nim... A ono - niech boli...

I zadrwiły zeń nagle niegodziwe kości:

Nie zniósł wiosny - bez szczęścia, czaru - bez radości...

Poraziło go słońce. Przyśniły się zgony...

Skroń chylę i całuję łeb, snem pomącony,

Twardy, jak głaz, co cierpi z trudem - nie od razu...

Kocham upór męczeński - hej! - takiego głazu!...

 

A on leży i leży... Muchy grzbiet obsiadły.

Brzuchem w nicość się tłoczy, a wargi pobladły -

Jęzor z nich się w świat wywarł i na bok zwichnięty

Śmierć liże, niby cukier, dany dla przynęty...

 

Dzień przystanął opodal... Czas luzem się tuła...

Jar pobliski brzmi osą, jak pusta szkatuła.

Cisza stoi nad polem - żywa i gorąca,

Lecz nad tą ciszą, z istnień utkaną tysiąca,

Góruje tajemnicą drętwego mozołu

Cisza - wezbrana w ciele zemdlonego wołu.

 

 

Bolesław LeśmianKoń

 

Koniu krzywy, koniu siwy,

Ozdobiony łachem grzywy,

Kocham zawiew zmydlonych twym potem rzemieni

I oddech, juchą parnej dymiący zieleni.

 

Łeb kościaty, ale krewki,

Z wargą miękką, jak pierś dziewki,

Przewieś mi poprzez ramię w rzewną bezrobotę,

Bym twarzą prężnej szyi wyczuwał ciągotę.

 

Koniu smutny aż do śmierci

Z białą pręgą lejc na szerci,

Zaprzyjaźnij się ze mną, jak to czynisz z wołem,

Wejdź do mojej chałupy, siądź razem za stołem.

 

Dam ci wody z mego dzbana,

Dam ci cukru, dam ci siana,

Dam bryłę szczerej soli, gleń świeżego chleba

I przez okno otwarte przychylę ci nieba.

 

Nie sęp oczu brwi sitowiem,

Powiem tobie, wszystko powiem!

A gdy noc już nastanie, pozamykam dźwierze

I wspólnie odmówimy wieczorne pacierze.

 

 

Bolesław LeśmianZwierzyniec

 

Flamingo, różowiejąc, smukli się nad wodą

Skrzydlatego jedwabiu zaciszną urodą.

Sama dal tak w nim skupia swe znikliwe dzieje,

Że - czy leci, czy stoi - zawsze daleczeje.

 

Wielbłąd w słońcu zapłowiał stąd o kroków siedem

Jak sprzęt Boży, okryty poniszczonym pledem.

Świat, co szuka oparcia dla swego zamętu,

Korzysta z pogarbionej ciszy tego sprzętu.

 

Ślepie, z których się słońce nigdy dość nie wylśni,

Patrzą na mnie z plamiście rozwrzaskanej pilśni,

W której mrok się tygrysim gęstwi uścierwieniem -

Ten sam mrok, co w ogrodzie był tylko - brzóz cieniem...

 

Pies mój, kwiat oszczekując, łbem się tuli ku mnie -

By poistnieć w mym świecie trafnie i beztłumnie -

I oczami po prośbie w twarz mi się człowieczy,

A ja wchodzę - w Mgłę zwierząt i w Tuman wszechrzeczy.

 

 

 

 

 

Leopold StaffJaskółki

 

Jaskółki górne, w wolnym szybujące locie

Nad kominami, z których mknie dymów mgła siwa,

Gdy ja w pokoju siedzę jeszcze przy robocie,

A dusza mi się do was przez okno wyrywa!

 

O, wysokie wietrznice, poczekajcie chwilę.

Nim krąg słońca spopieli się w zachodu zgliszcze,

By odetchnąć głęboko, z okna się wychylę

I, wolny jak wy, z wami zagwiżdżę, poświszczę...