ROZDZIAŁ 1
Lady Makbet
Przybądźcie, o wy duchy, karmiciele
Zabójczych myśli, z płci mej mię wyzujcie,
I napełnijcie mię od stóp do głowy
Nieubłaganem okrucieństwem!
Makbet, William Szekspir, tłum. Józef Paszkowski
Słupsk, 16 czerwca 2010
- Wejść!
Złapałem za klamkę i przekroczyłem próg gabinetu.
- Panie naczelniku, melduję się na wezwanie.
- Nie pajacuj z tą musztrą, Młodzian. Dobrze cię widzieć. Siadaj. - Naczelnik Paweł Frątczak wskazał na krzesło przede mną. - Sierżant Robert Młodzian - zaczął oficjalnie, przeglądając moją teczkę. - Urodzony w Sławnie, wychowany w Darłowie. Dwadzieścia sześć lat. Żonę masz?
- Mam.
- Dzieci?
- Jedno w drodze.
- Dwa lata w żandarmerii - ciągnął Frątczak. - Cztery lata w prewencji. Pomogłeś nam w sprawie Korasa i tak trafiłeś do Komendy Miejskiej. Właśnie odbywałeś kurs w Szczytnie. Nauczyli cię tam chociaż czegoś ciekawego?
- Jak lepiej łapać bandytów - odparłem pół żartem, pół serio.
- Miałeś do czynienia z zabójstwami?
Skinąłem głową.
- Co mi o nich powiesz?
- Są nudne.
- Słucham?
- Zdecydowana większość sprawców to osoby, które znają ofiarę. Zbrodnie zwykle są popełniane w afekcie. Zazdrość, zdrada lub odrzucenie. Morderstwa osób nieznajomych są rzadsze, a motywy różne: chęć zysku lub zwykły przypadek. Wyobraźnię jednak najbardziej rozpalają zabójstwa na tle seksualnym. O nich najwięcej jest w filmach i książkach. Mimo wszystko to wciąż ułamek statystyki.
Frątczak wygiął wargi w radosnym uśmiechu.
- Młody, bystry i zmotywowany - stwierdził. - Właśnie takich tu potrzebujemy.
- To dlaczego ściągnęliście mnie ze szkolenia?
- Jest sprawa, Sherlocku. - Naczelnik położył na blacie biurka drugą teczkę. Markerem napisano na niej kryptonim: "Anioł". - Słyszałeś o zabójstwie na Piaskuli?
Piaskulą nazywano dawną żwirownię na peryferiach Słupska. Dzisiaj nie było tam nic oprócz drzew, krzaków i oczywiście piasku.
- Widziałem coś w telewizji.
- To słuchaj dalej. Dwa dni temu znaleziono tam zwłoki nastolatki. Prawdopodobnie została uduszona. Chcę, żebyś się tym zajął.
- Poważna sprawa.
- Jak cholera. - Naczelnik wyprostował się w fotelu. - W chuj czasu robię w kryminalnych, ale wciąż nie mieści mi się we łbie, do czego zdolni są tacy pojebańcy. Mam córkę w wieku tej dziewczyny, wiesz?
- Wiem i rozumiem. Ale dlaczego ja?
- Chłopaki są zajebane robotą, rzeźbią sprawę lumpa z poderżniętym gardłem przy Tuwima. Z narkotyków też nikt nie pomoże, robią dużą grupę przestępczą. Ostatnio jakieś gnojki ganiały się po mieście z maczetami i rewolwerami. - Potrząsnął głową. - Kurwa, normalnie Dziki Zachód! Ty, Młodzian, nie masz nic na biegu. Zajmiesz się tym. Pomoże ci Bugaj z dochodzeniówki.
Wstałem z krzesła i zabrałem teczkę.
- I jeszcze jedno - rzucił Frątczak na koniec. - Wykorzystaj naszą technikę operacyjną. Znajdź mi tego skurwysyna, Młodzian.
- Obiecuję.
- Nie obiecuj. Po prostu go złap.
***
Mariusz Bugaj siedział piętro niżej, w jednym z pokojów przeznaczonych dla Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego. Procesowcy, bo tak ich nazywaliśmy, pracowali głównie za biurkiem i gromadzili materiał procesowy. Owszem, pojawiali się na miejscu zdarzenia, ale ogarniali przede wszystkim papierkową robotę. To operacyjniacy skupiali się na pracy w terenie.
Bugaj gapił się w monitor, wcinając sushi.
- Podobno nie radzisz sobie z zabójstwem - stwierdziłem.
- A ty podobno szkolisz się w Szczytnie - odparł z pełnymi ustami.
- Szkoliłem.
Wyciągnął w moją stronę sushi.
- Proponuję futomaki z karmazynem w tempurze. Zajebiście smakują. Tylko nie przeginaj z wasabi. Gaz pieprzowy przy tym to pieszczota.
Odmówiłem. Nie byłem głodny.
- To od czego chcesz zacząć, detektywie?
- Od początku - odpowiedziałem. - Wiadomo, kim była denatka?
- Jeszcze nie.
- Jakieś poszlaki?
Bugaj zaczął stukać w klawiaturę. Na monitorze ukazała się twarz piegowatej siedemnastolatki. Dziewczyna była ładna: proste, ciemne włosy spięte w kitkę, niebieskie oczy, jasna cera i szereg białych zębów ukazanych w lekkim uśmiechu.
- Ania Nowak, jej rodzice zgłosili zaginięcie dwudziestego ósmego maja. - Zerknął na kalendarz wiszący na ścianie. - Czyli jakieś dwa tygodnie temu.
Jeszcze raz spojrzałem na zdjęcie.
- Ta dziewczyna wygląda...
- Jak anioł, wiem - wtrącił rozmarzony Bugaj. - W liceum uganiałem się za takimi, ale były poza moim zasięgiem.
Mariusz Bugaj pracował w dochodzeniówce od pięciu lat. Ten wysoki, szczupły absolwent AWF-u wstąpił do policji, ponieważ nie mógł znaleźć pracy, a nauczycielem nie zamierzał zostać. I dobrze - był za bystry na użeranie się z gówniarzami traktującymi ruch jak karę boską. Był też drobiazgowy. Zgromadził istotne informacje w sprawie o kryptonimie "Anioł" (przy okazji dowiedziałem się, kto nadał taką nazwę) i zadbał, aby każdy, kto zjawił się na Piaskuli, wykonał robotę jak należy.
Stuknęła mu trzydziestka, za cztery miesiące miał się żenić z kobietą poznaną jeszcze na studiach, lecz coraz częściej sentymentalnie wspominał przeszłość - jakby beztroskie życie zbyt szybko przeleciało mu przez palce.
- Dla mnie wygląda jak typowa nastolatka - stwierdziłem. - Kto ją znalazł?
- Facet, który wyszedł z psem na spacer. Przechodził obok krzaków i zauważył wystającą z ziemi rękę. Zakopana na jakieś dwadzieścia centymetrów, płytko.
Ta informacja była ważna: zdradzała, że sprawca niezbyt dobrze to wszystko zaplanował i nie starał się ukryć ciała.
- Jest jeszcze coś. - Bugaj pokazał mi zdjęcia z oględzin.
Znaleziona denatka leżała na prawym boku, napuchnięta. Włosy i oczy były pokryte błotem, podobnie jak reszta ciała. Rozpoznanie Ani Nowak było niemożliwe. Denatka ze zdjęcia leżała w nienaturalny sposób, jakby klęczała. Nadgarstki miała związane za plecami, podobnie jak kostki, kawałek kabla był też owinięty na szyi. Dziewczyna była naga od pasa w dół.
Nie można przyzwyczaić się do oglądania takich okropieństw.
- Zakładam, że mogło to być zabójstwo na tle seksualnym - podjął Bugaj. -Patomorfolog stwierdził, że do śmierci doszło jakieś dwa tygodnie temu. Właśnie wtedy zgłoszono zaginięcie Anny Nowak, której wiek i styl ubierania się odpowiadają naszej denatce.
- Trzeba wezwać rodziców Ani Nowak do identyfikacji.
- Tak się składa, że już ich wezwałem. Okazanie zwłok za dwie godziny na Hubalczyków. Pojedziesz tam?
- A mam inne wyjście?
Bugaj zaproponował mi kolejny kawałek sushi, tym razem z surowym łososiem.
- Lepiej zjedz coś teraz, bo potem możesz nic nie przełknąć.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki