Opowiadanie inaczej - Renata Wierzowiecka

Kup ebooka

9.93 zł
8.24 zł (8,44 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 2

Spojrzała na wyświetlacz telefonu. Nie znała tego numeru. Po kilku dzwonkach zdecydowała się jednak odebrać.

- Halo, słucham. - Powiedziała spokojnie.

- Cześć kochanie, to ja Marek. Dzwonię z telefonu kolegi, bo mój mi padł, a ładowarkę zostawiłem w domu. - Po drugiej stronie telefonu był jej mąż, który jutro miał wracać z konferencji.

- Cześć. Coś się stało?

- W sumie nic się nie stało, ale wrócę dopiero w poniedziałek wieczorem. Siedzimy nad ważnym projektem, a mamy akurat cały zespół w komplecie. Jedyna taka okazja, by przez święta nie wisieć na telefonach. Bardzo cię przepraszam, ale wiesz, że terminy nas gonią. Za chwilę przepadną nam granty. Co u ciebie?

Słuchała wyjaśnień męża, patrząc na zakwitające w ogrodzie tulipany. Lubiła tę porę roku i zawsze święta spędzali razem. Coś jej nie pasowało w tłumaczeniach męża, ale przez telefon tego nie okazała.

- U mnie wszystko w porządku. Zrobiłam ostatnie zakupy i teraz będę piec słodkości na święta. Sernik i twoją ulubioną babkę. Dzieci gdzieś są ze znajomymi i wrócą wieczorem. Nic się nie martw. Skończcie ten projekt i jak najszybciej wracaj. Może zdążysz, chociaż na popołudniową kawę z babką w poniedziałek?

- Będę się starać, ale wiesz, jak jest. Kończę, bo dzwonię grzecznościowo nie ze swojego telefonu. Pa, całuję.

- Pa, do poniedziałku - rozmówca rozłączył się i usłyszała w telefonie ciszę.

Siedziała w samochodzie zupełnie wybita z rytmu świątecznego. Była już z Markiem małżeństwem od 26 lat i taka sytuacja miała miejsce pierwszy raz w ich wspólnym życiu. Wiedziała jednak, że nad czymś ważnym pracuje od kilku miesięcy i starała się zrozumieć, że jest to dla niego bardzo ważne. Popatrzyła jeszcze raz na tulipany i wysiadła z samochodu. Z bagażnika wyjęła zakupy i weszła do domu. Było czysto i pachniało wiosną. Lekko uchylone okna wpuściły do domu świeże wiosenne powietrze. Pani Bogusia dziś była na pewno i dom lśnił czystością. Lubiła piątkowe powroty do domu. Zawsze było czysto, dzieci wracały z zajęć lub spotkań wieczorem. Marek też wracał w piątki później. I ten czas do powrotu rodziny starała się wykorzystywać dla siebie. Lista książek do przeczytania była długa. Dziś jednak wiedziała, że musi spiąć się, by upiec ciasto, przygotować święconkę, ugotować żurek. Jej rozmyślania przerwał dzwonek telefonu. Spojrzała na wyświetlacz. Dzwoniła córka.

- Hejka mamo. Czy mogę dziś zostać u Patrycji na noc? Chcemy się pouczyć razem chemii.

- Julka, jutro już są prawie święta. Nie możecie się pouczyć przez Skype'a? Mogłabyś mi jutro trochę pomóc.

- Mamoooo - Julka odrzekła przeciągle. - Jak się siedzi razem to jest lepiej niż przez kompa. Wiesz przecież dobrze, że nie lubię sama się uczyć. Proszę, zgódź się. Matura jest dla mnie ważna. Chcę się dostać na medycynę za pierwszym razem, a Patrycja jest z chemii świetna. Wrócę jutro do 12.

- No dobrze. Chyba nie mam innego wyjścia, jak się zgodzić? Co?

- Dziękuję, kochana jesteś. A jak u ciebie dziś minął dzień? - zapytała córka.

- Dziękuję, nie najgorzej. W pracy było jakoś spokojnie. Po pracy zrobiłam zakupy i spotkałam człowieka, który... - nie wiedziała jak streścić córce spotkanie z mężczyzną, któremu zabrakło pieniędzy na trzy kotlety schabowe. - Opowiem ci jutro córciu. Uczcie się pilnie. Dumna jestem z ciebie, że tak ambitnie podchodzisz do tych egzaminów. Pozdrów Patrycję.

- Dobrze, pozdrowię. Pa mamo. Kocham cię.

Rozłączyła połączenie. Odłożyła telefon i poszła do kuchni. Nie zdążyła jeszcze rozpakować zakupów. Siatki leżały na ziemi i cierpliwie czekały. Schyliła się po nie, by zacząć je wypakowywać. Położyła je na stół, gdy kolejny raz zadzwonił telefon. Spojrzała - tym razem dzwonił syn.

- Cześć matka - zawsze się z nią tak witał. Nie pamięta, od kiedy się tak zaczął do niej zwracać. Jednak jej to nie przeszkadzało, bo wymawiał to tak ciepło, że wiedziała, iż mówi tak, bo ją kocha. Ktoś z zewnątrz słysząc taką formę, mógłby być oburzony, ale tym się nie przejmowała. - Jak minął dzionek?

- Cześć synku, a nie narzekam, nie najgorszy był dzień. W sumie jak co dzień do momentu zakupów w sklepie.

- Ooo, co takiego się stało, że zwyczajne zakupy stały się wydarzeniem? - zapytał Filip.

- Julka wraca jutro. Opowiem wam przy śniadaniu, a z czym ty dzwonisz? Bo nie po to, by matkę zagadywać.

- Przed tobą nic się nie ukryje. Zdałem dziś dwie moje szalone poprawki na uczelni. Chcemy z kumplami to uczcić. Będę jutro w domu. Postaram się być przed powrotem Julki. O której wraca moja siostrunia?

- O dwunastej.

- Spoko matka. Będę przed dwunastą. Pa.

- Pa synku. Gr... - rozmówca szybko się rozłączył, zanim zdążyła powiedzieć: Gratuluję.

Usiadła na krześle w kuchni. Na zegarze zbliżała się godzina 20. I wiedziała, że ten wieczór spędzi sama, szykując dla rodziny święta. Spojrzała w okno. Na dworze zaczynało się robić szaro. W domu panowała cisza. Zakupy nadal czekały na rozpakowanie.

- Zacznę jednak przygotowania od zrobienia sobie gorącej herbaty - powiedziała do siebie cicho pod nosem i wstawiła wodę na herbatę. Spojrzała na miejsce koło czajnika na blacie.

- Dziwne - powiedziała do siebie na głos.

***

Mężczyzna otarł łzy. Szybko, by nikt ich nie zauważył, chociaż doskonale wiedział, że przecież jest tutaj sam i to od kilku lat. Jednak wstydził się łez przed samym sobą. Czuł się wtedy słaby, przegrany a on chciał jeszcze raz spróbować, zadzwonić do córek wierząc, że nadejdzie kiedyś dzień, że odbiorą telefon od niego.

Wziął telefon do ręki. Wybrał numer i zastygł. Strach go unieruchomił. Wiele razy odwlekał moment wybierania numeru. Tak jakby liczył, że im później zadzwoni, tym większe szanse będzie miał, że córki odbiorą telefon, a może jednak dlatego, że wiedział, iż one nie odbiorą telefonu. Nie chciał kolejny raz czuć rozczarowania i tego bólu, jaki czuje ojciec, który zawiódł kiedyś swoje dzieci. Zawsze dzwonił tylko raz. Gdyby chciały, to by oddzwoniły. Starał się nie być nachalny i tak wiedział, jak bardzo je skrzywdził kiedyś.

W końcu usłyszał znajomy odgłos za oknem. Był to odgłos starego samochodu sąsiada. Ocknął się z zamyślenia. Wiedział, że jest godzina dwudziesta pierwsza. Sąsiad zawsze wracał do domu punktualnie. Siedział tak z telefonem w ręku dość długo i zdążył on już wygasnąć. Wybrał ponownie numer i wziął kilka głębokich oddechów, zanim odważył się nacisnąć na numer, by uzyskać połączenie. Usłyszał w słuchawce wybierane połączenie. Liczył w głowie ilość dzwonków. Zawsze doliczał się do piętnastu i przerywało łączenie.

W myślach doliczył do dwunastego dzwonka i nagle w słuchawce usłyszał damski głos:

- Halo.

Zaskoczyło go to. Poczuł, że ręce i czoło się mu pocą, a w pokoju robi się duszno.

- Halo? Halo? Kto dzwoni? Tato to ty? Halo. Odezwij się.

Siedział w bezruchu, trzymając telefon przy uchu. Siedział i nie dowierzał.

- Halo! Odezwij się - znał ten głos. Pamiętał sprzed lat. Dziś był jednak dojrzalszy. Głos przecież już dorosłej kobiety. - Halo.

- Ha halo - zająknął się, odpowiadając. - To ja.

Po drugiej stronie telefonu nastała na moment cisza.

- Wiem, że to ty. Dzwonisz zawsze z tego numeru, ale nigdy nie miałam odwagi odebrać. Nie wiedziałam, co mam ci powiedzieć czy tęsknię, czy spierdalaj z mojego życia.

- No tak. Masz rację, spierdalaj, byłoby właściwsze - odrzekł mężczyzna.

- Nie inaczej. Jednak dziś odebrałam, bo chcę, żebyś wiedział, że mama umiera. Chociaż pewnie to akurat ciebie mało interesuje. Olałeś ją dawno temu, skreśliłeś ją ze swojego życia jak odbębnione zadanie z pieprzonej listy.

Nie pamięta, aby kiedykolwiek usłyszał tyle wulgarnych słów z ust swojej córki. Dziś jednak one wcale go nie zdziwiły. Zasłużył na nie, a nawet na jeszcze gorsze. W myślach zastanawiał się, co ma jej odpowiedzieć. Szukał jakiś właściwych słów. Jakichś wyjaśnień swojego postępowania, ale był w stanie powiedzieć tylko jedno.

- Przepraszam... za wszystko. Wybacz - w słuchawce po drugiej stronie zapadła cisza, ale słyszał, że córka głośno oddycha ze zdenerwowania. W oddali słyszał głosy dzieci i jakiś męski głos. I czuł pustkę w głowie. Nie wiedział, co dalej powiedzieć. Ciszę przerwała rozmówczyni.

- Nie wierzę, że to powiedziałeś. Ty? Twardy, cyniczny, bawiący się ludźmi i ich uczuciami? Ty, który uważałeś, że świat kręci się wokół ciebie, a wszyscy powinni robić to, co każesz.

- Masz rację. Taki byłem. Tyle tylko dziś potrafię powiedzieć. - Mężczyzna wziął głęboki oddech przed następnym zdaniem. - Mogę zobaczyć się z mamą?

- Nie wiem. Na razie. - I głos w telefonie zakończył rozmowę.

Siedział ze słuchawką przy uchu dłuższy czas. Sam nie wiedział ile minut. W głowie słyszał słowa córki. Słyszał je wyraźnie. Słowo po słowie, tak jakby mózg zarejestrował je, jak nagranie na taśmie.

Z tego stanu wyrwało go pukanie do okna. Wstał gwałtownie, wypuszczając telefon z dłoni, która ścierpła od trzymania telefonu. Podszedł do okna. Spojrzał. Po drugiej stronie był sąsiad. Otworzył je.

- W porządku wszystko u ciebie Marian? - zapytał niespodziewany gość.

- Tak, wszystko w porządku. Dziękuję za troskę.

- Wiesz, zawsze o tej porze jest u ciebie już ciemno, a dziś widzę, że światło jeszcze się świeci. A zajdę i zapytam, czy co się nie stało u sąsiada, ale jak wszystko w porządku to wracam do siebie. Dobranoc.

- Dziękuję raz jeszcze. Dobranoc.

Mężczyzna zamknął okno. Nie miał odwagi dziś dzwonić do drugiej córki. Nie dziś. Cieszył się, że w końcu jedna z nich odebrała telefon. Zmartwił się jednak wieścią, że była żona jest umierająca.

Rozdział 5

Kobieta leżała w łóżku. Julka siedziała obok na krześle, a Filip usadowił się na podłodze przy siostrze. W pokoju było cicho. Po dniu pełnym wrażeń nikomu nie chciało się rozmawiać. Ciszę przerwała Julka.

- Mamo, co będzie dalej z nami? - zapytała.

Krystyna spojrzała na nią i przez chwilę przyglądała się córce. - Nie wiem, dziś nic nie wiem. Potrzebuję kilku dni, by pozbierać myśli - odpowiedziała i spojrzała na syna. - Filipie, cieszę się, że zdałeś egzaminy. Postarajcie się teraz skupić na tym, by wasze życie się nie posypało. To naukowe życie, bo rodzina, ech jutro porozmawiamy. Dobrze? Idźcie spać.

- Dobrze matka - powiedział i podniósł się z podłogi. - Idziemy siostra. Drzwi zostawiamy otwarte. Wołaj nas, jak będziesz czegoś potrzebować. Oj matka, ale nas przestraszyłaś.

- Dobranoc. Kocham was - powiedziała Krystyna.

- My ciebie też kochamy. Śpij. Rano będziesz miała dostawę kawy do łóżka - powiedziała Julka. - Zrobię twoją ulubiona.

- Idźcie już. Chcę spać - cicho się odezwała. Dzieci opuściły pokój, a ona została sama. "I co dalej? Co mam robić dalej w życiu?" - W myślach kłębiło się wiele pytań. Spojrzała na puste miejsce obok. Poduszka leżała tak samo, jak ją zostawił Marek w dniu wyjazdu na konferencję. Spod niej wystawał fragment piżamy. Wzięła ją do ręki i przyłożyła ją do twarzy. Zapach przywołał wspomnienia. "Od dziś nie będę już wtulać się w ramiona Marka. Nie będę słyszeć jego chrapania i denerwującego nocnego chodzenia do łazienki zawsze o tej samej godzinie, o trzeciej". Wtuliła się w piżamę. Zamknęła oczy. Zasnęła.

Poranek pojawił się po krótkiej nocy szybko. Nie otworzyła jeszcze oczu. Poczuła zapach kawy z mlekiem i syropem orzechowym. Nie chciała otwierać oczu. Chciała czuć ten zapach i przypomnieć sobie osobę, która zawsze jej taką kawę przynosiła do łóżka.

- Mamo, kawa dla ciebie - Krystyna otworzyła oczy i zobaczyła córkę stojącą przy łóżku. W ręce trzymała kubek z kawą.

- Dziękuję. Ten zapach zdradza, co mi przygotowałaś. Latte z syropem orzechowym. Zgadłam?

- Tak i wygrałaś pięć punktów - zażartowała Julka.

- Świetnie, jak uzbieram sto punktów, to poproszę o nagrodę główną - obie miały dziś lepszy humor. Julka postawiła kubek na stoliczku nocnym. - Tak to ja mogę zaczynać każdy dzień. Filip już wstał? Która jest godzina?

- Dopiero dziewiąta i student jeszcze śpi. Ten to mógłby spać za pieniądze - w tym momencie w domu rozległ się dźwięk dzwonka w drzwiach wejściowych. - Ktoś miał przyjść?

- Zapomniałam o Dorocie. To pewnie ona - Krystyna szybko wstała z łóżka. Za szybko, bo zakręciło się jej w głowie. Julka na szczęście w porę zdążyła mamę złapać.

- Hej dorosła kobieto, nie za szybko na szaleństwa? - Julka lubiła w żartach zwracać się w ten sposób do mamy. - Usiądź i nie waż się sama wstawać. Otworzę pani Dorocie drzwi. - Wychodząc z pokoju, dziewczyna obróciła się, by sprawdzić, czy mama faktycznie siedzi. Siedziała.

Idąc pospiesznie w kierunku drzwi wejściowych, potknęła się o rzeczy leżące na podłodze. Próbując złapać równowagę, przytrzymała się szafy stojącej na korytarzu. Nogą przesunęła torbę. Podeszła do drzwi i otworzyła je. W progu stal jej tata.

- Ja tylko po torbę. Nie zmieściła się wczoraj do samochodu - powiedział. Julka odsunęła się, by go wpuścić. Marek szybko schylił się po torbę, jednak ona zdążyła dostrzec, że w samochodzie stojącym pod domem, siedzi jakaś kobieta. Nie odezwała się słowem. - Na razie. - Powiedział tata. Odwrócił się i zszedł po trzech stopniach do samochodu. Torbę wrzucił na tylne siedzenie. Ruszając autem, spojrzał jeszcze na córkę.

Dziewczyna stalla jeszcze przez chwilę w drzwiach. Patrzyła, jak oddala się jej dotąd znane życie. Jej pierwszy mężczyzna, który był dla niej zawsze najważniejszy. Jej tata. Cofnęła się do domu i zamknęła drzwi. Wróciła do pokoju mamy.

- To nie pani Dorota. Tata przyjechał po torbę. Idę do swojego pokoju - powiedziała. Miała spuszczoną głowę, a łzy powoli płynęły po jej policzkach.

- Choć tu do mnie. Popłacz sobie, ile chcesz - Krystyna ostrożnie podniosła się z łóżka. Podeszła do córki i przytuliła ją. - Przepraszam cię. Musimy dać jakoś radę. - Dźwięk kolejnego dzwonka rozległ się w domu. - Tym razem na pewno Dorota. - Kobieta odsunęła się od córki. - Otworzę jej.

- Razem otworzymy. Nie możesz zapominać, że wczoraj zemdlałaś. Chwyć się mnie i idziemy. Wybacz, ale to polecenie lekarza, a ja czasami słucham innych. - Julka mrugnęła do mamy okiem.

W drzwiach stała Dorota. W jednej ręce trzymała Panią Kotę, a w drugiej miała torbę. - Dziewczyny przesuńcie się, nie stójcie tak. Ciotka Dorota właśnie wylądowała. Ja tylko na moment. Wytrzymacie ze mną dwa dni, prawda? - I gość już był w domu. Pani Kota została postawiona na podłodze. - Muszę ją zdecydowanie odchudzić. Trochę się jej ostatnio przybrało. Jadłyście śniadanie? Pogoda dziś jest fatalna. Padało przez cały czas, jak jechałam i nie chciałam się nigdzie zatrzymywać. Pędziłam do ciebie Krysiu. - Dorota gadała jak nakręcona. Julka i mama stały bez słowa. Nie miało żadnego sensu w tym momencie odpowiadanie na pytania. Obie wiedziały, że przyjaciółka mamy musi się najpierw wygadać. - Idziemy do kuchni. Śniadanko trzeba zjeść - zarządziła Dorota.

Przeniosły się z korytarza do kuchni, gdzie siedział już Filip.

- Cześć Ciociu. Takiego wejścia to można tobie pozazdrościć. Zaraz dom się wypełnia, a jesteś tylko w jednej osobie. O, przepraszam. Plus Pani Kota - powiedział Filip.