Rozdział 1
Coś zaczyna się sypać
Frost
Wypadam z szatni jak burza, aby zdążyć na spotkanie z Johnem. Od dobrych kilku lat wożę go na badania do prestiżowej kliniki i jeszcze nigdy się nie spóźniłem, a dziś jestem tego bliski. Jakby tego było mało, zaspałem na trening i cudem udało mi się przyjechać na lodowisko na czas.
W moim życiu ostatnio jest za dużo bałaganu, a fakt, że muszę być dla chłopaków wzorem do naśladowania, sprawia, że czuję jeszcze większą presję. Próbuję jakoś oddzielić sprawy prywatne od gry, która jest również moją pracą, i chyba w miarę mi się to udaje, skoro nikt w drużynie nie zauważył, że coś mnie niepokoi.
Bycie zawodowym hokeistą, w dodatku kapitanem jednej z czołowych drużyn w NHL, wcale nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Stres nie opuszcza mnie nawet na chwilę, a ja non stop myślę o następnym meczu, czy aby na pewno jesteśmy dobrze przygotowani i czy nikt nie doznał jakieś kontuzji, do której nikomu się nie przyznał.
Zajmują mnie w głównej mierze treningi i mecze. Ostatnio nie mogę poświęcić wystarczająco dużo czasu mojej dziewczynie, bo hokej pochłania praktycznie każdą wolną chwilę. W sezonie mamy mnóstwo wyjazdowych meczów, nic dziwnego, że Ally nie do końca się to podoba. Chociaż od samego początku wiedziała, na czym polega związek z zawodowym hokeistą.
- Coś upuściłeś, panie kapitanie - słyszę za plecami, więc obracam się i widzę Isaaca, który trzyma w dłoni mój telefon. Wzdycham ciężko, przymykając powieki. Czy naprawdę byłem aż tak zamyślony, że nie słyszałem, jak uderzył o podłogę?
- Dzięki, stary. - Odbieram urządzenie od przyjaciela.
- Wszystko gra? - pyta, patrząc na mnie niepewnie.
- Tak - rzucam szybko. - Muszę lecieć, bo się spóźnię.
Isaac kiwa głową i nie komentuje tego ani słowem, choć po jego minie widzę, że nie do końca mi wierzy. Chowam komórkę do kieszeni, a następnie szybkim krokiem ruszam na parking, po drodze wybierając numer Johna. Mężczyzna odbiera po kilku sygnałach.
- Właśnie skończyłem trening i wsiadam do auta, więc spokojnie powinniśmy zdążyć - mówię do telefonu, drugą ręką otwierając drzwi samochodu.
Po drugiej stronie słyszę ciche mamrotanie.
- Frost, poradzę sobie - zapewnia niemrawo. - Nie musisz zawsze mnie tam zawozić.
Nie słucham go, tylko powtarzam, że niedługo będę pod jego domem. Rozłączam się, odkładam komórkę na bok, a następnie odpalam silnik i wyjeżdżam z parkingu.
Nie do końca wiem, na co choruje ojciec Ally, nie chcę na siłę wyciągać z niego szczegółów. Jedyne, czego się dowiedziałem, to że ma chorą wątrobę. To dla niego na pewno drażliwy temat, więc rozumiem, że nie chce opowiadać o tym na prawo i lewo. Podobno dość długo ukrywał prawdę nawet przed swoją żoną i córką, a przede mną przyznał się w momencie, kiedy potrzebował pomocy z dojazdami do kliniki. Czy on nie wycierpiał już wystarczająco? Nie dość, że kilka lat temu uczestniczył w wypadku, w wyniku którego został sparaliżowany i skazany na wózek, to jeszcze teraz to.
Chwilę później jestem pod domem Johna, a mężczyzna już na mnie czeka. Wysiadam z auta i okrążam je, po czym pomagam mu wsiąść, a jego wózek inwalidzki wkładam do bagażnika. Po dwudziestu minutach jesteśmy w klinice. Pielęgniarka wyskakuje zza kontuaru, jak tylko nas widzi, i wita nas ciepłym uśmiechem.
- Zawiozę pana teścia do gabinetu - oznajmia, zaciskając palce na rączkach od wózka.
Kiwam głową, nie komentując ani słowem, że nazwała Johna moim teściem. Choć nie jesteśmy z Ally po ślubie, od dawna tak go właśnie traktuję.
John jedzie na badania, a ja ruszam do poczekalni. Próbuję kilkukrotnie dodzwonić się do Ally, ale dziewczyna uparcie nie odbiera. Wzdycham ciężko i dla zabicia czasu gram w jakieś durne gierki, z czego wyrywa mnie telefon od Nicka.
- Gdzie kupię brzoskwinie? - pyta, pomijając jakiekolwiek powitanie.
- Cześć, przyjacielu. Miło cię słyszeć - odpowiadam ironicznie.
Nick prycha.
- Widzieliśmy się na treningu. Aż tak się za mną stęskniłeś? - żartuje.
Przewracam oczami i zsuwam się odrobinę w dół na niewygodnym, plastikowym krześle, a następnie wyciągam przed siebie nogi i krzyżuję je w kostkach.
- Po co ci w ogóle brzoskwinie? - mruczę.
- Po prostu - bąka.
Marszczę brwi zdezorientowany. Czy on się czegoś naćpał?
- Wątpię, czy dostaniesz je o tej porze roku - mówię powoli. - Jeżeli już, to mrożone w jakimś supermarkecie.
- Pomocny z ciebie przyjaciel.
Kątem oka widzę, jak pielęgniarka prowadzi wózek Johna, więc kończę rozmowę i wstaję z krzesła. Podchodzę do kobiety i odbieram od niej papiery, które ojciec Ally szybko mi wyrywa.
- Nie ma tam nic ciekawego - burczy.
Chyba jednak nie do końca. Wydaje się dość przybity nowymi wieściami. Nie zamierzam na niego naciskać, więc przejmuję od pielęgniarki wózek, rzucam jej szybkie "do widzenia" i ruszam na parking.
- Dzwoniłem do Ally, ale nie odbiera - informuję go.
- Ma ostatnio dużo na głowie - wzdycha ciężko. - Tak samo jak jej matka.
Nie wiem, czy mam ochotę pytać, czym tak bardzo są zajęte. Wczorajszego wieczora, a tak właściwie nocy, Ally położyła się do łóżka jakoś o pierwszej. Kiedy zapytałem, co robiła przez tyle czasu, burknęła coś niezrozumiałego pod nosem i obróciła się do mnie plecami. A gdy wstałem rano, jej już nie było.
Nie żebym był zły czy coś. Ale, cholera, mam wrażenie, że dbam o jej ojca bardziej niż ona. Pojechała z nim na badania tylko raz, bo akurat wtedy miałem wyjazdowy mecz. A przez resztę czasu robię to ja. Czy ona nie powinna trochę bardziej się zainteresować stanem swojego schorowanego ojca?
- Dziękuję, Frost - mówi, gdy opadam na fotel kierowcy. - To wiele dla mnie znaczy.
Posyłam mu lekki uśmiech i już chcę odpalić silnik, gdy rozbrzmiewa mój telefon. Sięgam po niego, spodziewając się, że dzwoni Ally, jednak na wyświetlaczu widnieje imię mojej siostry.
- Co tam? - rzucam.
- Masz dzisiaj czas? - słyszę jej niepewny głos. - Chciałabym... z wami szczerze porozmawiać.
Oblizuję usta i przełykam ciężko ślinę. Isey brzmi na dość wystraszoną.
- Wracam właśnie z badań z Johnem - wyjaśniam, zerkając na mężczyznę z boku. - Odwiozę go do domu i mogę podjechać.
- Świetnie - mruczy Isey. - W takim razie czekam.
Rozłączam się i wrzucam telefon do bocznej kieszeni w drzwiach. Następnie odpalam silnik i wyjeżdżam spod kliniki.
- Te wyniki... są złe? - zagaduję, próbując dowiedzieć się czegokolwiek o jego stanie zdrowia.
John przez chwilę nic nie mówi, aż w końcu duka pod nosem:
- Są złe. Ale lekarze są dobrej myśli. Podobno mam dostać nowe... lekarstwa.
Widzę, że coś kręci, ale nie chce powiedzieć mi niczego więcej, więc się przymykam. Trudno, przynajmniej spróbowałem.
Ojciec Ally nie odzywa się już przez resztę drogi. Stoimy trochę w korkach - godziny szczytu - ale w końcu udaje mi się zaparkować pod domem Johna, na co ten wzdycha z ulgą. Chcę wierzyć, że to z powodu powrotu z kliniki, a nie dlatego, że uwolni się od moich niewygodnych pytań.
- Dasz sobie radę? - upewniam się, kiedy otwiera drzwi wejściowe kluczami. - Bo chyba... nikogo u ciebie nie ma.
Marszczę brwi i spoglądam do wnętrza, aby potwierdzić swoją teorię. W środku faktycznie nie ma jego żony ani córki. Gdzie podziała się Ally, skoro od nas wyszła z samego rana, tutaj jej nie ma, a telefonu nadal nie odbiera?
- Dam, dam - zapewnia mnie. - Możesz już wracać, siostra cię potrzebuje. I... jeszcze raz dziękuję, Frost.
Uśmiecham się i podaję mu rękę, po czym wracam do swojego samochodu. Kilka minut później jestem już pod moim rodzinnym domem, a gdy sobie przypominam, o czym najprawdopodobniej będziemy zaraz rozmawiać, ściska mnie w środku. Przekraczam próg, a do mojego nosa od razu dociera jakiś świeży, owocowy zapach. Pewnie mama z Isey zapaliły swoją ulubioną świeczkę.
- Już jesteś - mówi Isey, stając przede mną. Spoglądam na nią niepewnie, szukając oznak złego samopoczucia, ale widzę tylko delikatny uśmiech. Czyli jest już lepiej? - Chodź, bo stchórzę.
Siostra ciągnie mnie na kanapę, na którą opadam z głośnym westchnieniem. Pocieram oczy i ziewam, gdy czuję pod sobą miękkość mebla. Jestem okropnie zmęczony po dzisiejszym treningu, a jutro z samego rana muszę być w pełni sił na kolejny. I choć marzę o śnie, to są rzeczy ważniejsze niż to.
Isey wygina palce, nerwowo kręcąc się na kanapie, a ja, mama i tata wpatrujemy się w nią z wyczekiwaniem. Wiemy, że to dla niej niesamowicie trudne i nie chcemy wywierać na niej dodatkowej presji. Skoro uznała, że jest na to gotowa, to wysłuchamy jej z uwagą.
Gdy opowiada nam o swojej przeszłości, bez przerwy zaciskam pięści z całej siły. Dlaczego, do cholery, nie powiedziała nam o tym wcześniej? Kurwa, jakim ja jestem bratem, że tego nie zauważyłem? Isey od liceum czuła się okropnie samotna, a słabe relacje z dziewczynami, które miały być jej przyjaciółkami, tylko potęgowały jej przygnębienie. Czuła się przez nie niechciana, a z każdym rokiem było tylko gorzej. Później, gdy uwolniła się od toksycznych koleżanek, sądziła, że wszystko się ułoży i będzie tylko lepiej. Jednak to odrzucenie pozostawiło głębokie rany, a samotność ją przygniatała.
Jakoś sobie radziła do tej pory, jednak wszystko zepsuły dziewczyny na uczelni, które się z niej wyśmiewały, i w pewnym sensie ja. Cholera jasna, gdybym tylko sobie darował i nie przyniósł jej tych kanapek między zajęciami, może nic z tego nie miałoby miejsca.
- Nie obwiniaj się - poleca, widząc moją minę. - To i tak kiedyś by we mnie uderzyło. Teraz jest już lepiej, naprawdę. A te wszystkie złe słowa, które ci powiedziałam... Wiesz, że to nie była prawda.
Wyciągam ramiona w jej stronę, a ona bez wahania się we mnie wtula.
- Wiem - szepczę w jej włosy.
Zerkam nad jej głową na rodziców, aby zobaczyć jak się trzymają. Mama ociera łzy z twarzy, a tata na pewno ma już ukruszony przynajmniej jeden ząb, tak mocno zaciskał szczękę przez całą opowieść Isey.
- Już nigdy się tak nie poczujesz, siostra - mówię, opierając brodę na czubku jej głowy.
Zostaję u rodziny aż do wieczora, a gdy Isey oznajmia, że jest zmęczona i idzie się położyć, zbieram się do wyjścia. Kiedy wkładam buty, do przedpokoju wchodzi mama i przykłada dłonie do policzków.
- Że ja tego wcześniej nie zauważyłam... - mamrocze, spoglądając ze smutkiem na górę schodów, gdzie niedawno zniknęła Isey. - Skrywała tyle bólu... I to tak długo.
- Trzeba przyznać, że dobrze jej wychodziło ukrywanie emocji i całej tej burzy w głowie - odpowiadam. - Szczerze ją podziwiam, że dawała sobie radę. Ja bym chyba już dawno się złamał.
Mama pozostawia moje słowa bez komentarza, tylko wzdycha ciężko, po czym posyła mi smutny uśmiech i staje na palcach, aby złożyć delikatny pocałunek na moim policzku.
- Uważaj na siebie, synku - dodaje jeszcze.
Kiwam głową, życzę rodzicom dobrej nocy, po czym opuszczam dom. Na szczęście nie mieszkam daleko, więc wracam do siebie, gdy zegar wybija dziewiątą wieczorem. Otwierając drzwi, ledwo widzę na oczy ze zmęczenia, więc pocieram je pięściami, choć to i tak nic nie daje. Muszę szybko położyć się do łóżka i wypocząć przed jutrzejszym treningiem.
Ziewając szeroko, rozglądam się wokół. Ally znajduję w kuchni przed otwartym laptopem, sączącą z kieliszka czerwone wino. Unoszę brwi w zaskoczeniu.
- Cześć - szepczę, podchodząc bliżej. Pochylam się i składam buziaka na jej skroni. - Co to za okazja?
Ally nie odrywa wzroku od ekranu i bierze kolejny, powolny łyk.
- Gdzie byłeś tyle czasu? - pyta, ignorując moje poprzednie pytanie.
- U rodziców - odpowiadam. - Isey chciała z nami porozmawiać.
Ally kiwa głową i wraca do swojego zajęcia.
Marszczę brwi i robię krok do tyłu, aby lepiej się jej przyjrzeć, a gdy ta to zauważa, przekręca się lekko, aby plecami zasłonić ekran. To już któryś raz z kolei, gdy się tak zachowuje. Jest nieobecna i ledwo ze mną rozmawia, nie wspominając o innych rzeczach. Już nawet nie chodzi o seks, ale choćby o zwykłe przytulenie czy buziak na dobranoc. Wiem, jestem trochę sentymentalny, ale kiedyś była to dla nas codzienność, a teraz coś się zmieniło i nie mam pojęcia dlaczego. A Ally zamiast ze mną szczerze porozmawiać, bawi się w jakieś tajemnice.
- Dlaczego cały dzień nie odbierałaś ode mnie telefonów? - próbuję jeszcze raz.
- Byłam zajęta.
- Okej... Czym?
- Frost, czy to jakieś przesłuchanie? - unosi się i wreszcie odwraca w moją stronę.
Wykorzystuję moment i zerkam na ekran laptopa, na którym dostrzegam stronę banku. Ally jak najszybciej zatrzaskuje klapę, co każe mi rozumieć, że nie powinienem tego oglądać.
Od kiedy mamy przed sobą aż tyle tajemnic?
- Nie wiem, może? - Wzruszam ramionami. - Prawie cały dzień próbowałem się do ciebie dodzwonić. Później pojechałem z twoim ojcem na badania, a ty nawet nie zapytasz, jak było?
- Zadzwoniłam do taty, on mi powiedział.
- A dlaczego mnie ignorowałaś? - drążę dalej.
- Wcale cię nie ignorowałam - prycha. - Byłam zajęta.
Mam wrażenie, że jestem w jakiejś kiepskiej telenoweli. Czy ona mówi poważnie?
- To co tak ważnego robiłaś, że nie znalazłaś chwili wolnego, aby napisać chociaż głupią wiadomość, co? Już nie mówię o telefonie.
Ally nie odpowiada, tylko przez chwilę patrzy mi prosto w oczy, a później spuszcza wzrok. Parskam gorzkim śmiechem.
- Idę spać, ta rozmowa kompletnie nie ma sensu.
Szybkim krokiem ruszam do sypialni. Z szafy wyciągam bokserki i koszulkę z krótkim rękawem, po czym idę do łazienki i wchodzę pod prysznic. Gorąca woda uderza w moje spięte mięśnie, ale ani trochę nie pomaga mi się zrelaksować. Mam wrażenie, że jest nawet odwrotnie, z każdą kolejną minutą myśli w mojej głowie wariują coraz bardziej, nie dając wytchnienia. Wzdycham ciężko i unoszę głowę, pozwalając, aby woda spływała po mojej twarzy.
Dlaczego Ally zachowuje się tak dziwnie? Co w nią wstąpiło? Po tylu latach spędzonych razem ona nagle zaczyna odwalać coś takiego? Mam wrażenie, że ostatnio ciągle się mijamy, a spędzenie razem więcej niż kilku minut graniczy z cudem. Naprawdę niepokoi mnie jej nietypowe zachowanie. W dodatku o niczym mi nie mówi, nawet gdy pytam.
Wkrótce będziemy obchodzić dziesiątą rocznicę związku, bardzo chciałbym się jej wtedy oświadczyć. Może stworzylibyśmy rodzinę i adoptowali psa? Ale jeżeli nadal będzie tak, jak jest teraz, moje plany pójdą się pieprzyć.
Wzdycham po raz kolejny tego wieczora i wychodzę spod prysznica. Wykonuję resztę wieczornej rutyny, po czym kładę się do łóżka i od razu obracam się na bok. Próbuję zasnąć, jednak pomimo ogromnego zmęczenia nie jest mi to dane. Nie wiem, ile czasu wgapiam się w ciemność, gdy nagle drzwi do sypialni się otwierają, a Ally po cichu wsuwa się pod kołdrę.
- Frost, to nie tak - słyszę jej cichy głos. Nie odpowiadam ani nie wykonuję żadnego ruchu, udając, że śpię. - Wiem, że nie śpisz. Frost, ja...
- Nie chcę o tym teraz rozmawiać - odpowiadam chłodno.
Słyszę, jak Ally przełyka ślinę, nie mówi jednak nic więcej. Najwyraźniej dała sobie spokój.
Już teraz mogę stwierdzić, że jutrzejszy trening będzie do bani, a ja będę na nim w cholerę niewyspany. W końcu zasypiam, choć mój umysł nie potrafi ani na chwilę odciąć się od natrętnych myśli, że coś między nami się bezpowrotnie zepsuło.