Opodatkować miliarderów. Jak rozwiązać problem nierówności - Gabriel Zucman


Reflow text when sidebars are open.
Polska potrzebuje podatku dla najbogatszych. Po pierwsze, to kwestia sprawiedliwości - dlaczego miliarderzy mieliby nie płacić podatków? Ostatecznie robią to za nich inni - bezpośrednio lub pośrednio, poprzez zmniejszenie wydatków publicznych na edukację, ochronę zdrowia czy infrastrukturę.
Przede wszystkim jednak to kwestia demokracji. Dopóki nie będziemy wymagać od najbogatszych płacenia choćby minimalnych podatków, ich majątki będą rosły szybciej niż wszystkich pozostałych. A wraz z nimi wzrastać będzie ich władza, możliwość wpływania na rynki, kształtowania dominujących poglądów i polityki publicznej.
Wszystkie dostępne dziś badania, przeprowadzone we Włoszech, Francji, w Brazylii, Szwecji, Norwegii, Holandii czy Stanach Zjednoczonych, wskazują na ten sam schemat: najbogatsi w przeważającej większości unikają płacenia podatków dochodowych, które w teorii powinny stanowić fundament progresywnej polityki podatkowej.
W 2021 roku amerykańskie medium ProPublica ujawniło, że przez lata miliarderzy tacy jak Elon Musk czy Jeff Bezos nie płacili niemalże żadnych podatków. Bezos w 2011 roku wykazał tak niski dochód, że ubiegał się (skutecznie) o rodzinne świadczenia socjalne. Międzynarodowe badania, o których piszę w tej książce, wykazują, że nie są to odosobnione przypadki, a przejawy znacznie szerszego, globalnego zjawiska.
Wciąż brakuje badań dotyczących Polski, które wykorzystywałyby tę samą metodologię co analizy przeprowadzone w innych krajach. Takich, które wiązałyby przedsiębiorstwa z ich właścicielami, tak aby obliczyć łączną kwotę podatków płaconych bezpośrednio i pośrednio przez najbogatszych obywateli oraz określić ich rzeczywiste dochody, wliczając te, które pozostają w firmach. Mamy jednak dobre powody, by sądzić, że wnioski wyciągane w innych państwach odnoszą się również do Polski.
Wszystkie te badania wskazują na ten sam mechanizm: najbogatsi mogą z łatwością unikać płacenia podatku od dywidend - swojego głównego źródła dochodów - dzięki wykorzystywaniu spółek holdingowych, które chronią ich dochody przed podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Unikanie opodatkowania nie jest przy tym rekompensowane wyższym podatkiem dochodowym płaconym przez korporacje. W praktyce dywidendy otrzymywane przez spółki holdingowe są zwykle niemal całkowicie zwolnione z opodatkowania zarówno we Francji, jak i w Polsce.
Proponowane przeze mnie rozwiązanie - objęcie najbogatszych minimalnym podatkiem w wysokości 2% ich majątku - jest najskuteczniejszym sposobem rozwiązania tego problemu, bo obejmuje wszystkie formy unikania opodatkowania, niezależnie od tego, czy wykorzystują one spółki holdingowe, fundusze powiernicze czy jakiekolwiek inne narzędzia optymalizacji podatkowej.
Standardowy argument przeciwko tej propozycji jest taki, że najbogatsi są przeważnie właścicielami firm. Nałożenie na nich wyższych podatków uderzyłoby w ich biznesy, co ostatecznie odbiłoby się negatywnie na całej gospodarce.
Jest to argument błędny. Oczywiście, większość majątku najbogatszych przyjmuje formę udziałów w przedsiębiorstwach. Wraz ze wzrostem zamożności rośnie odsetek akcji w całkowitym majątku, osiągający niemal 100% w przypadku miliarderów. Akcje - czyli to, kto jest właścicielem korporacji - stanowią prawdziwe źródło władzy ekonomicznej i społecznej w gospodarkach kapitalistycznych.
Ale opodatkowanie majątku ulokowanego w akcjach nie jest niczym wyjątkowym, nie jest też bardziej szkodliwe niż opodatkowanie nieruchomości czy depozytów bankowych. Nie oznacza również bezpośredniego opodatkowania aktywów przedsiębiorstw. Jeżeli spółka nie ma żadnego udziałowca o majątku przekraczającym 100 milionów euro, proponowany przeze mnie podatek w ogóle by jej nie dotyczył. A jeśli jeden lub więcej akcjonariuszy dysponuje wyższym majątkiem, obowiązek zapłaty podatku spoczywa na nich indywidualnie, a nie na samej firmie.
Nie miałoby to żadnego wpływu na same korporacje. W większości przypadków właściciele mogliby zapłacić podatek z osiąganych dochodów. Przeciętna stopa zwrotu z kapitału w przypadku osób posiadających majątki powyżej 100 milionów euro wynosi około 6% - wystarczająco, żeby zapłacić 2% podatku. Choć najbogatsi twierdzą, że brakuje im płynności, brakuje im jej właśnie dlatego, że tak organizują swoje aktywa, żeby unikać konieczności płacenia podatków dochodowych.
A jeśli naprawdę brakuje im płynności, zawsze mogą sprzedać swoje udziały - to żaden problem. O efektywności przedsiębiorstwa nie decyduje to, kto jest jego właścicielem. Jej źródłami są współpraca tysięcy pracowników, ich wiedza, doświadczenie i umiejętności, jakość zarządzania infrastrukturą publiczną, z której firma korzysta, i wiele innych czynników. Żaden z nich nie zależy od tego, czy dana rodzina posiada określony procent udziałów w firmie. Prezesi firm nie muszą być jednocześnie ich właścicielami i w praktyce bardzo często nimi nie są.
Wśród firm odnoszących największe sukcesy można znaleźć bardzo różne struktury własności. W niektórych jeden założyciel posiada większościowy pakiet akcji, inne posiadają wielu zróżnicowanych udziałowców z niewielką liczbą udziałów. Nie ma to wpływu na ich wyniki.
Dla przykładu: twórca Open AI, Sam Altman, nie posiada żadnych udziałów w firmie, która pozostaje w posiadaniu obecnych i byłych pracowników, Microsoftu i innych rozdrobnionych inwestorów. Jak widać, nie przeszkodziło to Altmanowi w tworzeniu innowacyjnych produktów.
W latach trzydziestych Franklin Delano Roosevelt krytykował tzw. ekonomicznych rojalistów - osoby przekonane, że tylko garstka właścicieli przedsiębiorstw albo ich spadkobierców ma prawo posiadania kapitału, a każda zmiana w strukturze własności odbije się negatywnie na całym społeczeństwie. Tacy ekonomiczni rojaliści wciąż żyją i mają się dobrze na całym świecie. Ich wizja świata jest jeszcze bardziej anachroniczna, niż była sto lat temu. Porzuciliśmy monarchizm w sferze politycznej, najwyższy czas porzucić go w sferze gospodarczej.
Nie ma żadnych technicznych przeszkód, żeby opodatkować najbogatszych - to wyłącznie kwestia woli politycznej. Oczywiście, sami zainteresowani mają żywotny interes w utrzymywaniu status quo. Przynajmniej we Francji nie wahali się wykorzystywać swojej władzy i swoich wpływów do ochrony własnych interesów. Łatwo ulec poczuciu bezradności wobec potęgi sił oligarchicznych i zwątpić, że w bliskiej przyszłości możliwa jest jakakolwiek zmiana. Jeśli jednak historia nas czegoś uczy, to tego, że nie można lekceważyć siły idei i demokratycznych ruchów społecznych. Pewnego dnia, prawdopodobnie szybciej, niż się spodziewamy, demokratyczne zasady zaczną obowiązywać również miliarderów.