Operacja IV Rzesza. Jak Hitler i Niemcy wygrali II wojnę - Leszek Pietrzak

Kup ebooka

33.50 zł
27.81 zł (26,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WstępKto naprawdę wygrał II wojnę świa­tową

Wstęp

Kto naprawdę wygrał II wojnę świa­tową

Czy to moż­liwe, że Adolf Hitler i III Rze­sza tak naprawdę wygrali II wojnę świa­tową? Wbrew pozo­rom nie zaży­łem dopa­la­czy ani żad­nych środ­ków odu­rza­ją­cych przed zada­niem tego pyta­nia. Na fakty histo­ryczne patrzę tro­chę ina­czej niż więk­szość spo­łe­czeń­stwa, ponie­waż zaj­mo­wa­łem się ich odczy­ty­wa­niem zawo­dowo. Nie tylko jako histo­ryk, cza­sem bie­gły sądowy, ale także jako ofi­cer pol­skich taj­nych służb. Jeżeli spoj­rzeć na powo­jenny ład, jaki wytwo­rzył się na świe­cie, to łatwo dojść do wnio­sku, że tymi, któ­rzy na nim sko­rzy­stali, byli Niemcy. Jako ofi­cer służb zawsze sta­ra­łem się odpo­wie­dzieć na pyta­nie, w jakim stop­niu był to przy­pad­kowy, szczę­śliwy traf, a w jakim jeden ze sce­na­riu­szy, który dopusz­czały elity rzą­dzące III Rze­szą. Czy zwy­cię­stwo mili­tarne Hitlera było jedy­nym sce­na­riu­szem, jaki brały one pod uwagę? Czy może zwy­cię­skich sce­na­riu­szy było znacz­nie wię­cej?

Tutaj dygre­sja. Jedna z naj­lep­szych taj­nych służb na świe­cie, izra­el­ski Mosad uważa, że wcho­dze­nie do gry (walki), w któ­rej można prze­grać, to błąd, zbyt duże ryzyko. Dla­tego mimo zde­cy­do­wa­nie prio­ry­te­to­wych sto­sun­ków ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi izra­el­scy przy­wódcy dbają o to, aby mieć rów­nież dosko­nałe rela­cje z tymi, któ­rzy rzą­dzą na Kremlu.

Ta książka nie pre­ten­duje do rangi pracy nauko­wej - dla­tego nie będzie w niej przy­pi­sów. To zbiór fak­tów, które pro­wo­kują do myśle­nia. Na pewno sce­na­riusz, w któ­rym przyj­muje się, że Niemcy cał­ko­wi­cie prze­grały II wojnę świa­tową, jest bar­dzo wiel­kim nie­po­ro­zu­mie­niem.

W 1953 roku doszło do wyda­rze­nia, o któ­rym mało kto pamięta - reduk­cji długu Repu­bliki Fede­ral­nej Nie­miec o 55 proc. (się­gał wów­czas 32,3 mld marek). Ostat­nią ratę za pierw­szą wojnę świa­tową Niemcy zapła­ciły w 2010 roku Dla porów­na­nia - w Pol­sce reduk­cję długu po PRL-u uważa się za suk­ces. Była ona nie tylko mniej­sza pro­cen­towo niż reduk­cja nie­miec­kiego zadłu­że­nia. Co waż­niej­sze, Pol­ska nie pono­siła żad­nej odpo­wie­dzial­no­ści moral­nej za wojnę. Nie gra­biła w XX wieku innych państw, aby dzięki temu budo­wać wła­sną zamoż­ność. Padła ofiarą nie­miec­kiej poli­tyki gra­bież­czej i nie­miec­kiej poli­tyki ludo­bój­czej. Wbrew pozo­rom te dwie poli­tyki były ze sobą bli­sko zwią­zane. W 1944 roku, gdy Niemcy wie­dzieli już, że prze­grali wojnę, ludo­bój­stwo i gra­bieże trwały w naj­lep­sze. Także na zie­miach pol­skich. Nie był to moim zda­niem wynik emo­cji prze­gra­nych, ale zim­nej kal­ku­la­cji. Chcieli osła­bić poten­cjal­nych rywali w jak naj­więk­szym stop­niu, gra toczyła się bowiem o przy­szłe rynki. Nikt nie poli­czył, w jakim stop­niu wielki powo­jenny suk­ces nie­miec­kiego eks­portu był moż­liwy dzięki gra­bie­niu pie­nię­dzy i tech­no­lo­gii z innych państw, także przez egze­ku­cje elit, np. w Pol­sce. Jakiż bowiem mili­tarny sens miało mor­do­wa­nie Pola­ków z wyż­szym wykształ­ce­niem, pro­fe­so­rów we Lwo­wie w 1941 roku?

Ważną cechą poro­zu­mie­nia lon­dyń­skiego było to, że spłaty długu nie mogły prze­kra­czać 3 proc. eks­portu. Dla porów­na­nia pol­skie spłaty po 1989 roku prze­kra­czały 10 proc. naszego eks­portu. Można przy­jąć, że Niemcy nie tyle spła­cili długi wyni­ka­jące z odszko­do­wań i repa­ra­cji wojen­nych, ile udzie­lili swoim byłym ofia­rom wiel­kiej zniżki na pro­du­ko­wane przez nich dobra. To oczy­wi­ście uprosz­cze­nie, ale poka­zuje mecha­nizm, dzięki temu bowiem 20 kra­jów, które zgo­dziły się na reduk­cję nie­miec­kiego długu, tak naprawdę wyra­ziło zgodę na swo­isty dum­ping pro­duk­tów nie­miec­kich. Im wię­cej od Nie­miec kupo­wały, tym szyb­ciej spła­cane było zadłu­że­nie.

Ta inży­nie­ria finan­sowa nie powstała przy­pad­kowo. W 2009 roku ame­ry­kań­skie służby odtaj­niły trzy­stro­ni­cowy raport z listo­pada 1944 roku (o sygna­tu­rze EW-Pa 128, ina­czej nazy­wany Red House Report, czyli Raport Czer­wo­nego Domu). 10 sierp­nia 1944 roku w hotelu Maison Rouge w Stras­burgu doszło do spo­tka­nia elit III Rze­szy, które nie miały już żad­nych wąt­pli­wo­ści co do osta­tecz­nego wyniku wojny. Naradę pro­wa­dził Adolf Hitler. Na spo­tka­niu byli m.in. przed­sta­wi­ciele kon­cer­nów Volks­wa­gena, Kruppa i Mes­ser­sch­mitta, któ­rzy pla­no­wali stwo­rze­nie po zakoń­cze­niu II wojny świa­to­wej ni mniej, ni wię­cej, tylko IV Rze­szy.

Adolf Hitler i Gustav Krupp, który kie­ro­wał sław­nym nie­miec­kim kon­cer­nem prze­my­słu cięż­kiego Frie­drich Krupp AG w latach 1909-1941. Krupp był spon­so­rem naro­do­wych socja­li­stów. W cza­sach III Rze­szy jego firma boga­ciła się na pro­duk­cji uzbro­je­nia i sprzętu dla armii nie­miec­kiej

Chcieli to osią­gnąć drogą prze­wagi eko­no­micz­nej, a nie mili­tar­nej. Dwie klę­ski w ciągu nie­spełna trzech dekad oka­zały się kształ­cące. Dla­tego na spo­tka­niu pod­kre­ślano, że potęga IV Rze­szy ma być budo­wana przez nie­miecki eks­port. Niemcy są obec­nie czwartą gospo­darką świata (po Chi­nach, USA i Japo­nii) i trze­cim eks­porterem (po USA i Chi­nach). Niemcy, mimo posia­da­nia jed­nej z naj­droż­szych sił robo­czych na świe­cie, bez pro­blemu znaj­dują nabyw­ców na swoje pro­dukty. To wła­śnie gospo­darka decy­duje dziś o sile poli­tycz­nej i bogac­twie Nie­miec. Czy jest moralne, aby wnuki i pra­wnuki tych, któ­rzy dopu­ścili się naj­więk­szych zbrodni w histo­rii ludz­ko­ści, pła­wiły się w dobro­by­cie osią­gnię­tym dzięki bez­względ­no­ści ich dzia­dów i pradzia­dów?

Poli­tyka nie­miecka jest bez­względna nie tylko w zacie­ra­niu śla­dów zbrodni na Żydach i Pola­kach. To także dość pry­mi­tywna, ale zadzi­wia­jąco sku­teczna próba zwa­le­nia odpo­wie­dzial­no­ści za te zbrod­nie na mityczne "ple­mię" nazi­stów, które opa­no­wało tereny nie­miec­kie i rzą­dziło na nich od 1933 do 1945 roku. Ludzi, któ­rzy pamię­tają tamte czasy, jest już bar­dzo mało. Są wie­kowi i nie mają siły pro­te­sto­wać. Stan­dar­dem jest więc to, że Niemcy o nazi­stow­skie zbrod­nie oskar­żają pol­skich "kola­bo­ran­tów".

W 2013 roku na łamach tygo­dnika "Uwa­żam Rze" opu­bli­ko­wa­łem arty­kuł pt. Jak Niemcy fał­szują histo­rię. Tekst ów, razem z czarno-białą okładką, która przed­sta­wiała kanc­lerz Angelę Mer­kel na tle nie­miec­kiego obozu w Auschwitz, sty­li­zo­waną na więź­niarkę, wywo­łał w Niem­czech furię. Tezy mojego tek­stu były tylko jed­nym z powo­dów wście­kło­ści. Nie były one nowe w mojej publi­cy­stce histo­rycz­nej. Współ­cze­sne media rzą­dzą się pismem obraz­ko­wym i zabawna (ale też poru­sza­jąca) gra­fika na okładce spra­wiła, iż o fał­szo­wa­niu przez Niemcy histo­rii zaczęto mówić dosłow­nie na całym świe­cie. Okładkę pol­skiego tygo­dnika nosili przed Amba­sadą Nie­miec w Gre­cji ludzie pro­te­stu­jący prze­ciwko braku zgody kanc­lerz Mer­kel na oddłu­że­nie gospo­darki grec­kiej.

Grecy, podob­nie jak Polacy, nie otrzy­mali prak­tycz­nie żad­nych odszko­do­wań za najazd nie­miecki. A przez około pię­ciu lat skła­dali się na finan­so­wa­nie nie­mieckiej machiny wojen­nej, mają­cej pod­bić świat.

Pre­tek­stem była emi­sja (od 17 do 20 marca 2013 roku) w nie­miec­kiej pań­stwo­wej tele­wi­zji ZDF serialu pt. Nasze matki, nasi ojco­wie (nie­miecki tytuł Unsere Mütter, unsere Väter) w reży­se­rii Phi­lippa Kadel­ba­cha. To mistrzow­skie dzieło, z któ­rego byłby dumny sam szef pro­pa­gandy III Rze­szy Joseph Goeb­bels. Wszy­scy spece od kłamstw i od ich dema­sko­wa­nia (uwa­żam się za tego ostat­niego) wie­dzą, że nic tak dobrze nie sprze­daje kłam­stwa jak wple­ce­nie go w histo­rię fabu­larną. Wiele nie zmie­niło się od czasu, gdy Artur Conan Doyle publi­ko­wał swoje opo­wia­da­nia o Sher­locku Hol­me­sie w cza­so­pi­śmie "The Strand Maga­zine". Nie­za­leż­nie od rekor­do­wej sprze­daży maga­zynu (ponad pół miliona nakładu) wydawca otrzy­my­wał regu­lar­nie tysiące listów od fanek detek­tywa pro­po­nu­ją­cych mu mał­żeń­stwo czy też opiekę. A prze­cież opo­wie­ści o genial­nym detek­ty­wie nawet nie uda­wały, że są czymś wię­cej niż tylko roz­rywką.

Serial Nasze matki, nasi ojco­wie jest o tyle ważny w naszej opo­wie­ści, że poka­zuje, jak Niemcy chcą być postrze­gani: jako ofiary mitycz­nych nazi­stów i ludzie, któ­rzy cier­pieli z powodu nie­ludz­kiego sys­temu. Dla­tego nie zoba­czymy w tym fil­mie nie­miec­kich zbrodni. Akcja zaczyna się w przed­dzień wybu­chu wojny ze Związ­kiem Sowiec­kim w czerwcu 1941 roku, przy czym nie za bar­dzo jest wia­domo, co było powo­dem wybu­chu tej wojny. Bo nikt w Niem­czech nie zamie­rza wal­czyć z Rosją na polu histo­rycz­nym. Prawda o tym, że atak Adolfa Hitlera na Zwią­zek Sowiecki był wymu­szony nie­uchronną agre­sją Sta­lina, jest dosko­nale histo­ry­kom znana. Ale Rosja zde­cy­do­wa­nie broni swo­jej pozy­cji ofiary w II woj­nie świa­to­wej. Ma wła­sną zakła­maną poli­tykę histo­ryczną, a Niem­com zależy na dobrych rela­cjach z kolej­nymi "carami" (do Wła­di­mira Putina słowo pre­zy­dent nie pasuje) na Kremlu.

Główni boha­te­ro­wie serialu Nasze matki, nasi ojco­wie, wypro­du­ko­wa­nego przez nie­miecką tele­wi­zję pań­stwową ZDF. Oskar­żono w nim Pola­ków o współ­udział w Holo­kau­ście Żydów

Główny boha­ter fil­mo­wej histo­rii to Wil­helm - młody ofi­cer Wehr­machtu, któ­remu marzy się wielka kariera. W Wil­helmie jest zako­chana Char­lotte, która posta­na­wia zgło­sić się na ochot­nika do służby medycz­nej, aby w ten spo­sób słu­żyć swo­jej ojczyź­nie. Bra­tem Wil­helma jest Frie­dhelm - jeden z tysięcy rekru­tów świeżo powo­ła­nych do woj­ska, z zacię­ciem przy­szłego inte­lek­tu­ali­sty. Bli­ską kole­żanką Cha­ro­lotte jest Greta, któ­rej marzy się kariera pio­sen­karki. Ale w Gre­cie kocha się Vik­tor, który, jak się oka­zuje, jest Żydem, i tylko dla­tego nie może wło­żyć mun­duru i pójść razem z tysią­cami swo­ich rówie­śni­ków na front, by bro­nić "zagro­żo­nej" ojczy­zny. Mamy w 1941 roku pod­bitą Pol­skę, Fran­cję, kraje Bene­luksu, Nor­we­gię, Danię, Gre­cję i Jugo­sła­wię. Ale to ojczy­zna Niem­ców jest "zagro­żona".

Fil­mowe losy każ­dego z tych boha­te­rów toczą się nie­jako odmien­nie. Sce­na­riu­sze ich życia są pisane przez wojenną zawie­ru­chę. Służba na fron­cie wschod­nim zamie­nia Frie­dh­lema w istną maszynkę do zabi­ja­nia. Wojna demo­ra­li­zuje go, wypa­cza­jąc jego praw­dziwy - dobry - cha­rak­ter. Ale brat Frie­dhelma - Wil­helm - rów­nież nie wytrzy­muje pie­kła wojny, dezer­te­ru­jąc z armii nie­miec­kiej. Char­lotte, zako­chana w Wil­helmie, rów­nież pod wpły­wem wojny zamie­nia się w bestię, denun­cju­jąc w szpi­talu, do któ­rego tra­fia, żydow­ską pie­lę­gniarkę i wyda­jąc ją w ręce bez­pieki III Rze­szy - SS. Ją rów­nież ogar­niają wojenna prze­moc i nie­na­wiść. Z kolei Greta, któ­rej marzy się kariera pio­sen­kar­ska, zaczyna romans z mło­dym, "ludzko wyglą­da­ją­cym" ofi­ce­rem SS. Wie­rzy, że być może jego wspar­cie pomoże jej w karie­rze. W zasa­dzie można by powie­dzieć, że jest prag­ma­tyczką - robi wszystko, aby zre­ali­zo­wać swoje życiowe marze­nia. No i jest jesz­cze Żyd Vik­tor, któ­rego wojenne losy są w fil­mie znacz­nie bar­dziej skom­pli­ko­wane i o wiele bar­dziej dra­ma­tyczne. Pod­czas trans­portu do obozu w Auschwitz udaje mu się uciec i zna­leźć schro­nie­nie w jed­nym z oddzia­łów par­ty­zanc­kich Armii Kra­jo­wej, pol­skiej armii pod­ziem­nej. Vik­tor bie­rze udział w akcjach zbroj­nych, wyka­zu­jąc się nad­zwy­czajną odwagą. Ale szybko zostaje zde­kon­spi­ro­wany przez kole­gów z oddziału jako "czy­sty" Żyd, i wtedy zaczy­nają się jego praw­dziwe pro­blemy. Oka­zuje się, że są anty­se­mi­tami i natych­miast prze­stają go akcep­to­wać. Vik­tor musi opu­ścić oddział z powodu wro­go­ści człon­ków pol­skiego pod­zie­mia. Pol­ski anty­se­mi­tyzm jest waż­nym ele­men­tem nie­miec­kiej pro­pa­gandy.

Żyd Vik­tor (w środku), jeden z boha­te­rów serialu Nasze matki, nasi ojco­wie, wśród pol­skich par­ty­zan­tów z Armii Kra­jo­wej. Gdy towa­rzy­sze broni - zaja­dli anty­se­mici - dowie­dzą się o pocho­dze­niu Vik­tora, jego życie znaj­dzie się w nie­bez­pie­czeń­stwie

Pamię­tajmy o tym, bo moim zda­niem doce­lowy prze­kaz nie­miec­kiej pro­pa­gandy jest nastę­pu­jący: ta wojna w 1939 roku była akcją poli­cyjną pań­stwa nie­miec­kiego, które sta­rało się bro­nić Żydów przed pol­skimi anty­se­mi­tami. Że to absurd? A kto myślał, że jesz­cze za życia ostat­nich ofiar nie­miec­kich obo­zów śmierci ich dzieci i wnuki będą kol­por­to­wać kłam­stwo o tym, że były to "pol­skie obozy śmierci"? Pro­pa­ganda Nie­miec nie bie­rze jeń­ców.

Ale to nie był koniec pol­skiego wątku w tym fil­mie. Było ich znacz­nie wię­cej. Jeden z nich na pewno może dłu­żej pozo­stać w świa­do­mo­ści odbiorcy. To scena, gdy oddział AK, do któ­rego tra­fia Vik­tor, zatrzy­muje pociąg trans­por­tu­jący Żydów do miej­sca ich zagłady. Pol­scy par­ty­zanci, widząc, kto jest w nim prze­wo­żony, pozo­sta­wiają wagony zamknięte. Nie chcą uwol­nić ofiar Zagłady, choć wie­dzą, że ta już nie­ba­wem ich obej­mie. Można jesz­cze raz odnieść wra­że­nie, że silny anty­se­mi­tyzm akow­ców każe im zaak­cep­to­wać Holo­kaust.

Serial Nasze matki, nasi ojco­wie nie był pro­duk­tem jakiejś tam sta­cji komer­cyj­nej. Wyświe­tlała go nie­miecka tele­wi­zja publiczna ZDF, nada­jąca od 2008 roku w nowej tech­no­lo­gii cyfro­wej i oglą­dana przez więk­szość Niem­ców. Film był także emi­to­wany w cza­sie wyso­kiej oglą­dal­no­ści. Sama emi­sja była poprze­dzona gigan­tyczną kam­pa­nią pro­mo­cyjną. Wiele nie­miec­kich mediów zachę­cało do obej­rze­nia serialu, rekla­mu­jąc go jako wiel­kie wyda­rze­nie tele­wi­zyjne. Tak postą­pił na przy­kład "Der Spie­gel" - naj­bar­dziej wpły­wowy i opi­nio­twór­czy nie­miecki tygo­dnik o nakła­dzie pra­wie miliona egzem­pla­rzy. Z kolei wyso­ko­na­kła­dowy dzien­nik "Frank­fur­ter All­ge­me­ine Zeitung" (FAZ), rekla­mu­jąc serial, ape­lo­wał nawet do nie­miec­kich rodzin o to, aby razem - naj­le­piej w gro­nie wszyst­kich poko­leń - zgro­ma­dzić się przed tele­wi­zo­rami i wyko­rzy­stać ostat­nią szansę na wysłu­cha­nie opo­wia­dań swo­ich dziad­ków. Można było odnieść wra­że­nie, że Nasze matki, nasi ojco­wie to jeden z naj­waż­niej­szych obra­zów ostat­niej wojny. Pro­ces z tele­wi­zją ZDF o sceny, suge­ru­jące, że w Armii Kra­jo­wej powszechny był anty­se­mi­tyzm, wygrał jej były żoł­nierz, Zbi­gniew Radłow. Ale ZDF zro­biła, co w jej mocy, aby ów wyrok nie został wła­ści­wie wyko­nany. Nie taki był bowiem cel pro­pa­gandy, aby póź­niej za nią prze­pra­szać. Ten wyrok, jak wiele podob­nych, poka­zuje praw­dziwą twarz poli­tyki nie­miec­kiej. Prze­pro­siny gdzieś w kulu­arach, w niszo­wych mediach; a na cały świat oskar­że­nia i wybie­la­nie się ze zbrodni. Gdy w marcu 2021 roku pisa­łem te słowa, to sprawa prze­pro­sin wciąż była przed­mio­tem uni­ków ze strony praw­ni­ków ZDF.

Emi­sję serialu Nasze matki, nasi ojco­wie prze­wi­dziano rów­nież w innych kra­jach euro­pej­skich. Wyemi­to­wały go austriacka tele­wi­zja publiczna ORF i angiel­ska BBC. W Wiel­kiej Bry­ta­nii emi­sja spo­wo­do­wała pro­te­sty prze­ciwko pro­pa­gan­dzie nazi­stow­skiej. To, że w Pol­sce ów film wyemi­to­wała tele­wi­zja pań­stwowa, w ogóle zakrawa na kiep­ski żart, gdyż ma on tyle wspól­nego z prawdą histo­ryczną co komu­ni­styczny hit Czte­rej pan­cerni i pies. Jeżeli dziś poko­le­nia uro­dzone w latach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych mają jakieś poglądy na to, jak wyglą­dała II wojna świa­towa, to nie­stety są one wzięte wła­śnie tego typu seriali (hitem była rów­nież słynna Stawka więk­sza niż życie).

Pro­duk­cja miała wów­czas także wymiar tera­pii na uży­tek wewnętrzny. Tygo­dnik "Die Zeit" pod­kre­ślał, że serial Nasze matki, nasi ojco­wie wywarł na widzach ogromne wra­że­nie - naj­więk­sze w histo­rii tele­wi­zji nie­miec­kiej. Wyda­wana przez kon­cern Axel Sprin­ger gazeta "Welt am Son­n­tag" wręcz uznała film za "pomnik posta­wiony mat­kom i ojcom". W wielu nie­miec­kich tytu­łach pra­so­wych porów­ny­wano go do gło­śnej ame­ry­kań­skiej, czte­ro­od­cin­ko­wej pro­duk­cji Marvina J. Chom­sky'ego Holo­kaust, który w 1979 roku wyemi­to­wała tele­wi­zja NBC. Tam­ten serial przed­sta­wiał żoł­nie­rzy ubra­nych w mun­dury Woj­ska Pol­skiego, któ­rzy wraz z Niem­cami nad­zo­ro­wali trans­porty Żydów do war­szaw­skiego getta oraz brali udział w zwal­cza­niu żydow­skiego powsta­nia w War­sza­wie.

Potem przy­szła kolej, aby ode­przeć zarzuty z Pol­ski, że serial Nasze matki, nasi ojco­wie jest mocno ten­den­cyjny i stara się zro­bić z Pola­ków spraw­ców Zagłady. Tablo­idowy "Bild", aby zde­za­wu­ować ataki z Pol­ski, spo­koj­nie komu­ni­ko­wał, że nacjo­na­lizm i anty­se­mi­tyzm w sze­re­gach pol­skiej Armii Kra­jo­wej nie były czymś nad­zwy­czaj­nym. W tam­tym cza­sie w Euro­pie Wschod­niej anty­se­mi­tyzm był powszechny, co nie­wąt­pli­wie uła­twiło wymor­do­wa­nie Żydów. "Bild" przy­pad­kowo zapo­mniał tylko dodać, kto doko­nał owej zagłady Żydów. Zresztą, jeśli w publi­ka­cjach nie­miec­kich już wspo­mi­nano, że zro­bili to nazi­ści, to zawsze byli oni "odna­ro­do­wieni" i dziw­nym tra­fem pra­wie zawsze poja­wiali się obok nich wła­śnie Polacy. Ale żeby nie było tylko tak medial­nie i pro­pa­gan­dowo, wiele nie­miec­kich tytu­łów, przy­ta­cza­jąc takie opi­nie na temat anty­se­mi­tyzmu i Pola­ków, sta­rało się je pod­bu­do­wać wypo­wie­dziami powa­ża­nych eks­per­tów i histo­ry­ków. Jed­nym z nich jest Julius Scho­eps z bada­ją­cego histo­rię euro­pej­skich Żydów Cen­trum Mosesa Men­dels­sohna w Pocz­da­mie, który w tam­tym cza­sie aktyw­nie wspie­rał dzia­ła­nia Eriki Ste­in­bach i pro­jekt Cen­trum Prze­ciwko Wypę­dze­niom. Scho­eps zwró­cił więc uwagę nie­miec­kiej opi­nii publicz­nej, że oczy­wi­ście anty­se­mi­tyzmu nie można odno­sić do całej AK, ale sceny z serialu Nasze matki, nasi ojco­wie odpo­wia­dają przy­pad­kom, do jakich docho­dziło wśród pol­skich par­ty­zan­tów. To zabrzmiało już zde­cy­do­wa­nie wia­ry­god­niej. Na temat serialu wypo­wia­dali się m.in. prof. Arnd Bauerkämpe z Wol­nego Uni­wer­sy­tetu w Ber­li­nie oraz prof. Wol­fgang Benz z Cen­trum Badań nad Anty­se­mi­ty­zmem w Ber­li­nie. Ten ostatni sta­rał się zamknąć dys­ku­sję wokół pol­skiego anty­se­mi­ty­zmu, stwier­dza­jąc jasno, że "jest on w Pol­sce obecny do dziś".

Ja i moi kole­dzy, któ­rzy pra­co­wali w taj­nych służ­bach, porów­nują dzia­ła­nia Niem­ców, takie jak w 2013 roku, do wywa­le­nia na kogoś "wywrotki z g...". Niby ten, na któ­rego owa zawar­tość się wylała, nie jest winien, ale wygląda i cuch­nie tak, że wszy­scy go omi­jają.

Główny nie­miecki prze­kaz pro­pa­gan­dowy zna­lazł swoje odbi­cie także w wielu cenio­nych tytu­łach pra­so­wych w całej Euro­pie. Bry­tyj­ski "Inde­pen­dent" zwra­cał m.in. uwagę na feno­men ponow­nego zain­te­re­so­wa­nia Niem­ców swoją naj­now­szą histo­rią, po czę­ści nawią­zu­jąc do mojego tek­stu z "Uwa­żam Rze".

Serial Nasze matki, nasi ojco­wie i kam­pa­nia pro­pa­gan­dowa wokół niego to zale­d­wie frag­ment kon­stru­owa­nia nowej pamięci nie­miec­kiej. II wojna świa­towa jest oczy­wi­ście w niej naj­waż­niej­sza. Ostat­nie lata w Niem­czech obfi­to­wały w wysiłki, aby prze­ła­mać wresz­cie nie­miecką pamięć histo­ryczną i spra­wić, by zaczęła ona ina­czej wyglą­dać niż dotych­czas. Aby to osią­gnąć, Niemcy muszą zapo­mnieć, że byli spraw­cami II wojny świa­to­wej i dopu­ścili się wszyst­kich jej nie­go­dzi­wo­ści, a zaczęli mówić o krzyw­dach, jakich doznali w jej wyniku. Rze­komo naj­więk­szych krzywd doznali Niemcy, któ­rych prze­sie­dlono z Europy Środ­kowo-Wschod­niej (Pol­ska, Cze­cho­sło­wa­cja, Węgry, Rumu­nia) po zakoń­cze­niu wojny. Wła­śnie w tym celu zapro­jek­to­wano Cen­trum prze­ciwko Wypę­dze­niom (nie­miec­kie Zen­trum gegen Ver­tre­ibun­gen), które ma doku­men­to­wać "wypę­dze­nia" po II woj­nie świa­to­wej. Jego ini­cja­torką była Erika Ste­in­bach - prze­wod­ni­cząca Związku Wypę­dzo­nych wspie­rana przez lata przez kanc­lerz Angelę Mer­kel. Budowę Cen­trum popiera wiele oso­bi­sto­ści nie­miec­kiego życia poli­tycz­nego i kul­tu­ral­nego, wśród nich rabin Wal­ter Homolka oraz były pre­zy­dent Joachim Gauck.

W Niem­czech jest rów­nież na­dal kon­ty­nu­owany pro­jekt nar­ra­cji histo­rycz­nej pt. "Pol­skie obozy kon­cen­tra­cyjne". Takim ter­mi­nem nagmin­nie posłu­gują się pra­wie wszyst­kie nie­miec­kie media, nawet popu­lar­no­nau­kowy maga­zyn "Focus", czy ofi­cjalne agen­cje infor­ma­cyjne, na przy­kład Deut­sche Presse-Agen­tur (DPA), będąca odpo­wied­niczką Pol­skiej Agen­cji Pra­so­wej. Spora część poli­ty­ków nie­miec­kich, ludzi świata kul­tury także lubi "pol­skie obozy kon­cen­tra­cyjne". Ale ter­min jest nagmin­nie uży­wany w nie­miec­kich szko­łach pod­czas reali­zo­wa­nia pro­gra­mów naucza­nia histo­rii. Nawet nie­miec­kie szkoły śred­nie z pro­fi­lem histo­rycz­nym mają w swo­ich pro­gra­mach wycieczki do "pol­skich obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych". Jesz­cze do nie­dawna gim­na­zjum w miej­sco­wo­ści Kir­ch­heim na swo­ich stro­nach inter­ne­to­wych infor­mo­wało o spo­tka­niu uczniów z Abbą Naorem, który w cza­sie wojny zna­lazł się w "pol­skim obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym Stut­thof", gdzie zamor­do­wano jego brata i matkę. To typowy język nar­ra­cji histo­rycz­nej ser­wo­wany nie­miec­kim uczniom. Coraz czę­ściej jed­nak "obozy kon­cen­tra­cyjne" są otwar­cie łączone z pol­skim anty­se­mi­ty­zmem, który miał być typowy, powszechny i nagminny w naszym kraju. Ale mało tego - anty­se­mi­tyzm jest w Pol­sce nawet dzi­siaj. W zasa­dzie pol­ski anty­se­mi­tyzm i pol­ska odpo­wie­dzial­ność za żydow­ską zagładę robią w Niem­czech coraz więk­szą karierę. To się po pro­stu coraz bar­dziej podoba Niem­com. To nie przy­pa­dek, że pod­czas festi­walu fil­mo­wego w Ber­li­nie w lutym 2013 roku nagrodę Zło­tego Niedź­wie­dzia otrzy­mał fran­cu­ski twórca fil­mowy Claude Lan­zmann, m.in. za słynny film Shoah, który jako pierw­szy obwie­ścił światu udział Pola­ków w żydow­skiej zagła­dzie. Ale jesz­cze bar­dziej kurio­zalny był fakt, że pod­czas pokazu na festi­walu ber­liń­skim jego film Sobi­bór okre­ślano jako dzieło o bun­cie więź­niów w "pol­skim obo­zie zagłady".

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki