ROZDZIAŁ 1
EMERSON
Zawsze sobie wyobrażałam, że mogłabym wystąpić w jednej z tych komedii romantycznych, które oglądałam w młodości. Ja również byłam tą niezdarną, skrępowaną dziewczyną, która miała nadzieję, że mimo wszystko jakimś cudem znajdzie sobie chłopaka. Teraz jednak jestem już po scenie metamorfozy, a wciąż nie odnalazłam miłości. W zamian za to staram się udowodnić, że pewna teoria na temat mojego obecnego chłopaka jest fałszywa, co samo w sobie w jakiś sposób dowodzi, że ten związek jest skazany na porażkę. Każdy z moich związków kończył się w dość spektakularny sposób.
Wstaję z kanapy - śnieżnobiałego, skórzanego narożnika marki West Elm - którą Josh kupił, kiedy podpatrzył, jak zapisuję sobie zdjęcie tej sofy na Instagramie. Romantycznie, prawda? Tylko że nie znoszę śnieżnobiałych mebli i nawet mu o tym powiedziałam. Zapisałam to zdjęcie z myślą o swojej najlepszej przyjaciółce Georgii. Poza tym wtedy spotykaliśmy się dopiero od tygodnia. Trzeba być bardzo pewnym siebie, żeby już na tym etapie wybierać meble. Podchodzę do regału i wyciągam jedną ze swoich ulubionych książek. The Object of My Affection Stephena McCauleya. To starszy tytuł, ale też fantastyczna lektura, która została świetnie zekranizowana. Josh przysięga, że przeczytał wszystkie książki, które stoją na tym regale, ale niedawno zauważyłam, że kiedy pytam o którąś z nich, zawsze znajduje sposób na zmianę tematu.
- Kotku? Czytałeś to? - Odwracam książkę okładką w jego stronę. Josh gra dla Red Soxów i kiedy się poznaliśmy, miałam nadzieję, że to właśnie on okaże się Tym Jedynym. Materiałem na męża, kimś, dla kogo warto latać przez sześć miesięcy z Los Angeles do Bostonu, żeby się lepiej poznać.
- A, tak, uwielbiam to. Jedna z najlepszych książek. - Josh wstaje i dołącza do mnie przy regale, a potem obejmuje mnie w talii i przyciąga bliżej.
- Niedawno do niej wróciłam i nie mogę przestać myśleć o tym zwrocie akcji na koniec. Co o tym sądzisz? - Obracam się do niego, nadal z książką w dłoniach, i patrzę wyczekująco.
Josh przyciąga mnie do długiego pocałunku, jedną ręką zabiera mi powieść i wrzuca ją z powrotem na półkę. Nie odstawia na miejsce, tylko kładzie niedbale na innych książkach. Potem uwolnioną dłonią łapie mnie za brodę, chociaż dobrze wie, że tego nie znoszę. Już prawie czuję, jak w miejscu, w którym jego palce dotykają mojej twarzy, robią się krostki. Odsuwam się delikatnie.
- Kotku, zwrot akcji. Co o nim sądzisz?
- Totalnie szokujący - mamrocze prosto w moje usta i przyciska się z powrotem do mnie. - Najlepsza część książki.
- Czyli naprawdę się zdziwiłeś, kiedy wzięli tego kolesia jako zakładnika?
- No pewnie. Świetne zakończenie. - Jego druga ręka zaczyna wędrować niżej. Odsuwam się gwałtownie. Wiedziałam.
- Josh, to komedia romantyczna, tam nie ma zakładników. Wiedziałbyś o tym, gdybyś ją przeczytał. - Wpatruję się w niego intensywnie. - Czytałeś którąkolwiek z tych książek? Za każdym razem, kiedy próbuję z tobą o nich porozmawiać, wymyślasz coś, żeby zmienić temat, albo po prostu mnie całujesz!
Krzyżuję ręce na piersi, tak by widział, że oczekuję odpowiedzi. On wzdycha i przebiega wzrokiem po półkach, pewnie w poszukiwaniu książki, na podstawie której oglądał film.
- Josh, po prostu powiedz mi prawdę.
Centralną ścianę jego salonu zajmuje wysoki od podłogi do sufitu regał, zapełniony książkami, wśród których znajdują się również moje ulubione tytuły. Kiedy weszłam do tego mieszkania po raz pierwszy podczas imprezy sylwestrowej i zobaczyłam tę niesamowitą konstrukcję pełną książek, wiedziałam, że muszę poznać właściciela. Po rozstaniu z aktorem, który nie czytał do końca nawet własnych scenariuszy, byłam gotowa na związek z kimś, kto podziela moją pasję do lektury. Myślałam, że będę mogła rozmawiać z nim o książkach, które pochłaniam w ciągu dnia, a może nawet dzielić się pomysłami na powieści, które przychodzą do mnie w nocy.
Źle myślałam.
Widzę, jak Josh się łamie, a potem zmienia strategię.
- Skarbie, przepraszam, że cię okłamałem. - Bierze mnie za rękę i prowadzi z powrotem do kanapy. - Tak bardzo się cieszyłaś, że mamy takie same zainteresowania, więc pomyślałem, że nie skłamię za bardzo, jeśli ci powiem, że przeczytałem większość, bo naprawdę chciałem je przeczytać, żeby zdobyć twoje serce.
- I co, zacząłeś czytać? - Może jednak coś z tego będzie. Ściskam jego szorstką dłoń w swojej, wypielęgnowanej. Hybryda co dwa tygodnie niszczy mi paznokcie, ale kiedy już ją zrobię, zawsze wyglądają nieskazitelnie, a zdaniem mojego agenta tylko to się liczy.
- Nie za bardzo. Byłem strasznie zajęty treningami. - Josh rzuca tęskne spojrzenie na swoją domową siłownię, tak jakby wolał być teraz tam i po raz trzeci tego dnia wyciskać sztangę na ławce, zamiast ze mną rozmawiać.
- Przeczytałeś chociaż jedną? - Josh krzywi się na to pytanie, ale ja naciskam dalej. Muszę znaleźć cokolwiek, co go usprawiedliwi, może wtedy będę w stanie zapomnieć, że mnie okłamał. Nasz związek tego potrzebuje, jeśli ma przetrwać. - Czy to są książki z twojej listy "do przeczytania"?
- Właściwie to moja projektantka kupiła je na tę imprezę, na której się poznaliśmy. Przyszła do mnie mama i zauważyła, że mieszkanie wygląda... hm, powiedziała, że płytko, ale "dziwnie" to chyba lepsze słowo... no więc zauważyła, że wygląda dziwnie, bo wtedy na półkach stały tylko moje puchary. Po imprezie miałem zamiar oddać to wszystko na makulaturę, żeby postawić z powrotem swoje rzeczy, ale dzięki tym książkom poznałem ciebie, więc uznałem, że warto je zatrzymać. - Uśmiecha się na koniec, tak jakby powiedział coś romantycznego, a tymczasem właśnie dał mi do zrozumienia, że zamierzał wysłać książki warte z sześć tysięcy dolarów na śmierć.
- Na makulaturę? - Z trudem opanowuję głos. - Przecież to jest ze czterysta tomów w twardej oprawie. Mógłbyś je przynajmniej komuś przekazać.
- A kto by chciał aż tyle książek? - Wygląda na szczerze zdziwionego. Czy on nigdy nie słyszał o bibliotekach?
To koniec. Spadam stąd.
- Josh, wydaje mi się, że nic z tego nie będzie. - On otwiera usta na znak sprzeciwu.
- Czekaj, nie rozumiem - zaczyna błagalnie. Przeczesuje szorstką dłonią swoje kręcone włosy. - Skarbie, porozmawiajmy o tym. Wybierzmy się na wakacje. Możemy pojechać do Cabo, odpocząć, przegadać to. Kupię ci kolejną partię książek za sześć koła, a te tutaj możesz komuś przekazać. - Przy tych ostatnich słowach krzywi się sceptycznie, ale zaraz bierze mnie za rękę. - To jest to, czego chcę. Ciebie chcę. A to tylko jakaś pierdoła, możemy ją razem przepracować.
Delikatnie uwalniam rękę z uścisku Josha.
- Josh, nie wydaje mi się, żeby to była miłość. Nie taka prawdziwa, a już na pewno nie na zawsze. Przykro mi, ale jeszcze znajdziesz kogoś, kto będzie dla ciebie idealny.
Zbieram się w niecałą minutę. Zawsze mam spakowaną walizkę, bo w każdej chwili muszę być gotowa do wyjazdu na sesję zdjęciową. Przystaję na moment, żeby się pożegnać, ale Josh odwraca się gniewnie i pięścią wybija dziurę w ścianie, przez co zrzuca na podłogę kilka ramek ze zdjęciami. Jego asystentka na pewno zadba o to, żeby jutro wieczorem nie było po tym śladu. A ja na pewno postępuję właściwie. Walizka sunie za mną cicho, jakby chciała uszanować moje poczucie wstydu, ja tymczasem delikatnie zamykam za sobą drzwi, odsuwając na bok strzaskane zdjęcie nas dwojga na zawodach World Series. Ta fotografia będzie zapewne jedną z wielu, którymi magazyn "People" zilustruje swoje jutrzejsze, nieuniknione doniesienia na temat mojego życia miłosnego. Już widzę ten nagłówek: Rzut oka na pełną historię związków znanej uwodzicielki i supermodelki Emerson.
Niby nieważne, jak o tobie mówią, byleby mówili, ale ten jeden raz wolałabym zachować swoją porażkę dla siebie. Miło byłoby wyjść z domu bez makijażu i nie czytać po godzinie artykułów o tym, że przeżywam kryzys. Zapomniałam już, co to naturalność. Muszę zwracać uwagę na każdy skrawek siebie, który pokazuję ludziom, bo kiedy już pójdzie w świat, przestaje należeć do mnie, a staje się częścią mojego wizerunku publicznego. Wiem, że nie powinnam narzekać na ciemne strony branży, bo to właśnie ona wraz z moim wyglądem dały mi sławę, a sława dała mi stabilność. Czyli coś, za czym tęskniłam przez całe dzieciństwo. Staram się więc przyjmować ją z dobrodziejstwem inwentarza.
***
W chwili, w której siadam na łóżku hotelowym, przestaję dbać o postawę. Zawsze z przyjemnością zaokrąglam ramiona, gdy zostaję w pokoju sama, uwolniona od ciężaru spojrzeń wszystkich dookoła. Nie garbiłam się przy innych już od dekady, odkąd stałam się Emerson bez nazwiska, a Emerson stała się marką. Moja kariera to moje życie, ale dbanie o idealny wygląd nie przestaje mnie męczyć. Wszyscy faceci, z którymi byłam, uwielbiali moją "postawę baletnicy", tak samo jak uwielbiają ją agenci i klienci, co oznacza jednak, że nigdy nie mogę się w pełni zrelaksować. Ale to nic. To zupełnie nic nie szkodzi. A przynajmniej tak sobie powtarzam.
Kulę się nad telefonem i zaczynam bezmyślnie przeglądać media społecznościowe, a przed oczami przemyka mi niekończący się strumień zdjęć innych modelek i celebrytek. Nauczyłam się już nie wzdragać, kiedy natrafiam na własną twarz w jakiejś reklamie. Jestem na tych zdjęciach, ale wcale nie mam poczucia, że to rzeczywiście ja. Jednak po paru minutach - a może po całej godzinie, bo trudno mi śledzić upływ czasu, kiedy zostaję wessana w ogłupiający instagramowy wir - zamieram w trakcie scrollowania i wpatruję się w powiadomienie, które wyskoczyło mi na ekranie.
"Przypomnienie: jeśli w wieku 28 lat nie będziesz miała męża, wychodzisz za Theo! Został ci tydzień ;)".
Theo.
Żołądek mi się kurczy. Nie mogę uwierzyć, że zapomniałam o tym pakcie.
Nie rozmawiałam z Theo od dziesięciu lat. Na samą myśl o nim czuję kilka emocji, które usiłują się ze mnie wydobyć. Żal, tęsknotę, wstyd. Był moją pierwszą miłością, a może i ostatnią. Czasem wydaje mi się, że jestem całkowicie zakochana w mężczyźnie, z którym się akurat spotykam, a potem przypominam sobie, co miałam przez moment z Theo, i zaczynam wątpić, że kiedykolwiek naprawdę pokocham kogoś innego. Od czasów liceum gonię za tym, co przy nim czułam. Za tym, jak się rozumieliśmy, za tym, jak odczytywał moje myśli, jeszcze zanim wypowiedziałam je na głos, za tym, jak na mnie patrzył - na mnie, a nie na pojedyncze części mojego ciała, którymi jestem reklamowana. Dla niego byłam Emerson Grey.
Nawet w ostatniej klasie, kiedy miałam już na koncie kilka większych kampanii, a szepty, które niosły się za mną po szkolnych korytarzach, przestały być deprecjonujące, jemu zależało tylko na tym, żebym była szczęśliwa. Podczas gdy moja mama zgadzała się w ciemno na każdą kampanię, na którą chciał mnie wysyłać agent, Theo któregoś razu zauważył, że szkoda mi rezygnować z imprezy halloweenowej w Salem na rzecz zlecenia dla Urban Outfitters. Za tym, co mówiłam, dostrzegł to, co czułam, a następnie zaoferował, że zadzwoni do agenta i podając się za mojego ojca, oznajmi mu, że zachorowałam na grypę. Spędziliśmy potem cudowny tydzień na przygotowywaniu bliźniaczych, zupełnie beznadziejnych szkieletowych kostiumów. To było o wiele fajniejsze niż sztywna sesja fotograficzna.
Przypomnienie musiało być zapisane w chmurze, bo od tamtych czasów już z milion razy zmieniałam telefon, ale moje konto Apple zostało takie samo. Zupełnie zapomniałam o tym pakcie. Kładę się na plecach na łóżku i przyciskam telefon do piersi. Zawarliśmy tę umowę jeszcze w liceum, kiedy uważaliśmy, że dwadzieścia osiem lat to późna starość, a dekada od ukończenia szkoły będzie trwać w nieskończoność. Oboje zrobiliśmy wielki szum wokół ustawiania powiadomień - pierwsze miało wyskoczyć w dniu urodzin Theo, a drugie tydzień później, w dniu moich urodzin. Śmialiśmy się, że dzięki temu będziemy mieli tydzień na przygotowanie prowizorycznego wesela. Uważałam, że to bardzo romantyczne, jak finał komedii, w której bohaterowie oczywiście zostają w końcu parą, a ich przyjaciele i rodzina cieszą się, bo od początku potajemnie trzymali za nich kciuki.
Wpatruję się w powiadomienie. To jest to pierwsze, co oznacza, że dziś są urodziny Theo.
Zapomniałam o jego urodzinach. W liceum byłoby nie do pomyślenia, żebym zapomniała, żebym nie spędzała tego dnia razem z nim. Ale nie jesteśmy już dziś tymi samymi ludźmi, dzieli nas wiele kilometrów i lat. Minęła cała dekada, odkąd ostatnio rozmawialiśmy. Przytłacza mnie ciężar tej myśli. Nie tak wyobrażałam sobie kiedyś swoje życie.
Ale jeśli to powiadomienie nie jest znakiem od wszechświata, że nadszedł czas, bym naprawiła to, czego najbardziej w życiu żałuję, to nie wiem, co mogłoby nim być.
Z zapałem śledzę karierę Theo ze swojego fałszywego konta, oglądam każdą relację, którą zamieszcza, ale dbam o to, żeby nie dawać serduszka pod każdym pojedynczym postem. Przyglądam się też uważnie zdjęciom, na których jest otagowany. Wiem, że fotografuje zawodowo, ale rzadko oznacza marki. Częściej widuję jego siostrzenice i siostrzeńców niż jego samego. Mimo to zaglądam na jego konto, klikam w najnowszy post i gorączkowo poszukuję bardziej szczegółowych informacji.
Większość fotografii, które zdarza mi się oglądać, nie robi na mnie wrażenia, jednak jego ujęcia są niezwykłe. Nie otagował marki, ale zdjęcia są śliczne, bardziej artystyczne niż te, które zazwyczaj robi się dla dużych sklepów. Chodzi nawet nie tyle o to, że niedrogie ciuchy wyglądają na nich świetnie - i że Theo zdołał wkomponować w fotografie wszystko od lampek choinkowych po grzejniki, które z pewnością również trafią na sprzedaż - ile raczej o to, że modelki zostały uchwycone w chwilach, gdy wyglądają najprawdziwiej i najpiękniej. Nie spotkałam innego fotografa, który potrafiłby tak dobrze to zrobić.
Robię zrzut ekranu i wysyłam go swojej asystentce Natalie.
"Muszę się jak najszybciej dowiedzieć, dla kogo on teraz fotografuje!!! Jakie ma następne zlecenie?"
Natalie potrzebuje zaledwie siedmiu minut, żeby odpisać, a mnie tymczasem udaje się znaleźć otagowane zdjęcie sprzed trzech lat, które odsyła mnie na stronę marki Anthem, a po jej dogłębnym prześledzeniu mam już prawie całkowitą pewność, że znam odpowiedź. Moja asystentka to potwierdza.
"Theo Carson fotografuje głównie dla marki Anthem. Za dwa dni robią sesję do kolekcji letniej".
Dwa dni. Siadam i dzwonię do swojego agenta.
- Emerson? - odzywa się Matt. - Wszystko w porządku?
Krzywię się, słysząc zdziwienie w jego głosie. Nigdy do niego nie dzwonię, bo zawsze chciałam być dla niego tą "łatwą" dziewczyną. Łatwą do zatrudnienia, łatwą we współpracy, nieobciążającą go swoimi osobistymi problemami, jak robią to niestety niektóre modelki. Rozumiem, że uczucia nie pomagają piąć się na szczyt. A ja właśnie tam zmierzam.
Wyobrażam sobie, jakie scenariusze mogą przebiegać mu teraz przez głowę. Niefortunna wizyta u fryzjera? Zbyt agresywny peeling chemiczny, przez który mogłabym na tydzień wypaść z obiegu? Zatrucie pokarmowe? Z zatruciem pokarmowym by sobie poradził.
- Hej! Przepraszam, że dzwonię. - Na moment zamieram, nieprzyzwyczajona do tego, żeby go o cokolwiek prosić. Przekręcam się na brzuch i zaczynam bawić się nerwowo kosmykiem włosów. Zrobiły się łamliwe, bo chociaż jestem blondynką, mój zespół i tak upiera się przy rozjaśnianiu, żeby zrobić ze mnie idealną Amerykankę. Czas na zabieg regeneracyjny.
- Co się dzieje? Emerson?
- Przepraszam cię, nic się nie dzieje - jąkam się. - Hm, właściwie to zastanawiałam się tylko, czy mógłbyś załatwić mi zlecenie dla takiej jednej marki. To trochę co innego, niż zwykle robię.
- Dla której marki? - Jego głos jest podszyty niepokojem. Jestem modelką high fashion i to jedną z jego najlepszych. Regularnie pozuję do kampanii takich domów mody jak Chanel, Gucci, Valentino, Prada. Jakieś siedem lat temu przestałam nawet robić zdjęcia do sklepów internetowych high fashion, bo Matt upierał się, że to obniża wartość mojego portfolio, a występy na pokazach ograniczam do miesiąca mody.
- Anthem? Szyją raczej na rynek masowy, więc wiem, że to nie do końca moja bajka. Ale bardzo bym chciała popracować z ich zespołem, a poza tym mają parę świetnych lokalizacji. - Wstrzymuję oddech. Stwierdzenie, że Anthem szyje na rynek masowy, to lekkie nadużycie. Tak naprawdę jest to moloch typu Target albo Macy's, który wypuszcza po kilka kolekcji ubrań rocznie, trudno ich nawet nazwać marką modową. Ale to, co mówiłam o pracy, którą wykonuje dla nich Theo, to prawda. Jego sesje są cudowne, bardziej artystyczne, niż mają prawo być, pełne pięknych ujęć i opowieści. Wynoszą Anthem na zupełnie inny poziom i sprawiają, że zwykły sklep wygląda na miejsce, w którym chciałby kupować każdy, począwszy ode mnie, a skończywszy na mojej mamie.
Wyczuwam przez telefon namacalną odrazę.
- Anthem? To bez sensu. Przecież to pogrzebie twoją karierę, nawet gdyby zrobili cię twarzą marki.
- Trudno.
- To może od razu zadzwonię do Walmarta? Albo do innego supermarketu? Nie załatwię ci tego. - Najwyraźniej uznał, że całkiem zwariowałam.
- Matt, nie zapominaj, proszę, że teoretycznie to ty pracujesz dla mnie. A jestem przekonana, że z kampanii AMEX-u, której twarzą byłam w zeszłym roku, wyciągnąłeś tyle, że mógłbyś już przejść na emeryturę.
Wstrzymuję oddech. Nigdy dotąd, przez cały czas naszej współpracy, nie zachowywałam się w stosunku do niego tak agresywnie. Może nie należy do najmilszych osób, ale jest sprawnym agentem i towarzyszy mi od samego początku kariery. Nie mogę mu nic zarzucić. Poza tym wiem, że chronił mnie przed fotografami, o których szepczą między sobą modelki, i trzymał z dala od kampanii, które mogłyby mnie pogrążyć, a to więcej, niż robi przeważająca część agentów, kiedy pojawia się wizja dużego utargu. Ale ja potrzebuję tej sesji.
- Emerson. Nie mogę przyłożyć do tego ręki. To świadczyłoby też o mnie.
- W takim razie sama to sobie załatwię. Albo poproszę Natalie i przekażę jej twoje dwadzieścia procent.
- Nie zrobiłabyś tego. - Jego słowa brzmią szorstko, złości go myśl, że moja dwudziestoletnia asystentka miałaby zgarnąć jego udział. - Dlaczego tak ci zależy? Nigdy nie prosiłaś o żadne konkretne zlecenia.
- Chcę zrobić sesję z Theo Carsonem. To mój dawny przyjaciel.
Następuje chwila pełnej napięcia ciszy. Nie potrafię jej wypełnić, ale niemal słyszę, jak w głowie Matta obracają się trybiki.
- Nie mów mi, że zerwałaś z Joshem - odzywa się wreszcie. - Za każdym razem, kiedy pojawiałaś się z nim na zdjęciu, odzywał się ktoś z ofertą. To jemu powinnaś podziękować za ten spot dla Nike'a.
- Tak, zerwałam z nim. To co? Załatwisz mi ten Anthem?
Matt wzdycha ciężko.
- Emerson, daj spokój. To fatalny ruch. Poza tym rozstanie z Joshem ma swoje dobre strony. Możesz podpisać kontrakt z Harrym Butlerem.
- Wiesz, że nie chcę tego robić. - Harry był pierwszym facetem, z którym spotykałam się po przeprowadzce do Los Angeles, kiedy udawałam, że poradziłam sobie ze stratą Theo. Zaczęło się od ustawionego związku z kontraktem i całą resztą, bo ja szybko stałam się rozchwytywaną modelką, a on właśnie rozkręcał swoją karierę muzyczną. Okazało się, że było nam razem całkiem fajnie, więc próbowaliśmy to utrzymać jeszcze przez jakiś czas po zakończeniu kontraktu. Związek nie przetrwał długo, ale Harry nadal jest moim przyjacielem. Naprawdę tylko przyjacielem. I od jakiegoś czasu namawia mnie na kolejny roczny kontrakt z PR-ową ustawką, bo jak tylko pojawiamy się razem na jakimś zdjęciu, cały świat szaleje. Nie da się zaprzeczyć, że ożywiłoby to nasze kariery, a ja naprawdę go lubię. Ale tym razem chcę czegoś prawdziwego.
- To dla ciebie przełomowy moment. Bycie najsłynniejszą modelką na świecie w młodym wieku to jedno, ale utrzymanie sławy po trzydziestce? Do tego potrzebujesz Harry'ego. Jego publiczności, jego fanów. Szumu, który zawsze się wokół was tworzy. Chcesz zostać zapamiętana jako prawdziwa supermodelka?
- Oczywiście, że tak. Ale muszę spotkać się z Theo. I chcę spędzić z nim cały tydzień na sesji zdjęciowej. - Wiem, że to moment zwrotny w mojej karierze. I w życiu też, bo wygląda na to, że nie potrafię znaleźć tego, co daje mi prawdziwe szczęście. A naprawdę swobodnie czułam się ostatnio w towarzystwie Theo, więc to chyba najlepszy punkt wyjścia.
Matt wydaje z siebie jęk.
- Pójdźmy na kompromis. Dostaniesz tę absurdalną sesję z Theo. Ale jeśli w ciągu tygodnia nic z tego nie wyjdzie, podpiszesz roczny kontrakt z Harrym. I zgodzisz się na zaręczyny po dziewięciu miesiącach.
Biorę głęboki wdech i zastanawiam się nad tą propozycją. Jeśli nie wyjdzie mi z Theo, to się załamię. I w dodatku narażę własną karierę po nic. Może w takiej sytuacji skupienie się przez rok wyłącznie na pracy - a właśnie to oznaczałby ten kontrakt, bo byłby to rok nieustannych wystąpień publicznych, gorączki medialnej i pozowania do tak wielu kampanii, jak to tylko możliwe - nie byłoby takim złym rozwiązaniem.
- Zgoda. Ale bez zaręczyn.
- Wiesz, że jego zespół koniecznie chce wpisać to do umowy. Potem zawsze możesz z nim zerwać.
- Matt, daj spokój. Harry zgodzi się nawet bez zaręczyn.
- To właśnie on najbardziej naciska. Może naprawdę się zakochał.
Przewracam oczami.
- Nie zakochał się. Po prostu chce przejąć władzę nad światem i wie, że ten cały niewyobrażalny szum, jaki się zrobi wokół naszych zaręczyn, wyniesie go na wyżyny. Niebotyczne. - To wszystko prawda. Choć zaczynał jako piosenkarz, teraz jest też aktorem, modelem i pracuje nad własną marką odzieżową. Nasz ustawiony związek był dla niego trampoliną do sukcesu.
- To zabierz się tam razem z nim. Daj ludziom to, czego chcą, skoro wasze zaręczyny byłyby wydarzeniem stulecia, a potem czerp z tego korzyści. Zgódź się, to zaraz skontaktuję się z Anthemem. I jeśli do końca sesji nie zwiążesz się z tamtym kolesiem, podpiszesz pełny kontrakt z Harrym.
Słyszę, jak Matt wstrzymuje oddech.
- Dobra - zgadzam się wreszcie. Sesja powinna zacząć się za kilka dni, nie mam czasu się targować. Dostanę tydzień. Na naprawienie relacji z Theo, na przemyślenie, jak ma wyglądać następny etap mojego życia, i może jeszcze na odzyskanie autentyczności i pasji, które kiedyś w sobie miałam.
- Świetnie, to załatwiam Anthem! Ale gdybyś za parę dni się rozmyśliła, wystarczy słówko, a powołam się na ten kruczek prawny, który przemyciłem do twojego wzoru umowy, i po sprawie. Później będzie trudniej, ale obiecuję, że poruszę niebo i ziemię, żeby cię stamtąd wyciągnąć, jak tylko pójdziesz po rozum do głowy.
Wiem, że ma rację co do tej sesji. To fatalny ruch. Ale ten jeden raz nie czuję w sobie znajomego niepokoju. Ani presji, żeby wspiąć się na szczyt i tam pozostać. Będę miała okazję, żeby popracować z Theo. Zobaczę się z nim. Czuję tylko spokój. To on zawsze był osobą, która dawała mi poczucie, że wszystko będzie dobrze, nawet jeśli nic na to nie wskazywało. Odkąd miałam kilkanaście lat poświęcałam się całkowicie karierze, po to by nie obudzić się któregoś dnia ze świadomością, że miałam swoje piętnaście minut sławy, po których nic mi nie zostało. Do tej pory nie mogę wyjść ze zdumienia, że osiągnęłam aż taki sukces. W liceum nie byłam nawet na tyle popularna, żeby ludzie mnie zauważali, ani na tyle interesująca, żeby rodzice mnie kochali, a tymczasem mój zespół zdołał przekonać świat, że jestem coś warta, więc kariera stała się dla mnie wszystkim. Teraz muszę postawić na pierwszym miejscu swoje życie osobiste, bo mogę już nie dostać kolejnej szansy na naprawienie relacji z Theo.
Mogę nie dostać kolejnej szansy na prawdziwą miłość.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki