Po siném morzu płynął okręt kupiecki. Na pokładzie jego był młody
Polak, imieniem Gryf, który z Ojczyzny rozdartéj emigrował, bo się
nie chciał dać zakuć w kajdany niewoli. Gdy płynęli już dni kilkanaście po morskich głębinach, zerwała się
burza wielka i okręt się rozbił o skały podwodne; lecz ocalił tylko
Polaka i wyrzucił go na piaski nadbrzeżne lądu. Tam padł zemdlony. I gdy oczy otworzył, ujrzał się otoczonym ludźmi w nieznanych mu
barwnych strojach, z piór i krasnych materyj, o wzrostach
wyniosłych i twarzach pięknych. Stali nad nim oparci na lancach i
radzili. Nie rozumiał ich Gryf, albowiem mówili w obcym języku. Jeden z ludzi owych, w bogatszych szatach i z większym pękiem piór
orlich i sokolich na głowie, zbliżył się ku niemu i chciał go
podnieść. Ale Gryfa zmęczyła walka z morzem; zrobiono więc nosze i
wzięli go na nie ci ludzie i nieśli ostrożnie i wolno. Oczom niesionego Polaka czarowne przedstawiały się widoki. Kraj
cały był zielony od lasów palmowych i innych drzew południa, złoty
od zbóż i czerwony od owoców. Słońce świeciło z czystego lazuru
niebios łagodne; naokoło wznosiły się góry skaliste, jakby mur z
granitu. Po krótkim pochodzie zanieśli ci ludzie Gryfa do wioski jakiejś,
czy miasteczka, czego poznać nie mógł, albowiem domy były
drewniane, z trzciny palmowéj i bambusów i położyli nosze przed
progiem jednego domu, który był wspanialszy od innych. Młodzieniec, który pierwszy zbliżył się do Gryfa, wszedł wewnątrz
i powrócił stamtąd ze starcem siwym, szlachetnego i łagodnego
oblicza i z dziewicą, piękną, jak anioł niebiosów. Na skinienie starca wniesiono Gryfa do domu i złożono go na łożu.
Leżał tam czas jakiś nim do sił przyszedł, pielęgnowany przez ową
dziewicę i niewiasty służące. A gdy już mógł wstawać o własnéj mocy, wychodził przed dom, i
siadał w cieniu palmowym; i uczyła go wtedy dziewica języka
krajowców. Minął czas nie długi, że nauczył się mówić dobrze i
rozmawiał z nią i z innymi. Dowiedział się naówczas, że starzec ów jest królem wyspy, a synem
jego młodzieniec w orlich i sokolich piórach; dziewica zaś, któréj
imię było Illa, dostała się na wyspę, podobnym, jak Gryf sposobem,
skądby jednak pochodziła nikt nie wiedział. Przed kilkunastu laty burza, która tam bardzo często panowała,
zagnała na wybrzeża szalupę rozbitego okrętu; w niéj siedziało
kilkoro ludzi, a między nimi niewiasta z małém dzieckiem. Ponieważ rozbitki za zbliżeniem się krajowców, zaczęli strzelać do
nich, wymordowali ich ci ostatni z wyjątkiem dziecka, które wzięli.
Oddano je królowi i nazwano Illą.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.