Opcja niemiecka. O problemach z tożsamością i historią w literaturze polskiej i niemieckiej po 1989 roku - Red. Wojciech Browarny, Monika Wolting, Marcus Joch

Kup ebooka

14.00 zł
11.48 zł (6,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wprowadzenie

Rok 1989 oznaczał dla Europy przemiany polityczne i społeczne oraz nowe zjawiska w kulturze. Krytyka literacka w Polsce nie była wprawdzie zgodna w ocenie artystycznej rangi tego przełomu (kwestionowano samo pojęcie przełomu), opisała jednak rozpoczętą wówczas przebudowę instytucji kulturalnych i nową sytuację literatury w życiu zbiorowym. Z czasem okazało się, że ustrojowa transformacja początku lat 90. zainicjowała również głębokie zmiany w świadomości i pamięci narodowej, obyczajach i stosunkach społecznych. Licząc się z regułami komunikacji masowej i rynku książki, pisarze nadal uczestniczyli w poważnej dyskusji nad problemami polskiej tożsamości i historii. Ta dyskusja objęła nie tylko potrzebę opisania i rozliczenia najbliższej przeszłości, ale przede wszystkim była próbą zrozumienia współczesności, doświadczanej jako m.in. kryzys wielkich narracji i mitów narodowych (np. paradygmatu romantycznego, misji inteligencji), emancypacja dotąd marginalizowanych grup społecznych, umasowienie informacji połączone z "rozpadem centrali" obiegu kultury wysokiej, integracja Europy w wymiarze politycznym i gospodarczym oraz rozwój nowych wspólnot o charakterze międzynarodowym i regionalnym.

Dla Niemiec rok 1989 okazał się czasem poważnych zmian systemowych na każdym z tych pól. Społeczeństwo niemieckie znalazło się w nowych warunkach politycznych i kulturowych, odzyskało swoją samodzielność, prawo do swobodnego i suwerennego rozwoju. Zamknięty system DDR przestał istnieć, rozpoczął się proces demokratyzacji społeczeństwa byłej NRD i jego scalania z Zachodem po 40 latach podziału. Te 40 lat odmiennego rozwoju obu społeczeństw doprowadziło do powstania w obu krajach różnych struktur społecznych. W roku 1989 Niemcy Zachodnie były już krajem wielonarodowym, zmagającym się z problemem integracji imigrantów z krajów Europy Wschodniej, Turcji, Włoch i Hiszpanii. Niemcy Zachodnie przeszły także, w odróżnieniu od społeczeństwa NRD, trudną drogę rozliczenia z przeszłością nazistowską, uznając bezsprzecznie swoją winę. Społeczność NRD dopiero w roku 1989 stanęła przed wyzwaniem demokratyzacji, indywidualizacji, samostanowienia, uporania się z przeszłością.

Lata 1989-1990 to również nowy etap przemian, dokonujących się w stosunkach polsko-niemieckich, nie tylko na płaszczyźnie politycznej i gospodarczej, ale również w sferze kultury, sztuki i literatury. Jest to widoczne w zintensyfikowanych kontaktach polskich i niemieckich twórców, które prowadzą do wymiany doświadczeń oraz poszukiwań artystycznych na styku odmiennych tradycji intelektualnych i wizji historii. Literatura, film i teatr stają się ważnymi i nośnymi formami kontaktów międzykulturowych, a często postrzegane są wręcz jako sejsmograf stosunków polsko-niemieckich. Jednym z wyzwań stojących przez pisarzami w obu krajach jest przezwyciężenie narodowych masek, stereotypów i ksenofobicznych narracji. Jeżeli spojrzymy na literaturę polską i niemiecką ostatnich 20-25 lat, to zauważymy rosnące zainteresowanie autorów polsko-niemieckimi opowieściami, przekraczającymi polityczne, ideologiczne i kulturowe granice. Literackie postacie coraz częściej wybierają się w drogę do Niemiec, przybywają do Polski, często na dawne ziemie niemieckie, opowiadają o swoich przeżyciach, doświadczeniach związanych z zadomowieniem w "palimpsestowej" przestrzeni i wielokulturowym środowisku, referują swoje przemyślenia. Opowieści autorów z obu krajów, debiutujących w późnych latach 80. i następnych dekadach, różnią się od opowieści wcześniejszych generacji.

Artykuły zebrane w tym tomie przedstawiają problemy z tożsamością i historią w literaturze polskiej i niemieckiej ostatniego ćwierćwiecza zarówno z perspektywy narodowej, jak i międzykulturowej. Nakładanie lub dopełnianie się tych perspektyw jest widoczne szczególnie w tekstach literackich, których autorzy skupiają się na narracjach i obrazach zbiorowej pamięci oraz miejscach i społecznościach "pogranicznych", których mieszkańcy muszą stykać się z obcością. Ta obcość przybiera bardzo różne postacie, poczynając od śladów Innego w lokalnej przestrzeni i przeszłości w utworach pisarzy polskich ze Śląska, środkowego Nadodrza i dawnych Prus Wschodnich, przez charakterystyczną dla literatur obu krajów obecność rodzinnego i narodowego tabu w doświadczeniach kolejnych pokoleń urodzonych po drugiej wojnie światowej, aż po codzienne poczucie egzystencjalnego wyobcowania w świecie, zmieniającym się pod wpływem migracji, przemian obyczajowych i rozpadu tradycyjnych ludzkich więzi.

Tytuł tomu zgodnie z intencjami jego redaktorów sugeruje, że w polskim literaturoznawstwie ostatniego ćwierćwiecza doszła do głosu "opcja niemiecka". Nie jest to jednak opcja w znaczeniu odmiennej identyfikacji narodowej czy państwowej, ale opcja jako wybór niemieckich doświadczeń i osiągnięć w przedstawianiu oraz wyjaśnianiu problemów nowoczesnej kultury, tożsamości i historii, a po drugie, opcja jako porównawcza refleksja nad niektórymi dziełami i zjawiskami w literaturze. W ten sposób warto czytać na przykład utwory dotykające przemian pamięci i wyobraźni narodowej, stosunków między kulturą dominującą a mniejszościami, napięć między społecznością jednorodną i osiadłą a migrantami, śladów obcej przeszłości w przestrzeni oswojonej i bliskiej. Korzystając z tej perspektywy, autorzy artykułów zebranych w tomie Opcja niemiecka przyglądają się zatem obu literaturom i kulturom w taki sposób, że obok swoistości każdej z nich widoczna staje się ich otwartość, dialogiczność i wewnętrzna nietożsamość. Na podobnej zasadzie warto byłoby skonfrontować wiele utworów i zjawisk literatury polskiej z "opcją czeską" lub "opcją ukraińską", poszerzając w ten sposób wiedzę i o samych tekstach, i o rzeczywistości, do której należą.

Wojciech Browarny, Monika Wolting

Magdalena Rabizo-Birek Uniwersytet Rzeszowski

Odkrywanie miejsc niemieckich w prozie Olgi Tokarczuk i Karola Maliszewskiego

Olgę Tokarczuk i Karola Maliszewskiego wiele łączy. Należą do pokolenia nazywanego przez krytykę "urodzonymi w latach sześćdziesiątych", pokoleniem "brulionu" lub z racji pory literackiego debiutu - pokoleniem 19891. Urodzili się na ziemiach w peerelowskiej propagandzie nazywanych "odzyskanymi" - Maliszewski w Nowej Rudzie, Tokarczuk w Sulechowie (niem. Züllichau) na pograniczu Śląska i dawnej Brandenburgii - miejscowości położonej przy granicy Dolnego Śląska (jak precyzuje pisarka, która określa siebie mianem Dolnoślązaczki2). Poznali się, kiedy Tokarczuk po ukończeniu studiów i wyjściu za mąż zamieszkała w Wałbrzychu. Maliszewski po krótkiej młodzieńczej włóczędze po Polsce w poszukiwaniu sensu życia - popularnej w jego pokoleniu formie buntu i kontestacji zastanej rzeczywistości - powrócił do rodzinnego miasta i mieszka tam do dziś. Oboje od połowy lat 80. XX w. zaangażowali się w życie literackie ówczesnego województwa wałbrzyskiego. Wzajemne związki pogłębiły się, kiedy Tokarczuk w drugiej połowie lat 90. zamieszkała w Krajanowie (niem. Krainsdorf) pod Nową Rudą.

Miejsce i forma

Nowa Ruda (niem. Neurode) i jej najbliższe okolice - od okresu późnego średniowiecza po rok 1945 zamieszkane głównie przez Niemców, w wyniku ustaleń antyhitlerowskiej koalicji przyznane Polsce i Czechosłowacji - stały się na kilkanaście lat dla Tokarczuk najważniejszym, bo świadomie wybranym i w części wykreowanym w wyobraźni, "miejscem" jej prozy3. Tam rozgrywają się wydarzenia przedstawione w powieściach Dom dzienny, dom nocny, Ostatnie historie i Prowadź swój pług przez kości umarłych, a także w kilku opowiadaniach z tomu Gra na wielu bębenkach. Pisarka pytana o to, w jaki sposób i dlaczego wybiera takie, a nie inne miejsca, w których rozgrywają się jej utwory, podkreśliła, że decydujące znaczenie ma dla niej intensywność związanych z nimi przeżyć. Zazwyczaj są to miejsca "promieniujące przeszłością" oraz będące jej depozytariuszami i świadkami stare przedmioty: "przeszłość w ogóle jest tajemnicza, niepoznawalna, trudna. Domyślanie się ludzi po przedmiotach, cały ten mechanizm dopowiadania historii do znalezionych przedmiotów jest mi bliski"4.

Już bez osłony fikcji wypowiadała się na temat Dolnego Śląska w kilku esejach, z których większość zamieściła w części III książki Moment niedźwiedzia, zatytułowanej Pstrąg w migdałach, poświęconej problemom narodowej i językowej tożsamości. Są one także ściśle powiązane z jej prozą. W tytułowym Pstrągu w migdałach Tokarczuk komentuje anegdotyczne wydarzenia, związane z opowiadaniem Bardo. Szopka, zwracając uwagę na sprawcze moce literatury, zdolnej do przemienienia fikcji w fakty, modelującej kształt rzeczywistości szczególnie wtedy, gdy chodzi o podobne do okolic Dolnego Śląska "miejsca-bękarty", "słabo opowiedziane", "niewyrażone", "o zerwanej ciągłości narracyjnej, nieobecne na mentalnej mapie, miejsca peryferyjne, pozbawione sensownej historii, niezaadaptowane do końca, a w końcu "niepolskie", to znaczy w znikomym stopniu wcielone we wspólną pamięć i tradycję"5. W Nieskończenie wielkim pograniczu, tekście wygłoszonym z okazji przyznania jej polsko-niemieckiej nagrody "Pomosty", przedstawiła ideę, z której zrodził się Dom dzienny, dom nocny. Można ją nazwać projektem wypełnienia fikcyjnymi "historiami" jednego z takich miejsc "niewyrażonych", stworzoną specjalnie do tego celu wielogłosową i heterogeniczną narracją6. Pierwowzorem opisywanego miejsca była, odtworzona z pietyzmem detali, wieś Krajanów:

Dla mnie ta książka jest próbą stworzenia prywatnego mitu założycielskiego - ponieważ zarówno ja, jak i moi współmieszkańcy jesteśmy tutaj przybyszami. Nie można zaś żyć w pełni bez takiego mitu, który sytuowałby nasze życie w jakiejś szerszej, mitologicznej przestrzeni. Jest literacką próbą naszkicowania psychologicznej ciągłości małej historii naszego miejsca, na przekór tej dużej, przez duże H, która okazała się nieciągła i nieprzyjazna człowiekowi. (Mn 135)

Z kolei w Dwunastu obrazkach z Wałbrzycha, Nowej Rudy i okolic, tekście z 1996 roku, można odnaleźć źródła kilku ważnych wątków tej powieści: poszukiwania skarbów, zniszczonego pałacu, wizyjnego obrazu czasu jako wypadkowej jedności miejsca oraz palimpsestu nakładających się na siebie epok i zdarzeń. Z odmienną sytuacją mamy do czynienia w eseju Odra z 2003 roku - opowieści o rzece dzieciństwa. Okazuje się, że jedna z najważniejszych scen jej powieści E.E. (1995) - rozgrywająca się w idyllicznej scenerii starorzecza Odry "komunia" bohaterki z ziemią - wyrasta ze wspomnień dziecięcych spacerów z ojcem. W eseju o Odrze manifestuje się charakterystyczna cecha pisarstwa Tokarczuk, którą Oksana Weretiuk nazwała "przesunięciem znaczenia i uwagi z człowieka na to, co nie jest człowiekiem"7. Odra jest tam "żywą istotą, która nie szanuje ludzkich praw, potężną roztargnioną siłą, której nie doświadczamy na co dzień tylko dlatego, że jest zajęta czymś innym i ignoruje nas" (Mn 158). Także w wypowiedzi o stosunku do polszczyzny, przygotowanej na II Światowy Kongres Tłumaczy Literatury Polskiej w czerwcu 2009 roku, charakteryzując swój język, pisarka podkreśliła jego dolnośląskie rysy:

zostałam wrzucona w polszczyznę. Urodziłam się i wychowałam na zachodnich ziemiach Polski, przyłączonych do reszty kraju po wojnie i zasiedlonych przez ogromną powojenną mieszankę polskich kultur i dialektów. W tym właśnie tyglu powstała wzorcowa polszczyzna; tak przynajmniej uważają językoznawcy. Podobno mówimy na Dolnym Śląsku polskim standardem. (Mn 162)

Pojęcie "standardu" można rozszerzyć na wypracowany przez pisarkę model prozy, który charakteryzuje się jako czytelny i transparentny, przekraczający osobniczy idiolekt i także dlatego będący modelowym przykładem tak zwanej "prozy środka". Pisarka opisuje swoją strategię pisarską, posługując się zmodyfikowaną metaforą lustra Stendhala - jest to bowiem lustrzana kula, która jednocześnie odbija i przekształca realne:

"Ja" musi być pragmatyczne, skupione na swojej gładkiej, kulistej powierzchni, która ukazuje - owszem - swój kształt innym, ale przede wszystkim odbija świat zewnętrzny i nie dopuszcza nic do wewnątrz. Samo może oglądać z różnych stron, może oceniać albo odrzucać. Niektóre rzeczy pomniejszać, inne powiększać, być władcą percepcji. Sprawić, by świat stał się "on", wtedy będzie go można używać jak przedmiotu i przerzucać z ręki do ręki jak piłeczkę, czarować, stwarzać i znikać. (O 266)

Te rozważania nie są wyrażone wprost, a wpisane w prozę - w ostatnią część Ostatnich historii, zatytułowaną nomen omen Sztukmistrz, zatem należy je opatrzyć cudzysłowem. Ale właśnie z takim modelem prozy - zdystansowanych relacji, oddzielającym piszącego od opisywanego przez niego miejsca-świata za pomocą zasłon trzecioosobowej narracji, mitów i figur kultury, wyrazistych gatunkowych konwencji, do których trzeba zaliczyć także zastosowaną w powieściach Dom dzienny, dom nocy i Bieguni formę ponowoczesnej sylwy - wchodzi w spór Maliszewski w swych fikcjonalnych utworach.

Od kilku lat Tokarczuk mieszka we Wrocławiu i stale podróżuje, choć - co warto przypomnieć choćby dlatego, że znalazło to odbicie w jej tekstach - wędruje po Europie od lat 80. XX wieku, zaś mieszkanie na dolnośląskiej prowincji zintensyfikowało jej nomadyczny tryb życia, dopisując do jej charakterystyki kolejny rys wspólny z dawnymi mieszkańcami Dolnego Śląska. Zdaniem Andrzeja Zawady dzisiejszych Dolnoślązaków cechuje poczucie braku zadomowienia i obcości. Mają też oni, i było tak na tych ziemiach od czasów prehistorycznych, poczucie bycia "mieszańcem" (wyrażone lingwistycznym chwytem - Zawada pisze bowiem o "miesz(k)ańcach" Śląska). Nazywa on Dolny Śląsk: "ziemią nomadów", "republiką mieszańców" oraz "miejscem spotkania" narodów, religii, kultur8. Z powodu wyjątkowej historii Śląsk jest odmienny od innych części Polski. Pod pewnymi względami przypomina dawne kresy wschodnie czasów pokoju, jakimi przedstawiali je Stanisław Vincenz, Jerzy Stempowski i Bruno Schulz. Jednocześnie ulega o wiele mocniej wzorcom kulturalnym i obyczajowym płynącym z liberalnej, zlaicyzowanej, przenikniętej ideami New Age Europy Zachodniej. Od końca lat 60. XX w. stał się azylem dla tych Polaków, którzy - jak Tadeusz Różewicz, Jerzy Grotowski i Henryk Waniek - nie identyfikują się ze zbiorowymi mitami Polaków ("Polaka-katolika", "prawdziwego Polaka", "Lechity", "polskiego plemienia"9). Może dlatego Tokarczuk w powieści Prowadź swój pług przez kości umarłych uczyniła okolice Wałbrzycha, Nowej Rudy i Kotliny Kłodzkiej "krainą" Williama Blake'a - artysty i wizjonera, który jest symbolem anarchistycznej kontestacji zastanych wzorów kultury oraz piewcą duchowej rewolucji.

Pisarka powraca do opisanego przez siebie miejsca, regularnie spotyka się z czytelnikami, którzy, znając realia, polemizują z nią na temat sposobu ich prezentacji. Echa tych sporów, w których bywa traktowana jako osoba z zewnątrz, przybysz lub persona "Znanej Pisarki"10, można odnaleźć w prozie Maliszewskiego. Pierwszy tomik jego wierszy ukazał się w 1984 roku, ale dopiero dziesięć lat później, na łamach młodoliterackiego pisma "Nowy Nurt", rozpoczęła się jego kariera głośnego krytyka towarzyszącego młodym poetom, związanego z "barbarzyńskim", buntowniczym i awangardowym nurtem polskiej poezji. Stworzył charakterystyczny krytyczny styl - dyskursywno-poetycki, emocyjny, skrajnie subiektywny, pełen błyskotliwych konceptów interpretacyjnych i metaforycznych quasi-terminów, chętnie wykorzystywanych w syntezach historycznoliterackich. Rzadziej wypowiada się na temat prozy i zwykle są to silesiana, takie właśnie, jak powieści, opowiadania i eseje jego krajanki Olgi Tokarczuk11. Jako prozaik debiutował nieco później niż ona - w 1997 roku - autobiograficznymi zapiskami Dziennik pozorny. Od początku usytuował się zatem w opozycji do epickiego modelu reprezentowanego przez jej prozę, o której zresztą jako krytyk wypowiada się z najwyższym uznaniem. Polemiczne różnice ujawniają się w jego prozie w sposób szczególny, gdyż są tematyzowane - wprowadza bowiem do swych książek postać Olgi Tokarczuk lub bardziej zawoalowaną personę "głośnej pisarki". W Próbach życia - jego pierwszym fikcjonalnym utworze, autorski porte parole Wielgucki

przerzucał kartki książki głośnej pisarki i myślał, że to chyba nie ta głośna pisarka, o której słyszał. Że mu się głośne pisarki pomyliły. Historia była zupełnie banalna, opowiedziana prosto. Książka sprzedawała się znakomicie. Wielgucki szukał jednak jakiegoś drugiego dna tej opowieści i nie mógł znaleźć. [...] Czytał niektóre zdania na głos, przewiercał je głosem na wylot, podśpiewywał sobie cytatami. I nic. Pusto przed oczami, brak odzewu. Okazał się słabym odbiorcą, kiepskim czytelnikiem. (P 28)

Moje intuicje zdaje się potwierdzać fragment kolejnej jego książki Faramucha - krótki zapis opatrzony datą 6.02.97: ""Kobiety są od opowiadania, tworzenia historii. Mężczyźni niech bawią się w formy i eksperymentowanie" - powiedziała Olga Tokarczuk na spotkaniu z uczniami Zespołu Szkół Rolniczych w Bożkowie. Podaję za "Gazetą Tutejszą"" (F 38). Na wagę tej notatki jako swego rodzaju manifestu pisarza zwrócił uwagę Michał Kopszak, który wyeksponował go na początku recenzji i opatrzył komentarzem: "Wszystko wskazuje na to, że pisząc ostatni tom prozy, potraktował tę uwagę całkiem serio"12. Maliszewski-prozaik reprezentuje bowiem odmienny od Tokarczuk paradygmat dwudziestowiecznej prozy. Jeśli pisarka reaktywuje tradycyjne gatunki epickie, respektuje i podkreśla ich konstrukcyjne odrębności, docenia precyzję snucia opowieści, powołuje do życia odmiennych od siebie bohaterów i preferuje narrację trzecioosobową, autor Dziennika pozornego kontynuuje modernistyczny, autobiograficzno-liryczny model prozy. Do jego książek najbardziej pasują otwarte znaczeniowo, sugerujące gatunkowe niedookreślenie terminy: zapiski, proza medytacyjna, narracja, oraz wymyślone, quasi-gatunkowe nazwy "dziennik pozorny" i "próby życia".

Za przykładem Schulza, do którego odwołuje się w powieści Manekiny, tworzy fantastyczną autobiografię, opartą na materii swego życia. Osobliwością projektu (mającego precedensy w prozie Fernanda Pessoi i Witolda Gombrowicza) jest obdzielenie własnymi rysami kilku postaci, w powieści Sajgon skomplikowane wprowadzeniem jako jednego z bohaterów "literata Karola Maliszewskiego". W kolejnych książkach przedstawia różne epizody tej samej rodzinnej, osobistej historii. Jej ponawiane opowiadanie - w rozmaitych wariantach, z różnych punktów widzenia, w odmiennych formach narracji, zmieniającym się rejestrze emocji (od patosu po groteskę), mieszanie konwencji (realistycznej, onirycznej, wizyjnej), gatunków i rodzajów literackich służy autoterapii, pomaga w zrozumieniu samego siebie i odpowiedzi na pytanie, kim jest, kiedy i dlaczego stał się wyobcowanym ze wspólnoty i niepogodzonym ze światem artystą.

Ważną, być może nawet centralną rolę w jego literackich zapisach procesu poznania pełni miejsce życia. W mityzującym ujęciu Maliszewskiego to ono w różnych odsłonach - jako własne mieszkanie, w którym do 1945 roku mieszkał kochający sztukę niemiecki aptekarz; Nowa Ruda, jej dawni i dzisiejsi mieszkańcy, najbliższa okolica - zaczęło domagać się opisania i "symboliczną" przemocą wymusiło na nim także zmianę uprawianego rodzaju literatury - zaczął pisać prozę. Zarys tego projektu, z wskazanymi, najważniejszymi elementami, rozwijanymi w kolejnych książkach, pisarz przedstawił w Dzienniku pozornym:

"To miasto czeka na swoją epopeję w obrazkach". W ustach otyłego jegomościa, z którego skóra zdawała się złazić wraz z potem, słowa te zabrzmiały jakoś dziwacznie. Przystanąłem. [...] Słowa grubego nie dawały mi spokoju, koniecznie chciałem je zapamiętać. Takie słowa w takim miasteczku, wśród takich ludzi. To nie licowało. [...]

Głód nazw. Głód nazw prawdziwych. Ta ziemia ciągle mnie nie chce. Nie wystarcza wędrować, trzeba czegoś więcej. Jak mam do niej przemówić? Musi powstać nowe narzecze. Mowa wiązana śląskich gór. Śpiewna. Trochę z Drohobycza, a trochę już stąd. Łamana. Jakby pęknięta.[...]

"Przy drogach setki krzyżyków i statuetek. W samym środku, jak perła w muszli, mój dom rodzinny w dolinie łąk i olch..." - pisał urodzony siedem kilometrów stąd, Joseph Wittig. W swych opowiadaniach ten piewca Ziemi Kłodzkiej często nazywa tutejsze pasma "śląskimi górami". Czy jestem Ślązakiem? [...]

Ktoś chodzi za mną. Odczuwam obecność w pustym pokoju. Kuchnia, do której wchodzę, też uobecniona, zasiedziała, chociaż nikt nie siedzi. Nie stoi, nie jest. Duszę się od natarczywej obecności, od szczególnego nasilenia cudzego bycia. Stare mieszkania mają to do siebie. Ściany ciepłe od wracających tu w myślach Niemców. (Dz 16-18)

Polskie Bar-do

Na czym polegają podobieństwa i różnice w doświadczaniu i wyrażaniu przez Tokarczuk i Maliszewskiego tego samego "miejsca" - kawałka Dolnego Śląska między czeskim Broumovem a polskim Wałbrzychem (niem. Waldenburg), którego centrum stanowi miasto Nowa Ruda, w nim zaś to, co nazwałam "odkrywaniem miejsc niemieckich". Słowo "miejsce" pozwala spojrzeć na utwory obojga pisarzy z perspektywy geopoetyki. Przedmiotem jej badań, a odwołuję się do ustaleń i propozycji metodologicznych Elżbiety Rybickiej, są "topografie", czyli zapisy miejsc w tekstach kultury13. Twórca terminu Kenneth White definiował geopoetykę jako sieć związków intelektualnych, uczuciowych i zmysłowych "poza wszelkimi podziałami natury religijnej, ideologicznej, moralnej i psychologicznej (których dziś tak wiele i które czasem wyrządzają wiele szkód)", łączących ludzi z Ziemią - "dziwną i piękną planetą, niezwykłą w galaktycznej przestrzeni"14. Tego rodzaju "liryczny" sposób artystycznego zapisu miejsca, jaki pojawia się w pismach White'a, wydaje się bliski Maliszewskiemu, który podkreśla wagę, jaką miało dla niego znalezienie właściwej, współbrzmiącej z duchem miejsca i wyrażającej je materii słownej - jej muzyki i melodii:

myśl moja [...] uczepiła się paru skojarzeń i świerkowych czubków wzgórz, i byłbym [...] stracił i w sobie zaprzepaścił niespodziewane zjawisko, gdyby nie muzyczny motyw, zapomniany refren, który skądś wypłynął, zza oszronionych wzgórz, czy też we mnie samym ozwał się po latach. [...] w rytmie tej melodyjki doniosłem do domu słowa, [...] i tylko dlatego znalazły się tu, zabawiły rękę, zabarwiły papier. To miasto czeka na swoją epopeję w obrazkach. (Dz 17)

Szukanie odpowiednich słów dla opisania Dolnego Śląska wyraża się w prozie obojga autorów między innymi w kreowaniu "łamanego", "pękniętego" języka, tworzeniu "palimpsestów nazw"15: odnajdywaniu i przypominaniu niemieckiej onomastyki topograficznej, cytowaniu dawnych nazw (pamiętanych przez potomków tych osadników, którzy mieli okazję spotkać autochtonów), a także wymyślaniu własnych określeń, w których zawiera się podwójna, a niekiedy potrójna, niemiecko-czesko-polska genealogia. Maliszewski kryptonimuje w Próbach życia Nową Rudę, nazywając ją Starą Porębą (co jest aluzją do polskiego przekładu jej niemieckiej nazwy - Neurode znaczy Nowa Poręba). W powieści Manekiny nie tylko przekłada na język niemiecki, pseudonimujące rodzinne miasto, słowo Miłogród, ale pozoruje jego autentyczność16. Tokarczuk w Domu dziennym, domu nocnym przetworzyła niemiecką legendę o założeniu Nowej Rudy, eksponując zarówno wątki wyjaśniające jej źródłosłów niemiecki (wyrąbanie polany, na której założono osadę), jak i nowy, polski (odkrycie błyszczącego kruszcu w pniu drzewa). Imię założyciela miasta - Tunczil - wskazuje z kolei na jego czeskie pochodzenie.

W poszerzającym poetyckie formuły White'a ujęciu Rybickiej geopoetyka zawiera w sobie elementy ponowoczesnego regionalizmu, historii, geografii kulturowej, filozofii miasta, antropologii miejsca i przestrzeni. Zajmuje się badaniem miejsc pamięci zbiorowej (lieux de mémoire)17, miejsc "wydrążonych z pamięci"18, a także miejsc "zranionej pamięci"19, napiętnowanych traumatycznymi wydarzeniami i przeżyciami (dwa ostatnie określenia w sposób szczególny charakteryzują Dolny Śląsk). Łączy się także z gender studies i postkolonializmem, zwłaszcza wtedy, gdy - jak to ma miejsce w prozie obojga pisarzy - ukazuje miejsce z perspektywy peryferyjnej i marginalnej, poprzez skupione na życiu codziennym narracje zwykłych ludzi, outsiderów, przybyszów, przedstawicieli mniejszości narodowych, kobiet i dzieci.

W prozie obojga pisarzy dopiero na dalszym planie pojawiają się zdarzenia fundujące historię Polski i Europy drugiej połowy XX w.: II wojna światowa, powojenne wysiedlenia i migracje, lata stalinizmu i okres PRL-u, szczególnie pamiętny na Dolnym Śląsku rok 1968, rewolucja Solidarności i stan wojenny, zmiana ustrojowa i odzyskanie niepodległości w 1989 roku. Punktem wyjścia opowieści są najczęściej własna historia i dzień dzisiejszy, od których zaczyna się retrospekcyjna wyprawa w przeszłość. Inspirować do niej może - jak dzieje się to w "założycielskiej" dla tego nurtu powieści Dom dzienny, dom nocny - kupno poniemieckiego domu w sudeckiej wsi. Tokarczuk przedstawia oswajanie miejsca nie tylko przez poznawanie dzisiejszych mieszkańców i aktualnej topografii, ale sięga w historyczne i mityczne warstwy przeszłości.

Ważnym elementem narracji obojga pisarzy są historie "legendarnych" przodków - repatriantów i osadników pierwszego pokolenia, którzy przybyli na Dolny Śląsk tuż po wojnie z wcielonych do ZSRR polskich kresów wschodnich, oraz licznej rzeszy Polaków z różnych zakątków kraju i zagranicy, szukających tam pracy, majątku, ziemi, schronienia przed komunistycznymi represjami i demonami wojennej przeszłości. Pisarze są wierni własnej rodzinnej genealogii - Tokarczuk eksponuje doświadczenie kresowiaków, Maliszewski opowiada historię przesiedleńców z Warszawy i Krakowa. Łączy ich trwałość osiedlenia na Dolnym Śląsku, dokonujący się proces zakorzenienia, wcale nie tak oczywisty, ponieważ od czasów wojny do dziś trwa tam nieustanna, większa niż w innych zakątkach Polski migracja ludzi.

Potwierdzenie zakorzenienia odnajduję w ujęciu ważnego w prozie "miejsc niemieckich" motywu zdewastowanego "obcego" cmentarza - obsesji Maliszewskiego, oswajanego wspomnieniem dziecięcych zabaw wśród niszczejących grobów i refleksją o ciągłym przyrastaniu grobów polskich. Cmentarze, na których obok mogił niemieckich, często na miejscu po nich, spoczęli bliscy: sąsiedzi, dziadkowie, rodzice, bracia, przyjaciele, są wyrazistym znakiem "pośmiertnego" pojednania między zwaśnionymi narodami i materialnym śladem wrośnięcia w miejsce, choć naznaczają jego przeżywanie piętnem żałoby, smutku i melancholii. Jeśli pamięta się o zniszczeniu niemieckich pomników i cmentarzy, nie można zapomnieć o nietrwałości istnienia. Życie na "ziemiach odzyskanych" mocniej uświadamia, że człowiek jest "bytem-ku-śmierci", oraz odsłania grozę nicości, co ilustrują narracje obojga pisarzy20.

Na pojawiającą się w podejmujących tematy dolnośląskie utworach polskich prozaików i filmowców początku XXI w. lekturę Dolnego Śląska jako ziemi śmierci i przestrzeni granicznej między życiem a śmiercią (polskiego Bar-do)21 ma wpływ także osobliwie eschatologiczny rys polskiej duchowości, znajdujący wyraz w kulcie przodków i rytuałach śmierci. Znalazł on pożywkę w charakterystycznej topografii i dramatycznej historii ważnego dla Tokarczuk i Maliszewskiego miejsca. Ziemia i góry są tu bowiem wydrążone przez sieć kolejowych tuneli, kopalnianych wyrobisk oraz kompleks Riese - budowany przez nazistów rękami więźniów z obozu koncentracyjnego Gross Rosen, w podziemiach Zamku Książ i w Górach Sowich zespół gigantycznych sztolni o niejasnym przeznaczeniu. Wanitatywna lektura Dolnego Śląska wypiera nieco wcześniejszą próbę kreacji w tym miejscu "niebiańskiego Jeruzalem" - wpisania Śląska, z jego sanktuariami na Górze św. Anny i w Wambierzycach (Albendorf) koło Nowej Rudy, w obręb także konsolacyjnej, choć diametralnie odmiennej, bo uwznioślającej, dobrze osadzonej zarówno w świadomości Niemców, jak i Polaków, biblijnej symboliki:

W tej właśnie "nowej Jerozolimie" - Wambierzycach Olga Tokarczuk odnalazła obraz Świętej Kummernis [...]. Rekonstrukcja historii życia tej świętej przez mnicha Paschalisa tworzy rdzeń mityzacji regionalnie odniesionej do Ziemi Kłodzkiej w powieści Tokarczuk, która w ten sposób w nawiązaniu do wizji Wańka podnosi wambierzyckie "nowe Jeruzalem" do rangi modelu Śląska, którego niemiecki Stary Testament uzupełniany jest teraz typologicznie przez Nowy Testament, uwalnia się jednak przy tym z genealogii Starego Testamentu i podnosi Nową Jerozolimę do rangi ostatecznie ponadregionalnie obowiązującego modelu trudnego zadomowienia się pomiędzy i w samym centrum rozłamów, które nieszczęścia XX wieku przyniosły Europie22.

Można jednak, rozwijając inspirujący pomysł niemieckiego literaturoznawcy, dopowiedzieć, że przez silny nurt refleksji eschatologicznej polska literatura "miejsc niemieckich" także spotyka się z kulturą niemiecką - z tym, co jest jej "słabością i melancholią", pierwiastkiem żeńskim, fascynacją śmiercią23, czyli z niemieckim romantyzmem i egzystencjalizmem. Dobitnym tego przykładem jest fenomen popularności w polskiej kulturze ostatnich dwóch dekad niemieckiego romantyka, mistyka i melancholika, malarza śląskich gór, Caspara Davida Friedricha, który stał się mistrzem dwóch ważnych postaci polskiej kultury po 1989 roku - malarza i pisarza Henryka Wańka oraz znawcy romantyzmu, prozaika Stefana Chwina24.

Podziemny nurt dolnośląskiej literatury ma bowiem dwa odgałęzienia. Może być, o czym świadczy projekt wpisany w twórczość Wańka, symbolem odwiecznych ludzkich poszukiwań istoty bytu i sensu istnienia, labiryntem i tajnym przejściem wtajemniczonych, wiodącym w zaświaty i do Ziemi Świętej25. Jednak w literaturze ostatnich kilkunastu lat częściej kończy się on w piekle i jest mierzeniem się z trudnym dla polskiej świadomości problemem zła. Złem "założycielskim" jest w powieściach obojga pisarzy wypędzenie dolnośląskich Niemców. Na nie nakładają się następne: rok 1968 (interwencja polskich wojsk w Czechosłowacji oraz antysemicka nagonka zakończona wyjazdem z Dolnego Śląska resztek ludności pochodzenia żydowskiego, która po wojnie osiedlała się tam, zwiedziona obietnicami utworzenia w powiecie wałbrzyskim żydowskiej autonomii), klęski żywiołowe (powodzie i zimy "stulecia", zatrucie lasów toksycznymi wyziewami, plaga owadów, tąpnięcia i trzęsienia ziemi), a także utrapienia dnia codziennego (alkoholizm, kryzys gospodarczy, bezrobocie i patologie społeczne).

Podejmowane przez polskich pisarzy próby poznania niemieckiej przeszłości tych ziem odsłaniają i w niej pokłady zła. Powtarzana dziś niekiedy opinia, że wojna dotarła na Śląsk w 1945 roku wraz z sowiecką ofensywą i decyzją o wysiedleniu autochtonów, nie daje się utrzymać, jeśli pamięta się o ofiarach obozu w Gross Rosen. Już wcześniej niemieccy pisarze ukazywali dwoistość Śląska - dziurawą podszewkę idyllicznego mitu "małej Szwajcarii" oraz społeczne koszty cywilizacyjnego skoku ery pruskiej26. Sięgając jeszcze głębiej w przeszłość, spotykamy Dolny Śląsk spustoszony najazdami, wojnami i epidemiami. Współcześni polscy pisarze (obok wspomnianych także Marek Krajewski i Andrzej Sapkowski) nadal mitologizują Śląsk, tyle że tworzą na jego temat wyjątkowo mroczne opowieści.

Dom i Sajgon - dwie "epopeje w obrazkach"

Motywacje retrospektywnego powrotu do przeszłości w prozie Maliszewskiego wydają się bardziej niż u Tokarczuk niejasne i uwewnętrznione, stymulowane rytmem życia. Maliszewski zaczął pisać prozę jako człowiek dojrzały, po przekroczeniu wieku chrystusowego, do jej tworzenia skłaniają go egzystencjalne dramaty i życiowe zmiany: duchowy kryzys drugiej połowy życia, śmierć bliskich, rozpad małżeństwa, zmiana pracy i miejsca zamieszkania. Jest bardzo prawdopodobne, że pomysł opisania własnej małej ojczyzny wyłonił się w trakcie dyskusji w gronie noworudzkich pisarzy. Cytowane fragmenty Dziennika pozornego o mieście czekającym na "epopeję w obrazkach" pochodzą z jego pierwszej części, zawierającej zapisy z przełomu lat 1994-1995, są zatem bliskie esejowi Tokarczuk Dwanaście obrazków z Wałbrzycha, Nowej Rudy i okolic, zawierającemu projekt powieści Dom dzienny, dom nocny. Zwraca uwagę posłużenie się przez pisarzy tym samym gatunkowym określeniem "obrazki", które ilustruje formalny zamysł ich "epopei" - fragmentarycznych, sylwicznych, pogranicznych gatunkowo i rodzajowo.

Ale nawet jeśli temat i pomysł na formę był u obojga ten sam, powstały obrazki "namalowane" w odmienny sposób. Opowieści różnią się choćby tym, że centrum powieściowego świata Tokarczuk jest malowniczo położona sudecka wieś, a Maliszewskiego - chaotycznie zbudowane, zaniedbane górnicze miasto, obca narośl na idyllicznym górskim pejzażu. Autotematyczny fragment Ostatnich historii Tokarczuk o świecie przedstawionym powieści jako zwierciadlanej kuli, która odbija i odkształca realną rzeczywistość, i o możliwości dowolnego nią żonglowania interpretuję jako manifest pisarki, dającej sobie prawo do wzbogacania rzeczywistości o twory fantazji. W jej dolnośląskich utworach często pojawia się "wysokogórska" perspektywa - oglądania ziemi i ludzkiej krzątaniny z wysokości i oddali. Taki punkt widzenia odpowiada topografii domu w Krajanowie, który został przez nią wybrany zapewne także dlatego, że oferował oddalenie od świata i jego zdystansowany ogląd.

Świat prozy Maliszewskiego przypomina usytuowanie jego dawnego mieszkania w centrum Nowej Rudy - jest klaustrofobiczny i koncentryczny. Intymność piszącego jest w nim po wielekroć naruszana, tok pisania stale przerywany impulsami z zewnątrz, co staje się zarówno źródłem cierpień, jak i rozlicznych (literackich) przyjemności. Pisarz otwiera się na miasto, bierze je w siebie, ale też "maluje" je sobą i umieszcza swoją sygnaturę na każdym stworzonym przez siebie obrazku. Ten rodzaj aktywnej, wymiennej relacji z miejscem dobrze ilustruje motto książki Faramucha: "Rzecz walcząca, sprzeczna, moja w tym głowa, miasto, miasteczko, którego ból uliczny, pochód wzgórz do centrum, rozległy wyrok cmentarza - miasteczko, które prowadzę za rękę, nie otwierając okna". Zatem cechy formalne prozy obojga autorów niejako ilustrują, podkreślany przez White'a, wpływ miejsca zamieszkania na charakter sztuki artysty. Rozwijając plastyczne skojarzenia - proza Maliszewskiego jest ekspresjonistyczna - zmysłowa i nasycona skrajnymi emocjami, zaś Tokarczuk kaligraficzna, refleksyjna, wystudiowana, jak syntetyczny, czarno-biały rysunek. Tę cechę uwypuklają projekty graficzne książek - prace wałbrzyskiej artystki Małgorzaty Laszczak dla wydawnictwa Ruta i ilustracje czeskiego rysownika komiksów Jaromíra Švejdíka do Prowadź swój pług przez kości umarłych.

W narracjach obojga pisarzy powtarzają się relacje o dramatycznej wędrówce ludów po II wojnie światowej (najczęściej jest to długa wędrówka pociągami ze Wschodu na Zachód) i pierwszych kontaktach z odmiennym klimatem, architekturą, wystrojem wnętrz i sposobem życia, a także, choć niezbyt liczne, opowieści o spotkaniach z mieszkającymi tam autochtonami. Były to często dla polskich osadników pierwsze spotkania z niemieckimi cywilami, podobnymi do nich w nieszczęściu wygnania kobietami, starcami i dziećmi. Jednak wspomnienia tych spotkań są pozbawione serdeczności i empatii, a podszyte wzajemną wrogością i nieufnością.

Poznawanie przeszłości miejsc zamieszkania lub pochodzenia wpisuje się w szersze zjawiska kulturowe w Polsce po roku 1989 - odrodzenia się regionalizmu, najczęściej w zmodyfikowanej formie "ponowoczesnego" regionalizmu, który jego twórca Kazimierz Brakoniecki odróżniał od dziewiętnastowiecznych koncepcji, podkreślając "wielowartościowość i płynność licznych indywidualnych, regionalnych (w skali mikro i makro) źródeł stawania się realności i człowieczeństwa"27, ekspresji osobistych, rodzinnych, peryferyjnych i marginalizowanych narracji, osadzonych w realiach małych ojczyzn. Przy czym nierzadko nie są to miejsca urodzenia czy pochodzenia przodków, a - jak w przypadku Tokarczuk - miejsca wybrane. Globalizacyjne tendencje kultury późnej nowoczesności charakteryzują zjawiska wykorzenienia i nomadyzm, ale i przeciwstawne im zainteresowanie dla lokalności i egzotyki ("glokalność"), pragnienie życia bliżej natury, panująca w wielu środowiskach (nie tylko artystycznych) moda na zamieszkanie na wsi.

Dolnośląskie miejsce obojga pisarzy, podobnie jak ich genealogia, mają skomplikowaną postać. Dla obojga odpowiedź na pytanie, skąd pochodzę, jest kilkuetapowym procesem, który ilustruje specyfikę polskiej gałęzi wojennego i powojennego exodusu w podzielonej na nowo przez zwycięskie mocarstwa Europie Środkowej. Sudeccy Niemcy, pielgrzymujący od lat 60. XX w. do swych rodzinnych miejscowości, natykają się tam nie na zwycięskich najeźdźców, a podobnych do nich wysiedleńców, doświadczonych wojennymi traumami. Odkrywanie miejsc niemieckich na Dolnym Śląsku po roku 1989 splata się ściśle z opowiadaniem o dramatycznych doświadczeniach Polaków na Wschodzie i w okresie komunistycznym, co celnie ukazała Tokarczuk w środkowej części Ostatnich historii - Parka. Historiozoficzny wymiar tej opowieści podkreślił w swej recenzji właśnie Maliszewski, który zwrócił uwagę na, ukazaną na przykładzie trzech pokoleń bohaterów, przemianę wzorców kultury, hierarchii wartości i pożądanych ludzkich cech:

pojawia się tu wyraźna granica między czasami, między jakością, jędrnością przeżyć. Epokę determinizmu historycznego i siły ludzkich charakterów reprezentuje życie Paraskewii, a to, co następuje po nim, cechuje bezwolność, słabość, bylejakość. W myśl tej filozofii człowiek uzyskał większą wolność i swobodę, możliwość rozwoju i kreacji, jednak nie wpłynęło to na poprawę jego ogólnego samopoczucia, na jakość bycia. Każde następne pokolenie wydaje się w tym ujęciu słabsze, schyłkowe, bezbronne28.

Podobnie do bohaterów powieści Tokarczuk układają się relacje "silnego" ojca i "słabego" syna w powieści Maliszewskiego Manekiny. Oboje pisarze urodzili się już i wychowali na Dolnym Śląsku, zatem ślady niemieckiej przeszłości były dla nich zarazem czymś obcym i częścią codziennego doświadczenia. Tę różnicę w doświadczeniu starszych i młodszych mieszkańców Dolnego Śląska celnie opisała Tokarczuk. Osadnicy mają w pamięci

transporty na Zachód, pociągi pełne ludzi i zwierząt jadących [...] w nieznane. [...] pamiętają puste miasta, domy z oknami otwartymi na przestrzał, pokojami, w których nie zdążono pościelić łóżek. Stoły, na których stały talerze z zupą, ciepłe czajniki na blacie kuchennym, książki wypełnione milczącymi obcymi słowami, nieznane kwiaty w ogrodach, zdziwione koty, które przecież przywiązują się zawsze tylko do miejsc. [...] młodsi biorą już obcość za swoją własną. [...] Każdy świat trzeba zdobywać od początku i oswajać od początku bez względu na to, czy to samo robiła babka i prababka. Niemieckie napisy są właściwością murów, może rosły razem z nimi. Może istnieją pod każdym tynkiem. Albo smukłe tuje, które wyrastają nagle wśród świerków, na granicy lasów i pól. Albo studnie w zaroślach - to dzięki nim można domyślić się, że tutaj kiedyś stał dom. (Mn 146-147)

Dziecięcą nieświadomość, zarażoną antyniemiecką propagandą, odtwarzają autobiograficzne narracje Maliszewskiego, wspominającego w Próbach życia tragiczną historię sąsiadów Niemców, którzy postanowili po wojnie pozostać w rodzinnym mieście, ponieważ chcieli być blisko grobu dziecka. Mężczyzna został w roku 1968 zamordowany w tajemniczych okolicznościach, a jego żona postradała zmysły. Relacja pisarza jest surowa, dokumentalna, bezlitosna, z pietyzmem odtwarza język nienawiści. Opowiada o obcości, braku empatii, ale też wpisuje ważną opowieść o dziecięcym spotkaniu z Niemcami w szerszy kontekst. Ilustruje swą opowieścią trudności i niepowodzenia w budowaniu międzyludzkich więzi w sztucznie stworzonej dolnośląskiej społeczności, złożonej z osób pochodzących z różnych stron dawnej Polski, zróżnicowanych społecznie, o odmiennych obyczajach, sposobie życia, etosie pracy, stosunku do komunizmu, narzuconego lub przypadkowo wybranego miejsca zamieszkania. Różniła ich nawet forma polszczyzny29. Powojenni mieszkańcy Nowej Rudy i jej okolic nie rozumieli się wzajemnie i nie lubili, latami trzymając się w grupach pochodzących z tych samych stron.

Patologiczny wymiar przybierały tu nawet relacje rodzinne. Maliszewski w swoich książkach wspomina dzieciństwo, które mogłoby być rajskie, gdyby nie upływało w cieniu alkoholizmu ojca, przedwcześnie zmarłego, co zmusiło starszych braci jego bohatera do porzucenia nauki i ciężkiej, rujnującej zdrowie pracy fizycznej. I nie jest to przypadek odosobniony, a raczej statystyczny, który socjologowie tłumaczą wojenną dewastacją moralną, brutalizacją zachowań społecznych oraz frustracją, spowodowaną wyrwaniem z tradycyjnych wspólnot o utrwalonym kodeksie zachowań, trudnościami z adaptacją w nowym, obcym środowisku, nostalgią za dawnym życiem i rodzinnymi stronami, pozostawionymi tam lub zmarłymi bliskimi. Pisarz przedstawia taki obrazek z dzieciństwa: "Repatrianci topili smutek w bimbrze pędzonym przez zezowatego Musiała, dzieci biegały za starą Niemką, licytując się, kto ją trafi w głowę" (P 48). Opowieść o odkrywaniu miejsc niemieckich przez pokolenie urodzonych w latach 60. XX w. styka się z historiami nieudanych prób zakorzenienia się tam Polaków, które Tokarczuk w Domu dziennym, domu nocnym tłumaczy mitycznie - przekleństwem rzuconym przez wypędzanych Niemców na nierozumiejących ich uczuć przybyszów:

Bobol dowiedział się [...], że stara Niemka go przeklęła.

"Przeklęła cię, powiedziała na ciebie stek głupot, żeby ziemia ci nie rodziła, żebyś został sam, żeby nie ominęły cię żadne choroby, żeby padały ci zwierzęta, żeby drzewa nie miały owoców, żeby łąki palił ci ogień, a pola zalewała woda. Tak krzyczała", powiedział władza i zapalił jednego papierosa od drugiego. "Ale przecież tylko głupek by się tym przejął". (D 223)

Przekleństwa się spełniły, choć nie wiadomo, czy i bez nich losy bohaterów ułożyłyby się pomyślnie. W literaturze, która gromadzi echa narracji "zwykłych" ludzi, dramaty mieszkańców Dolnego Śląska tłumaczone są destrukcyjną ingerencją historii, przymusowym przesiedleniem z małych ojczyzn, osiedleniem na ziemi zabranej przemocą innym. Doświadczenia wszystkich wysiedlonych zawarła Tokarczuk w monologu bohaterki Ostatnich historii:

Zniknęliśmy jednego dnia. Wszyscy stamtąd. Do naszych domów wprowadzili się obcy ludzie. Wsiedliśmy do nieogrzewanych, powolnych pociągów. Towarowych, bo byliśmy towarem. Po drodze odbywało się gubienie dzieci, fotografii i dokumentów, tak że nie da się już odtworzyć genealogicznych drzew. [...] Ten przepadł, ten nie wrócił, ten wyjechał do Stanów, tamtego ktoś zastrzelił, gdy wracał z wojny, też pod jakimś Kluczborkiem czy Kaliszem; tamtych zabili sąsiedzi i spaliły się ich wszystkie papiery, dlatego teraz nie wiadomo, kim byli. Tamtych wywieźli, wyrzucili, wygnali. A ci, którzy przeżyli, siedzą teraz cicho, przywarci do ziemi, czujni. [...]

Przyczyny są zawsze obiektywne, zewnętrzne, polityczne, występują w splotach. Zbierają się faceci, [...] widzą świat w ogółach, na mapach; składa się dla nich z linii i plam, przesuwają po tych liniach palce i mówią: "Jedni idą na prawo, drudzy na lewo, ci zostają, a ci jadą przed siebie". Ci tam, a ci tu. Tych rozdzielić, tych wysiedlić, a tych zostawić. (O 237)

Wojciech Browarny nazwał Olgę Tokarczuk "lepszycielką"30, która chciałaby świat naprawić i ulepszyć. Ten wysiłek uwidacznia się szczególnie w Domu dziennym, domu nocnym, który jest próbą heterotopii. Jej projekt pisarka zawarła w eseju pod takim tytułem, definiując ją jako "miejsce inne niż świat, który znamy. Coś w rodzaju rzeczywistości alternatywnej, która mogła mieć wspólne źródło z tą naszą głęboko w przeszłości, ale potem radykalnie się oddzieliła" (Mn 14). Opowiedziane przez Tokarczuk realistyczno-fantastyczne historie, rozgrywające się w okolicach Nowej Rudy, wydają się modelową realizacją heterotopii, a ich zadaniem jest terapeutyczne połączenie polskich, niemieckich i czeskich narracji o tej ziemi. Opowieści są lustrzane - Polacy powtarzają to, co przed laty przydarzyło się tam Niemcom. Dawnych i nowych mieszkańców łączą stare domy i używane przedmioty. Żywi spotykają się z duchami dawnych mieszkańców. Pisarka skupia się także na miejscach "amputowanej pamięci", takich jak ruiny pałacu w Krajanowie, który literacko odbudowuje, odtwarzając jego historię, charakteryzując niemieckich właścicieli, relacjonując etapy upadku w Polsce. Heterotopia nie jest bowiem utopią. Nie projektuje lepszego świata, a próbuje poprawić ten, który jest, przez poznanie, zrozumienie oraz wypełnienie pustych miejsc przy pomocy wyo- braźni.

Proza Tokarczuk z przełomu lat 90. i początku dwutysięcznych dokumentowała trwający kilkanaście lat stan polepszenia się polsko-niemieckich relacji po roku 1989, owocujący otwarciem się polskich mieszkańców Śląska na poznawanie jego niemieckiej historii. Książki Maliszewskiego wyrastają z krytycznego spojrzenia na nostalgiczną i mitologizującą falę narracji o małej ojczyźnie, której powieści Tokarczuk były sztandarowymi realizacjami. Pisarz nawiązał do konwencji literatury "małych ojczyzn", umieszczając w powieści Sajgon motto z wiersza mieszkającego przed wojną w Nowej Rudzie niemieckiego poety Josepha Wittiga: "Jakaś szczególna tajemnica okrywa tę ziemię, która ma coś wspólnego z niebem". Jednak w książce, co sugeruje graficzny projekt okładki - przypominający kolaże rosyjskich awangardzistów palimpsest, złożony z nakładających się na siebie widoków dawnej i dzisiejszej Nowej Rudy - zaproponował obraz polemiczny wobec formuł Domu dziennego, domu nocnego. Stworzył krytyczną opowieść o dniu dzisiejszym rodzinnego miasta, eksponując zjawiska, które są w nim echem ciemnych stron cywilizacji postindustrialnej i ustrojowej transformacji31: zrujnowane zakłady pracy i kopalnie, pustoszejące miasta i wsie, zbiedniałych, sfrustrowanych, mieszkańców, borykających się z bezrobociem, z których aktywniejsi wyjeżdżają do pracy do "Dojczlandu". Skontrastował piękno górskiej przyrody z brzydotą dolnośląskiej cywilizacji w polskim wydaniu, a liryczne wyznania zderzył z dosadnymi wulgaryzmami.

Jednym z motywów powieści jest fenomen popularności powieści Dom dzienny, dom nocny i jego autorki: wizyta reporterów, szukających pierwowzorów miejsc i bohaterów, reakcje mieszkańców, którzy z dumą lub nieprzyjemnym zdziwieniem konfrontują się z literackimi wizerunkami, zawiść miejscowych literatów. Ponadto wiele wątków Domu... ma w Sajgonie swój zdemistyfikowany odpowiednik32. Można także interpretować powieść Maliszewskiego jako w części polemiczne rozwinięcie i dopełnienie wcale nie zmitologizowanego, choć napisanego przez Tokarczuk liryczną prozą, takiego oto portretu Nowej Rudy:

Miasto fryzjerów, sklepów z używaną odzieżą, mężczyzn o powiekach wymalowanych węglowym pyłem. [...] miasto świętych Nepomucenów, oszukanych perfum, barów mlecznych, tandetnych towarów wystawianych na sklepowe półki, miasto śladów wilgoci na tynkach domów, okien, z których widać tylko nogi przechodniów, podwórek-labiryntów, miasto docelowe i miasto-przesiadka w podróży. [...] Miasto wodnistych lodów, sklepików, gdzie sprzedaje się krowie kości, i urzędniczek z jaskrawym makijażem. Miasto śniące, że leży w Pirenejach, że nie zachodzi nad nim słońce, że ci wszyscy, którzy wyjechali, jeszcze kiedyś wrócą, że podziemne, poniemieckie tunele prowadzą do Pragi, Wrocławia i Drezna. Miasto-okruch. Miasto śląskie, pruskie, czeskie, austro-węgierskie i polskie. Miasto-peryferie. [...]. Nie ma w nim nic nowego, a gdyby tylko się pojawiło, zaraz ściemnieje, pokryje się nalotem, zbutwieje i stanie bez ruchu na granicy istnienia. (D 269-270)

Pisarz rozpoczyna swą opowieść w czasie, w którym dobry stan relacji polsko-niemieckich się pogorszył. Odżyły polskie i dolnośląskie demony: kompleksy narodowe, ciasny katolicyzm, lęk przed powrotem Niemców i odebraniem przez nich swojej własności, podsycany niepokojem o bezpieczeństwo kraju, dla którego impulsem stały się, niekorzystne dla Polaków i nasuwające niedobre wspomnienia, niemiecko-rosyjskie porozumienia gospodarcze. Rysującą się zmianę stosunku do niemieckiej przeszłości obrazuje w Sajgonie wątek nadania i odebrania szkole w Nowej Rudzie imienia Josepha Wittiga (to drugie w rzeczywistości się nie zdarzyło, choć podjęto taką próbę). Powieściowe wydarzenia ilustrują klęskę ledwo rozpoczętego projektu przywracania pamięci o niemieckich miejscach, który Tokarczuk nakreśliła w Domu dziennym, domu nocnym. Polskie wyprawy w niemiecką przeszłość są w Sajgonie ukazane w konwencji groteski. Polacy poznają ją pobieżnie (np. jako wymyśloną przez nauczyciela terenową grę dla dzieci, opartą na biografii i twórczości Wittiga oraz uładzoną wersję jego życiorysu w szkolnej gazetce), ponadto ich działania są najczęściej motywowane chęcią zarobku. Tokarczuk skupiła uwagę na psychologicznych motywacjach powrotów Niemców do miejsc urodzenia; Maliszewski prezentuje je od strony Polaków jako mało rentowny turystyczny biznes (niemieccy autochtoni wymierają). W jego książkach współczesne relacje polsko-niemieckie przedstawione są w wielu wymiarach, z krytycznym i satyrycznym zacięciem. Demaskuje i dyskredytuje działania pozorne, także przedsięwzięcia artystyczne, które podejrzewa o to, że są wynikiem mody i koniunktury. Z tego powodu poddaje krytycznemu oglądowi także książkę Tokarczuk. Pisarka wychodzi z tej próby zwycięsko, choćby z racji trafności swoich obserwacji na temat miejsca i warstwy krytycznej książki, która odsłania się przy uważniejszej lekturze.

Maliszewski natykał się na miejsca niemieckie, opowiadając o sobie i odchodzących bliskich, drążąc przyczyny cudzych i własnych problemów i klęsk, dociekając powodów życiowych decyzji i wyborów - przede wszystkim tego, dlaczego nadal mieszka w Nowej Rudzie. W kolejnych książkach coraz bardziej otwierał się na przeszłość, a proces ten osiągnął apogeum w powieści Manekiny - opowieści o dzieciństwie w Miłogrodzie. Pisarz, podobnie jak kryptonimuje swych autorskich porte parole, kryptonimuje rodzinne miasto, nazywając je kolejno: Starą Porębą, Sajgonem i Miłogrodem. Metaforyka tych nazw odzwierciedla jego złożony stosunek do miejsca urodzenia i zamieszkania, na którego różnych aspektach - historycznym, społeczno-obyczajowym, osobistym - aktualnie się koncentruje; podkreśla migotliwą zmienność jego uczuć i wewnętrzne zmiany (dojrzewanie, starzenie się); odnotowuje przyrost wiedzy i głębsze rozumienie specyficznego charakteru miasta i jego okolic.

Także w pisarstwie Tokarczuk zmienił się obraz Krajanowa i Nowej Rudy, co jest widoczne wtedy, gdy zestawi się Dom dzienny, dom nocny z powstałą dziesięć lat później powieścią Prowadź swój pług przez kości umarłych. Utwór ten można nazwać anty-domem lub "domem złym", ponieważ pisarka nakreśliła w niej negatywowy obraz tego samego kawałka świata i jego mieszkańców. Zmiany, które się w międzyczasie dokonały, okazały się niewielkie, lub są zmianami na gorsze, zaś bliższe poznanie mieszkańców odsłoniło ich liczne wady, które olbrzymieją w oczach skrzywdzonej bohaterki powieści. Pisarka eksponuje uczucia gniewu, rozczarowania, zmęczenia, które kumulują się w widowiskowej zemście Janiny Duszejko i dojrzewającej w niej decyzji o opuszczeniu Płaskowyżu. Powieść przedstawia klęskę tego projektu osiedlenia i oswojenia miejsca, który Tokarczuk wykreowała w Domu dziennym, domu nocnym. Mam też nieodparte wrażenie, że oboje pisarze, którzy znają swoje książki, wiele się od siebie nauczyli. Parafrazując popularny frazeologizm: Prowadź swój pług przez kości umarłych jest "domem", przez który przeszedł "sajgon", zaś Manekiny to "przedstawienie historii wielokrotnie opisywanej"33 i, wedle Tokarczuk, dzieło "dojrzalsze, spokojniejsze, pełne fajnego humoru, autoironii w dobrym gatunku" (tekst z IV strony okładki).

Sudeccy Polacy

Tokarczuk i Maliszewski podejmują w swej prozie podobne tematy, które inspiruje wybrane przez nich miejsce życia. Czynią to jednak w odmienny sposób. Zasadnicze dla tej odmienności jest fundamentalne rozpoznanie natury bytu, który pisarzowi z Nowej Rudy jawi się jako pozbawiony ładu, chaotyczny, przypadkowy, rozjaśniany epifanijnymi olśnieniami pięknem przyrody oraz błyskotliwością opisu. Tokarczuk zaś porządkuje, szuka nadrzędnej zasady, ładu i harmonii. I jakkolwiek finalnie demaskuje i kompromituje te poszukiwania jako wyłącznie i jedynie subiektywne, będące ekspresją ludzkiej potrzeby sensu, to nie rezygnuje z ich przedstawiania. W ostatnim okresie pisarze jakby zamienili się kompetencjami - Tokarczuk opuściła swoje miejsce i w Biegunach skoncentrowała uwagę na nowoczesnej cywilizacji, jej najbardziej charakterystycznych elementach - zunifikowanych, odpersonalizowanych przestrzeniach i zjawisku współczesnego nomadyzmu. Natomiast Maliszewski w Manekinach zbliżył się do wcześniej kontestowanego modelu powieści osadzonej w tradycji kultury. Rodzinne nieszczęścia swego bohatera tłumaczy mitycznie - po trzęsieniu ziemi, które miało miejsce na Dolnym Śląsku na początku lat 70., w jego rodzinnym domu pękają ściany i odsłaniają się nisze i szczeliny, przez które wchodzi destruująca rodzinne życie ciemność. Pisarz obrazuje ją jako odsłonięcie wnętrza podziemnych tuneli-katakumb, w których spoczywają ciała wypędzonych Niemców:

Trzęsienie ziemi wywlokło złe moce tkwiące w ojcu i tych ścianach. Otaczały nas, wypełniały strychy i piwnice. Wszędzie rozkładali się Niemcy, walały się ich rzeczy i tajemnice. Coś, co było przed nami, ukryto dla łatwiejszego, lżejszego życia, ale przez przypadek wypełzło i na kilka tygodni zasłoniło słońce. (M 44-45)

Bohater musi się wyprowadzić z zagrożonego osunięciem ziemi domu, co pozwala mu zrozumieć przeżycia niemieckich uchodźców. I jest to w gruncie rzeczy doświadczenie ozdrowieńcze - zagłada domu, który był "domem złym", zwiastuje koniec dzieciństwa bohatera, a wymuszona przeprowadzka pozwala zrozumieć przeżycia wypędzonych, jakby dzielić ich los, co zmazuje grzech pierworodny bohatera, jego winę niezawinioną - urodzenia się i zamieszkania w miejscach naznaczonych zbrodnią wypędzenia. Wtedy także zaczyna się w życiu bohatera epoka pisarska, rozpoczęta od prób pomocy owdowiałej matce pisaniem dla zarobku "streszczeń, wypracowań, listów i podań".

Narracje obojga autorów odzwierciedlają skomplikowanie dzieje procesu poznawania przez współczesnych Dolnoślązaków "miejsc niemieckich", które przestają być obce, a stają się częścią intymnego doświadczenia, kształtując autobiograficzne mity. Maliszewski zestawia swoje doświadczenia noworudzkiego pisarza z życiem i twórczością Wittiga, czyniąc siebie jego następcą. Zastanawia się też, na ile wpływ na to, że stał się artystą, miało "promieniowanie" księgozbioru niemieckiego pasjonata, ukrytego w podwójnych ścianach rodzinnego domu, oraz słyszane w dzieciństwie fragmenty niemieckich wierszy, które recytowała szalona Niemka. Tokarczuk podkreśla, że ludzi kształtuje nie tylko rodzina, naród, język i tradycja, ale także krajobraz, w którym wzrastają (zdaniem "to nie my posiadamy ziemię, to ziemia posiada nas", zamyka esej o Ziemi Kłodzkiej - PS 51). Pisarze odkrywają, że dolnośląskie miejsca "niemieckie" stały się częścią ich tożsamości. Przed laty Maliszewski postawił sobie pytanie: Czy jestem Ślązakiem? Tokarczuk mówi dziś: jestem Dolnoślązaczką. Żachnęłam się kiedyś, gdy ktoś ze znajomych, słysząc, że pochodzę spod Wałbrzycha, nazwał mnie "góralką". Lepszym określeniem byłoby "sudecka Polka". O tym, co kryje się za tym dziwnym określeniem, starałam się opowiedzieć, interpretując utwory moich przyjaciół i krajan.

1 Debiutowali przed 1989 r. w prasie młodzieżowej - Maliszewski w piśmie "Radar" w 1978, Tokarczuk w "Na Przełaj" w 1979. Wiadomości biograficzne czerpię z książki Polscy pisarze i badacze literatury przełomu XX i XXI wieku. Słownik biobibliograficzny, oprac. zespół pod red. Alicji Szałagan, IBL PAN, Warszawa 2011, wywiadów, reportażu Michała Olszewskiego Człowiek z widokiem na hałdę, "Tygodnik Powszechny" 2008, nr 7, s. 34-35.

2 Tę deklarację powtarza w wywiadach i na spotkaniach autorskich. Zawsze także - to cecha charakterystyczna dla mieszkańców Dolnego Śląska - dookreśla swoje pochodzenie, przypominając, że jej rodzice pochodzą z innych stron Polski (ojciec z okolic Tarnopola, matka z Kielecczyzny). Jej dziadkowie ze strony ojca "po wojnie musieli już określić się sami - byli bowiem małżeństwem polsko-ukraińskim. Przyjechali w końcu na Dolny Śląsk jako tak zwani "repatrianci zza Buga". Mój dziadek zmarł w rok po przyjeździe. Moja Babka nigdy nie nauczyła się polskiego. [...] Pokolenie moich dziadków i rodziców mieszkało tutaj z bolesnym, coraz bardziej mitologizowanym wspomnieniem innej, "tamtej" ojczyzny". Olga Tokarczuk, Palec Stalina, "Kafka" 2001, z. 3, s. 47-48 (dalej cytowane z jako PS).

3 Problematyka dolnośląska i niemiecka w prozie Tokarczuk doczekała się osobnych interpretacji, m.in. Renaty Wójs, Niemcy, starość, śmierć. Mityzacja przestrzeni dolnośląskiej w prozie Olgi Tokarczuk ("Orbis Linguarum" 2005, t. 29, s. 287-296) i Sylwii Baran (Kresy wschodnie i zachodnie w twórczości Olgi Tokarczuk, w: Fenomen pogranicz kulturowych: współczesne tendencje, t. IV, pod red. Lecha Aleksego Suchomłynowa, Wydawnictwo PWSZ im. Stanisława Staszica w Pile, Piła-Bierdiańsk 2012, s. 85-96). O jej specyfice wspominają także autorzy szkiców o motywach śląskich w literaturze - Wojciech Browarny (Literacki pejzaż Śląska. Wrocław i Dolny Śląsk w polskiej prozie współczesnej (1946-2005), w: tegoż, Fikcja i wspólnota. Szkice o tożsamości w literaturze współczesnej, Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocław 2008, s. 175-208) oraz Jürgen Joachimsthaler (Wielokrotnie wyobrażona prowincja. Śląsk między wizją a rzeczywistością, przeł. Natalia Żarska, w: Śląsk. Rzeczywistości wyobrażone, pod red. Wojciecha Kunickiego, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2009, s. 496-513).

4 Stanisław Bereś, Historia literatury polskiej w rozmowach. XX-XXI wiek, W.A.B., Warszawa 2002, s. 513.

5 Olga Tokarczuk, Moment niedźwiedzia, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012, s. 131. Dalej cytaty z książek pisarzy lokalizuję wedle następujących wydań, podając w nawiasie inicjał tytułu i numer strony: Moment niedźwiedzia - Mn; Dom dzienny, dom nocny, Ruta, Wałbrzych 1998 - D; Ostatnie historie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004 - O; Karol Maliszewski: Dziennik pozorny, Biblioteka Toposu, Sopot 1997 - Dz; Próby życia, Zielona Sowa, Kraków 1998 - P, Faramucha, Zielona Sowa, Kraków 2001 - F; Sajgon, Biuro Literackie, Wrocław 2009 - S; Manekiny, Prószyński Media, Warszawa 2012 - M.

6 Wojciech Browarny nazwał ją "antyautorytarną" i polemiczną wobec "totalnej narracji historii" (dz. cyt., s. 190-191), zaś Jürgen Joachimsthaler "projektem nowego narracyjnego ukształtowania regionu" (dz. cyt., s. 507).

7 Oksana Weretiuk, Olgi Tokarczuk "przesunięcie znaczenia i uwagi z człowieka na to, co nie jest człowiekiem" w powieści "Prowadź swój pług przez kości umarłych", w: Światy Olgi Tokarczuk. Studia i szkice pod red. Magdaleny Rabizo-Birek, Magdaleny Pocałuń-Dydycz i Adama Bieniasa, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2013, s. 198.

8 Andrzej Zawada, Dolny Śląsk. Ziemia spotkania, Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocław 2002.

9 Por. krytyczny wobec patriotyczno-martyrologicznego, romantycznego paradygmatu polskiej kultury tekst Tokarczuk Znowu zaczynamy przypominać plemię (Mn 172-179).

10 Przeprowadzka pisarki z Wałbrzycha do Krajanowa (o około 30 km) zbiegła się ze zdobyciem przez nią ogólnopolskiej i międzynarodowej sławy. Wybór Wrocławia jako kolejnego miejsca zamieszkania w sytuacji, gdy może mieszkać w każdym innym miejscu, potwierdza jej mocne związki z Dolnym Śląskiem, które opisuje niekiedy w kategoriach biologicznych: "przy okazji powodzi w Kotlinie Kłodzkiej [...] uświadomiłam sobie, że z wyjątkiem kilku lat studiów moje życie jest zawsze związane z dorzeczem Odry - jakbym była jej nieświadomym satelitą, jakbym - niczym roślina - podlegała jej tajemniczym wodnym, wilgotnym prawom przyciągania" (PS 47).

11 Recenzował te z jej książek, w których pojawiają się motywy dolnośląskie: Dom dzienny, dom nocny (Święta księga Sudetów, "Pomosty" 1997/1998, t. 2/3), Grę na wielu bębenkach (Bębnienie na pobudkę, "Res Publica Nova" 2002, nr 4), Ostatnie historie (Wszystko, co ostatnie, "Odra" 2004, nr 12).

12 Michał Kopszak, Sceny z życia krytyka prowincjonalnego, "FA-art" 2002, nr 1, s. 71.

13 Por. Elżbieta Rybicka, Geopoetyka (o mieście, przestrzeni i miejscu we współczesnych teoriach i praktykach kulturowych), w: Kulturowa teoria literatury. Główne pojęcia i problemy, pod red. Michała Pawła Markowskiego i Ryszarda Nycza, Universitas, Kraków 2002, s. 471-490; Od poetyki przestrzeni do polityki miejsca. Zwrot topograficzny w badaniach literackich, "Teksty Drugie" 2008, nr 4, s. 21-37; Geografia, literatura, wyobraźnia: w stronę wspólnego słownika, "Tematy z Szewskiej" 2011, nr 1, s. 41-45.

14 Kenneth White, W stronę geopoetyki, przeł. Anna Bobińska, "Fraza" 2012, nr 4, s. 16.

15 Termin Renaty Makarskiej, Polsko-czeskie pogranicza kulturowe po 1989 roku, w: Nowy regionalizm w badaniach literackich. Badawczy rekonesans i zarys perspektyw, pod red. Małgorzaty Mikołajczak i Elżbiety Rybickiej, Universitas, Kraków 2013, s. 252. O "językowym" oswajaniu Śląska w literaturze wspomina Jürgen Joachimsthaler w cytowanym szkicu, wpisując je w obręb szerszych zjawisk, które nazwał "synkretycznymi aktami zespolenia" - "zmieszania polskich i niemieckich tradycji oraz przyswojenia tego, co było dotychczas obce, prowadzące do przemiany tego, co dotychczas bezrefleksyjnie pojmowane było jako "własne"" (s. 498).

16 "Miejscowy siłacz sam jeden na końcu dźwiga starą tablicę z tych, co wiszą na stacyjnych peronach. Gdy są trochę bliżej, mogę przesylabizować z trudem, bo niezwyczajne to litery: Lieb-lich-stadt" (M 132). O charakterystycznych dla pisarzy kulturowych pograniczy eksperymentach formalnych i językowych pisała także Ewa Domańska, Epistemologie pograniczy, w: Na pograniczach literatury, pod red. Jarosława Fazana i Krzysztofa Zajasa, Universitas, Kraków 2012, s. 96-97.

17 Termin francuskiego badacza Pierre'a Nory. Jego badania omawia Andrzej Szpociński, Miejsca pamięci (lieux de mémoire), "Teksty Drugie" 2008, nr 4, s. 11-20.

18 Termin Elżbiety Rybickiej, Miejsce, pamięć, literatura (w perspektywie geopoetyki), "Teksty Drugie" 2008, nr 1, s. 24-29. A. Zawada, charakteryzując specyfikę dzisiejszego Dolnego Śląska, użył podobnego określenia: "Wrocław jest miastem, któremu amputowano pamięć" (dz. cyt., s. 154). Zaś Tokarczuk napisała: "nasi poprzednicy zabrali swą pamięć ze sobą, a myśmy zostali wrzuceni w świat bez pamięci" (PS 49).

19 Tak charakteryzuje je Małgorzata Czabańska-Rosada: "miejsca zranionej pamięci są często związane z PTSD - syndromem stresu pourazowego. Stają się tabu i są zastrzeżone jedynie dla pamięci osobistej. [...] Osoby cierpiące na PTSD mogą swoje miejsca zranionej pamięci wyprzeć ze świadomości, mogą też chcieć je pielęgnować, mogą też na ich temat konfabulować" (Miejsca zranionej pamięci, "Lamus" 2011, nr 1/7, s. 77).

20 W opisanej przez Maliszewskiego w powieści Sajgon noworudzkiej love story, zakończonej przedwczesną śmiercią kochanki, czytamy: "Nicość uderza do głowy w takie dni" (s. 36), zaś Ida, bohaterka Ostatnich historii Tokarczuk, po wypadku zapala w samochodzie światła, które "strzelają w niebo, ale nie odkrywają nic" (O 118).

21 O symbolice Bar-do w utworach Tokarczuk pisałam w szkicu Pierwsze i drugie czytanie "Ostatnich historii", w: Światy Olgi Tokarczuk, s. 158-165. Także w rozgrywających się w Wałbrzychu utworach Joanny Bator (szczególnie w powieści Ciemno, prawie noc) uporządkowany, "dzienny" świat kończy się na rogatkach Wrocławia. Za nimi rozpościera się kraina mroku, mgły, deszczu i zimna, destrukcji i śmierci oraz obszar objawiania się zła.

22 Jürgen Joachimsthaler, dz. cyt., s. 508-509.

23 Określenia Stefana Chwina (Złe miejsce na ziemi. Rozmowa ze Stefanem Chwinem, "Tygodnik Powszechny" 1996, nr 1, s. 33).

24 O polskiej recepcji Caspara Davida Friedricha pisałam w książce: Magdalena Rabizo-Birek, Romantyczni i nowocześni. Formy obecności romantyzmu w polskiej literaturze współczesnej, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2012, s. 92-114.

25 Por. Magdalena Rabizo-Birek, Śląskie miejsca Henryka Wańka ("Opcje" 2006, nr 1, s. 26-29) oraz cytowany artykuł Renaty Makarskiej.

26 Por. Wojciech Kunicki, Śląsk. Rzeczywistości wyobrażone, w: Śląsk. Rzeczywistości wyobrażone, s. 7-76.

27 Kazimierz Brakoniecki, Ponowoczesny regionalizm, "Nowy Nurt" 1996, nr 8, s. 11. Jego artystycznym wyrazem jest postulowana przez pisarza poetyka "metafizyki i doświadczenia", której środkiem ekspresji ma być "konkret metafizyczny, tzn. biografie rzeczy, okolic, ludzi, czasów".

28 Karol Maliszewski, Wszystko, co ostatnie, "Odra" 2004, nr 12, s. 111.

29 Skomplikowaną genealogię mieszkańców Wałbrzycha i jego okolic, będącą jednym z powodów ich dzisiejszej popularności wśród artystów różnych sztuk (literatury, teatru, filmu), przedstawiła Ewa Kraskowska w szkicu W Wałbrzychu, czyli nigdzie? Kariera miasta Wałbrzych w literaturze i filmie lat ostatnich, w: Nowe dwudziestolecie (1989-2009). Rozpoznania, hierarchie, perspektywy, pod red. Hanny Gosk, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2010, s. 245-260.

30 "Jej pisarska wyobraźnia przypomina sposób myślenia inteligencji z początku XX wieku, ludzi, którzy urządzenie świata na nowo uważali za możliwe i potrzebne". Wojciech Browarny, (b.t.), w: Zbiorowy portret Olgi Tokarczuk w tomie Światy Olgi Tokarczuk, s. 332.

31 Tytułowy "Sajgon" ma w powieści różne wykładnie, także odnoszącą się do fragmentarycznej poetyki powieści; przede wszystkim jednak stanowi aluzję do potocznej nazwy noworudzkiej dzielnicy slumsów. Bohater powieści - nauczyciel miejscowej podstawówki - próbuje pomóc mieszkającym tam dzieciom, którym grozi powtórzenie losu rodziców: prostytutek, pijaków, narkomanów i drobnych przestępców.

32 Antologię groteskowych motywów spotykamy na 82 s. powieści: "Teresa z Górki znała Olgę zza Drugiej Górki, i twierdziła, że posłużyła jej jako model przy tworzeniu postaci Marty w jednej z książek pisarki. [...] baju, baju. Zaraz każdy by chciał. Kiedyś jednego gościa po śniegu prowadziłem pijanego i też cały czas podkreślał, że jest postacią autentyczną. Jak to autentyczną? Że występuje w książce pisarki jako taki a taki. I że jego imię nigdy nie zaginie. A także nazwisko".

33 Maciej Robert, Traktat o manekinach, "Nowe Książki" 2012, nr 5, s. 14. Krytyk uważa, że z powtórzenia powieściowego schematu pisarz wyszedł obronną ręką dzięki "niepowtarzalności własnej opowieści".